Roman Gutek o przyszłości kina: „Ludzie wrócą. Już za nimi tęsknię” 
Łukasz Gawroński

Roman Gutek o przyszłości kina: „Ludzie wrócą. Już za nimi tęsknię” 

Pierwsze kina otworzą się na widzów prawdopodobnie na przełomie maja i czerwca, ale rygory sanitarne będą bardzo wysokie.
Magdalena Żakowska
06.05.2020

Roman Gutek co roku na festiwalu Nowe Horyzonty, nie tylko prezentuje najlepsze premiery filmowe, ale też pokazuje nam, co ciekawego dzieje się w kinie światowym. W tym roku, po raz pierwszy od 20 lat festiwal się nie odbędzie w lipcu, ale w listopadzie, razem z drugim festiwalem organizowanym przez Stowarzyszenie Nowe Horyzonty: American Film Festival. Takie są plany – bo dzisiaj niczego nie wiadomo na pewno. Wiadomo jednak, że tęsknimy za kinem i czekamy na premiery filmowe 2020. Pytamy Romana Gutka o przyszłość kina i filmy najlepsze na kwarantannę. 

Magdalena Żakowska, „Uroda Życia”: Myśli pan, że ludzie wrócą do kin?

Roman Gutek: Wrócą. To będzie proces. Sieć Multikino zrobiła niedawno badania wśród swoich widzów, z których wynika, że 20 procent z nich jest gotowa wrócić do kin natychmiast, 40 procent po miesiącu od ich otwarcia, a kolejne 20 procent po dwóch miesiącach. To w sumie 80 procent widzów – bardzo optymistyczne dane. W ramach komisji antykryzysowej przygotowujemy też dużą akcję „Powrót do kina”, na którą złożą się PISF, dystrybutorzy, kiniarze. Mamy nadzieję, że pomogą również media. Będziemy informować w niej widzów, jakie zasady bezpieczeństwa dla nich przygotowaliśmy, ale też, że po prostu za nimi tęsknimy. Bo tęsknimy.

Kiedy kina już się dla widzów otworzą, będzie co oglądać. Wielkie wytwórnie filmowe trzymają na ten moment swoje najważniejsze produkcje. 

No właśnie niekoniecznie. W pierwszym etapie po otwarciu kin, którego można spodziewać się na przełomie maja i czerwca, może być z tym problem. Rygory sanitarne wymuszą ograniczoną liczbę widzów, czyli też mniejsze przychody dla dystrybutorów. Obawiam się, że nie będą chcieli dać dużych tytułów. Błędne koło. 

Jesienny wieczór z książką? Oto pozycje na każdy nastrój. Jedną z nich szczególnie polecamy!

Jak zmieni się kino po pandemii

A jakie będzie kino po pandemii?

Lżejsze. Historia pokazuje, że po wielkich zawirowaniach ludzie potrzebują odreagować stres. Tak było po wojnach światowych, tak się dzieje po rewolucjach i innych zbiorowych ekstremalnych doświadczeniach. Ludzie potrzebują wtedy rzeczy lekkich, łatwych i przyjemnych. Ale może będzie odwrotnie? Może zerwiemy z nadkonsumpcją, blichtrem i rozpasaniem sprzed pandemii. Może pojawi się refleksja, że warto żyć inaczej, wolniej. Być może będziemy zadawać sobie więcej pytań i szukać na nie odpowiedzi także w kinie?  

Myśli pan, że kina samochodowe, piękny koncept z lat 30-tych minionego wieku, po epidemii znów staną się modne? 

Tak, myślę, że to możliwe. Skoro latem nie będzie festiwali filmowych, to może naszą potrzebę współuczestniczenia w filmowych doświadczeniach zastąpią kina samochodowe czy plenerowe. Zgłosiło się już nawet do Gutek Film kilka osób spoza branży, które planują otwarcie takich kin, z pytaniami, czy udostępnimy im filmy i na jakich warunkach. Ale trzeba pamiętać, że koszt uruchomienia takiego kina jest duży – od wynajęcia przestrzeni, przez porządny projektor, który zapewni dobrą jakość pokazu w warunkach plenerowych, po wypożyczenie filmów.

Należy pan do komisji antykryzysowej w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej. 

Jej rolą jest wspomaganie twórców i producentów w czasie pandemii, ale także dobre przygotowanie się np. do wymogów sanitarnych, które będą obowiązywały po powrocie na plany filmowe oraz w kinach po ich otwarciu.  Komisja koordynuje także terminy premier filmowych. Te pierwsze tygodnie po powrocie do względnej normalności będą dla kin bardzo trudne. Widzowie będą bardzo ostrożni, będą chcieli mieć pewność, że mogą się w kinie czuć bezpiecznie. Kryzys zatrzymał także około 80 produkcji filmowych. Większość producentów będzie chciała wrócić na plan jak najszybciej, więc potrzebna jest  koordynacja kalendarza dostępności aktorów i innych twórców oraz dostępności hal zdjęciowych i miejsc, gdzie kręcone będą filmy.    

A jakie procedury chcecie wdrożyć po otwarciu kin?

Ostateczne decyzje podejmie Sanepid oraz ministerstwo rozwoju. My, osoby prowadzące kina, możemy jedynie doradzać, żeby te procedury były racjonalne. Rozsądne wydaje się sprzedawane jak największej liczby biletów online, żeby widzowie mieli jak najmniejszy kontakt z obsługą, która powinna nosić maseczki i rękawiczki. Konieczne wydaje się także często dezynfekowanie sal i innych pomieszczeń. Widzowie powinni być rozsadzani w sali kinowej co drugie, trzecie miejsce. Nie powinno dotyczyć to par. 

Co pan ogląda na kwarantannie?

Paradoksalnie teraz oglądam mało filmów, jeżeli już, to wracam do klasyki, koniecznie na tradycyjnym ekranie. Na nowo odkrywam na przykład kino węgierskie z przełomu lat 60. i 70: filmy Jancsó, Huszárika, Kovácsa. Nie korzystam z platform streamingowych, bo nie znajduję tam nic ciekawego. Jestem też oldschoolowym, analogowym chomikiem. Nie tyle kolekcjonuję, co gromadzę festiwalowe katalogi, a przede wszystkim setki DVD i CD. Dużo czasu spędzam z najbliższymi, mam czas na słuchanie muzyki, na czytanie – arcyciekawą, ponad sześćsetstronicową książkę „W czasach szaleństwa” Magdaleny Grochowskiej o życiu i twórczości ludzi, którzy w XX wieku przeciwstawiali się totalitarnym systemom, pochłonąłem w dwa dni. Tęsknimy bardzo za wnuczką, która ma roczek. Jej rodzice przysyłają nam jej zdjęcia i filmiki, widzimy, jak szybko się rozwija i strasznie żałujemy, że nas przy tym nie ma.

Gdzie spędzacie ten czas?

Mieszkamy w Starej Miłośnie, mamy kawałek ogródka, a w pobliżu duży las, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Chodzimy szybkim marszem kilka kilometrów dziennie. Musimy, bo nasz młodszy syn Kuba spędza kwarantannę razem z nami i bardzo nas kulinarnie rozpieszcza. Piecze chleby na własnym zakwasie oraz pyszne ciasta, cebularze. Moja żona też gotuje, ostatnio zrobiła genialną zalewajkę, zupę ze swoich rodzinnych stron. Jak izolacja potrwa dłużej, to  może źle się skończyć.

Ta kwarantanna wcale nie jest taka zła.

Z jednej strony nie jest, świat się zatrzymał, można bezkarnie poleniuchować, ale trzeba jednak pamiętać, że kwarantanna to skutek epidemii, która zabiła już dziesiątki tysięcy ludzi. A poza tym mamy kryzys gospodarczy, który dotyka także kino. Ja mam problem z bieżącym funkcjonowaniem Stowarzyszenia Nowe Horyzonty, którego jestem szefem. Teraz wszystko stoi, od ponad miesiąca nie mamy żadnych wpływów, a za wynajem kina od prywatnego właściciela we Wrocławiu musimy płacić kilkaset tysięcy miesięcznie. Kina sieciowe w galeriach handlowych są na mocy ustawy zwolnione z płacenia czynszu, my nie. Z kinem Muranów Warszawie jest inaczej, bo wynajmujemy je od miasta i dostaliśmy dużą zniżkę. Ale czynsz to tylko początek naszych problemów. W Stowarzyszeniu pracuje na etatach  prawie 50 osób (z tego połowa w dużym kinie we Wrocławiu), świetnych specjalistów, ale też po prostu ludzi – z rodzinami, kredytami, zobowiązaniami. Robimy wszystko, żeby ich utrzymać. Martwię się, bo nie będzie to łatwe. Do tego mamy już kilkaset sprzedanych karnetów na festiwal i być może będziemy musieli zwrócić te pieniądze. No i na tegoroczną edycję wydaliśmy już 700 tysięcy złotych. 

Kilka dni temu ogłosiliście, że dwudziesta edycja festiwalu Nowe Horyzonty nie odbędzie się, jak zwykle w lipcu, tylko w listopadzie. 

Nad tym tak bardzo nie boleję. Nie łudziłem się, że festiwal odbędzie się w lipcu. Wciąż jeszcze nie możemy być niczego pewni. Nie możemy jednak czekać z założonymi rękami. Uznaliśmy, że może w jakiejś okrojonej postaci będzie możliwe zorganizowanie połączonych edycji Nowych Horyzontów i American Film Festival w dniach 5 – 15 listopada. Jeżeli, ze względu na sytuację epidemiczną, nie będzie to możliwe, to świat się z tego powodu nie zawali. Mam już swoje lata i do tej sytuacji podchodzę z dystansem. 

Czy będzie co pokazać na festiwalu w listopadzie? Producenci masowo udostępniają przecież teraz swoje filmy na platformach streamingowych.

Masowo jeszcze nie. Z około 150 filmów, które mieliśmy potwierdzone na tegoroczną edycję Nowych Horyzontów, dotychczas tylko 7 trafiło na VOD, w tym świetny rosyjski film „DAU. Natasza” Ilji Chrzanowskiego. Ale generalnie większe, ważne tytuły, nawet te arthouse'owe, czekają na premiery w kinach. Wpływów z VOD nadal nie da się porównać z wpływami z kin. Czytałem niedawno, że jakiś film zarobił na streamingu 30 milionów dolarów. To jest dużo, ale nie tak dużo, ile zarobiłby w kinie. Ale dla małych, festiwalowych tytułów, które i tak nie trafiłyby do masowej dystrybucji, platformy streamingowe to oczywiście szansa. Natomiast w przyszłym roku filmów z pewnością będzie mniej. 

Rozważacie przeniesienie festiwalu online, tak, jak zrobili to choćby organizatorzy Tribeca Film Festiwal?

Rozważamy taką opcję. Ale to ostateczność. Festiwal to nie tylko konkurs, pokazy filmowe, to także ludzie, wspólnota oglądania, bycie razem, spotkania, dyskusje. Tego nie da się przenieść do sieci.

Na który z filmów z waszej dystrybucji powinniśmy czekać najbardziej?

Festiwal Nowe Horyzonty planowaliśmy otworzyć polską premierą „Zabij to i wyjedź z tego miasta”, genialnej animacji Mariusza Wilczyńskiego. Mariusz pracował nad tym filmem 14 lat, efekt przerósł oczekiwania. Jest to kino, które cenię najbardziej – bardzo osobiste, intymne, odważne i bezkompromisowe. Głosów postaciom tego filmu udzielili m.in. Gustaw Holoubek, Irena Kwiatkowska, Andrzej Wajda i Tadeusz Nalepa. Widziałem ten film już dwa razy i zamierzam pokazać go teraz rodzinie.

Rozmawiała Magdalena Żakowska 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Colson Whitehead, autor „Miedziaków” i „Kolei podziemnej”
mat. prasowe

Colson Whitehead, autor „Miedziaków” i „Kolei podziemnej” z drugą nagrodą Pulitzera!

Nowojorczyk Colson Whitehead ma powody do świętowania – pisarz otrzymał właśnie drugą Nagrodę Pulitzera w karierze. Jego powieść „Miedziaki” jury okrzyknęło „wstrząsającą i krzepiącą”.
Jakub Demiańczuk Sylwia Arlak
05.05.2020

Dwa lata temu w 2017 r. jury Nagrody Pulitzera uhonorowało nowojorskiego pisarza za powieść „Kolej podziemna”. Teraz, również w kategorii literatury pięknej, Colson Whitehead otrzymał prestiżową nagrodę za powieść „Miedziaki”. „Oszczędne i wstrząsające studium nadużyć w zakładzie poprawczym na Florydzie w czasach segregacji rasowej, będące w istocie krzepiącą opowieścią o wytrwałości, godności i odkupieniu” – oceniło jury dzieło autora powieści i książek non-fiction. Tytułowy Miedziak to zakład poprawczy, do którego trafia bohater, Elwood Curtis. Czarny nastolatek wychowywany przez babcię ma wielkie marzenia. Jako pierwszy w rodzinie chce pójść na studia. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawia jednak, że chłopiec trafia do poprawczaka – to właśnie tytułowy Miedziak, a ten okazuje się być prawdziwym piekłem. Nagroda Pulitzera w dziedzinie literatury pięknej przyznawana jest za wybitne osiągnięcia w dziedzinie literatury pięknej od 1928 roku. Jury nagradza dzieła literackie, których tematyka koncentruje się na specyfice życia w Ameryce. Jakub Demiańczuk, „Uroda Życia”: Pana poprzednia książka, „Kolej podziemna”, zdobyła m.in. Nagrodę Pulitzera. Serial na jej podstawie kręci Barry Jenkins, twórca oscarowego „Moonlight”. Sukces ułatwia panu pracę, czy sprawia, że ma pan wobec siebie jeszcze większe wymagania?  Zawsze byłem swoim własnym najsurowszym krytykiem, żadnej dodatkowej motywacji nigdy nie potrzebowałem. Sukces i nagrody cieszą, lecz jednocześnie sprawiają, że paradoksalnie mam mniej czasu na pisanie. Wiele miesięcy w roku spędzam na podróżowaniu i promocji książek. Ale przynajmniej nie muszę już zarabiać jako nauczyciel. Mogę poświęcić się wyłącznie literaturze. A przy kolejnej...

Czytaj dalej
Sen Henri Rousseau
The Museum of Modern Art, New York. Gift of Nelson A. Rockefeller/Google Arts & Culture

Światowa kultura nigdy nie była tak dostępna, jak teraz

Opery, spektakle i galerie, które dzięki pandemii możesz obejrzeć wirtualnie, zapierają dech w piersiach. Za darmo! 
Magdalena Żakowska
29.04.2020

Kiedy w wyniku pandemii zamknięto kina, jasne było, że wiele filmowych premier przeniesie się na platformy streamingowe. Aktorzy, którzy z dnia na dzień stracili możliwość występowania w teatrze, udostępniają z pomocą social mediów swoje słuchowiska. Podobnie muzycy, którzy grają na żywo w naszych domach za pośrednictwem Facebooka, Instagrama, czy YouTube'a. Koncerty Johna Legenda, Chrisa Martina, Neila Younga, czy Orkiestry Symfonicznej z Melbourne dostępne są na wyciągnięcie ręki. Organizatorzy Festiwalu Jazzowego w Montrealu otworzyli dla fanów darmowy dostęp do archiwalnych koncertów, w tym Raya Charlesa, Marvina Gaye'a czy Niny Simone. Światowa kultura nigdy nie była jeszcze dostępna tak łatwo. Korzystajmy, póki można! Każdy centymetr „Gwiaździstej nocy” Dzięki platformie Google Arts & Culture mamy dziś niepowtarzalną okazję, żeby zwiedzić kompletnie za darmo najważniejsze instytucje kultury i sztuki na świecie – od Muzeum Van Gogha w Amsterdamie, przez Galerię Uffizi we Florencji, Galerię Sztuki w Johannesburgu po Tate Modern w Londynie. Nie dość, że bez kolejki i tłumu turystów, to jeszcze bliżej niż w rzeczywistości. Wystarczy kliknąć na wybrane dzieło, żeby obejrzeć je kawałek po kawałku, niemal pod lupą – tak blisko, żeby prześledzić każdy ruch pędzla. W nowojorskiej MoMA można w ten sposób przestudiować między innymi „Sen” Henri Rousseau i „Gwiaździstą noc” Van Gogha, a w paryskim Musee d'Orsay „Lekcję baletu” Edgara Degas, czy „Kobiety zbierające kłosy” Jean-Francois Milleta. Platforma Google Arts & Culture umożliwia zwiedzanie konkretnych muzeów, ale też wyszukiwanie obrazów konkretnych malarzy spośród kilkudziesięciu muzeów i galerii na świecie. Proponuje kulturalne wycieczki po...

Czytaj dalej