Sylvia Plath i Ted Hughes: „Płaczę. Kładę głowę na podłodze. Duszę się.”
East News

Sylvia Plath i Ted Hughes: „Płaczę. Kładę głowę na podłodze. Duszę się.”

Sylvia Plath nie widziała się w roli żony, matki i gospodyni domowej, do czasu aż nie poznała Teda Hughesa. Ale i to nie przyniosło jej szczęścia.
Sylwia Arlak
03.09.2020

Sylvia Plath pisała do Teda Hughesa w listach: „Myślę, że gdyby coś ci się stało, naprawdę bym się zabiła”. Jej miłość do niego wylewała się z każdej zapisanej przez nią strony: „Jestem cała twoja, a ty jesteś moim światłem”. Po pierwszych miłosnych uniesieniach nadeszła proza życia. Dzieci. Obiad do ugotowania, dom do wysprzątania. Rachunki do zapłacenia. Zdrada, rany na ciele, w duszy. Rozstanie i tragiczna śmierć.

Poetka i poeta – Sylvia Plath i Ted Hughes spotkali się po raz pierwszy w zimie 1956 roku na przyjęciu. Każde z nich przyszło na nie z kimś innym – ale cały wieczór spędzili już ze sobą. On – wysoki, ciemnowłosy, z mocno zarysowaną, męską szczęką i głębokim głosem. Mógł się podobać. Ona – rozpieszczona jedynaczka o urodzie amerykańskiej dziewczyny z sąsiedztwa: szeroki uśmiech, piękne włosy, związane wstążką. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Na imprezie Ted zerwał jej wstążkę z włosów, na co ona ugryzła go w policzek aż do krwi. To był początek ich relacji, w której było tyle samo miłości, co bólu i cierpienia.

Sylwia miała wtedy 23 lata, przyjechała z Ameryki do Anglii na stypendium, nie znała zbyt wielu osób. Niepewna i zagubiona, już po pierwszej próbie samobójczej (w 1953 r.). Starszy o dwa lata Ted był jej oparciem w obcym kraju. 

Cztery miesiące po pierwszym spotkaniu byli już małżeństwem. „Znałam wiersze Teda i byłam pod ich ogromnym wrażeniem. Bardzo chciałam go poznać. (…) Oboje tak dużo pisaliśmy i świetnie się przy tym bawiliśmy, więc zdecydowaliśmy, że ta znajomość powinna się rozwijać” – mówiła Plath o ich pierwszym spotkaniu w wywiadzie dla BBC z 1961 roku. Poetka znalazła w Tedzie nie tylko męża i towarzysza. Był jej natchnieniem. W swoim dzienniku opisywała go jako „zbawiciela i obrońcę”, „strzelca, stolarza i rybaka”, a także „najprzystojniejszego mężczyznę”, jakiego kiedykolwiek widziała. 

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

Poetka czy kura domowa

Po miesiącu miodowym w Hiszpanii młode małżeństwo czekała bolesna rozłąka. Plath rozpoczęła drugi rok studiów na Uniwersytecie w Cambridge, tymczasem Hughes zakończył już swoją edukację. W październiku 1956 roku, przez trzy tygodnie codziennie pisała do swojego „najdroższego misia”. Ich rozstanie opisywała, jako „wielką dziurę we wnętrznościach i w sercu”. Pisała do niego: „Szczerze wierzę, że przez mistyczne zjednoczenie staliśmy się jednym ciałem. Jestem chora fizycznie bez ciebie. Płaczę. Kładę głowę na podłodze. Duszę się. Nie cierpię jedzenia. Nie cierpię snu, nie cierpię chodzić do łóżka. To coś w rodzaju śmierci za życia”.

Po studiach zamieszkali na jakiś czas w jej rodzinnym Bostonie, gdzie Plath dzieliła domowe obowiązki z pracą nauczycielki. Pisała wiersze i opowiadania, kierowała karierą męża, robiła zakupy, gotowała i sprzątała. Była dumna, że w niczym nie przypominają typowego amerykańskiego małżeństwa. „Ja miałam pracę, Ted nie. Nie mieliśmy samochodu, telewizora, ani nie kupowaliśmy mebli na raty” — pisała w jednym z listów do przyjaciół.

W 1959 roku para wróciła do Anglii, gdzie Plath urodziła swoje pierwsze dziecko, córkę Friedę. Krytyk literacki i dziennikarz Alfred Alvarez, który  przeprowadzał wywiad z Hughesem dla „The Observer” w mieszkaniu pary w Londynie, zauważył, że Plath cały czas chowała się za mężem. Wydawała mu się „zamazana”. Bardziej niż poetkę widział w niej „młodą kobietę z reklamy idealnej kuchni”. Taką samą opinię wydało wielu znajomych młodego małżeństwa.

Ale nawet na wczesnym etapie małżeństwa w dzienniku Plath pojawiały się mniej radosne wpisy. Drażniło ją jego „drapanie się, dłubanie w nosie, nieumyte, zaniedbane włosy i zrzędliwość”. W jednym ze wpisów w 1958 roku zwierzyła się też ze swojego wybuchu zazdrości. Widząc Hughesa spacerującego po kampusie z uczennicą, napisała, że nienawidzi „męskiej próżności”.

Szybko odkryła, że małżonek jest jej niewierny. „Ted zaczął podrywać się rano i przechwytywać pocztę” — pisała. Relacjonowała, że nagle zaczął marzyć o tym, by „pisać i reżyserować scenariusze filmowe”. Zupełnie inaczej zachowywał się w łóżku. Dopytywał ją nawet, czy podoba jej się ta czy inna nowa pozycja albo technika seksualna. Zaczęła odbierać tajemnicze, głuche telefony.

Okazało się, że jej mąż romansuje z Assią Wevil, żoną kanadyjskiego poety Davida Wevilla. Małżeństwo Plath-Hughes zaprosiło ich do siebie na weekend w maju 1962 roku. To właśnie wtedy – jak pisał później Ted w swoim wierszu – „marzyciel we mnie zakochał się w niej”. Assia była dla Teda egzotyczną odskocznią. Trzy lata starsza od niego, piękna Żydówka o ciemnych oczach. Młodszy o osiem lat David był już jej trzecim mężem. Podczas tamtego weekendu Sylvia nakryła swojego męża z Assią, całujących się w kuchni. Wpadła w szał – w tamtym okresie nieraz przejawiała oznaki niestabilności emocjonalnej. Życie na angielskim pustkowiu, obsesyjna zazdrość o męża, opieka nad dwójką małych dzieci i zmaganie się z twórczą blokadą – tego było na jej nerwy zdecydowanie za dużo. Po awanturze, Ted wyjechał z kochanką do Londynu, Sylvia została sama z dziećmi. 

Po jakimś czasie wrócił, ale mimo prób, ich małżeństwo zaczęło chylić się ku upadkowi. Nawet wakacje w Irlandii, które miały być ich kolejną szansą na pojednanie, skończyły się już czwartego dnia – Hughes wyjechał do Londynu na spotkanie z Assią. To z nią wyjechał na 10-dniową podróż do Hiszpanii, do tego samego miejsca, w którym Plath i Hughes spędzili miesiąc miodowy. Po powrocie do domu małżeństwo poetów było praktycznie skończone, bo mimo awantur Ted odmówił zakończenia romansu z Assią. Jednocześnie rozpoczął relację z kolejną poetką, Susan Alliston. 

Czytaj też: Dorota Landowska i Mariusz Bonaszewski: „Miłość zawsze wymaga troski”

Wielka miłość, głośne rozstanie

Rozstali się w lipcu 1962 roku i wydawałoby się, że rozwód przyniósł koniec ich wspólnej udręki. Ted, choć był fatalnym mężem, sprawdzał się jako ojciec. W swoich dziennikach opisywał, że po rozwodzie odwiedzał swoje dzieci prawie codziennie. 

Sylvia po rozwodzie przeniosła się do Londynu i po latach twórczego kryzysu znowu zaczęła pisać. To właśnie wtedy napisała swoje największe wiersze, m.in. „Tatusia”, „Ukłucia”, „Kobietę Łazarz”. Jej najsłynniejszy utwór „Ariel” skomponowała tuż nad ranem, wtedy myślało się jej najlepiej. Planowała wysyłać wiersze do magazynów i nagrywać je dla BBC. Jednak po rozstaniu z Tedem jej zdrowie fizyczne i psychiczne się pogorszyło. Uzależniła się od pigułek nasennych i zaczęła palić, choć był to nawyk, którym od zawsze gardziła. Desperacko walczyła z depresją, jednak leki przeciwdepresyjne, zamiast pomagać, tylko pogarszały jej stan.

11 lutego 1963 roku, niemal w siódmą rocznicę poznania Teda, wstała nad ranem, przygotowała dzieciom chleb z masłem i mleko, tacę ze śniadaniem zaniosła do ich sypialni. Otworzyła w niej okno i ręcznikami uszczelniła drzwi. Sama zamknęła się w kuchni, okleiła drzwi taśmą i odkręciła gaz. Miała trzydzieści lat. Na biurku zostawiła przygotowany do druku tom „Ariel i inne wiersze”, który do dziś zachwyca wielbicieli poezji.

Pięć lat później taką samą śmierć wybrała Assia – tym tragiczniejszą, że razem z nią zmarła jej czteroletnia córeczka, dziecko Teda. 

Hughes potrzebował czasu, zanim zaczął mówić o swoim związku z Plath. Po jej śmierci powiedział, że dzienniki jego żony z tego czasu zaginęły. Przyznał, że ostatni tom zniszczył, aby chronić ich dzieci, Friedę i Nicholasa. W 1970 roku ożenił się z kolejną swoją miłością, o wiele młodszą od siebie pielęgniarką, Carol Orchard. Para pozostała razem aż do jego śmierci w 1998 roku.

Wiele faktów z życia jednej z najsłynniejszych par XX wieku, poznaliśmy dopiero po śmierci Plath. W 2017 roku upubliczniono serię poufnych listów poetki do jej psychiatry, dr Ruth Bamhouse, z których ostatni powstał na tydzień przed tym, jak odebrała sobie życie. Twierdziła w nich, że Hughes znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie w ostatnich latach ich małżeństwa. Że kiedyś powiedział jej wprost, że żałuje, że wciąż żyje. W jednym z nich opisała, że Hughes ją pobił dwa dni przed poronieniem w 1961 roku. 

Po tym, jak listy Plath ujrzały światło dzienne, żonie Teda Carol puściły nerwy. „Twierdzenia, jakie rzekomo wysunęła Sylvia Plath w niepublikowanych listach do jej byłej psychiatry, sugerujące, że została pobita przez swojego męża Teda Hughesa na kilka dni przed poronieniem ich drugiego dziecka, są równie absurdalne, jak szokujące dla każdego, kto dobrze znał Teda” — stwierdziła.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Coco Chanel / East News

Coco Chanel. Miłość, rozpacz i straszna samotność

Kochała w życiu jednego mężczyznę, zginął w wypadku samochodowym. Legendarna projektantka Coco Chanel była u szczytu sławy, gdy wyznała: „Żyję w totalnej samotności. Zapłaciłabym, żeby nie być sama. Ściągnęłabym z warty żandarma miejskiego, żeby nie jeść kolacji samotnie”.
Anna Zaleska
04.08.2020

Miała teorię, że szczęście upośledza ludzi. Mówiła: nie żałuję, że najpierw przez wiele lat byłam głęboko nieszczęśliwa. Ale i potem okresy szczęścia trwały krótko. Urodzona w 1883 roku Gabrielle Chanel – Coco będzie jej pseudonimem – sześć lat spędziła w sierocińcu w Aubazine, prowadzonym przez siostry Najświętszego Serca Marii. Po śmierci matki, porzucona przez ojca wraz z piątką rodzeństwa, została przygarnięta przez ciotki z Owernii. Była krnąbrna i zbuntowana, a chłosta pokrzywami jeszcze to w niej podsycała. Uciekła. Jako młoda dziewczyna Gabrielle występowała w kawiarniach, brak głosu nadrabiając temperamentem i charyzmą. To wtedy „zaopiekował się” nią młody mężczyzna Etienne Balsan, właściciel stajni wyścigowej. To on wprowadził ją w świat luksusu. Spędzili razem kilka lat. Miała do dyspozycji służbę, polubiła jazdę konną. W 1908 roku przedstawił ją swojemu angielskiemu przyjacielowi Arthurowi Capelowi. I to był błąd. Capel był pięknym brunetem o zielonych oczach. Uwodzicielskim i szarmanckim. Gabrielle była nim oczarowana. Gdy pewnego dnia usłyszała, że nazajutrz wyjeżdża, rano zjawiła się na peronie i wsiadła do jego pociągu. Coco Chanel i Boy Capel. Bon vivant i prowincjuszka Do Arthura Capela już w młodym wieku przylgnął przydomek Boy, wydawało się bowiem, że wiecznie pozostanie chłopcem. Miał 28 lat, był inteligentny, oczytany, szarmancki i wesoły. Znakomicie grał w polo. Dorobił się sporego majątku na transporcie węgla. Miał maniery prawdziwego brytyjskiego dżentelmena, należał do londyńskich lwów salonowych. A przy tym był bohaterem wojennym awansowanym za zasługi podczas wojny do stopnia kapitana. Kobiety go uwielbiały, a on chętnie z tego korzystał. Coco Chanel w swoich wspomnieniach opowiadała, że początkowo nie wiedział, co z nią zrobić. „Pan B i Capel...

Czytaj dalej
East News

Kelly Preston nie wierzyła w miłość od pierwszego wejrzenia. Póki nie spotkała Johna Travolty

John Travolta i Kelly Preston przez niemal 30 lat byli ukochaną parą Hollywood. Ale ich uczucie, nieraz wystawiane na próby, nigdy nie przypominało scenariusza filmu romantycznego.
Sylwia Arlak
13.07.2020

Byli ze sobą prawie 30 lat, na dobre i na złe – a w ich związku nie brakowało ani tego pierwszego, ani drugiego. Byli jednym z najdłuższych i najbardziej kochających się małżeństw w Hollywood. Rozłączyła ich dopiero śmierć: Kelly Preston, żona Johna Travolty zmarła w niedzielę 12 lipca po dwuletniej chorobie. Miała 57 lat. Ponad połowę życia spędziła z jednym mężczyzną.  „Z rozdartym sercem informuję o śmierci mojej pięknej żony, Kelly, która przegrała dwuletnią walkę z rakiem piersi. Walczyła odważnie, czerpała wsparcie z miłości bliskich. Potrzebuję teraz czasu, by pobyć z moimi dziećmi, które właśnie straciły matkę. Wybaczcie, jeśli przez jakiś czas będziemy nieobecni” – napisał na Instagramie John Travolta. Jak grom z jasnego nieba John Travolta i Kelly Preston poznali się na planie komedii „Eksperci” w 1989 roku. Dla niego to była miłość od pierwszego wejrzenia, Kelly uwierzyła mu – i zakochała się w nim – dużo później. Chociaż wszyscy znajomi byli przekonani, że między nimi jest chemia, oni sami byli ostrożni. Oboje mieli za sobą nieudane związki i przeżyli tragedie miłosne.  Po raz pierwszy w życiu Kelly Preston wyszła za mąż w 1985 r. za Kevina Gaga, ale ich burzliwe małżeństwo trwało zaledwie dwa lata. „Byłam z niewłaściwą osobą”  — mówiła w jednym z wywiadów. Potem związała się z George'em Clooneyem, a następnie zaręczyła się z Charliem Sheenem. Travolta też miał na koncie kilka związków. Najpoważniejszy z nich stworzył z Diane Hyland, którą poznał na planie filmu „Chłopiec w plastikowej bańce” w 1976 roku. Aktorka grała w nim matkę Travolty. Była od niego starsza o 18 lat. Mieli obsesję na swoim...

Czytaj dalej
Robert Downey Jr. i Susan Downey
East News

Robert Downey Jr. był na dnie, gdy poznał Susan. Ta miłość uratowała mu życie

Był rewelacyjny jako Sherlock Holmes, Dr Dolittle i oczywiście Iron Man. Ale tych roli by nie było, gdyby nie Susan, żona aktora. Robert Downey Jr. wie, że wszystko, co osiągnął, zawdzięcza swojej żonie. I okazuje jej to na każdym kroku.
Magdalena Żakowska
12.07.2020

Susan wyciągnęła Roberta Downeya Jra z dna uzależnienia, uzdrowiła i zorganizowała jego wielki powrót. Chyba największy powrót w historii Hollywood.  Robert Downey Jr. przez lata miał opinię niereformowalnego pijaka i narkomana. W więzieniu spędził rok. Dopiero Susan postawiła go do pionu. Aktor trzykrotnie próbował umówić się z nią na randkę. Bezskutecznie. Kiedy się w końcu zgodziła, miała jeden warunek: Robert musi być trzeźwy. Reżyser Guy Ritchie uważa ich za najpiękniejszą parę Hollywood. „Są jak dwie strony tej samej monety. Kochają się mimo przeciwieństw”. Chyba wszyscy zgodzimy się, że logo wytwórni filmowej znaczy coś więcej niż tylko logo. Trudno wyobrazić sobie MGM bez ryczącego lwa, DreamWorks Stevena Spielberga bez chłopca siedzącego na księżycu i łowiącego beztrosko ryby albo studio Pixar bez lampy skaczącej po „i”. Kiedy Robert Downey Jr. i jego żona Susan otwierali 10 lat temu własną wytwórnię, nie zastanawiali się długo. Ich logo to znak drogowy przedstawiający pacjenta zakładu psychiatrycznego w kaftanie i goniącą go pielęgniarkę. Trudno o lepszy symbol łączącej ich relacji.  Robert Downey Jr i Susan Downey – ta miłość była im pisana Poznali się na planie thrillera „Gothika” w 2003 roku. Robert Downey Jr. grał tam u boku Halle Berry. To była kolejna niewiele znacząca rola w jego dorobku. W Hollywood już wtedy wyprzedzała go reputacja człowieka i aktora, na którym nie można polegać. Dla Susan „Gothika” była jednak czymś więcej, pierwszym filmem, który samodzielnie produkowała dla wytwórni Silver Production, wielkim krokiem w karierze. Ostatnia rzecz, o której wtedy myślała, to związek ze słynącym z romansów przebrzmiałym gwiazdorem.  „Po raz pierwszy spotkaliśmy się w...

Czytaj dalej