Thandie Newton w życiu jest jeszcze silniejsza niż w „Westworld”
mat. prasowe

Thandie Newton w życiu jest jeszcze silniejsza niż w „Westworld”

Przez dwie dekady środowisko filmowe karało ją za to, że walczy z patriarchatem w branży. Dopiero teraz 46-letnia Thandie Newton stała się ikoną walczących kobiet.
Magdalena Żakowska
16.04.2020

Naprawdę na imię ma Thandiwe, co w zimbabweńskim języku Ndebele znaczy „ukochana”. Bo rzeczywiście była ukochanym dzieckiem, jedynaczką, której nigdy niczego nie brakowało. Tyle że nie ma w sobie nic z narcystycznej egoistki. Przeciwnie, od najmłodszych lat działała na rzecz innych, walczyła o sprawy, którymi dziś żyje cały świat, ale jeszcze kilka lat temu, nie należało ich poruszać.

Walczyła z seksizmem na długo przed #metoo

Thandie Newton miała 18 lat, kiedy podczas przesłuchania reżyser poprosił ją, aby dotykając swoich narządów intymnych zagrała orgazm. Sceny nie było w scenariuszu, ale zgodziła się ją zagrać pod warunkiem, że na planie oprócz reżysera będzie też reżyserka castingu, kobieta. Kilka miesięcy później okazało się, że reżyser wykorzystywał ten film do swoich prywatnych celów, chwaląc się nim przed kolegami i chętnie się nim dzieląc. Thandie Newton wielokrotnie opowiadała o tym i innych incydentach mediom. Nie bała się oskarżać reżyserów i producentów, używając ich nazwisk i dokładnie opisując nadużycia, których się dopuścili. Ale w latach 90. w Hollywood nikt nie traktował tych oskarżeń „poważnie” i nikt nie podejrzewał nawet, że za 25 lat Harvey Weinstein, jeden z największych i najbardziej szanowanych amerykańskich producentów, zostanie za podobne przestępstwa skazany na 23 lata więzienia. Przeciwnie, czym głośniej Thandie Newton walczyła z filmowym patriarchatem, tym surowsze spotykały ją za to konsekwencje.

Westworld Thandie Newton
mat. prasowe

Straciła wielu przyjaciół, odwróciło się od niej kilku agentów, producenci przestali zapraszać ją nawet na castingi. Nigdy nie odpuściła, chociaż miała pełną świadomość tych bolesnych konsekwencji – przez lata w środowisku filmowych spotykał ją ostracyzm i niechęć, a media robiły z niej wariatkę. Nawet rodzice, brytyjski laborant i pochodząca z Zimbabwe terapeutka, którzy wychowali ją na niezależną, pewną siebie i nieustraszoną kobietę, w pewnym momencie mieli już dosyć. Poprosili ją, by odpuściła i zamilkła. Ale to też jej nie powstrzymało. Dziś, 5 lat po pojawieniu się ruchu #metoo, jest już ikoną walki o prawa kobiet, walki przeciwko seksizmowi w branży filmowej, a także walki o różnorodność kulturową. A kino nareszcie sobie o niej przypomniało. 

Bez Thandie  nie byłoby „Westworld”

Ale po blisko dekadzie walki uznała, że patriarchalny świat filmu jednak ją pokonał. Postanowiła odejść na własnych zasadach. W 1998 roku poślubiła brytyjskiego pisarza, reżysera i producenta Ola Parkera, zajęła się prowadzeniem domu, gdzie w naturalny sposób, jedynie w obecności akuszerki, urodziła trójkę dzieci – 20-letnią dziś Ripley, 16-letnią Nico (która niedawno zadebiutowała na dużym ekranie w filmie „Dumbo”) i 6-letniego Bookera. Całkowicie poświęciła się macierzyństwu i działalności charytatywnej. Od tego czasu zagrała w dosłownie kilku filmach – m.in. superprodukcji „Mission: Impossible 2” i kontrowersyjnym filmie Davida Cronenberga „Crash: Niebezpieczne pożądanie”, za który zdobyła swoją pierwszą nagrodę BAFTA.  

Prywatnie jest weganką i aktywistką w walce z globalnym ociepleniem. Kiedy na rynku pojawiły się pierwsze samochody hybrydowe, natychmiast sprzedała swojego luksusowego SUV-a i zamieniła go na skromną Toyotę Prius. W 2012 roku wraz z przyjaciółką i wizażystką Kay Montano uruchomiła ThandieKay, społeczność reprezentującą kolorowe kobiety w branży rozrywkowej. Na konferencji prasowej inaugurującej przedsięwzięcie Thandie Newton ogłosiła, że ostatecznie i na zawsze rezygnuje z aktorstwa. Kilka dni później zadzwonił telefon: producenci nowego serialu HBO zaproponowali jej jedną z głównych ról. Na szczęście ją przyjęła. Bo czy można sobie wyobrazić dziś „Westworld” bez Thandie Newton?! 

Westworld Thandie Newton
mat. prasowe

Robot Maeve, który w parku rozrywki Westworld wciela się w postać burdel mamy, to chyba najbardziej wielowymiarowa i „ludzka” postać serialu. Na przestrzeni trzech sezonów bohaterka Thandie Newton nie tylko zyskuje samoświadomość, ale też zdaje się rozumieć ze świata i człowieczeństwa więcej, niż ludzie. Pamięć dramatycznych wydarzeń z przeszłości i doświadczenia spotkań z gośćmi parku rozrywki sprawiły, że staje się najbardziej zaciekłym wrogiem ludzkości – szczególnie jej męskiej części. Wielu krytyków dopatrywało się w postaci Maeve cech samej Thandie Newton, ale ona nie ma nic przeciwko temu. „To dla mnie komplement. Spośród wszystkich bohaterów „Westworld” to Maeve odbyła największą podróż, od stanu nieświadomości po opanowanie i władzę, zaczynała jako niewolnik, a skończyła jako przywódca rewolucji. A w tym sezonie naprawdę was zaskoczy” – mówiła Thandie Newton w przeddzień premiery trzeciego sezonu serialu (od 15 marca w HBO). „Poza tym, mam poczucie, że obie stoczyłyśmy w życiu zwycięską walkę. W trzecim sezonie „Westworld” jest osiem odcinków, a pięć z nich wyreżyserowały kobiety”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Docs Against Gravity Sól ziemi
mat. prasowe

Co tydzień zobacz jeden dokument. Bez wychodzenia z domu!

Rusz w drogę – namawiają organizatorzy Millennium Docs Against Gravity. I zapraszają do oglądania największych hitów poprzednich edycji festiwalu. Za darmo!
Magdalena Żakowska
14.04.2020

Tradycyjnie Millennium Docs Against Gravity, największy w Polsce festiwal filmów dokumentalnych, odbywał się w Warszawie, Wrocławiu, Gdyni, Lublinie i Bydgoszczy na przełomie kwietnia i maja. W tym roku, ze względu na epidemię, został przeniesiony na wrzesień (4-13.09), ale przez najbliższe cztery tygodnie, co wtorek, będziemy mogli obejrzeć wybrane hity z poprzednich edycji festiwalu na platformie cda.pl. Za darmo. Dostęp do filmu będzie możliwy poprzez link opublikowany na profilu Millennium Docs Against Gravity na Facebooku. I tak, już w najbliższy wtorek, 14 kwietnia, w ramach akcji #zostanwdomu będziemy mogli zobaczyć „Człowieka Delfina” w reżyserii Lefterisa Charitosa. To historia Jacquesa Mayola, jednego z najsłynniejszych nurków na świecie, którego życie stało się inspiracją dla kultowego filmu Luca Bessona „Wielki błękit”. Mayol urodził się w 1927 roku w Szanghaju. Był wielokrotnym rekordzistą świata w nurkowaniu głębinowym, pierwszym nurkiem, który zszedł bez tlenu na głębokość 100 metrów. Był obywatelem świata, mieszkał m.in. w Japonii, USA, Kanadzie. W czasie pracy naukowo-badawczej próbował odpowiedzieć na pytanie, czy człowiek ma ukryty podwodny potencjał. Koncepcję jedności człowieka z oceanem, w tym z delfinami Mayol przedstawił w biograficznej książce pt. „Człowiek Delfin”. W 2001 roku popełnił samobójstwo w swoim ostatnim domu, na Elbie. W dokumencie o nim udajemy się w podróż do podwodnego świata, aby zrozumieć graniczne doświadczenie swobodnego nurkowania. Podróżujemy przez Japonię, Miami, Marsylię, wyspy Caicos, Kalymnos i Elbę. Spotykamy jego przyjaciół, rodzinę i nurków, którzy podzielali jego pasję. Narratorem filmu jest Jean-Marc Barr, odtwórca roli Mayola w „Wielkim błękicie”. 21...

Czytaj dalej
Cate Blanchett
mat. prasowe

Cate Blanchett w roli zdrajczyni kobiet w nowym serialu HBO

W „Mrs. America” Cate Blanchett gra kobietę, którą feministki chciały spalić na stosie. „By zrozumieć Phyllis Schlafly, musimy zrozumieć, ile miała uroku”, mówi aktorka.
Anna Zaleska
14.04.2020

Na wszystkich zdjęciach promiennie się uśmiecha, z jednym wyjątkiem – to fotografia zrobiona zaraz po tym, jak ktoś rzucił jej jabłecznikiem w twarz. Wtedy uśmiech na ułamek sekundy zniknął, ale Phyllis Schlafly nie straciła zimnej krwi. Całe zajście skwitowała stwierdzeniem: „Ten dzień okazał się bardziej ekscytujący, niż się spodziewałam. Chciałabym też podziękować moim politycznym oponentom za to, że nie wybrali ciasta wiśniowego, bo miałabym plamę na sukience”. Ulubienica Donalda Trumpa Kiedy Cate Blanchett dostała propozycję zagrania kobiety, którą amerykańskie gospodynie domowe nazywały swoją Joanną D'Arc, usiadła przy biurku, by jak najwięcej dowiedzieć się o swojej bohaterce. Czytając jej artykuły i przemowy, wertując książki (napisała ich 20) utwierdzała się w przekonaniu, że wchodzi do umysłu kogoś, kogo poglądy są fundamentalnie sprzeczne z jej własnymi. Ale też, że ta sympatycznie i krucho wyglądająca kobieta musiała być osobą niesłychanie wpływową, skoro w 2016 roku sam Donald Trump wygłosił mowę na jej pogrzebie. Phillis Schlafly swoje wystąpienia lubiła zaczynać od zdania: jestem tu dzisiaj, bo mąż pozwolił mi przyjść. Ale to była tylko taktyczna zagrywka. W swoim notesie miała numery telefonów do najbardziej wpływowych polityków Ameryki lat 70. O jej poparcie zabiegali kandydaci na prezydentów – oprócz Donalda Trumpa, Richard Nixon i Ronald Reagan. Phillis Schlafly jak nikt rozumiała bowiem konserwatywnego ducha Ameryki, miała też niesłychaną intuicję polityczną. „Zszkowała mnie jej zdolność do inspirowania i mobilizowania ludzi – zauważa Cate Blanchett. – I to, jak różne taktyki stosowała. Była prawdziwą samicą alpha, miała w sobie naturalną siłę. Pod tym względem jesteśmy do siebie podobne”. Amerykanki są prawdziwymi...

Czytaj dalej