Wyjątkowa książka o pionierkach taternictwa. Poznaj historie tych inspirujących kobiet!
AdobeStock

Wyjątkowa książka o pionierkach taternictwa. Poznaj historie tych inspirujących kobiet!

Książka Agaty Komosy-Styczeń to opowieść o wyjątkowych kobietach, które przecierały szlaki - dosłowni i w przenośni.
Materiał partnera
01.04.2021

„Podobno gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Ale kobiety nie potrzebują szatańskich podszeptów, by iść tam, gdzie nawet czortowi się nie chce. Siła nieczysta musi jednak widzieć w kobiecie te cechy, które predysponują ją do dokonywania niemożliwego. Cechy powszechnie uznawane za męskie, przynależne płciowo, w praktyce często okazują się domeną kobiet. Twardość, zdecydowanie, siła psychiczna”, czytamy we wstępie książki Agaty Komosy-Styczeń „Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie”. 

Agata Komosa-Styczeń jest redaktorką, dziennikarką, feministką i mamą. Dużo podróżuje, zwiedziła Amerykę Środkową i Azję, a w Nepalu zdobyła dwa pięciotysięczniki. Niezmiennie jednak kocha Tatry i do nich najczęściej wraca. Nie tylko po to, żeby zdobywać szczyty, ale też by przyjrzeć się kobietom, które tak samo jak ona, fascynowały się tym niezwykłym miejscem. 

„Podczas pierwszej tatrzańskiej wyprawy przyjaciel, znawca Tatr opowiedział mi o siostrach Skotnicównach, młodych zapalonych wspinaczkach, które zginęły tragicznie na ścianie Zamarłej Turni. Ta opowieść zapadła głęboko we mnie i wróciła paręnaście lat później, kiedy szykowałam się na wyprawę w Himalaje i szukałam lektur o kobietach w górach. Ani o tatrzańskich orlicach (jak mawiano na Skotnicówny) ani o Zofii Radwańskiej Paryskiej, ani o innych wybitnych taterniczkach nie znalazłam wiele materiałów. Uświadomiłam też sobie, że niewiele wiem o współczesnych wspinaczkach. A przecież nie możesz być kimś kogo nie widzisz, więc jak współczesne dziewczynki mogą marzyć o zdobywaniu szczytów, gdy nie karmi się ich historiami o kobietach, które szły już tym szlakiem.” – napisała Agata Komosa-Styczeń.  

mat. prasowe

„Taterniczki”, to opowieść o marzycielkach, sportsmenkach, orlicach, twardzielkach i tych wszystkich, które szły w góry z ciekawości czy z przymusu (czymkolwiek ten przymus był spowodowany). Dostęp do najtrudniejszych górskich szlaków nigdy nie był i nadal nie jest prosty. Sto lat temu taterniczki musiały się mierzyć nie tylko z naturą, ale też z obowiązującymi zwyczajami i społecznym postrzeganiem roli kobiet. Dziś to nie do pomyślenia, ale jeszcze na początku XX wieku kobiety zdobywały szczyty w sukniach. A jednak szły w Tatry, mimo trudności i nieprzychylnych opinii o nich samych. To o pionierkach taternictwa jest ta książka i o tych wszystkich kobietach, które ruszyły w ich ślady. 

„Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie” ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński Media. 

Fragment książki „Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie”

„Jeśli chciałeś był modny na przełomie XIX i XX wieku, bezapelacyjnie musiałeś się pojawić w Zakopanem w sezonie letnim bądź zimowym. Szczytem marzeń każdej dziewiętnastowiecznej influencerki był nie tylko spacer po tatrzańskich dolinach, lecz także noc w namiotach pod rozgwieżdżonym niebem, a nawet zdobycie szczytów. Jak podaje Halina Ptakowska-Wyżanowicz w Od krynoliny do liny, na samodzielne konne przejażdżki po Podhalu ochoczo decydowały się arystokratki, w tym Helena Modrzejewska. 
Takich turystów można zaliczyć raczej do grona romantyków niż taterników, ale i dla nich organizowano specjalne wyprawy. Walery Eljasz w Ilustrowanym przewodniku do Tatr, Pienin i Szczawnic tłumaczy żółtodziobom, jak należy przygotować się na wysokogórską wyprawę. Ile wziąć sztuk pościeli (!), serów, mleka, jakie stroje włożyć. Gdy czytamy jego opisy, podróż do Morskiego Oka wygląda bardziej jak zakładanie obozu pod Everestem przy licznej asyście szerpów. Kiedy zaś podpowiada, jak kompletować ekipę na wyprawę, towarzystwo kobiece uważa raczej za kulę u nogi. 
Ludzie dla nauki w góry dążący najwięcej odnoszą korzyści podróżując w małem gronie dwóch lub trzech osób i to stosownie usposobionych; zwiedzający zaś dla ciekawości lub przyjemności dzielić się powinni na towarzystwa czysto męzkie lub z kobietami, bo od tego zależy całe urządzenie wycieczki. Grono mężczyzn, choćby z jedną kobietą, musi się ze wszystkiem do niej stosować, uważać na wybór drogi, noclegu i inne okoliczności, co tej płci przysługują, a zatem większość staje się poddanką mniejszości, co naturalnie swobodę tamuje*. 
Nie można mieć jednak Eljaszowi za złe, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę wyprawy, w jakich sam uczestniczył. Organizatorem dziewiętnastowiecznych tatrzańskich glampingów (jak byśmy je dzisiaj nazwali) był dr Tytus Chałubiński – znany szeroko jako propagator tatrzańskiej turystyki. Organizował wyprawy dla kobiet i mężczyzn nieobeznanych w technice taternickiej, ale łaknących wysokogórskich uniesień. Jedną z takich wypraw, na Rysy, opisał i zilustrował Eljasz w swoim przewodniku. Zarówno opis, jak i obrazki mrożą krew w żyłach, bo pokazują towarzystwo całkowicie nieprzygotowane, plączące się w długich zwiewnych sukniach, na eksponowanych półkach skalnych. I jeśli ktokolwiek dzisiaj śmieje się, że selfie w niebezpiecznych sytuacjach, by połechtać własną próżność, są daleko idącą nieodpowiedzialnością, to co można powiedzieć o uczestnikach takich wypraw. 
W 1879 roku Chałubiński zorganizował wycieczkę dla pań na Rysy. W jej skład wchodziły cztery panny, siedmiu panów i aż dwudziestu pięciu górali, którzy taszczyli jedzenie, instrumenty, namioty i pościel. Panie doznały zawrotów głowy już pierwszego dnia, gdy ekipa zmierzała do Ciężkiego Stawu, przerażone nachyleniem oraz ekspozycją. Nagrodą była noc pod gwiazdami z góralską muzyką. Następnego dnia zdecydowano się na atak szczytowy. 
Każde przykre przejście ogłaszaliśmy razem z przewodnikami paniom za ostatnie najgorsze miejsce, tymczasem coraz przykrzejsze się nadarzały. Górale trzymali je silnie, pomagali, podsadzali, aleć czasem im to z wielką biedą przychodziło, bo utrzymać się tam na turni trudno było we dwoje, gdzie zaledwie znalazło się miejsce dla jednej osoby*. 
Wyprawę pięknie podsumowuje Helena Ptakowska-Wyżanowicz w jedynej książce monograficznie podsumowującej kobiece tatrzańskie wspinanie Od krynoliny do liny. 
W drodze powrotnej biedulki w powłóczystych szatach umordowały się jeszcze porządnie, a jedna nawet nad przepaścią, która wydała jej się bezdenną, dostała zawrotu głowy i przewodnicy musieli ją przenieść na mniej eksponowane miejsce. 
Jednak myli się każdy, kto uważa, że dwudziestowieczne turystki były uzależnionymi od mężczyzn i górali nieboraczkami, które nie dość, że nie radziły sobie z trudnym terenem, to jeszcze nie wiedziały, jak się ubrać na szlak. Bo oto na scenę wchodzą siostra Walerego Eljasza oraz jego narzeczona Natalia Nyczówna, które wspięły się na Świnicę, a sam Eljasz, opisując ten wyczyn, używa zdecydowanie mniej lekceważącego języka niż w przypadku wspomnianej wcześniej wyprawy na Rysy. 
Czas piękny wróżył dobrze o naszem przedsięwzięciu. Płeć żeńska zastosowała się do przepisów przewodnika, w krótkich opiętych sukniach, w kapeluszach z dużemi brzegami, z laskami w dłoniach; żona i siostra moja w chęci dorównania nam mężczyznom, co sobie tylko zwykliśmy tryumfów z pokonania trudów, rano przed godziną 6tą stanęły do pochodu.”

Materiał powstał z udziałem Wydawnictwa Prószyński 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
bliskość nowe
Fot. iStock

Myśliwy, księżniczka, murarz - czy jesteś jedną z tych postaci w związku

Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że nasze złe relacje w związku wynikają z lęku przed bliskością. Taki lęk jest głęboko ukryty, lubi się kamuflować i przywdziewa różne maski. Jak go rozpoznać?
redakcja „Uroda Życia”
26.11.2020

Lęk przed związkiem (inaczej przed bliskością) bierze się zazwyczaj z naszego dzieciństwa i relacji z matką. Długo może pozostać w ukryciu i daje o sobie znać dopiero wtedy, gdy wchodzimy w relacje oparte na miłości, przyjaźni. Utrudnia je, a czasem prowadzi do ich rozpadu. Znana psycholożka i terapeutka Stephanie Stahl w swojej nowej książce „Jak nie bać się bliskości” (wyd. „Otwarte”, Kraków, 2021) nazywa ów lęk demonem, który tkwi w naszej psychice i sprawia, że nie może powstać prawdziwa bliskość. Opisuje też 3 rodzaje relacji, które mają taki lęk u podstaw i nadaje im etykiety myśliwego, księżniczki i murarza (oczywiście odnoszą się do obu płci).   Myśliwy: muszę cię mieć, dopóki jeszcze cię nie mam! Peter właściwie nie był w typie Sonji. Poznali się na przyjęciu. Dobrze im się rozmawiało.Dwa dni później zadzwonił i zapytał, czy nie miałaby ochoty pójść z nim na otwarcie pubu. Sonja uznała, że zaproszenie brzmi zachęcająco. Peter znów z nią flirtował, ona natomiast delikatnie dawała mu do zrozumienia, że na jego zainteresowanie może odpowiedzieć tylko znajomością na stopie przyjacielskiej. Peter wcale nie wydawał się tym zirytowany, był niezmiennie w świetnym humorze i nadal ją podrywał. W kolejnych dniach kontaktował się z Sonją częściej, by się z nią umawiać, proponując przy tym zawsze ciekawe aktywności. Koniec końców pewnego wieczora Sonja przestała się opierać. W jej mieszkaniu Sonja i Peter wypili po kieliszku wina i spędzili razem noc. Po jakimś czasie spędzili wspólnie weekend, to był cudowny wyjazd, po którym Sonja pozbyła się reszty wątpliwości. Stało się dla niej jasne, że naprawdę zakochała się w Peterze i potrafi wyobrazić sobie dłuższy związek z nim. Teraz również Sonja zaczęła inicjować...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Kłótnia w związku – lepsza niż małe,codzienne sprzeczki

Kłótnia czasem pomaga lepiej się poznać. Zaakceptować nie tylko zalety, ale i wady partnera. Lepiej się nawykłócać, nagadać, niż tonąć w codziennym rozdrażnieniu.
redakcja „Uroda Życia”
13.07.2020

Kiedy się poznajemy wszystko jest cudowne. Ale po jakimś czasie bycia razem zaczynamy dostrzegać słabości i wady partnera, to co kiedyś wzruszało, drażni. Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz w swojej nowej książce „Pięknie podzieleni. Jak uwolnić związek od codziennych sprzeczek i nieporozumień” piszą, że kobiety, kiedy przychodzą po poradę często wyznają, że marzy im się, by partner był taki „jak na początku”. A to przecież niemożliwe, bo pierwszy etap miłości ma swoje prawa i już do takiego stanu zauroczenia sobą nie wrócimy. Musimy w pewnym momencie zobaczyć naszego realnego partnera, a nie nasze wyobrażenie o nim. Poza tym wszyscy się zmieniamy. W pewnym sensie trzeba nauczyć się siebie od nowa czy też nauczyć się bycia ze sobą. Zaakceptować, że nasz partner to nie jest rycerz na koniu ani jakiś święty mikołaj, któremu podstawimy pod nos listę życzeń. Tylko nasz (nie)zwykły Wojtek, Grzesiek czy Błażej. Ze wszystkimi swoimi zaletami, ale i słabostkami - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Kłótnia w związku: nauczyć się bycia ze sobą Tracimy immunitet wyjątkowości. W głowie pojawiają się myśli: co się z nim dzieje?, co z nami jest nie tak? Partner już się nie stara. A po co? Wszak odbył już taniec godowy. Już ją zdobył. Zaklepał. Już jest jego na zawsze. Co się będzie dalej wydurniał i piórka stroszył. Ona z kolei staje się coraz bardziej roszczeniowa i zrzędliwa, bo to, na co zupełnie nie zwracała uwagi na etapie zauroczenia, najwyraźniej zaczyna ją mierzić - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Teraz trzeba usiąść, nagadać się, czasem nawykłócać, czasem pomilczeć. Spraw do przegadania będzie mnóstwo. Kto robi zakupy? Kto zajmuje się domowymi zwierzakami? Kto jest od sprawdzania szkolnych zeszytów, a kto zawozi dzieci na...

Czytaj dalej
dobre rady Miller
fot. iStock

Od nudnej pracy po zdradę. Ludzie piszą: Pani Kasiu, co robić gdy…. Katarzyna Miller odpowiada.

Co robić, gdy mąż ogląda porno, dzieci nawzajem sobie dokuczają, a w pracy jest toksycznie - Katarzyna Miller wnikliwie odpowiada na pytania ludzi, którzy szukają pomocy w mniej lub bardziej codziennych sprawach.
Agnieszka Dajbor
26.11.2020

W swojej nowej książce „Droga Kasiu,jak żyć lepiej?” Katarzyny Miller zaczyna się od wspomnienia jej najważniejszego listu w życiu. „Był to mój list do siebie samej, w którym zgodziłam się na siebie. Napisałam go w momencie, gdy odkryłam, jak potrzebne jest to, by stawać się coraz bardziej dorosłą i odpowiedzialną za siebie samą” – tłumaczy Katarzyna Miller. Do niej samej ludzie piszą zwykle o tym, co ich boli, z czym nie potrafią sobie poradzić. Historie są różne, ale nasze lęki, smutki i potrzeby podobne. Można się więc tymi listowną terapią inspirować. Zdrada w związku Mnóstwo tu tematów i wątków. Pierwszy z brzegu, zdrada. „Tydzień temu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradza. Zawalił mi się świat –  pisze jedna z kobiet. I jak wiele z nas, które tego doświadczyłyśmy dodaje: Nie jem, nie śpię, nie mogę zajmować się córką. Poprosiłam o pomoc mamę, bo nie daję rady. W przypływie furii spakowałam jego rzeczy i poczułam, że wcale nie chcę , by się wyprowadzał. On najpierw próbował się wszystkiego wyprzeć, potem to umniejszał, twierdząc, że to nic nie znaczy (ale jak to może nic nie znaczyć?!), a potem wykrzyczał w nerwach, że to wszystko przeze mnie, i wyszedł z domu. Mama mi tego nie ułatwia. Jest załamana. Nie lubiła go nigdy, twierdzi, że powinien się wynieść z domu, abym mogła tę sytuację przemyśleć. Jestem jej mimo wszystko wdzięczna, że zajmuje się Julką. Wczoraj nie spałam całą noc. Pomyślałam, że go już nie chcę, że nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek miała z nim pójść do łóżka, brzydzi mnie wszystko, co się z nim wiąże. Boję się o córkę. Ma tylko siedem lat, widzi, że dzieje się coś złego, martwi się. Wczoraj popłakała się bez powodu. Nie mogłam jej...

Czytaj dalej
aga maciąg
Robert Wolański

„Nie idź na kulinarny kompromis” – Agnieszka Maciąg poleca swoje 7 superskładników

„Nasze ciało chce być w pełni zdrowe i sprawne, nie utrudniajmy mu tego, nie grzeszmy kulinarnie” – namawia Agnieszka Maciąg w swojej nowej książce „Smak wiecznej młodości” (wyd. Otwarte).
Agnieszka Maciąg Agnieszka Dajbor
10.06.2020

Agnieszka Maciąg od lat jest autorytetem w dziedzinie mądrego odżywiania. Gotuje zdrowo i pysznie, ma prawdziwy talent, nie tylko do doboru składników, ale też do przyprawiania dań i nadawania im smaku. Jej kulinarne wskazówki odnoszą się jednak bardziej do stylu życia niż jakiejkolwiek diety cud. „Nadszedł czas, abyś uhonorowała, nagrodziła i w pełni ukochała siebie – istotę, którą jesteś. Dotyczy to wszystkich aspektów twojego życia, ale zmiana życia zwykle zaczyna się... na talerzu” – pisze w nowej książce „Smak wiecznej młodości” (wyd. Otwarte). I tłumaczy: „Kobiety często idą na kulinarne kompromisy: ponad własne potrzeby przedkładają preferencje męża, partnera, dzieci. Tymczasem menopauza dokonuje niezbędnej korekty. To my musimy znaleźć się w centrum naszego świata – jak słońce, które opromienia wszystko wokół. Aby było to możliwe, musimy dobrze się czuć i cieszyć się zdrowiem. Musimy o siebie zadbać”. Menopauza to temat także innej książki Agnieszki Maciąg:  „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości". Autorka pisze w niej: „To od nas zależy, jaki będzie czas naszej dojrzałości, czy będziemy nosić koronę złotą, czy cierniową”. Produkty, które poleca Agnieszka Maciąg, mogą wydać się czasem niepozorne, jak np. kiełki. Ale warto uświadomić sobie ich moc, by z jedzenia korzystać, jako z dodatkowej, łagodnej terapii. 7 superfoods Agnieszki Maciąg Kasze i ryż. Kasze i ryż kupuję pełnoziarniste – tłumaczy Agnieszka Maciąg. „W wielu „dietach cud” są zupełnie zabronione, ponieważ uważa się, że zawierają dużo kalorii. Jest to niezwykle szkodliwy mit, ponieważ te kalorie mają bardzo wysoką wartość odżywczą. Karmią nas i zapewniają...

Czytaj dalej