„Róbmy razem wielkie rzeczy!”, mówi Aleksandra Hirszfeld, twórczyni projektu „Entuzjastki”
Agata Kawecka
#czytajdlaprzyjemności

„Róbmy razem wielkie rzeczy!”, mówi Aleksandra Hirszfeld, twórczyni projektu „Entuzjastki”

Wzięły w nim udział Agnieszka Holland, Ewa Błaszczyk i 98 innych kobiet!
Sylwia Niemczyk, red. naczelna „Urody Życia”
29.11.2019

Znam setki kobiet, od których wszyscy możemy się uczyć, jak działać, naprawiać, zmieniać świat. Jak dzisiaj myśleć” – mówi Aleksandra Hirszfeld, autorka i współrealizatorka (razem z producentką Magdą Sobolewską) projektu filmowego „Entuzjastki” – 100 filmów edukacyjnych o Polkach, które poprzez swoją postawę albo działalność społeczną czy zawodową zmieniają świat na lepsze
 

Sylwia Niemczyk, „Uroda Życia”: Kim są „Entuzjastki”?

Aleksandra Hirszfeld: To kobiety, które robią wielkie rzeczy dla dobra innych ludzi, zwierząt, środowiska. Nie stawiają na pierwszym miejscu kariery, nie myślą wyłącznie o pomnażaniu pieniędzy. I wiesz co? Jest ich w Polsce bardzo dużo – do mojego projektu wideo „Entuzjastki” chciałam zaprosić około 100 współczesnych bohaterek i wcale nie było nam łatwo wybrać. Już jesteśmy po nagraniach, zaczynamy montować. Powstanie katalog online filmów z kobietami, którymi warto się inspirować, a współcześnie takiej inspiracji bardzo potrzeba. Marzy mi się, że wyjdziemy poza internet, że powstanie cykl w jakiejś telewizji, dzięki któremu sporo ludzi o nich się dowie, że stworzymy wielką międzynarodową siatkę aktywistek, które będą mogły działać razem. 

Same kobiety. 

– Po pierwsze dlatego, że gdy w badaniach czy nawet zwykłych sondach pytamy ludzi o ich autorytety życiowe, to zwykle mówią o mężczyznach. A ja jestem przekonana – i to jest drugi ważny powód – że jeśli uratujemy ten świat, to stanie się to dzięki inicjatywie kobiet, bo to kobiecą praktyką jest myślenie o innych. Przepraszam bardzo, ale tak właśnie jest. 

Jak dobierałaś swoje bohaterki?

– Według tego, co łączy je wszystkie – pewnego podejścia do świata. Chciałyśmy pokazywać nie tylko znane nazwiska, ale wyłuskać też zupełnie nieznane. Wśród bohaterek znalazła się Urszula Duda, która pomaga osobom z autyzmem, m.in. współtworzy w Suwałkach terapeutyczną szkołę podstawową. Ewa Błaszczyk od lat działa na rzecz osób w śpiączce. Agnieszka Sergiel zajmuje się ochroną środowiska, głównie dba o niedźwiedzie. Z nurtu ekologicznego mamy też Nurię Selvę czy Agę Jakoniuk, obrończynie Puszczy Białowieskiej. Jest Bożena Szroeder, współtwórczyni Muzeum Tradycji Kulturowych Sejn, która zajmuje się m.in. łączeniem za pomocą kreatywnych działań dwóch pokoleń: dziadków i wnuków – wydaje mi się, że to bardzo cenna rzecz, bo coraz częściej zapominamy o relacjach międzypokoleniowych. Agnieszka Holland, wybitna reżyserka, wielokrotnie w sytuacjach kryzysowych staje się naszą mentorką, zabiera głos w obronie słabszych czy wypowiada się w niewygodnych kwestiach.
Naszą bohaterką jest też Anna Grodzka, która broni praw osób transgenderowych. Jest Małgorzata Meder, która od 30 lat oddaje honorowo krew. Oddała już ponad 40 litrów własnej krwi po to, by ratować innych. W którąkolwiek stronę spojrzymy, tam zawsze znajdą się entuzjastki. Wśród „Entuzjastek” są też dziewczyny od praw kobiet i tematów bardzo trudnych, na przykład Aleksandra Pawłowicz, która sama przeszła przez koszmar gwałtu i teraz swoją postawą pomaga innym dziewczynom dochodzić do siebie. Anna Alboth, która zorganizowała marsz dla Aleppo, by zwrócić uwagę na sytuację uchodźców. I jeszcze wiele innych wspaniałych kobiet, które mają w sobie jakąś busolę kierującą je w stronę dobra. 

Chciałaś poprzez swoje filmy je wypromować? Pomóc im jakoś?

– One nie potrzebują ani mojej pomocy, ani promocji – od lat robią swoje i bez względu na to, czy wezmą udział w „Entuzjastkach”, czy nie, to będą działały dalej. Raczej chodziło o to, żeby promować pewne postawy społeczne, sposób myślenia. Pokazać, że każdy i każda z nas może coś robić. 
Bardzo bym chciała zarazić społeczeństwo tego typu aktywizmem i altruizmem, przekonać, że nie ma znaczenia to, czy ma się wielkie nazwisko, czy jest się na pierwszych stronach gazet – bez tego też każdy może działać: robić heroiczne rzeczy albo po prostu konieczne, tyle że często przez innych zapominane. 

Aż: heroiczne? To jest dobre słowo?

– Tak. Myślę, że nieraz to, co robią, to jest heroizm. W pojedynkę mierzą się czasem z bardzo trudnymi tematami, nie zyskując przy tym ani poklasku, ani nawet posłuchu. Bo ich działania nie generują zysku – powtórzę to jeszcze raz. 

Bo takie z nich dziewczynki. Idealistki. Naiwne marzycielki. 
Błagam cię! Ja już nie mam sił, żeby tego słuchać. To nie są żadne dziewczynki ani marzycielki, to silne kobiety, które biorą się za bary z poważnymi problemami i dają radę. Zamiast zatracać się w pogoni za pieniędzmi, zajmują się sprawami fundamentalnymi. Właśnie to jest dla mnie cały absurd tej sytuacji: ludzie, którzy robią naprawdę ważne rzeczy, są niedoceniani i traktowani jak armia 
Don Kichotów. Nie umiem tego pojąć. 

Czy masz nadzieję, że „Entuzjastki” to zmienią?

– Oczywiście. Tak samo mam przekonanie, że trzeba robić wszystko, co możliwe, żeby zmienić zasady gry, jakie rządzą tym światem. Jesteśmy już na tym etapie rozwoju cywilizacji, że gdyby ludzie u szczytu władzy chcieli, to mogliby rozwiązać podstawowe bolączki tego świata, takie jak głód, wojny, masowy ubój zwierząt hodowlanych czy zmiany klimatyczne. Przez dwa lata uczyłam na Akademii Leona Koźmińskiego młodych biznesmenów i biznesmenki przedmiotu, który się nazywa „krytyczne myślenie”. To ludzie, którzy w przyszłości będą pracować na wysokich stanowiskach, pochodzą z bogatych domów, posiadają kapitał wyjściowy i kiedyś będą go pomnażać i wydawać w sposób, który będą uważać za słuszny. Kiedy pytałam ich o poczucie sprawczości czy odpowiedzialności za świat, to z przerażeniem się zorientowałam, że większość współczesnych dwudziestokilkulatków myśli, że ich działania nie mają żadnego znaczenia i wpływu na nic. 

Tak samo jak 30- czy 40-latkowie na przykład nie segregują śmieci – wcale nie z lenistwa czy egoizmu, tylko po prostu szczerze nie wierzą, że to, co robimy w domach, sami i na małą skalę, ma znaczenie. 

– Od dzieciństwa słyszymy, że mamy bardzo ograniczony wpływ na nasze życie i otoczenie, a to przecież nieprawda. Możemy mieć wpływ na wszystko, tylko musimy po prostu uwierzyć w to i się zmobilizować. To w końcu nie jest takie trudne. Musimy tylko przekierować energię z narzekania na działania, które naprawdę przynoszą pozytywną zmianę dla środowiska, społeczeństwa, nas samych. A bohaterki „Entuzjastek” pokazują, że większość przeszkód można pokonać, można znaleźć jakieś ścieżki radzenia sobie z nimi. Dużo osób myśli, że robię kolejny artystyczny projekt, ale to nieprawda. „Entuzjastki” to jest inicjatywa ruchu społecznego, która ma nam pomóc uruchomić nasz własny potencjał do działania. Mózg jest narzędziem, które wykonuje zadania. Jak komputer. Jeśli zaprogramujemy go, by się martwił, to będzie się martwił. A jeśli zaprogramujemy tak, by szukał rozwiązań, to ich poszuka. 

Nasza dzisiejsza edukacja w ogóle nie zajmuje się pytaniem: „Jak dobrze żyć?”. Nie ma nauki empatii, nie uczymy się budowania relacji, zasad komunikacji, ekologii, nie ma mowy o wartościach etycznych. W związku z tym nie budujemy w sobie szacunku do świata, w którym żyjemy. To, że „Entuzjastki” tego uczą, to jest wartość nie do przecenienia.

Aleksandra Hirszfeld, Entuzjastki
Agata Kawecka

Dzisiejsza edukacja w ogóle nie zajmuje się pytaniem: „Jak dobrze żyć?”. To, że „Entuzjastki” tego uczą, to jest wartość nie do przecenienia – mówi Aleksandra Hirszfeld.


A co te nagrania dały tobie samej?

– Dla mnie to najlepsza terapia, jaką sobie zafundowałam w życiu. Mogłam spędzić czas z niezwykle mądrymi życiowo kobietami, usłyszeć bezpośrednio od nich o ważnych sprawach. Bycie z ludźmi, którzy ratują świat, myślą o innych, mają serce na dłoni – to zbawienne doświadczenie. Poza tym, już w trakcie kręcenia filmów, coraz bardziej upewniałam się, że to po prostu trzeba było zrobić. Musimy obudzić ludzi do działania, a te kobiety – ich mądrość i historie – mogą to zrobić. Ponadto zgromadziłyśmy w jednym miejscu wiele cennej wiedzy. O mnóstwie rzeczy sama nie wiedziałam, a w wielu tematach miałam jakąś intuicję, którą te wywiady potwierdziły. 

Na przykład na jaki temat?

– Chociażby Ania Alboth swoim życiorysem utwierdziła mnie w przekonaniu, że empatii można się nauczyć. Jak sama podkreślała, to troska o niepełnosprawnego brata ukształtowała jej wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka. Empatia to umiejętność, którą można rozwijać, a nie stała cecha, jak kolor oczu.

A jakie słowa z nagrań zapadły ci głęboko w serce?

– Bardzo ważną rzecz usłyszałam od Kasi Jagiełło, ekspertki do spraw różnorodności biologicznej. Przypomniała, że to, w jaki sposób działamy, jest efektem naszej wielkiej społecznej umowy. Umawiamy się na różne rzeczy, na przykład, że kawałek papieru może być wart tyle samo, co jakieś dobra. Więc skoro umówiliśmy się raz, to teraz możemy wymyślić nowe zasady umowy, lepsze. Skoro kiedyś ustaliliśmy, że na przykład złoto ma dużą wartość, to dziś możemy tak samo między sobą ustalić, że większą wartość od złota ma lodowiec. 

Dlaczego wszystkie kobiety z „Entuzjastek” pytasz dokładnie o to samo?

– Bo chcę sprawdzić, czy istnieje wspólne DNA tych kobiet, jakiś gen potrzeby zmieniania świata na lepsze. Najtrudniejsze okazało się pierwsze pytanie: „Kim jesteś?”. Odpowiedzi były przeróżne, wiele kobiet określało się przez swoje funkcje społeczne czy relacje z innymi, ale na przykład seksuolożka Alicja Długołęcka powiedziała, że jest stawaniem się. Dla mnie chyba najważniejszym pytaniem było: „Gdybyś miała na to wpływ, to co byś zmieniła we współczesnym świecie?”. Chciałam zebrać listę pomysłów i jednocześnie pobudzić refleksję u odbiorców tych nagrań. Zresztą wszystkie pytania były po to, żeby pokazać widzom drogę życiową moich bohaterek, a z drugiej strony miały skłonić je same do tego, by się sobie uważnie przyjrzały. Z tego też powodu kobiety nie mówią do kamery, tylko do swojego odbicia w lustrze . Dla większości z nich było to bardzo wymagające doświadczenie – siadasz i widzisz się tak wyraźnie, jak nigdy wcześniej, a do tego z perspektyw, z których zazwyczaj widzą cię inni. Chciałam, żeby dzięki temu zobaczyły, jak ważne i dobre rzeczy robią – i jak bardzo one same są inspirujące dla innych.

Ewa Błaszczyk, Entuzjastki
Sonja Orlewicz-Zakrzewska
Ewa Błaszczyk, założycielka fundacji „Akogo?”.

 

Katarzyna Jagiełło, Entuzjastki
Sonja Orlewicz-Zakrzewska
Katarzyna Jagiełło, koordynatorka m.in. kampanii „Adoptuj pszczołę”.

 

Areta Szpura, Entuzjastki
Sonja Orlewicz-Zakrzewska
Areta Szpura, działaczka na rzecz ekologii.

Krystyna Starczewska, Entuzjastki
Sonja Orlewicz-Zakrzewska

Krystyna Starczewska, prezeska Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej.

 

Aleksandra Hirszfeld jest doktorką filozofii na Uniwersytecie Warszawskim i absolwentką Szkoły Filmowej w Łodzi. W ramach społecznego projektu „Entuzjastki” współrealizuje razem z producentką Magdą Sobolewską ponad 100 filmów edukacyjnych o Polkach, które poprzez swoją postawę albo działalność społeczną czy zawodową zmieniają świat na lepsze.

Rozmowa z Aleksandrą Hirszfeld ukazała się w „Urodzie Życia” 8/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Toksyczna miłość
iStock

„Rozum swoje, a serce swoje” – mówią kobiety uzależnione od miłości

Eugenia Herzyk, psychoterapeutka z Fundacji Kobiece Serca mówi o nałogowej miłości: „To uzależnienie takie samo, jak hazard czy alkohol”.
Sylwia Niemczyk
22.01.2019

Miłość może stać się toksycznym nałogiem, który może tak samo zniszczyć nam życie, jak alkohol czy narkotyki – mówi krakowska psychoterapeutka Eugenia Herzyk, założycielka Fundacji Kobiece Serca,  specjalizującej się w problematyce uzależnienia od miłości, i autorka książek „Nałogowa miłość” i „DDD – Dorosłe Dziewczynki z rodzin Dysfunkcyjnych”. Wyjaśnia, że uzależnienie od miłości jest jednym z tzw. uzależnień behawioralnych, które można – i warto – leczyć.  Sylwia Niemczyk: Określenie: „uzależnienie od miłości” nie  kojarzy się poważnie. Eugenia Herzyk: To prawda, podobnie jak seksoholizm. Niewtajemniczeni w problematykę mężczyźni żartują, że jeśli już od czegoś się w życiu uzależniać, to właśnie od seksu, tymczasem osoby, które zmagają się z  tym zaburzeniem, cierpią katusze. Uzależnienie od miłości, tak jak każdy inny nałóg, może być groźne dla życia i zdrowia. Wszyscy znamy tragiczne historie Whitney Houston czy Amy Winehouse – to są przypadki kobiet, które kochały za bardzo. Wiele z nas zna z własnego otoczenia czy nawet osobistego doświadczenia sytuacje, kiedy miłość nie karmi nas i nie wzmacnia, ale jest toksyną. W polskim piśmiennictwie psychologicznym rzadko pojawia się nawet nazwa tego zaburzenia, choć na Zachodzie psychiatrzy, psychologowie i  psychoterapeuci traktują uzależnienie od miłości poważnie. Nałogowej miłości poświęconych jest wiele prac naukowych, choćby w wydanej w 2014  roku, cenionej przez specjalistów książce „Behavioral Addictions” („Uzależnienia behawioralne”), jest rozdział dotyczący uzależnienia od miłości. Jestem typem naukowca, zrobiłam doktorat z  chemii, więc praca badawcza nie jest mi obca. W taki sam naukowy...

Czytaj dalej