Życie z nowotworem to ciągle życie, mówi Anna Hencka-Zyser ze Spa for Cancer
Piotr Doweyko
#czytajdlaprzyjemności

Życie z nowotworem to ciągle życie, mówi Anna Hencka-Zyser ze Spa for Cancer

Jak krem, masaż i koronki pomagają w terapii raka?
Sylwia Niemczyk
17.10.2019

Wyobraź sobie, że jesteś na ich miejscu. Jasne, że przede wszystkim potrzebujesz chemioterapii albo operacji. Ale jednocześnie chcesz znowu być sobą: pójść na masaż, umalować się, przeczytać fajną książkę” – mówi w „Urodzie Życia” Anna Hencka-Zyser, założycielka fundacji Spa for Cancer dla kobiet z chorobą nowotworową.

Sylwia Niemczyk, „Uroda Życia”: Podobno, kiedy niedawno zabrałaś podopieczne fundacji do sklepu z bielizną, to nie chciały stamtąd wychodzić.

Anna Hencka-Zyser: Tak było! Chociaż ja przed tymi warsztatami dobierania staników nie spałam dwie noce. Tak samo denerwowały się właścicielki sklepu, to świetne kobiety, ale wcześniej nie miały takiego doświadczenia: 30 kobiet w sklepie, a prawie każda po odjęciu piersi. Jak dla niej wybrać stanik, jak ją przekonać, że z blizną wygląda pięknie? Na szczęście jak już wpadłyśmy między te koronki i panterki, napięcie odpuściło. Irena, świeżo po chemii, kupiła trzy komplety. Marzence, która jest po podwójnej mastektomii, pani brafiterka dobrała stanik z wypełnieniami – mówi, że czuje się w nim świetnie. To był dobry dzień. 

Warsztaty stanikowe to tylko jedno z działań Spa for Cancer.

Fundacja opiekuje się już prawie 60 kobietami, a każda z nich jest inna, ma inne potrzeby, marzenia, jest w innej sytuacji: i życiowej, i chorobowej. Najogólniej rzecz biorąc, w Spa for Cancer pomagamy kobietom w trakcie diagnozy nowotworowej, terapii albo już z zamkniętą kartą onkologiczną poczuć się lepiej w swoim ciele. Warsztaty stanikowe to jeden z naszych sposobów. Poza tym zapraszamy dziewczyny na masaże, na zabiegi kosmetyczne, zresztą właśnie od tego się wszystko zaczęło. 

Ania Piotrowska, która zgłosiła cię do naszego plebiscytu Kobiety Kobietom, opowiedziała mi, że gdy kilka lat temu sama była w trakcie terapii nowotworowej i poszła dla odprężenia na masaż twarzy, to kosmetyczka się przestraszyła: „Ja pani nie dotknę”. 

Na pewno sama byłaś kiedyś w SPA, więc wiesz, że przed każdym zabiegiem musisz wypełnić formularz, w którym zawsze jest pytanie o raka. I jeśli zaznaczysz: „Tak”, to większość kosmetyczek powie ci to samo, co tamta pani powiedziała Ani. A przecież nowotwór czy chemioterapia wcale nie muszą być przeciwwskazaniem do masażu, przeciwnie – chwile relaksu pomagają w powrocie do zdrowia. 

Tak mówią onkolodzy?

Zanim założyłam Spa for Cancer, spytałam o to kilku ekspertów – dali mi zielone światło. Oczywiście, fizjoterapia czy kosmetologia onkologiczna są trochę inne. Przed założeniem fundacji pojechałam do Londynu na szkolenie dla fizjoterapeutów onkologicznych, namówiła mnie na nie Julie Bach, założycielka międzynarodowej organizacji Wellness for Cancer. To właśnie po jej poznaniu na jednym z kongresów marketingowych, wpadłam na pomysł, żeby działać dla kobiet z nowotworem.

Kiedy to było?

Dwa lata temu. Na tamtym kongresie Julie miała prelekcję o swojej organizacji: opowiadała, jak masaż może wpłynąć na proces zdrowienia onkologicznego, jakie korzyści psychofizyczne przynosi. Dla mnie to było olśnienie. Wróciłam do domu, napisałam do niej, że chciałabym zrobić coś takiego w Polsce i dokładnie po trzech minutach dostałam odpowiedź: „Skoro chcesz, to czemu w takim razie nie zrobisz?”. Zaczęłyśmy pisać ze sobą, potem Julie przyleciała do mnie do Warszawy. Potem było to szkolenie w Londynie, z którego wróciłam już z gotowym planem.

Kto ci pomagał go zrealizować?

Jako pierwsi pomogli mi najlepsi ludzie na świecie: właściciele hotelu Przystań & SPA w Olsztynie, w którym pracuję jako SPA & Marketing Manager. Po powrocie z Londynu poszłam do nich i powiedziałam, że chciałabym w naszym hotelowym SPA zaproponować zabiegi dla pacjentek onkologicznych. Na początku była lekka konsternacja – którą rozumiem, bo w naszym społeczeństwie rak to bardzo trudne słowo, a już „rak w SPA” to w ogóle zbitka prawie niemożliwa do wymówienia – ale szybko usłyszałam od nich, że wchodzą w to razem ze mną. Zaczęłam pisać maile, znalazłam pierwszych sponsorów, dostałam kosmetyki do zabiegów i pielęgnacji domowej. Zgłosiło się sześć odważnych kobiet z olsztyńskiej kliniki, w tym właśnie Ania, z którą rozmawiałaś. 

I to był początek.

To było przed początkiem, wtedy nie myślałam jeszcze o fundacji. To był zamknięty program: trwał tylko kilka miesięcy, ale w międzyczasie z malutkiej serii zabiegów zdążył się pięknie rozrosnąć. Np. nasz szef kuchni Jacek zdążył przeczytać wszystkie książki o diecie antynowotworowej i przygotował dla nas warsztaty zdrowego żywienia. Na koniec programu zorganizowałam kolację, zaprosiłam sponsorów, kolegów z pracy, którzy się zaangażowali, i oczywiście dziewczyny. W którymś momencie one wstały i powiedziały, że napisały do mnie list. I przeczytały go na głos, a ja zamiast zajmować się gośćmi, zasmarkałam wszystkie serwetki. 

 

Anna Hencka-Zyser, Spa for Cancer
Piotr Doweyko
Anna Hencka-Zyser jest założycielką olsztyńskiej fundacji Spa for Cancer działającej na rzecz kobiet z chorobą nowotworową. W branży hotelowej pracuje od 20 lat, od trzech lat jest szefową działu marketingu i PR w hotelu Przystań & SPA w Olsztynie. Mama pięcioletniego syna. Laureatka II edycji plebiscytu „Urody Życia” Kobiety Kobietom, promującego kobiety, które działają na rzecz innych kobiet. Więcej informacji na: urodazycia.pl/kobietykobietom 

Dziewczyny z fundacji mówiły mi, że lubisz sobie popłakać – i że jak zaczęłaś sześć lat temu na reklamie chusteczek Velvet, to do dziś nie możesz przestać! 

Z tymi chusteczkami to było tak, że byłam w ciąży i roztkliwiało mnie dosłownie wszystko. Wcześniej starałam się być twardą kobietą i iść przez życie bez pokazywania słabych stron. Dopiero ciąża nauczyła mnie, że czasem trzeba upuścić trochę łez. Teraz wszystkim mówię: „Tak, masz być czasem słaba i masz to pokazywać po to, żeby ta, która jest od ciebie w lepszej formie, chwyciła cię za rękę i ci pomogła”. Rzeczywiście na spotkaniach fundacji płaczę dużo, ale też dużo się śmieję – jak każda z nas. Po tamtej kolacji pojawiła się myśl o działaniu na większą skalę. Rano wyjęłam swoje stare notesy z adresami – a możesz mi wierzyć, mam ich sporo po 20 latach pracy w marketingu! W kolejnych tygodniach napisałam do kilkuset firm, że zaczynam nowy projekt i że zapraszam do współpracy. Chociaż na początku miałam taki kłopot, że nie umiałam prosić…

Mnie się wydaje, że super ci to wychodzi! 

Bo się nauczyłam. Zrozumiałam, że nie mogę mówić: „Fundacja potrzebuje” tylko muszę o ludziach. Zaczęłam prosić imionami, mówić, że krem trafi do Ani, która po ostatniej chemii ma strasznie suchą skórę, a koronkowe majtki dostanie Jola. Przekonywałam: „Wyobraź sobie, że jesteś na ich miejscu. Jasne, że przede wszystkim potrzebujesz leczenia, chemii, terminu na zabieg. Ale jednocześnie chcesz znów poczuć się sobą: założyć ładny stanik, pójść na masaż, umalować się, przeczytać książkę z happy endem”. Pokazuję, że każda z tych chorych kobiet jest konkretną osobą, czyjąś żoną, córką, siostrą i mamą. I my tę mamę trójki dzieci, która w domu ukrywa, jak bardzo się boi, że umrze, zapraszamy na masaż, bo głęboko wierzę, że to jej pomoże znaleźć siłę na jeszcze kolejną chemię. Mówiąc o raku, zawsze startujemy z wysokiego C, a w życiu przecież często chodzi o drobiazgi. Nie mów, że rajstopy w groszki nie poprawią ci humoru. 

Pewnie, że poprawią. 

No właśnie. Więc ja jestem od tego, żeby je im dać w prezencie. 

Skąd kobiety dowiadują się o fundacji?

Z oddziałów onkologicznych i z Facebooka. Kiedy już zarejestrują się w naszej bazie, to dostają kartę fundacyjną, taką jak karta do bankomatu. Dzięki niej mogą korzystać za darmo z usług gabinetów kosmetycznych, wykupić za pół ceny pobyt w hotelach zaprzyjaźnionych z nami. Współpracujemy już z salonami SPA w Poznaniu, Świdnicy, Białymstoku. Coraz więcej marek wysyła nam swoje kosmetyki, które potem rozdajemy na oddziałach onkologicznych.

I te wszystkie firmy, SPA, hotele godzą się wam pomagać tylko dlatego, że zadzwoniłaś i opowiedziałaś o dziewczynach?

Ale to przecież nic dziwnego, przecież tam pracują ludzie tacy jak my. Codziennie widzę, że jest w nas wielka potrzeba pomagania, czekamy tylko na okazję. Choćby ostatnio: poszłam do pani stomatolog na przegląd i już schodząc z fotela, spytałam: „A może pani też chciałaby nam pomóc? Potrzebuję past dla pacjentek onkologicznych”. I następnego dnia dostaję paczkę, 28 opakowań. 

To są jakieś specjalne pasty?

Tak. Podczas terapii skóra traci nawilżenie i w jamie ustnej robią się ranki, dlatego pasta do zębów musi być bardzo delikatna. Chemia zabiera dużo więcej niż tylko włosy: pękają kąciki ust, odchodzą paznokcie, skóra swędzi tak, że nie można wytrzymać. Podczas chemioterapii człowiek zdrowieje, ale fizycznie i psychicznie czuje się bardzo źle. Dlatego jestem przekonana, że te nasze masaże, zabiegi kosmetyczne, kremy nie tylko pomagają na psychikę, lecz także zaspokajają fizyczne potrzeby chorych. Zresztą psychika też jest ważna. Chore kobiety często są w takim napięciu nerwowym, że nie śpią tygodniami – dlatego specjalny onkologiczny masaż, którego nauczyłam się wtedy w Londynie i teraz wykonuję w naszym hotelowym SPA, służy właśnie temu, żeby rozluźnić mięśnie i uspokoić nerwy. Nieraz jest tak, że pacjentki podczas niego zasypiają. 

Ktoś może powiedzieć: po co kobiecie z nowotworem weekend w hotelu?

Rak niszczy relacje, a weekend z mężem w hotelu pomaga je odbudować. Z kolei masaż pomoże odzyskać poczucie kobiecości, polubić swoje ciało na nowo. Kobiety wstydzą się blizny po piersi, nieraz słyszę, że dopiero przy pani fizjoterapeutce odważyły się na nią spojrzeć. 

I nigdy nie słyszysz: „Koronkowe majtki? To nie jest produkt pierwszej potrzeby”.

Ale właśnie jest. Tak jak szminka i dobry krem. Pacjentki onkologii to takie same kobiety jak my. Jeśli nam makijaż dodaje pewności siebie, to im tak samo. Jeśli lubimy się zrelaksować, to czemu dziwimy się, że one w chorobie też tego potrzebują. Ostatnio oswajamy temat nowotworów, ale nadal, gdy mówimy: rak, to widzimy tylko blade policzki i chustkę na głowie. 

Życie z nowotworem nie może polegać tylko na czekaniu od badania do badania. Dziewczyny chodzą na gimnastykę – nasz trener pokazuje im, jak się rozciągać, kiedy mają np. wycięte węzły chłonne. Mamy warsztaty odżywiania, program suplementacji diety. Wiem, że są fundacje, które zbierają na drogie terapie czy leki, i to jest wspaniałe. Ale nasza fundacja ma inny profil i nie zgodzę się, że nasza działalność nie jest ważna. Wczoraj napisała do mnie Natalia, która właśnie zakończyła chemię, że nic jej nie dało takiej przyjemności jak sesja na łóżku kosmetycznym. I dla mnie ta jej przyjemność ma znaczenie.

Spa for Cancer
Piotr Ratuszyński

Od lewej: Agnieszka, Ula, Irena, Marzena, Dorota, Ania. Uczestniczki programu pilotażowego w 2017 roku, obecnie ambasadorki fundacji Spa for Cancer.

Rozmowa z Anną Hencką-Zyser ukazała się w „Urodzie Życia” 6/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Rak piersi
Adobe Stock

Lekarka o raku piersi: „Pytam, czemu przyszła tak późno. I słyszę: czekałam, aż samo zniknie”

Nawet profilaktyczna mastektomia nie chroni do końca przed rakiem piersi. Profilaktyczne badania: USG piersi i mammografia nigdy nie zastąpią samobadania – mówi specjalistka, dr Karolina Donocik.
Sylwia Niemczyk
20.02.2020

Ryzyko raka piersi dotyczy wszystkich kobiet. Nawet profilaktyczna mastektomia nie wyklucza go w stu procentach. Tak samo mammografia ani USG piersi nie wystarczą, bo guzek w piersi może rozwijać się bardzo szybko. Jedynie regularne samobadanie skutecznie zmniejsza ryzyko. „Co druga pacjentka nowotowór piersi wykryła sobie sama”, mówi dr n. med. Karolina Donocik, chirurg onkolog. Sylwia Niemczyk: Co mówią kobiety po diagnozie?  Dr Karolina Donocik:  Tutaj nie ma jednej reguły, diagnoza nowotworowa to ogromny stres, który u każdego objawia się inaczej. Najczęściej pacjentki pytają, jak w szybki sposób mogą pozbyć się choroby. Denerwują się, gdy słyszą, że w ich przypadku nie można zastosować leczenia, które np. sprawdziło się u kogoś innego. Czasem to my, lekarze, pytamy je, dlaczego przyszły tak późno i ciągle się zdarza, że słyszymy: „Czekałam, aż guzek sam zniknie”. Czuły pod palcami jakąś zmianę, ale oszukiwały się, że to nic takiego.  Umiem sobie wyobrazić, że gdy kogoś ćmi ząb, to zwleka z dentystą, ale guzek w piersi to jednak coś innego. Pacjentki tłumaczą, że po prostu wstydziły się przyjść i rozebrać przed ginekologiem. I to dotyczy kobiet z każdej grupy społecznej i wiekowej. Wyjaśniają nieraz, że czuły się bezpiecznie, bo w rodzinie nikt nie chorował, tymczasem nowotwory dziedziczne, np. związane z mutacją genów BRCA1 i BRCA2 to tylko jeden z rodzajów raka piersi.  Ale też, kiedy rozmawiam z kobietami, to słyszę jedną bardzo ważną i właściwie bardzo dobrą rzecz. Już co druga moja pacjentka mówi, że zgłosiła się do lekarza, bo któregoś dnia sama wyczuła zgrubienie. To znaczy, że świadomość raka piersi jest wśród kobiet coraz większa, chociaż wciąż nie tak duża, jak byśmy...

Czytaj dalej
terapia raka
iStock

Rak często wyzwala w nas siłę, o której nie miałyśmy pojęcia

„Rak zawsze zaskakuje. Myślimy, że przytrafia się komuś, gdzieś. Historia sąsiadki. Ale nie moja. Kiedy staje się „moja”, najpierw jest szok, niedowierzanie, potem, paradoksalnie, nabiera się siły. Nie tylko do walki, ale też do przewartościowania życia”, mówi Adrianna Sobol, psychoonkolog.
Joanna Derda
21.06.2020

Rak jajnika, rak piersi albo nowotwór trzustki pojawiają się u kobiet 40-, 50-letnich. Czasem młodszych. Zawsze diagnoza: nowotwór – ścina z nóg, tymczasem psychoonkolog, Adrianna Sobol przekonuje, że nasze nastawienie do terapii ma ogromne znaczenie. Rak może być przystankiem, którego nieraz bardzo potrzebujemy. Nie traktujmy go jako wyroku. Wykorzystajmy go jako okazję, aby przyjrzeć się sobie i swojemu życiu. Rak to lekcja, nie wyrok Joanna Derda: Coraz częściej słyszymy, że rak to choroba psychosomatyczna. Że wydarzyła się pod wpływem stresu, problemów. Co, mówiąc inaczej, oznacza, że sami ją na siebie sprowadziliśmy. Jak sobie radzić z poczuciem winy? Adrianna Sobol: Zawsze kiedy pojawia się rak, zadajemy sobie pytanie: dlaczego. Szukamy i nie potrafimy znaleźć odpowiedzi. Oczywiście bywają i tacy, którzy traktują chorobę jako rodzaj kary. Kłócę się z tym! Rzeczywiście etiologia chorób nowotworowych ciągle nie do końca jest wyjaśniona. Naukowcy się sprzeczają, a pewnie przyczyn jest wiele. Geny, kwestie środowiskowe, styl życia. Ale faktycznie coraz więcej mówi się o czynnikach psychologicznych, emocjonalnych. Nie wolno się winić za chorobę, ale na pewno warto zwracać uwagę na to, jak żyjemy. No tak, ale z tym łatwo nie jest. Jesteśmy w coraz większym pędzie, zestresowani, nasz układ odpornościowy nie ma siły. A tu psycholog mówi, że mamy żyć bez stresu. Wiemy, że to niemożliwe, więc stres narasta. Zaklęte koło… To prawda. Biegniemy, pracujemy na okrągło, bierzemy kredyty, co obciąża nas też psychicznie, wszystko chcemy mieć – a zapominamy o odpoczynku. Gdybym miała się odnieść do mojego doświadczenia, widzę, że właściwie każdy pacjent przeszedł coś trudnego, chorobę czy śmierć kogoś bliskiego, rozwód, problemy w...

Czytaj dalej
Modne ubrania sportowe od Anny Lewandowskiej
mat. prasowe

Sportowe ubrania od Ani Lewandowskiej. Kolekcja F4 już w sprzedaży!

Ulubiona trenerka milionów Polek w roli projektantki 4F? Tak! Sprawdź jakie legginsy, topy i szorty znajdziesz w jej debiutanckiej kolekcji dla tej sportowej marki.
Zuzanna Szustakiewicz
16.09.2020

Ania Lewandowska do tej pory w 4F pełniła rolę ambasadorki w ramach kampanii „Welcome To The Club”, teraz debiutuje w roli projektantki swojej linii dla tej polskiej marki. Sprawdźmy, jak wygląda kolekcja treningowa na sezon jesień-zima 2020, zaprojektowana przez Lewandowską dla 4F? Strój sportowy jest ważny! Każdy, kto uprawia sport w dzisiejszych czasach, wie, że strój sportowy jest niezmiernie istotny. W przypadku zawodowych sportowców dostępne obecnie technologie to często możliwość polepszenia wyników. Przy amatorskim uprawianiu sportu wybór odpowiedniej odzieży to bardziej kwestia komfortu i wygody. Anna Lewandowska, z którą trenują miliony Polek o treningach i sportowych ciuchach wie wszystko i postanowiła podzielić się swoim doświadczeniem projektując własną linię dla 4F. „Wiem, jak ważnym elementem treningu jest dobrany strój, zarówno pod kątem designu, jak i rozwiązań technologicznych. Swoboda ruchów, pewność siebie, komfort… Tymi wszystkimi kryteriami kierowaliśmy się z zespołem 4F w procesie projektowania. Mam nadzieję, że dzięki naszej wspólnej pracy ta wyjątkowa kolekcja stanie się przyjemną motywacją do rozpoczęcia przygody ze sportem dla wielu kobiet, odkryciem wewnętrznej pasji i siły. Moim celem jest dzielić się nimi z innymi kobietami, żeby codziennie stawały się inspiracją i oparciem dla siebie nawzajem!” – opowiada Anna Lewandowska. Legginsy i topy Ani Lewandowskiej w kolekcji 4F  Przede wszystkim nieważne czy zaczynasz trenować, czy ćwiczysz już na zaawansowanym poziomie, bo ta kolekcja treningowa jest idealna dla wszystkich osób, które po prostu chcą uprawiać aktywność fizyczną. Legginsy, topy i szorty są jednocześnie zaawansowane technologicznie i stylowe. Zostały stworzone z myślą...

Czytaj dalej
Onkorejs
fot. Monika Kasprzyk

„Śpiewamy szanty, nie myślimy o raku”, mówi Magda Lesiewicz, twórczyni Onkorejsu

Magdalena Lesiewicz przeszła raka piersi i postanowiła zacząć zupełnie nowe życie. Bardziej świadome. Odważniejsze. Dzisiaj organizuje Onkorejsy i Onkomarsze, żeby przypomnieć innym: „Rak może dopaść także i ciebie”.
Sylwia Niemczyk
21.05.2020

Po tym, jak kilka lat temu przeszła złośliwego raka piersi, Magdalena Lesiewicz założyła Fundację Onkorejs – Wybieram Życie. Organizuje wyprawy morskie dla kobiet z historią nowotworową oraz marsze wiedzy o raku. Za swoją działalność społeczną została wyróżniona w tegorocznej edycji konkursu „Bizneswoman roku” organizowanego przez Fundację Sukces Pisany Szminką. Choroba to coś przejściowego Sylwia Niemczyk: Pamiętasz tamtą chwilę?   Magdalena Lesiewicz: Oczywiście, bardzo dobrze pamiętam. To był październik, 2013 rok, miałam 34 lata, mieszkałam sama, bo już byłam po rozwodzie. Wieczór, normalny dzień tygodnia. Bolało mnie serce, czułam, jakby mi się wyrywało z klatki piersiowej. Wcześniej przez kilka tygodni bardzo intensywnie pracowałam i chyba w ten sposób dawała o sobie znać adrenalina. Żeby ten ból i trzepotanie uspokoić, co jakiś czas mocno przyciskałam obie dłonie do piersi. I tamtego wieczoru, gdy je przycisnęłam – tak jak sto razy wcześniej – nagle poczułam, że pod jedną piersią coś jest. Zaczęłam ją dokładniej badać, dotykać, porównywać z drugą. Była różnica. Ewidentnie guzek. Tak właśnie wtedy myślałam: guzek, a nie rak. I nawet aż tak bardzo się nim nie przejęłam, poszłam spać.  Nie wiem, jak ja bym wytrzymała w tej niepewności i strachu przez całą noc.   A ja wypiłam duszkiem piwo i zasnęłam prawie od razu! Wmówiłam sobie, że rano guzek na pewno zniknie, w ogóle nie brałam pod uwagę, że może być inaczej. Tyle że jak się obudziłam, to on jednak dalej był. Jeszcze tego samego dnia, też to pamiętam dokładnie, nawet godzinę – to była 10.30 – zrobiłam USG. Miałam szczęście, że trafiłam na lekarkę z wojewódzkiego centrum onkologii. Nie chciała nic powiedzieć, ale miała taką minę, że...

Czytaj dalej