Tego nie wiedzieliście o pandemii. Wstrząsające informacje z pierwszej linii frontu walki z COVID-19
iStock

Tego nie wiedzieliście o pandemii. Wstrząsające informacje z pierwszej linii frontu walki z COVID-19

Politycy przekonują, że pandemia w Polsce była i jest pod kontrolą. Marcin Wyrwała i Małgorzata Żmudka w książce „Nadzwyczajni” udowadniają, że to scenariusz daleki od prawdy.
Sylwia Arlak
17.09.2020

Nadzwyczajni”, reportaż dziennikarzy Marcin Wyrwała i Małgorzaty Żmudki to dokonywany „na gorąco” zapis ostatnich miesięcy.  Autorzy zabierają nas do szpitali, w których brakuje odpowiedniego sprzętu i rąk do pracy. Przedstawiają medyków, lekarzy i ratowników, którzy pracowali ponad własne siły, po kilka dób. Pozostawionych bez środków ochrony maseczek, rękawiczek i płynów do dezynfekcji. Zestresowanych, jak mają rozmawiać z pacjentami, kiedy sami nie wiedzą, co będzie dalej. Chroniących najbliższych.    

***

Przeczytajcie fragment książki „Nadzwyczajni” Marcina Wyrwała i Małgorzaty Żmudki:

Na początku kwietnia wybucha ognisko wirusa w domu pomocy społecznej w Bochni. Zakażenie zostaje potwierdzone u 54 osób, w tym 37 pod­opiecznych i aż 17 pracowników. Działanie DPS-u zostaje sparaliżowane.

9 kwietnia Burza przyjeżdża na miejsce z dwo­ma zespołami Zintegrowanej Służby Ratowniczej. Przed budynkiem spotyka się z urzędniczką ze sztabu kryzysowego miejscowego starostwa i dy­rektorką DPS-u, starszą osobą, która jego zdaniem nie do końca zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, a przede wszystkim z presji czasu i konieczności wdrożenia odpowiednich procedur.

– Oczywiście, zapraszamy, działajcie – mówi Burzy.

– Pani dyrektor, chcemy wam pomóc, ale że­bym mógł wpuścić ludzi do środka, to muszę mieć z panią umowę, że pani zleca nam konkretne czynności. Bo potem może się okazać, że wykona­liśmy coś, czego pani sobie nie życzyła, a mówimy tu o czynnościach medycznych – tłumaczy.

– Proszę pana, ale mnie tu wszyscy wierzą na słowo – odpowiada dyrektorka.

Burza nawet się jej nie dziwi. Skoro państwo nie jest przygotowane na taki kryzys, to jak ma być przygotowana dyrektorka DPS-u w 30-tysięcznym miasteczku? Próbuje jeszcze raz:

– Niech pani weźmie pod uwagę, że jeżeli to ognisko wirusa zacznie się rozprzestrzeniać, to ci ludzie w środku zaczną umierać. Znaczna część personelu nie może pracować. Jeżeli tam nie wej­dziemy, zostanie pani sama z tymi umierającymi ludźmi.

– Dobrze, dobrze, załatwimy to, ale mam tu mnóstwo spraw na głowie. Jutro może przyjadą siostry i ksiądz, muszę się zastanowić, gdzie ich położyć.

Zespół czeka na wejście, ale mijają kolejne go­dziny i nic się nie dzieje. Zespół musi rozpoznać ośrodek, pogrupować pacjentów na dodatnich i ujemnych i umieścić ich w oddzielnych salach, zbadać ich stan ogólny, a tymczasem robi się coraz później.

– Ci ludzie zaraz pójdą spać i nic tu nie zrobi­my – denerwuje się Burza.

W końcu decyzję o wejściu ekipy do DPS-u wy­daje starostwo.

Do środka wchodzą w pełnym zabezpieczeniu. Szybko się okazuje, że sytuacja jest dramatyczna. W budynku znajdują się tylko dwie osoby z perso­nelu medycznego, z czego jedna zdradza objawy choroby i czeka na karetkę, która odwiezie ją do szpitala.

Kolejna rozmowa z dyrektorką:

– Ten ośrodek nadaje się w całości do ewakua­cji – mówi Burza. – Z personelu jest tylko pielęg­niarka, opiekun i osoba, która obsługuje kotłow­nię. A macie tu sześćdziesięciu pacjentów, którzy muszą dostać leki psychotropowe. Kto im ma je wydawać? Facet z kotłowni?

– To co my mamy zrobić?

– Teraz to ja sam już nie wiem, co macie zrobić.

Po krótkim zastanowieniu wysyłają do starosty prośbę o zaangażowanie miejscowego szpitala.

Na dobre wchodzą do ośrodka w kolejnych do­bach. Przyjeżdża też dyrektor miejscowego szpita­la i szef oddziału ratunkowego w jednym Jarosław Gucwa, postać dobrze znana Burzy. Był jednym ze szkoleniowców, którzy 17 lat temu szkolili go z za­kresu ratownictwa na wypadek wystąpienia zda­rzeń o charakterze masowym. Nauka nie poszła w las.

Dołącza do nich Sebastian Lewandowski, ko­ordynator ratownictwa medycznego w Bochni. Jednocześnie do pomocy przyjeżdżają siostry za­konne. Dziesięć dominikanek bez żadnego zabez­pieczenia wchodzi między pacjentów i zaczyna się nimi zajmować. Późniejsze testy wykażą, że cu­dem żadna z nich się nie zaraziła.

Tymczasem ekipa jest im wdzięczna za po­moc i przygotowuje plan działania. Wyznaczają bezpieczne miejsca, strefy dekontaminacji. Kiedy wszystko jest gotowe, wyprowadzają wszystkich pacjentów na zewnątrz do specjalnie przygotowa­nego namiotu.

Do akcji wkracza grupa chemiczna miejscowej straży pożarnej. Wykonują tak zwaną fumigację budynku, czyli dezynfekcję za pomocą gazu. Po­tem pojedynczo wprowadzają pacjentów z powro­tem do budynku. Każdy z nich poddany zostaje wstępnej dekontaminacji. Zostają przydzieleni do osobnych sal, aby ograniczyć ich przemieszczanie się. Nie jest to proste. Spróbuj wytłumaczyć face­towi z poważną dysfunkcją, który jest przyzwy­czajony, że co godzinę wychodzi na fajeczkę, że teraz nie może opuszczać swojego pokoju.

Ale z pomocą przychodzi szpital, który decydu­je się wprowadzić na stałe do DPS-u swoich ratow­ników. Następnego dnia wchodzą ratownicy ze szpitala, dokonują ponownej analizy stanu zdro­wia pacjentów i przejmują obowiązki medyczne.

Wspólne działania Zintegrowanej Służby Ra­towniczej, miejscowego szpitala i miejscowych służb ratowniczych pozwalają opanować sytuację. Umrze tylko jeden z zarażonych pacjentów. Mie­siąc później wirus ostatecznie zniknie z ośrodka, a działania zespołu zostaną określone jako wzor­cowe w sytuacji kryzysu.

Ekipa Burzy wycofuje się z ośrodka w siódmej dobie od wejścia, pozostawiając na miejscu świet­nie funkcjonujące ekipy ratowników, wspomagane przez siostry zakonne, już wyposażone w odpo­wiednie środki zabezpieczenia. Jednak Burzy nie ma już wtedy z nimi. Rozpoczyna misję w innym ośrodku, w którym wszystko idzie nie tak, jak powinno.

pandemia koronawirusa
mat. prasowe

„Nadzwyczajni”, reportaż Marcina Wyrwała i Małgorzaty Żmudki ukazał się 16 września nakładem wydawnictwa Akurat.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Co po pandemii koronawirusa
Adobe Stock

Prof. Dobroczyński: „Pandemia udowodniła, że hasła o byciu kowalem własnego losu to bzdury”

„Koronawirus jest jak czarny łabędź, którego nikt się nie spodziewał i który dzisiaj produkuje niemożliwe do przewidzenia konsekwencje. Pandemia udowodniła, że wszelkie hasła o byciu kowalem własnego losu to bzdury.”
Sylwia Niemczyk
07.09.2020

To nie my rządzimy swoim życiem, ale przypadek. To on trzyma pakiet kontrolny akcji, jeśli chodzi o naszą rzeczywistość. Zawsze tak było, koronawirus tylko nam to uświadomił. Życie to zawsze powinien być taniec z rzeczywistością: gdy ona robi krok w bok, to i my musimy za nią. Jak ona krok do przodu, to my krok w tył. To sztuka dostrzeżenia, skąd wieje wiatr i jakich umiejętności teraz potrzebujemy” – mówi prof. psychologii Bartłomiej Dobroczyński. Sylwia Niemczyk: Ależ się pół roku temu przestraszyliśmy… Prof. psychologii Bartłomiej Dobroczyński: Pandemia koronawirusa to coś, co nas zaskoczyło. Poza znawcami wirusów nikt poważnie nie rozważał, że kiedykolwiek czeka nas powtórka z „Decameronu” Boccaccia albo nawet z mniej odległej epidemii hiszpanki, która wybuchła tuż po I wojnie światowej. Nasza pamięć jest bardzo krótka. Więc po pierwsze: wydarza się coś nieprzewidzianego, a po drugie: to coś wymusza na nas drastyczną zmianę przyzwyczajeń. Brutalnie ingeruje w nasze automatyzmy, a tego człowiek nie lubi najbardziej. Dla nas najbardziej komfortowa sytuacja jest taka, kiedy automatyzmy stanowią 98 procent naszego funkcjonowania. I zazwyczaj właśnie tak jest. Nie zastanawiamy się co, gdzie i kiedy – większość rzeczy robimy bez angażowania świadomych myśli. A teraz ten nasz pilot automatyczny zaczął wibrować i migać na czerwono.  Przestał działać. I nagle musimy zwracać uwagę praktycznie na wszystko: ile razy dotykamy dłonią twarzy, jakich innych przedmiotów dotykamy, w jaki sposób witamy się z przyjaciółmi, jak wsiadamy do autobusu, czego dotykamy w windzie. Im więcej automatyzmów jest naruszonych, im więcej reguł zostało zmienionych, tym wyraźniejszy sygnał dla mózgu, że sytuacja jest poważna. I do strachu o zdrowie doszło jeszcze...

Czytaj dalej
iStock

Masz już serdecznie dość wiadomości o koronawirusie i COVID-19? Zobacz, co robić!

Z jednej strony masz już naprawdę dość śledzenia kolejnych wiadomości o koronawirusie, z drugiej chcesz jak najlepiej chronić siebie i swoich bliskich. To stresujące i wyczerpujące.
Sylwia Arlak
04.09.2020

Wszyscy jesteśmy w tym razem. Na bieżąco śledzimy informacje dotyczące koronawirusa. Najchętniej zapomnielibyśmy o pandemii, ale wciąż towarzyszy nam strach o własne zdrowie i zdrowie bliskich. Światowa ekspertka w dziedzinie zdrowia publicznego Allana Shakish w wystąpieniu TED tłumaczy, jak radzić sobie z tym nadmiarem informacji, zachowując bezpieczeństwo i zdrowy rozsądek. Skup się na najważniejszych informacjach Kiedy docierają do ciebie kolejne wiadomości na temat  COVID-19, zadaj sobie pytanie: „Czy posiadanie tych informacji przyniesie korzyści mojemu życiu? Czy pozwoli mi podejmować bardziej przemyślane decyzje?”. Gromadzenie masy informacji, których nie możesz w żaden sposób wykorzystać, nic ci nie przynosi. Czy naprawdę musisz śledzić postępy poszczególnych badaczy, pracujących nad szczepionką? Chociaż sama myśl o przyszłej szczepionce, może dać ci poczucie nadziei, szczegóły mogą nie być tak ważne. Dla większości z nas najważniejszą informacją, którą należy śledzić, jest sposób przenoszenia wirusa. Tak samo wg lekarzy ważna jest nie sama liczba zarażonych – bo dziś wiemy, że większość z nich przechodzi chorobę w łagodny lub nawet bezobjawowy sposób – ale liczba osób, które z powodu COVID-19 znajdują się w szpitalach, bo dopiero te dane pokazują nam, jak poważna jest sytuacja.  Przeglądaj zaufane źródła COVID-19 jest mocno upolityczniony. Niektóre główne źródła wiadomości opierają swoje treści bardziej na opiniach niż na nauce. Ponadto organizacje medialne i publikacje (nieakademickie i akademickie) są pod ogromną presją. Nie czytaj tekstów napisanych przez samozwańczych analityków  i znawców-celebrytów.  Jeśli naprawdę chcesz pogłębić wiedzę o koronawirusie, czytaj...

Czytaj dalej
powrót do szkół
Unsplack Stock

Dzień przed początkiem roku szkolnego wiemy, że nic nie wiemy! Szkoła w epoce koronawirusa

Co ze świetlicami? Kiedy możliwe jest przejście na naukę zdalną? Jak teraz będą wyglądać lekcje i przerwy? Sprawdzamy wytyczne ministerstwa i wyliczamy obawy rodziców.
Sylwia Arlak
31.08.2020

Oczywiste jest to, że dzieci potrzebują szkoły: towarzystwa rówieśników, bezpośredniego kontaktu z nauczycielami, ram, w których mogą działać. Jednak dziś rano epidemiolog z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, prof. Jarosław Drobnik bez ogródek w radio Tok FM powiedział, że rozpoczynanie roku szkolnego w obecnej sytuacji to „jeden wielki eksperyment społeczny”. Lekarze są przekonani, że powrót do szkół spowoduje większą liczbę zarażeń koronawirusem. Choroby obawiają się nie tylko rodzice, ale też nauczyciele, którzy każdego dnia będą stykali się nie tylko z innymi nauczycielami, lecz przede wszystkim z uczniami. Jeśli założymy, że nauczyciel polskiego w liceum prowadzi 5 lekcji dziennie, to średnio styka się nawet z 150 uczniami.  Mimo że Ministerstwo Edukacji Narodowej uspokaja, rodzice, uczniowie i nauczyciele się niepokoją. Wszyscy zadają sobie pytanie – czy powrót do szkoły w momencie, gdy notujemy codziennie ponad pół tysiąca (a czasem i 700 czy 800) przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce, jest bezpieczny? Jak będzie wyglądała nauka od 1 września 2020? Oto co wiemy do tej pory: Nauka w pandemii koronawirusa Do szkoły mogą uczęszczać wyłącznie uczniowie bez objawów koronawirusa, gdy ich domownicy nie przebywają na kwarantannie lub w izolacji. Zdrowi muszą być też opiekunowie przyprowadzający i odprowadzający uczniów. Po wejściu do budynku konieczna będzie dezynfekcja rąk. Szkoła ma za zadanie zapewnić odpowiednie środki – jednak już dziś dyrektorzy alarmują, że nie mają wystarczającej ilości płynów do dezynfekcji, co nie dziwi, zważywszy na to, że przed pandemią w wielu szkołach publicznych brakowało nawet zwykłego mydła i ręczników jednorazowych.  Każda osoba z zewnątrz, która...

Czytaj dalej