Tamara Łempicka była królową art déco. „Robię, co chcę i nienawidzę robić tego, co muszę”, mówiła
Materiały prasowe wydawnictwa Bosz

Tamara Łempicka była królową art déco. „Robię, co chcę i nienawidzę robić tego, co muszę”, mówiła

Tamara Łempicka była uznawana za kobietę nowoczesną. Część krytyków zachwycała się jej dziełami, inni wskazywali na „cielesność graniczącą z kiczem lub przynajmniej grzechem”. Artystkę można było kochać lub można było się oburzać jej twórczością. Jedno jest pewne – nikt nie mógł przejść obok niej obojętnie.
Kamila Geodecka
09.12.2020

Ciężko jest być kobietą na tym świecie. Żeby przeżyć, trzeba wykorzystywać swe ciało i posługiwać się seksem” – mówiła Tamara Łempicka, malarka uznawana za prawdziwą królową estetyki art déco. Malowała głównie kobiece akty, które w tamtych czasach były uznawane za bardzo odważne. Kolejne plotki dotyczące jej romansów z modelkami jedynie napędzały jej sławę. Sławę, której pragnęła, i którą sobie wywalczyła.

Była prawdziwą gwiazdą w paryskim międzywojniu. Uwielbiała głośne bankiety, rozmowy i kokietowanie. Bawiła się ze światem, więc cały świat bawił się także z nią. Udawała, kłamała, a gdy trzeba było, szła nawet do zakonu. W swoich obrazach zawsze była jednak perfekcjonistką. Chociaż artystka zmarła 40 lat temu, jej sława wciąż trwa, a jej obrazy mają w swoich kolekcjach Madonna, Jack Nicholson czy Barbra Streisand. Wciąż jest gwiazdą i podbija salony, a jej prace sprzedawane są za miliony dolarów.

Portret pani Allan Bott (Portrait de Madame Allan Bott), 1930, olej na płótnie, 162 × 97 cm
Mat. prasowe wydawnictwa Bosz/Portret pani Allan Bott (Portrait de Madame Allan Bott), 1930, olej na płótnie, 162 × 97 cm

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Tamara Łempicka – Polka i żona za wszelką cenę

Tamara Łempicka urodziła się prawdopodobnie w 1898 roku w Moskwie, choć w jej metryce znajdziemy informację o tym, że przyszła na świat w Warszawie. Historycy sztuki podejrzewają, że artystka w pewnym momencie swojego życia po prostu sfałszowała dokumenty, co w tamtym czasie nie było aż tak skomplikowane. Jako dorosła kobieta zawsze powtarzała jednak, że jest Polką.

Artystka wychowywała się w Warszawie wraz z dziadkami od strony swojej matki. Zamożni Deklerowie należeli do elity towarzyskiej i kulturalnej oraz  przyjaźnili się m.in. z Ignacym Paderewskim czy Arturem Rubinsteinem. Gdy mała Tamara była jeszcze dziewczynką, jej ojciec, zamożny rosyjski Żyd, zniknął z jej życia i nigdy nie powrócił. Sama artystka miała mówić, że jej rodzice się rozwiedli, jednak w rzeczywistości ojciec prawdopodobnie popełnił samobójstwo.

Gdy była już nastolatką, przeniosła się do Petersburga, by uczyć się malarstwa na kursach w Akademii Sztuk Pięknych. Wtedy zrozumiała, że sukces osiąga się nie tylko poprzez ciężką pracę, ale także odpowiednie znajomości. Artystka w ciągu dnia uczyła się rysunku pod okiem swoich mistrzów, a wieczorami uczestniczyła w balach i bankietach, poznając kolejne osoby ze świata elit.

Na jednym z takich balów poznała swojego męża – radcę prawnego Tadeusza Łempickiego, który uwielbiał korzystać z rozkoszy życia. Ta historia miłosna zaczęła się jednak nietypowo. Malarka zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest klasyczną pięknością, dlatego na bal kostiumowy przyszła przebrana za chłopkę. Elementami przebrania były też gęsi, które miały niesamowicie hałasować. Tamara Łempicka osiągnęła jednak swój cel – została zauważona. Nie oznacza to, że nie musiała się dalej starać o względy przystojnego radcy prawnego. Z determinacją bywała w tych miejscach, w których bywał Łempicki. Kokietowała go i uwodziła swoją seksualnością. Udało się. Był ślub, zaraz potem na świat przyszło dziecko. A potem pojawiły się kłopoty. Nadeszła rewolucja październikowa.

Śpiąca kobieta (La dormeuse), 1930, olej na desce, 38 × 46 cm
Mat. prasowe wydawnictwa Bosz/Śpiąca kobieta (La dormeuse), 1930, olej na desce, 38 × 46 cm

Tamara Łempicka – malarka z przypadku

W czasie rewolucji w Rosji Tadeusz Łempicki został aresztowany przez bolszewików, a następnie trafił do więzienia. Pomogła mu żona, która ofiarowała swoje wdzięki szwedzkiemu konsulowi i wyciągnęła Łempickiego z aresztu. Następnie małżeństwo udało się do Paryża i tam zamieszkało. Tam również rozpoczęła się prawdziwa kariera artystki.

Tamara Łempicka nie marzyła jednak o wielkiej sławie malarki. Została do tego zmuszona, ponieważ po emigracji Tadeusz Łempicki nie chciał hańbić się pospolitą pracą, dodatkowo miał podobno traumę po pobycie w więzieniu. Wtedy siostra poradziła jej, by ta zaczęła malować. Faktycznie, lepszego miejsca do sprzedawania obrazów niż Paryż w tamtym czasie nie było.

Malowała głównie portrety i akty. Krytycy uwielbiali pisać o niej, jako o artystce malującej Amazonki – właśnie tak w tamtym czasie określano lesbijki. Wspominano także o tym, że Łempicka maluje kobiety nowoczesne, bezwstydne, nieznające hipokryzji oraz wstydu moralnego. „Są opalone i ogorzałe od wiatru, a ich ciała sprężyste” – pisał jeden z krytyków. Inni zarzucali jej przedstawioną na obrazach „cielesność graniczącą z kiczem lub przynajmniej grzechem”.

Łempicka malowała nawet po kilkanaście godzin dziennie. Mieszczaństwo, elita i arystokracja paryska – wszyscy ustawiali się w kolejce i zamawiali u niej głównie portrety, które później miały dekorować ściany zamożnych domów. Zamożna stała się także  sama artystka, która jeszcze przed 28. rokiem życia zarobiła milion dolarów. Łempicka nie rezygnowała z bogatego życia towarzyskiego. Romansowała z marynarzami, robotnikami oraz swoimi modelkami. Nie brakowało też miłości grupowej, kokainy, haszyszu oraz szaleńczych bankietów wypełnionych nagością.

Zawsze punktem wspólnym była cielesność, którą artystka uwielbiała. Lubiła dotykać ludzi i na nich patrzeć, a ich płeć nie miała dla niej znaczenia.

Czytaj także: Agata Loewe, seksuolożka: „Odkryj swoje ciało – to klucz do dobrego seksu”

Różowa tunika (La tunique rose), 1927, olej na płótnie, 73 × 116 cm
Mat. prasowe wydawnictwa Bosz/Różowa tunika (La tunique rose), 1927, olej na płótnie, 73 × 116 cm

„Budzi zaciekawienie już swoją prezencją”

W 1929 roku namalowała jeden ze swoich najsławniejszych obrazów – „Autoportret w zielonym bugatti”. Obraz Łempickiej szybko stał się ikonicznym wizerunkiem kobiety dwudziestolecia międzywojennego. Przynajmniej tej nowoczesnej, którą Tamara Łempicka niezaprzeczalnie była. W jej autoportrecie widać fascynację futuryzmem, który w międzywojniu był tak ceniony. Liczyła się prędkość, wielkomiejskość, technika.

Na obrazie Łempicka ma pomalowane na czerwono usta, cerę ma bladą, patrzy spod przymrużonych oczu. Jest elegancka, nowoczesna. Stylizuje się na femme fatal i robi to w pełni świadomie. Zaciekawienie wzbudza również w dziennikarzach. Jeden z nich tak ją opisywał: „Sylwetka zupełnie paryska. Duże, jasne, wnikliwe oczy, włosy blond i nos grecki, lekko zgarbiony. Usta ukarminowane i paznokietki wymanikiurowane ochrą. Wzrost, jak na kobietę, pokaźny. Stroje wymarzone, futra najdroższe! Budzi zaciekawienie już swoją prezencją”.

Tamara Łempicka była świadoma wszystkich swoich wdzięków i bez skrupułów je wykorzystywała. Żeby zdobyć jeszcze większą sławę, wysyłała swoje zdjęcia do największych i najbardziej luksusowych magazynów modowych. I po raz kolejny osiągnęła sukces – pisali o niej najwięksi i najpopularniejsi, w tym m.in. kultowy „Harper’s Bazaar”.

Czytaj także: Lata 30. w modzie. Nowa kolekcja answear.LAB jest inspirowana serialem „Król” na podstawie powieści Twardocha!

Matka, żona, kochanka, uczennica i zakonnica

Tamara Łempicka starała się łączyć wiele ról: matki, żony, kochanki i prawdziwej artystki. Tak szybkie i intensywne życie musiało się jednak w końcu odbić na jej psychice. Łempicka przechodziła przez wiele stanów depresyjnych. Pierwszy raz zaczęła je odczuwać po rozwodzie z Łempickim w 1927 roku. Mniej więcej w tym okresie zmarła także jej przyjaciółka oraz modelka Ira Parrot. Co tak naprawdę łączyło te dwie kobiety? Tego już nigdy się nie dowiemy, ale sam Łempicki mówił, że Parrot była prawdziwą miłością jego żony.

W końcu artystka poszła do lekarza, który zasugerował jej, że powinna wyjechać na chwilę z Paryża i odpocząć. Ta podeszła jednak dość kreatywnie od tej propozycji. Wraz z młodą Amerykanką, która odwiedziła ją wtedy w Paryżu, wyjechała do Florencji i udawała… uczennicę w jednej ze szkół dla panien. Rozpoznał ją jedynie nauczyciel malarstwa, który doskonale znał jej obrazy. Nie zdekonspirował jednak artystki.

We Włoszech rozdawała też autografy jako… Greta Garbo, która była jej ulubioną aktorką. Wyjątkowa charyzma pozwalała jej na wszystko, a że uwielbiała być podziwiana, szła przez miasto i podszywała się pod inne gwiazdy. Po raz kolejny jej determinacja spowodowała, że osiągnęła cel, który wydawał się nieosiągalny.

Gdy w latach 30. wszyscy w Europie wyczuwali już zbliżającą się wojnę, Łempicka postanowiła uciec do klasztoru i zostać zakonnicą. Przygoda w zakonie skończyła się tym, że namalowała portret matki przełożonej.

Portret Iry P. (Portrait d’Ira P.), 1930, olej na desce, 99 × 65 cm
Mat. prasowe wydawnictwa Bosz/Portret Iry P. (Portrait d’Ira P.), 1930, olej na desce, 99 × 65 cm

Malująca pani domu

W 1934 roku Łempicka ponownie wyszła za mąż za niezbyt urodziwego, ale za to obytego i wrażliwego barona Raoula Kuffnera de Dioszegh. Ich związek był otwarty i artystka mogła bez przeszkód kontynuować swoje romanse. W 1939 roku razem z mężem uciekła jednak z Europy i przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Przy wjeździe zadeklarowała, że jej zawód to…  pani domu. Taka praca została też wpisana do jej oficjalnych dokumentów wizowych i w ten sposób przedstawiano ją potem także w prasie. „Baronowa z pędzlem” lub „malująca pani domu” – pisali o niej.

Łempicka wiedziała już jednak doskonale, w jaki sposób zdobyć sławę. Tak jak w poprzednich latach, przygotowywała bankiety, na które zapraszała elity Hollywood. Co ciekawe, na swoich eleganckich przyjęciach podawała… bigos. O hucznych imprezach w ogromnej rezydencji szybko dowiedzieli się wszyscy w Los Angeles. W taki sposób Łempicka stała się rozpoznawalna oraz ponownie zaczęła malować portrety elit – tym razem amerykańskich. W 1943 roku razem z mężem przeniosła się do Nowego Jorku, gdzie wciąż malowała w swoim charakterystycznym stylu. Prasa nie traktowała jej jednak poważnie. Raczej zwracano uwagę na jej głośne życie prywatne.

Wojna musiała odcisnąć piętno na artystce oraz jej pracach. Tamara Łempicka zaczęła zwracać się ku tradycji surrealistycznej i abstrakcyjnej. W tym czasie malowała obrazy przedstawiające biedę, projektowała także mundury dla żołnierek, działała charytatywnie. Jej sława zaczęła powoli gasnąć.

Po śmierci męża w 1962 Łempicka przeniosła się do Teksasu, gdzie jej sztuka nie została dobrze przyjęta i artystka zrezygnowała z wystawiania swoich prac. Dopiero w latach 70. ponownie zwrócono na nią uwagę. Największe zainteresowanie budziły jednak wciąż jej dzieła z lat 20. i 30.

W 1978 roku przeprowadziła się do Cuernavaca w Meksyku. Tam też zmarła podczas snu 19 marca 1980 roku. Jej prochy zostały rozsypane z helikoptera nad wulkanem Popocatepetl – dokładnie tak, jak sobie przed śmiercią zażyczyła.

Więcej prac Tamary Łempickiej można zobaczyć w albumie pt. „Tamara Łempicka” wydawnictwa Bosz:

Łempicka
Mat. prasowe wydawnictwa Bosz, książka pt. "Tamara Łempicka", Maria Anna Potocka (tekst), Lech Majewski (proj. graf.)
 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Kora
East News

Kora – wielka artystka, która uczyła nas wolności, radości. Odeszła dwa lata temu

„Wyjątkowa kobieta, żona, matka, siostra, babcia, przyjaciółka. Ikona wolności. Zawsze bezkompromisowa w dążeniu do prawdy”, pisali o Korze przyjaciele. Mijają dwa lata od jej śmierci.
Anna Zaleska
27.07.2020

Ostatnie lata życia Kora spędzała w prywatnym raju, który dla siebie stworzyli z Kamilem Sipowiczem. Ich dom w Bliżowie na Roztoczu otaczał ogród pełen kwiatów: łubinu, żarnowca, jaśminów i budlei, które przyciągały do siebie stada motyli. Wokół rosły stare jabłonie, wiśnie, czereśnie i śliwy, z których Kora robiła konfitury. Dom, rodzina, przyjaciele – to było najważniejsze. Opowieść o swoim życiu, którą spisał Kamil Sipowicz, a ukazała się pod postacią książki „Kora, Kora… A planety szaleją”, arystka kończyła słowami: „Chwilo, trwaj, jesteś piękna”. Wreszcie odnalazła spokój i szczęście, chciała żyć. Wcześniej latami zmagała się z depresją i myślami samobójczymi. Kora do końca życia wspominała trudne dzieciństwo Pierwsze lata życia Olgi upływały w przerażającej biedzie. Siedmioosobowa rodzina gnieździła się w trzydziestometrowej suterenie bez prądu i wody. W wieku czterech lat, gdy jej mama zachorowała na gruźlicę, Olga trafiła do domu dziecka w Jordanowie. W jej wspomnieniach to miejsce przypomina reportaż Justyny Kopińskiej „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?”. Zakonnice psychicznie i fizycznie znęcały się nad dziećmi. Mycie raz na tydzień, wszy, bicie, wykręcanie uszu, klęczenie na grochu, upokarzające kary za zmoczenie prześcieradła i zabrudzenie bielizny, straszenie duchami tak, że dzieci bały się w nocy chodzić do łazienki. Zamiast imion, numery. Olga była numerem osiem. Czteroletnia dziewczynka miała zakaz kontaktowania się ze starszą o siedem lat siostrą, która została przypisana do innej grupy. Wśród rówieśniczek Olga nie znalazła bratniej duszy. Jedyne szczęśliwe chwile z tamtych pięciu lat zawdzięczała książkom. Wielokrotnie przeczytała wtedy „O krasnoludkach i...

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka
East News

Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością

On zakochał się od pierwszego wejrzenia, ona długo nie wiedziała, o co jej chodzi. Flirtowała, bo tak miała w zwyczaju. Kochała jego piosenki, jak cała Polska. Najpierw zakochała się w jego listach, dopiero potem w nim samym.
Sylwia Arlak
21.08.2020

Byli piękni, piekielni zdolni i kompletnie niedopasowani. Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora dzielili miłość do poezji, ale pochodzili z dwóch różnych światów. Ona – 28-letnia outsiderka, nie umiała usiedzieć w jednym miejscu, wciąż gdzieś goniła. Żeby żyć, musiała czuć się wolna. I dla nikogo nie chciała tego zmieniać. On, starszy od niej o 21 lat, był domatorem. Cenił sobie życie rodzinne i spokój. Ich miłość była bardzo intensywna. Trwała dwa lata i wygasła. Mistrz i Agnieszka Po raz pierwszy usłyszała o nim, gdy w 1958 roku założył telewizyjny Kabaret Starszych Panów. Jako 22-letnia studentka reżyserii była pod ogromnym wrażeniem jego talentu aktorskiego i poetyckiego. Sławny i czczony artysta inspirował ją. Pod wpływem mistrza zrezygnowała ze świata filmu i wybrała pisanie. Osobiście poznali się sześć lat później. Kariera 49-letniego Jeremiego Przybory kwitła, gorzej z życiem prywatnym. Artysta miał dwójkę dzieci (córka była mniej więcej w wieku Osieckiej) i tkwił w drugim, nieudanym małżeństwie. Agnieszka Osiecka miała 28 lat i już była po rozwodzie. I wielu miłosnych przejściach. Dopiero zaczynała przygodę z poezją. Jeremi Przybora zakochał się w Agnieszce Osieckiej od pierwszego wejrzenia. To on zabiegał o pierwsze spotkania, dzwonił i nieśmiało pisał krótkie wiadomości. Ona nie dawała im szans. Traktowała tę znajomość z dystansem. Flirtowała, bo to był jej styl bycia, ale nie chciała rozbudzać w nim nadziei na więcej. Aż w końcu wpadła. Romans nabierał mocy, choć głównie na papierze, bo zakochanym trudno było się spotkać. „Nie przypuszczałem, że będę stąd pisał z taką tęsknotą do panienki, którą tyle lat temu spotkałem w pewnej deszczowej piosence, i też nic o tym nie wiedziałem. Paryż owszem, ładne miasto,...

Czytaj dalej
Kamila Rowińska, Kobieta Niezależna
Maciej Zienkiewicz

Kamila Rowińska, autorka bestselleru „Kobieta niezależna” o swojej misji i drodze na szczyt

Negocjowałam z Bogiem, że jeśli da mi czas – zrealizuję marzenia…
Anna Maruszeczko, red. naczelna miesięcznika „Uroda Życia”
26.03.2019

Tak. Czuję się kobietą sukcesu. Ale nie pochodzę z rodziny, która zapewniła mi superstart. Część życia spędziłam w domu dziecka. Wiedziałam, że albo sama się o siebie zatroszczę, albo zostanę pociągnięta dalej w dół. Zrozumiałam, że moim zadaniem jest przede wszystkim nie zmarnować życia” – mówi  w rozmowie z Anną Maruszeczko Kamila Rowińska, autorka szkoleń „Kobieta Niezależna” i bestsellerowej książki pod tym samym tytułem. Sukces to pieniądze? Nie tylko. Sukces to realizowanie wszystkich swoich wartości w sposób zrównoważony, na takim poziomie, który nas satysfakcjonuje. Wartości, które są dla mnie kluczowe, to rodzina, rozwój biznesowy, zdrowie, niezależność. Ta równowaga jest pani udziałem czy to jest cel? I jedno, i drugie. Czuję się kobietą sukcesu. Jestem mamą dwójki dzieci, żoną, mam wspaniałych przyjaciół, odnoszę sukcesy biznesowe, a jednocześnie znajduję czas na swoje potrzeby. Nie jest łatwo połączyć tyle życiowych ról, dlatego odbieram to jako sukces.   Długo trzeba było pracować nad tą równowagą życiową? Na początku po 10, 12 godzin. To był stan przejściowy, niezbędny, gdy chce się wejść na kolejny poziom w biznesie. Jednak później, jeśli zachowa się dyscyplinę finansową i zacznie inwestować, można budować karierę w taki sposób, aby nie być jej niewolnikiem. W swoich książkach i na szkoleniach dużo i swobodnie mówi pani o pieniądzach. Wiele kobiet spina się, denerwuje przy temacie pieniędzy, jakby to była wstydliwa rzecz. Przyznawanie się do tego, że pieniądze są dla nas ważne, że lubimy zarabiać, cały czas jest źle odbierane. Można usłyszeć: „Jesteś materialistką”, tak jakby te pieniądze były czymś złym, a przecież są dobre. Po to napisałam...

Czytaj dalej