Serial Netflixa „Trzynaście powodów” dobiegł końca. Co poszło nie tak?
Mat. prasowe Netflix

Serial Netflixa „Trzynaście powodów” dobiegł końca. Co poszło nie tak?

W czwartym i zarazem ostatnim sezonie „Trzynastu powodów” żegnamy się z licealistami z Liberty High. Czuję pewną ulgę i wiem, że nie jestem w tym osamotniona. Po tym, co dostaliśmy w ostatnich odcinkach, nie tylko ja nie chce wiedzieć, co twórcy mogliby nam jeszcze zaserwować. A miało być tak pięknie…
Sylwia Arlak
16.06.2020

To już koniec przygód Claya Jansena i jego paczki. Finał serialu Netflixa „Trzynaście powodów” był wyjątkowo długi i przyniósł nawet pewnego rodzaju satysfakcję, jednak tego, co wydarzyło się po drodze, fani tak łatwo twórcom nie wybaczą. 

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

„Trzynaście powodów”, serial z misją

Wróćmy do czasów, kiedy „Trzynaście powodów” był jeszcze serialem z misją. Jedną z lepszych propozycji z gatunku „Young adult”. Klasycznym dramatem (sezon pierwszy) dramatem sądowym (tu mowa o sezonie drugim) nie zaś kiepskim kryminałem, albo (co gorsza) produkcją z elementami grozy.

Pierwszy sezon „Trzynastu powodów” opowiada o Hannah – nastolatce, która popełnia samobójstwo, a powody swojej decyzji nagrywa na trzynastu nagraniach magnetofonowych. Taśmy trafiają do kolegi Hannah, a następnie do wielu innych znajomych dziewczyny z liceum Liberty High. W pierwszym sezonie poznajemy nie tylko dramat dziewczyny, ale też widzimy, jak szkolny dramat wpłynął na pozostałych bohaterów. 

Na tym etapie przesłanie twórców było oczywiste. Oczywiście, krytycy zarzucali, że jest w tej historii odrobinę za dużo patosu, ale możemy przymknąć na to oko. Niekwestionowaną zaletą „Trzynastu powodów” były jego wartości edukacyjne – twórcy  przekonywali, że samobójstwo nie rozwiązuje problemów, a tylko je potęguje. I że warto mieć oczy szeroko otwarte, bo ktoś obok nas może potrzebować pomocy. 

Wydawało się, że twórcy nie boją się trudnych tematów (w serialu mowa jest też o innych tramach nastolatków: szkolnym nękaniu, przemocy psychicznej i fizycznej, gwałcie, używkach, w późniejszych odcinkach poruszana jest kwestia dostępu do broni i aborcji) do czasu, gdy zdecydowali się wyciąć kluczową, choć przyznajemy — drastyczną — scenę. Już po premierze pierwszego sezonu, pozbyli się samobójstwa Hannah. O tym, że dziewczyna odebrała sobie życie, dowiadujemy się od innych bohaterów. 

Z każdym sezonem jest już tylko gorzej

Pierwszy sezon „Trzynastu powodów” powstał na podstawie powieści Jaya Ashera pod tym samym tytułem. Drugi sezon – to już oryginalny pomysł twórców serialu. Tym razem dostaliśmy od nich coś, czego chyba nie pokazała jeszcze żadna produkcja z gatunku „Young adult” — klasyczny dramat sądowy. Na ławie oskarżonych zasiadł Bryce Walker, który zgwałcił Hannah (a także inne bohaterki serialu) i doprowadził do samobójstwa dziewczyny. Chłopak z dobrego domu, członek drużyny futbolowej szkolna gwiazda, uniknął sprawiedliwości. 

I choć wielu fanów negatywnie oceniło drugą transzę (tłumacząc, że jest nudna, przegadana i pierwszy sezon powinien być zamkniętą całością), w moim odczuciu była potrzebna. Twórcy pokazali młodym widzom, jakie są konsekwencje naszych działań. Że nie zawsze zwycięża sprawiedliwość, ale zawsze warto trzymać się razem. Co jednak kierowało twórcami podczas prac nad trzecią część opowieści? Tego naprawdę nie wiadomo.
 
W trzecim sezonie Bryce Walker ze sprawcy staje się ofiarą. Twórcy robią, co mogą, abyśmy zaczęli współczuć chłopakowi i skupili na nim całą uwagę – apogeum będzie oczywiście zabójstwo nastoletniego gwałciciela. W efekcie dostajemy tani kryminał: poszczególne wątki przestają sklejać się w sensową całość, a motywacje bohaterów stają się dla nas całkowicie niejasne. 

Od dramatu do horroru

Krótko mówiąc — lepiej byłoby, gdyby historia zakończyła się na dwóch sezonach. Twórcy jednak nawet po trzecim, nieudanym sezonie, nie umieli powiedzieć: stop i nakręcili jeszcze jedną, ostatnią część. O czym jest czwarty sezon? Uczniowie próbują dociec, kto tak naprawdę zabił Bryce’a. Główni bohaterowie nie mogą podzielić się z nikim prawdą. Wiedzą, że do końca życia będą ukrywali mroczny sekret. Poczucie winy sprawia, że odchodzą od zmysłów.
 

 

Najgorzej całą sytuację znosi Clay: przez znaczną część ostatniego sezonu, twórcy serwują nam obrazy emocjonalnych stanów bohatera. Niestety te, które miały napawać grozą (rodem z taniego horroru), budzą u widza śmiech. Nie tak to miało wyglądać. Szkoda, bo aktorzy od początku do samego końca dają z siebie wszystko (oklaski należą się przede wszystkim Dylanowi Minnette, który wcielił się w rolę Claya). Trudno tak naprawdę domyślić się, co poprzez czwarty sezon „Trzynastu powodów” chcieli powiedzieć twórcy serialu. Wygląda to tak, jakby już dawno zabrakło im pomysłów, ale mimo tego nie chcieli rozstać się z serią. 
 
Szkoda, że tak ważna produkcja, jaką było „Trzynaście powodów”, zostawia widza z poczuciem niesmaku. Szkoda, bo pierwszy sezon tego ważnego serialu rozpoczął ważną dyskusję i mam wrażenie, że zrobił dużo dobrego. Finał czwartego sezonu pewną ulgę, bo zamyka najważniejsze wątki. Czy czuję ją dlatego, że kibicowałam bohaterom,  czy dlatego, że to naprawdę koniec? Nie chcę się nad tym zastanawiać. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG

„Netflix. To się nigdy nie uda”. Dlaczego się udało – zdradza Marc Randolph

„Co za bzdura!”, „To się nie uda”, słyszał Marc Randolph, gdy w 1997 roku wpadł na pomysł stworzenia internetowej wypożyczalni DVD. Jego autobiografia to połączenie success story, z elementami powieści przygodowej i… komedii.
Anna Zaleska
15.06.2020

Mit założycielski Netflixa, krążący po świecie jako anegdota, brzmi tak: Reed Hastings, na początku główny inwestor firmy, obecnie jej dyrektor generalny, wpadł na pomysł stworzenia pierwszej na świecie internetowej wypożyczalni filmów, gdy za przetrzymanie kasety z „Apollo 13” kazano mu zapłacić karę 40 dolarów. Marc Randolph twierdzi, że jest w tej historii trochę prawdy – była taka kaseta i była taka kara, ale nie było „pstryk”, powstaje Netflix. Założyciel firmy, jej pierwszy dyrektor generalny, opowiada to nieco inaczej. Barwniej. Będą w tej historii plażowe leżaki zamiast biurowych krzeseł, padające serwery, kacze jaja z Kambodży, ojciec zarabiający na życie chodzeniem po drabinie i żebranie o pieniądze na jedzenie. Personalizowany szampon i inne pomysły „W 1997 roku wiedziałem tylko tyle, że chcę założyć własną firmę i że chcę, by obejmowała sprzedaż w internecie. Tyle”, wyznaje Marc Randolph w wydanej właśnie autobiografii „Netflix. To się nigdy nie uda” (Wydawnictwo SQN). Zbliżający się do czterdziestki Marc wcześniej pracował w marketingu najróżniejszych firm – od dużych korporacji po start-upy – ale chciał założyć własną. Szukał pomysłów, wiedząc, że na tysiąc zwykle jeden jest dobry. Wszystko, co przyszło mu do głowy, zapisywał w małym notatniku, który zawsze nosił w kieszeni. Myślał między innymi o personalizowanych szamponach, personalizowanych deskach surfingowych, indywidualnie bilansowanej karmie dla psa. Do wszystkich tych idei próbował przekonać Reeda Hastingsa, przyjaciela i inwestora – bezskutecznie. Aż pewnego dnia… Była wiosna 1997 roku. We dwóch prowadzili może setną dyskusję, szukając pomysłu na biznes. Z grubsza ideał zdefiniowali tak: raz się coś wyprodukuje, a będzie to można sprzedawać...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

„Złoty Kompas”, „Gwiezdny pył”, „Labirynt fauna”. Dorośli też mają swoje magiczne opowieści

Kto powiedział, że baśnie zarezerwowane są tylko dla dzieci? Wszystkie, niezależnie od wieku, potrzebujemy odrobiny magii, która poruszy nasze serca i… wyobraźnię. Szukajcie jej na małym i wielkim ekranie.
Sylwia Arlak
10.06.2020

Księżniczki, potwory, ożywające przedmioty i magiczne zwierzęta. Nawet jeśli już dawno osiągnęłyśmy pełnoletniość, wszystkie tęsknimy za światem, w którym wszystko jest możliwe. I odrobinę łatwiejsze. W baśniach dobro zawsze wygrywa nad złem. Po dramatycznych wydarzeniach zawsze wychodzi słońce. Oderwijcie się od codziennych obowiązków. Zabieramy was w daleką podróż. Oto pięć najpiękniejszych baśni dla dorosłych.  1. „Złoty Kompas” W „Złotym Kompasie” filmie wyreżyserowanym przez Chrisa Weitza poznajemy osieroconą przez rodziców dziewczynkę imieniem Lyra (Dakota Blue Richards). Życie bohaterki zmienia się nie do poznania, gdy chłopiec imieniem Roger (Ben Walker), z którym się wychowuje, zostaje porwany. Musi porzucić swoje nudne, uporządkowane życie i ruszyć mu na ratunek. Choć wie, że nie będzie łatwo (chłopca porwały niebezpieczne postaci zwane „grobalami”), przed wyjazdem dostaje w swoje ręce niezwykłe urządzenie. Aletheiometr to czytnik, który odpowiada na każde zadane mu pytanie. W ekranizacji pierwszej części popularnej trylogii fantasy Philipa Pullmana „Mroczne Materie”, jest wszystko. Wciągają opowieść. Magiczne przedmioty i zwierzęta — dajmony (każdy bohater posiada własnego, jest z nim związany niewidzialną więzią) i pancerne niedźwiedzie, upiory oraz czarownice. Klasyczna walka dobra ze złem. To produkcja nakręcona z prawdziwym rozmachem i dbałością o szczegóły. Jeśli dodać do tego takie nazwiska jak Nicole Kidman, Daniel Craig, Eve Green i Ian McKellen mamy gotowy przepis na wieczór.  Film „Złoty Kompas” obejrzycie na Netfliksie. 2. „Gwiezdny pył” Nie mniej imponująco wygląda obsada „Gwiezdnego pyłu”. Claire Daines, Michelle Pfeiffer, Sienna Miller i Robert De Niro to gwarant udanej...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

„13 powodów” i inne seriale o nastolatkach, dzięki którym lepiej zrozumiesz swoje dziecko

Seriale o nastolatkach na Netflix i HBO Go są skierowane nie tylko dla nastoletnich widzów, ale też dla ich rodziców. Nie tylko dlatego, że są bardzo dobre (a są!), ale też dlatego, że dzięki nim możesz więcej dowiedzieć się o własnym dziecku. Nieraz – bardzo ważnych i trudnych rzeczy.
Sylwia Arlak
04.06.2020

Dzisiejsze seriale dla nastolatków i o nastolatkach nie przypominają „Pełnej chaty” ani nawet „Przyjaciół”, w których problemy były nieduże i łatwe do rozwiązania. We współczesnych serialach dostępnych na Netfliksie i HBO nastolatki mierzą się z dramatami, których przyczyną może być np. przemoc seksualna, samobójstwo szkolnej koleżanki, przygniatająca samotność, rozwód rodziców, nękanie w szkole, narkotyki. I czy chcemy tego, czy nie, z takimi samymi problemami borykają się nasze dzieci. Zobacz, jakie seriale dla nastolatków i o nastolatkach powinni obejrzeć także rodzice – aby lepiej zrozumieć swoje dziecko i świat, w którym ono żyje.   „Trzynaście powodów”, Netflix „Trzynaście powodów” powrócił właśnie na Netflixa z czwartym sezonem. To serial, który od początku budził kontrowersje. I trudno się dziwić. W pierwszym sezonie Hannah Baker (Katherine Langford) popełnia samobójstwo, a jej znajomy dostaje trzynaście nagrań magnetofonowych, na których dziewczyna wyjaśnia powody swojej decyzji. Kiedy taśmy trafiają do kolejnych przyjaciół bohaterki, okazuje się, że wszyscy mają coś do ukrycia. Niemal każdy zranił na swój sposób dziewczynę, a po tym, jak ta odebrała sobie życie, walczył z wyrzutami sumienia. Bohaterowie już nigdy nie dowiedzą się, czy mogli ją powstrzymać. W kolejnych sezonach widzimy, jak mocno decyzja Hannah wpłynęła na życie osób, które znała. Mówiło się, że oparty na bestsellerowej powieści Jay'a Ashera serial może być niebezpieczny. Że wskazuje nastolatkom samobójstwo, jako wyjście z problemów. Twórcy stanowczo bronili się przed takimi zarzutami, podkreślając, że produkcja ma nam otworzyć oczy....

Czytaj dalej