Sharon Stone schodzi z wielkiego ekranu do telewizji. Ale w jakim pięknym stylu!
mat. prasowe

Sharon Stone schodzi z wielkiego ekranu do telewizji. Ale w jakim pięknym stylu!

Przeszła udar i rozpad małżeństwa, Hollywood się od niej odwróciło, ale Sharon Stone się nie poddaje. Już teraz możecie oglądać ją w HBO, a wkrótce na Netflixie.
Magdalena Żakowska
23.04.2020

Ma 62 lata i nigdy jeszcze nie pracowała tak intensywnie, jak dziś. Wszystko zaczęło się dwa lata temu, kiedy krytycy entuzjastycznie przyjęli jej rolę w serialu Stevena Soderbergha „Mozaika” (HBO). To thriller, którego akcja rozgrywa się wokół zabójstwa znanej autorki książek dla dzieci. Pierwotnie „Mozaika” była aplikacją mobilną, za pomocą której widzowie mogli śledzić różne wątki zagadki, oglądać je z różnych perspektyw. Sharon gra tu naznaczoną tragicznym losem i szokującą niewybrednym poczuciem humoru pisarkę Olivię Lake. Steven Soderbergh napisał tę rolę specjalnie dla niej i nie zawiódł się. Jej kolejna rola, w komedii romantycznej „Czego życzy sobie kobieta”, miała być niewielkim epizodem. Ale Stone miała inną koncepcję – namówiła reżyserkę i scenarzystkę Susan Walter, aby przepisała scenariusz i uczyniła z niej główną bohaterkę. Tak też się stało. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Oddział chorych ze strachu 

Sharon Stone błyszczy też ostatnio w mocnych epizodach w wybitnych serialach. Dopiero co oglądałyśmy ją w trzecim sezonie „Lepszego życia” Pameli Adlon, a teraz zachwyca w duecie z Johnem Malkovichem w „Nowym papieżu”. Gra tam siebie i jest w tym doskonała. „Madame Stone, byłbym bardzo wdzięczny, gdyby w trakcie naszej konwersacji powstrzymała się pani od przerzucania nogi na nogę” – zaczyna papież. „Jaki prezent mi pani przywiozła?”. Stone jest zaskoczona pytaniem. „Przywiozłam siebie, czy to nie wystarczy?!” – odpowiada, ale ostatecznie zostawia mu na pamiątkę swoje szpilki i udziela chyba jedynej rady, którą papież ostatecznie wcieli w życie. Ich pięciominutowa rozmowa otwierająca piąty odcinek sezonu to aktorskie mistrzostwo świata.

Sharon Stone
mat. prasowe

Ale największe emocje budzi jej rola w nadchodzącym serialu „Ratched” na platformie Netflix (premiera we wrześniu). To rozgrywająca się w 1947 roku adaptacja powieści Ken Kesey. Opowiada historię pielęgniarki Mildred Ratched (w tej roli Sarah Paulson), opiekunki w zakładzie dla psychicznie chorych, która przypomina znęcającą się nad swoimi podopiecznymi ordynator Annę M., bohaterkę reportażu Justyny Kopińskiej „Oddział chorych ze strachu”. Sharon Stone zagra prawdopodobnie jedną z pacjentek i chociaż nie będzie to główna rola, to już dziś budzi wiele emocji. Czy zobaczymy ją w wydaniu, w którym nie pokazała się jeszcze nigdy – starej, zniszczonej kobiety?

Jak mówić, chodzić, czytać

Powrót Sharon Stone cieszy podwójnie, bo był czas, kiedy wszystko wskazywało na to, że jej kariera definitywnie się skończyła. Miała 43 lata, kiedy dostała udaru krwotocznego. Przez kilka dni słabo się czuła, bolała ją głowa. Kiedy wreszcie zgłosiła się do lekarza, czasu było już niewiele. Operacja się udała, ale Stone straciła słuch w jednym uchu, miała sparaliżowaną lewą nogę, a jeśli chodzi o zdolności werbalne – była jak dziecko. Trzy lata uczyła się wszystkiego na nowo: jak mówić, jak chodzić, jak czytać. I tak miała szczęście. W tego typu przypadkach szansa na przeżycie wynosi 5 proc. Tyle że dla niej choroba oznaczała dopiero początek nieszczęść. Kiedy po operacji była jeszcze niezdolna do samodzielnego życia, opuścił ją mąż, dziennikarz Phil Bronstein. Zabrał ze sobą ich wspólnie adoptowanego syna Roana, a sąd odebrał jej prawa rodzicielskie. Drogę, jaką przez kolejne miesiące przeszła, porównywała potem do wspinaczki na wysoką górę po rozbitym szkle. Ale w końcu dotarła na szczyt. Kiedy odzyskała już w pełni zdolność mówienia i czytania, próbowała wrócić do zawodu, ale Hollywood okazało się dla niej bezlitosne. Miała problemy z zapamiętaniem tekstu, łatwiej było zwalić to na starość, albo używki, niż dać jej szansę. „Byłam bardzo samotna. Empatia to nie jest szczególnie popularna cecha w branży filmowej. Nie chwaliłam się więc swoją chorobą” – mówiła później Stone w dokumencie nakręconym przez stację CBS. 

Z Barbie w buddystkę

Przez kolejne lata poddawała się rygorystycznej rehabilitacji, wytrwale pracowała nad powrotem do dawnej formy i zawodowego statusu. Dziś wygląda piękniej niż kiedykolwiek – naturalnie, zdrowo, bez śladu po przebytej chorobie. Odzyskała prawa do opieki nad Roanem, adoptowała dwóch kolejnych synów, Lairda Vonne'a i Quinna Kelly'ego i zamieszkała z nimi na wzgórzach Los Angeles, w willi należącej kiedyś do Montgomery Clifta. Przez kilkanaście lat grywała w filmach sporadycznie i bez większego sukcesu. Dopiero występ w „Mozaice” przyniósł jej tak dobre recenzje, jak role w „Nagim instynkcie” (1992), czy  „Kasynie” (1995). 

Stone twierdzi, że po chorobie i operacji narodziła się jako nowa osoba. Jest dużo bardziej wrażliwa, dużo mniej egoistyczna. Zaangażowała się w walkę o pokój na Bliskim Wschodzie, zaprzyjaźniła z laureatem Nagrody Nobla, premierem Izraela Szimonem Peresem, przekazała miliony dolarów dla chorych na HIV i AIDS. Fakt, że otarła się o śmierć kompletnie przewartościował jej życie. Przestała walczyć wyłącznie o główne role, nabrała pokory, ale też nie dba już tak, jak kiedyś o swój wizerunek zimnego i piekielnie inteligentnego (ma 154 IQ) wampa. „Przez większość mojego życia nie zastanawiałam się nawet kim naprawdę jestem i czego chcę” – mówiła w rozmowie z „L.A. Times”. „Wyglądałam jak barbie, miałam niski, zniszczony głos, zupełnie jak bym całe życie spędziła w barze, a do tego wydawało mi się, że za każdym razem, gdy otworzę buzię, muszę powiedzieć coś oryginalnego, prowokującego, godnego zapamiętania”. 

Sharon Stone
mat. prasowe

Budda, viral i matka

Dziś ma siwe włosy, a mordercze treningi na siłowni, które – jak twierdzą lekarze – mogły być powodem udaru, zamieniła na łagodny pilates. I została buddystką. „Zdecydowanie ważniejsze wydaje mi się obecnie wewnętrzne piękno. Znalazłam filozofię i sposób życia, które pozwalają mi być w harmonii ze światem i trzymają mnie w pionie” – mówi.  

Dwa lata temu po raz ostatni wywołała medialną burzę, kiedy dziennikarz CBS zapytał ją, czy spotkała się kiedykolwiek w pracy z próbą molestowania seksualnego. Jej reakcja stała się viralem i symbolem tego, jak głęboko zakorzeniony w branży filmowej był problem nadużyć wobec kobiet. Pytanie wydawało się Stone tak absurdalne, że wybuchnęła szalonym śmiechem, a chwilę później, już na poważnie odpowiedziała: „Przez 30 lat pracy w Hollywood wyglądałam jak Sharon Stone z „Nagiego instynktu”. Więc tak, zetknęłam się tym tematem nie raz”. 

Jest dumna z ruchu #metoo, wspiera ruch Time's Up, ale kiedy myśli o przemianach ostatnich lat natychmiast powraca do niej obraz matki, gospodyni domowej, która w patriarchalnej rodzinie urodziła i wychowała samotnie czwórkę dzieci. „Żałuję, że moja mama nie dożyła tej chwili” – mówi w rozmowie z „Vanity Fair”. „Żałuję, że te przemiany nie nastąpiły wcześniej, nie objęły także jej. Żałuję, że miała tak trudne dzieciństwo. Zastanawiam się, jaką osobą by była, gdyby nie wtłoczono w nią ograniczonego modelu życia, który była zmuszona powielić. Jaką mogłybyśmy mieć relację? Czego bym się od niej nauczyła, gdyby jej życie było inne, gdyby świat odwzajemniał jej miłość, chronił ją, gdyby była szanowana i otoczona opieką na jaką zasługiwała? Kim by wtedy była?”. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
East News

Sharon Stone: zawsze wiedziała, czego chce i umiała to zdobyć 

Już w dzieciństwie odważnie oświadczyła, że będzie drugą Marilyn Monroe. A teraz młode gwiazdy chcą być drugą Sharon Stone.
Sylwia Arlak
24.09.2020

Sharon Stone była u szczytu popularności, kiedy w 2001 roku trafiła do szpitala z silnymi bólami głowy. Miała 43 lata, tytuł seksbomby lat 90., piękne, wysportowane ciało. Chwilę wcześniej przygotowywała się do udziału w maratonie. W szpitalu okazało się, że bóle to nie żadna migrena, ale udar i wylew krwi do mózgu. Miała 1 procent szans nie tylko na to, że wyjdzie z tego bez szwanku, ale że w ogóle przeżyje!  Jak Sharon Stone narodziła się na nowo „Czułam się bardzo źle. Pamiętam, jak doktor pochylił się nade mną, a ja się go zapytałam: Czy umieram? A on odpowiedział: „Twój mózg krwawi”. Wtedy powiedziałam mu, że chyba powinnam zadzwonić do swojej matki. A on odpowiedział, że mam rację i powinnam zrobić to jak najszybciej, ponieważ mogę niedługo stracić zdolność mówienia” — powiedziała po latach w wywiadzie dla „Harper’s Bazaar”. Ale Sharon Stone nieraz udowadniała, że wśród setki innych ludzi, ona jest tą jedną, jedyną, wyjątkową. Przeżyła. Narodziła się na nowo – dosłownie. Przez kolejne trzy lata uczyła się wszystkiego od nowa: mówić, chodzić. Krok po kroku. Nie widziała na lewe oko, nie słyszała na lewe ucho. Miała problemy z pamięcią. Została zupełnie sama — jej mąż, znany dziennikarz Phil Bronstein odszedł i odebrał prawa do opieki nad ich adoptowanym synem, Roanem. Kiedy w końcu odzyskała sprawność, chciała wrócić do pracy. Ale dla środowiska filmowego stała się niewidzialna. „Moje życie w jednej chwili zostało wymazane. Ludzie w Hollywood nie interesują się złamanym człowiekiem. To nie jest wyrozumiałe środowisko. Byłam bardzo samotna” — wspominała w reportażu CBS. „Straciłam wszystko, co miałam. Straciłam swoje miejsce w...

Czytaj dalej
Britney Spears
Materiały prasowe Sony Music

Królowa popu i synonim obciachu lat 90., czyli za co kochamy Britney Spears?

Dokładnie 20 lat temu ukazał się jeden z najważniejszych albumów w dziejach popkultury: „Oops!… I Did It Again”.
Magdalena Żakowska
18.05.2020

Wiem, że dla wielu z was Britney Spears to synonim plastiku, różu i taniości. I to na pewno jest cześć prawdy o niej, a raczej o czasach, w których powstały jej największe przeboje. Koniec lat 90. to był estetyczny koszmar, chyba największy od czasów baroku, ale, powiedzmy to sobie uczciwie, każda z nas w mniejszym lub większym stopniu brała w tym udział. Malowałyśmy się jak opętane, stroiłyśmy w dopasowane bluzki z dekoltem i prawie wszystkie chciałyśmy być blondynkami. Do kina biegałyśmy na „Słodkie zmartwienia”, „Ten pierwszy raz” i „Szkołę uwodzenia”, ikoną mody była Paris Hilton, Victoria Beckham miała jeszcze sztuczne piersi, a z radia straszył przebój „Barbie Girl”, który powinien być dziś zakazany na równi z manifestem Andersa Breivika. Właśnie w takiej scenerii ukazał się drugi album Britney Spears „Oops!… I Did It Again”, który w samych Stanach Zjednoczonych sprzedał się w nakładzie ponad 10 mln egzemplarzy. Bo przypomnę: to były czasy, w których nie było jeszcze Facebooka i telefonów komórkowych, za to kupowałyśmy masowo płyty CD. 17 sierpnia z okazji 20. rocznicy ukaże się specjalne winylowe wydanie „Oops!...”.   W momencie wydania „Oops!...” Britney miała 19 lat, z czego już 11 spędziła na scenie. Była produktem wymyślonym przez wytwórnię muzyczną. Nie pisała swoich piosenek, nie decydowała o tym, jak będą wyglądały jej teledyski, ani o tym, jak długo będzie trwała trasa koncertowa. Jej zadaniem było śpiewać, tańczyć i szeroko się uśmiechać. I dawała z siebie to wszystko. „Oops!…”, „Lucky”, „Stronger” to ponadczasowe hity, które do dziś znam na pamięć. Pamiętam nawet fragmenty układów tanecznych Britney, uczyłam się...

Czytaj dalej
Charlize Theron The Old Guard
Charlize Theron w filmie „The Old Guard”. Fot. materiały prasowe

Wojowniczka Charlize Theron.  „Co cię nie zabije...”

Kiedy miała 15 lat, mama na jej oczach zastrzeliła ojca. W jej obronie. Ale Charlize Theron nigdy nie postrzega siebie jako ofiary. Woli widzieć się w rolach twardych wojowniczek. Taka też będzie w nowym filmie Netfliksa „The Old Guard".
Magdalena Żakowska
14.07.2020

Seksowna blondynka, która odrzuca role seksownych blondynek. Twierdzi, że za dużo przeżyła, żeby wypaść przekonująco w komedii romantycznej. Za to świetnie się bije, strzela i walczy – tym razem w „The Old Guard”, najnowszej premierze Netflix.  Zmęczona zabijaniem Nie ma chyba drugiej aktorki, która przeszłaby dla roli taką metamorfozę, jak Charlize Theron w filmie „Monster” (2003). Żeby wypaść przekonująco jako seryjna morderczyni Aileen Wuornos, przytyła 15 kilogramów, a charakteryzacja na planie trwała codziennie ponad trzy godziny. Ale ten rodzaj wysiłku u aktorów nie jest niczym niezwykłym. To, co wyróżnia tę rolę, to wrażliwość i empatia, z jaką Charlize podeszła do swojej bohaterki. Za to, a nie za dodatkowe kilogramy, dostała Oscara, Srebrnego Niedźwiedzia i Złoty Glob. Miała wtedy 28 lat.  W filmie „Mad Max: Na drodze gniewu” (2015) stworzyła z kolei kultową już rolę Furiosy, gniewnej przywódczyni buntu, która czułość potrafi okazać jedynie swojej wiernej… ciężarówce. I chociaż Furiosa ma ogoloną głowę, twarz wysmarowaną czarną farbą i metalowy hak zamiast ręki, to biją od niej majestat i piękno. Nawet wtedy, kiedy bez mrugnięcia okiem morduje kolejnych przeciwników. A jednocześnie od razu widać, że Theron nie jest typową aktorką kina akcji, która po prostu ładnie wygląda w szortach i przepoconym dopasowanym podkoszulku.  Postać Furiosy tak bardzo odcisnęła się na jej karierze, że aktorka zaczęła dostawać propozycje ról pisanych z myślą o mężczyznach. Tak było też w przypadku „Atomowej blondynki” (2017), filmu, w którym Theron znów robi to, co do tej pory wychodziło jej tak dobrze – strzela, bije i morduje – tyle że tym razem z nienaganną blond fryzurą i na...

Czytaj dalej
Lady Gaga / fot. East News

Lady Gaga o depresji, myślach samobójczych i atakach paniki. „Byłam swoim największym wrogiem”

Z depresją zmaga się od dawna. Doszła nawet do stanu, kiedy najbardziej nienawidziła samej siebie i i uważała, że muzyka zrujnowała jej życie. „Codziennie myślałam o samobójstwie" – zwierzyła się niedawno Lady Gaga.
Anna Zaleska
25.09.2020

O swoich problemach psychicznych od lat opowiada otwarcie. I śpiewa, bo pisanie muzyki to dla niej jak operacja na otwartym sercu. Inwazyjna za każdym razem. Najnowsza płyta „Chromatica” jest jak intymny dziennik. Seans terapeutyczny. „Nie ma tu ani jednego utworu, który nie mówiłby prawdy o mnie”, wyznaje piosenkarka. Od lat zmagająca się z depresją, śpiewa o ciemności, która na nią spadła. „Ja się zupełnie poddałam”, mówiła w poruszającym wywiadzie dla telewizji CBS. „Nienawidziłam być sławną, nienawidziłam być gwiazdą. Czułam się wypalona i zużyta. Patrzyłam na pianino i mówiłam: Zrujnowałeś mi życie! Przez ciebie stałam się Lady Gagą. Lady Gaga jest moim największym wrogiem”. Lady Gaga była dręczona w szkole Pierwsze problemy psychiczne zaczęły się, gdy była nastolatką. Ale najbliżsi długo nie zauważali, że dzieje się z nią coś złego. Choć uczęszczała do prestiżowego liceum katolickiego, w szkole była dręczona psychicznie i fizycznie. Wyśmiewana i izolowana. Nawet gdy koleżanki wrzuciły ją do śmietnika, nie odważyła się nikomu o tym powiedzieć . W wywiadzie dla Oprah Magazine matka piosenkarki opowiadała: „Dwie rzeczy zawsze wiedziałam o mojej córce: że będzie artystką i że ma współczujące serce. Już w przedszkolu, gdy zobaczyła, że ktoś płacze, natychmiast chciała go pocieszyć. I zawsze była wyjątkowa, miała własny styl i pasję. Nie każdy to doceniał. W szkole jej dokuczano. Wyrzucam sobie, że nie zauważyłam pierwszych sygnałów depresji, nie zdawałam sobie sprawy, przez co córka przechodzi. A ona zbyt się wstydziła, by o tym mówić”. Bardzo młodo, bo w wieku 17 lat, jako osoba wybitnie uzdolniona, została przyjęta na nowojorski uniwersytet Tisch School of Art. Przerwała jednak naukę, wierząc, że jest gotowa...

Czytaj dalej