„Sam sobie zrobiłem krzywdę”, mówi Paweł Kapusta, autor „Gada”, reportażu o więzieniach w Polsce 
Rafał Masłow
#czytajdlaprzyjemności

„Sam sobie zrobiłem krzywdę”, mówi Paweł Kapusta, autor „Gada”, reportażu o więzieniach w Polsce 

Dziennikarz sportowy pisze o szpitalach i więzieniach.
Adam Jastrzębowski
28.11.2019

Z pisania o kolejnych golach Roberta Lewandowskiego potrafi płynnie przejść do opisu warunków pracy funkcjonariuszy służby więziennej.  Paweł Kapusta, dziennikarz sportowy oraz jeden z najciekawszych reportażystów młodego pokolenia, właśnie wydał książkę „Gad” (wyd. Wielka Litera), wstrząsający reportaż o więziennym życiu z perspektywy strażników

Adam Jastrzębowski*: Pisanie o sporcie to pisanie o rzeczach przyjemnych. Piłkarze dobrze zarabiają, kibice są szczęśliwi, że idą na mecz, a ich drużyna strzela bramki i wygrywa. Za to w twoich książkach na próżno szukać radości.

Paweł Kapusta: „Agonia” jest z pogranicza życia i śmierci, „Gad” też do łatwych książek nie należy. Pracując nad tymi książkami, złapałem dużo dystansu. Mogę się przyznać, że w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że sam sobie krzywdę zrobiłem – zawodowo – zajmując się sportem całe życie i nagle przechodząc do pisania o innych tematach. Jednego dnia rozmawiasz z kobietą, która opowiada ci o śmierci własnego dziecka i płacze, a potem wracasz do bieżącego pisania sportowego. O tym, że ktoś kopnął w lewo, a nie w prawo, o tym, że zwolniono tego, a nie tamtego trenera. Teraz oczywiście celowo trywializuję, ale w pewnym momencie miałem kłopoty ze zmobilizowaniem się. To są jednak dwa inne rodzaje tej pracy.

I oczywiście wiem, że choć bardziej potrzebne społecznie jest zajmowanie się tematyką problemów w ochronie zdrowia, to są również odbiorcy, którzy szukają informacji o Robercie Lewandowskim. Sport to dla ludzi ważny element życia, a ja dostarczam na ten temat odpowiednie treści. Na szczęście udało mi się to sobie poukładać w głowie i nie mam problemu, by funkcjonować dziś w jednym i drugim świecie.

 

W ilu zakładach byłeś podczas tworzenia „Gada”?

W kilku różnych, zarówno jeśli chodzi o położenie, jak i o panujący w nich rygor. Były to i zakłady półotwarte i zamknięte. Tutaj ważna uwaga: jestem bardzo wdzięczny wszystkim ludziom, którzy ze mną chcieli porozmawiać.

Bo pracownicy więzienni boją się opowiadać szczerze, pod nazwiskiem, o niektórych rzeczach. Zawarliśmy – na gębę oczywiście – kontrakt, że będę strzegł ich anonimowości. Dlatego w kilku miejscach zmieniam nie tylko dane osobowe, ale także pewne szczegóły historii, by utrudnić identyfikację miejsca i czasu. Tylko i wyłącznie dla dobra bohaterów.

Niekiedy twoi bohaterowie popełniają błędy.

Zdarza się, że wprost mówią o nielegalnych kontaktach z osadzonymi. Przemyt, kontakty seksualne, agresja. Dlatego piszę także o grzechach i nieprawidłowościach, o tym, co strażnicy mają za uszami.

 

Paweł Kapusta
Rafał Masłow
„Gad” to efekt spotkań Pawła Kapusty z polskimi strażnikami więziennymi i wizyt w zakładach karnych w całej Polsce. Poprzednia książka Pawła Kapusty, „Agonia” została wydana w 2018 r. i opowiadała o rzeczywistości polskich lekarzy i pacjentów. Za tę książkę Paweł Kapusta został finalistą Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki.


Paweł Kapusta
Rafał Masłow

Adam Jastrzębowski – dziennikarz, fotograf, redaktor lubimyczytać.pl. Cała rozmowa z Pawłem Kapustą do przeczytania w serwisie: Lubimy Czytać.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Katarzyna Bonda
fot. Magdalena Łuniewska/Buku Team

Katarzyna Bonda - jak się zostaje królową kryminału?

Kryminał to ulubiony gatunek Polek, a ona jest jego mistrzynią. Podium zdobyła w ekspresowym tempie, ale historia jej zwycięstwa, jak to często bywa, jest słodko-gorzka.
Aleksandra Szajewska
29.05.2020

Wysoka, posągowa blondynka. Nie wygląda jak pisarka. Wygląda jak gwiazda. I choć jej gwiazda rozbłysła nagle, nie spadła z nieba. Katarzyna Bonda urodziła się w Białymstoku, ale wychowała w Hajnówce . Jej rodzina ma białoruskie korzenie. Skończyła Dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim i scenopisarstwo w Łódzkiej Filmówce , uczestniczyła w wielu kursach kreatywnego pisania w Polsce i za granicą. Przez kilkanaście lat była związana z prasą. Pracowała dla wielu tytułów i jak każdy początkujący dziennikarz zaczynała od pisania o wszystkim. Pewnego dnia w zastępstwie za kolegę z redakcji „Expressu Wieczornego”, trafiła do sądu na swoją pierwszą rozprawę. Jej skrupulatność, dociekliwość i pogłębione podejście psychologicznie do spraw sprawiło, że wsiąkła w tematykę kryminalną, a dziennikarstwo śledcze stało się jej domeną. Poznała prokuratorów, policjantów, sekretarki sądowe i przestępców. Jednak najważniejsze spotkanie w jej życiu zawodowy miało się dopiero odbyć.  Sprawa Niny Frank  Zawsze chciała pisać książki, ale jak sama mówi, do pisania trzeba dojrzeć, trzeba mieć coś do przekazania, przeżyć coś. Ją życie doświadczyło wyjątkowo boleśnie. Jej tata zachorował na raka i zmarł. 11 dni po jego śmierci Katarzyna Bonda potrąciła na pasach pieszego. Ze skutkiem śmiertelnym. Pisarka dostała wyrok w zawieszeniu, ale po tym wydarzeniu już nic nie było w jej życiu takie samo. Potrzebowała pomocy psychologicznej, przez rok chodziła na terapię. W tym czasie napisała „Sprawę Niny Frank”, pierwszą część serii „Hubert Meyer – psycholog śledczy”. To właśnie spotkanie z pierwowzorem Meyera, szefem sekcji psychologów z Komendy Głównej w Katowicach, Bogdanem Lachem , miało największy wpływ na jej pisarstwo. Zawód profilera –...

Czytaj dalej
Katarzyna Bonda
fot. Magdalena Łuniewska/Buku Team

Katarzyna Bonda: „Każda samotna matka w jakimś stopniu jest wojowniczką”

Odniosła zawodowy sukces, jej córka powoli dorasta, a ona na nowo uwierzyła w miłość. „Teraz mogę sobie odpuścić, odłożyć broń, wyrzucić wszystkie ukryte sztylety”, mówi królowa polskiego kryminału.
Marta Strzelecka
28.05.2020

Jest jedną z najpoczytniejszych i najlepiej rozpoznawalnych polskich pisarek. Znaki szczególne? Długie blond włosy i sukienki – zawsze o tym samym kroju. Jednak to nie wygląd sprawił, że jest uznawana za królową polskiego kryminału . Tylko talent, wytrwałość i wyjątkowa odwaga, którą pisarka skromnie nazywa „niefrasobliwością”. Chociaż w swoich książkach kryminalnych Katarzyna Bonda pisze o przemocy, bólu i zbrodniach, to praca nad pierwszym romansem okazała się na tyle niebezpieczna (dosłownie – pisarce grożono) i obciążająca emocjonalnie, że nie mogła jej skończyć przez kilkanaście lat. „Zorientowałam się, że opowiadanie o miłości sprawia mi trudność”, przyznaje Bonda. Pierwsza część trylogii romantycznej „Miłość leczy rany”, ukazała się wreszcie pod koniec 2019, a autorka zadedykowała ją byłemu partnerowi, który – jak mówi – przywrócił jej wiarę w miłość. Teraz Katarzyna Bonda wraca do kryminalnych korzeni i razem z psychologiem sądowym Bogdanem Lachem napisała reportaż „Motyw ukryty. Zbrodnie, sprawcy i ich ofiary. Z archiwum profilera”.   Marta Strzelecka: W tym słonecznym mieszkaniu pisze pani o zbrodniach? Katarzyna Bonda: Mieszkam tu od niedawna, od ponad roku. I tak się składa, że właśnie tu skończyłam pracować nad moją pierwszą książką o miłości. Najwięcej słońca wpada do gabinetu, jest w nim naprawdę jasno. Kiedy weszłam do tego mieszkania po raz pierwszy, poczułam się jak w domu. Wcześniej żyłyśmy z córką w mniejszej przestrzeni, wszystko w jednym pokoju, wszędzie książki. Pisałam w nocy, siadałam przy biurku, kiedy dziecko zasypiało. Teraz ma swój pokój. Nie ma tu pokoju dla męża? Nie ma, ale nie wykluczam. Wystarczy tylko zmienić aranżację wnętrza. Wierzę w miłość....

Czytaj dalej
Agata Trzebuchowska
mateusz nasternak

Agata Trzebuchowska: „Nie dzielę życia na to sprzed „Idy ” i po niej.”

Złote Globy ją rozczarowały, a oglądanie Oscarów – uśpiło.
Magdalena Felis
04.01.2019

Po tym, jak „Ida” Pawła Pawlikowskiego zdobyła Oscara, Agata Trzebuchowska, odtwórczyni głównej roli, mogłaby przebierać w ofertach od innych reżyserów, tymczasem dla niej kariera aktorska niekoniecznie jest spełnieniem marzeń. Co więcej, sama twierdzi, że: „W roli Idy atutem okazał się mój absolutny brak cech, które są niezbędne, żeby być aktorem”. O „Idzie”,  filmowych nagrodach i planach na przyszłość z Agatą Trzebuchowską rozmawia Magdalena Felis.   Gdy cię ktoś teraz pyta, co słychać, to na którym miejscu wymieniasz nominacje do Oscara? Dalekim! Rok temu próbowałam oglądać Oscary w telewizji i odpadłam po 20 min. Choć oczywiście cały ten zgiełk wokół „Idy” zajmuje ważne miejsce w moim życiu. We wrześniu skończyłam studia, właśnie wróciłam z bardzo długiej podróży i przyznaję, że jestem dość bezbronna wobec tego, co dzieje się wokół mnie, bo w tym momencie nie mam nic swojego, w co mogłabym się chwilowo wrzucić. Ale nie dzielę życia na to sprzed „Idy ” i po niej.   Czy to była podróż festiwalowa? Tylko zaczęła się od festiwalu – w Rochester w stanie Nowy Jork. Dziwne miejsce ze specyficzną Polonią: dojrzali ludzie z dyplomami uniwersyteckimi, bardzo inteligenckie i zarazem konserwatywne środowisko. Potem był szalony Nowy Jork, niezależny i swobodny, bo znam już trochę to miasto, umiem się po nim poruszać, wiem, co mnie w nim interesuje. A później już moja własna wędrówka, czyli Panama, jeżdżenie po indiańskich wioskach, spanie z lokalsami pod jednym dachem i wreszcie cudowne Buenos Aires. Tyle emocji, że nie mogłam zająć myśli niczym innym. Przez pierwszych parę dni nie byłam w stanie ani czytać, ani oglądać żadnych filmów.   Złote Globy nie były...

Czytaj dalej
justynakopinska
Zuza Krajewska/Swiat książki 2

Reporterka Justyna Kopińska bada, jak rodzi się w nas zło

Autorka książki „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie” mówi, dlaczego łatwiej rozmawia się jej z oprawcami, mordercami i gwałcicielami niż ich ofiarami
Magdalena Żakowska
24.02.2020

Jej reportaże wstrząsają Polską. To ona opisała sierociniec siostry Bernadetty i zbrodnie ordynator w  szpitalu psychiatrycznym dla dzieci. Niedawno wydała swoją pierwszą powieść „Obłęd”. Swoim tematem numer jeden uczyniła zło. Jak sobie z tym radzi? Magdalena Żakowska: Spotykamy się u ciebie w domu. W salonie tylko kanapa, fotel i stolik, w sypialni tylko łóżko i nocna szafka, kuchnia ascetycznie biała. Ściany białe, ani jednego obrazu. Jesteś minimalistką? Justyna Kopińska: Chyba tak. Mam bardzo mało rzeczy, nie lubię zakupów, nie chodzę po sklepach. Uważam, że to strata czasu. I dużo lepiej mi się pracuje, kiedy nic mnie nie rozprasza. Puste wnętrze byłoby idealne, ale muszę na czymś spać i jeść… Zastanawiałam się ostatnio, kiedy czułam się w życiu najszczęśliwsza i wyszło, że wtedy, kiedy byłam z dala od ludzi, internetu, cywilizacji – wyjechałam na rok do Afryki. Wtedy czułam się najbardziej sobą. Masz telewizor? Tak, ale tylko dlatego, że lubię oglądać filmy. Zwłaszcza stare. Jak bardzo stare? Klasykę. „Łowca jeleni”, „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Milczenie owiec”. Znam je na pamięć, niektóre oglądałam kilkadziesiąt razy. Zwłaszcza ten ostatni. Czyli chodzi o emocje, nie o relaks. Relaksu szukam gdzie indziej, nie w kinie. Zresztą „Milczenie owiec” kochałam na długo, zanim zostałam reporterką. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Jodie Foster w roli agentki Starling, miałam niewiele ponad 10 lat. Chciałam być taka jak ona, postanowiłam, że też zostanę policjantką śledczą, będę ścigała przestępców i walczyła ze złem. Wszystkie moje dziecięce marzenia koncentrowały się wokół tego. Nigdy nie bawiłam się w księżniczkę i nie marzyłam o ślubie z  księciem. Co zmieniła siostra Bernardetta A...

Czytaj dalej