„Super jest zagrać Marylę!” – mówi Karolina Piechota, którą zobaczymy w serialu „Osiecka”
Karolina Piechota / Fot. Joanna Florek i Michal Mazurkiewicz

„Super jest zagrać Marylę!” – mówi Karolina Piechota, którą zobaczymy w serialu „Osiecka”

„To intrygujące, że ktoś będzie mną na ekranie”, mówi Maryla Rodowicz i zapowiada, że będzie serial oglądać. Dla Karoliny Piechoty zagranie legendy polskiej sceny to rola marzeń – i jednocześnie duża odpowiedzialność.
Anna Zaleska
17.12.2020

Już 25 grudnia Telewizja Polska pokaże pierwszy odcinek długo oczekiwanego serialu „Osiecka”. Na ekranie mnóstwo znajomych postaci. Oprócz Agnieszki Osieckiej, którą zagrają Magdalena Popławska i Eliza Rycembel (we wczesnej młodości), zobaczymy też Marka Hłaskę, Jeremiego Przyborę, Elżbietę Czyżewską I oczywiście Marylę Rodowicz, którą z Agnieszką Osiecką połączyła przyjaźń i wiele niezapomnianych piosenek. W jej postać wcieliła się Karolina Piechota.

Anna Zaleska: Pierwsza myśl, gdy dostała pani rolę Maryli Rodowicz?

Karolina Piechota: Wow, jakie to super!

Wie pani, z kim walczyła o tę rolę?

Casting został tak zorganizowany, że nie miałam pojęcia, z kim rywalizuję. Nie było więc presji, że widzę inne kandydatki i muszę stanąć do rywalizacji. Bardzo sympatycznie to wszystko przebiegało.

Na pewno ważne było to, że pani jest nie tylko aktorką, ale też wokalistka?

Tak, myślę, że to był istotny składnik sukcesu. Mam w dorobku dużo piosenek, w których grałam ekscentryczne wokalistki i diwy. Śpiewałam między innymi piosenki Violetty Villas, Marylin Monroe, Cyndi Lauper i właśnie Maryli Rodowicz. Na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu wykonałam „Arię hrabiny” Stanisława Moniuszki. Na scenie zawsze bliżej mi było do barwnego ptaka niż melancholijnej, drobnej pieśniarki. Teraz myślę, że każdy krok, który podejmowałam w swojej twórczości, prowadził mnie w stronę takiej choćby roli jak Maryla Rodowicz. Czy to była piosenka aktorska, czy mój One Woman Show Lady ViVi.

Jaka będzie Maryla Rodowicz w pani wykonaniu?

Gram młodą Marylę, to są lata 70. i 80. Wchodząc na plan serialu, myślałam o tym, czy jesteśmy do siebie podobne, czy byśmy się polubiły, gdybyśmy miały możliwość poznania, jakie mamy punkty wspólne? Co nas łączy? Dużo też czytałam o swojej bohaterce, oczywiście. Wywiady z nią, opowieści innych ludzi czy wypowiedzi jej samej o sobie. Wyłoniła się z nich postać kobiety, która kocha życie, jest spontaniczna, pełna radości. Jakby celebrowała fakt, że jest na tym świecie. Poza tym kocha wysokich mężczyzn, lubi jeść i jest blondynką w dobrym tego słowa znaczeniu.

Maryla Rodowicz w młodości bardzo lubiła modę, mówiło się o niej, że ma najlepsze ciuchy w Warszawie. Jak się pani czuła w hippisowskich lookach z lat 70.?

Super! Dawno nie nosiłam takich ubrań w stylu hippie, zachwyciłam się nimi. Ujęło mnie to bardzo, że Maryla Rodowicz tak jak ja bardzo lubi kolory, trzeba mieć do tego wyobraźnię. Fajne kapelusze to teraz moja ulubiona część garderoby, choć pewnie nie mam takiej kolekcji jak Maryla.

Kiedy myślę o ważnych momentach ze wspólnej biografii Maryli Rodowicz i Agnieszki Osieckiej, nasuwa się na przykład festiwal w Sopocie z 1973 roku z utworem „Małgośka”. „Kiedy Maryla śpiewała „Małgośkę”, byłam w siódmym nie niebie”, pisała Osiecka.

W serialu będą te najważniejsze kultowe koncerty. Jako Maryla Rodowicz miałam szczęście stanąć na scenie i w Sopocie, i w Opolu. To zawsze było moim wielkim marzeniem w dzieciństwie, stanąć w świetle reflektorów. Zabawne, jak marzenia potrafią się spełnić (śmiech)

Jak pani widzi relację między Marylą Rodowicz i Agnieszką Osiecką?

Ja skupiłam się przede wszystkim na tym, dlaczego dwie tak różne osoby tak bardzo do siebie lgnęły. Najwyraźniej jakoś dopełniały się wzajemnie. Moim zdaniem Agnieszka Osiecka cieszyła się Marylą Rodowicz, jej obecnością, nawet jej widokiem. A Maryla rozpływała się w tej uwadze. Czasem po prostu kocha się kogoś za to, jakim jest. Ta druga osoba zaś ceni sobie to, że może być sobą. Jeśli twoją przyjaciółką jest tak znakomita poetka i tak nadzwyczajnie mądra osoba jak Agnieszka Osiecka, to tym bardziej można przy niej poczuć wewnętrzną wolność.

W wywiadzie dla „Urody Życia” Maryla Rodowicz mówiła, że z Agnieszką zawsze było jak w filmie. Wspólne wyjazdy do Bułgarii autokarem Orbisu, przechodzenie przez płot, żeby dostać się na plażę Grand Hotelu i patrzeć na księżyc nad Sopotem…

Zastanawiam się, która z pań była bardziej szalona. Jedna miała pomysł, a druga za nim szła i wypełniała go jeszcze sobą. Ale na ten temat na pewno sama pani Rodowicz więcej mogłaby opowiedzieć. Może kiedyś będę miała okazję ją poznać i posłuchać.

Maryla Rodowicz mówi: „To intrygujące, że ktoś będzie mną na ekranie”. To chyba dodatkowa trudność grać realną postać, która w dodatku zapowiedziała, że będzie ten serial oglądać?

Starałam się o tym nie myśleć, bo cóż to za ogromna odpowiedzialność! Uznałam, że najważniejsze będzie, gdy skupię się na zagraniu relacji między Marylą Rodowicz i Agnieszką Osiecką i to starałyśmy się z Magdą Popławską jak najlepiej ukazać.

Znów zacytuję Marylę Rodowicz: „Tego się od Agnieszki nauczyłam. Żeby nie dawać się smutkowi. Oczywiście na początku życiowej dramy nie jest tak łatwo, ale w końcu przychodzi moment, kiedy już można trochę z tym smutkiem odpuścić”.

Niesamowite, bo to przecież Agnieszka Osiecka wydawała się osobą bardziej melancholijną, smutną, a uczyła innych, by nie dawać się smutkowi. Z kolei Maryla Rodowicz jest kojarzona z radością, a potrzebuje usłyszeć, że ze smutkiem trzeba odpuścić. Może więc jedna była na pozór radosna, a wewnątrz siebie nosiła dużo smutku, a druga pisała smutne teksty, ale potrafiła cieszyć się życiem, chwytać chwile? Z aktorstwem jest trochę jak z malowaniem, nie wszystko można dookreślić, zdefiniować.

W których piosenkach najlepiej się pani odnajdowała?

Pierwsza to „Damą być”. Ta piosenka towarzyszy mi od momentu, w którym stałam się aktorką. Dzięki niej dostałam się od szkoły aktorskiej. Bardzo mi się podobało, jak Maryla Rodowicz ją śpiewa, czułam, że to pasuje do mojej ekspresji. Uwielbiam też „Niech żyje bal”, „Sing Sing”, „Wariatka tańczy”. No i bardzo lubię „Małgośkę”. Jest w tej piosence coś, co mnie denerwuje, i zarazem coś, co mnie zachwyca. Jak dobre perfumy, które mają jednocześnie podobać się i drażnić.

Drogi obu pań zaczęły się rozchodzić, gdy Maryla Rodowicz została mamą i nie była już tak dobrym kompanem do przygód.

Tak, to też czuć w utworze „Niech żyje bal”, który symbolicznie kończy pewien etap w ich życiu. Słychać w nim już dojrzałość. Gdy wchodziłam na plan serialu, sama przed rokiem zostałam mamą i ten okres w życiu kobiety bardzo dobrze rozumiem. Bardziej musiałam się przygotować do czasów „Małgośki”, mentalnie wrócić do własnej szalonej młodości. Przyjemnie przypominać sobie, jak się żyło będąc taką beztroską dziewczyną.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Maryla Rodowicz, Agnieszka Osiecka
East News

„Gdyby żyła, napiłybyśmy się winka” – Maryla Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką 

To Agnieszka Osiecka napisała dla niej największe hity: „Małgośkę”, „Niech żyje bal” albo „Sing sing”. Razem tworzyły, bawiły się, wyjeżdżały na wakacje. Ich przyjaźń trwała dziesięciolecia, aż do śmierci poetki.
Magdalena Felis
19.02.2020

Premiera serialu „Osiecka” o zmarłej 23 lata temu wspaniałej autorce piosenek została przesunięta na jesień. U nas już teraz opowieść Maryli Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką, wspólnej pracy, o bułgarskich niedźwiedziach i różowym szampanie, którym poetka witała ją na lotniskach. Magdalena Felis „Uroda Życia”: Grywała pani w tenisa z Osiecką? Maryla Rodowicz: Agnieszka nie była zainteresowana sportem, chociaż w młodości trenowała pływanie na Legii. Zdaje się, że to był pomysł jej ojca. A później, za nagrodę w Opolu w 1963 roku za zwycięską „Piosenkę o okularnikach”, kupiła motorówkę, właściwie to wystarczyło na pierwszą ratę. Łódka była dla szpanu! Chodziło o to, żeby ją mieć. To nie były moje czasy, ale wiem, że Agnieszka nazwała ją „Mr. Paganini” na cześć piosenki Elli Fitzgerald. Lubiła się pokazać? Kiedy miała ochotę, wkładała te swoje ekscentryczne kapelusze, ale generalnie nie przywiązywała wagi do wyglądu. Kiedyś spotkałyśmy się w Zakopanem, patrzę, a Agnieszka ma na sobie spodnie narciarskie jak z lat 50. I na moje zdziwienie powiedziała, że to właśnie są spodnie z lat 50. Mawiała, że nie interesuje się modą, a moda nie interesuje się nią. Kiedyś spotkałyśmy się w Nowym Jorku, Agnieszka zabrała mnie do Eli Czyżewskiej. To było romantyczne mieszkanie, z kominkiem i tarasem, przy którym rosło wielkie drzewo. Przez otwarte okno wpadały do pokoju liście. Siedzimy w tym pokoju, a Ela mówi nagle: „Boże, jakie ty masz okropne ciuchy! Rozbieraj się!”. I wrzuciła je do tego kominka.  Wakacje w Bułgarii i „Apetyt na czereśnie” Ale pani miała wtedy chyba najlepsze ciuchy w Warszawie! Agnieszka lubiła grzebać w pani szafie?...

Czytaj dalej
Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski
PAWEL DABROWSKI/East News

Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam”

Ona — z hitem „Małgośka” na koncie święciła triumfy na największych festiwalach muzycznych w Polsce. On — słynny Kmicic z ekranizacji „Potopu”, bohater, w którym kochały się wszystkie dziewczyny. W czasach PRL-u o burzliwym romansie Maryli Rodowicz i Daniela Olbrychskiego mówili wszyscy.
Sylwia Arlak
10.12.2020

On narzekał, że ona nie ma dla niego czasu. Ona miała już dosyć jego przygód z alkoholem. W końcu powiedziała „dość” i pojechała na Mokotów do domu przyjaciela. Do Daniela od dawna dochodziły plotki o romansie ukochanej. Nie chciał im wierzyć, ale mówiono, że Maryla spodobała się Andrzejowi Jaroszewiczowi, synowi ówczesnego premiera. Zadzwonił do jego domu, a kiedy odebrała Maryla, oświadczył, że zaraz po nią przyjedzie. W ciągu dziesięciu minut miał pojawić się przed willą. Dotarł na miejsce, ale jego ukochanej nie było. Nie powiedziała: zostań, nie odchodź Kiedy wbiegł do domu i zobaczył, jak Maryla i jej adorator siedzą przy stole, popijając alkohol, przestał nad sobą panować. „Furtka na posesję była zamknięta, więc przeskoczył przez parkan. Gdy wszedł do środka, Jaroszewicz dostał w dziób” — opowiadała w jednym z wywiadów artystka. Maryla kazała Danielowi natychmiast wyprowadzić się z jej wynajmowanego mieszkania przy alei Szucha. Zmieniła zdanie, gdy po powrocie nad ranem do domu zobaczyła ukochanego. „Żal jej było, że coś się kończy. Nie powiedziała: »Zostań! Nie odchodź!«. Nie, tylko trzymała jedną rączką za skarpetę, a jej palec po palcu odginałem i tak spakowałem się”, wspomina Olbrychski w książce „Maryla. Życie Marii Antoniny”. Ich romans zaczął się trzy lata wcześniej. Na początku lat 70. oboje byli u szczytu sławy. Poznali się w 1973 roku na jednym z bankietów przygotowanych przez organizatorów koncertu Maryli. Jak wspominali członkowie jej zespołu, od razu wpadli sobie w oko. Olbrychski nie tylko zafascynował się jej urodą, ale też pasją do motoryzacji. Rodowicz kupiła sobie czerwone porsche 914, auto, o którym w czasach PRL-u większość osób mogła jedynie pomarzyć.   Nawet Olbrychski jeździł...

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka
East News

Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością

On zakochał się od pierwszego wejrzenia, ona długo nie wiedziała, o co jej chodzi. Flirtowała, bo tak miała w zwyczaju. Kochała jego piosenki, jak cała Polska. Najpierw zakochała się w jego listach, dopiero potem w nim samym.
Sylwia Arlak
21.08.2020

Byli piękni, piekielni zdolni i kompletnie niedopasowani. Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora dzielili miłość do poezji, ale pochodzili z dwóch różnych światów. Ona – 28-letnia outsiderka, nie umiała usiedzieć w jednym miejscu, wciąż gdzieś goniła. Żeby żyć, musiała czuć się wolna. I dla nikogo nie chciała tego zmieniać. On, starszy od niej o 21 lat, był domatorem. Cenił sobie życie rodzinne i spokój. Ich miłość była bardzo intensywna. Trwała dwa lata i wygasła. Mistrz i Agnieszka Po raz pierwszy usłyszała o nim, gdy w 1958 roku założył telewizyjny Kabaret Starszych Panów. Jako 22-letnia studentka reżyserii była pod ogromnym wrażeniem jego talentu aktorskiego i poetyckiego. Sławny i czczony artysta inspirował ją. Pod wpływem mistrza zrezygnowała ze świata filmu i wybrała pisanie. Osobiście poznali się sześć lat później. Kariera 49-letniego Jeremiego Przybory kwitła, gorzej z życiem prywatnym. Artysta miał dwójkę dzieci (córka była mniej więcej w wieku Osieckiej) i tkwił w drugim, nieudanym małżeństwie. Agnieszka Osiecka miała 28 lat i już była po rozwodzie. I wielu miłosnych przejściach. Dopiero zaczynała przygodę z poezją. Jeremi Przybora zakochał się w Agnieszce Osieckiej od pierwszego wejrzenia. To on zabiegał o pierwsze spotkania, dzwonił i nieśmiało pisał krótkie wiadomości. Ona nie dawała im szans. Traktowała tę znajomość z dystansem. Flirtowała, bo to był jej styl bycia, ale nie chciała rozbudzać w nim nadziei na więcej. Aż w końcu wpadła. Romans nabierał mocy, choć głównie na papierze, bo zakochanym trudno było się spotkać. „Nie przypuszczałem, że będę stąd pisał z taką tęsknotą do panienki, którą tyle lat temu spotkałem w pewnej deszczowej piosence, i też nic o tym nie wiedziałem. Paryż owszem, ładne miasto,...

Czytaj dalej