Pięć audiobooków, które sprawią, że się uśmiechniesz
iStock

Pięć audiobooków, które sprawią, że się uśmiechniesz

Kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy podczas długiego spaceru, dalekiej podróży lub pieczenia tarty cytrynowej z bezą.
Anna Zaleska
15.05.2020

Dobry audiobook rozpoznaję po tym, że gdy po spędzeniu ośmiu godzin przy komputerze wychodzę ze słuchawkami na nordic walking, nawet nie wiem, kiedy aplikacja Endomondo pokazuje mi, że przeszłam już siedem kilometrów i spaliłam 367 kalorii. W czasach przed lockdownem wyróżniał się tym, że gdy dojeżdżałam na redakcyjny parking, siedziałam jeszcze w samochodzie, by dosłuchać przynajmniej do końca rozdziału, a w drodze powrotnej nie narzekałam na korki. Kiedy gotuję, czasami nie szukam przepisów na obiad w 10 minut, bo chcę spędzić w kuchni całą sobotę, robiąc tarty w trzech rodzajach i słuchając „Anny Kareniny”. Dobry audiobook dla dzieci poznawałam zaś zawsze po tym, że gdy jechaliśmy całą rodziną na wakacje, to każda propozycja zatrzymania się na postój wywoływała zbiorowe: Nieeee. Nie naśladujcie mnie, ale kiedyś z Warszawy do Łeby – a nie było jeszcze autostrady – dojechałam bez jednego przystanku, a winny był temu „Mikołajek” czytany przez Jerzego i Macieja Stuhrów. Spośród moich ulubionych audiobooków – a przesłuchałam ich dziesiątki – polecam dziś te, które mają jeszcze jedną dodatkową zaletę: wprawiają w dobry nastrój.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Mikołajek”, René Goscinny, czyta Jerzy Stuhr (wyd. Znak Emotikon)

No właśnie, mój ukochany Mikołajek. Jestem szczęśliwą posiadaczką wydanych przed laty wielopłytowych albumów, na których opowiadania René Goscinny’ego czytali dwaj panowie Stuhrowie. Teraz niestety są już trudno dostępne, może czasem na jakichś aukcjach w internecie. Ale bez trudu można kupić nagrania Jerzego Stuhra wydawane w serii audiobooków: „Mikołajek”, „Wakacje Mikołajka”, „Mikołajek ma kłopoty”, „Mikołajek i inne chłopaki”, „Mikołajek nie nudzi się w szkole”, „Nowe przygody Mikołajka” i tak dalej. Wiele, wiele godzin wyśmienitej zabawy. Osobiście mogę tego słuchać bez końca. Humor doskonały, mistrzowskie wykonanie, sceny, do których się wraca latami i nawet gdy moje dzieci są już duże, stanowią dla nas nieustający punkt odniesień, skojarzeń i rodzinnych żartów. Choćby teraz do mojego pokoju weszła córka. Pytam: „Jakie jest twoje ulubione powiedzenie Mikołajka?”. Chwilę się zastanawia: „Zawsze lubiłam: A zresztą, chrzanię to”. Bardzo na miejscu, właśnie skończyła pisać zdalną klasówkę z chemii. Dziewięć zadań, niektóre z wieloma podpunktami, czas 45 minut.

„A ja żem jej powiedziała”, czyta Katarzyna Nosowska (wyd. Wielka Litera)

Kocham poczucie humoru Katarzyny Nosowskiej. Jej konto na Instagramie (blisko pół miliona obserwatorów), jej felietony, jej książkę, wreszcie jej audiobooka. Idealnie, że sama go nagrała, nie wyobrażam sobie, że ktoś inny mógłby czytać te teksty. Błyskotliwe, pełne celnych spostrzeżeń, autoironii i bon motów, które mogłybyśmy sobie haftować na makatkach (gdybyśmy haftowały). Jej komentarze na temat kobiet, relacji z mężczyznami, seksu, naszej rzeczywistości, mód, snobizmów, celebrytów, absurdów – zawsze są trafione w punkt. No i te rady… „Poczekaj, aż koty z kurzu będą naprawdę duże, uformuj z nich kulę, spryskaj lakierem do włosów i powieś pod sufitem”. Hm, muszę spróbować.

„Obsługiwałem angielskiego króla”, Bohumil Hrabal, czyta Kazimierz Kaczor (wyd. Agora)

Kazimierz Kaczor, dziś nieco zapomniany, czyta Hrabala ge-nial-nie! Zresztą audiobook pochodzi z serii Mistrzowie Słowa, w której klasykę literatury polskiej i światowej interpretują najznakomitsi polscy aktorzy: Anna Polony czyta „Annę Kareninę”, Wojciech Pszoniak „Idiotę”, Piotr Fronczewski „Ferdydurkę”. Całą  dwudziestosiedmiopłytową kolekcję warto mieć w swojej bibliotece. Ale jeśli chodzi o humor, „Obsługiwałem angielskiego króla” nie ma sobie równych. To opowieść o nastoletnim pikolaku, który powoli pnie się po szczeblach hotelarskiej kariery, udając, że niczego nie widzi i nie słyszy, a widząc i słysząc wszystko. Jego szczęście polega zaś na tym, że zawsze spotyka go jakieś nieszczęście. I obraca się na jego korzyść. Już w najmłodszych latach rozpoznaje, że pieniądze mogą mu zapewnić miłość najpiękniejszej panienki i szacunek otoczenia. Odkłada więc grosz do grosza z drobnych oszustw i skromnych napiwków, marząc, że kiedyś zostanie milionerem.  Gdy już jednak osiąga swój cel i otwiera własny elegancki hotel, okazuje się, że obsługiwanie angielskiego króla nie gwarantuje mu poważania. Źle rozpoznał reguły rządzące światem. Dowcipne, urocze i mądre.

„Służące”, Kathryn Stockett, czytają Anna Seniuk, Karolina Gruszka i Anna Guzik (wyd. Media Rodzina)

Na osiemnaście godzin totalnie się wsiąka w ten audiobook, zwłaszcza że Anna Seniuk, Karolina Gruszka i Anna Guzik czytają go mistrzowsko. Reżyser tego nagrania naprawdę genialnie dobrał aktorki do postaci. Jeśli nie znacie książki Kathryn Stockett – a warta jest poznania i jako powieść, i jako film z 2011 roku z Emmą Stone w roli głównej – to tylko krótko zapowiem, że rzecz się rozgrywa w latach 60. XX wieku na amerykańskim Południu. Eugenia marzy o tym, by być dziennikarką i pisarką, choć wszystkie jej przyjaciółki koncentrują się na znalezieniu dobrej partii. W pierwszej kolejności Eugenia postanawia opisać życie i pracę czarnoskórych służących ze swojego miasteczka, naruszając tabu i wykraczając przeciwko obowiązującym w jej społeczności normom. Siebie naraża na wykluczenie, utratę przyjaciółek i szansy na zamążpójście; bohaterki pisanej książki na wydalenie ze służby i utratę środków do życia. Choć w tej świetnej powieści jest wiele dramatycznych momentów, nie brak też powodów, by się uśmiechnąć. To jeden z tych audiobooków, dla których po przyjeździe do domu potrafiłam siedzieć w garażu, by nie przerywać słuchania.

„Z głowy”, Janusz Głowacki, czyta Piotr Fronczewski (wyd. Świat Książki)

Gdy ukazał się ten zbiór felietonów Janusza Głowackiego, pochłonęłam go w moment, a potem pożyczałam wszystkim znajomym. I chyba o jeden raz za dużo, bo za którymś razem nie wrócił. Ale na pociechę mam audiobooka, a głos Piotra Fronczewskiego niezwykle pasuje do pełnego ironii stylu Głowackiego. Mnóstwo tu anegdot z czasów pereelu, opowieści o kultowych miejscach w Warszawie, barwnych postaciach – począwszy od Gustawa Holoubka, a na Dzikim Bolku skończywszy – plus spojrzenie na Londyn i Nowy Jork oczami przybysza zza Żelaznej Kurtyny. Ale przede wszystkim Głowacki opowiada o sobie – autoironicznie, szczerze, dowcipnie, demaskując swoje często nieeleganckie motywy postępowania i przedstawiając się w żenujących sytuacjach, o których wydawałoby się, lepiej zapomnieć, a już na pewno nie opowiadać innym. Mało kto potrafi tak żartować z samego siebie.

 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Magda Stachula / Fot. Szara Reneta

Osiem najlepszych thrillerów na lato – poleca Magda Stachula, mistrzyni powieści domestic noir

Ranking najlepszych thrillerów, od których nie sposób się oderwać od pierwszej do ostatniej strony. Idealne na plażę, nad basen czy do pociągu.
Anna Zaleska
02.07.2020

Ranking najlepszych thrillerów przygotowała dla nas Magda Stachula – pisarka, autorka powieści z nurtu domestic noir, który w 2016 roku zapoczątkowała w polskiej literaturze swoją debiutancką powieścią „Idealna”. Na początku lipca ukazuje się jej kontynuacja – „Strach, który powraca”. Prywatnie Magda Stachula jest wielbicielką i znawczynią thrillerów. Czyta ich mnóstwo, niektóre po kilka razy. Specjalnie dla urodażycia.pl wybrała osiem jej zdaniem najlepszych. Te książki doskonale czyta się na plaży, nad basenem czy w pociągu. Wciągają tak bardzo, że nawet podróż z Rzeszowa do Kołobrzegu nie będzie się wam dłużyć. 1. Pierre Lemaitre, „Ślubna suknia” (wyd. Muza) Mój numer jeden! Czytałam tę książkę kilka razy. Jestem wielką fanką Pierre'a Lemaitre'a. „Ślubna suknia” to opowieść o paryżance Sophie, kobiecie spełnionej i szczęśliwej, w której życiu nagle zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Coraz częściej o czymś zapomina, gubi rzeczy, obawia się, że stopniowo popada w obłęd. W końcu zostaje wplątana w zamordowanie dziecka, którym się opiekowała. Nie pamięta tej sytuacji, ale wie, że była z nim sama w domu i zaczyna wierzyć w swoją winę. By uniknąć odpowiedzialności, ucieka z Paryża i zmienia tożsamość. Udaje jej się na nowo ułożyć sobie życie i wtedy z jej pamięcią znowu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Nie chcę zdradzać więcej, ale fabuła tej książki jest tak nieprzewidywalna, a zakończenie tak zaskakujące, że wszystko, co myśleliśmy, zupełnie nam się przestawia w głowie. Takie zakpienie z czytelnika – w sensie pozytywnym – to znak firmowy Lemaitre'a. Zawsze pozostawia nas z myślą: jak mogliśmy tego nie dostrzec? I – co nie każdy lubi – sponiewieranych psychicznie. 2. Pierre...

Czytaj dalej
Maciej Stuhr
fot. Szymon Szcześniak

Maciej Stuhr: „Chcę wychować dzieci tak, żeby luksus nie był dla nich normalką”

Jedni go kochają, innych wkurza politycznie, gdy mówi o zakusach władzy na wolność i łamaniu prawa. Nam Maciej Stuhr opowiada o patchworkowej rodzinie i 5 zasadach, które chciałby przekazać dzieciom.
Magdalena Felis
12.06.2020

Chociaż bliżej mu już do 50-tki, niż do 40-tki, wciąż lubimy go nazywać „młodym Stuhrem”. On sam mówi, ten tytuł musi już oddać synowi, a na to, żeby stać się „starym, porządnym Stuhrem” jeszcze nie zasłużył. Między innymi właśnie o takich relacjach między pokoleniowych Maciej Stuhr opowiedział w wydanej w zeszłym roku książce „StuhrMówka. A imię jego czterdzieści i cztery”. Wrócił w niej do zapisywania rodzinnej historii. Tym razem najnowszej, w której ponownie się ożenił i znów został ojcem. Twierdzi, że po narodzinach syna zwolnił tempo, ale w tym roku mogliśmy go już oglądać w „Sali samobójców. Hejterze” Jana Komasy i w „Szadzi”. W nowym serialu kryminalnym w reżyserii Igora Breidyganta Maciej Stuhr gra religioznawcę Piotra Wolnickiego, pozornie wzorowego ojca i męża. W rolę jego żony, Moniki wcieliła się Anna Cieślak . Pierwszy sezon serialu „Szadź” obejrzysz na platformie VOD Player. Magdalena Felis: Podobno nie można już o panu mówić „młody Stuhr”? Maciej Stuhr:  Wszystko wskazuje na to, że muszę oddać ten zaszczytny tytuł Tadzikowi, mojemu trzyletniemu obecnie synowi.  Ale średni Stuhr brzmi średnio... Trzeba przejść przez czyściec, żeby móc się kiedyś stać starym, porządnym Stuhrem. Czuje pan tę zmianę pokoleniową?   Na pewno. Po pierwsze jest genetyka, od której się nie ucieknie. Nagle nasz trzylatek idzie po pokoju i zakłada sobie ręce do tylu, identycznie jak dziadek czy pradziadek – no jak to jest możliwe?! Druga rzecz to wychowanie i dobrze znajome rzeczy, które w tym maluchu zaczynają kiełkować, jak poczucie humoru czy skłonność do popisów. Syn Jerzego...

Czytaj dalej
East News

Colin Firth i klątwa pana Darcy'ego

Czy rola, po której Colin Firth stał się symbolem seksu, naprawdę zaszkodziła jego karierze?
Anna Zaleska
04.05.2020

Niezapomniana scena sprzed dwudziestu pięciu lat: Colin Firth jako pan Darcy – w mokrej, oblepiającej ciało koszuli, z kroplami wody kapiącymi z włosów, bo właśnie przepłynął staw – natyka się na swoją wielką miłość Liz Bennet. Jest tak stremowany, że podczas niezręcznej rozmowy co chwila pyta ją, czy rodzice są w dobrym zdrowiu. Tych kilka minut na ekranie sprawiło, że brytyjski aktor stał się jednym z najbardziej pożądanych amantów swojego pokolenia. Wcześniej w zasadzie nieznany, po serialu „Duma i uprzedzenie” (BBC) natychmiast trafił do panteonu gwiazd. Wydawałoby się, że dla 35-letniego wówczas mężczyzny była to wymarzona sytuacja. Tymczasem ostatnio w wywiadzie dla magazynu „Good Housekeeping” Colin Firth stwierdził, że… zaszkodziła jego karierze. Ta wypowiedź wzbudziła takie zdumienie, że cytują ją i komentują najważniejsze brytyjskie media. „Guardian” żartuje z aktora, pisząc z ironią: „Pewnie chodzi o to, że zniknął po tej roli. Och, pomijając « Angielskiego pacjenta » , « Bridget Jones » , « To właśnie miłość » , « Jak zostać królem » , za które dostał Oscara. Było jeszcze wiele innych nagród, nie wspominając o paru funtach… No tak, totalnie zawalona sprawa”. Wygląda dobrze, kręci się wokół Colin Firth narzeka tymczasem, że od czasu pana Darcy'ego został zaszufladkowany jako amant i przez lata obsadzano go w rolach kogoś, kto „wygląda dobrze i kręci się wokół, a dla aktora to dosyć nudne”. Taki wizerunek utwierdziła potem seria o „Bridget Jones”, w której zagrał przedmiot westchnień głównej bohaterki – również mężczyznę  o nazwisku Darcy. Mark Darcy. Sama Bridget podczas jednego z przyjęć obserwując go myślała:...

Czytaj dalej
Marianna Stuhr
Maciej Zienkiewicz

Marianna Stuhr: „Po tym, co przeżyliśmy, mamy z Maćkiem sztamę!”

„Maciek nigdy mi nie tatusiował. Jako dzieci razem wymyślaliśmy występy dla rodziców" – Marianna Stuhr o swoim bracie Macieju Stuhrze. Rodzina Stuhrów wspiera się i stoi za sobą murem.
Marzena Rogalska redakcja „Uroda Życia”
23.07.2020

Marianna Stuhr – młodsza o siedem lat siostra Macieja Stuhra, córka Barbary i Jerzego Stuhrów, nie występuje na scenie. Skończyła krakowską ASP, jest malarką i graficzką, prowadzi własną firmę. Angażuje się w różne akcje m.in. „Adoptuj psa”. Razem z ojcem wydała książkę „Kto tam zerka na Kacperka” złożoną z historyjek, które Jerzy Stuhr opowiadał jej i bratu na dobranoc, tworząc fikcyjną postać Kacperka. Dzisiaj, gdy Jerzy Stuhr leży w szpitalu wszyscy mocno trzymamy kciuki za jego powrót do zdrowia! W „Urodzie Życia” Marianna Stuhr opowiedziała przede wszystkim o relacjach z bratem i o tym, jak rodziła się między nimi zażyłość: *** – Mój brat i ja to kompletnie dwa różne usposobienia. Na dodatek różnica wieku między mną a Maćkiem była dosyć felerna i w pewnym sensie zabrała nam wspólne dzieciństwo. Młodsza o siedem lat siostra zazwyczaj nie jest wymarzonym kompanem do zabaw dla starszego brata. I rzeczywiście, tych wspólnych zabaw nie było zbyt wiele, za to pamiętam sporo momentów, w których razem wymyślaliśmy występy dla rodziców. Maciek grał na pianinie, a ja śpiewałam lub popisywałam się tanecznie. Poza tym przez długi czas dzieliliśmy z sobą pokój. Olbrzymi, więc rodzice przedzielili nas regałem z książkami. Nie było między nami szczególnej zażyłości, Maciek nie był też wobec mnie nadmiernie opiekuńczy z racji tego, że jestem młodszą siostrą. Są czasami tacy bracia, którzy „tatusiują” siostrzyczkom. On tak nie miał, ale za to był niesłychanie obowiązkowy. Kiedy mama poprosiła go, żeby zaprowadził mnie na lekcje baletu lub z nich odebrał, robił to bez najmniejszego zająknięcia – do dziś wspominam to z rozczuleniem. Kiedyś rodzice wyjechali i poprosili go, żeby...

Czytaj dalej