Oglądam „Asystentkę” i drżą mi ręce. To mogłaby być każda z nas. 
Julia Garner jako June w filmie „Asystentka” / ©2020 Galapagos Films

Oglądam „Asystentkę” i drżą mi ręce. To mogłaby być każda z nas. 

Blisko połowa pracowników w Polsce padła ofiarą mobbingu. Ja też przeżyłam ten koszmar. O tym, czego doświadcza mobbingowana osoba, przejmująco opowiada film „Asystentka”.
Anna Zaleska
12.05.2020

Byłam mobbingowana. To wydarzyło się wiele lat temu, gdy jeszcze jako dosyć młoda osoba awansowałam na stanowisko zastępcy szefowej. Nie zdążyłam się jednak tym sukcesem nacieszyć. Wkrótce moja szefowa odeszła, a na jej miejsce przyszła Pani X. Niesamowite było widzieć, jak z dnia na dzień pod jej rządami zmienia się kultura firmy. Do dobrze funkcjonującej organizacji Pani X zaczęła wprowadzać własne zasady. Miejsce, gdzie panowała przyjazna i kreatywna atmosfera, w krótkim czasie zdominowały strach, paraliż i nieufność.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Żebyście wiedzieli, co o sobie mówicie nawzajem

Każdy dzień zaczynał się od zebrania, na którym Pani X wodząc wokół wzrokiem, z ironicznym uśmiechem mówiła: „Tacy niby jesteście zgrani? Żebyście wiedzieli, co mówicie o sobie nawzajem, gdy przychodzicie do mojego gabinetu”. Stopniowo coraz mniej sobie ufaliśmy. Bo może ona mówi prawdę? Może rzeczywiście inni chodzą tam i donoszą? Osoby najlepsze i najbardziej doświadczone zostały przesunięte do mało istotnych zadań, które mógłby wykonać stażysta. Początkujący nagle awansowali, stając się dla szefowej armią lojalnych popleczników i informatorów, świadomych jednak, że ich korzystna sytuacja w każdej chwili może się odmienić, bo Pani X miała zmienne nastroje. W biurze co chwila czuć było zapach waleriany, nerwowo wietrzonej przez otwarte okna, bo skoro szefowa potrafiła się wściec za słoik miodu na biurku („Co to za zupa!!! To jest eleganckie biuro! Nie przynosić mi tu takich rzeczy!”), zapach waleriany na pewno by jej się nie spodobał. U nas miało pachnieć Chanel.

Nie mam szczególnie wojowniczej natury, ale próbowałam bronić siebie i innych, ewidentnie mobbingowanych kolegów. Sądziłam, że jako zastępca szefowej mam coś do powiedzenia.  I wtedy cała jej uwaga skupiła się na mnie. Pamiętam, jak wezwała mnie do gabinetu i powiedziała: „Ja wiem, że pani chodzi po Warszawie i opowiada, że ja nic nie robię, tylko wieszam w swoim gabinecie obrazy na ścianach”. Rozejrzałam się, rzeczywiście były tam jakieś obrazy, nie miałam o tym pojęcia, nie bywałam u niej. Na zebraniach nie pozwalała mi dojść do głosu, w końcu przestała mi zlecać jakąkolwiek pracę. Zespołowi wprost zabroniła ze mną rozmawiać, nawet wychodzić na obiady. A potem już całkiem odseparowała mnie od wszystkich, przesadzając do małej kanciapy, która kiedyś była może schowkiem na szczotki?

Dlaczego nie walczyłam o siebie?

Nie wiedziałam, jak mam w tej sytuacji postępować. Przychodziłam co rano do pracy, w której nie miałam absolutnie nic do zrobienia, nie byłam zapraszana na spotkania zespołu, nie zlecano mi żadnych zadań. Siedziałam osiem godzin, do wieczora, patrząc w ścianę. Bałam się, że jeśli wyjmę książkę czy gazetę, szefowa będzie miała podstawy powiedzieć, że zajmuję się w pracy niewłaściwymi rzeczami. Starałam się być świętsza od papieża. W samochodzie, wracając do domu, płakałam, wyłam z bezsilności. Czasem musiałam zatrzymać się na poboczu, żeby dojść do siebie. Dlaczego nie poszłam do prawnika? Dlaczego nie walczyłam? Wtedy jeszcze nie mówiło się o mobbingu w pracy. Chyba nawet nie znałam tego słowa. Po kilku tygodniach po prostu stamtąd odeszłam na dużo niższe stanowisko.

Minęło wiele lat, ale nawet teraz, gdy o tym piszę, z trudem panuję nad nerwami. Pracowałam potem w wielu miejscach, gdzie czułam się doceniona, szanowana, miałam przyjaciół i fajnych szefów. Tamto doświadczenie wspominam dziś jak koszmar, który minął i do którego nie ma co wracać. Ale gdy oglądałam film „Asystentka”, tamte emocje we mnie ożyły. I pewnie nie ja jedna odnajdę w nim własne przeżycia. Zeszłoroczny raport „Mobbing, stres, depresja w miejscu pracy” wskazuje, że 46 procent pracowników biurowych i fizyczno-umysłowych padło ofiarą mobbingu, 63 procent – nieodpowiedniego traktowania przez przełożonego, 53 procent – przemocy słownej, 46 procent – wykluczenia ze strony współpracowników, 85 procent doświadcza stresu w pracy.

Ponoć jesteś bystra, nie rób z siebie głupiej

O mobbingu nie powstało zbyt wiele filmów. Zdziwiłam się, że gdy wpisuję do wyszukiwarki „mobbing TV series”, w Google'u nic mi nie wyskakuje. Był oczywiście oparty na faktach świetny serial „Na cały głos” pokazujący manipulację, mobbing i molestowanie w telewizji Fox News. Był film „Diabeł ubiera się u Prady” przedstawiający psychopatyczną szefową w sposób tak atrakcyjny, że zawsze miałam obawy, że może być inspiracją dla wielu redaktorek naczelnych.

Tym bardziej warto docenić „Asystentkę” w reżyserii Kitty Green, autorki mocnych filmów dokumentalnych. Tu nie ma powłoki elegancji i glamouru. Green pokazuje jeden dzień z życia najmłodszej asystentki imieniem June (w tej roli świetna Julia Garner z „Ozark”) pracującej w biurze potężnego reżysera filmowego.

Julia Garner jako June w filmie „Asystentka” / ©2020 Galapagos Films

Szef to postać nieobecna fizycznie, ale zarazem aż nadto obecna jako nieustające zagrożenie. Nazywają go ON. Cokolwiek robią, mówią, myślą, jest w tym strach przed NIM. Asystentka jest na pierwszej linii jego ataków. Przyjeżdża do firmy dużo przed świtem  i wychodzi późno w nocy, czekając na sygnał, że już może opuścić posterunek. Robi tu wszystko, łącznie ze sprzątaniem i zmywaniem brudnych naczyń zostawianych w zlewie. Nosi ubrania do pralni. Dezynfekuje sofę, na której szef „zabawia się” z młodymi aktorkami. Żywi się chrupkami zalewanymi mlekiem, a i te nie zawsze zdąży zjeść. Musi usprawiedliwiać szefa, gdy nie przychodzi na umówione spotkania. Kryć przed żoną jego romanse. I kilka razy dziennie dostaje maila albo telefon z wyzwiskami. („Ponoć jesteś bystra, więc nie rób z siebie głupiej”. „Jak tego nie potrafisz, rób to, na czym się znasz. Na przykład sałatki”).

Za wszelkie „uchybienia” przepraszać musi go pisemnie.  „Cenię sobie tę pracę i więcej pana nie zawiodę”, pisze. Widzę w niej zamrożone emocje, skamieniałą twarz, która jest formą obrony. Widzę, jak bardzo jest w tym wszystkim samotna. Atmosfera w firmie jest ciężka i przytłaczająca. Panuje niemal martwa cisza, ludzie rzadko się do siebie odzywają. Jedyne, na co June może liczyć od kolegów, to czasem pełne zrozumienia spojrzenie i podpowiedź, jakich sformułowań użyć w mailu z przeprosinami. Rodzice, dumni z „kariery” córki, mówią przez telefon: „Trafiła ci się wspaniała okazja! Cieszymy się z mamą! Wiemy, że sobie poradzisz!”. Jak powiedzieć im prawdę o tej „karierze”?

Czterysta osób ubiega się o twoją pracę

Przychodzi moment, gdy Jane uznaje, że powinna poinformować dział HR o tym, że szef wykorzystuje seksualnie młode kandydatki do pracy. Jest osoba, u której – jak się spodziewa – może liczyć na zrozumienie. Ale słyszy tylko typowe „przyjacielskie rady”: „Przyjmiemy skargę, to wiesz, czym to się skończy”; „Czterysta osób ubiega się o twoją pracę, absolwenci prestiżowych uczelni, średnia cztery zero”; „Masz przyszłość w tej branży, chcesz wszystko zmarnować przez takie pierdoły?”.

Matthew Macfadyen w filmie „Asystentka” / ©2020 Galapagos Films

June marzy, że kiedyś zostanie producentką filmową, i nie chce wszystkiego zmarnować. Godzi się z tym, że w przemyśle filmowym od pracowników administracyjnych oczekuje się dyskrecji, posłuszeństwa, wydajności, zgody na bycie wykorzystywanym i akceptacji niskiego statusu. Z nieruchomą twarzą wykonuje swoje banalne, powtarzalne czynności. Źle ubrana, marnie wynagradzana, sypiająca w jakiejś norze, bo nie stać jej na mieszkanie.

Ale „Asystentka” to nie jest film o realiach pracy w przemyśle filmowym. Do Kitty Green po projekcjach przychodziły kobiety pracujące w biurach, salonach kosmetycznych czy restauracjach, widząc w jej filmie uniwersalny komentarz do tego, jak działa współczesny rynek pracy. W Polsce również. Jeszcze kilka miesięcy temu mówiło się u nas o rynku pracownika, choć oczywiście nie dotyczyło to wszystkich branż. Kandydatów do pracy kuszono owocowymi wtorkami, rodzinnymi piątkami, strefami relaksu, parkingami dla rowerów, opieką medyczną, programami rozwoju mocnych stron… Niestety, sytuacja po pandemii może się dramatycznie zmienić. Zmniejszenia wynagrodzenia obawia się 60 procent Polaków, utraty pracy 40 procent. Stopa bezrobocia poszybuje w górę. Korzystna sytuacja dla mobberów.

Kitty Green zaczęła pracę nad swoim filmem jeszcze przed #MeToo i #Time'sUp. Przyznaje, że po tych akcjach sporo się w branży filmowej zmieniło. „Mamy teraz język do mówienia o niewłaściwym postępowaniu. Wcześniej nie wiedzieliśmy nawet, jak to opisać. Mamy też miejsca, do których możemy się udać w razie wątpliwości”.  W Polsce też sytuacja się zmienia. Wiele firm wyczuliło się na zjawiska mobbingu. W sądzie pracy coraz łatwiej wygrać sprawę z prześladowcą. Moja szefowa sprzed lat, Pani X, kilka lat temu została zwolniona z pracy właśnie za mobbing. O ile wiem, nikt potem już jej nie zatrudnił.

Film „Asystentka” już jest dostępny na VOD: Ipla, Vod.pl, NC+GO, Play Now, CHILI, Multimedia oraz w usługach VOD: Orange TV, Orange TV GO, Vectra VOD i UPC na żądanie.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mobbing w pracy
Adobe Stock

Mobbing w pracy może cię zniszczyć psychicznie: zobacz, jak go rozpoznać

Mobbing, czyli wg definicji uporczywe nękanie w pracy przez bardzo długi czas rozwija się po cichu, jak nowotwór. Często zaczyna się od pozornie życzliwych rad i troskliwych komentarzy. 
Sylwia Niemczyk
20.07.2020

Mobbingujący i mobbingowany – oboje są uwikłani w niebezpieczną grę mobbingu. „Problemy z granicami mają zwykle zarówno osoby prześladujące, jak i te, które prześladowane. Przeważnie jest tak, że ci pierwsi nie umieją poszanować cudzych granic, a ci drudzy – ustrzec własnych”, mówi Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka i psycholożka, współwłaścicielka ośrodka Inner Garden, która razem z prawniczką Moniką Wieczorek pracuje nad książką o psychologicznych aspektach mobbingu. Mobbing w pracy Sylwia Niemczyk: Jak to jest, że dorośli, samodzielni, często bardzo dobrze wykształceni ludzie godzą się na to, żeby ktoś w pracy ich prześladował albo poniżał? Dlaczego nie ucinamy mobbingu już na samym początku?  Katarzyna Kucewicz: Chciałabym, żeby to było takie proste: ktoś spotyka się z prześladowaniem i stanowczo mówi: nie. Zwykle tak się nie dzieje i to nie tylko ze względu na nieraz trudne okoliczności życiowe: kredyt do spłacenia czy podbramkową sytuację rodzinną, ale też ze względu na samą naturę mobbingu, bardzo przebiegłą. Nękanie w pracy przez bardzo długi czas rozwija się po cichu, w utajony sposób, trochę jak nowotwór. Najpierw daje niespecyficzne objawy, pobolewa tylko od czasu do czasu, człowiek przez długi czas nie zdaje sobie sprawy, że jest w wirze przemocy psychicznej. Nie podejrzewa tego nawet przez całe tygodnie i miesiące.  Poza tym większość z nas reaguje na mobbing gwałtownym obniżeniem samooceny. A jeśli już od dziecka mamy dość niską samoocenę, to kiedy znajdziemy się w sytuacji mobbingu, łatwo uwierzymy, że nic nie znaczymy i nic nie możemy zrobić. I nawet jeśli przyjdzie nam do głowy: „To jest mobbing. Nie jestem dobrze traktowana” – to i tak raczej nic z tym nie zrobimy. Bo uznamy, że nie jesteśmy w stanie skutecznie...

Czytaj dalej
Coach o pracy
Getty Images

Polubmy poniedziałki! – radzi coach. I tłumaczy, dlaczego warto zmienić swoje podejście

Narzekanie na pracę odbiera siły
Hanna Węgorzewska
26.05.2019

Pozytywne podejście i odnalezienie choć odrobiny sensu w naszej pracy daje energię. Ciągłe obrzydzanie jej samemu sobie odbiera nam siły – tłumaczy dr Joanna Heidtman, psycholog i coach w „Urodzie Życia”. I wyjaśnia, że zamiast odliczać: „Jeszcze tylko pięć dni do weekendu”, lepiej będzie, jeśli uświadomimy sobie, że poniedziałek to też nasze życie. Co zrobić, aby polubić swoją pracę? Pytamy.  Uroda Życia: Nie lubię poniedziałków – powtarzamy to hasło od lat. Dlaczego tak często traktujemy pracę jako karę, skoro spędzamy w niej tyle życia? To nielogiczne. Joanna Heidtman:  Tak, rzeczywiście. W mediach społecznościowych mnożą się wpisy: „Jeszcze tylko pięć dni do weekendu” – jakby koniec tygodnia był jedynym czasem, gdy możemy czuć się spełnieni. Ba, wreszcie jesteśmy sobą… A potem z ciężkim sercem idziemy do pracy. A przecież nie żyjemy w oddzielnych „sektorach”, to cały czas to samo życie, w pracy, w domu. Nie dość, że nie zawsze jest idealnie, to jeszcze sami obrzydzamy sobie naszą pracę. Troszkę wzmacnia to społeczna norma, bo inni też narzekają – na szefa, nawał obowiązków, niską pensję, brak docenienia. Rzadko słyszymy: „A może nie jest tak źle?”. Narzekając i psiocząc, dostajemy często od innych „głaski” w postaci zrozumienia i wsparcia: „No tak, rzeczywiście beznadziejnie”. Dlaczego to może być na długą metę niebezpieczne? Bo utwierdzamy się w przekonaniu, że faktycznie w pracy ucieka nam życie, że nic albo niewiele możemy, że nic i nigdy się nie zmieni i niewiele zależy od nas. Nie dość, że nie jest idealnie, to w naszym postrzeganiu rysuje się to tylko gorzej. I nam jednocześnie też jest gorzej.  Co wynika z takiego pesymistycznego nakręcania się? Zniechęcenie, wypalenie, a...

Czytaj dalej
Julie Delpy „Moja Zoe”
mat. prasowe

Julie Delpy mówi głośno to, co po cichu myśli wiele matek:  „Mieć dzieci to szaleństwo”

Julie Delpy powraca w filmie o matczynej miłości: „Moja mała Zoe”. To historia, która poruszy wasze serca i zostanie z wami na długo.
Anna Tatarska
21.05.2020

Julie Delpy, eteryczna blondynka z filmu „Przed wschodem słońca”, wraca w mrocznym thrillerze „Moja  mała Zoe”. Grana przez nią Isabelle, mama kilkuletniej Zoe, zajmuje się genetyką. W pracy odnosi kolejne sukcesy, gorzej jest z życiem osobistym: właśnie się rozwodzi i musi dzielić z byłym mężem opiekę nad córką. KIedy Zoe ulega wypadkowi, Isabelle postanawia zrobić wszystko, żeby ich życie wróciło do dawnej normalności. Aktorka przyznaje, że film był dla niej formą terapii po rozwodzie i trudnej walce o dziecko. Czy skuteczną? Anna Tatarska: Film „Moja Zoe” to nie tylko podróż w przyszłość, ale też w mroczne rejony ludzkiej duszy. Co takiego się stało, że postanowiła pani rozstać się z komediami?  Julie Delpy: Pierwszy zalążek pomysłu na ten film pojawił się w mojej głowie już bardzo dawno, bo 25 lat temu. Ale wtedy to były luźne wątki: rodzina, los, sprzeciwianie się przeznaczeniu, rodzicielstwo. Potem wydarzyło się… życie. I wiele obserwacji, które spotkały się ostatecznie w tym projekcie. Po pierwsze, temat straty dziecka. Kilkakrotnie w swoim życiu widziałam rodziców tracących dzieci, także bardzo małe. Twarzy tych ludzi nie jestem w stanie zapomnieć. Ich oczu. Trudno mi wyobrazić sobie trudniejsze doświadczenie, to wręcz nie do zniesienia.  Po drugie, rodzicielstwo. Kiedy sama zostałam mamą, dotarło do mnie, jakim szaleństwem jest posiadanie dzieci. Jest w tym oczywiście coś wspaniałego, niesamowitego, zabawnego, cudownego. Ale wraz z rodzicielstwem w życie człowieka nieodwołalnie wkrada się niepokój. Każda najmniejsza choroba, spóźnienie, nieodebrany telefon, wszystkie te maleńkie rzeczy. Nie wspominając już o naprawdę poważnych kryzysach.  A pani jakim jest rodzicem? Nieustannie towarzyszy mi lęk. Tylko kiedy spędzam...

Czytaj dalej
Hygge w pracy
getty images

Szwedzkie hygge w polskiej korpo, czyli nie daj się zwariować!

Czy korporacje mogą być bardziej hygge?
Anna Bimer
24.08.2019

Wydawało się,  że celebrowanie prostych przyjemności według hygge jest dla tych, którzy mają dużo wolnego czasu i żyją w harmonii z naturą. Oznaczało to emigrację z miejskiego życia. A może zwrot nie musi być o 180 stopni? Czy da się mieć hygge-nicznie w pracy, nawet w korporacji, mówi Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, nauczyciel akademicki, wieloletnia wykładowczyni na Gender Studies UW, felietonistka i autorka książek. Hygge w pracy Anna Bimer, „Uroda Życia”: Duńczycy – czyli twórcy nurtu hygge, oznaczającego dobrostan, poczucie szczęścia i harmonii, a w ich imieniu Meik Wiking, dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze – twierdzą, że nawet w korpo może być miło i ciepło. Naprawdę? Katarzyna Miller: Szczęśliwie dojrzeliśmy już do wniosku, że życie nie może być nastawione tylko na karierę, staramy się wprowadzać równowagę między pracą a życiem po pracy. Stąd idea work-life balance. Chociażby. Hygge i podobne trendy czy mody temu sprzyjają, ale też wynikają z  potrzeby szukania nowych teorii, które mają nas zauroczyć treścią i jakością. Bo  ciągle coś odkrywamy. Podoba nam się to napominanie: nie pędźcie, nie bądźcie szczurami, jednak cały czas tkwimy w tym wyścigu, nawet książki, które mają nas otrzeźwić, wydajemy w  tempie torpedy. W terapii to się nazywa podwójnym wiązaniem. Słyszymy komunikaty: pracuj, osiągaj, twórz, rozwijaj się, a jednocześnie: zatrzymaj się, bądź uważny, pozbywaj się rzeczy itd. No to bądź mądry i pisz wiersze! Nie twierdzę, że nie warto mówić o kwiatach, herbacie czy ciepłym szalu. Ale w open space możemy sobie co najwyżej wyobrazić, że stoimy na brzegu morza. Dobre i to, bo przecież w  tym zawodowym kołowrotku nie można się zatracić i dać zwariować. Jak...

Czytaj dalej