To oni w latach 30. rządzili Warszawą. Oto prawdziwa historia postaci z książki i serialu „Król”
Łukasz Bąk/Canal+

To oni w latach 30. rządzili Warszawą. Oto prawdziwa historia postaci z książki i serialu „Król”

Gruba Rum-Helka, gangster Tata Tasiemka i doktor Józef Łokietek. To na nich Szczepan Twardoch wzorował swoich bohaterów, pisząc „Króla”. Przenieśmy się na chwilę w czasie i poczujmy klimat Warszawy z lat 30.
Kamila Geodecka
12.11.2020

Było głośno, gwarno i niebezpiecznie. W powietrzu wisiała rewolucja. W knajpach przesiadywali gangsterzy. Na ulicach można było słyszeć przeplatające się dwa języki – polski i jidysz. Polityka mieszała się z mafią, a mafia z hazardem i prostytucją.

Prasa była tak stronnicza, że nawet repertuary kin były przedstawiane w duchu propagandy. Mimo to w każdej z gazet można było przeczytać o Tacie Tasiemce – pierwowzorze Jana „Kuma” Kaplicy – oraz jego prawej ręce, Pantaleonie Karpińskim. Raz na jakiś czas dowiadywali się również o kolejnych przestępstwach doktora Józefa Łokietka, który był inspiracją dla postaci doktora Radziwiłka.

Jeśli ktoś nie chciał czytać gazet, mógł posłuchać piosenek Grzesiuka. Śpiewano m.in. o Rum-Helce, osławionej burdelmamie, która być może ma coś wspólnego z Ryfką Kij Twardocha.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Król był tylko jeden

Chociaż tytułowym królem w książce Szczepana Twardocha jest bokser Szapiro, tak naprawdę w Warszawie z lat 30. rządził Łukasz Siemiątkowski, znany wszystkim jako Tata Tasiemka. Każdy mógł mu coś zawdzięczać, ale każdy mógł też przez niego wszystko stracić – łącznie z życiem.

Skąd więc tak infantylny pseudonim dla wpływowego i groźnego gangstera? Przecież nawet sam Szczepan Twardoch w jednym z radiowych wywiadów wspominał, że brutalność „Kuma” Kaplicy nie odbiegała od realnej brutalności Taty Tasiemki. A kto czytał „Króla” lub widział serial, ten wie, że Kaplica lubił wyrafinowane metody ostrzegania tych, którzy nie chcieli mu się poddać. Jeśli te nie działały, bez skrupułów zlecał kolejne morderstwa i rozboje. Podlegali mu absolutnie wszyscy – łącznie z władzą, która z jednej strony się go bała, z drugiej sporo mu zawdzięczała.

Czytaj też: To on gra Jakuba Szapirę! Co Michał Żurawski mówił nam o „Królu” Szczepana Twardocha?

Tata Tasiemka

Łukasza Siemiątkowskiego zaczęto nazywać Tatą, ponieważ podobno z ojcowską troską podchodził do poddanych mu gangsterów. Tasiemka natomiast wywodzi się z tego, że w wieku 17 lat rozpoczął pracę w zakładzie tkackim w Grodzisku Mazowieckim, gdzie produkowano wstążki.

Przed I Wojną Światową oraz w jej trakcie Tasiemka działał w Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS). Współuczestniczył w działaniach organizacji bojowej, przygotowywał akcje odbijania rewolucjonistów z więzienia. W czasie wojny był agentem wywiadu dla I Brygady. Zawsze walczył w duchu socjalizmu, dlatego zaraz po odzyskaniu niepodległości przeniósł się do Warszawy, gdzie rozpoczął swoją prawdziwą karierę polityczną. W kręgach partii piął się coraz wyżej, początkowo kierując Dzielnicą Powązki, a następnie stając się radnym miasta. Tasiemka miał nawet ambicje, by zostać senatorem.

Polityczne koneksje bardzo mu pomogły. Nawiązał współpracę m.in. z Józefem Łokietkiem, który dowodził w tamtych czasach warszawską milicją. Tym Łokietkiem, który był pierwowzorem doktora Radziwiłka. Jak dobrze wiemy, takich ludzi zawsze warto mieć po swojej stronie, a już szczególnie wtedy, gdy chcemy założyć swój gang.

Za szwarc, mydło i powidło

Już pod koniec lat 20. Tasiemka założył gang, a raczej… firmę ochroniarską, która składała się początkowo z 14 osób. Ludzie Taty mieli ochraniać głównie stoiska na Kercelaku – największym targowisku przedwojennej Warszawy znajdującym się na Woli. Dziś jest to teren, na którym krzyżują się aleja „Solidarności” oraz ulica Okopowa. 100 lat temu było to miejsce w pełni kontrolowane przez mafię.

Jeśli którykolwiek kupiec chciał sprzedać na targu szwarc, mydło lub powidło, musiał najpierw zapłacić Tasiemce. Znajdowali się i tacy, którzy grzecznie dziękowali za usługę ochroniarską, jednak wtedy ludzie Siemiątkowskiego szybko przypominali takiemu kupcowi, że lepiej dla niego oraz jego rodziny, by miał zawsze opłaconą ochronę. Zazwyczaj handlarze po tym, jak znajdowali swoje stanowisko kompletnie zdewastowane lub po prostu lądowali w szpitalu z połamanymi nogami, szybko zaczynali płacić haracz.

Sam Tata Tasiemka nie bywał jednak na targu, miał od tego ludzi. Nie lubił także brudzić swoich rąk krwią, więc zazwyczaj osobą, która miała władzę sprawczą nad Kercelakiem, był Pantaleon Karpiński, prawa ręka Taty. To jego handlarze bali się najbardziej, bo to on najczęściej wymierzał im karę. Nie można mu było odmówić niesłychanej brutalności oraz braku skrupułów.

Warszawskie przyjemności

Gdy ludzie Tasiemki pilnowali interesu, a pieniądze „same” się zarabiały, Tata bywał w barach, knajpach i kawiarniach. Nigdy nie dostawał rachunku   nikt nie śmiałby go o to prosić. Siemiątkowski nie tylko jadł i popijał wódkę. Był również sędzią, który rozstrzygał wszelkie spory, a za swoją sędziowską pracę brał pieniądze. W końcu największy gangster w mieście nie mógł dawać ojcowskich rad za darmo.

Wieczorami chodził ze swoimi ludźmi do domów publicznych. Jak wiemy z książki i serialu, Kaplica miał kontrolę również nad tymi miejscami. W tamtym okresie w Warszawie pracowało około 25 tys. prostytutek, a każda z nich musiała oddawać gamgsterowi część zarobionych pieniędzy.

W tamtym czasie kontrolą objęty był także hazard. Grano w karty, ruletkę, loteryjki czy blaszkę. Jeśli ktokolwiek wygrał większe pieniądze, o bogactwie musiał szybko zapomnieć. No chyba że nie bał się konfrontacji z gangiem Tasiemki. Wkrótce gangsterzy zaczęli prowadzić włsane kasyna. Interes kręcił się na oczach wszystkich. 

Rum-Helka

Tata Tasiemka był władcą miasta, a o władcach śpiewa się pieśni. O Siemiątkowskim może patetyczne pieśni nie wybrzmiewały, ale piosenki przygrywane na gitarze i śpiewane w klimacie warszawskiego folku przez Stanisława Grzesiuka już tak. „Tasiemce powiedzieli/ Że Helka jest klawa/ Że z Helką jest zabawa/ Więc Tata zgodził się/ I Helkę sprowadzili/ W melinę wtaszczyli/ Tasiemka ujrzał ją/ Jej powiedział mowę swą:/ "Rum-Helka, Rum-Helka/ Tyś gruba jak ta belka..." – usłyszymy w jednej ze skocznych piosenek.

Prawdopodobnie postać Ryfki Kij z „Króla” była inspirowana właśnie Rum-Helką. Chociaż nie można powiedzieć, by wcielająca się w Ryfkę Magdalena Boczarska była „gruba jak ta belka”, to trzeba przyznać, że Rum-Helka, tak jak i Ryfka Kij, była znana Warszawie, była „klawa” oraz zachwycali się nią wszyscy do tego stopnia, że śpiewano o niej: „wybrany świata cud”.

My się władzy nie boimy

Tata Tasiemka nie starał się kryć pod płaszczykiem anonimowości. Śpiewano o nim piosenki, pisały o nim gazety, wszyscy rozpoznawali go na ulicy. Jak to się stało, że nigdy nie został surowo ukarany?

Wszystko za sprawą politycznych znajomości. Siemiątkowski umiał zadbać o dobre kontakty z władzą. Ponadto sam przekazywał część swoich pieniędzy na rzecz partii, więc ta nie mogła pozwolić na to, by Tasiemce stała się jakakolwiek krzywda. Do tego sam wiele wiedział o politykach, ich błędach i przekrętach. A na skandale władza nigdy pozwolić sobie nie może. 

W końcu jednak gazety zaczęły rozpisywać się o działalności Tasiemki, a ludzie zaczęli dopytywać, jak władza zamierza poradzić sobie z tym „problemem”. Rozpoczęły się więc przesłuchania oraz rozprawy prowadzone przeciw gangsterom – w tym Tasiemce.

Siemiątkowski został skazany za 44 przestępstwa oraz wymuszenia. W więzieniu miał odsiedzieć 3 lata, po apelacji skrócono ten czas do 2 lat. W końcu Tasiemka nie przesiedział w więzieniu nawet tego okresu. Ułaskawił go sam prezydent Ignacy Mościcki.

Doktor chemii Don Łokieć

W serialu gra go Borys Szyc. Mówi łamaną polszczyzną, bo w przeszłości dużo czasu spędził za granicą: w USA i Szwajcarii. Jest zafascynowany amerykańską mafią. W świecie Twardocha nazywa się doktorem Radziwiłkiem. W rzeczywistości był to jednak doktor chemii Józef Łokietek, urodzony jako Judel Don Łokieć. Z zawodu farmaceuta, z zamiłowania gangster, wyłudzacz oraz polityk.

Jego brutalność była porównywalna z brutalnością Tasiemki, chociaż był od niego o 14 lat młodszy. Odpowiednich metod nauczył się jako członek socjalistycznych bojówek oraz komendant warszawskiej milicji. Do wyżyn politycznych nie doprowadziła go jednak wyłącznie agresja. Miał niezaprzeczalny talent do snucia intryg i manipulowania, chociaż swoją inteligencją nie chciał się szczególnie popisywać przy swoich przełożonych. Przez wiele lat udawał przy nich nieco głupszego, tylko po to, by im się nie narazić.

Czytaj też: Borys Szyc o „Królu”, Radziwiłku i facetach, którzy pogubili się w życiu [WYWIAD]

Dla niego każda orkiestra

W przedwojennej Warszawie piło się dużo, ale Józef Łokietek był prawdziwym królem oraz postrachem barów i restauracji. Gdy wchodził do lokalu, orkiestra musiała grać dla niego uwielbianą przez niego „Pierwszą Brygadę”, a każdy gość restauracji musiał wtedy wstać z krzesła. A co jeśli nie chciał? Łokietek używał wtedy technik wyniesionych z pracy – wcale nie tej w aptece. Jak na prawdziwego gangstera przystało, wyciągał broń i strzelał na oślep, a gdy ktoś szczególnie go zdenerwował, nie miał żadnych skrupułów, by podejść do niego i pięścią przypomnieć, kto rządzi w tym mieście.

Z serialu wiemy, że doktor Radziwiłek lubił wykorzystywać swoją pozycję, by rządzić innymi, także kobietami w domach publicznych. Rzeczywistość nie odbiegała tutaj znacząco od fikcji. Józef Łokietek zbierał haracze i nie stronił od gwałtów na kobietach.

Patriotyczni gangsterzy

Brutalni intryganci, polityczni wyjadacze, gwałciciele, pijacy, wyłudzacze. Tacy byli polscy gangsterzy w latach 30. XX wieku. Ten świat opisał Szczepan Twardoch, z kolei Jan P. Matuszyński przeniósł go na ekrany. Jednak w 1939 roku musiało się zmienić wszystko, także dla królów.

W czasie II Wojny Światowej Tata Tasiemka działał w podziemiu, gdzie zajmował się m.in. organizacją skoków na wagony z bronią wroga. W 1942 roku został aresztowany przez Gestapo, osadzono go na Pawiaku, a następnie przewieziono do obozu koncentracyjnego, gdzie zmarł na tyfus plamisty.

Józef Łokietek w 1939 roku brał udział w obronie Warszawy. Dostarczał jedzenie ludności żydowskiej, załatwiał dla nich również nielegalne metryki. Gestapo aresztowało go dwa razy. W areszcie prosił o przysłanie mu cyjanku. Zmarł pod koniec 1941 roku. Okoliczności: nieznane.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Modne ubrania w stylu serialu wg. bestsellerowej powieści Król
fot. Marta Wojtal

Lata 30. w modzie. Nowa kolekcja answear.LAB jest inspirowana serialem „Król” na podstawie powieści Twardocha!

Światy mody i filmu często wzajemnie się przenikają. Canal+ i answear.LAB właśnie pokazały limitowaną kolekcję inspirowaną serialem „Król” i latami 30.
Zuzanna Szustakiewicz
23.09.2020

Projektanci często inspirują się filmami. Wystarczy przypomnieć sobie kolekcję na Prady na sezon jesień-zima 2013, by znaleźć odniesienia do „Mulholland Drive”, czy kolekcję Anny Sui na sezon jesień zima 2014, by dostrzec na wybiegu estetykę z filmu „Grand Budapest Hotel”. Tak jak za granicą świat mody kocha Davida Lyncha i Wesa Andersona, tak polska moda kocha Szczepana Twardocha, a raczej kocha „Króla” i wyprodukowany przez Canal+ serial na podstawie tej bestsellerowej powieści. Zanim w listopadzie obejrzymy serial, przyglądamy się kolekcji nim inspirowanej. Kolekcja Król Na premierę serialu Król poczekamy do listopada, ale już teraz na stronie Answear.com dostępna jest limitowana kolekcja inspirowana tym serialem — efekt niezwykłej współpracy wchodzącej na rynek marki answear.LAB i CANAL+. W tej niezwykłej kolekcji znajdziemy współczesną interpretację wzorów i fasonów z czasów serialu, którego akcja toczy się w 1937 r. w przedwojennej Warszawie.  Kolekcja answear.LAB KRÓL złożona jest z blisko 100 modeli ubrań, tworzących łącznie ponad 20 pełnych damskich stylizacji i 3 męskie. Limitowana kolekcja czerpie z estetyki serialowych kostiumów, ale także tworzy nową historię, w której bohaterką jest silna i niezależna współczesna kobieta. „Kiedy stanęłam na planie »Króla«, zobaczyłam ogromną skalę tego projektu. Jego jakość scenograficzną, dbałość o każdy detal rekwizytorski i przede wszystkim fenomenalne kostiumy, te specjalnie szyte, jak i te ściągane z różnych stron świata od kolekcjonerek – pasjonatek przedwojennych czasów. Nie miałam żadnych wątpliwości, że jako answear.LAB chcemy współpracować z CANAL+...

Czytaj dalej
Ida Nowakowska o rodzicach
Iga Maćkiewicz

Ida Nowakowska o rodzicach: „Czuję, że tata wciąż ma mnie na oku”

Jurorka „Dance, dance, dance” jest córką słynnego pisarza, Marka Nowakowskiego. „Kiedy umarł, to był dla mnie koniec świata” – mówi.
Marzena Rogalska
05.09.2019

Ida Nowakowska jest znakomitą, świetnie wykształconą tancerką, udowodniła swoją wiedzę też jako jurorka w show „Dance, dance dance”, a teraz potwierdza swój talent jako prowadząca „Pytanie na śniadanie”. Ale w „Urodzie Życia” Ida Nowakowska opowiada Marzenie Rogalskiej przede wszystkim o relacji z ojcem – Markiem Nowakowskim, nieżyjącym już wybitnym pisarzem, opozycjonistą z czasów PRL, legendą. Posłuchajcie jej opowieści: Najwcześniejsze dzieciństwo Mama urodziła mnie, kiedy była dojrzałą kobietą. Mieszkała w USA, gdzie odniosła sukces – pracowała dla „New York Timesa”, robiła grafiki dla największych firm amerykańskich, studiowała reżyserię i miała praktyki w CNBC TV. Rodzice spotkali się w Paryżu i zakochali. Tata przyjeżdżał do Nowego Jorku. Kiedy skończył się komunizm, tata przywiózł mamę do Polski. Wychowywałam się w Ameryce, Paryżu i Polsce.  Od początku rodzice wszędzie mnie ze sobą zabierali, nosili mnie w koszyku czy torbie, gdzie tylko się dało, na wystawy, do opery. Mama obserwowała uważnie, co mi się podoba, a potem pozwalała mi się rozwijać w tych kierunkach. Uczyłam się gry na pianinie, gimnastyki artystycznej, jeździłam na łyżwach, nartach, ale moją pasją stał się taniec. Mama dbała o to, żebym była pewna siebie i odważna, ale robiła to niezwykle mądrze. Potrafiła mnie krytykować bez piętnowania, uczyła wiary w siebie, ale też, żeby ta wiara była pokorna. Ja w ogóle wychowałam się w wierzącym domu, za co jestem wdzięczna moim rodzicom. Wychowano mnie w wierze, że jest coś większego niż my, że trzeba zawsze ciężko pracować, ale też zachować dystans.  Moje dzieciństwo to także Paryż, do którego chętnie zabierała mnie mama, mieszkał tam i tworzył mój wujek, słynny malarz Jan Lebenstein. Był wybitną postacią i...

Czytaj dalej
Marianna Stuhr
Maciej Zienkiewicz

Marianna Stuhr: „Po tym, co przeżyliśmy, mamy z Maćkiem sztamę!”

„Maciek nigdy mi nie tatusiował. Jako dzieci razem wymyślaliśmy występy dla rodziców" – Marianna Stuhr o swoim bracie Macieju Stuhrze. Rodzina Stuhrów wspiera się i stoi za sobą murem.
Marzena Rogalska redakcja „Uroda Życia”
23.07.2020

Marianna Stuhr – młodsza o siedem lat siostra Macieja Stuhra, córka Barbary i Jerzego Stuhrów, nie występuje na scenie. Skończyła krakowską ASP, jest malarką i graficzką, prowadzi własną firmę. Angażuje się w różne akcje m.in. „Adoptuj psa”. Razem z ojcem wydała książkę „Kto tam zerka na Kacperka” złożoną z historyjek, które Jerzy Stuhr opowiadał jej i bratu na dobranoc, tworząc fikcyjną postać Kacperka. Dzisiaj, gdy Jerzy Stuhr leży w szpitalu wszyscy mocno trzymamy kciuki za jego powrót do zdrowia! W „Urodzie Życia” Marianna Stuhr opowiedziała przede wszystkim o relacjach z bratem i o tym, jak rodziła się między nimi zażyłość: *** – Mój brat i ja to kompletnie dwa różne usposobienia. Na dodatek różnica wieku między mną a Maćkiem była dosyć felerna i w pewnym sensie zabrała nam wspólne dzieciństwo. Młodsza o siedem lat siostra zazwyczaj nie jest wymarzonym kompanem do zabaw dla starszego brata. I rzeczywiście, tych wspólnych zabaw nie było zbyt wiele, za to pamiętam sporo momentów, w których razem wymyślaliśmy występy dla rodziców. Maciek grał na pianinie, a ja śpiewałam lub popisywałam się tanecznie. Poza tym przez długi czas dzieliliśmy z sobą pokój. Olbrzymi, więc rodzice przedzielili nas regałem z książkami. Nie było między nami szczególnej zażyłości, Maciek nie był też wobec mnie nadmiernie opiekuńczy z racji tego, że jestem młodszą siostrą. Są czasami tacy bracia, którzy „tatusiują” siostrzyczkom. On tak nie miał, ale za to był niesłychanie obowiązkowy. Kiedy mama poprosiła go, żeby zaprowadził mnie na lekcje baletu lub z nich odebrał, robił to bez najmniejszego zająknięcia – do dziś wspominam to z rozczuleniem. Kiedyś rodzice wyjechali i poprosili go, żeby...

Czytaj dalej
Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz
AFPEAST NEWS

Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz. Poznali się, gdy „wszystkie błędy mieli już za sobą”

On był po trzech rozwodach, ona – po dwóch. A jednak połączyła ich miłość, która przetrwała ponad 40 lat.
Kamila Geodecka
23.12.2020

W 1975 roku w Warszawie Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz wzięli ślub, którego właściwie nie potrzebowali. Towarzyszyło im dwóch świadków –  Basia Ślesicka i Piotr Skrzynecki, który specjalnie przyjechał z Krakowa. Młodzi powiedzieli sobie „tak”, ale nie było wesela. „Moglibyśmy żyć bez tego ślubu też” – mówiła aktorka. Już wtedy mieszkali razem. Oboje mieli za sobą doświadczenia z innych małżeństw, a przed sobą ponad 40 lat wspólnej miłości, przyjaźni, wsparcia i zrozumienia. Mogli spotkać się wcześniej, właściwie bez przerwy się mijali, przeprowadzając się do kolejnych miast, pracując w kolejnych teatrach, zmieniając kierunki studiów. Ona mówiła czasem, że mogli poznać się wcześniej. On uważał, że to dobrze, bo wszystkie błędy mieli już za sobą. Spotkania robocze W 1971 roku Andrzej Wajda pracował w krakowskim Starym Teatrze nad spektaklem „Biesy” Dostojewskiego na podstawie adaptacji Camusa. Reżyser chciał zająć się wszystkim – pracą z aktorami, opracowywaniem tekstu oraz scenografią i dekoracją. Okazało się, że nad tym ostatnim zapanować już nie mógł.  Wtedy Piotr Skrzynecki zapowiedział, że pozna go z Krystyną Zachwatowicz – scenografką i artystką kabaretową Piwnicy pod Baranami. Para poznała się w kawiarni Kolorowa w Krakowie. W końcu Zachwatowicz odwiedziła Wajdę w jego mieszkaniu. Długo dyskutowali o tym, w jaki sposób ma wyglądać przygotowywana sztuka. Od początku dobrze się dogadywali. Z czasem spotkania stały się coraz częstsze, a Andrzej Wajda zaczął przychodzić na występy kabaretowe swojej przyszłej żony. Podobno wchodził  potem do garderoby artystów i żartował. „Mam śmieszną anegdotę. Graliśmy program, w którym miałam blond perukę, usta na zielono. Ale na...

Czytaj dalej