Jest ikoną na miarę Marilyn Monroe – tylko wybiera lepsze filmy. Sezon na Scarlett trwa
East News

Jest ikoną na miarę Marilyn Monroe – tylko wybiera lepsze filmy. Sezon na Scarlett trwa

Najlepiej zarabiająca aktorka wszech czasów. W 2020 była nominowana do Oscarów za „Historię małżeńską” i „Jojo Rabbit”. Właśnie mieliśmy ją oglądać w „Czarnej Wdowie”, ale premierę przełożono na listopad.
Magdalena Żakowska
22.05.2020

Lubię brutalne kino. Takie smakuje mi najbardziej”, mówi Scarlett i bynajmniej nie ma na myśli serii „Avengers”. „Wiecie, o co mi chodzi? O prawdziwą brutalność w pokazywaniu emocji, uczuć, tego, co skrywamy i czego się wstydzimy. Takie scenariusze to dla aktora prawdziwe bogactwo. I właśnie takie kino chcę robić. Brzydkie, krępujące, fascynujące. Reszta to puch marny”. Mowa oczywiście o „Historii małżeńskiej”, ale równie bezkompromisowym kinem jest film „Jojo Rabbit”, w którym wciela się w matkę chłopca należącego do Hitlerjugend, która ukrywa w domu żydowską dziewczynkę. „Matka hitlerowca? Musiałam to zagrać”, żartowała, nawiązując do swoich żydowskich korzeni. 

Pierwszy z tych filmów przyniósł jej zachwyt krytyków i przypomniał nam, że jest genialną aktorką dramatyczną. Drugi pokazał, że fantastycznie sprawdza się także w rolach komediowych i nie boi się kontrowersyjnych projektów. 

Sofia Coppola, Spike Jonze i nowa Marilyn Monroe

Każda z nas ma zapewne swój najważniejszy film ze Scarlett Johansson w roli głównej. Dla większości będzie to „Między słowami” w reżyserii Sofii Coppoli, gdzie stworzyła wzruszający duet z Billem Murrayem i udowodniła, że jest wielką aktorką młodego pokolenia. W pierwszej scenie tego filmu widzimy zbliżenie na pupę Scarlett. Na tak przewrotny pomysł mogła wpaść tylko kobieta – chociaż 18-letnia wówczas aktorka gra tu młodą, piękną, seksowną i znudzoną podróżowaniem żonę zdolnego reżysera, to ani przez sekundę nie traktujemy jej jak „fajnej pupy”. Chociaż jej problemy mogą wydawać się nam banalne i głupie – kto nie chciałby spędzić kilku tygodni w Japonii?! – to od początku widzimy w niej samotnego człowieka. I właśnie to najlepiej świadczy o wyjątkowości Scarlett Johansson – niezależnie od tego, jaką kobietę gra, to na ekranie zawsze widzimy po prostu człowieka. 

Scarlett Johansson, Między słowami
mat.prasowe
W „Między słowami” (2003) Sofii Coppoli zagrała pierwszą dojrzałą rolę. Jej duet z Billem Murrayem przeszedł do historii kina – zgłębiają wspólnie temat samotności i czułości, zatrzymując się na granicy erotyzmu.

Po tym filmie krytycy i fani okrzyknęli ją zgodnie nową Marilyn Monroe. Komplementowali jej pełne usta, seksowny głos, szukali fizycznych podobieństw do ikony kina. Ale Scarlett wymyka się takim etykietom, a kolejnymi rolami pokazała, że seksapil nie jest jej aktorskim narzędziem. Chętnie wciela się w postaci przeciętnych kobiet, które zmagają się z bliskimi nam problemami. Nie ma w sobie nic z dawnych gwiazd kina, które publicznie pokazywały się tylko w pełnym makijażu i marzyły o tym, żeby do pięćdziesiątki grać seksbomby. Scarlett prywatnie nie rozstaje się z dżinsami i na tyle rzadko pokazuje się w wydekoltowanych sukienkach, że podczas tegorocznej gali rozdania Oscarów zaskoczyła wszystkich tatuażami. Nikt nie spodziewał się, że ma ich aż tyle! 

Moim zdaniem najwybitniejszą rolę stworzyła w filmie „Ona” Spike’a Jonze’a. To zresztą odpowiedź reżysera na „Między słowami”. Sofia Coppola i Spike Jonze byli małżeństwem, w obu tych filmach opowiadają o rozpadzie ich związku ze swojej perspektywy i w obu centralną postacią jest Scarlett. Tutaj gra Samanthę, głos intuicyjnego systemu operacyjnego telefonu, z którym zaprzyjaźnia się pogrążony w depresji Theodore (Joaquin Phoenix). W obliczu ostatnich oscarowych wyczynów Phoeniksa trudno wyobrazić sobie, że sam głos aktorki może stanowić konkurencję dla jego kreacji. Ale tak właśnie dzieje się w filmie „Ona”. Samantha nie ma świadomości, że jest tylko głosem. Uważa siebie za taką samą istotę, jak Theodore. Ma genialne poczucie humoru, rozległą wiedzę, ale – chociaż bardzo się stara zrozumieć Theodore’a – brakuje jej współczucia i empatii. Z całych sił stara się go pocieszyć, lecz nieświadomie go rani. 

Gdyby nie to, że organizatorzy Oscarów i Złotych Globów postanowili wykluczyć ją z konkursu, bo nie pojawia się fizycznie na ekranie, wygraną miałaby w kieszeni. Ale taki już jej pech – jest jedną z największych gwiazd Hollywood i Broadwayu, stworzyła wiele niezapomnianych ról, jednak do dziś nie dostała żadnej z tych nagród. 

Zupełnie oddzielną kategorię ról stworzyła w filmach Woody’ego Allena. Zagrała w aż trzech, co robi z niej już „aktorkę Allena” na równi z Diane Keaton i Mią Farrow. Szczytem jej współpracy z Allenem była komedia romantyczna „Vicky Cristina Barcelona” (2008). Scarlett angażuje się tu w trójkąt miłosny z Javierem Bardemem i Penelope Cruz. Wszyscy troje zachwycają, a Penelope stworzyła tu chyba swoją najwybitniejszą kreację, wcielając się w ekstrawertyczną, szaloną i zdolną artystkę, która z miłości gotowa jest na wszystko. Scarlett nie tylko gra jej przeciwieństwo – skromną młodą Amerykankę, która dopiero szuka własnej tożsamości i nie wie, czego chce od życia – ale też pokazuje zupełnie inny model aktorstwa. Kiedy Penelope wrzeszczy i drze włosy z głowy (zdobyła za tę rolę Oscara), Scarlett mówi szeptem ze spuszczoną głową. To kolejna cecha, która czyni ją wyjątkową aktorką – potrafi powstrzymać się od… grania. Jej role są subtelne, oszczędne, wyciszone, a przez to bardziej prawdziwe i bliższe widzom.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Przyjaciółka Woody’ego Allena

„Vicky Cristina Barcelona” okazała się największym kasowym hitem Woody’ego Allena. Film przy budżecie 15 milionów dolarów zarobił 105 milionów i zgarnął wiele nagród (w tym Oscara i Złoty Glob). „Chyba już nigdy później, nawet podczas zdjęć do »Avengersów«, żaden z filmów, które kręciłam, nie spotkał się z takim zainteresowaniem fanów. Wszystko za sprawą Penelope i Javiera, bo zdjęcia kręciliśmy w Hiszpanii – wspomina Scarlett. – Graliśmy intymne, wyciszone sceny, a za kamerą stały dosłownie dwa tysiące ludzi. Kiedy zwróciłam Woody’emu uwagę, że ciężko się w takich warunkach skupić, skwitował to na swój sposób: »Jesteś gwiazdą. Po prostu raz na jakiś czas do nich pomachaj, a będą szczęśliwi«. Myślałam, że go zabiję!”. 

Scarlett Johansson, Vicky Cristina Barcelona
mat.prasowe
Wystąpiła w trzech filmach Woody’ego Allena, ale nikt chyba nie wątpi, że najważniejszym z nich jest „Vicky Cristina Barcelona” (2008), gdzie partnerowała jej m.in. Penelope Cruz. Te dwie aktorki i grane przez nie postaci są jak ogień i woda.

Ale tak naprawdę Woody Allen należy dziś do najbliższych przyjaciół Scarlett, a w przyjaźni aktorka gotowa jest na wiele poświęceń. Dwa lata temu kariera Allena zawisła na włosku. Z powodu wywiadu udzielonego przez jego adoptowaną z Mią Farrow córkę Dylan, która oskarżyła go o molestowanie seksualne w dzieciństwie, stał się hollywoodzką persona non grata. Choć reżyser konsekwentnie zaprzecza oskarżeniom, wielu współpracujących z nim aktorów, m.in. Colin Firth, Natalie Portman czy Greta Gerwig, oświadczyło, że nie będzie już więcej z nim pracować. Scarlett Johansson była chyba jedyną aktorką, która mu uwierzyła, otwarcie broniła Allena i do dziś stoi u jego boku. 

Decydując się na taki akt lojalności, musiała znać jego cenę – w czasach #MeToo obrona reżysera oskarżanego o molestowanie może kosztować aktorkę niejedną utraconą rolę. I rzeczywiście, po kilku wywiadach, w których broniła Allena i deklarowała, że z radością zagra w jego kolejnym filmie, spadła na nią fala krytyki ze strony najbardziej opiniotwórczych amerykańskich publicystów. Od tego czasu – poza rolą Czarnej Wdowy w serii Marvela o Avengersach – zagrała tylko w dwóch filmach: „Historii małżeńskiej” i „Jojo Rabbit”. Za oba była nominowana do tegorocznych Oscarów. 

Scarlett na castingu

Urodziła się w Nowym Jorku w 1984 roku. Była jednym z czworga dzieci emigranta z Danii i Amerykanki o polsko-żydowskich korzeniach. Imię dostała po Scarlett O’Harze, bohaterce słynnej powieści i filmu „Przeminęło z wiatrem”.

„Kiedy byłam dzieckiem, nie chodziłam zbyt często do kina – wspomina. – Ale mieliśmy wideo i mnóstwo kaset. Uwielbiałam musicale i filmy z Judy Garland [to z Renee Zellweger grającą Judy przegrała w wyścigu o tegorocznego Oscara dla najlepszej aktorki – red.]. Miałam osiem lat, kiedy w drodze na przesłuchanie do telewizyjnej reklamówki, dostałam ataku szału. Nie znosiłam castingów, większość z nich przegrywałam i za każdym razem czułam się upokorzona. Mama wytłumaczyła mi wtedy spokojnym tonem, że jeśli nie chcę być aktorką, to nie będzie mnie do tego zmuszała. Bo dobrym w swoim zawodzie można być tylko wtedy, kiedy wykonuje się go z zaangażowaniem. Wtedy zrozumiałam, że muszę zmienić swoje podejście. I tak już prawie 30 lat…”. 

Na YouTubie można obejrzeć dziewięcioletnią Scarlett podczas castingu. Jest pewna siebie, opanowana, dorosła. Przerażające jest to, jak przekonująco zaczyna grać dziecko, którym sama powinna przecież jeszcze być. Rok później rozpoczęła naukę w prestiżowej szkole aktorskiej Lee Strasberga. „Spędziłam tam cztery lata i szybko przechodziłam z klasy do klasy. Na koniec z koleżankami i kolegami z tej samej grupy dzieliło mnie osiem lat”. 

Debiutowała w filmie Roba Reinera „Małolat” (1994), a kilka ról później Robert Redford obsadził ją w „Zaklinaczu koni” – grała dziewczynkę po wypadku, która musi odzyskać siłę woli i wspiąć się z powrotem na siodło. „Scarlett ma 13 lat, a ja czuję się, jak gdybym pracował z 30-latką. Czasem zastanawiam się, czy ona w ogóle była kiedyś dzieckiem”, tak mówił o niej Robert Redford. 

Wiele dziecięcych gwiazd nie sprawdza się na ekranie w dorosłym życiu. Albo jak Macaulay Culkin gubią swój talent w używkach, albo – jak Mary-Kate i Ashley Olsen – dojrzewając, tracą swój dziecięcy urok i stają się w Hollywood nieprzydatni. Jakie cechy mają takie aktorki, jak Jodie Foster, Anna Paquin czy Scarlett, że nie tylko zdołały przetrwać w show-biznesie, ale też robią wielką karierę, zachowały zdrowy rozsądek i utrzymały równowagę między tym, co na pokaz, a życiem prywatnym? To na pewno talent, pracowitość, dojrzałość, ale także szczęście i „to coś”, co sprawia, że są wyjątkowe. W przypadku Scarlett chodzi o głos. 

Podobnie jak przed nią Lauren Bacall, Veronica Lake czy Jessica Rabbit z filmu „Kto wrobił królika Rogera”, Scarlett rozbraja głosem, wzrusza i uwodzi jednocześnie. Wydawać by się mogło, że najlepiej będzie to widać we wspomnianym filmie „Ona”, gdzie głos jest jej jedynym środkiem aktorskiego wyrazu, ale co najmniej równie mocne wrażenie robi na przykład w reklamie. Dwa lata temu zagrała w kilkuminutowym filmie Martina Scorsese dla marki Dolce & Gabbana. Partneruje jej tam Matthew McConaughey, film jest czarno-biały, ujęcia klasyczne, dialogi pełne niedopowiedzeń. Historia jest prosta: Matthew przyjeżdża po Scarlett kabrioletem pod hotel. Ona ma zaraz samolot, to ich ostatnie chwile razem przed długim rozstaniem. Krótki spacer, a potem Matthew pyta: „Chyba powinniśmy już wracać?”. „Chyba powinniśmy…” – odpowiada Scarlett, ale mówi to w tak erotyczny sposób, że Matthew byłby skończonym idiotą, gdyby pozwolił jej teraz odejść. W zasadzie w każdym filmie z jej udziałem można wskazać taki jeden moment, w którym w sposób świadomy, z bezczelnym wyrachowaniem używa swojego głosu, żeby nas uwieść. 

Debiutancki album „Anywhere I Lay My Head”

W 2007 roku Scarlett wydała debiutancką płytę. Większość aktorów, którzy wyobrażają sobie, że z dnia na dzień podbiją rynek muzyczny, wychodzi ostatecznie na głupców (pamiętacie płytę Bruce’a Willisa?). Ale Scarlett naprawdę potrafi śpiewać, więc album „Anywhere I Lay My Head” okazał się sporym sukcesem – gościnnie wystąpił na nim nawet sam David Bowie. Większość utworów albumu to covery Toma Waitsa. Jeden z nich, „Falling Down”, rozpoczyna się zaskakującymi słowami napisanymi przez Waitsa wiele lat wcześniej: „Przebyłem 500 mil tylko po to, aby zobaczyć twoją aureolę, / Przybyliśmy z Sankt Petersburga, Scarlett i ja”. 

We wrześniu 2011 roku do sieci wyciekły nagie prywatne zdjęcia Scarlett, które przez kilka tygodni były tematem numer jeden amerykańskich tabloidów. Aktorka przerwała wówczas zdjęcia do filmu (grała Janet Leigh w biografii Hitchcocka) i zaszyła się na dłuższy czas w ukryciu. „Wstyd, złość i smutek w kółko i na przemian – wspomina tamten czas. – Wydawało mi się wtedy, że już nigdy w życiu nie pokażę się publicznie i nigdy w życiu nie wrócę na plan”. FBI wszczęło śledztwo w związku z kradzieżą zdjęć, haker został złapany i skazany na 10 lat więzienia. Od tego czasu Scarlett walczy w sądzie z każdym, kto próbuje naruszyć jej prywatność i publikuje przekłamania na jej temat. Wygrała już kilka takich procesów – większość dotyczyła publikacji na temat jej ciała. 

„Kiedy weszłam do świata Avengersów i musiałam wbić się w obcisły kostium Czarnej Wdowy, w mediach zaczęły się spekulacje dotyczące tego, czy się głodzę, ile schudłam, jak walczę z nadwagą – pisała w artykule dla „HuffPost”. – Twierdzono, że poddaję się intensywnym ćwiczeniom narzuconym przez trenerów gwiazd, których nigdy w życiu nie spotkałam i których nazwiska nic mi nie mówią. Pisano, że jem tylko kiełki ziaren, których nazw nie pamiętam, i ostatecznie, że chudnę sześć kilogramów tygodniowo. Mam drobną budowę ciała i jestem niewysoka, więc pomysł, że tyle chudnę, to totalne szaleństwo. Żeby tyle schudnąć, musiałabym chyba amputować sobie obie ręce. I stopę”.

Scarlett Johansson, Czarna Wdowa
mat.prasowe
Nawet wtedy, kiedy gra superbohaterkę w lateksowym kostiumie, potrafi wydobyć z niej przede wszystkim to, co ludzkie. Jej Czarna Wdowa nie ma w sobie nic z herosa.

Najlepiej opłaca aktorka według Forbesa

Jak większość aktorek, które zbyt szybko weszły w dorosłość, Scarlett ma za sobą już dwa nieudane małżeństwa. Pierwsze, z kanadyjskim aktorem Ryanem Reynoldsem, nie wytrzymało nawet dwóch lat. Z drugim mężem, francuskim milionerem Romainem Dauriakiem, ma sześcioletnią córkę. „Kiedy pierwszy raz wyszłam za mąż, miałam 23 lata. Byłam już aktorką o silnej pozycji zawodowej, show-biznes znałam już od podszewki, ale niewiele wiedziałam o relacjach, nie rozumiałam, na czym polega trwały związek i jak go zbudować – mówiła. – Myślę, że za bardzo romantyzowałam instytucję małżeństwa. Dziś czuję, że jestem w stanie dokonywać bardziej świadomych wyborów”. Trzy miesiące po drugim rozwodzie ogłosiła, że spotyka się z Colinem Jostem, komikiem i scenarzystą „Saturday Night Live”. To z nim pojawiła się na wręczeniu tegorocznych Złotych Globów i Oscarów. I właśnie się zaręczyli. W grudniu 2019 Scarlett po raz szósty w historii odwiedziła jako prowadząca świąteczne wydanie programu „Saturday Night Live”. „Tym razem jestem jeszcze bardziej wyluzowana niż poprzednim. Piąty raz to w jakimś sensie symboliczny, ale szósty? Nawet jeśli nie będzie śmiesznie, to co? Najwyżej wywalą z pracy mojego narzeczonego. O nie! Co my zrobimy bez jego pensji?!” – żartowała, nawiązując do tego, że jest najlepiej opłacaną aktorką w historii Hollywood. I chociaż podczas tego samego występu nazwała Colina miłością swojego życia, to, nauczona doświadczeniem z dwóch wcześniejszych małżeństw, o związku z nim mówi mało. 

Chociaż przyzwyczaiła nas do wybitnych ról, w pracy też nie zawsze wszystko przychodziło jej łatwo: „Czasami miałam wrażenie, że nie dostaję propozycji, które byłyby znaczące, które stanowiłyby dla mnie wyzwanie – mówi. – Dziś brak ciekawych ról nie stanowi już dla mnie takiego problemu. Dojrzałam, wiem, że nie muszę już nic nikomu udowadniać. Kiedy urodziła się moja córka Rose, zmieniły mi się priorytety. Wcześniej wydawało mi się, że moja przyszłość zależy od tego, czy wciąż będzie o mnie głośno, dziś wyluzowałam. Stać mnie na to, żeby poczekać na kolejną ciekawą rolę. I mam w międzyczasie co robić”. 

W minionym roku magazyn „Forbes” drugi rok z rzędu umieścił ją na szczycie swojej listy najlepiej zarabiających aktorów. Scarlett zarobiła 56 milionów dolarów, w dużej mierze dzięki filmowi „Avengers: Koniec gry”, finałowej odsłonie marvelowskiej sagi. W tym roku aktorka ma szansę pobić własny rekord. W maju do kin trafi „Czarna Wdowa”, pierwsza część serii poświęconej Natashy Romanoff, superbohaterce z „Avengersów”. Ale jak zwykle w przypadku Scarlett komercyjny sukces przeplata się z artystycznymi laurami. Od 12 lat nie zdarzyło się, żeby aktor czy aktorka byli nominowani do Oscara za dwa filmy jednocześnie. A w ogóle zdarzyło się to tylko 12 razy w historii tej nagrody – ostatnią podwójną nominację dostała Cate Blanchett w 2008 roku (i tak jak Scarlett, przegrała). W tym roku Scarlett miała szansę na nagrodę dla najlepszej aktorki w „Historii małżeńskiej” i najlepszej aktorki drugoplanowej w „Jojo Rabbit”. 

Podwójna nominacja do Oscara

Pierwszy z filmów to wnikliwa analiza rozpadu związku pary nowojorskich artystów. Kiedy reżyser i scenarzysta „Historii małżeńskiej”, Noah Baumbach, zaproponował Scarlett rolę, przechodziła akurat przez rozwód z drugim mężem. „Miałam wspólne doświadczenia z Nicole [główną bohaterką filmu – red]. Rozumiałam słodko-gorzki posmak jest sytuacji. Wszystkie te uczucia pośrednie, które towarzyszą postaci – obawy, nadzieje, ekscytację, poczucie porażki – mówiła. – Ale przygotowując się do tej roli, dużo więcej czerpałam z osobistych doświadczeń związanych z rozwodem moich rodziców i doświadczeń Noah, który napisał ten scenariusz, bo sam przeszedł rozwód. Bardzo pomocne okazało się też dla mnie doświadczenie bycia matką. Ciężko jest zrozumieć, co to znaczy być rodzicem, jakie emocje towarzyszą wtedy rozstaniu, kiedy samemu nie ma się dzieci”. Czy grając w filmie, który pokazuje, jak delikatną i trudną w utrzymaniu konstrukcją jest małżeństwo, jak łatwo stracić sens bycia razem mimo trwającej miłości, Scarlett straciła wiarę w trwały związek? „Sytuacja, w której buduję rodzinę i spełniam się w pracy, to moje marzenie. Zawsze tego chciałam. Także w małżeństwie z ojcem mojej córki”.

Scarlett Johansson, Historia miłosna
mat.prasowe
Za rolę w „Historii miłosnej” (2019) Noah Baumbacha dostała nominację do Oscara i Złotych Globów. Ale nie udało jej się jeszcze otrzymać żadnej z tych nagród.

Drugim filmem, który przyniósł jej tegoroczną oscarową nominację, jest „Jojo Rabbit” w reżyserii Taiki Waititiego. Film określa się jako holokaustową satyrę w duchu „Życie jest piękne” Roberta Benigniego. 12-letni Roman Griffin Davis, grający w „Jojo...” główną rolę: chłopca z Hitlerjugend, twierdzi, że dopiero obecność Scarlett (grała jego matkę) sprawiła, że poczuł się na planie komfortowo. „Naprawdę mi pomogła. Widziała, że jestem nowy i przestraszony. Starała się mnie rozśmieszyć, wyluzować, nie czułem, że cały czas pracuję. Scarlett sama jest mamą, ale była też aktorką dziecięcą i chyba dzięki temu wiedziała, co zrobić, żebym nie czuł się gorszy, słabszy, mniejszy. A poza tym jest taka mądra!” – mówił w jednym z wywiadów. 

Scarlett Johansson, Jojo Rabbit
mat.prasowe
Scarlett ma po matce polsko-żydowskie korzenie, dlatego z zachwytem przyjęła propozycję zagrania matki chłopca należącego do Hitlerjugend, która ukrywa żydowską dziewczynkę („Jojo Rabbit”, 2019).

Także marvelowskej postaci Scarlett nadała własny rys. Jej Czarna Wdowa nie ma w sobie nic z herosa, jest zwykłą dziewczyną (w trochę zbyt obcisłym lateksowym stroju), która po prostu dobrze się bije. I ma swoje problemy, trudną przeszłość, demony, z którymi musi się zmierzyć. 

Jeszcze rok temu napisałabym, że tą rolą Scarlett może na zawsze przekreślić sobie szansę na ambitne propozycje w artystycznym kinie. Albo lateks i komiksowe potyczki, albo kino społeczne. Tyle że Scarlett właśnie udowodniła, że potrafi skutecznie połączyć te przeciwieństwa. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, ról, których nie wypada przyjąć. Żyje i pracuje na własnych zasadach.

Autorka korzystała z materiałów „Vanity Fair. Oscar Edition” 2019/20 i „New Yorker” 24/03/2014/.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 4/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Mat. prasowe

Penelope Cruz walczy o siebie tak, jak jej filmowe bohaterki. Poznaj jej 12 najlepszych ról

Nie zawsze grała ambitne role, ale zawsze grała na sto procent. Potrafi być uwodzicielska, jak w filmie Woody'ego Allena „Vicky Christina Barcelona”, silna jak w filmie „Mama” i temperamentna, jak w „Kochając Pabla, nienawidząc Escobara”.
Sylwia Arlak
03.07.2020

Zadebiutowała w wieku 18 lat rolą w filmie „Szynka, szynka”, ale prawdziwy rozgłos dał jej dopiero film Pedra Almodovara „Drżące ciało”. Paradoksalnie to właśnie produkcje hiszpańskiego reżysera sprawiły, że Penelope Cruz stała się bardziej rozpoznawalna za granicą. I to jemu dziękowała, gdy odbierała Oscara za rolę w filmie Woody'ego Allena „Vicky Christina Barcelona”. Jednak nawet jeśli to Almodovar dał jej szansę zabłysnąć w wielkim kinie, to jednak najwięcej Penelope Cruz zawdzięcza samej sobie: swojej charyzmie, talentowi, delikatności, z jaką wciela się w kolejne kobiece role. Oto dwanaście najlepszych ról hiszpańskiej aktorki. „Szynka, szynka” W „Szynce, szynce” oglądamy świat, którym rządzą dwie obsesje — seks i jedzenie. Bogaty panicz Joe uwielbia ponętne piersi swojej ukochanej, Silvy. Twierdzi, że jej sutki przypominają w smaku... szynkę. Erotyczna farsa to pierwszy film, w którym Penelope Cruz gra wraz z hiszpańskim aktorem, obecnie jej mężem Javierem Bardem. Aktorka stanęła na planie, gdy miała zaledwie 18 lat. Sceny topless, których w produkcji nie brakuje, sprawiły, że Hiszpanka stała się w swoim kraju symbolem seksu. Ale doceniono nie tylko jej urodę. Krytycy nie szczędzili aktorce pochwał, za swój występ została nominowana do nagrody Goya, czyli hiszpańskiego odpowiednika Oscara.   „Vicky Christina Barcelona” „Vicky Christina Barcelona” Woody'ego Allena to popis aktorski trzech gwiazd. Obok Cruz, wystąpił Javier Bardem (duet spotkał się na planie po raz pierwszy od czasu produkcji „Szynka, szynka”, to właśnie wtedy odżyło ich uczucie) i Scarlett Johansson . W tym zmysłowym filmie Cruz gra Marię Elenę, ekscentryczną byłą żonę Juana Antonio (Bardem). Charyzmatyczny malarz w tym samym czasie...

Czytaj dalej
Uroda Życia 2020
mat. prasowe

2020 to rok kobiet! Zobacz, jakie bohaterki gościliśmy w 2020 r. na okładkach „Urody Życia” 

Najsłynniejsza polska restauratorka, najpopularniejsza podróżniczka, najbardziej poczytna autorka kryminałów, kandydatka na Prezydentkę RP, wspaniałe aktorki i wokalistki – takie były bohaterki naszych okładek w 2020 roku!
Agnieszka Dajbor
16.12.2020

To był rok nie do przewidzenia i nie do opowiedzenia. Pandemia Covid-19 wywróciła nasze życie do góry nogami. Zdalna praca, zdalna szkoła naszych dzieci, inna organizacja życia, strach o zdrowie swoje i najbliższych. Zabrakło wielu zwykłych, codziennych przyjemności, spotkań ze znajomymi, biesiadowania w ulubionych knajpkach. Ale było też trochę nadziei. Bo 2020 był także rokiem kobiet, które mimo zagrożenia wyszły na ulice, aby walczyć o swoje prawa. Jednym z symboli tego roku została błyskawica, która pojawiła się na maseczkach uczestniczek i uczestników demonstracji. W „Urodzie Życia” gościłyśmy w tym roku na okładkach kobiety, które potrafiły rozwijać się, zmieniać siebie i świat wokół. Znajdowały siły, by nie poddać się beznadziei i strachowi pandemii. Nie zostawały obojętne wobec naszych wspólnych spraw. Dzieliły się swoimi, często osobistymi przeżyciami, by czytelniczki mogły się do nich odnieść i lepiej zrozumieć siebie. Katarzyna Bonda: Znowu wierzę w miłość – „Uroda Życia” 1/2020 Z najpopularniejszą polską autorką kryminałów Katarzyną Bondą rozmawiałyśmy z okazji wydania jej nowej książki „Miłość leczy rany” (wyd. Muza 2020). Miłosna historia to było coś nowego w jej repertuarze. Katarzyna Bonda mówiła nam, że na uczucia, o których czasem już zapominała, otworzył ją związek z Remigiuszem Mrozem. Kiedy ogłosili, że są parą, dużo się mówiło. „Król i królowa polskich kryminałów wreszcie razem!”, donosiły media. I choć zaledwie po kilku miesiącach rozstali się, Katarzyna Bonda była mu wdzięczna za miłość i życzliwość. „To było wzajemne i niezależnie od tego, jak się skończyło, było piękne. Zadedykowałam mu nową książkę, bo przywrócił mi...

Czytaj dalej
East News

Mentor i jego muza: Pedro Alomodovar i Penelope Cruz. Nie istnieliby bez siebie

O swojej relacji mówią, że jest jak związek, tylko bez seksu. On, jeden z najwybitniejszych reżyserów na świecie jest gejem, ona, najpopularniejsza hiszpańska aktorka — szczęśliwą mężatką. A jednak Penelope Cruz i Pedro Almodovar to duet idealny.
Sylwia Arlak
01.07.2020

Ktoś zapytał mnie kiedyś: »Czy ona jest dla ciebie muzą?« — mówił Pedro Almodovar o Penelope Cruzpodczas jednego z wywiadów. – No tak. Jest dla mnie muzą, bo czyni mnie lepszym, niż jestem w rzeczywistości. Myślę, że jestem lepszym reżyserem, bo wierzy, w to, że jestem lepszy. Ta ślepa wiara daje mi dużo siły” — dodał. „Nie, nie” — odpowiedziała siedząca obok niego Cruz, kręcąc głową i uśmiechając się spokojnie. „Wiem dokładnie, jak dobry jesteś”. Czułość, jaką sobie okazują, mogłaby sugerować, że 70-letni Almodovar i 46-letnia Cruz są w sobie zakochani. Tymczasem on nigdy nie ukrywał, że jest gejem, a ona od lat pozostaje w szczęśliwym związku małżeńskim z aktorem Javierem Bardemem. Ich czuła relacja rozpoczęła się, gdy Cruz miała zaledwie 17 lat. Wówczas po raz pierwszy spotkała uznanego już reżysera. Starała się o rolę 35-letniej kobiety w komedii „Kika” (film ujrzał światło dzienne w 1993 roku), ale Almodovar odrzucił jej kandydaturę. Powiedział jej jednak, że zadzwoni za kilka lat. Reżyser, który stworzył Penelope Cruz Zanim Penelope Cruz ujrzała Almodovara na żywo, obejrzała wszystkie filmy, które nakręcił. Dzisiaj śmieje się, że miała na jego punkcie obsesję. Kiedy dowiedziała się, gdzie mieszka, przez jakiś czas wystawała nawet pod jego domem.  To dzięki niemu już w wieku 14 lat wiedziała, że chce zostać aktorką – w jej rodzinie nikt nigdy nic nie miał do czynienia ze sztuką. „Wyszłam z seansu filmu »Zwiąż mnie« i coś mnie tknęło. Zrobiłam sobie długi spacer, pomyślałam, że muszę przynajmniej spróbować zostać aktorką. Chciałam poznać Pedra i podziękować mu za ten film. A także pracować z nim” — wspominała po latach w wywiadzie dla...

Czytaj dalej
Leonardo DiCaprio i Kate Winslet
Getty Images

Kate Winslet i Leonardo DiCaprio – przyjaźń na wieki wieków!

20 lat temu w „Titanicu” Kate Winslet i Leonardo DiCaprio stworzyli legendarną filmową parę. Do dzisiaj najbliższymi przyjaciółmi. Albo jak mówią o sobie „parą kundli w świecie rasowych wyjadaczy”.
Magdalena Żakowska
12.06.2020

Nigdy się nie poddawaj, przyrzeknij mi!” – pamiętacie scenę z „Titanica”, kiedy Jack (DiCaprio), tonąc w Atlantyku, wypowiada te słowa do dryfującej na kłodzie Rose (Winslet), a chwilę później znika na zawsze pod wodą? Oczywiście, że pamiętacie. Oczywiście, że płakałyście. Bo kto nie płakał?! „Titanic” to najsłynniejszy romans wszech czasów, zdobył 11 Oscarów, a Rose i Jack przeszli do historii kina jako najpiękniejsze wcielenie motywu nieszczęśliwych kochanków. Bo sekret sukcesu „Titanica” nie polegał przecież na tym, że widzowie kochają filmy o katastrofach, statkach czy górach lodowych. To para głównych bohaterów, lub raczej aktorów, zagwarantowała ten sukces (no, może jeszcze piosenka Céline Dion).  Na zawsze Jack i Rose Oboje chętnie obracają w żart każdą próbę uczynienia z nich hollywoodzkiej legendy. Kate powiedziała w programie Jimmy’ego Kimmela, że właściwie mogła uratować Jacka, bo na kłodzie, na której jej bohaterka przeżyła katastrofę, było wystarczająco dużo miejsca dla dwojga. Ale czy ze szczęśliwym zakończeniem mogliby liczyć na 11 Oscarów? Raczej nie. Bo „Titanic” to kolejna wersja mitu o wielkiej miłości, którą przerywa śmierć jednego z kochanków, czyniąc uczucie nieśmiertelnym.  Kiedy rozpoczynały się zdjęcia do „Titanica”, Leo był już gwiazdą. Miał za sobą role upośledzonego umysłowo chłopca w „Co gryzie Gilberta Grape’a”, Artura Rimbauda w „Całkowitym zaćmieniu” Agnieszki Holland i tytułowego bohatera w uwspółcześnionej ekranizacji „Romea i Julii”. Jego udział w „Titanicu” gwarantował filmowi sukces. Kate była dziewczyną znikąd, sprzedawczynią kanapek w małej angielskiej miejscowości Reading,...

Czytaj dalej