Sir David Attenborough: tylko żonę kochał równie mocno jak przyrodę
David Attenborough z żoną Jane i dziećmi, lata 50. / fot.Topfoto/Forum

Sir David Attenborough: tylko żonę kochał równie mocno jak przyrodę

Po tragicznej śmierci żony sir David Attenborough zrezygnował z pracy i zaszył się w pustym domu. „Rzecz w tym, że bez względu na to, ile drzwi otworzę, Jane tam nie będzie”, mówił.
Anna Zaleska
31.03.2021

Najsłynniejszy przyrodnik świata i legendarny dokumentalista sir David Attenborough zawsze o wiele chętniej opowiadał o prywatnym życiu roślin, ssaków, ptaków czy gadów niż o własnym. Można przypuszczać, że jego zdaniem małżeństwa pingwinów są o wiele bardziej fascynujące od ludzkich – choć na zadane mu podczas jednego z wywiadów pytanie o ulubione zwierzę odpowiedział: człowiek. Całe swoje życie poświęcił ukazywaniu piękna naszej planety, a jedyną miłością, która mogła z tym uczuciem konkurować, była miłość do jego żony. Z Jane przeżyli razem 47 lat.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

David Attenborough i Jane Oriel – niezwykłe małżeństwo

Jane Elizabeth Ebsworth Oriel musiała wiedzieć, wychodząc w 1950 roku za mąż za Davida Attenborougha, że nie będą wieść typowego życia tradycyjnej mieszczańskiej rodziny w stylu lat 50. Jej narzeczony już w dzieciństwie za najbardziej fascynujące zajęcie uważał wycieczki rowerem za miasto, zaglądanie pod kamienie, by obserwować toczące się tam życie, i poszukiwanie amonitów. „Nic nie mogło się równać dreszczykowi emocji, który towarzyszył mi, kiedy podnosiłem obiecujący kamień, uderzałem ostrożnie młotkiem i patrzyłem, jak się otwiera, a w słońcu połyskuje wspaniała muszla. Napawałem się myślą, że jestem pierwszym człowiekiem, który na to patrzy”, opowiada w książce „Życie na naszej planecie”.

Początkowo nic jednak nie zapowiadało, że sir David Attenborough będzie wiódł aż tak awanturnicze życie. Ukończył zoologię na Uniwersytecie Cambridge i studia podyplomowe w dziedzinie antropologii, odbył dwuletnią służbę w marynarce i w ich mieszkaniu w Richmond spokojnie redagował podręczniki przyrodnicze dla dzieci. Przełomem w jego życiu ukazało się podjęcie pracy w dopiero powstającej telewizji BBC – pierwszej stacji telewizyjnej na świecie. Początkowo w programie na żywo pokazywali zwierzęta, które przywozili do studia z londyńskiego zoo. Umieszczali je na stole przykrytym wycieraczką i opowiadali o nich. David nie przepadał jednak za taką formułą. Uważał, że prezentowane w ten sposób zwierzęta są traktowane jak jakieś dziwadła. On chciał je pokazywać w naturalnym środowisku.

Okazja nadarzyła się w 1954 roku. Udało mu się przekonać władze BBC do wyjazdu na zdjęcia do Sierra Leone. Program „Na tropach zwierząt”, który się wtedy narodził, zyskał wielką popularność. David dostał więc zielone światło na kolejne podróże. Gujana, Borneo, Madagaskar. Miejsca nietknięte ludzką stopą. W Londynie zostawała młoda żona, wkrótce na świat przyszły dzieci, syn Robert i córka Susan. Na Jane spadały wszystkie obowiązki związane z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Nic nie wiadomo o tym, by kiedykolwiek się na to skarżyła. Na zdjęciach z tamtych czasów widać pogodną, uśmiechniętą kobietę i rozdokazywane dzieciaki. Rodzinie towarzyszy ogromnych rozmiarów kakadu Georgie. Na ósme urodziny Robert dostaje od ojca salamandrę.

Czytaj też: David Attenborough przekonuje: „Wszyscy możemy zmieniać świat”. I daje jedną radę

David Attenborough i dzieci: „Żałuję że ominęło mnie tak wiele ważnych chwil”

Słynny dokumentalista przyznał po latach: „Żałuję, że ominęło mnie tak wiele ważnych chwil w życiu rodziny i dzieci. Jeśli masz sześcio- lub ośmioletnie dziecko i stracisz trzy miesiące z jego życia, to jest nie do zastąpienia. To cię omija”. Nieobecność ojca stała się dla dorosłych już dzieci Susan i Roberta tematem rodzinnych żartów. „Nie pamiętasz tego, tato, bo cię tam nie było!”, słyszał często.

W tym czasie ich ojciec zrewolucjonizował programy przyrodnicze, do których sam pisał scenariusze i był ich narratorem, w czasie kręcenia „Życia ptaków” przebył odległość równą dziesięciokrotnemu okrążeniu kuli ziemskiej (a to tylko jeden z jego seriali), zdobył rekordową liczbę 32 stopni honorowych uniwersytetów w Wielkiej Brytanii, a w 1985 roku otrzymał tytuł szlachecki od królowej Elżbiety II (od której, nawiasem mówiąc, jest młodszy tylko o 17 dni). Bywało, że dla swojej pasji i misji ryzykował życie. Gdy płynął statkiem na Komodo, omal z kamerzystą nie zginęli, bo kapitan okazał się przemytnikiem broni, który nigdy wcześniej nie stał za sterami.

Tragiczna śmierć żony

Sir David Attenborough i Jane Oriel byli małżeństwem przez 47 lat. W 1997 roku wydarzyła się tragedia. Słynny przyrodnik kręcił właśnie film dokumentalny „Życie ptaków” w Nowej Zelandii, gdy otrzymał wiadomość, że jego ukochana żona doznała wylewu, szanse na przeżycie są niewielkie. Attenborough natychmiast ruszył w drogę do Londynu. Pisząc w swoim pamiętniku o ostatnich chwilach życia Jane, wspominał, jak po raz ostatni trzymał ją za rękę. Zastanawiał się wtedy, czy żona zareaguje w jakikolwiek sposób na jego dotyk. „Zareagowała, ścisnęła moją dłoń”, pisał. Gdy odeszła w wieku 70 lat, poczuł się tak, jakby stracił w życiu kotwicę. Gdziekolwiek by podróżował, po jakich bezludziach błądził, zawsze miał do kogo wrócić. „Teraz się zgubiłem”, wyznał.

Do dziś mieszka w londyńskim domu, do którego wraz z Jane wprowadzili się w latach 60. i gdzie dorastały ich dzieci. „Ten dom jest z nią związany. Gdziekolwiek jestem, czuję jej obecność, ale tutaj szczególnie mocno”, mówi. „Rzecz w tym, że gdy teraz chodzę po domu, wiem, że bez względu na to, ile drzwi otworzę, Jane tam nie będzie”.

Po śmierci żony na pewien czas zrezygnował z pracy, zaszył się w domu. Ale później wrócił do swoich zwierząt i roślin. Wyznał, że to mu pomogło poradzić sobie z żałobą po zmarłej. „Dostosowujesz się do tego, co cię spotyka… Radzisz sobie z różnymi sytuacjami. Jestem przyzwyczajony do samotności w dziczy, ale pusty dom nie jest tym, co lubię. (…) W chwilach żalu, głębokiego smutku, jedyne pocieszenie można znaleźć w świecie przyrody”.

Czytaj też: Dolly Parton i Carl Thomas Dean: są małżeństwem od ponad 50 lat, ale mieszkają osobno

„Życie na naszej planecie”

Przez następne ponad dwadzieścia lat sir David Attenborough nie zwalnia tempa. Ukończona w 2016 roku „Planeta Ziemia 2” wygrała dwie nagrody Bafta i przyciągnęła przed ekrany 12 milionów widzów. Praca nad serią trwała dziesięć lat. Twórcy zapowiadają, że powstanie „Planeta Ziemia 3”. Biorąc pod uwagę ogrom pracy, sir David Attenborough miałby ponad 100 lat, gdyby seria została ukończona.

David Attenborough z filmie ”życie na naszej planecie” (Netflix)

Ostatnio cały świat poruszył filmem „Życie na naszej planecie” (prod. Netflix). Dziewięćdziesięcioczteroletni podróżnik wspomina tu swoje przygody. Możemy razem z nim przenieść się w najdziksze zakątki świata, pobawić się z egzotycznymi zwierzętami, ale przede wszystkim uświadomić sobie, że dzika przyroda odchodzi do przeszłości. Obrazują to współczesne zdjęcia, które w przerażający sposób kontrastują z materiałami archiwalnymi z czasów, gdy sir David Attenborough zaczynał swoje podróże. Kiedy w 1954 roku po raz pierwszy ruszał do Afryki, ludność świata liczyła 2,7 miliarda, a dzikie obszary zajmowały 64 procent. W roku 2020 jest nas ponad 7,8 miliarda, a dzikie obszary skurczyły się do zaledwie 35 procent.

Dzieci sir Davida Attenborougha odziedziczyły po ojcu jego pasję. Syn Robert wykłada bioantropologię na uniwersytecie w Canberze. Córka Susan przez lata pracowała jako nauczycielka i dyrektorka szkoły w Londynie. Ostatnio razem z ojcem pracowała nad jego książką „Życie na naszej planecie”. Na ostatnich stronach sir David pisze: „Chciałbym podziękować mojej córce Susan, która pomaga mi się zorganizować i która z nieskończoną cierpliwością wysłuchała każdego słowa tej książki, i to wielokrotnie”. Dzieci legendarnego przyrodnika wybrały jednak spokojne życie z dala od mediów.

Książka Davida Attenborougha „Życie na naszej planecie” ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pexels

Kobiety nie chcą mieć dzieci ze względu na zmieniający się klimat. Boimy się katastrofy?

Klimat zmienia się na naszych oczach. Jak daleko byłabyś wstanie się posunąć, aby pomóc ocalić planetę?
Sylwia Arlak
22.09.2020

Wchodzimy do Internetu i czytamy o pożarach w Australii i Kalifornii, otwieramy gazetę i widzimy doniesienia o powodziach w Indonezji. W telewizji bombardują nas informacjami o rekordowo wysokich temperaturach na całym świecie i wymieraniu kolejnych gatunków zwierząt. Naukowcy biją na alarm i przewidują jeszcze więcej pożarów, więcej susz i niedoborów żywności dla milionów ludzi. Wszyscy się boimy, ale niektórzy z nas są tak przerażeni, że wolą się poświęcić, niż nie robić nic.  Najpierw planeta, potem ja Wiele par z całego świata porzuca marzenia o zostaniu rodzicami. „Naprawdę chciałabym mieć dziecko. Kocham mojego partnera i chcę z nim założyć rodzinę, ale czuję, że to nie jest odpowiedni czas na takie decyzje” — mówi 33-letnia Blythe Pepino, cytowana przez CNN. Wierząc, że już wkrótce nastąpi „ekologiczny Armageddon”, pod koniec 2018 roku założyła grupę Birth Strike. Jej członkowie (ponad 330 osób, z czego 80 % stanowią kobiety) deklarują, że nie sprowadzą dzieci na świat, który stoi nad przepaścią katastrofy klimatycznej. „Ryzykujemy życiem innej istoty. Jeśli coś pójdzie nie tak, ten mały człowiek poniesie tego konsekwencje” — podkreśla członkini grupy 29-letnia Cody Harrison.  W podobnym tonie wypowiadała się w 2019 roku członkini Kongresu Alexandria Ocasio-Cortez: „Istnieje naukowy konsensus, że życie naszych dzieci będzie mocno utrudnione. Czy wciąż uważacie, że porządku jest wydawać je na świat?” Czytaj też:   Chcesz być szczęśliwsza? Spokojniejsza? Wprowadź do swojego życia więcej zieleni ONZ szacuje, że do 2030 roku na planecie będzie około 8,5 miliarda ludzi, a do 2100 roku — nawet 11 miliardów. Brytyjska organizacja Population Matters (której patronuje słynny narrator i biolog...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

David Attenborough przekonuje: „Wszyscy możemy zmieniać świat”. I daje jedną radę

Globalna zmiana związana z kryzysem klimatycznym i przyrodniczym, napawa lękiem nas wszystkim. Ale legendarny popularyzator wiedzy przyrodniczej David Attenborough przekonuje, że wszyscy możemy (i powinniśmy!) działać na rzecz naszej planety. I wcale nie chodzi mu o wielkie gesty.
Sylwia Arlak
08.10.2020

Z jednej strony trwająca pandemia, z drugiej kryzys klimatyczny i przyrodniczy. Dzięki takim działaczkom jak Greta Thunberg, w ciągu kilku ostatnich lat nasza świadomość wzrosła. Już wiemy, że zmiany następują znacznie szybciej, niż się spodziewano. Jak podaje Światowa Organizacja Meteorologiczna, lata 2001-2010 to najcieplejsza dekada w ponad 160-letniej historii pomiarów temperatury. Na każdym kontynencie. Według naukowców sprawa jest na tyle poważna, że już za 30 lat – jeśli nic z tym nie zrobimy – niektóre części naszej planety nie będą nadawały się do życia. Apelują, że należy m.in. powstrzymać niszczenie lasów i mocno zredukować globalne spożywanie mięsa. Każdy z nas może pomóc planecie Brytyjski popularyzator wiedzy przyrodniczej, legendarny David Attenborough przypominał nam, jak będzie wyglądać nasza planeta, jeśli nie podejmiemy żadnych działań. W swoim najnowszym filmie  „David Attenborough: Życie na naszej planecie” (do obejrzenia na Netfliksie) przenosi nas m.in. do wilgotnej dżungli i mroźnej Arktyki. Zestawiając współczesne kadry z archiwalnymi, pokazuje świat, którego już nie ma. Świat, który zniszczyliśmy i który z każdym rokiem niszczymy coraz bardziej. Czytaj też:  Chcesz być szczęśliwsza? Spokojniejsza? Wprowadź do swojego życia więcej zieleni „Chciałbym, aby młodsze pokolenie troszczyło się o świat dzikiej natury i aby z rozwagą podchodziło do kwestii pożywienia i energii elektrycznej, których nie umiemy szanować, a są one naszym najcenniejszym skarbem [...] Mam nadzieję, że mój najnowszy film otworzy oczy wielu ludziom i przekona ich o tym, że zmiany klimatyczne i alarmujące badania przyrodników i ekologów to nie jest fikcja, a coś, co dzieje się naprawdę” — odpowiadał przyrodnik w jednym...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

„Emily w Paryżu”, „Rebeka”,  „Nawiedzony dwór w Bly”. Nowości w październiku na Netfliksie

Produkcje grozy, filmy obyczajowe i dokumenty. Głośne premiery i wielkie kinowe hity. Tak w skrócie przedstawia się Netfliksowy rozkład jazdy na październik. 
Sylwia Arlak
30.09.2020

Następca „Seksu w wielkim mieście”, „Emily w Paryżu” z Lily Collins, nowa adaptacja „Rebeki” z Lily James i Armie Hammerem, „Gambit królowej” z Anyą Taylor-Joy i Marcinem Dorocińskim, a do tego horror „Nawiedzony dwór w Bly”. W długie październikowe weekendy z Netfliksem nie będziemy się nudzić. Co jeszcze będziemy oglądać w najbliższym tygodniach na platformie? Długo oczekiwane premiery na Netfliksie W październiku na Netfliksie pojawi się długo oczekiwany serial „Emily w Paryżu”. Produkcja z Lily Collins (zapowiadana, jako następca „Seksu w wielkim mieście” i „Plotkary”) opowiada o młodej dziewczynie, menadżerce z Chicago, która dostaje wymarzoną pracę w Paryżu. W stolicy Francji czekają na nią nowe wyzwania, nowe znajomości i miłość. Zobaczymy też nową adaptację słynnej „Rebeki” z Lily James i Armie Hammerem (książka Daphne du Maurier ukazała się w 1938 roku). To historia młodej kobiety (James), która przybywa do posiadłości rodziny swojego nowego męża (Hammer). Zamiast cieszyć się wspólnymi chwilami, martwi ją zagadkowa śmierć pierwszej żony Maxima, Rebeki. Nie pomaga też otwarcie wyrażana wrogość jej oddanej gospodyni, pani Danvers (Kristin Scott Thomas). Więcej o serialu przeczytacie  tutaj . Miłośniczki Marcina Dorocińskiego nie mogą przegapić premiery miniserialu „Gambit królowej”. Produkcja oparta na powieści Waltera Tevisa opowiada o młodej dziewczynie Beth Harmon (Anya Taylor-Joy). Kiedy trafia do sierocińca, odkrywa w sobie wielki talent do szachów. Jednocześnie uzależnia się od przepisywanych dzieciom leków na uspokojenie. Robi wszystko, by być najlepsza w zdominowanym przez mężczyzn świecie zawodowych szachów. Nowy serial, thriller „Dobrego...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Nowości w pierwszy weekend października na Netfliksie i HBO: „Emily w Paryżu”, „Koszmar z ulicy Wiązów”, „Mroczne wody”

Pierwszy weekend października zapowiada się iście filmowo. Ale na Netfliksie i HBO nie zabraknie też głośnej premiery serialowej.
Sylwia Arlak
30.09.2020

Niezależnie od pogody w najbliższy weekend nie będziemy się nudzić. Na Neffliksie i HBO znajdzie się coś dla miłośniczek romantycznych opowieści („Emily w Paryżu”), horrorów („Koszmar z ulicy Wiązów”, „Annabelle”) i zaangażowanych dokumentów (dokument „David Attenborough: Życie na naszej planecie”). Filmowy weekend na Netfliksie i HBO Weekend zaczniemy na Netfliksie od filmu „Koszmar z ulicy Wiązów” (premiera w czwartek, 1 października) Jeden z najsłynniejszych horrorów wszechczasów opowiada o czwórce nastolatków nękanych we śnie przez mężczyznę o zniekształconej twarzy. Mogą spokojnie żyć jedynie wówczas, gdy pozostają przytomni. Tego samego dnia obejrzymy inny horror „Annabelle”. Opętana przez okultystów zabytkowa lalka zaczyna terroryzować młode małżeństwo. Produkcja jest prequlem innego kasowego hitu „Obecność”. „Chwała” (również do obejrzenia od 1 października) to z kolei dramat rozgrywający się w Ameryce podczas wojny secesyjnej. Po jednej z bitew generałowie postanawiają utworzyć piechotą złożoną z czarnoskórych żołnierzy. Nie dostają mundurów, broni i na każdym kroku spotykają się z rasizmem. W piątek, 2 października zadebiutuje długo oczekiwany serial z Lily Collins, współczesna odpowiedź na „Seks w wielkim mieście”, „Emily w Paryżu ”. Bohaterka przeprowadza się do stolicy Francji, kiedy dostaje intratną propozycję zawodową. Zaczyna życie pełne przygód, nowych znajomości i romansów. Końcówkę weekendu spędzimy ze wspaniałym przyrodnikiem, Davidem Attenborough'giem. W niedzielę, 4 października na Netflikie pojawi się dokument „David Attenborough: Życie na naszej planecie”. Słynny...

Czytaj dalej