Phoebe Waller-Bridge szokuje we „Fleabag” – i za to kochają ją  kobiety na całym świecie
mat.prasowe
#czytajdlaprzyjemności

Phoebe Waller-Bridge szokuje we „Fleabag” – i za to kochają ją  kobiety na całym świecie

Kobiety ją uwielbiają – albo wprost przeciwnie
Marta Strzelecka
06.01.2020

Dziecko, możesz być kimkolwiek zechcesz. Tylko nie przestawaj szokować”, słyszała od najmłodszych lat. Phoebe Waller-Bridge, twórczyni „Fleabag”, jest dziś najbardziej uwielbianą, najczęściej nagradzaną, najmniej przewidywalną artystką. Szokuje i uwodzi.

Wczorajsze Złote Globy 2020 to kolejna nagroda do kolekcji.  W 2019 roku Phoebe Waller-Bridge dostała wszystkie najważniejsze nagrody Emmy: za scenariusz, reżyserię, główną rolę, dla najlepszego serialu. Jako serialowa Fleabag zdobyła też – poza Emmy – wiele innych nagród, m.in. BAFTA dla najlepszej aktorki komediowej.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Phoebe Waller-Bridge: „Chyba nie jestem dobrą feministką”

Sala pełna kobiet, przemawia popularna feministka. Nagle zadaje pytanie: „Która z was oddałaby pięć lat życia w  zamian za idealne ciało?”. Natychmiast zgłaszają się dwie – Fleabag i jej siostra. Kiedy orientują się, że nikt poza nimi nie uniósł rąk, Fleabag mówi: „Chyba nie jestem dobrą feministką”. Wciąż popełnia błędy, jest daleka od ideału, ale jako bohaterka serialu – uwielbiana. 

Fani piszą: „Phoebe-Waller Bridge wymyśliła coś zupełnie nowego”. „Jest cholernym geniuszem”. „Możecie przestać wymyślać seriale – nic lepszego nie powstanie”. „Jeśli uwielbiasz Fleabag, pamiętaj, że za każdym razem, kiedy Phoebe spogląda prosto w ekran, patrzy na mnie, nie na kogokolwiek innego”. „Skończyłam ostatni odcinek. Nie wiem, co dalej”. 

Waller-Bridge, autorka scenariusza i  odtwórczyni głównej roli, wyjaśnia: „Napisałam po prostu o młodej wściekłej kobiecie z ciętym poczuciem humoru, której obsesją jest seks. Manipuluje odbiorcami, szokuje ich minuta po minucie, aż w końcu są w niej zakochani. I właśnie wtedy orientują się, że za zasłoną zbudowaną z upojnych wieczorów, przypadkowego seksu, pięknego szerokiego uśmiechu kryje się jej ból”. To kobieta, która swoim zachowaniem chce przekazać całemu światu, że wszystko ma pod kontrolą, podczas gdy jest zupełnie odwrotnie. Czyli robi dokładnie to, co wiele z nas. 

Waller-Bridge, pisząc tę historię, po raz kolejny zastosowała radę mamy, jaką słyszała od najmłodszych lat: „Dziecko, możesz być, kimkolwiek zechcesz. Tylko nie przestawaj szokować”. Była głośnym dzieckiem, popisującym się, zawsze w  centrum uwagi, koszmarnym. Wychowała się w Londynie, przy stacji Ealing Broadway. Otwarci sąsiedzi, dzieciaki bawiące się na ulicach, a w domu codzienne wspólne kolacje, dużo rozmów. Przodkowie ojca i matki mieli tytuły szlacheckie, tata współtworzył Tradepoint – pierwszą elektroniczną giełdę, mama ciągle pracuje w jednej z największych londyńskich firm (dziś są rozwiedzeni), Phoebe ma siostrę i brata. Pragnienie największego buntu zawsze budziła w  niej babcia – porządna chrześcijanka z zasadami. U niej przed posiłkami trzeba było odmawiać modlitwę – Phoebe wyrywała się, by to zrobić i przekręcić tekst, dodać kilka szokujących słów. „Ale przede wszystkim dorastałam w poczuciu bezpieczeństwa i prawdopodobnie dlatego bez strachu stworzyłam niespokojną, pełną niepewności postać”, mówi.

Phoebe Waller-Bridge, Fleabag,
mat.prasowe
„To ważne, żeby starała się pani nie obracać wszystkiego w  żart. Żeby prawda nie zagubiła nam się w humorze”, słyszy Fleabag od terapeutki. „Nie wiem, czy potrafię”, odpowiada.

Jako serialowa Fleabag wyznaje: „Chciałabym płakać bez przerwy”

Wymyślona przez nią Fleabag, czyli Wszarz lub Pchlarz, to kobieta przed czterdziestką z zamożnej londyńskiej rodziny. Jej związki z mężczyznami szybko się kończą, najlepsza jest w  krótkich znajomościach opartych na seksie. Prowadzi kawiarnię, którą stworzyła z najlepszą przyjaciółką, ale teraz, kiedy jest sama, biznes upada. Mama zmarła na raka, ojciec jest emocjonalnie nieobecny, związany z dominującą kobietą, starsza siostra to na pierwszy rzut oka ideał. Fleabag często się śmieje, niemal nie przestaje żartować. Dopiero w jednej z ostatnich scen pierwszego sezonu wyznaje: „Chciałabym płakać bez przerwy”. Poznajemy kobietę, która od bardzo dawna niczego tak naprawdę nie poczuła, nie pozwoliła sobie na to. 

Waller-Bridge wymyśliła ją jako bohaterkę monodramu. Skończyła Królewską Akademię Sztuk Dramatycznych. „Poszłam tam, myśląc, że jestem niezłą aktorką, skończyłam studia przekonana, że gram okropnie”. Nie dostawała ciekawych propozycji, dlatego sama zaczęła pisać, co też nie od razu jej wychodziło. Wszystko zmieniło się, kiedy poznała reżyserkę Vicky Jones. Nie tylko się zaprzyjaźniły – dopingowały się nawzajem do pisania, inspirowały, stworzyły zespół teatralny DryWrite. „Na początku chodziło mi o wymyślenie postaci, która ma poczucie humoru takie jak ja i Vicky”. 

Już pierwszy 10-minutowy występ Phoebe jako Fleabag w niezależnym teatrze w Londynie zostało zauważone. Waller-Bridge i Jones zaproszono na prestiżowy festiwal do Edynburga. Nie miały pieniędzy na produkcję, więc przyjaciele i najbliżsi zagrali wszystkie postaci poza główną bohaterką –  ich głosy słuchać z nagrań, na scenie jest tylko Phoebe. Jej siostra Isobel napisała muzykę. Nagrywali w domu, w pokoju, do którego ścian przymocowali kołdry, by tłumiły zewnętrzne dźwięki. 

Phoebe Waller-Bridge, Fleabag,
mat.prasowe

Ostatnie słowa sztuki Phoebe pisała w pociągu do Edynburga, podczas gdy Vicky krzyczała jej do ucha: „Skończ to wreszcie!”. Zdobyły najważniejsze nagrody festiwalu i pierwszą ogromną grupę oddanych fanów. Vicky Jones: „Kiedy oglądałam Phoebe podczas tego pierwszego występu, pomyślałam, że w dosyć lekki sposób zaprosiła nas wszystkich do zaskakującej rozmowy. Mówiła o pożądaniu kobiet, naszej hipokryzji i bolesnej tęsknocie za tym, by być kimś lepszym, niż jesteśmy. O naszym pragnieniu, żeby ktoś nas naprawdę kochał i o naszych błędach, których nic nie wymaże”.

Złote Globy 2020 to kolejna nagroda do kolekcji

Po sukcesie w Edynburgu i wielu spektaklach w Londynie telewizja BBC zamówiła u Waller-Bridge serial. Przed premierą Phoebe pokazała fragmenty rodzinie. Brat skomentował: „Wystraszysz tysiące mężczyzn. Będą przerażeni”. „Najwyższa pora”, odpowiedziała. Do  scen, które mężczyźni pomijają niezręcznym milczeniem, a kobiety odnoszą się z zaangażowaniem, należy ta z Barackiem Obamą: Fleabag, leżąc w łóżku, ogląda w laptopie przemówienie prezydenta i zaczyna się masturbować. Wtedy budzi się jej śpiący obok chłopak. Do dziś, choć od premiery tego odcinka minęły cztery lata, Waller-Bridge bywa zaczepiana przez kobiety, które chcą powiedzieć: „Widziałam scenę z Obamą, dokładnie rozumiem”. I  nie mówią, że przeżyły to samo, tylko że znają marzenie o mężczyźnie, który byłby nadzieją na lepsze życie, a jednocześnie kimś bardzo przystojnym, inteligentnym, pewnym siebie. 

Waller-Bridge twierdzi, że nie jest jak Fleabag, ale kilka scen z jej życia, tych najbardziej żenujących, znalazło się w  sztuce, a potem w serialu. Przede wszystkim jednak utożsamia się z podejściem do rzeczywistości polegającym na chowaniu bólu za humorem. „To jest uczucie, z którym żyję od dawna – staram się, żeby trudne wydarzenia przede wszystkim wydawały się zabawne, dopiero na drugim miejscu mogą być bolesne. Kontrolować wszystko, znać odpowiedź na każde pytanie, panować nad własnymi problemami, zanim ktokolwiek zdąży pomóc – czy większość z nas nie dąży do tego? Udajesz kogoś, komu zależy na pełni szczęścia, ale jednak nie do końca. A  przecież zależy nam jak cholera. Chcę też powiedzieć, że czymś normalnym jest zagubienie czy złość kobiety, która przez większość czasu wydaje się przede wszystkim miła”. 

W drugim sezonie – i ostatnim, jak podkreśla Waller-Bridge – jej bohaterka trafia do terapeutki. Na pytanie: „Jak pani myśli, dlaczego ojciec zapłacił za tę wizytę?” odpowiada: „Bo spędziłam większość mojego dorosłego życia, używając seksu jako ucieczki od krzyku w  moim pustym sercu?”. „To ważne, żeby starała się pani nie obracać wszystkiego w żart. Żeby prawda nie zagubiła nam się w humorze”, słyszy. „Nie wiem, czy potrafię”, mówi. 

Drugi sezon „Fleabag” został uznany za jedną z najdoskonalszych rzeczy w historii telewizji. Sześć krótkich odcinków złożyłyby się w kolejny spektakl – serial jest w końcu oparty na doskonale napisanych dialogach, wyreżyserowany po mistrzowsku, oglądany po raz kolejny pozwala zauważyć nowe znaczenia, jak w najlepszym teatrze. A jednocześnie to rozrywka pokazująca życie wyższej klasy średniej w Londynie. Historia miłosna z  wątkiem duchowości. I cytatami powtarzanymi przez fanki serialu, takimi jak: „Fryzura to zdecydowanie wszystko – różnica między dobrym i złym dniem”. 

Phoebe Waller-Bridge, Fleabag,
mat.prasowe

Miłość przeraża! – tysiące kobiet na świecie mówią to, co Phoebe

I kiedy już wydawało się niemożliwe, by Phoebe Waller-Bridge była jeszcze bardziej popularna, podziwiana, częściej nagradzana bardziej prestiżowymi nagrodami, po kilku latach regularnego pojawiania się na okładkach angielskich i amerykańskich czasopism, późnym latem tego roku ogłoszono, że dostanie nagrodę BAFTA dla najlepszej brytyjskiej artystki. Za bilet na jeden z jesiennych spektakli „Fleabag” w Londynie, wzbogacony o wątki z drugiego sezonu, trzeba było zapłacić od 70 funtów – jeśli miało się szczęście i wyprzedziło innych w  kolejce – do blisko 600 w drugim obiegu. Tuż po przedstawieniu zaczynał się szybki trucht publiczności za teatr Wyndham, gdzie aktorka rozdawała autografy i uśmiechała się do zdjęć, wartych miliony polubień na Instagramie, po stokroć wzmacniających prestiż tego, kto brał udział w wydarzeniu. 

Nie było dotąd na West Endzie spektaklu, wyprodukowanego, napisanego, wyreżyserowanego przez kobiety, z kobietą w głównej roli, który osiągnąłby tak wielki sukces, również finansowy. Ale Waller-Bridge nie zamierza już wracać do „Fleabag”, pisze kolejne seriale. 

Po rozstaniu z mężem, reżyserem dokumentów Conorem Woodmanem, związała się z jednym z najlepszych współczesnych scenarzystów – Martinem McDonaghem, laureatem Oscara za „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”. O  ich związku nie mówi, ale wspomina, że obejrzenie wiele lat temu sztuki McDonagha „Pan Poduszka” było dla niej ważnym przeżyciem: „Czasem oglądasz albo czytasz coś, co sprawia, że twoja wyobraźnia nabiera rozpędu, czujesz, że możliwe są rzeczy, o jakich zapomniałeś”. To samo mówią fani o „Fleabag”. 

W listopadzie w Anglii ukazuje się specjalne wydanie tekstów sztuki i scenariusza serialu. Książki zamawiane są przez czytelników już od sierpnia. Wielu z nich zamierza układać z fragmentów „Fleabag” przemówienia ślubne – o tym, że „Miłość jest okropna, bolesna, przerażająca. Sprawia, że wątpisz w siebie, odsuwasz się od innych, stajesz się samolubny, masz obsesję na punkcie włosów. Ale oznacza też nadzieję”. 

Do bycia jak Fleabag przyznają się nie tylko kobiety, również dojrzali mężczyźni, którzy polecają serial córkom. Uznają to za najlepszy sposób opowiedzenia o  swoich trudnych emocjach stłamszonych przez śmiech. „W końcu wszyscy to robimy w jakimś stopniu – udajemy szczęśliwszych, niż naprawdę jesteśmy”, mówi Waller-Bridge. „W Korei po spektaklach przychodziły do mnie kobiety, które nie mówiły po angielsku, wskazywały tylko na siebie palcami i powtarzały z  przejęciem: Fleabag, Fleabag”. 

Raz na jakiś czas bohaterka odwraca się wprost do kamery. Jakby mówiła: „Zobacz, co się u mnie dzieje: jest seksownie, atrakcyjnie, śmiesznie, nic złego nie może się ze mną wydarzyć, przysięgam”. Dopiero na koniec zadaje pytanie: „Co wydawało ci się takie zabawne w  moim dalekim od ideału życiu?”. Uwielbiamy ją, bo często czujemy się tak samo. Tylko prawie nigdy o tym nie mówimy.

Tekst o Phoebe Waller-Bridge ukazał się w „Urodzie Życia” 11/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Mat.prasowe

Seriale dla kobiet i o kobietach. Poznaj bohaterki, które nas inspirują!

Siła jest kobietą. Nowe bohaterki popkultury są nie tylko piękne, ale mają coś do powiedzenia.
Sylwia Arlak
24.07.2020

Pamiętacie bohaterki „Seksu w wielkim mieście”? Carrie, Miranda, Charlotte i Samantha często imponowały nam samodzielnością, inteligencją i niezależnością… – ale tylko do momentu, kiedy na horyzoncie pojawiał się kolejny mężczyzna albo kolejna para butów. Do dzisiaj myślimy o nich z sentymentem, ale z drugiej strony cieszymy się, że dzisiejsze serialowe bohaterki są zupełnie inne – nie zajmują się zakupami, ale walczą o siebie, o swoją niezależność i prawa. Nie są idealne, popełniają błędy, ranią najbliższych, nieraz zmagają się z porażkami. Jak my. Przeżywają dramaty i nie proszą mężczyzn o ratowanie ich z opresji – ale szukają wsparcia w kobiecym kręgu. Upadają, żeby wstać i działać z jeszcze większą siłą. Popkultura w końcu upomniała się o bohaterki z krwi i kości. Oto siedem seriali, które udowadniają, że nadszedł czas kobiet. 1. „Unortodox”, Netflix „Unortodox” to oparta na autobiograficznej książce Debory Feldman historia młodej Żydówki, Esther, która postanawia uciec z Brooklynu do Berlina przed ultraortodoksyjną społecznością i zaaranżowanym, nieszczęśliwym małżeństwem. W Berlinie szuka matki, która tak samo jak ona kiedyś nie umiała odnaleźć się w miejscu, gdzie kobiety są pozbawiane własnego głosu, miały podporządkowywać się tradycji (czytaj: mężczyznom) sprzątać, prać i rodzić dzieci. Młoda dziewczyna (której rozterki wspaniale oddała Shira Haas) ze świata pełnego zakazów i nakazów trafia do otwartego europejskiego miasta. Kiedy jej mąż dowiaduje się, że jest w ciąży, postanawia znaleźć bohaterkę i przekonać ją (czytaj: zmusić) do powrotu. Nie jest w stanie zrozumieć, że kobieta może chcieć od życia czegoś więcej. Serial ogląda się z zapartym tchem nie tylko ze względu na...

Czytaj dalej
Michaela Coel „I May Destroy You”
Michaela Coel w serialu „Mogę cię zniszczyć”. Fot. materiały prasowe

Michaela Coel jest ofiarą gwałtu. Zrobiła o tym serial i podbiła świat

„Mogę cię zniszczyć” (HBO) to najbardziej poruszający i odważny serial 2020 roku. Aktorka i reżyserka Michaela Coel postawiła w nim wiele trudnych pytań dotyczących granic w seksie.
Magdalena Żakowska
01.08.2020

Chociaż dla mnie, i pewnie także dla większości z was, Michaela Coel jest odkryciem, dzięki nowemu serialowi HBO, to ma już na koncie kilka sukcesów, w tym nagrodę BAFTA za swój pierwszy autorski serial „Chewing Gum” i dwie role w kultowym serialu „Black Mirror”. Ma zaledwie 32 lata, ale już dała się poznać jako zdolna poetka, scenarzystka, reżyserka i aktorka. W Wielkiej Brytanii zyskała status największej gwiazdy swojego pokolenia, została okrzyknięta nową Phoebe Waller-Bridge („Fleabag”), tyle że opowiadającą o nieco innym świecie – po rewolucji #metoo i w trakcie rewolucji Black Lives Matter. A bohaterką jej seriali jest ona sama.  Od wierszy o Jezusie do serialu Netflixa Jej rodzice pochodzą z Ghany, ale Michaela urodziła się już w Londynie. Jak większość imigranckich rodzin, zamieszkali na ubogich przedmieściach i zmagali się z typowymi dla uchodźców problemami – brakiem pracy, poczuciem izolacji i biedą. Mama Michaeli jest katoliczką i religię traktuje bardzo poważnie. Od dzieciństwa próbowała przekazać to córce. Michalea trafiła do szkoły katolickiej, gdzie była pierwszą czarnoskórą dziewczynką. Ten eksperyment się nie powiódł – zarówno ona (ataki agresji), jak i pozostałe dzieci (rasizm) nie zdały egzaminu. Ale misja mamy się udała – Michaela co prawda zmieniła szkołę, ale zapisała się do przykościelnej grupy tanecznej, a potem rozpoczęła studia na wydziale teologii i zaczęła pisać wiersze o Jezusie Chrystusie:  „Naprawdę jestem obrazem Boga,  Jego kolejną supermodelką. Kroczę dumnie po wybiegu jego światła, Jego miłość, moja wiara, moja siła.  Jego potęga.” To dzięki tym wierszom Michaela Coel jest dziś TĄ Michaelą Coel. Podczas wieczoru „open-mic”, gdzie...

Czytaj dalej
Złote Globy, przemowy Pitt, Phoanix, Williams
screen YT

„Leo, ja bym podzielił się z tobą tratwą!” Co jeszcze zapamiętamy ze Złotych Globów 2020?

Ważne słowa o: przyjaźni, prawach kobiet i ekologii
Sylwia Niemczyk
06.01.2020

Gdyby nie ty, nie byłoby mnie tutaj – tymi słowami podczas rozdania Złotych Globów Brad Pitt dziękował swojemu „partnerowi w zbrodni”, Leonardo DiCaprio, z którym zagrał w filmie Quentina Tarantino „Pewnego razu… w Hollywood”. Pitt, który został nagrodzony Złotym Globem za drugoplanową rolę męską, przypomniał, że Dicaprio przez lata nie dostał Oscara: „Przed „Zjawą” – mówił Pitt – oglądałem każdego roku, jak jego ekranowe partnerki, odbierając nagrody, dziękują mu z całego serca. Wiem dlaczego. Jest wielką gwiazdą i dżentelmenem. Dziękuję. Ja bym zrobił ci miejsce na tratwie!” – mówił, żartobliwie nawiązując do sceny z „Titanica”. Słowa Pitta wzbudziły euforię wśród wszystkich na sali. Wzruszenia nie krył też sam DiCaprio, którego kamera pokazała, gdy bezgłośnie mówił do stojącego na scenie Pitta „Dziękuję”. To jednak nie była jedyna przemowa, która wywołała burzę oklasków i łzy. 77. Złote Globy były pełne poruszających słów. Owację na stojąco otrzymała Michelle Williams, która wygłosiła porywającą mowę o kobiecej solidarności i prawach kobiet. Aktorka, nagrodzona za rolę w miniserialu „Fosse/Verdon”, zaapelowała do kobiet, by – dla własnego dobra – wzięły udział w nadchodzących wyborach prezydenckich. Williams, stojąc na scenie w zaawansowanej ciąży, mówiła odważnie o tym, że ma prawdziwe szczęście, mogąc samodzielnie dokonywać wyborów w swoim życiu, bo przecież kobiety nie zawsze mogą wybierać to, co stanie się z ich ciałem. „Całe życie starałam się żyć własnym życiem, a nie tylko brać udział w serii przypadkowych zdarzeń. I kiedy teraz patrzę wstecz, wszędzie widzę swoje własne pismo....

Czytaj dalej
Merritt Wever w serialu Ucieczka
mat. prasowe

Merritt Wever i syndrom oszustki

Gdy Merritt Wever po raz pierwszy usłyszała od swojej agentki o serialu „Ucieczka”, powiedziała: „Chciałabym w nim zagrać, ale dziewczyny jak ja nie dostają takich ról”.
Anna Zaleska
20.04.2020

Jaką dziewczyną jest Merritt Wever, dobrze było widać, gdy w 2013 roku odbierała pierwszą w życiu nagrodę Emmy za rolę w serialu „Siostra Jackie”. Ze sceny powiedziała – jak wyliczono – dokładnie jedenaście słów. ( Thanks so much, thank you so much, I gonna go, bye / Dziękuję tak bardzo, dziękuję wam tak bardzo, muszę już iść, pa). Publiczność się śmiała, traktując to jak żart. Ale to nie był żart. Merrit była wprost sparaliżowana tremą. Za drugim razem – Emmy za western „Godless” w 2017 roku – nie poszło wcale lepiej. Gdy ze sceny padło jej nazwisko, kamera pokazała totalnie przerażoną aktorkę, która szepcze „fuck” i próbuje wydostać się z fotela, nie posyłając wokół uśmiechów, nie całując sąsiadów, nie robiąc min w stylu: O mój Boże, nie wierzę, naprawdę nie wierzę w to szczęście. Późniejsze spotkanie z dziennikarzami można by uznać już za kompletną katastrofę. Merritt stoi na ściance, przekładając ogromną statuetkę z ręki do ręki, oślepiona światłami, jakby ogłuszona. Próbuje odpowiadać na pytania, ale wyraźnie jej to nie idzie. Zdarza się, że zaczyna zdanie, przerywa w połowie, szepcze sorry, zapada kłopotliwe milczenie. „Wszyscy wiedzą, że jestem neurotyczką”, usprawiedliwiała się w jednym z wywiadów. W innym: „Jestem introwertykiem w zawodzie ekstawertyka”.  Ale jest jeszcze coś: syndrom oszustki, który w jej przypadku daje o sobie znać ze szczególną mocą. Jak pokonać strach Tak zwany impostor syndrom – czyli właśnie syndrom oszustki – to życie w poczuciu, że nie zasługuje się na sukcesy, które się osiąga; że wszystko, co nam się dotąd udało, to skutek jakiegoś nieporozumienia, niedopatrzenia i w każdej chwili możemy zostać zdemaskowani jako...

Czytaj dalej