Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski. Bokser, który bił nazistów w Auschwitz
Archiwum Auschwitz-Birkenau

Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski. Bokser, który bił nazistów w Auschwitz

Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski stoczył ponad 40 walk, żadnej nie przegrał. Najważniejsze z nich rozegrał podczas trzyletniego pobytu w najstraszniejszym miejscu na ziemi – obozie koncentracyjnym Auschwitz.
Sylwia Arlak
27.01.2021

W 1939 roku jego kariera nabierała tempa. Po tym, jak zdobył mistrzostwo Warszawy, a prasa okrzyknęła go „człowiekiem o żelaznej woli i pięściach ze stali”, postanowił zwalczyć o mistrzostwo Polski. „Niebieskie łagodne oczy i niezmącony wyraz pogody mogą zmylić wielu niewtajemniczonych. Pomyśli sobie taki jeden z drugim: »ot, chuchro«. A tymczasem »chuchro« może wrzepić takie cięgi, o jakich się wielu nie śniło! Jeśli tego młodzieńca o nieskalanej twarzy spotkacie przypadkiem na swej drodze, ustąpcie mu przezornie miejsca” – pisał tuż przed wojną dziennikarz „Przeglądu Sportowego”. Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski dotarł do półfinału. Był to jego największy sportowy sukces.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Dam sobie radę i w piekle przy Bożej pomocy”

We wrześniu 1939 roku zgłosił się do służby w 1. Baterii Obrony Warszawy. Chciał dołączyć do tworzących się polskich sił zbrojnych we Francji, ale w lutym 1940 roku tuż przy granicy z Jugosławią zatrzymała go węgierska żandarmeria. Najpierw przetrzymywano go w Muszynie i Nowym Sączu, gdzie Niemcy poddawali go przesłuchaniom i torturom, a następnie trafił do więzienia w Tarnowie.

14 czerwca 1940 roku do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz przyjechał pierwszy transport. Wśród 728 więźniów politycznych z tarnowskiego więzienia był Tadeusz Pietrzykowski, „numer 77”. Najpierw przydzielono go do prac polowych, potem do pomocy i sprzątania w stolarni (skąd wyrzucono go za kradzież ziemniaków). Jeszcze później trafił do ciężkiej pracy przy budowie domu wypoczynkowego dla esesmanów w Międzybrodziu. Ledwo przetrwał pierwszą zimę w obozie.

Czytaj też: Krzysztof Kamil Baczyński – najpiękniejsze cytaty o życiu, młodości i miłości

W końcu w obozie pojawił się nowy kapo, Niemiec Walter Dünning. Kiedy okazało się, że przed wojną był zawodowym bokserem, jeden z więźniów zaproponował Pietrzykowskiemu, żeby stoczył z Dünningiem walkę. Choć współwięźniowie próbowali go powstrzymać (Teddy w niczym nie przypominał mężczyzny, którym był przed wybuchem wojny, teraz ważył tylko 40 kg, a Dünning ok. 70 kg), zgodził się natychmiast. Za samo podjęcie walki miał otrzymać dodatkową porcję chleba i kostkę margaryny. „W umyśle jak błyskawica przewinęła się moja uprzednia kariera bokserska: sylwetka trenera Stamma, pierwsza i ostatnia walka. Wiedziałem jedno. Muszę tę walkę wygrać” – pisał w swoich pamiętnikach Pietrzykowski, dodając: „Polacy zaczęli mnie zagrzewać do walki, wołając »Bij Niemca!«. Było to idiotyzmem, bo niektórzy Niemcy znali język polski i mogli zareagować brutalnie”.

Pokonał Niemca. Nie tylko zyskał obiecaną nagrodę i miał możliwość wyboru miejsca, w którym chciałby pracować, ale też podniósł na duchu swoich towarzyszy. „Słyszałem okrzyki Polaków-więźniów zagrzewających Teddy’ego do walki i zrozumiałem, że tu chodzi o coś więcej. Polak jest w ringu, Polak bije niemieckiego kryminalistę, który wczoraj jeszcze bił i mordował naszych kolegów. Ta atmosfera wokół ringu, ten klimat wśród wychudzonych i zabiedzonych polskich więźniów, to była jakby transfuzja wiary, bodziec dodający otuchy, że przecież »Jeszcze Polska nie zginęła…«” – relacjonował świadek Tadeusz Sobolewicz, a Pietrzykowski wspominał po wojnie: „Bolek Kupiec wziął scyzoryk i zaczął dzielić chleb na tyle części, ilu liczyła nasza paczka. Tak się skończył dzień, który zadecydował o moim życiu, o mojej wygranej […]. Nie wiem, kto z nas był lepszym bokserem. Ale wiem jedno, że są takie chwile, gdy rzeczy niemożliwe stają się rzeczywistością”.

W grypsie do matki pisał: „Jestem dziś mistrzem wszech wag Auschwitz […]. Tak Mateńko, dostałem za to 10 bochenków chleba i 10 kostek margaryny, rozdałem na gwiazdkę biednym, niech i oni mają. Przydał mi się boks […]. Pamiętasz, jak wszyscy mówili – »Co z niego będzie? On sobie w życiu nie da rady«. Dam sobie radę i w piekle przy Bożej pomocy”.

Czytaj też: Helena Bonham Carter: „Mój dziadek uratował tysiące Żydów”. Zobacz nowy serial BBC

Jeśli chciał żyć, musiał walczyć dalej

Pietrzykowski wiedział, że jeśli chce przeżyć, musi odbywać kolejne walki. Stoczył ich w sumie 40. Nie przegrał ani jednej z nich, choć wielokrotnie walczył na niższym poziomie, niż potrafił (jeśli jego przeciwnikami byli Żydzi skazani przez Niemców na zagładę, tylko remis z Teddym mógł utrzymać ich przy życiu).

Teddy prowadził działalność konspiracyjną (był członkiem Związku Organizacji Wojskowej, siatki stworzonej w obozie przez rotmistrza Witolda Pileckiego) i zawsze starał się pomagać słabszym. Kiedy zobaczył, jak jeden z pomocników kapo znęca się nad polskim więźniem, zadał oprawcy kilka ciosów (miał zgodę esesmanów, którzy chcieli wziąć udział w „widowisku”). W pewnym momencie powstrzymała go sama ofiara. Lata później dowiedział się, że był to ojciec Maksymilian Kolbe.

Bokser stał się tak popularny w obozie, że zaczęło się nim interesować Gestapo. Martwiąc się o swoje bezpieczeństwo, postanowił, że zrobi wszystko, by załatwić sobie przeniesienie do innego obozu. Umożliwiło mu to spotkanie w Auschwitz znajomego sprzed wojny, byłego sędziego bokserskiego Hansa Lütkemeyera (pełniącego funkcję lagerführera obozu w Neuengamme). W nowym obozie stoczył ok. 20 walk bokserskich, później trafił do Bergen-Belsen. Tam, w kwietniu 1945 roku, doczekał się wyzwolenia z rąk brytyjskich żołnierzy.

Historia Teddy’ego na ekranie

Po wyjściu z obozu Tadeusz Pietrzykowski zajmował się prowadzeniem zajęć sportowych dla żołnierzy. Stanął jeszcze kilka razy w ringu (na więcej nie pozwoliły mu problemy ze zdrowiem zniszczonym w obozach). W 1950 roku skończył studia na Akademii Wychowania Fizycznego i został cenionym nauczycielem. Zmarł 17 kwietnia 1991 roku w wieku 74 lat.

3 września 2021 roku na ekrany kin wejdzie biografia boksera, film „Mistrz”. W roli głównej zobaczymy Piotra Głowackiego. Partnerować mu będą m.in. Grzegorz Małecki, Marcin Bosak, Marian Dziędziel i Rafał Zawierucha.

Mat.prasowe

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Mat.prasowe

„Rebeka”. Wszystko, co warto wiedzieć o najnowszej adaptacji Netfliksa

Czy „Rebeka” Netfliksa przebije sukces produkcji Alfreda Hitchcocka?
Sylwia Arlak
09.09.2020

Najpierw, w 1938 roku była książka Daphne du Maurier. Dwa lata później film w reżyserii Alfreda Hitchcocka. W 1997 roku pojawił się dramat telewizyjny z udziałem Emilii Fox i Diany Rigg. Dzięki Netfliksowi „Rebeka” wróci w nowej odsłonie jesienią tego roku. „Rebeka” to jedna z najsłynniejszych książek brytyjskiej pisarki, a film Hitchcocka – jest jedną z najsłynniejszych adaptacji. Produkcja obrosła w wiele mitów i legend. Krążyły opowieści, że Laurence Olivier był zły, że do roli jego żony nie zaangażowano Vivien Leigh. Mówiło się, że bardzo źle traktował odtwórczynię tej roli, Joan Fontaine. Hitchcock podobno o tym wiedział, uznał jednak, że jeśli aktorka poczuje się osaczona, to będzie to tylko z korzyścią dla roli – emocje uwiarygodnią postać. Wmówił więc Joan, że wszyscy na planie nią gardzą. Niebezpieczne związki Dla tych z was, które nie znają fabuły — „Rebeka” koncentruje się na historii (opowiedzianej w retrospekcjach) młodej kobiety, która przybywa do posiadłości rodziny swojego nowego męża na angielskim wybrzeżu. Początki małżeństwa przyćmiewa wspomnienie zagadkowej śmierci pierwszej żony Maxima, Rebeki i otwarcie wyrażana wrogość jej oddanej gospodyni, pani Danvers. „Rebeka to film o agresywnych związkach. Pokazuje, jak władza może przechodzić z partnera na partnera. Główny bohater jest najgorszym z oprawców. Romantyk mógłby postrzegać go, jako kogoś nawiedzanego przez swoją przeszłość; realista widziałby go jako kogoś, kto jest niezdolny do kontrolowania swojej przeszłości, a konkretnie jego zmarłej żony, więc wybiera sobie na towarzyszkę życia, która nie sprawi mu kłopotu” — pisał „The Guradian” o filmie z 1940 roku. Czytaj też: Od „Nagiego...

Czytaj dalej
krysia morgenstern
1960 rok. Krystyna Morgenstern na plaży Grand Hotelu w Sopocie. Fot. archiwum domowe

Krystyna i Janusz „Kuba” Morgenstern: Jak udomowić takiego kociaka?!

On był słynnym reżyserem Polskiej Szkoły Filmowej, a ona reżyserem życia. Krystyna i Janusz Morgersternowie uchodzili za małżeństwo idealne. I to w środowisku, w którym romanse były czymś zwyczajnym.
Magdalena Żakowska
03.12.2020

Przeżyli razem ponad 50 szczęśliwych lat, aż do śmierci Janusza Morgensterna w 2011 roku. Byli jedną z najbardziej lubianych i uznawanych par w świecie filmu. Być zaproszonym do Morgensternów, oznaczało przyjęcie do warszawskiej elity.  Na przyjęciach  u Morgensternów bywali m.in. Adam Michnik, Roman Polański, Andrzej Wajda, Zuzanna Łapicka, Magda Umer. Poznali się jesienią 1959 roku. On miał 37 lat, ona dużo młodsza. Ale w tym pokoleniu wiek liczyło się inaczej. Wojna zabrała im młodość, więc odzyskiwali ją przez kolejne naście lat. Wieczne dzieciaki. Janusz – dla przyjaciół Kuba – był wesołym, pełnym życia mężczyzną, ale trzymał ludzi na dystans. Niewielu znało go dobrze. Wiadomo było, że w czasie wojny przeżył grozę. W getcie stracił całą rodzinę, został sam, kilkuletni chłopiec. Trochę opowiedział Tadeuszowi Konwickiemu, trochę Romanowi Polańskiemu, trochę Krysi, ale wszystkiego nigdy nikomu. Grunt, że kiedy powiedział jej, że nie chce mieć dzieci, zrozumiała dlaczego. Nie nalegała. Leśnik i lekarka Po wojnie Janusz Morgenstern zapisał się we Wrocławiu na studia rolnicze. Chciał zostać leśnikiem. Przyroda, las, ale przede wszystkim otwarte przestrzenie – chodziło o to, że już nigdy nie będzie zamknięty. Po roku studiów spotkał przypadkiem na ulicy kolegę z dawnych czasów, Kurta Webera (później znanego operatora, autora zdjęć do „Bazy ludzi umarłych” Petelskiego czy „Zaduszek” Konwickiego). Weber opowiedział mu o szkole filmowej w Łodzi. Na tyle zachęcająco, że Kuba z dnia na dzień rzucił studia rolnicze i pojechał na egzaminy do Łodzi. Dostał się bez problemu. W pokoju w akademiku miał Kutza, Bareję i jeszcze dwóch innych kolegów – spali na piętrowych łóżkach. W pokoju obok Andrzej Wajda. Nigdy mu o tym nie powiedzieli, ale...

Czytaj dalej
Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz
AFPEAST NEWS

Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz. Poznali się, gdy „wszystkie błędy mieli już za sobą”

On był po trzech rozwodach, ona – po dwóch. A jednak połączyła ich miłość, która przetrwała ponad 40 lat.
Kamila Geodecka
23.12.2020

W 1975 roku w Warszawie Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz wzięli ślub, którego właściwie nie potrzebowali. Towarzyszyło im dwóch świadków –  Basia Ślesicka i Piotr Skrzynecki, który specjalnie przyjechał z Krakowa. Młodzi powiedzieli sobie „tak”, ale nie było wesela. „Moglibyśmy żyć bez tego ślubu też” – mówiła aktorka. Już wtedy mieszkali razem. Oboje mieli za sobą doświadczenia z innych małżeństw, a przed sobą ponad 40 lat wspólnej miłości, przyjaźni, wsparcia i zrozumienia. Mogli spotkać się wcześniej, właściwie bez przerwy się mijali, przeprowadzając się do kolejnych miast, pracując w kolejnych teatrach, zmieniając kierunki studiów. Ona mówiła czasem, że mogli poznać się wcześniej. On uważał, że to dobrze, bo wszystkie błędy mieli już za sobą. Spotkania robocze W 1971 roku Andrzej Wajda pracował w krakowskim Starym Teatrze nad spektaklem „Biesy” Dostojewskiego na podstawie adaptacji Camusa. Reżyser chciał zająć się wszystkim – pracą z aktorami, opracowywaniem tekstu oraz scenografią i dekoracją. Okazało się, że nad tym ostatnim zapanować już nie mógł.  Wtedy Piotr Skrzynecki zapowiedział, że pozna go z Krystyną Zachwatowicz – scenografką i artystką kabaretową Piwnicy pod Baranami. Para poznała się w kawiarni Kolorowa w Krakowie. W końcu Zachwatowicz odwiedziła Wajdę w jego mieszkaniu. Długo dyskutowali o tym, w jaki sposób ma wyglądać przygotowywana sztuka. Od początku dobrze się dogadywali. Z czasem spotkania stały się coraz częstsze, a Andrzej Wajda zaczął przychodzić na występy kabaretowe swojej przyszłej żony. Podobno wchodził  potem do garderoby artystów i żartował. „Mam śmieszną anegdotę. Graliśmy program, w którym miałam blond perukę, usta na zielono. Ale na...

Czytaj dalej
Piotr Tarczyński i Jacek Dehnel
Piotr Tarczyński i Jacek Dehnel. Fot. Kuba Dąbrowski

Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński o nowej książce, permanentnej okupacji Polski i rocznicy ślubu 

Co konserwatywna profesorowa Szczupaczyńska powiedziałaby na Strajk Kobiet? Publicznie kręciłaby głową na „nieprzystojne zachowanie pań”, ale w głębi duszy wiedziałaby, że mają rację – mówią twórcy serii kryminałów o polskiej Pannie Marple
Magdalena Żakowska
24.11.2020

Minęło dokładnie 120 lat od najsłynniejszego mezaliansu minionego stulecia – ślubu krakowskiego poety Lucjana Rydla z chłopką Jadwigą Mikołajczykówną. Wbrew przewidywaniom opinii publicznej i rodziny pana młodego, małżeństwo Rydlów było bardzo udane. Świadkiem na ich ślubie był Stanisław Wyspiański, a wesele przyjaciół opisał później w słynnym dramacie. Teraz Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński wprosili na ślub i wesele do Rydlów swoją profesorową Szczupaczyńską , główną bohaterkę  serii kryminalnej, którą piszą wspólnie pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa. Właśnie ukazał się trzeci tom cyklu, „Złoty róg” (Wydawnictwo Znak Literanova), w którym Zofia Szczupaczyńska tropi sensacje na weselu w Bronowicach, a przy okazji wpada na trop mordercy.  Magda Żakowska: W poprzednich tomach pokazaliście Kraków, jako miasto zafascynowane rytuałem pogrzebu, teraz ślubem. Ale czy ślub Lucjana Rydla naprawdę budził aż takie zainteresowanie, jak w waszej książce? Piotr Tarczyński: O tak, ówczesny Kraków ekscytował się absolutnie wszystkim – niewiele się w mieście działo, więc każda znaczniejsza uroczystość, czy to pogrzeb kogoś znanego, czy to ślub, urastało do rangi prawdziwego wydarzenia. A Lucjan Rydel, syn rektora uniwersytetu i młody poeta, po pierwsze był w Krakowie dość rozpoznawalną postacią, a po drugie sam umiejętnie podsycał zainteresowanie, utrzymując datę uroczystości do końca w tajemnicy. No i nie zapominajmy o wymiarze klasowym. Ślub inteligentna z chłopką budził zrozumiałe – choć często niezdrowe – zaciekawienie… Jacek Dehnel: …które potem zresztą przeniosło się na zainteresowanie dramatem Wyspiańskiego. Część publiczności nie szła wcale na sztukę wybitnego pisarza, tylko chciała przynajmniej tak...

Czytaj dalej