„Przeminęło z wiatrem” czasowo wycofane z HBO Max. To początek wielkiej rewizji, też w naszym kanonie!
East News

„Przeminęło z wiatrem” czasowo wycofane z HBO Max. To początek wielkiej rewizji, też w naszym kanonie!

Ruch Black Lives Matter dotarł aż do kina. Oglądajmy filmy krytycznie, pamiętajmy o Hattie McDaniel i Clarku Gable!
Magdalena Żakowska
13.06.2020

Zabójstwo George'a Floyda przez policję w Minneapolis wywołało potężną reakcję społeczną i kulturową. Ameryką wstrząsają kolejne fale antyrasistowskich manifestacji, gwiazdy wspierają ruch Black Lives Matter za pośrednictwem social mediów, czytelnicy wykupują z księgarni internetowych najważniejsze książki na temat rasizmu. Wszyscy w przyspieszonym tempie uczymy się, co to znaczy wrażliwość społeczna i jaki był/jest nasz udział w utrwalaniu rasizmu na świecie. Kolonializm, niewolnictwo, pamięć historyczna – kto jeszcze miesiąc temu by pomyślał, że będziemy dziś używać tych pojęć częściej niż „kwarantanna”, czy „koronawirus”?! 

W Wielkiej Brytanii trwa dyskusja na temat rasizmu Churchilla i jego roli w utrwalaniu postkolonialnej postawy całego kraju wobec Afryki i Azji. Belgowie burzą pomniki swojego króla Leopolda II, odpowiedzialnego za terror i ludobójstwo w Kongo, o czym opowiada wstrząsająca książka Adama Hochschilda. A my wszyscy, od Ameryki, przez Europę, aż po Azję, dyskutujemy na temat słuszności i niesłuszności filmu „Przeminęło z wiatrem”. Ale o ile łatwiej jest zburzyć pomnik Leopolda II niż pozbawić się dostępu do kanonu kinematografii…

Bermudy na 5 sposobów!

„Przeminęło z wiatrem” jak „Ziemia obiecana”

Wszystko zaczęło się od listu otwartego Johna Ridleya, nagrodzonego Oscarem scenarzysty filmu „Zniewolony”, który zaapelował do szefów specjalizującej się w klasyce kina platformy HBO Max, aby wycofali ze swojej oferty film „Przeminęło z wiatrem” z 1939 roku z Vivien Leigh i Clarke'iem Gable. Nie na zawsze – wystarczy, aby film poprzedzała plansza wyjaśniająca kontekst historyczny i zwracająca uwagę widzów na przekłamania z niego wynikające. I wybuchła burza. Zakazać? Cenzurować? Opatrzyć komentarzem? 

Można o „Przeminęło z wiatrem” powiedzieć, że gloryfikuje świat niewolniczego Południa i utrwala obraźliwe stereotypy na temat Afroamerykanów. To wszystko prawda – osoby czarnoskóre porównywane są tu często do zwierząt, niewolnicy kochają swoich właścicieli i ani w głowie im wolność, a świat Południa pokazany jest z nostalgią, bo „wszystko było jeszcze wtedy takie, jakie być powinno”.

Ale można też powiedzieć, że „Przeminęło z wiatrem” opowiada o nieuchronnym końcu pewnego świata i o tym, jak różnie radzili z tym sobie jego bohaterowie. O egoistycznej i sprytnej dziewczynie, która nauczyła się wykorzystywać swoją urodę do manipulacji mężczyznami, która odkryła w sobie talent do robienia pieniędzy, ale brakowało jej moralnego kręgosłupa, który pozwoliłby jej godnie przeżyć swoje życie. Ta historia w całości składa się przecież z tragicznych postaci. I nie oszukujmy się – Scarlett O'Hara traktuje Mammy z wyższością i pobłażaniem, ale Mammy nieustannie strofuje Scarlet i wciska ją na siłę w rolę białej panienki z dobrego domu, której jedyną życiową aspiracją powinno być prowadzenie życia uważanego przez innych za cnotliwe (dodajmy, że Vivien Leigh za rolę Scarlett zarobiła 30 tys. dol., Clarke Gable cztery razy tyle, a o gaży Hattie McDaniel, odtwórczyni roli Mammy, w ogóle nic nie wiemy). 

Tak, „Przeminęło z wiatrem” pełne jest obraźliwych stereotypów dotyczących Afroamerykanów, podobnie jak „Ziemia obiecana” pełna jest stereotypów na temat Żydów, Niemców i chłopów. A jednak to wielka literatura, na której podstawie powstały wybitne filmy. Czy kontekst historyczny i czasy, w których powstały te dzieła usprawiedliwia obecność w nich krzywdzących stereotypów? Na pewno znajomość kontekstu jest tu niezmiernie ważna. 

Nie ma chyba wśród nas kobiety, która choć raz nie widziałaby „Przeminęło z wiatrem”, albo nie czytała książki Margaret Mitchell, albo nie znała sceny z „Pomyślę o tym jutro”. Przecież nie da się tego od-widzieć i od-czytać. „Przeminęło z wiatrem” to film, który trzeba oglądać krytycznie, ale zakazać go po prostu nie można. Jeśli nie ze względu na kilka niezapomnianych scen, które przeszły do historii kina i muzykę Maksa Steinera, to ze względu na Hattie McDaniel, która wcieliła się w rolę Mammy. Bo ten film, chociaż w wielu  aspektach rasistowski, był ważnym krokiem w historii afroamerykańskiej kultury. 

Pierwszy Oscar i 79 pokojówek

Hattie McDaniel była pierwszą afroamerykańską aktorką, która otrzymała Oscara (za rolę Mammy) i pierwszą nominowaną do tej nagrody czarnoskórą osobą w historii. W Ameryce panowała jeszcze wówczas segregacja rasowa, więc aktorka nie mogła uczestniczyć w premierze, ani oficjalnych bankietach promujących film. Podczas gali wręczenia Oscarów, choć była jej bohaterką, nie mogła siedzieć razem z całą ekipą filmową. Z początku w ogóle odmówiono jej wstępu. Jedyną osobą, która oprotestowała wówczas tę decyzję Akademii Filmowej, był Clark Gable, który ze względu na nieobecność Hattie McDaniel sam konsekwentnie odmawiał uczestniczenia w wydarzeniach związanych z premierą filmu i ogłosił, że jeśli nie zostanie zaproszona na ceremonię wręczenia Oscarów, to on sam też tam nie przyjdzie. Ostatecznie przyszedł, przekonany do tego przez Hattie McDaniel – Akademia po długich negocjacjach zgodziła się posadzić ją przy stoliku w bocznym korytarzu. Przyszła, bo chociaż okoliczności były ohydne, to jednak czuła, że jest to jej święto. I święto całej społeczności afroamerykańskiej. Pierwszy Oscar.

Krytycy zarzucali Hattie McDaniel, że nie wykorzystała swojej pozycji do walki z segregacją, że tańczyła tak, jak biali jej zagrali. Hattie była córką byłych niewolników, została wychowana w czasach, w których śmierć George'a Floyda nie poruszyłaby nawet lewicowych dziennikarzy lokalnych gazet. Chociaż przez całe życie spotykały ją upokorzenia, a z jej 94 ról aż 79 to role pokojówek, uważała swoją sytuację życiową za komfortową, a nawet uprzywilejowaną. Taki był kontekst historyczny tamtych czasów. Gdy umarła największy cmentarz w Hollywood odmówił jej miejsca pochówku, bo chowano tam tylko białych. 

Dziś Hattie McDaniel ma dwie gwiazdy w Alei Gwiazd w Los Angeles – jedną za śpiew, drugą za aktorstwo. Była pierwszą Afroamerykanką w wielu kategoriach i zapewne nie byłoby to możliwe, gdyby nie rasistowskie „Przeminęło z wiatrem”. Jest to dla filmu okoliczność łagodząca, co nie znaczy, że nie należy opatrzyć go, tak jak apelował John Ridley, krytycznym komentarzem.

W końcu nawet wykształceni czytelnicy nie rozumieją często, na czym polega rasistowski kontekst „Murzynka Bambo” czy „W pustyni i w puszczy”. Dajmy im narzędzia, bo tylko wtedy możemy wymagać od nich więcej.

I pamiętajmy, jakim fantastycznym facetem był Clark Gable!

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Książki o rasizmie
Mat. prasowe

10 książek na temat rasizmu, które trzeba przeczytać

Zabójstwo 46-letniego czarnoskórego George'a Floyda przez policjanta z Mineapolis udowodniło, że rasizm wciąż ma się dobrze. Protestuje już cały świat. Wygrajmy wspólnie z rasizmem - wiedzą, uważnością, empatią!
Magdalena Żakowska
03.06.2020

Książek zmarłej w zeszłym roku Toni Morrison, amerykańskiej pisarki, feministki, eseistki polecać nikomu nie trzeba. Jej „Najbardziej niebieskie oko” i „Umiłowana” należą dziś do kanonu literatury XX wieku. W uzasadnieniu decyzji o przyznaniu Toni Morrison Nagrody Nobla Akademia Szwedzka napisała: „W powieściach charakteryzujących się siłą wizji literackiej i poetyckich wartości Morrison przedstawia najważniejsze problemy amerykańskiej rzeczywistości”. Problemy jej czarnoskórych mieszkańców. Ale książek, które pozwolą nam lepiej zrozumieć to, co dzieje się dziś w Ameryce i dadzą nam narzędzia do tego, abyśmy potrafili o tym mądrze rozmawiać, jest znacznie więcej. Oto 10 książek, które wszyscy powinniśmy dziś znać: 1. Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę Hampton Sides (Czarne, 2017)  „W kwietniu 1968 roku James Earl Ray przyjechał do Memphis. Wynajął obskurny pokój ze świetnym widokiem na motel Lorraine, kupił karabin snajperski i wziął na cel historię. Po oddaniu śmiertelnego strzału do Martina Luthera Kinga porzucił broń, wsiadł do białego mustanga i spokojnie odjechał. Policja, która już parę minut po zabójstwie pojawiła się na miejscu zdarzenia, minęła się z nim o kilka chwil. Śledztwo wkrótce przejęło FBI, rozpoczynając największy pościg w historii Ameryki, w którym udział wzięło ponad trzy i pół tysiąca agentów, który kosztował prawie dwa miliony dolarów i który zakończył się daleko poza granicami USA”.  Hampton Sides stworzył pasjonujący thriller non-fiction, konstruując równoległe portrety dwóch bardzo różnych mężczyzn, ofiary i zabójcy: charyzmatycznego...

Czytaj dalej
Samin Nosrat
©Smeeta Mahanti

Kuchenna rewolucja Samin Nosrat

Jak nikomu nieznana pasjonatka gotowania stała się autorką kulinarnego bestsellera i globalną gwiazdą.
Magdalena Żakowska
16.04.2020

Jeśli jeszcze jej nie znacie, to albo nie korzystacie z platformy Netflix, albo nie lubicie gotować. Obok Samin Nosrat trudno przejść obojętnie – jest tak pozytywna, zabawna i pełna  entuzjazmu.  Jej prosta, ale rewolucyjna metoda gotowania inspiruje nowe pokolenie kucharzy i zmienia sposób myślenia o jedzeniu. Ale przebicie się z tym pomysłem zajęło Samin ponad 20 lat. Nie było łatwo, bo startowała z najniższego poziomu – biednej córki emigrantów z najbardziej znienawidzonego w Ameryce kraju, Iranu. Samin odkryła, że gotowanie jest jej przeznaczeniem dość późno, bo dopiero na studiach. Podczas wielu lat praktyki w dobrych restauracjach i kulinarnych podróży do Włoch, Japonii i Meksyku, stworzyła własną koncepcję tego, na czym polega dobra kuchnia – według niej to właściwe posługiwanie się temperaturą, solą, tłuszczem i kwasem.  Cztery składniki sukcesu W pierwszej książce „Salt Fat Acid Heat” (po polsku ukazała się pod tytułem „Cztery składniki”) w prosty i zabawny sposób wykłada fundamentalne zasady gotowania oparte o tę koncepcję. Chociaż konkurencja na rynku publikacji kulinarnych jest dziś ogromna, książka Samin w ciągu kilku tygodni trafiła na listę bestsellerów „The New York Times”, a tygodnik „New Yorker” umieścił ją wśród dziesięciu najważniejszych książek kulinarnych XXI wieku. Czytelnicy zakochali się w niej, „The New York Times Magazine” zaoferował Samin swoją kolumnę kulinarną. A Netflix nakręcił z nią czteroodcinkowy dokument w oparciu o książkę. W każdym odcinki zgłębia temat jednego z czterech kuchennych składników: aby pokazać widzom wszystkie właściwości soli podróżuje do Japonii, w Meksyku poznajemy z nią wartość kwaśnych smaków i uczymy się, jak je stosować i łączyć. Temat...

Czytaj dalej
Sanna Marin premier Finlandii
East News

Kobiety zwyciężają w walce z pandemią koronawirusa. Przykład? Sanna Marin

34-letnia Sanna Marin dwa miesiące po objęciu stanowiska premier Finlandii musiała zmierzyć się z epidemią koronawirusa. Idzie jej świetnie, podobnie jak innym kobietom u władzy!
Magdalena Żakowska
14.05.2020

Finlandia od lat bije nas na głowę pod względem równouprawnienia. Miała już prezydentkę, premierki i przewodniczące parlamentu. Teraz na czele jedenastu z osiemnastu ministerstw tego kraju stoją kobiety. Najważniejsze z nich, to oprócz 34-letniej premierki Sanny Marin, 32-letnia minister finansów Katri Kulmuni, 35-letnia minister spraw wewnętrznych Maria Ohisalo, 32-letnia minister edukacji Li Andersson i 56-letnia minister sprawiedliwości Anna-Maja Henriksson. W szowinistycznych komentarzach w internecie rząd Sanny Marin nazywany jest „rządem szminki”, co ma sugerować, że tworzą go polityczki, które urodą i wdziękiem próbują zakryć brak doświadczenia. Estoński premier nazwał Sannę Marin „niewykształconą kasjerką, która została premierem” tylko dlatego, że Marin zarabiała jako studentka na kasie w piekarni. Niedoświadczona? Nic podobnego. Wszystkie z wymienionych wyżej ministerek stały wcześniej na czele swoich partii, a Sanna Marin pełniła też funkcję ministra transportu. Zasłynęła z tego, że zrezygnowała z samochodu i przesiadła się do komunikacji miejskiej, żeby bliżej poznać jej wady i zalety. Teraz też zaskakuje. Jako pierwsza premier w historii Finlandii odmówiła przeprowadzki do Kesaranty, XIX-wiecznej willi, która od 1919 roku pełni funkcję rezydencji premiera. Zdecydowała się pozostać w swoim 100-metrowym mieszkaniu w oddalonym o dwie godziny jazdy od stolicy miasteczku Tampere, które dzieli z partnerem i trzyletnią córką Emmą. Fakt, że Sanna Marin ma nieślubne dziecko oraz to, że w dzieciństwie wychowywały ją dwie lesbijki (jej mama po rozstaniu z jej ojcem alkoholikiem związała się z drugą kobietą) nie stanowią jednak dla konserwatystów tak wielkiego problemu, jak jej młody wiek. „Na każdym stanowisku, które do tej pory sprawowałam kwestia mojego wieku...

Czytaj dalej