Diane Setterfield, autorka „Trzynastej opowieści”: „Odczuwam radość, że mogłam stworzyć historię, która pomogła komuś w życiu”
Susie Barker/materiały prasowe

Diane Setterfield, autorka „Trzynastej opowieści”: „Odczuwam radość, że mogłam stworzyć historię, która pomogła komuś w życiu”

Znakomita brytyjska pisarka Diane Setterfield powraca do swojej głośnej debiutanckiej „Trzynastej opowieści”. I zdradza, co w pisaniu książek jest najpiękniejsze.
Anna Zaleska
22.03.2021

Zrezygnowała z pracy na uniwersytecie, by całkowicie oddać się pisaniu. Nie wyobraża sobie jednak wydawania jednej książki rocznie. Z Diane Setterfield o przyjemności – i frustracji – płynącej z pisania rozmawia Anna Zaleska.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Diane Setterfield nie planuje być drugą Agathą Christie

Anna Zaleska: Odkąd „Trzynasta opowieść” ukazała się drukiem, minęło 15 lat. Gdy pani patrzy na nią już jako pisarka z dużym dorobkiem, napisałaby ją dziś inaczej?

Diane Setterfield: „Trzynastej opowieści” zawdzięczam to, że zostałam pisarką, będzie więc dla mnie zawsze szczególna. Od tamtego czasu dojrzałam jednak jako autorka, więc czerwony długopis w mojej głowie wyrywa się, by usunąć słowo czy zwrot, zmienić rytm zdania. Ale to, co najważniejsze, bym zostawiła. Aureliusz, piekarz sierota, jest mi bliski. Cieszę się, że upierałam się przy Margaret, która była najtrudniejszą postacią do napisania. Jestem zadowolona, że nie określiłam dokładnie, kiedy toczy się akcja, co czyni „Trzynastą opowieść” czymś w rodzaju baśni. I nadal podoba mi się to, co zwykłam nazywać srebrną nicią: opisy książek i czytania. To powieść dla miłośników literatury i oni to lubią.

Bohaterka pani powieści Vida Winter napisała 56 książek przez 56 lat. Można przez rok napisać dobrą powieść?

Agatha Christie wydawała zwykle książkę raz w roku, po stu latach wciąż je czytam z wielką przyjemnością. Więc tak, jest to możliwe. Ale niewielu się udaje. Ja pracuję wolniej z kilku powodów. Często myślę o Henryku Ibsenie, norweskim dramatopisarzu. Jego żona była jego osobistą asystentką i „doradcą kreatywnym”. Ponieważ ta praca zajmowała jej dużo czasu, mieli pomoc domową. Gospodyni nie gotowała, więc mieli też kucharza. Ani gospodyni, ani kucharz nie mogli wydawać posiłków, więc mieli do tego służącą. Ale pokojówka nie mogła wykonywać brudnej roboty, takiej jak sprzątanie, ponieważ musiała wyglądać nieskazitelnie, kiedy otwierała drzwi wejściowe, więc mieli do tego inną pokojówkę. Innymi słowy, sześć osób zostało zatrudnionych, aby stworzyć okoliczności, w których jeden człowiek mógłby pisać sztuki.

Czytaj też: Agatha Christie pisała kryminały, ale w życiu była bohaterką tragicznego romansu

Nic dziwnego, że Ibsen napisał ich sporo.

Często myślę, o ile więcej mogłabym napisać, gdyby inni ludzie robili mi zakupy i przygotowywali posiłki, szukali informacji o najlepszej firmie ubezpieczeniowej i przestudiowali instrukcję lodówki, aby dowiedzieć się, dlaczego wydaje dziwne odgłosy… Ale szczerze mówiąc, nawet z panią Ibsen i domem pełnym służby nie sądzę, żebym była w stanie wyprodukować książkę rocznie. Potrzebuję czasu, by postacie ożyły w mojej głowie, by pomysły dojrzały.

Zrezygnowała pani z pracy na uniwersytecie, by mieć czas nie tyle na pisanie, co na czytanie…

Byłam pierwszą osobą w mojej rodzinie, która poszła na uniwersytet, a uzyskanie doktoratu znacznie przewyższało to, czego ktokolwiek ode mnie oczekiwał. Moja praca na uniwersytecie była pewna, dawała mi dochód i status. Uwielbiałam prowadzić zajęcia z literatury francuskiej. Mimo wszystko czułam się nieszczęśliwa. Kiedy patrzę na swój dziennik czytania z lat, kiedy byłam wykładowcą, widzę, jak mało czytałam poza pracą, dla przyjemności. A ja tego bardzo potrzebuję. Czytam, aby odpocząć od zmartwień i prawdziwego życia, a kiedy wracam do rzeczywistości, czuję się odświeżona i gotowa na wyzwania. Po pięciu latach pracy akademickiej, mając za mało czasu na lekturę, poczułam się wyczerpana. To był ten rodzaj wyczerpania, którego ignorowanie jest niebezpieczne.

Czytaj też: Pięć znakomitych powieści, dzięki którym lepiej zrozumiesz siebie

Pisanie to też przyjemność?

Hmm… Dobry pomysł daje pewną dawkę dopaminy. Ale samo tworzenie to mieszanka przyjemności i frustracji. Prawdziwa przyjemność przychodzi potem. Czasami na festiwalu literackim zauważam czytelnika, który czeka, aż wszyscy wyjdą. Na koniec podchodzi i cichymi słowami mówi o swoim życiu i o tym, co znaczyło dla niego przeczytanie mojej książki. Pewien rybak z Yorkshire powiedział mi, że podczas pogrzebu przyjaciela przeczytał fragment z powieści „Była sobie rzeka”. W Meksyku młoda kobieta wyznała, że dotarcie sfatygowanego egzemplarza „Trzynastej opowieści” do jej wioski otworzyło jej drzwi w głowie, co doprowadziło do podjęcia nauki i zostania nauczycielką. W takich chwilach odczuwam radość, że mogłam stworzyć historię, która pomogła komuś w życiu. To właśnie od dzieciństwa robiły dla mnie książki.

Trzynasta opowieść, Diane Setterfield
materiały prasowe

Diane Setterfield jest też autorką powieści „Była sobie rzeka” i „Człowiek, którego prześladował czas”.

***

Wywiad ukazał się w „Urodzie Życia” 2/2021

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Agatha Christie i Max Mallowan
Getty Images

Agatha Christie pisała kryminały, ale w życiu była bohaterką tragicznego romansu

„Zaletą posiadania męża archeologa jest to, że im żona starsza, tym bardziej mu się podoba”, powiedział ktoś o ich małżeństwie. To zdanie raniło Agathę Christie przez lata.
Patrycja Pustkowiak
07.09.2020

Agatha Christie bała się kolejnego ślubu jak diabeł święconej wody. A potem bała się rozwodu. Słynna pisarka, autorka ponadczasowych kryminałów z Herculesem Poirotem i panną Marple  przeżyła z drugim mężem Maxem Mallowanem ponad 40 lat, płacąc za to jednak niemałą cenę. Agata Christie i Max Mallowan – historia wielkiej miłości pisarki Na życiowe zakręty dobra jest podróż. Jak najdalsza i jak najdłuższa, byle uciec od wspomnień. Agatha Christie długo się nie wahała. „Orient Express: to było marzenie mojego życia” – przyznała, wsiadając do pociągu. Był 1928 rok, sławna już pisarka miała wtedy 38 lat i właśnie rozwiodła się z pierwszym mężem, Archibaldem Christie, który odszedł do innej kobiety. W podróż na Środkowy Wschód ruszyła całkiem sama. I choć obiecywała sobie, że już nie zaangażuje się w żaden związek, pozwoliła, by los raz jeszcze ją zaskoczył.  „Chudy, ciemnowłosy, bardzo małomówny” – oto pierwsze wrażenia pisarki na temat tego, który miał zostać jej drugim mężem. Max Mallowan był znajomym kierownika wykopalisk w Ur, profesora Leonarda Woolleya i jego żony. Kiedy Christie odwiedziła ich po raz pierwszy podczas swej wyprawy Orient Expressem, nie mogli się spotkać, bo Max leżał z zapaleniem wyrostka. Jak widać, przed przeznaczeniem nie da się uciec. Gdy w marcu 1930 roku pisarka znów przyjęła zaproszenie Wooleyów, 25-letni archeolog był w pełni sił.  Szybko ją zaintrygował. Bacznie obserwowała go przez cały wieczór podczas kolacji. Podobało jej się, że doskonale radzi sobie z ludźmi, jest inteligentny i taktowny. A to nie koniec jego zalet. „Jest idealnym asystentem” – chwaliła go żona profesora. Onieśmielony, choć i uradowany, zgodził się oprowadzić niemal 40-letnią pisarkę po okolicy....

Czytaj dalej
15 najlepszych książek dla kobiet
Adobe Stock

15 ważnych historii napisanych przez kobiety – książki, o jakich nigdy nie zapomnimy

Od „Ani z Zielonego Wzgórza” po „Brzemię” Agaty Christie albo powieści Zadie Smith.
Marta Strzelecka
17.06.2020

Są książki, o jakich nigdy nie zapomnimy. Te, które sprawiły, że poczułyśmy się bardziej odważne, nie tak zagubione jak zwykle albo nie tak bardzo zwyczajne, przewidywalne jak na co dzień. Każda z nas wymieniłaby co najmniej kilkanaście tytułów opisujących nas, bliskie nam kobiety, wpisujących się w nasze rozmowy. I chociaż niemodnie jest być może wymieniać na takiej liście inne autorki niż Elena Ferrante czy Margaret Atwood, my to robimy, bo nie chodzi o modę. To jest zupełnie subiektywny zestaw. Poszukajcie w nim swoich historii. I stwórzcie własne listy niezapomnianych ważnych książek. 1. „Lato”, Tove Jansson Każdego lata ta niewielka książka wraca do mojej podręcznej biblioteki. Rodzaj dziennika z pobytu wnuczki z babcią na tajemniczej szwedzkiej wyspie. A życie na wyspie z kimś, kto doskonale cię rozumie, w okolicznościach jak z baśni, jest przecież spełnieniem marzenia o niekończących się wakacjach. Ta rzeczywistość wydaje się odrealniona, a jednocześnie dostępna, bo nikt nie opisuje promieni słońca czy dźwięku deszczu na tak wiele zaskakujących sposobów jak Jansson. Nikt nie odkrywa świata tak jak ona – i kiedy pisze o kobietach w różnym wieku, i kiedy pisze o Muminkach. „Lato”, Tove Jansson, tłum. Zygmunt Łanowski, Marginesy 2. „Matki”, Brit Bennett Małe miasteczko, społeczność, w której plotki rozchodzą się błyskawicznie, nadzieja na lepsze życie, licealna miłość. Każdy z tych elementów buduje początek opowieści. Ale najważniejszy okazuje się koniec niewinności. Przyjaźń dziewczyn, brak sekretów przestają być najważniejsze, kiedy okazuje się, że jedna z nich jest w ciąży – za wcześnie, zupełnie wbrew planowi, żeby zbudować swoje życie bez zdecydowanych kompromisów. To historia o pierwszych poważnych decyzjach,...

Czytaj dalej
Krystyna Mirek / Fot. Radosław Kaźmierczak

Krystyna Mirek: Nie odkładam życia na później

„Gdybym napisała książkę o swojej historii, mało kto by uwierzył, że to naprawdę się wydarzyło. Nauczycielka z małej miejscowości rzuca pracę i spełnia marzenie, zostaje pisarką? Niemożliwe! A jednak” – mówi Krystyna Mirek, pisarka, autorka 24 bestsellerów.
Anna Zaleska
05.06.2020

Krystyna Mirek to polska pisarka, autorka książek obyczajowych, mama czwórki dzieci (trzech dorastających córek i jednego chłopca). Na koncie ma ponad 20 powieści obyczajowych, w których porusza współczesne problemy, ale które zawsze niosą pozytywne przesłanie – że warto walczyć o miłość, rodzinę i marzenia. Najnowsza „Inni mają lepiej” (Wydawnictwo Edipresse) to opowieść o trzech kobietach. Zuza samotnie wychowuje córeczkę i opiekuje się chorym ojcem. Jagoda jest trenerką rozwoju osobistego, ma szczęśliwy dom, męża, z którym łączy ją prawdziwa bliskość, i wspaniałych synów. Natalia cierpi, bo w jej małżeństwie coraz mniej jest uczucia. Każda z nich patrzy na przyjaciółki i jest przekonana, że są szczęśliwsze iż ona. Okazuje się jednak, że pozory mylą. Krystyna Mirek jak zawsze napisała książkę, w której wiele czytelniczek może odnaleźć fragmenty własnych historii. Anna Zaleska: Czy to przypadek, że pierwszą książkę napisała pani w wieku czterdziestu lat, czy plan na życie? Krystyna Mirek: To nie przypadek. Czterdziestka to był dla mnie ważny moment. Z jakiegoś powodu wystraszyłam się, że jeśli nie zdążę zostać pisarką do tego momentu, to już nigdy się nie uda. Dziś wiem już, że po czterdziestce też jest życie. Ten impuls dał mi jednak siłę. Długo marzyłam, by zmienić zawód, ale brakowało mi odwagi, czasu, możliwości. Byłam wtedy mamą trójki dzieci, uczyłam w szkole na pełny etat, żyłam w sporym pośpiechu i zmęczeniu. Tak jak żyje wiele kobiet. Rano – wieczór, rano – wieczór, poniedziałek – piątek, poniedziałek – piątek, Boże Narodzenie – Wielkanoc, Boże Narodzenie – Wielkanoc. Lata szybko mijały wśród licznych obowiązków i wyzwań. Dużym szokiem było uświadomienie...

Czytaj dalej
chutnik
MARZENA BUGALA-AZARKO/POLSKA PRESS/Polska Press /East Newst

Sylwia Chutnik: „Ja jestem nobliwą panią!”

„Zaczynałam od opisu drzewa za oknem” – mówi o pisarskich początkach Sylwia Chutnik. Dziś jest jedną z najbardziej znanych współczesnych polskich pisarek.
Jakub Janiszewski
01.06.2020

Sylwia Chutnik to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich pisarek, nie tylko dlatego że od lat nosi różową grzywkę. Jej powieści „Kieszonkowy atlas kobiet”, „Dzidzia”, „W krainie czarów” – feministyczne, osadzone w warszawskim obyczaju i kolorycie mają własny styl i klimat. „Cwaniary”, nazywane babską wersją „Złego” Leopolda Tyrmanda albo warszawską wersją „Kill Billa” przenosi właśnie na scenę Teatru Polonia Agnieszka Glińska. Ale Sylwia Chutnik jest nie tylko pisarką, angażuje się w wiele społecznych kampanii, m.in. na rzecz mniejszości, bierze udział w protestach i manifestacjach kobiet, organizuje warsztaty twórcze.  Przypominamy rozmowę, opublikowaną w „Urodzie Życia” 1/2016. Jakub Janiszewski: Po Warszawie krążą ploty, że Sylwia Chutnik założyła zespół. Pewnie dlatego, że na twoim profilowym zdjęciu na Facebooku byłaś z gitarą. Sylwia Chutnik : I to basową! Człowiek wygląda z nią godnie. Może też robić miny, co w przypadku takiej, weźmy, trąbki nie byłoby już możliwe. A wszystko wzięło się z tego, że niedawno wróciłam z czterodniowego obozu rockowego Lucciola Rock Camp dla tak zwanych starszych dziewczynek, czyli pań po późnej dwudziestce, które bardzo chciały zostać gwiazdami rocka, ale jakoś tak się im życie potoczyło, że nigdy wcześniej nie wzięły nawet instrumentu do ręki. Chwilę się wahałam, czy może lepiej zostać wokalistką, poszeptywać do mikrofonu i przymykać oczy, ale uznałam, że czego innego mi w życiu trzeba. Zakwalifikowałam się, pojechałam, spędziłam parę dni, a potem dałyśmy koncert w krakowskiej Kawiarni Naukowej. No i jak poszło? Ty mnie nie pytaj, jak mi poszło, ty mnie lepiej pytaj, jak się czułam. Oczywiście świetnie, bo włączyła się moja osobista fundacja...

Czytaj dalej