Taylor Swift: Bardzo długo żyłam tylko po to, żebyście mnie lubiły
10 grudnia Taylor Swift wydała drugą w tym roku płytę, Evermore. Fot. materiały promocyjne

Taylor Swift: Bardzo długo żyłam tylko po to, żebyście mnie lubiły

W wieku 17 lat weszła do show-biznesu, dojrzewała na oczach nas wszystkich. Zawsze grzeczna, uśmiechnięta, pozytywna. Aż w końcu powiedziała: dosyć!
Magdalena Żakowska
12.12.2020

Ten rok był dla większości muzyków zawodowym i prywatnym dramatem. Z dnia na dzień stracili możliwość zarobku – trasy koncertowe i występy zostały odwołane, studia nagraniowe zamknięte. Ale Taylor Swift każdą katastrofę potrafi przekuć w sukces. Pokazała to już wielokrotnie. Kilka lat temu wynegocjowała sobie niezależność od wytwórni płytowych i dzięki temu mogła teraz spędzić czas pracując nad nowymi piosenkami, które być może nie będą popowymi hitami okupującymi pierwsze miejsca list przebojów, ale piękną muzyczną pocztówką z czasu lockdownu.

Cztery miesiące temu wydała kameralną płytę Folklore, którą nagrała zdalnie z domu, a 10 grudnia zaskoczyła fanów kolejnym albumem Evermore. „Mówiąc wprost, po prostu nie mogliśmy przestać komponować kolejnych piosenek” – mówi. „Mówiąc bardziej poetycko, czuliśmy się tak, jak byśmy stali na skraju pięknego folkowego lasu i mieli wybór: zawrócić, albo pójść dalej i głębiej”. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Tylor Swift: Miss Americana

Urodziła się w Pensylwanii, a wychowała w Tennessee i od wczesnego dzieciństwa wiedziała, że będzie piosenkarką country. Pierwszą gitarę dostała w wieku 4 lat i od razu zaczęła komponować piosenki. Na archiwalnych nagraniach w internecie możecie zobaczyć małą blondyneczkę w różowej sukience i kowbojskim kapeluszu, która uśmiechnięta dyga przed publicznością, przedstawia się i śpiewa swoje piosenki. „Od dzieciństwa aż do dzisiaj mój cały kodeks moralny opiera się na potrzebie bycia postrzeganą jako ktoś dobry. Tylko o tym pisałam w pamiętnikach, tylko tego chciałam” – mówi w filmie dokumentalnym „Miss Americana” (Netflix). „Wychowano mnie tak, żebym czerpała szczęście z pochwał. Tak bardzo pragnęłam uznania, że stałam się osobą, którą inni chcieli żebym była”. 

Taylor Swift
Taylor Swift. Fot. materiały promocyjne

I rzeczywiście bardzo długo żyła wyłącznie dla pochwał. Zawsze nienaganna: szczupła, uśmiechnięta, pełna energii. Kiedy jej rówieśniczki krztusiły się od pierwszego papierosa i upijały się pierwszym winem, ona doskonaliła się w grze na fortepianie, pisała piosenki i kładła się wcześnie spać. Zawsze na diecie – w dokumencie przyznaje, że pierwsze burrito zjadła w wieku 29 lat. Jej życie było precyzyjnie zaplanowane na dwa lata z rzędu. Wiedziała dokładnie gdzie będzie i co będzie robiła każdego dnia każdego miesiąca przez kolejne dwa lata. I nie było tam miejsca na spontaniczne spotkanie z przyjaciółkami.

„Miałam taką obsesję na punkcie tego, żeby nie spotkać się z krytyką, że na wszelki wypadek wolałam nie robić nic, o czym inni mogliby mówić – nie wychodzić na imprezy, nie spotykać się z nikim, nie mówić o swoich poglądach. Miła dziewczyna się uśmiecha, macha i dziękuje. Ale kiedy żyjesz wyłącznie dla pochwał, kiedy z nich czerpiesz całą radość i poczucie spełnienia, jedna przykrość może sprawić, że cały twój świat runie” – mówi wspominając ceremonię rozdania nagród MTV Video Music Awards we wrześniu 2009 roku. Miała wtedy 20 lat.

Chciałam zniknąć 

To była pierwsza ważna nagroda muzyczna do której została nominowana. I jednocześnie duże wydarzenie, bo muzyka country rzadko pojawia się na liście MTV Music Awards. Kiedy prowadzący wywołali ją na scenę nie potrafiła opanować wzruszenia. Cała się trzęsła. „Zawsze marzyłam, żeby zdobyć kiedyś tę statuetkę, ale nie wierzyłam, że to się naprawdę stanie” – zaczęła. I wtedy na scenę wszedł Kanye West. Podszedł do Taylor Swift, wyjął jej z ręki mikrofon i korzystając z zaskoczenia wszystkich powiedział: „Taylor, gratuluję ci i zaraz dam ci skończyć, ale dajcie spokój – klip Beyonce to jeden z najlepszych klipów w historii. To teledysk wszech czasów”. A potem oddał jej mikrofon i wyszedł. Najpierw na sali zapadło krępujące milczenie, a potem wybuchły gwizdy i krzyki. Taylor stała jak skamieniała. „Myślałam, że publiczność właśnie mnie wygwizduje. Dopiero w domu, analizując nagranie zrozumiałam, że gwiżdżą na Kanye Westa. Ale wtedy, na scenie… Dla kogoś, kto całe swoje poczucie wartości oparł na akceptacji innych, buczący tłum jest… kształtującym doświadczeniem. To wydarzenie było katalizatorem zmian, które we mnie zaszły. Ale nie każda z nich była korzystna…”.

Chociaż następnego dnia w zasadzie wszystkie media wystąpiły w jej obronie, a nawet sam prezydent Barack Obama nazwał Kanye Westa „palantem”, pierwsza ważna nagroda już zawsze później kojarzyła jej się z upokorzeniem. Straciła wiarę w siebie, kompleksy urosły do gigantycznych rozmiarów, zaczęła się głodzić i zanim się obejrzała miała anoreksję.  

Kanye West co prawda przeprosił, ale kilka tygodni później obraził ją po raz kolejny, tym razem w piosence „Famous”: „Chyba nadal mam szansę przelecieć Taylor, to dzięki mnie ta suka jest sławna”. Twierdził później, że Taylor wyraziła zgodę na to, żeby o niej zaśpiewał, a kiedy zaprzeczyła, Kim Kardashian, żona Westa, udostępniła w sieci nagranie fragmentu jego rozmowy z Taylor: „Dziękuję, że mnie uprzedziłeś” – mówi jak zwykle grzecznie i uprzejmie Taylor. „Zadzwonił, żeby powiedzieć, że zamierza o mnie zaśpiewać. Nie powiedział, że nazwie mnie w piosence suką” – tłumaczyła później. Ale tym razem nikt jej nie uwierzył. Media masowo poparły Westa, pisały o tym, że Taylor z premedytacją kreuje się na ofiarę, że kłamie, że to koniec jej kariery.

Hashtag #TaylorSwiftJestSkończona był przez kilka tygodni najpopularniejszym hashtagiem na Twitterze. „Ile ludzi musiało mnie aż tak nienawidzić?” – zastanawia się w dokumencie „Miss Americana”. „Chciałam zniknąć. I zniknęłam. Przez ponad rok nie pokazałam się publicznie. Kompletnie się wycofałam. Dlaczego? Bo myślałam, że tego ludzie ode mnie oczekują”. 

Coś we mnie pękło

Wykorzystała ten rok najlepiej jak mogła. Skoncentrowała się na rodzinie, muzyce i terapii. Przestała oglądać swoje zdjęcia w magazynach, przestała o sobie czytać. „Przestałam myśleć tyle o tym, jak wyglądam. Zresztą, idealna sylwetka jest niemożliwa do osiągnięcia metodami naturalnymi. Kiedy się głodziłam byłam szczupła, ale płaska, nie miałam ładnej pupy. Kiedy trochę przytyłam i nareszcie miałam fajną pupę, okazało się, że nie mam już płaskiego brzucha. I tak w kółko” – wspomina. Ale najważniejszym elementem terapii była dla niej kolejna płyta. A potem kolejna i jeszcze jedna. New York Times napisał: „Tworząc pop bez nawiązań do współczesności, panna Swift celuje wyżej. W ponadczasowość, do jakiej niewielu artystów aspiruje”.

Osiągnęła coś, co wcześniej udało się tylko Beatlesom: jej cztery kolejne albumy były numerem jeden przez sześć tygodni. Ale kiedy w wieku 23 lat odebrała drugą nagrodę Grammy za najlepszą płytę roku, zrozumiała, że nie ma nikogo, ani przyjaciółki, ani chłopaka, z którymi mogłaby świętować ten sukces. „Dosłownie nikogo. Moje życie składało się w całości z muzyki” – mówi. W tym samym czasie podczas trasy koncertowej udzielała wywiadu w lokalnej stacji radiowej, a później, pozując z prowadzącym program DJ-em do zdjęcia, poczuła, jak wkłada jej rękę pod spódnicę, a później w majtki. Zgłosiła to szefowi stacji, okazało się, że zdarzenie widziało kilkoro świadków, DJ został zwolniony, ale kilka dni później pozwał Taylor, żądając od niej wysokiego odszkodowania. Ona w odpowiedzi pozwała go o jednego dolara.

Ale nie spodziewała się tego, co spotka ją w sądzie. Podczas procesu pytano ją dlaczego nie uciekła w trakcie zdarzenia, dlaczego nie krzyczała, dlaczego nie uderzyła DJ-a w twarz. Kwestionowano wszystko, co mówiła. Sugerowano, że „nosi za krótką spódniczkę, a życie gwiazdek pop jest… wiadomo jakie”. Ława przysięgłych jej uwierzyła, wygrała proces, ale jeszcze długo później opowiadała ze łzami w oczach o upokorzeniu, którego doświadczyła w sądzie. „Po tym procesie coś we mnie pękło. Nie zrozumie tego żaden mężczyzna” – mówiła.  

Opowiem wam historię

W 2016 roku wydała album Reputation, gdzie śpiewa już odważnie o tym, że się zmieniła: „Świat kręci się dalej, kolejny dzień, kolejna drama. Ale nie dla mnie, jedyne, o czym myślę, to karma. Świat rusza do przodu, jedno pewne jest, może dostałam za swoje, ale wy dostaniecie też!” – śpiewa. Po raz pierwszy w życiu zdecydowała się też zająć stanowisko w sprawie polityki. Kiedy ogłosiła, że w wyborach uzupełniających do Kongresu w Tennessee popiera kandydata Demokratów, w ciągu jednego dnia zarejestrowało się tam więcej wyborców niż przez cały poprzedni miesiąc. Trudno się dziwić, Taylor ma 140 mln fanów na Instagramie, a w rodzinnym mieście traktowana jest jak dobro narodowe. 

Od tego czasu Taylor nie liczy się już tak bardzo z opinią innych. W piosenkach śpiewa o tym, że młodzi ludzie i ich rewolucja jest jedyną nadzieją dla świata („Only the Young”), krytykuje Donalda Trumpa, mówi o doświadczeniu molestowania, o perspektywie ofiary, o seksizmie w branży muzycznej.

Taylor Swift Evermore
Okładka nowej płyty Taylor Swift, Evermore. Fot. materiały promocyjne

„Żyjemy w społeczeństwie, w którym kobiety z branży rozrywkowej trafiają na cmentarzysko słoni, mając 35 lat” – mówi. „Kobiety w branży rozrywkowej zmieniają styl 20 razy częściej niż mężczyźni. Muszą. Inaczej stracą pracę. Ciągle musimy się zmieniać, odkrywać swoje inne strony, które przyciągną więcej ludzi. Musimy być nowe i młode. Skończyłam 31 lat i nie wiem, jak długo jeszcze społeczeństwo będzie tolerowało to, że mi się powodzi”. Prywatnie dużo więcej czasu zaczęła poświęcać na budowanie relacji. Jej najlepszymi przyjaciółkami są dziś koleżanka z branży Selena Gomez i projektantka Stella McCartney, ale przez te kilka lat pojawiali się też mężczyźni – Taylor spotykała się z aktorem Timem Hiddlestonem, piosenkarzem Harry Stylesem, a od trzech lat związana jest z brytyjskim aktorem Joe Alwynem, z którym napisała piosenki na dwa ostatnie albumy.

„Każdy muzyk ma swoją własną niszę, coś wyjątkowego, co odróżnia go od reszty. U mnie jest to opowiadanie historii” – mówi. „Wiem, że gdybym nie pisała własnych piosenek, nic bym nie osiągnęła. A teraz jestem zakochana, więc w naturalny sposób mój chłopak stał się bohaterem i współtwórcą tych historii”. Album Folklore wkrótce po premierze stał się pierwszym albumem w 2020 roku sprzedanym w nakładzie powyżej miliona egzemplarzy. Nikt nie pobił dotąd tego rekordu. Ale być może już za chwilę okaże się, że pobije go… Taylor Swift i jej płyta Evermore. Trzymamy kciuki!

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Britney Spears
Materiały prasowe Sony Music

Królowa popu i synonim obciachu lat 90., czyli za co kochamy Britney Spears?

Dokładnie 20 lat temu ukazał się jeden z najważniejszych albumów w dziejach popkultury: „Oops!… I Did It Again”.
Magdalena Żakowska
18.05.2020

Wiem, że dla wielu z was Britney Spears to synonim plastiku, różu i taniości. I to na pewno jest cześć prawdy o niej, a raczej o czasach, w których powstały jej największe przeboje. Koniec lat 90. to był estetyczny koszmar, chyba największy od czasów baroku, ale, powiedzmy to sobie uczciwie, każda z nas w mniejszym lub większym stopniu brała w tym udział. Malowałyśmy się jak opętane, stroiłyśmy w dopasowane bluzki z dekoltem i prawie wszystkie chciałyśmy być blondynkami. Do kina biegałyśmy na „Słodkie zmartwienia”, „Ten pierwszy raz” i „Szkołę uwodzenia”, ikoną mody była Paris Hilton, Victoria Beckham miała jeszcze sztuczne piersi, a z radia straszył przebój „Barbie Girl”, który powinien być dziś zakazany na równi z manifestem Andersa Breivika. Właśnie w takiej scenerii ukazał się drugi album Britney Spears „Oops!… I Did It Again”, który w samych Stanach Zjednoczonych sprzedał się w nakładzie ponad 10 mln egzemplarzy. Bo przypomnę: to były czasy, w których nie było jeszcze Facebooka i telefonów komórkowych, za to kupowałyśmy masowo płyty CD. 17 sierpnia z okazji 20. rocznicy ukaże się specjalne winylowe wydanie „Oops!...”.   W momencie wydania „Oops!...” Britney miała 19 lat, z czego już 11 spędziła na scenie. Była produktem wymyślonym przez wytwórnię muzyczną. Nie pisała swoich piosenek, nie decydowała o tym, jak będą wyglądały jej teledyski, ani o tym, jak długo będzie trwała trasa koncertowa. Jej zadaniem było śpiewać, tańczyć i szeroko się uśmiechać. I dawała z siebie to wszystko. „Oops!…”, „Lucky”, „Stronger” to ponadczasowe hity, które do dziś znam na pamięć. Pamiętam nawet fragmenty układów tanecznych Britney, uczyłam się...

Czytaj dalej
Ariana Grande, Lady Gaga, Harry Styles, Doja Cat, Beyonce
Mat. prasowe

Ariana Grande, Beyonce, Lady Gaga czy Dua Lipa? Typujemy przebój lata 2020!

To będzie dziwne lato. O słonecznej plaży, cieniu palmy i drinkach z parasolką większość z nas może w tym roku tylko pomarzyć. Ale letnie przeboje pomogą nam przenieść się tam mentalnie!
Magdalena Żakowska
17.06.2020

Każde lato ma swoją piosenkę. W 2010 roku był to przebój „California Gurls” Katy Perry, w 2014 „Get Lucky” Daft Punk, a rok temu „Old Town Road” Lil Nas X. Te piosenki już zawsze będą przywoływały w nas wspomnienia z wakacji. W tym roku z powodu pandemii przemysł muzyczny przeżył chyba największy wstrząs w swojej historii. Odroczono premiery płyt, odwołano festiwale muzyczne i trasy koncertowe. Co nie znaczy wcale, że przestaliśmy słuchać muzyki i nie czekamy na ten jeden, największy przebój lata. Nawet jeśli to lato będzie inne niż byśmy sobie tego życzyli. Oto dziesięć piosenek, które mają szansę na ten tytuł. A większość z nich należy do kobiet!   1. „Savage Remix” Megan Thee Stallion i Beyonce Obie pochodzą z Houston, więc ich współpraca była tylko kwestią czasu, chociaż Megan Thee Stallion była tak zaskoczona propozycją Beyonce, że polały się łzy. Ale najpierw jej „Savage” podbił TikToka i stał się viralowym fenomenem. Później remix piosenki wykonany wspólnie z Beyonce wzbił się na szczyt listy Hot 100 magazynu Billboard i posypały się nagrody: BET Hip Hop Award, MTV Video Music Award i Billboard Women in Music Award.  2. „Break My Heart” Dua Lipa Płyta „Future Nostalgia”, z której pochodzi ten przebój, w całości nawiązuje do muzyki i stylistyki lat 80. W „Break My Heart” Dua Lipa wykorzystuje sample z kultowego przeboju tamtych czasów – „Need You Tonight” INXS. Funk, dyskoteka i mało wymagające, ale wpadające w ucho bity – wszystko to składa się na idealny letni przebój.  3. „Rain on Me” Lady Gaga i Ariana Grande Moc tej piosenki to połączenie energii dwóch najpopularniejszych obecnie gwiazd muzyki pop – Lady...

Czytaj dalej
Beyonce
Mat. prasowe

Beyoncé od zawsze śpiewała o sile kobiet. To właśnie dlatego jej piosenki słyszałyśmy na protestach

Beyoncé od lat wspiera ruchy feministyczne. O silnych kobietach śpiewa w swoich piosenkach, ale też swoim przykładem pokazuje, że w kobietach jest moc. Jej „Run the World (Girls)” było jednym z hymnów protestów Strajku Kobiet.
Kamila Geodecka
05.11.2020

Od dwóch tygodni cała Polska żyje protestami, wywołanymi tym, że 22 października Trybunał Konstytucyjny zadecydował, że dokonywanie aborcji w przypadku, gdy płód ma znaczne wady genetyczne, jest niezgodne z konstytucją. Z takim wyrokiem nie zgodziło się wielu obywateli i wiele obywatelek Polski – według danych Strajku Kobiet podczas największego protestu w piątek 30 października, w Warszawie demonstrowało swój sprzeciw ok. 150 tys. osób – a przecież protest odbywał się nie tylko w samej Warszawie, ale też wielu innych miejscach w Polsce. Niektóre przemarsze swoją siłę chcą pokazać ciszą – nie ma przecież nic bardziej wymownego niż tłum maszerujący bez słowa. Czasami jednak ciszy zachować się nie da lub po prostu nie chce, dlatego ludzie decydują się na hałas. Ale jeśli hałas – to tylko taki, który coś znaczy. Z ust protestujących wydobywają się mocne hasła, a w tle gra muzyka. Muzyka, która musi być równie dynamiczna, silna i wymowna, jak energia rozzłoszczonego tłumu. Czytaj też:  Nie walcz z wewnętrznym krytykiem. Zaprzyjaźnij się z nim Beyoncé na protestach, czyli who run the world Trudno znaleźć lepszą piosenkę, która mogłaby bardziej pasować do protestów kobiet chcących pokazać, że one również mają siłę i nikt poza nimi nie może decydować o ich życiu! Piosenkę, która została stworzona prawie dekadę temu, ale wciąż jest aktualna, którą śpiewa jedna z najbardziej znanych, pracowitych i cenionych kobiet show-biznesu.  Mowa oczywiście o Beyoncé i jej piosence „Run the World (Girls)”. W utworze piosenkarka zadaje nam pytanie, które w jej ustach wydaje się wręcz retoryczne. „Kto rządzi światem?” – śpiewa Beyoncé. Odpowiedź zostaje zaakcentowana i niemalże wykrzyczana...

Czytaj dalej
Westworld Thandie Newton
mat. prasowe

Thandie Newton w życiu jest jeszcze silniejsza niż w „Westworld”

Przez dwie dekady środowisko filmowe karało ją za to, że walczy z patriarchatem w branży. Dopiero teraz 46-letnia Thandie Newton stała się ikoną walczących kobiet.
Magdalena Żakowska
16.04.2020

Naprawdę na imię ma Thandiwe, co w zimbabweńskim języku Ndebele znaczy „ukochana”. Bo rzeczywiście była ukochanym dzieckiem, jedynaczką, której nigdy niczego nie brakowało. Tyle że nie ma w sobie nic z narcystycznej egoistki. Przeciwnie, od najmłodszych lat działała na rzecz innych, walczyła o sprawy, którymi dziś żyje cały świat, ale jeszcze kilka lat temu, nie należało ich poruszać. Walczyła z seksizmem na długo przed #metoo Thandie Newton miała 18 lat, kiedy podczas przesłuchania reżyser poprosił ją, aby dotykając swoich narządów intymnych zagrała orgazm. Sceny nie było w scenariuszu, ale zgodziła się ją zagrać pod warunkiem, że na planie oprócz reżysera będzie też reżyserka castingu, kobieta. Kilka miesięcy później okazało się, że reżyser wykorzystywał ten film do swoich prywatnych celów, chwaląc się nim przed kolegami i chętnie się nim dzieląc. Thandie Newton wielokrotnie opowiadała o tym i innych incydentach mediom. Nie bała się oskarżać reżyserów i producentów, używając ich nazwisk i dokładnie opisując nadużycia, których się dopuścili. Ale w latach 90. w Hollywood nikt nie traktował tych oskarżeń „poważnie” i nikt nie podejrzewał nawet, że za 25 lat Harvey Weinstein, jeden z największych i najbardziej szanowanych amerykańskich producentów, zostanie za podobne przestępstwa skazany na 23 lata więzienia. Przeciwnie, czym głośniej Thandie Newton walczyła z filmowym patriarchatem, tym surowsze spotykały ją za to konsekwencje. Straciła wielu przyjaciół, odwróciło się od niej kilku agentów, producenci przestali zapraszać ją nawet na castingi. Nigdy nie odpuściła, chociaż miała pełną świadomość tych bolesnych konsekwencji – przez lata w środowisku filmowych spotykał ją ostracyzm i niechęć, a media robiły z niej wariatkę....

Czytaj dalej