Czy powstanie „Mamma Mia 3”? Fani Meryl Streep już zacierają ręce!
Mat.prasowe

Czy powstanie „Mamma Mia 3”? Fani Meryl Streep już zacierają ręce!

Informację o trzeciej części filmu „Mamma Mia” podała producentka Judy Craymer. „Pewnego dnia powstanie kolejny film, ponieważ to miała być trylogia” — przyznała
Sylwia Arlak
23.06.2020

Na taką wiadomość czekało wielu fanów filmu „Mamma Mia”. Prawdopodobnie powstanie trzecia część musicalu, który okazał się gigantycznym sukcesem kasowym. Taką wiadomość przekazała producentka Judy Craymer.

Bermudy na 5 sposobów!

„Mamma Mia 3”? Fani już się cieszą

„Pewnego dnia powstanie kolejny film, ponieważ to miała być trylogia” — powiedziała w rozmowie z tabloidem Daily Mail. Szczegóły produkcji na razie są trzymane w tajemnicy. Nie wiadomo, kiedy miałby ruszyć plan zdjęciowy (filmowcom pokrzyżowała plany pandemia koronawirusa). Nie mamy też jeszcze żadnych wieści o scenariuszu trzeciej części. Nie wiadomo również, kogo zobaczymy w obsadzie kolejnej części, choć wszyscy liczymy na udział Meryl Streep.

Emocje fanów studzi Amanda Seyfried, która w dwóch pierwszych filmach serii zagrała Sophie Sheridan. „Chciałabym, aby powstała trzecia część, ale nie sądzę, aby było wystarczająco dużo piosenek grupy ABBA, na kolejny, trzeci film. Musielibyśmy po raz kolejny wziąć »Super Trooper« czy »Mamma Mia« i wykorzystać je w inny sposób” – powiedziała aktorka w wywiadzie dla portalu „Collider”.

Tymczasem media obiegła wiadomość, że Benny Anderson i Bjorn Ulvaeus, czyli członkowie grupy ABBA, mają stworzyć do filmu cztery nowe piosenki. Twórcy „Mamma Mia” walczyli o to od samego początku (żeby mieć szansę na Oscara w kategorii „najlepszy utwór”). Członkowie zespołu pojawili się w filmie w epizodycznych rolach. Benny jest pianistą ubranym w strój greckiego rybaka, a Bjorn greckim bogiem, który trzyma w dłoniach lirę. Podczas premiery pierwszej części serii w Sztokholmie, cała czwórka członków ABBY pokazała się wspólnie publicznie po raz pierwszy od 1986 roku.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Mat. prasowe

„Przeklęta” nowym hitem Netfliksa? W głównej roli wystąpi gwiazda „Trzynastu powodów”

Katherine Langford wraca na Netfliksa. Tym razem aktorka zagra tytułową rolę w filmie „Przeklęta”. To nowa wersja znanej arturiańskiej legendy o młodej wojowniczce. 
Sylwia Arlak
22.06.2020

Klasyczna wersja legendy arturiańskiej opowiada o sprawiedliwym władcy, Arturze, który gdy wyciąga wetknięty w skałę magiczny miecz, zostaje uznany za nowego króla Brytanii. Osiada w zamku Camelot, gdzie otacza się znakomitymi rycerzami, znanymi też, jako rycerze Okrągłego Stołu.  A co powiecie na odrobinę inną wersję arturiańskiej legendy? Taką, w której król Artur jest tylko pomocnikiem, a o losach świata ludu decyduje młoda wojowniczka, Nimue? Dziewczyny mają moc Taką wersję znajdziemy w nowym serialu Netfliksa „Przeklęta” (dostępnym na platformie już od 17 lipca) z Katherine Langford w roil głównej. 24-letnia Australijka zasłynęła dzięki roli w innym serialu Netfliksa „Trzynaście powodów”.  To była jej pierwsza poważna rola, ostatnio grała też w kinowym kicie „Na noże” u boku Daniela Craiga. Obecnie na Instagramie obserwuje ją 15 milionów użytkowników. Dla młodej aktorki ważne są także kwestie społeczne. Wzięła nawet udział w kampanii, „It's On Us”, która wspierała osoby dotknięte przemocą na tle seksualnym. „Przeklęta” zabierze nas w świat legend Króla Artura. Tym razem jednak będziemy śledzić głównie losy Nimue (Langford). Mimo młodego wieku dziewczyna musi zmierzyć się ze śmiercią matki i tragedią, jaka spotkała jej lud. „Przybyli, kiedy spaliśmy, aby oczyścić świat” — mówi Nimue w zwiastunie filmu, a my oglądamy scenę rzezi dokonywanej przez Czerwonych Paladynów. „Zrobili to, bo jesteśmy inni. Bo przepływa przez nas magia. Bo mamy to, czego chcą” — dodaje bohaterka.         Wyświetl ten post na Instagramie.    ...

Czytaj dalej
Kristen Stewart zagra księżną Dianę
East news

Kristen Stewart zagra księżną Dianę! Widzowie krytykują: „Królową ludzkich serc zagra lodowa księżniczka?”

Kristen Stewart, aktorka znana z sagi „Zmierzch”, wcieli się w rolę tragicznie zmarłej księżnej Walii w nowym filmie „Spencer”.
Dorota Falkowska
18.06.2020

Kristen Stewart zagra księżną Dianę w nowym filmie biograficznym „Spencer” – jednak ten wybór nie spotkał się z zachwytem widzów. „To okropny pomysł – mówi dziennikarka, Tory Schulman w telewizji „Daily Blast Live”. – Nie dlatego, że Kristen jest złą aktorką: bo jest świetną aktorką, ale pamiętajmy, że księżna Diana nie bez przyczyny była nazywana „królową ludzkich serc”. Była ciepłą osobą, umiała z ludźmi wchodzić w relacje, tymczasem to jest ostatnia rzecz, jaką możemy powiedzieć o Kristen Stewart. Ludzie postrzegają ją jako tajemniczą, skrytą, tymczasem księżna Diana była dla nich jak otwarta księga. To tak jakby wybrać Jacka Nicholsona do roli świętego Mikołaja” – podsumowuje dziennikarka.  Reżyserem filmu „Spencer” jest Pablo Larraín, którego inny film biograficzny „Jackie” o Jacqueline Onassis Kennedy, z Natalie Portman w roli głównej, dostał trzy nominacje do Oscara. Scenariusz napisze Steven Knight („Locke”, „Peaky Blinders”). Start zdjęć zapowiedziany jest na początek 2021 r. Akcja nowej biografii o księżnej Dianie trwa zaledwie kilka dni – twórcy chcą pokazać, jak wyglądały ostatnie święta Bożego Narodzenia, jakie księżna Diana spędziła w królewskiej posiadłości w Norfolk. Właśnie wtedy Diana zrozumiała, że jej małżeństwo z księciem Karolem dobiegło końca i podjęła decyzję o rozwodzie. – Wszyscy dobrze znamy historię Diany i nie musimy wchodzić w nią po raz kolejny. Dlatego w „Spencer”  chcę pokazać jej intymny prychologiczny portret – powiedział reżyser Pablo Larrain. Dla Kristen Stewart rola księżnej Diany to kolejna rola biograficzna. W ubiegłym roku w filmie...

Czytaj dalej
Mat. prasowe Netflix

Serial Netflixa „Trzynaście powodów” dobiegł końca. Co poszło nie tak?

W czwartym i zarazem ostatnim sezonie „Trzynastu powodów” żegnamy się z licealistami z Liberty High. Czuję pewną ulgę i wiem, że nie jestem w tym osamotniona. Po tym, co dostaliśmy w ostatnich odcinkach, nie tylko ja nie chce wiedzieć, co twórcy mogliby nam jeszcze zaserwować. A miało być tak pięknie…
Sylwia Arlak
16.06.2020

To już koniec przygód Claya Jansena i jego paczki. Finał serialu Netflixa „Trzynaście powodów” był wyjątkowo długi i przyniósł nawet pewnego rodzaju satysfakcję, jednak tego, co wydarzyło się po drodze, fani tak łatwo twórcom nie wybaczą.  „Trzynaście powodów”, serial z misją Wróćmy do czasów, kiedy „Trzynaście powodów” był jeszcze serialem z misją. Jedną z lepszych propozycji z gatunku „Young adult”. Klasycznym dramatem (sezon pierwszy) dramatem sądowym (tu mowa o sezonie drugim) nie zaś kiepskim kryminałem, albo (co gorsza) produkcją z elementami grozy. Pierwszy sezon „Trzynastu powodów” opowiada o Hannah – nastolatce, która popełnia samobójstwo, a powody swojej decyzji nagrywa na trzynastu nagraniach magnetofonowych. Taśmy trafiają do kolegi Hannah, a następnie do wielu innych znajomych dziewczyny z liceum Liberty High. W pierwszym sezonie poznajemy nie tylko dramat dziewczyny, ale też widzimy, jak szkolny dramat wpłynął na pozostałych bohaterów.  Na tym etapie przesłanie twórców było oczywiste. Oczywiście, krytycy zarzucali, że jest w tej historii odrobinę za dużo patosu, ale możemy przymknąć na to oko. Niekwestionowaną zaletą „Trzynastu powodów” były jego wartości edukacyjne – twórcy  przekonywali, że samobójstwo nie rozwiązuje problemów, a tylko je potęguje. I że warto mieć oczy szeroko otwarte, bo ktoś obok nas może potrzebować pomocy.  Wydawało się, że twórcy nie boją się trudnych tematów (w serialu mowa jest też o innych tramach nastolatków: szkolnym nękaniu, przemocy psychicznej i fizycznej, gwałcie, używkach, w późniejszych odcinkach poruszana jest kwestia dostępu do broni i aborcji) do...

Czytaj dalej