Susana Osorio Mrożek: „W obronie Sławomira byłam gotowa zabić”
Sławomir Mrożek i Susana Osorio-Mrożek / Fot. Rafał Guz / Forum

Susana Osorio Mrożek: „W obronie Sławomira byłam gotowa zabić”

Na ranczu w Meksyku Sławomir Mrożek i Susana Osorio w nocy spali na zmianę. Gdy jedno z małżonków udawało się na spoczynek, drugie czuwało z bronią na wieży. „Każda meksykańska kobieta staje w obronie swojej rodziny, swojego domu”, mówiła. „Mam nadzieję, że Sławomir w mojej obronie też nie zawahałby się zabić”.
Anna Zaleska
12.02.2021

Sławomir Mrożek – mistrz milczenia, samotnik mawiający, że świat przeszkadza mu w życiu. Susana Osorio kiedyś zażartowała, że gdyby Sławomir był tak depresyjny jak jego dzienniki, nigdy nie umówiłaby się z nim na randkę. Ale przy niej stawał się inny. Wesoły, dowcipny, nawet śpiewał jej piosenki.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Od pierwszego wejrzenia

Poznali się w 1979 roku, gdy Susana pracowała jako asystentka reżysera przy inscenizacji „Emigrantów”. Sztuka Sławomira Mrożka była w Meksyku tak popularna, że do teatru ustawiały się długie kolejki. Z okazji 150. przedstawienia postanowiono zaprosić autora. Przyjechał z Paryża. Susana czekała na niego w hotelu, miała zaopiekować się gościem, pokazać mu miasto. Po latach mówiła, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ale potrzebowali czasu. Mrożek nie lubił zbliżać się do innych ludzi, był mistrzem dystansu. W listach pisał, że to dla niego „uwikłanie” i nawet to „najbłahsze, najbardziej codzienne jest szokiem”.

Młodsza od pisarza o 22 lata, Susana Osorio niezwykłą urodę zawdzięczała temu, że płynęła w niej hiszpańsko-francusko-żydowsko-indiańska krew. Prababka ze strony ojca była indianką Zapoteka. Zafascynowana pracą w teatrze młoda kobieta początkowo nie chciała się angażować w związek z dużo starszym pisarzem. „Miałam świadomość, że w świecie teatru Mrożek to osobistość. Wiedziałam, że jeśli się z nim zwiążę, sama zostanę panią Mrożkową. Nie chciałam. Byłam ambitna, chciałam robić swoje, rozwijać karierę”.

Ślub – najlepsza decyzja w życiu

Musiało minąć osiem lat, nim postanowili być razem. Przez ten czas Susana Osorio zerwała z teatrem i wyjechała do Norwegii, gdzie została szefem kuchni. Pisywali do siebie listy. A w końcu umówili się na spotkanie w Paryżu. Wtedy Sławomir Mrożek się oświadczył. „Był zmieszany, zakłopotany, nie patrzył na mnie, tylko gdzieś w sufit i wcale mi się to nie spodobało”, opowiadała Susana. „Zapytał więc, jak wyglądają oświadczyny w Meksyku. Powiedziałam mu, że trzeba zaśpiewać serenadę i wysłać list do mojej mamy. I Sławomir zaczął śpiewać. Śpiewał i śpiewał. To trwało bardzo długo, bo znał dużo piosenek, a potem wysłał list do mamy i zaręczyny zostały przyjęte.”

Ślub odbył się w merostwie w VII dzielnicy Paryża 23 października 1987 roku. Pisarz miał prawie 60 lat, Susana Osorio zbliżała się do czterdziestki. Włożyła czarną suknię, Sławomir Mrożek – krawat, podobno jedyny raz w życiu. W „Dzienniku” pisarza próżno szukać tych szczegółów. Odnotowuje natomiast: „Po opuszczeniu Polski i poza tym – poślubienie Susany jest jak do tej pory drugą najważniejszą i najlepszą decyzją w życiu. (...) Mimo wszystko najwyraźniej potrafię radzić sobie ze swoim własnym życiem.” A 7 grudnia pisze: „Dzięki Bogu za Susanę”.

Na ranczu w Meksyku

To było marzenie Mrożka, by zamieszkać na kompletnym odludziu, w absolutnej ciszy. Sami znaleźli ziemię w Meksyku, pustkowie wśród gór, w pobliżu miasteczka Tlahuapan. Tam postanowili zbudować hacjendę, by wieść „stateczne życie na uboczu”. W grudniu 1989 roku zamieszkali na ranczu Los Flores (przemianowanym potem na La Epifana – Objawienie).

Początkowo wszystko szło według planów. Pierwszy budynek był gotowy, mieli zacząć świętować to z ludźmi pomagającymi przy remoncie, sprowadzono mariachi, gdy Sławomir Mrożek nagle źle się poczuł i stracił przytomność. Dojazd do szpitala trwał dwie godziny. Na miejscu u pisarza stwiedzono tętniaka aorty, jego stan był krytyczny. Natychmiast potrzebna była krew do transfuzji. Na apel polskiego konsula w ciągu trzech godzin zgłosiło się dwudziestu Polaków. Dla Susany Osorio to były straszne chwile. Lekarz określił szanse na przeżycie operacji na dziesięć procent.

Powrót do zdrowia trwał rok. Ale potem dla obojga nastał dobry czas. Don Eslavomir – jak nazywano w Meksyku Mrożka – zajął się pisaniem. Pracował w wieży, którą sam zaprojektował. Wtedy powstała m.in. „Miłość na Krymie”. Susana poświęciła się swojej pasji. Od dziecka kochała gotować, ucząc się tego od swoich babć i od indiańskich służących. Ocalenie od zapomnienia tradycyjnych meksykańskich przepisów traktowała jak misję. Za kilka lat wyda w Polsce książkę „Meksyk od kuchni”. Tymczasem w La Epifana stworzyła prywatną wytwórnię konfitur z owoców, które rosły w ich hacjendzie. Przetwory dostarczała do okolicznych sklepów. Największym powodzeniem cieszyły się jabłka ucierane z masłem, cukrem i dodatkiem wódki.

Meksykańska kobieta staje w obronie

„Młody człowieku, twoje życie będzie takie, jaka będzie twoja następna minuta. Nie możesz kontrolować swojego życia, ale możesz kontrolować swoją następną minutę” – taką radę dla młodego człowieka zanotował w swoim dzienniku Sławomir Mrożek. Z Susaną wielokrotnie przekonali się o tym, jak trudno mieć kontrolę nad własnym życiem. Jednym z takich momentów był tzw. kryzys tequila, który spadł na Meksyk na przełomie 1994 i 1995 r., i powstanie zapatystów. Względnie spokojny kraj zmienił się w jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie.

Stateczne życie na uboczu stawało się coraz mniej możliwe. Przestępczość w Meksyku wzrosła do tego stopnia, porwania dla okupu były tak powszechne, że wszędzie trzeba było jeździć z ochroniarzem. Pod ich nieogrodzone ranczo zaczął regularnie podjeżdżać niebieski volkswagen z tajemniczymi osobnikami w środku. W nocy Mrożkowie spali na zmianę. Gdy jedno z małżonków udawało się na spoczynek, drugie czuwało z bronią na wieży. Susana umiała strzelać. Jak kiedyś powiedziała, w obronie Sławomira byłaby gotowa zabić. „W moim kraju to nie jest niezwykła postawa”, tłumaczyła w wywiadzie dla „Tygodnika Przegląd”. „Każda meksykańska kobieta staje w obronie swojej rodziny, swojego domu. Pani Mrożek – czyli ja – nie byłaby w tym względzie wyjątkiem. Jest tak, ponieważ między Meksykanami a Europejczykami istnieje kulturowo uwarunkowana różnica w traktowaniu życia i śmierci. Sławomir to akceptował. Mam zresztą nadzieję, że w mojej obronie też nie zawahałby się zabić”.

Po siedmiu latach życia w La Epifana dojrzewali do decyzji, by opuścić Meksyk. W kwietniu 1996 roku któregoś dnia przy śniadaniu Sławomir Mrożek powiedział: „Paryż czy Kraków? Wybieraj”. Susana po chwili namysłu odpowiedziała: Kraków. Niełatwo było zredukować całe ranczo do jednego kontenera.

Słońce w Krakowie

W Krakowie najbardziej brakowało im słońca. Na ulicach mokro, ciemno i zimno. W mieszkaniu przy ulicy Sebastiana panował półmrok, szczególnie dotkliwy dla kogoś, kto siedem lat spędził na ranczo w Meksyku. Wybrali się więc do specjalistycznego sklepu ogrodniczego i tam Susana znalazła lampę stosowaną do uprawy roślin. Zawiesiła ją wysoko, w rogu pokoju, zaprogramowała tak, by świeciła od ósmej rano do siódmej wieczorem i dzięki temu w ciemnym mieszkaniu w kamienicy zapanował słoneczny nastrój. To pozwoliło jej hodować nawet pochodzące z tropików bugenwille. Potem pojawiły się też papugi. Ale to już w drugim mieszkaniu, do którego przeprowadzili się, by mieć więcej światła i piękny widok na rzekę odbijającą promienie słońca.

Człowiek, który mawiał: „Świat przeszkadza mi w życiu”, po powrocie do Polski z trwającej trzydzieści trzy lata emigracji bardzo dojmująco odczuł nadmierne zainteresowanie swoją osobą. Nie oczekiwał aż tak entuzjastycznego powitania. „Pozostałem bohaterem sezonu, zanim moje uniki, wybiegi i zaniedbanie tego rodzaju obowiązków zaczęły przynosić rezultaty”, pisał w autobiografii „Baltazar”

Susana była Krakowem oczarowana. „Byliśmy szczęśliwi, dobrze nam się tu mieszkało. Kochałam to miasto i mam wrażenie, że jakaś jego część i mnie pokochała, bo miałam w Krakowie i nadal mam wielu przyjaciół”. Nigdy nie chciała być wyłącznie żoną pisarza, powróciła więc do swoich kulinarnych pasji. Otworzyła restaurację Casa Susana, gdzie można było zjeść prawdziwe potrawy meksykańskie. Stała się też współwłaścicielką restauracji U Wentzla. W domu robiła dania meksykańskie, ale dla męża smażyła schabowe, kisiła kapustę i kleiła ruskie pierogi.

Przyjaciele widzieli, jak dobraną są parą, jak bardzo się o siebie troszczą. Susana była bardzo towarzyska, więc wszystko urządzała tak, by mąż mógł spokojnie pracować, gdy ona miała gości. W liczących setki stron dziennikach Mrożek poświęca żonie ledwie kilka zdań, nie pisze o ich wspólnym życiu i prywatnych sprawach. Ale czasem notuje, że z Susaną dzielą nawet sny.

Nie chcą mieć jednak dzieci. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Mrożek powie: „Bo to bardzo nieładnie decydować o czymś za dzieci. Mówię o sobie. Ja osobiście uważam, że dziecko nie ma przyszłości. Choć pozornie każdy ma przyszłość – jak dorośnie, coś tam będzie robić. Ale ten świat taki, jakim się on staje, nie ma przyszłości. I ja to kończę. To nie jest dobre miejsce, żeby mieć tu dzieci.”

Udar mózgu i afazja

Czas spokojnego, dobrego, twórczego życia zakończył się nagle w niedzielne przedpołudnie 15 maja 2002 roku. Pracując przy stole, Sławomir Mrożek nagle stracił przytomność. Doznał udaru mózgu. Następstwem tego była afazja – utrata pamięci i zdolności posługiwania się językiem w mowie i piśmie. Tragedia dla każdego człowieka. Dla pisarza podwójna.

Wszystkiego musiał uczyć się od nowa – słów, liczb, życia. Susana go w tym wpierała, codziennie była przy mężu w szpitalu. Klaskała z nim w ręce, liczyła od jednego do dziesięciu, układała klocki i puzzle dla kilkulatków. Mimo postępów w rehabilitacji, „bilans klęski” – mówiąc słowami pisarza – był przygnębiający. Nie potrafił ułożyć sensownego zdania po polsku, nie rozumiał tego, co czytał, utracił zdolność posługiwania się komputerem i telefonem, nie umiał liczyć, otworzyć drzwi do mieszkania, panicznie bał się obcych ludzi. Pozostawało tylko słuchanie muzyki.

Proces odzyskiwania mowy, pamięci i utraconych umiejętności był długotrwały, ale stopniowo przynosił rezultaty. Za namową i przy wsparciu terapeutki Sławomir Mrożek zaczął pisać autobiografię „Baltazar”, co bardzo mu pomogło w pokonaniu afazji i powrocie do względnej normalności.

Nicea, życie mało dramatyczne

Ostatnie lata wspólnego życia państwo Mrożkowie spędzili w Nicei. Wybrali to miejsce ze względu na łagodny klimat, zalecany przez lekarzy. Zamieszkali blisko wybrzeża. Często spacerowali nadmorską promenadą, Sławomir Mrożek zawsze w kapelusiku, którego fason nie zmieniał się przez dekady. Śniadania jadali w małej restauracji Le Victor Hugo, nieopodal ich domu. Gdy spytano pisarza o jego życie na Lazurowym Wybrzeżu, stwierdził, że nie za bardzo jest o czym opowiadać. „Ja rozumiem, że po «Emigrantach», po wszystkim, co ja przeżyłem niegdyś, to, co teraz opowiadam, jest mało dramatyczne. Ale moim zdaniem takie jest życie; na początku dzieją się różne dramaty, a potem człowiek się starzeje”.

Pisarz zmarł 15 sierpnia 2013 roku w wieku 83 lat. Susana Osorio Mrożek mieszka za granicą, ale bywa w Polsce, wciąż ma tu przyjaciół. Na pytanie o życie po śmierci męża odpowiada łamaną polszczyzną: „Bardzo smutno…”

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Dia de Muertos - Święto Zmarłych w Meksyku, Uroda Życia
Getty Images

Meksykańskie Zaduszki – kolorowe, roztańczone i rozśpiewane. Skąd się wzięła ta tradycja?

Dzień Zmarłych w Meksyku jest kolorowy, huczny i wesoły.
Ola Synowiec
01.11.2020

Día de los Muertos, odpowiednik naszych Zaduszek, w Meksyku obchodzi się wesoło, hucznie i kolorowo. Dla „Urody Życia” o meksykańskich zwyczajach w noc z 1 na 2 listopada pisze Ola Janowiec, autorka bloga: mexicomagicoblog.blogspot.com: 1 listopada w Meksyku na dworcach, w restauracjach, a nawet w supermarketach wyrastają ołtarzyki dla zmarłych. Najbardziej imponujące można oglądać na głównym placu miasta Zócalo, kolejne – przy deptaku Francisco Madero, a te najsłynniejsze na tutejszym uniwersytecie, UNAM-ie. Szkoły organizują też konkursy na najpiękniejsze ołtarzyki, każda klasa przygotowuje jeden.  W piekarniach sprzedaje się pan de muerto, „chleb zmarłego”, czyli słodkie bułeczki drożdżowe. Cukiernie serwują zaś małe, kolorowe czaszki. – Tradycyjne robione były z cukru, teraz coraz częściej odchodzi się w stronę tych czekoladowych – wyjaśnia Sirani, moja meksykańska koleżanka. Sama kupuje kilka, tych z czekolady właśnie. – Na czole wypisuje się imię członka rodziny, kolegi lub koleżanki, a potem taką czaszeczkę daje się w prezencie w dowód sympatii – opowiada.  Miasto Meksyk – Parada masek na Dia de Muertos Już na tydzień przed właściwymi obchodami Święta Zmarłych w mieście Meksyk odbywa się z tej okazji parada. Jak na meksykańską historię jest to zwyczaj dość nowy, w 2019 roku parada odbędzie się dopiero po raz czwarty.  Zaczęto ją organizować po kolejnym filmie o Jamesie Bondzie, taka uroczystość pojawiła się bowiem w „Spectre” i pierwotnie nie miała nic wspólnego z meksykańskimi obchodami Día de los Muertos. – Musieliśmy stworzyć dodatkowe obchody z okazji Dnia Zmarłych, bo po Bondzie turyści zaczęli przyjeżdżać specjalnie na karnawał, jaki widzieli w filmie – wyjaśnia meksykański sekretarz...

Czytaj dalej
Jak cieszyć się życiem? Cytaty
Unsplash.com

Cytaty o życiu – te słowa pomogą ci pozytywnie pomyśleć o sobie i świecie

W tych trudnych czasach potrzebujemy słów otuchy, wsparcia, ale też drogowskazu, który podpowie nam, w którą stronę iść. Te cytaty mogą nam w tym pomóc.
redakcja „Uroda Życia”
03.12.2020

Jak cieszyć się z małych rzeczy i zachować pogodę ducha? Co mówią na temat kruchości i nieprzewidywalności życia filozofowie, pisarze, artyści? Słowa innych potrafią skłonić do nabrania nowej perspektywy. Cytaty o życiu, które warto znać „Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach”. – Maya Angelou Trzeba mieć, co się chce! I trzeba żyć, jak się chce!”. – Jerzy Pilch „Pogodna wesołość jest nagrodą uczciwego życia”. – Ernest Renan Czytaj też: Koreański sekret szczęścia: poznaj 6 zasad nunchi „Jeśli chcesz żyć dla siebie, trzeba, abyś żył dla innych”. – Seneka Młodszy „Aby życie było mądre, najważniejsza jest dobrze pojęta troska, po części o naszą teraźniejszość, po części o naszą przyszłość, tak aby jedno nie było przeszkodą dla drugiego”. – Arthur Schopenhauer „Nawet sprzeciwiać się życiu, dyskutować z nim, udowadniać życiu jego bezsens – nie można inaczej, tylko żyjąc”. – Sławomir Mrożek „Teraz nie pora myśleć o tym, czego ci brak. Lepiej pomyśl, co możesz zrobić z tym, co masz”. – Ernest Hemingway „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”. – Mark Twain „Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich”. – Andrzej Sapkowski „Jeżeli będę zajmował się tym, co myślą głupcy, nie będę miał czasu na to, o czym myślą ludzie inteligentni”. – Éric-Emmanuel Schmitt „Prawdziwy...

Czytaj dalej
Kajko i Kokosz
Mat. prasowe

„Kajko i Kokosz”: Postacie z kultowego komiksu będą przeniesione do serialu Netfliksa

„Kajko i Kokosz” to pierwsza polska animacja, która zostanie wyprodukowana przez Netfliksa. Premiera serialu już w 2021 roku.
Kamila Geodecka
07.12.2020

Tytułowi Kajko i Kokosz to postacie z kultowego komiksu stworzonego przez Janusza Christę. Obaj są słowiańskimi wojownikami oraz prawdziwymi przyjaciółmi, którzy na co dzień służą kasztelanowi Mirmiłowi i bronią swojej osady przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Wojownikom towarzyszy także uroczy smok Miluś. Razem walczą z największym wrogiem  – oddziałem Zbójcerzy pod wodzą Krwawego Hegemona. „Kajko i Kokosz” – kultowy komiks Komiks po raz pierwszy został wydany w 1972 roku. Od razu podbił serca dzieci i nie tylko. Niebawem każdy z dostępem do platformy Netflix będzie mógł powrócić do wspomnień z dzieciństwa. Dla młodszego pokolenia będzie to też szansa na zapoznanie się z kulturą polskiego komiksu. Jak zapowiadają twórcy, każdy z odcinków będzie opowiadał odrębną historię Kajka i Kokosza. Całość będzie jednak powiązana wątkiem przyjaźni i to właśnie motyw przyjaźni będzie nadrzędną wartością przedstawioną w serialu. Hołd dla Janusza Christy „Ten wybór był dla nas oczywisty. » Kajko i Kokosz « to bardzo wartościowy element polskiej kultury i nasz rodzimy fenomen. Na komiksowych przygodach dzielnych wojów wychowały się całe pokolenia, dlatego też pracujemy nad serialem z ogromną ekscytacją. Cieszymy się, że w animacji kultowe postaci ożyją i nabiorą jeszcze większej wyrazistości. Jesteśmy przekonani, że za sprawą Netflix, Kajka i Kokosza polubią też widzowie na świecie” – przekonywał Łukasz Kłuskiewicz, który zajmuje się pozyskiwaniem treści w Europie Środkowej. O nowym projekcie z ogromną ekscytacją wypowiada się także Ewelina Gordziejuk, showrunnerka, pomysłodawczyni i producentka wykonawcza serialu: „Serial » Kajko i Kokosz « to kino producenckie, które postanowiłam...

Czytaj dalej
linda paul
PAP/Photoshot

To była miłość aż po grób – Linda i Paul McCartney z The Beatles

Przez blisko 30 lat ani jednej nocy nie spędzili osobno. Byli zupełnie różni, ale udało im się jak rzadko której parze. Linda i Paul McCartney byli małżeństwem właściwie doskonałym.
Maria Fedro-Boniecka
03.11.2020

Koledzy McCartneya śmiali się, że bierze za żonę mało seksowną Amerykankę. Ale to Linda wyprowadziła go z depresji, gdy po rozpadzie Beatlesów czuł się bezużyteczny, pił i nie miał żadnego pomysłu na życie. Byli inni. Ona kochała pustynię, łąki i zwierzęta. On uwielbiał miasto i imprezy. A jednak udało się im jak rzadko której parze. Linda i Paul McCartney przeżyli ze sobą blisko 30 lat. „To musiała być magia / Wieczorem, gdy się poznaliśmy / Jeślibym cię nie zatrzymał / Zawsze bym tego żałował / Kilka minut później / Byłabyś już za drzwiami / Ja byłbym samotny / już na zawsze”, śpiewał Paul McCartney o ich pierwszym spotkaniu w piosence „Magic” z płyty „Driving Rain” wydanej niedługo po śmierci Lindy w 1998 roku. I z pewnością tak myślał z perspektywy niemal 30 wspólnie przeżytych lat. Intensywnych lat, w czasie których podobno nawet jednej nocy nie spędzili osobno. Czy istniało drugie takie małżeństwo? Prywatka u „The Beatles" Poznali się wiosną 1967 roku w londyńskim nocnym klubie Bag O’Nails, ale wtedy ani Lindzie, ani Paulowi ten wieczór nie wydał się szczególnie magiczny. 28-letnia amerykańska fotografka Linda Eastman przyleciała do Londynu na premierę płyty Beatlesów „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”. Kilka dni przed konferencją wypatrzyła Paula w klubie, gdzie bawiła się ze znajomymi. On ją też zauważył. Gdy zmierzała już do wyjścia, zagrodził jej drogę i powiedział: „Cześć, jestem Paul McCartney. Wychodzisz już? Może chciałabyś do nas dołączyć, idziemy dalej się bawić”. Linda odparła, że wie, kim jest, i chętnie dołączy. Spotkali się jeszcze na premierze płyty i przyjęciu wydanym z tej okazji. Zamienili kilka zdań. Potem Linda wróciła do Nowego Jorku. Trudno uwierzyć, że ich...

Czytaj dalej