Szczepan Twardoch napisał kolejną powieść. Czy „Pokora” będzie trzecią częścią „Króla”?
East News

Szczepan Twardoch napisał kolejną powieść. Czy „Pokora” będzie trzecią częścią „Króla”?

Autor „Morfiny”, „Dracha” i dyptyku „Król” i „Królestwo” zapowiedział na Facebooku, że już we wrześniu będziemy mogli przeczytać jego kolejną książkę.
Sylwia Niemczyk
18.06.2020

Szczepan Twardoch zapowiedział, że napisał taką książkę, jaką sam przeczytałby z przyjemnością: rozległe, wielogłosowe i wielotematyczne. Dla zaostrzenia naszych czytelniczych apetytów pokazał jej zdjęcie: „Święta Madonno, ile to ma stron?!” – pytali fani w komentarzach. Licząca ponad 500 stron „Pokora” będzie chyba najobszerniejszą z dotychczasowych powieści pisarza.

Pisarz w facebookowym poście opisuje, że „Pokora” opowiada o władzy i uległości, a także o cenie, jaką płaci się, walcząc o własną godność. Po raz kolejny Twardoch umiejscawia akcję w przeszłości, jednak z opisu pisarza można wnioskować, że nie będzie miała nic wspólnego z bestsellerami: „Królem” i „Królestwem”. 

„Opowiada o wojnie i o następującej po niej rewolucji na ulicach Berlina i Górnego Śląska, o klasowych niepokojach i o erotycznym napięciu w czasach płynnej, rozedrganej rzeczywistości. Akcja „Pokory” dzieje się sto lat temu, zacząłem ją pisać w kwietniu 2019 roku, a jednak wydaje mi się, że jest to powieść właśnie na takie czasy, w jakich przyszło nam żyć” – pisze  Szczepan Twardoch.

 

„Pokora” ukaże się już 16 września nakładem Wydawnictwa Literackiego. Fani Szczepana Twardocha mogą jednak już od dziś wziąć udział w przedsprzedaży na stronie empik.com.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Janusz Józefowicz
fot. Grzegorz Korzeniowski

Janusz Józefowicz: „Uwiodła mnie przytulia czepna…” Artysta o ziołach i domu na wsi! 

Za miastem, w Emilinie, Janusz Józefowicz z zapracowanego, wciąż zajętego artysty zamienia się w spokojnego zielarza. „Zbyt często jesteśmy aroganccy wobec piękna przyrody”, mówi.
Marta Strzelecka
18.06.2020

Kiedyś mógł latami nie ruszać się z Warszawi i jak sam mówi, nie rozumiał ludzi, którzy „z jakiegoś powodu umawiają się, że nagle wyjeżdżają z tak wspaniałego przecież miejsca”. Od prawie dwunastu lat J anusz Józefowicz  dzieli swój czas między sielskie życie na wsi, gdzie mieszka z żoną Nataszą Urbańską i córką Kalinką, a prowadzenie teatru muzycznego  Studio Buffo w stolicy. Chociaż w Emilinie również zdarza mu się pracować. „Na tym tarasie pisaliśmy z Rosjanami libretto do »Mistrzem i Małgorzaty«”, przyznaje Janusz Józefowicz w rozmowie z Martą Strzelecką, która odbyła się... na tarasie w Emilinie. Tu też pięć lat temu, będąc już po pięćdziesiątce, odkrył nową pasję – zielarstwo. „Kto by pomyślał, że będę wstawał rano i pytał: »Z czego dziś pijemy herbatkę?«. A potem wychodził do ogrodu, rozglądał się, skrzypu trochę zerwał, parę listków lipy, kwiat czarnego bzu, trochę pokrzywy, mięty kawałek.” – mówi Janusz Józefowicz. Marta Strzelecka: Jakie kwiaty pojawiają się u pana jako pierwsze? Janusz Józefowicz: Głogu. Zrywam je wczesną wiosną, robię nalewkę, suszę, potem zbieram owoce. Następnie są mirabelka, drzewa owocowe, jaśminowiec, kasztan. Po kolei rodzą się różne gatunki roślin, żeby pszczoły miały bez przerwy robotę. W ubiegłym roku wszystko jednocześnie zakwitło, to była anomalia. Ale kiedy idzie zgodnie z planem, w maju zbieramy pokrzywę, potem mniszek lekarski, krwawnik, dziurawiec, czarny bez. Znad stawu – wierzbownicę wielokwiatową. W tym roku wiosną ususzyłem też konwalie. Po co suszy pan konwalie? Na serce, to jest cudowne zioło. Nie trucizna? Trzeba...

Czytaj dalej
Szczepan Twardoch, Król
Zuza Krajewska

Szczepan Twardoch: „Bywam wyszczekany, mam skłonność do neuroz…”

„Podoba mi się stwierdzenie, że życie to nie jest najwyższa z wartości. Że są sprawy, dla których warto je zaryzykować albo nawet stracić”, mówi Szczepan Twardoch, autor „Króla” o bokserze Jakubie Szapiro i drugiej części: „Królestwo”. 
Marta Strzelecka
18.03.2020

Powieścią „Morfina” zdobył wszystko, co najważniejsze w świecie literackim – uznanie krytyki, cenione nagrody, pieniądze, popularność wśród czytelników. Kolejne dwie książki – „Drach” oraz „Wieloryby i ćmy. Dzienniki” – były wyczekiwanymi wydarzeniami. Bo Szczepan Twardoch błyskawicznie przestał być uznawany za dobrze zapowiadającego się pisarza, został uznany za tego z pierwszej ligi. Dodatkowo budził zainteresowanie złożonym wizerunkiem medialnym.  Z jednej strony dżentelmen, doskonale ubrany, przywiązany do kindersztuby, z drugiej budził kontrowersje wypowiedziami na tematy polityczne i społeczne.  Urodził się na Śląsku i tożsamość narodowa – niemiecka, polska, śląska – to jego ulubiony temat. W „Morfinie” pisał o synu niemieckiego arystokraty i spolszczonej Ślązaczki w Warszawie 1939 roku. „Król” dzieje się w tym samym mieście dwa lata wcześniej, jest historią o żydowskim gangsterze, bokserach klubu Makabi, etnicznym tyglu, w którym trudno zdefiniować samego siebie, a siła okazuje się często najwyższą z wartości. Twardoch mieszka w Pilchowicach z żoną i dwoma synami. Spotykamy się w Katowicach, po jego bokserskim treningu. Marta Strzelecka: Jak boksujesz? Szczepan Twardoch: Amatorsko, oczywiście. Tak, jak może boksować człowiek, który boksować zaczął grubo po trzydziestce. Trenuję kilka razy w tygodniu, czasem robimy sparingi, trzy rundy po dwie minuty. Więcej nie dałbym rady kondycyjnie, tym się różnię od prawdziwego boksera. Tak czy inaczej, mierzę się z facetem, który – wygram z nim albo przegram – stara się zrobić mi krzywdę. Organizm chodzi wtedy na najwyższych obrotach, mózg działa tak szybko, że czas zwalnia. Wiesz, że wydarzy się coś niebezpiecznego i rozciągają się sekundy, w...

Czytaj dalej
Szczepan Twardoch
Zuza Krajewska

Szczepan Twardoch: „Mam serce z kamienia, więc…”

Autor „Króla” i „Królestwa”, pisarz, Szczepan Twardoch o pisaniu, pasjach i Zagładzie. „Literatura jest od tego, żeby ruszać to, czego nie powinno się ruszać, dźgać tam, gdzie boli”.
Wika Kwiatkowska
18.06.2020

Dla siebie samego przyjąłem, że ważną kategorią w życiu człowieka jest przyzwoitość. Nie jestem księdzem, nikogo nie nauczam. Ale nie żyję w jakiejś nihilistycznej fantazji”, mówi Szczepan Twardoch. Jego dwie bestsellerowe książki „Król” i „Królestwo” przenoszą nas do Warszawy z czasów Zagłady – i nie pozostawiają obojętnymi. Wika Kwiatkowska: Po pracy nad książką masz potrzebę resetu, podróżujesz?  Szczepan Twardoch: Nie mam czasu na resetowanie się po książkach. (śmiech) Przechodzę prosto z jednego projektu – choć to obrzydliwe słowo – do kolejnego. Angażują mnie różne rzeczy, niekoniecznie książki. Ale nie potrzebuję odpoczywać od pracy – to jedna z głównych spraw, które nadają życiu sens. Odpocznę w grobie.  Napisałeś trzy książki o Warszawie. Jaki masz stosunek do tego miasta? Euforyczny. Uwielbiam Warszawę. Co nie znaczy, że chciałbym tu mieszkać. Chociaż nie chcę mówić: „nie będę” i „nigdy”, bo życie jest skomplikowane i Bóg jeden raczy wiedzieć, co się wydarzy. Gdybym z tajemniczego powodu musiał przestać mieszkać tam, gdzie mieszkam, to znaczy w Pilchowicach – a chcę mieszkać w  Pilchowicach – to wybrałbym Warszawę albo Berlin. Raczej Berlin. Ale to są dwa miasta, które lubię najbardziej.  Co takiego lubisz w Warszawie? To jest naprawdę miasto. Otwarte. Z energią?  Nie wiem, co ludzie mają na myśli, kiedy mówią, że miasta mają energię, atmosferę. Atmosferę, to, kurwa, mają, raczej zatrutą. (śmiech) Lubię Warszawę za to, że po prostu dobrze się w niej czuję. Mam tu bardzo wielu znajomych, co najmniej tylu, co na Śląsku, jeśli nie więcej. Mam swoje miejsca, oswojone. Najbardziej lubię południowe...

Czytaj dalej