Marek Hłasko został gwiazdą. „U nas wszystkie gwiazdy spadają” – mówiła jego matka, Maria Hłasko
East News

Marek Hłasko został gwiazdą. „U nas wszystkie gwiazdy spadają” – mówiła jego matka, Maria Hłasko

„Obustronna zaborczość” – tak została nazwana relacja Marka Hłaski z jego matką. Oboje mieli swoje powody, oboje byli zagubieni i oboje cierpieli.
Kamila Geodecka
12.01.2021

Był naszym polskim Jamesem Deanem. Chcieliśmy go widzieć jako rosłego mężczyznę, kochanka wielu kobiet i mężczyzn, buntownika z papierosem w ustach. Uwielbiał samochody i szybkość. Był piękny i dwudziestoletni – zawsze i na wieczność. W końcu odebraliśmy mu ludzki wymiar.

Relacja Hłaski z matką pokazuje nam jednak, jak wielowymiarową był postacią. Jak w chwili bólu zęba pisał z płaczem do mamy. Jak bał się, że ją straci, gdy w jej życiu pojawił się nowy partner. Pokazuje także matkę dumną z sukcesu syna, ale także przerażoną tym, że właśnie przez jego sławę może go stracić.

Czytaj także: Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam”

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Marek Hłasko – wróg na horyzoncie

Marek Hłasko od wczesnego dzieciństwa był bardzo zżyty z mamą. Jeszcze przed wojną jego ojciec był już w związku z inną kobietą, a zaraz po rozpoczęciu okupacji Warszawy mężczyzna zmarł. Maria Hłasko została sama z 9-letnim synem. Dookoła toczyła się wojna, a ona nie mogła liczyć na nikogo. W 1943 roku poznała Kazimierza Gryczkiewicza, starszego mężczyznę, który zaraz po wojnie został jej mężem.

Mimo że Gryczkiewicz  bardzo pomagał rodzinie, dla Marka stał się wrogiem, który zabrał mu matkę. Prawdziwy konflikt rozpoczął się, gdy cała rodzina zamieszkała razem. Były awantury, kłótnie i sceny zazdrości. „Kocham Ciebie tak samo, jak kochałem, lecz mi przykro, że wolisz obcego człowieka niż mnie” – pisał Hłasko do matki. Z listów wynika jednak, że z czasem mężczyźni dogadali się ze sobą, a sam pisarz potrafił odnosić się do męża matki z szacunkiem: „Jednak znaleźliśmy wspólny język. Tak musiało być”. Kontakt z matką nigdy później już nie przypominał stabilnej relacji.

Marek Hłasko miał jakby dwie matki: jedną kochał nad życie, drugiej nienawidził za zdradę. Jednego dnia potrafił wysłać jej listy z groźbami, drugiego przepraszać i zapewniać o swojej miłości. Andrzej Czyżewski, kuzyn Hłaski, trafnie pisze o ich relacji, nazywając ją „obustronną zaborczością”.

Czytaj także: To była artystyczna miłość! Historia Agnieszki Osieckiej i Marka Hłaski

„Całuję twoje święte dla mnie ręce”

W listach wysyłanych do matki Marek Hłasko przyjmuje różne role. Jako nastoletni chłopak potrafił pisać z płaczem, prosząc matkę o odwiedziny. „Kochana Mamusiu, tęsknię za tobą tak potężnie, że nie masz pojęcia. Błagam Cię na wszystkie świętości, przyjedź do mnie w niedzielę. Mamusiu, jeszcze tego samego dnia, co wyjechałaś, gdy stałem na warcie w nocy, to aż płakałem. Dlatego czekam niedzieli z utęsknieniem, bo wiem, że się rozmyślisz i przyjedziesz do mnie […]. Mamo, błagam Cię na wszystko, przyjedź do mnie. Mamusiu, żebym był mógł z tobą porozmawiać, tobym cię jakoś przebłagał. Ale tu nie mogę się wypowiedzieć. Pamiętaj o tym, że pisząc ten list, płaczę. Zrobisz, jak uważasz, ale cóż mnie biednemu kto poradzi. Mamo, błagam Cię ze łzami w oczach, których ty nie widzisz, przyjedź do mnie” – pisał rozżalony chłopak na obozie harcerskim.

Miał wtedy 12 lat. W innym liście pisał, że nie rozumie, jak inni chłopcy mogą być tak weseli z dala od domu. Widocznie tęsknił za matką, mimo że jego koledzy cieszyli się już wolnością. Pragnął jej uwagi, szantażował ją i jej groził. „Chciałbym, żebyś przyjechała i poszła ze mną do jakiegoś dobrego doktora, na przykład zauważyłem, że na lewe ucho nic nie słyszę, a prawe mnie ciągle boli. Codziennie biorę po parę proszków [...]. Mamo przyjedź koniecznie, bo sobie zrobię coś złego” – zastraszał Marię Hłasko.

Później przepraszał, pisząc: „Wiem, że napisałem głupi i zły list. Wiem i bardzo mi teraz przykro i smutno”. To rozchwianie nastrojów nigdy się nie skończyło. Marek Hłasko do końca życia na zmianę pisał do swojej matki listy pełne pochwał oraz te wypełnione szantażem emocjonalnym.

Czytaj także: Hollywood? Nasi byli tam pierwsi!

„U nas wszystkie gwiazdy spadają”

Maria Hłasko starała się bronić syna. „Dobrze byłoby dla radia nagrać taką rozmowę, abym mogła powiedzieć o Marku coś prawdziwego. Taką prawdę, która odkłamałaby wszystko, co o nim się mówi. Bo o nim mówi się bardzo dużo, ale bardzo mało się wie” – mówiła w jednym z wywiadów radiowych. Jak wspominała, Marek zaczął pisać bardzo wcześnie – już w wieku 17 lat napisał „Sonatę marymoncką”.

Duma matki była wielka. „Zaczęli go drukować. Nawet nie wiem, kiedy stał się gwiazdą” – mówiła. Potem duma przerodziła się w obawę. „To jest bardzo niebezpieczne. U nas wszystkie gwiazdy spadają. Ja się tego bardzo bałam. Nie umiałam się tym cieszyć. Bałam się, że to się źle skończy”.

Z zapisanych w pamiętnikach i listach słów oraz z relacji samej Marii Hłasko widać, jak wielowymiarowe było życie pisarza. To nie tylko romanse i niebezpieczne trasy samochodami. To także bezgraniczna miłość do matki, trudne relacje rodzinne i próba otoczenia troską swoich bliskich. To także strach matki o dobro swojego syna, który nie był dla niej symbolem buntu, a jedynym dzieckiem, które pewnego dnia wyjechało z kraju i już nigdy nie wróciło.

Marek Hłasko zmarł w wieku 35 lat – może popełnił samobójstwo, być może przypadkiem wziął za dużą liczbę tabletek. Maria Hłasko po śmierci syna zajęła się pielęgnowaniem jego legendy. Zbierała wycinki z gazet, w których pojawiały się recenzje jego opowiadań, zdjęcia i listy. Była samotna, nie przyjmowała zaproszeń od rodziny i znajomych – nawet na najważniejsze uroczystości. Zmarła w 1987 roku.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Agnieszka Osiecka
East News

Agnieszka Osiecka i jej listy do Jeremiego Przybory. Nikt tak nie pisał o miłości!

Miłość Agnieszki Osieckiej do Jeremiego Przybory zaczęła się od listów. Oto najpiękniejszy cytaty z korespondencji artystów.
Kamila Geodecka
05.01.2021

Agnieszka Osiecka była wtedy młodą studentką, Jeremi Przybora – mężczyzną w średnim wieku. Ona z nim flirtowała, on się zakochał. Ich miłość trwała 2 lata i była owiana tajemnicą do tego stopnia, że nawet najbliżsi nic o niej nie wiedzieli. Pozostały jednak listy, kartki i pocztówki, które pokazują nam, jak chaotyczne, ale i mocne było uczucie Agnieszki Osieckiej do Jeremiego Przybory. Czytaj także:  Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością Agnieszka Osiecka – listy do Jeremiego Przybory „Masz rację, że tęsknota może mieć różne kolory. Ze ślicznej, wesołej Anglii tęsknię do Ciebie jak spod pieca. Z Paryża tęsknię ponuro i z zaciśniętymi zębami. Paryż to jest karuzela, na której kiedyś złamałam nogę i nie umiem się tu bawić. Chyba że z Tobą”. „Kochanie! Piszę do Ciebie w kropki. A może to nie kropki, tylko łzy (na taki temat, że Ciebie nie ma ze mną)”. „Często kocha się »z przerwami«. To znaczy czasem jest tak, że aż brzuch boli i oczy pieką, a czasem jest tak, »że można wytrzymać« i w ogóle myśli się mocno o czym innym”. „Kochany mój! Paryż bez Ciebie jest jeszcze bardziej bez sensu, niż można się było spodziewać. Wieczorami, kiedy bulwary zaczynają błyszczeć i pozować na obrazy znanych malarzy, to po prostu można zwariować. Jestem tu zupełnie odizolowana. […] Nie mam codziennych krzątanin i znajomych warszawskich czy londyńskich, mam tylko dekorację, w której brakuje bohatera. Przymierzam do Ciebie krawaty i piżamy ze wszystkich wystaw i wyobrażam sobie Ciebie w tutejszym łóżku”. Czytaj także:   „Gdyby żyła, napiłybyśmy się winka” – Maryla Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką...

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka
Zenon Zyburtowicz/East News

Agnieszka Osiecka wymyśliła hasło reklamowe Coca-Coli. 5 mało znanych faktów o Osieckiej

Agnieszka Osiecka to jedna z najpopularniejszych polskich poetek. Chociaż powstają o niej filmy i seriale, jej życie wciąż skrywa zaskakujące fakty. Oto kilka z nich.
Kamila Geodecka
08.01.2021

Starszemu pokoleniu Agnieszka Osiecka może kojarzyć się z minionym czasem PRL-u, ze znaną „Białą bluzką” czy miłością do buntowniczego Marka Hłaski. Młodszemu pokoleniu poetka, i cytaty z jej wierszy, wciąż daje otuchę w chwilach pierwszych złamań serc. Nawet ci, którzy nie czytają poezji, wiedzą, że Saska Kępa w maju pachnie szalonym, zielonym bzem, a życie to bal jest nad bale. Jest jednak parę rzeczy, których być może jeszcze nie słyszeliśmy o Agnieszce Osieckiej. Czytaj także:  „Gdyby żyła, napiłybyśmy się winka” – Maryla Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką  Maszyna do pisania Marka Hłaski  Agnieszka Osiecka i Marek Hłasko to para, która do dziś wzbudza wiele emocji. Romans był burzliwy, pełen wzlotów i upadków. Trudno się dziwić – oboje byli buntownikami o zacięciu artystycznym. Agnieszka poznała Marka, gdy miała 19 lat, i w pewien sposób ten romans był z nią do końca życia. Po Hłasce została jej bowiem maszyna do pisania, która stała na jej biurku aż do śmierci. „Coca-Cola. To jest to!” Agnieszka Osiecka potrafiła pisać piękne wiersze o miłości i młodości, a także… tworzyć hasła reklamowe. Poetka w 1982 roku wygrała konkurs na pierwszy slogan reklamowy Coca-Coli w Polsce.  Hasło „Coca-Cola. To jest to!” reklamowało napój gazowany przez 10 lat! Podobno Agnieszka Osiecka postanowiła zgłosić się do konkursu, ponieważ uwielbiała Stany Zjednoczone i ich kulturę. W młodości udało jej się nawet odbyć podróż stypendialną po Ameryce. Nic dziwnego, że postanowiła wymyślić hasło reklamowe akurat dla tego produktu. Coca-Cola to czysty symbol kultury amerykańskiej.   Na co wydała honorarium? Z jednej strony możemy znaleźć informacje, że za zarobione pieniądze Osiecka kupiła...

Czytaj dalej
Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska
Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska. Fot. Archiwum Filmu/Forum, Roman Sumik/Archiwum Filmu/Forum

Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska: Książę i Tetetka, czyli najsmutniejsza historia miłosna PRL-u

Oboje w latach 50. szturmem zdobyli kino. Ona alkoholiczka, on cyklofrenik. Ta miłość musiała się bardzo źle skończyć.
Magdalena Żakowska
03.12.2020

„Pojawiła się w moim życiu niczym płonący meteor” – pisał o niej reżyser Kazimierz Kutz i to jest bardzo dobre porównanie, bo Teresa Tuszyńska była płonącym meteorem. Urodziła się na początku wojny, a po powstaniu warszawskim wraz z matką i starszym bratem odbyła dramatyczną podróż do Oświęcimia – w ostatniej chwili, tuż przed stacją końcową, udało im się uciec z pociągu. Po wojnie wrócili do dawnego mieszkania na Woli, a po kilku latach odnalazł się także ojciec Teresy Tuszyńskiej, zesłany do obozu pracy w Niemczech. Ojciec wraz z bratem otworzyli zakład masarski i dobrze im szło. Tuszyńska nie potrafiła się tak łatwo odnaleźć w nowej rzeczywistości. Była na tyle trudnym dzieckiem, że rodzice zdecydowali się wysłać ją do szkoły z internatem prowadzonej przez siostry zakonne. Ale one też z nią długo nie wytrzymały i odesłały z powrotem do domu. Już zawsze będzie sprawiała wszystkim trudności. Dziewczyna z ekranu W szkole miała opinię zdolnej, ale krnąbrnej uczennicy. Zresztą, dużo bardziej od nauki interesowała ją moda, muzyka i imprezowanie. Już jako czternastolatka w towarzystwie dużych starszych kolegów chodziła na potańcówki do modnego wśród artystów klubu Stodoła. Bywali tam Roman Polański, Janusz Morgenstern, Krzysztof Komeda, Agnieszka Osiecka, a także fotografowie łowiący dziewczyny na okładki kolorowych magazynów. Tym sposobem wylądowała na okładce „Kobiety i Życia”. A była tak piękna, że raz ją widząc, nie sposób już było o niej zapomnieć.  Kiedy magazyn „Film” ogłosił konkurs „Piękne dziewczyny na ekrany” Teresa Tuszyńska miała 16 lat i właśnie ostatecznie wyrzucono ją ze szkoły. Nie spełniała więc dwóch podstawowych kryteriów konkursu: nie miała ukończonych 17 lat i średniego...

Czytaj dalej
Irena Kwiatkowska
East News

Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski: „Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był moim piorunochronem”

Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski byli celebrytami. Żyli w luksusie i podróżowali po świecie, ale byli też w pełni oddani pracy. W tym wszystkim potrafili znaleźć swój sposób na miłość.
Kamila Geodecka
08.01.2021

Irena Kwiatkowska była prawdziwą gwiazdą. Grała w Kabarecie Starszych Panów oraz w Teatrzyku Zielona Gęś. Potem prawdziwą sławę zyskała jako „kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi” w „Czterdziestolatku”. Role dla niej pisali najwięksi – między innymi Jeremi Przybora czy Konstanty Ildefons Gałczyński. Była bezkompromisową perfekcjonistką, która początkowo nawet nie myślała o tym, żeby wychodzić za mąż. Pewnego dnia spotkała jednak Bolesława Kielskiego. Był spikerem radiowym i prowadzącym teleturniej „Kółko i krzyżyk”. Ponadto był prawdziwym erudytą. Znał języki i jeździł po świecie w roli tłumacza. Po dwóch latach narzeczeństwa wzięli ślub i aż do śmierci nic ich nie rozłączyło.  Czytaj także:  Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością Kobieta jeszcze kochliwa W czasach nastoletnich Irena Kwiatkowska uwielbiała bawić się w towarzystwie. Miała sporo koleżanek, z którymi potrafiła cały czas rozmawiać o chłopcach. Podobno była bardzo kochliwa i nie bała się flirtu z młodymi – i nie tylko – mężczyznami. Z jej pamiętnika możemy się dowiedzieć między innymi o tajemniczym „B”, z którym młoda Irena prowadziła wiele rozmów na tematy psychologiczne. Mężczyzna pożyczał jej wiele książek, o których dyskutowali. Wśród lektur znalazł się między innymi Freud. Jak się później okazało, tym fascynującym rozmówcą był Stefan Baley, który przed wojną był znanym warszawskim psychologiem zajmującym się tematami twórczości. Kwiatkowska nie miała wtedy jeszcze 20 lat, on był już dojrzałym mężczyzną. Trudno powiedzieć, czy ich znajomość miała głęboki charakter romantyczny. Wiemy jednak, że nastoletnia Irena bardzo...

Czytaj dalej