Tatiana Mindewicz-Puacz: „My, kobiety, jesteśmy mistrzyniami w podcinaniu sobie skrzydeł”
Pixabay

Tatiana Mindewicz-Puacz: „My, kobiety, jesteśmy mistrzyniami w podcinaniu sobie skrzydeł”

„Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo nasze myśli wpływają na to, jak się czujemy. Jeśli przelejemy je na papier, a potem się im przyjrzymy, da nam to ogromne poczucie sprawczości”, mówi Tatiana Mindewicz-Puacz, psychoterapeutka i coach.
Iga Ptasińska
30.11.2020

Powiedzmy sobie szczerze, najłatwiej jest usiąść i powiedzieć, że nic nie umiemy i nic na to nie poradzimy. O wiele trudniej jest codziennie wykuwać swoje poczucie własnej wartości i przekonanie, że nasze życie zależy od nas samych. Rozmowa z Tatianą Mindewicz-Puacz, psychoterapeutką i coachem.

Iga Ptasińska: Żyjemy w świecie, w którym bycie szczęśliwym jest wręcz obowiązkiem”, tak napisała pani w jednej z książek. Czyli niezależnie od tego, co zrobimy, już na starcie jesteśmy gigantycznie obciążeni.

Tatiana Mindewicz-Puacz: Nie mam nic przeciwko temu, żebyśmy cieszyli się życiem, żebyśmy uczyli się wychodzić ze stanów malkontenctwa, ale – do cholery – nie da się być permanentnie szczęśliwym! A współczesny świat wywiera taką presję, co gorsze, my sami ją na sobie wywieramy. Musimy być bardzo ładni, bardzo zdrowi, odnosić wielkie sukcesy, mieć wspaniałe związki albo radosną samotność.

Nie umiemy być w tym naszym nieidealnym „tu i teraz” – mam wrażenie, że masowo uciekamy. Jedni w przeszłość, rozpamiętując to, co było, inni w przyszłość: kiedyś, za zakrętem czeka mnie coś niezwykłego, cud, a moje dziś to tylko taka poczekalnia…

Ucieczka od „dziś” wychodzi prawie zawsze, kiedy zaczynam pracować z ludźmi. Choć mądre „używanie” przeszłości i przyszłości to bardzo dobry pomysł. Czyli na przykład wyciąganie doświadczeń, które pokazują, że potrafimy sobie poradzić, albo myślenie o jutrze jako motywacji do działania dziś – to fantastyczne i wzmacniające.

Ale my nie używamy ich mądrze…

No nie, a przynajmniej nie zawsze. Zadziwiający jest sposób, w jaki korzystamy z przeszłości. Posłużę się porównaniem. To jest tak, jakbyśmy otwierali szafę z ubraniami i wybierali z niej tylko to, w czym źle wyglądamy, co na nas nie leży i powoduje gorsze samopoczucie. 

A ignorujemy to, w czym jest nam dobrze, co się sprawdziło. Czyli, wychodząc z szafy i wracając do emocji, ignorujemy ten wzmacniający wpływ przeszłości. Ludzie, którzy przeszli zwycięsko wiele kryzysów, bardzo rzadko stojąc przed kolejnym, potrafią powiedzieć sobie: „Dałem radę wtedy, tym bardziej dam radę teraz”, nie, niestety mówią: „Nie umiem, nie mam siły”. 

Z przyszłości też korzystamy w destrukcyjny sposób. Albo przesadnie się nią nakręcamy, czekając z założonymi rękami na cud, na bliżej nieokreślony stan gotowości, który pozwoli nam ruszyć w tę idealną przyszłość, albo – skrajnie – oceniamy, że już pozamiatane, nic dobrego nigdy więcej nas nie spotka. W ostatnim czasie, pandemii, kryzysu, ten drugi sposób myślenia o przyszłości dopada nas znacznie częściej.

Skąd się bierze ta nieumiejętność mądrego korzystania z tego, co było wczoraj i co może zdarzyć się jutro? 

Oczywiście wszystkie psychologiczne teorie wskazują tu na związek z naszą przeszłością, z historią. Ale ja powiem tak: historia jest niezmiernie ciekawa i można w niej odnaleźć ważne informacje na własny temat, ale tkwić w niej nie polecam. Każde dzieciństwo skazane jest na przeżywanie frustracji, trudności, niespełnienia. Zawsze. Nie spotkałam na swojej drodze zawodowej ani prywatnej dorosłego, który powiedziałby, że w dzieciństwie dostał wszystko to, co chciał dostać, wszystko, czego potrzebował. Oczywiście u różnych osób bagaż jest różny, ale na ogół lubimy sobie do niego kilka kilogramów dorzucić.

I poczuć się jeszcze gorzej!

Ciężki plecak zdejmuje z nas obowiązek, by wspiąć się jeszcze wyżej. No bo kto będzie oczekiwał, że ze 100 kilogramami na plecach pójdziemy na Mount Everest? To jest w pewnych sytuacjach całkiem wygodne. Oczywiście tylko pozornie. To jeden powód. Drugi, szczególnie charakterystyczny dla nas, Polaków, to wpojony lub niemal genetycznie wdrukowany brak optymizmu. Z jednej strony żyjemy w świecie, w którym oczekuje się od nas epatowania szczęśliwością 24 godziny na dobę, z drugiej – jesteśmy zaprogramowani na to, żeby mówić, że jest źle, do kitu, dramat. 

Pokolenie dzisiejszych dorosłych to wciąż jeszcze pokolenie ludzi wychowywanych przez rodziców, dla których dbanie o kondycję psychiczną było fanaberią. Psychologia nie miała za zadanie pomóc lepiej żyć, tylko była zarezerwowane dla „nieudaczników”, osób słabych, dla tych, którzy zupełnie sobie nie radzą. Nie traktowano zatem psychologicznej pomocy jako profilaktyki, wzmocnienia, ale jako koło ratunkowe – i to ostatnie, gdy już nosem dotykało się dna. 

Teraz jest znacznie lepiej, coraz częściej korzystamy z psychoterapii czy coachingu po to, żeby poprawić jakość życia, traktujemy to jako metodę dbania o rozwój osobisty. I to fantastyczna sprawa, ale pod warunkiem, że nie ulegamy wspomnianej wcześniej presji bycia doskonale szczęśliwym. Odnajdywanie własnej drogi, pomysłu na życie to proces oparty przede wszystkim na pracy wewnętrznej, lepszym rozumieniu swoich potrzeb. To niełatwe, kiedy jesteśmy wręcz bombardowani bodźcami z zewnątrz: kosmetyk, który musisz mieć, żeby się lepiej poczuć, nowy telefon lub samochód, który uczyni cię kimś innym, dieta, za której sprawą odnajdziesz spokój i pogodę ducha itd. Ogromny wybór powoduje chaos. Pogrążamy się w nim, desperacko szukając czegoś, co nada sens życiu. A jeśli przez chwilę odważymy się poczuć spełnionymi podczas gotowania pomidorowej dla rodziny, za moment przychodzi myśl: „To za mało, naprawdę zadowolisz się taką zwyczajnością?!”. I zabawa w wymyślanie idealnego życia zaczyna się od nowa. 

Tymczasem umiejętność docenienia chwili z pomidorową może naprawdę dać szczęście. Ludzie, którzy potrafią cenić drobiazgi, zwykle mniej się miotają. A też sięganie po „większe rzeczy” niż zupa przychodzi w takim wewnętrznym spokoju zdecydowanie łatwiej, niż gdy się ma ciągłe poczucie: „Kurczę, nie zdążę, umrę i sensu życia nie znajdę!”. 

Wszystko, o czym mówimy, pokazuje obraz współczesnego człowieka, któremu przede wszystkim brakuje wiary we własną sprawczość. Nie wierzymy, że możemy mieć realny wpływ na swoje życie. Jak możemy budować tę wiarę?

Ostatnio rozmawialiśmy z moim kolegą, psychoterapeutą i seksuologiem, o tym, co tak naprawdę uważamy za najważniejsze w samorozwoju, jaki jest najistotniejszy czynnik w budowaniu wewnętrznej siły. Opowiedział mi o swoim kliencie, który tak bardzo go zaskoczył poziomem samoświadomości, że zapytał tego mężczyznę, czy wcześniej korzystał z pomocy specjalisty. Okazało się, że to była jego pierwsza wizyta, natomiast od wielu lat... pisał. Dokładnie rzecz ujmując, zapisywał w zeszytach przemyślenia, uczucia, doświadczenia. 

Kiedy się nad tym zastanawiałam, doszłam do wniosku, że bardzo podobnie jest ze mną. Tym, co było w moim życiu powtarzalne i zawsze mnie hartowało – nawet wtedy, kiedy miałam zdecydowanie mniej oleju w głowie, niż mam dziś, jako dojrzała kobieta z konkretną wiedzą i doświadczeniem – były moje notesy. Tysiące zapisanych kartek pełnych myśli, spostrzeżeń i opowieści pomagały mi w budowaniu wewnętrznej siły. W domu od książek mam więcej tylko zeszytów! Od czasów wczesnej młodości zawsze coś sobie skrobałam. Robiłam to wtedy, kiedy nie miałam jeszcze pojęcia, jak należy pisać, jak należy pracować z myślami. Notowałam to, co się dzieje. W każdej formie, czasem to był wolny strumień myśli, czasem jakiś cytat, który mnie właśnie „zatrzymał”, czasem forma pamiętnika. Pisanie bardzo pomaga. 

Pisanie terapeutyczne – co to jest, jakie niesie korzyści

A co jest właściwie takiego terapeutycznego w pisaniu​?

Choć tyle się o tym mówi, wciąż nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo nasze myśli wpływają na to, jak się czujemy i co robimy, oraz z tego, że te myśli zależą od nas. Wytrenowanie umiejętności, by w gorszych momentach przelewać je na papier, a potem się im przyglądać, daje ogromne poczucie sprawczości. Nagle się okazuje, że świat, który walił mi się dwa miesiące wcześniej, wcale się nie zawalił, nie zniknęłam z powierzchni ziemi. Czytam, jak bardzo było mi wtedy źle, i dostrzegam jaskrawo, że teraz jest lepiej! Ponadto dziś widzę problem sprzed dwóch miesięcy zupełnie inaczej. Co to oznacza? To znaczy, że znowu, kiedy coś złego mnie dopadnie, mogę powtórzyć tę „bohaterską” akcję, mogę sobie poradzić.

Czyli pisanie pomoże sięgać „do szafy po właściwe ubrania”, te, w których dobrze się czujemy?

Właśnie tak. Poza tym, my, kobiety, jesteśmy mistrzyniami w podcinaniu sobie skrzydeł – nie pamiętamy o swoich sukcesach, nie doceniamy ich, umniejszamy ich wartość, niezależnie od tego, jak wiele mamy ich na swoim koncie. Więc jeśli zmobilizujemy się, aby je zapisać, to w chwili, kiedy znowu zabraknie nam wiary w siebie, możemy sięgnąć po swoje notatki i dodać sobie mocy, a raczej tę moc w sobie pobudzić, bo ona tam jest! 

Kiedy czytam – przeżywam, a tym samym wyzwalam wiarę w swoją wartość, wiarę, że umiem, potrafię, dam radę itd. Kiedy wątpię w sens swojego istnienia i sięgnę do tego, co napisałam, przypomnę sobie, ile było już w moim życiu emocji, doświadczeń, jak tam jest kolorowo i bogato, poczuję, że sprawę sensu życia mam już przynajmniej w połowie załatwioną! Pisanie to rozmowa ze sobą. Naprawdę warto się zmobilizować. Zapewniam, że z czasem pisanie samo wejdzie w nawyk.

Czytając pani notesoporadnik „eMPowerbank”, znalazłam cytat dotyczący szczęścia: „Szczęście nie jest stacją, do której przyjeżdżasz, tylko sposobem podróżowania”.

To słowa pisarki Margaret Lee Runbeck. Chodzi w nich o to, że nie wolno myśleć, że będziemy szczęśliwi tylko wtedy, gdy zostanie spełniony jakiś warunek: „Jeśli spotkam księcia”, „Jeśli będę zarabiać 10 tysięcy na rękę” itd. Bo wtedy skupiamy się na czekaniu i możemy nie dostrzec, że okazja na bycie szczęśliwą przechodzi tuż obok nas. Trzeba być uważnym, nie lekceważyć niczego, co dzieje się dookoła. Sposób podróżowania jest bardzo ważny, ale nie chodzi o to, czy jadę kamperem, czy porsche cayenne: jeśli mam zasłonięte okna, to w obu przypadkach wszystko przegapię. Jeśli miałabym powiedzieć, dlaczego ludzie najczęściej są nieszczęśliwi, powiedziałabym: dlatego, że „nie widzą” i „nie słyszą”. Ja też czasem się do tej grupy zaliczam. Warto pielęgnować uważność i celebrować chwilę, bo ta, która właśnie mija – truizm – już nie wróci. 

I nie możemy się tłumaczyć trudnym dzieciństwem, złą przeszłością, bo możemy zrobić wiele, aby czuć się szczęśliwymi.

Tak. To da się wytrenować, każdy może to robić. Jeśli tego nie robisz, to będzie jednoznaczne z oddaniem swojego życia walkowerem. A życia walkowerem oddawać nie wolno.

„eMPowerbank. 10 kroków, które dają moc”, Tatiana Mindewicz-Puacz, wyd. Agora 2020
mat. prasowe

„eMPowerbank. 10 kroków, które dają moc”, Tatiana Mindewicz-Puacz, wyd. Agora 2020

Tatiana Mindewicz-Puacz – psychoterapeutka i certyfikowany coach ICC. Autorka książek o rozwoju osobistym: „Luz. I tak nie będę idealna”, „Miłość. I co dalej?”, a także nowego notesoporadnika „eMPowerbank” (Agora).

***

Rozmowa z Tatianą Mindewicz-Puacz ukazała się w „Urodzie Życia” 8/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Trening mindfulness
Getty Images

„Zakotwicz umysł w chwili, w której jesteś tu i teraz” – pisze Kasia Bem, joginka i nauczycielka medytacji

„Uważność inaczej mindfulness, to znakomite praktyczne narzędzie, które sprawia, że nasze życie staje się TOTALNE, czyli inaczej pełne, przeżyte, doświadczone, świadome, zaangażowane”
Kasia Bem
20.06.2020

Uważność ułatwia życie, ale sama w sobie nie jest łatwa. Przynajmniej na początku. Jesteśmy przyzwyczajeni, aby wybiegać myślą do przodu, planować, pisać scenariusze. Albo odwrotnie – wracamy myślami do tego, co już było, roztrząsamy, analizujemy. Lekceważymy chwilę, w której jesteśmy, nie skupiamy się na tym, co mamy tu i teraz.  Joginka i nauczycielka medytacji, Kasia Bem  podpowiada, dlaczego warto praktykować uważność i w jaki sposób możemy to robić.  Inspiracja: „Człowiek, który jest ciągle świadomy, człowiek, który jest w pełni obecny w każdej chwili, to jest mistrz” – Anthony de Mello W ośrodku medytacyjnym stworzonym przez Thich Nhat Hanha, wielkiego mistrza uważnego życia, co 15 minut dzwoni dzwonek. Wszyscy wtedy na chwilę nieruchomieją. Ten moment zatrzymania służy próbie wglądu w tu i teraz, przyjrzeniu się, jaka jest ta zamrożona w ułamku sekundy chwila. Im więcej takich świadomie zauważanych momentów, tym więcej w życiu refleksji, radości i zachwytu. A także zadziwienia z czasem przeradzającego się w pewność, że nie ma dwóch takich samych chwil.  Sprowadzanie świadomości do chwili obecnej nazywa się uważnością. To stan umysłu zakotwiczony w tu i teraz. Uważność inaczej mindfulness, przytomność, bycie w chwili obecnej to znakomite praktyczne narzędzie, które regularnie trenowane przynosi niezwykłe rezultaty. Sprawia, że nasze życie staje się TOTALNE, czyli inaczej pełne, przeżyte, doświadczone, świadome, zaangażowane. Kto choć raz mył totalnie podłogę, dobrze wie, o czym mówię. Totalnie sprzątać, totalnie zmywać, totalnie wąchać kwiaty – to droga do życiowej pełni. Nie ma czynności mniej lub bardziej ważnych, mniej lub bardziej wartych uwagi. Z punktu widzenia uważności najistotniejszy jest ten moment,...

Czytaj dalej
Jak pobudzić kreatywność?
Pexels.com

Kreatywność – jak ją w sobie rozbudzić i dobrze wykorzystać?

Kreatywność jest tylko dla wybranych? Nic podobnego. Każdy z nas rodzi się kreatywny. Nie każdy jednak wie, co zrobić, by takim pozostać, a przecież kreatywność, jak inne zdolności, trzeba ćwiczyć.
Karolina Morelowska-Siluk
19.11.2020

Najlepszym i niezbitym dowodem na to, że każdy człowiek przychodzi na świat z kreatywnością, są dzieci. Może to zaobserwować każdy rodzic. Dzieci bez żadnego problemu, jak z rękawa, sypią rozmaitymi opowieściami, np. jak to fioletowy ufoludek odwiedził dziś ich grupę w przedszkolu. Kreatywność u dzieci i dorosłych Dziecko w piaskownicy jednego dnia jest wróżką, która potrafi wyczarować kubełek pełen lodów, następnego dnia jest już supermanem, który ratuje świat przed złymi duchami. To jest właśnie kreatywność. Jest ona cechą wrodzoną, właściwą każdemu z nas. Błędne przypisywanie kreatywności wyłącznie wybitnym umysłom związane jest z faktem, że tym osobom udało się połączyć kreatywne podejście z wiedzą w konkretnej dziedzinie, co zaowocowało np. słynnym obrazem czy przełomowym odkryciem. Zatem, po pierwsze: kreatywny jest każdy człowiek, tylko nie każdy posiada wystarczającą wiedzę, by tę kreatywność wykorzystać. Po drugie: nie każdy wie, że kreatywność trzeba ćwiczyć! Czytaj także: Katarzyna Puzyńska: Mistrzyni kryminału o tym, jak rozwijać w sobie kreatywność Jak pobudzić kreatywność? Kreatywność można, a nawet należy sprytnie prowokować. Jest na to wiele sprawdzonych sposobów. 1. Mózg lubi ruch Chwila marszu przed pracą, a jeszcze lepiej w trakcie przerwy, to doskonały pomysł. „Pot jest jak WD-40 dla umysłu: smaruje zardzewiałe zawiasy w mózgu i sprawia, że myślenie staje się bardziej płynne. Ćwiczenia pozwalają umysłowi uzyskać dostęp do nowych pomysłów, dotąd schowanych w podświadomości” – pisze na łamach pisma „Psychology Today” Christopher Bergland, światowej klasy triatlonista, trener i pisarz. Podobno Albert Einstein teorię względności stworzył podczas jazdy na rowerze! W brytyjskim Middlesex University...

Czytaj dalej
pisanie terapeutyczne
Getty Images

Pisz, będziesz szczęśliwsza. Pisanie terapeutyczne ma więcej zalet, niż myślisz!

Pisanie wraca do łask. A nawet więcej, dziś traktowane jest jako terapia. Kartka papieru przyjmie wszystko, nie zdradzi naszych myśli, nie oceni nas, nie skrytykuje.
Justyna Kokoszenko
15.06.2020

Journaling, pisanie porannych stron, tworzenie psychobiografii lub pisanie ekspresywne. Bez względu na to, jak nazwiemy nasze pisanie, zawsze przyniesie wymierne korzyści. Psycholodzy przekonują, że pomaga oczyścić głowę z nadmiaru myśli, porządkuje wnętrze, poprawia pamięć i wycisza. Podobno warto zapisać choćby jedno zdanie dziennie. Powrót do pisania pamiętnika po latach? To lepszy pomysł, niż może się na początku wydawać. Kiedy przelewamy myśli i uczucia na papier, nie tylko uświadamiamy je sobie, ale też organizujemy je i dajemy sygnał mózgowi, że już nie musi ich w kółko przetwarzać. Tę sztuczkę zna chyba każdy, kto kiedykolwiek, zamiast próbować zapamiętać rzeczy, po prostu spisał je sobie jako listę zadań do wykonania. Autorka książki „Siła stresu” i psycholożka z Uniwersytetu Stanforda, Kelly McGonigal, uważa wręcz, że prowadzenie pamiętnika zwiększa naszą tolerancję na ból, poprawia samokontrolę, a na dłuższą metę sprawia, że mniej chorujemy. Ekspertka idzie nawet dalej! Według niej pisanie pomaga schudnąć, rzucić palenie lub przestać nadużywać alkoholu. Julia Cameron „Droga artysty”: poranne strony to tortura? Kiedy mowa o zaletach pisania, to wiadomo, że wcześniej czy później musi pojawić się nazwisko Julii Cameron, kobiety wielu talentów i zawodów, byłej żony Martina Scorsese i przede wszystkim autorki kultowego, przetłumaczonego na ponad 30 języków poradnika kreatywności „Droga artysty”. To o tej książce mówi się, że z jednej strony pomogła milionom ludzi odblokować wenę twórczą, a z drugiej – że dla podobnej liczby czytelników stała się narzędziem tortur. Konkretnie jednej tortury – rytuału pisania „porannych stron”. Zasady są jasne: poranne strony – powinno być ich przynajmniej...

Czytaj dalej