Paulina Przybysz i jej ulubione filmy i seriale o kobietach niepokornych
Fot. Marta Surovy

Paulina Przybysz i jej ulubione filmy i seriale o kobietach niepokornych

„Tinę” po raz pierwszy obejrzałam, gdy byłam dziewczynką. Mam wrażenie, że za wcześnie. Ale z drugiej strony zostało we mnie wyczulenie na temat przemocy i nierówności, które zdaje się chronić i ostrzegać – mówi Paulina Przybysz. Jakie jeszcze filmy i seriale o kobietach niepokornych zostały w niej na całe życie?
Anna Zaleska
20.10.2020

Koncert Pauliny Przybysz „Music. The Superpower” 24 października uświetni galę zamknięcia tegorocznej edycji festiwalu Tofifest. Kujawy i Pomorze. Autorski koncert artystki zainspirowało kino i twórczość jej ulubionych artystów. Ze sceny na toruńskich Jordankach będzie można  usłyszeć utwory między innymi Etty James, Johna Lennona i Joy Division. Gościnnie wystąpi Stanisław Sojka. A że motywem przewodnim 18. MFF Tofifest jest kino niepokorne, pytamy Paulinę Przybysz o jej ulubione filmy i ulubione niepokorne bohaterki.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Tina” reż. Brian Gibson (1993 r.)

Przygotowując koncert na finał Tofifest, oglądałam wiele filmów biograficznych i po raz kolejny zobaczyłam „Tinę”. To wstrząsająca, bardzo gorzka historia o życiu genialnej artystki, jej drodze na szczyt, a zarazem o pełnym przemocy związku. Jej pierwszy mąż Ike był mężczyzną niestabilnym emocjonalnie, przemocowym, o wielkim ego. Zazdrosnym o jej talent i sukcesy. Im bardziej Tina Turner szła do przodu, tym gorzej on sam się czuł i tym bardziej się nad nią znęcał. Nadchodzi jednak moment, w którym Tina wychodzi z pozycji ofiary, zupełnie dosłownie oddaje Ikowi i zaczyna brać los w swoje ręce. Wygląda to tak, jakby przez cały czas trwania tego związku zbierała w sobie siłę, zrozumienie i empatyczność dla samej siebie. Po raz pierwszy obejrzałam ten film, gdy byłam dziewczynką. Mam wrażenie, że za wcześnie. Ale z drugiej strony zostało we mnie wyczulenie na temat przemocy i nierówności, które zdaje się chronić i ostrzegać” .  

„Matylda”, reż. Danny DeVito (1996 r.)

Z tym filmem łączy się piękne wspomnienie. Z rodzicami i siostrą wszystkie wakacje spędzaliśmy pływając żaglówką po Mazurach. Kiedyś w Rynie postanowiliśmy pójść do kina. To było kino stare, studyjne. Jego właściciel, gdy sam oglądał film, ustawiał na środku sali kanapę. Gdy okazało się, że jesteśmy sami na seansie, pozwolił nam się w niej rozsiąść. Pamiętam ten seans jako coś magicznego. Grająca Matyldę aktorka Mara Wilson była bardzo do mnie podobna, miałam identyczną fryzurę z grzywką i pucołowate policzki. Sam film – ekranizacja powieści Roalda Dahla – pokazuje zaś, że w dzieciach jest wielka potrzeba samorozwoju. Matyldzie wszyscy próbują w tym przeszkodzić. I rodzice, i szkoła. Ojciec denerwuje się, że córka czyta książki, zamiast „jak normalni ludzie” oglądać telewizję. Pamiętam scenę, w której rodzina ogląda teleturniej „Lepkie pieniążki”, w którym wygrywa ten, do kogo przyklei się więcej banknotów. I wtedy w Matyldzie gniew na ojca, na rodzinę, na to, że wszystko jest nie tak, kumuluje się w takim stopniu, że odkrywa w sobie paranormalne zdolności. Wzrokiem powoduje wybuch telewizora. Ale ten paranormalny element jest tylko niewielką „przyprawą”. Moc historii opiera się na tym, że to dobre psychologiczne kino i dla dzieci, i dla rodziców. Moja córka ma na imię Matylda.

„Trzy billboardy ze Ebbing, Missouri” , reż. Martin McDonagh

Co mnie uwodzi w tym filmie, to asertywność głównej bohaterki. Spokój, z jakim ona swoją misję – mimo żałoby po śmierci córki – realizuje. Nie potrafię sobie wyobrazić, co to znaczy stracić dziecko, jak się dalej żyje po takiej tragedii. Mildred, grana fenomenalnie przez Frances McDormand, włącza w sobie misję uporządkowania spraw w miasteczku. Szukając winnych gwałtu i śmierci, rozprawia się z rasizmem w policji, hipokryzją w kościele i zakłamaniem społeczności, w której żyje. Rozdrapuje rany. W tym wszystkim nie brak jej logiki, jedzie swoją prawdą jak walcem.

„Frida”, reż. Julie Taymor (2002 r.)

Ten film widziałam pewnie z siedem razy. Raz oglądałam go będąc w Meksyku, mieszkając pod miasteczkiem Puebla, w którym były kręcone zdjęcia. Ja i moja siostra mamy „meksykańskie siostry”, z którymi nawzajem się odwiedzamy. One nas oprowadzały, pokazując, gdzie która scena była kręcona, zabrały nas do jej domu. „Frida” to opowieść o artystce z totalnie bezkompromisowym, mocnym podejściem do własnych potrzeb, kreatywności, ekspresji, poszukiwania w życiu idei. W jej malarstwie jest coś z dziecięcej i jednocześnie dotkliwie głębokiej materii. Nadpobudliwość i charyzma Fridy przywołują mi obraz mojej mamy. Obydwie pomimo zmagań z ciężkimi chorobami nie ustają w artystycznych wyzwaniach i aktywnościach, moja mama zawsze jest gotowa wystąpić, poprowadzić chór gospodyń, dzieci czy zorganizować bieg po wąwozach Sandomierza. Mam tu skojarzenie z Fridą, która własnym łóżkiem wjeżdża na swój wernisaż.

„Opowieść podręcznej”, HBO

Jeden z najmocniejszych seriali, jakie widziałam w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Bardzo ważna jest jego feministyczna wymowa, przestroga, do czego może prowadzić skrajny konserwatyzm. Po każdym odcinku miałam doła, ale czułam, że muszę obejrzeć do końca. W „Opowieści podręcznej” jest wiele rzeczy, które zaczynają się wyświetlać w naszym codziennym życiu. I dziwi mnie, że ludzie tego nie widzą. Uprzedmiotowienie kobiet, poddanie ich władzy mężczyzn, decydowanie o ich prawach… Od momentu gdy w „Opowieść podręcznej” kobietom przestają działać karty płatnicze, jedno pociąga za sobą drugie, wszystko staje się możliwe, łącznie z odbieraniem im dzieci, zamykaniem ich w obozach pracy, zmuszaniem do rodzenia dzieci funkcjonariuszom państwowym. Abstrahując zaś od przerażającej treści, zachwycają mnie zdjęcia w tym serialu i kostiumy. Jestem pod wrażeniem, jak bardzo te ich kostiumy są wyprasowane (śmiech).

„Wspaniała pani Maisel”, Amazon Prime Video

I tu gładko przechodzę do serialu, który najpierw oczarował mnie stroną wizualną. Istna orgia tekstyliów! (śmiech). Ale sama historia też mnie zachwyciła. Serial opowiada o kobiecie, która w latach 60. w Nowym Jorku postanawia postawić na siebie i zostać stand-uperką. Wbrew rodzinie, wbrew swojemu środowisku, co jest tym trudniejsze, że pochodzi z konserwatywnej rodziny żydowskiej, jest rozwódką i samotną matką. Piękne, jak bardzo wspiera ją w tym były mąż. Miriam nie musi walczyć z mężczyzną, ma obok siebie kogoś, kto prawdziwie ją kocha, widzi jej wartość i szanuje talent, ale mam wrażenie, że dopiero po rozwodzie. W pani Maisel jest moc, inteligencja i niepokorna postawa. Mnie ciekawi też relacja artysta – menedżer. Ciągle sobie zadaję pytanie, czym powinien cechować się idealny menedżer. O co dbać, o co nie pytać, gdzie odpuszczać. I jak motywować artystę. Pani Maisel zawsze przed wejściem na scenę słyszała dodające odwagi: „Cycki w górę!”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Iza Grzybowska/Uroda Życia

Gabriela Muskała o ulubionych filmach: „Poruszają i zostają w pamięci na zawsze”

Od Stevena Spielberga po Agnieszkę Holland. Od „Dziecka Rosemary” po „Małą miss”. Aktorka i scenarzystka zdradza listę swoich ulubionych filmów.
Anna Zaleska
15.05.2020

Ostatnio rozmawiałam ze znajomym o tym, przy jakich filmach, na przestrzeni lat, doznaliśmy czegoś w rodzaju katharsis”, opowiada Gabriela Muskała, gdy pytam ją o jej ulubioną listę. „Chodzi o takie emocjonalne uwolnienie, gdy człowiek zaczyna się śmiać lub płakać, albo śmieje się, płacząc, naprawdę szczerze, z całego serca, i z kina wychodzi z wypiekami na twarzy. Często wcale nie są to filmy, które uważam za najwybitniejsze – dodaje aktorka – ale mocno poruszają i na zawsze zostają w pamięci”. Oto niezwykle ciekawy, nieoczywisty zestaw Gabrieli Muskały: E.T. (reż. Steven Spielberg, 1982 r.) Pierwszy raz naprawdę silnych emocji podczas seansu filmowego doświadczyłam, mając 13 lat. To było w kinie Aurora w Kłodzku. Wybrałam się na absolutny przebój początku lat 80., niezapomnianą opowieść o przyjaźni samotnego chłopca z kosmitą, który chce wrócić do domu. Do dziś pamiętam scenę, gdy wydaje nam się, że E.T. nie żyje, i zamykają go w worku dla nieboszczyków. Potwornie wtedy płakałam. Po czym nagle ktoś ten worek otwiera, wysuwa się z niego długi paluch i słychać: „E.T. go home”. Z płaczu płynnie przeszłam w śmiech wielkiej ulgi. Ale łzy wzruszenia pozostały. To było coś uwalniającego, czego chyba każdy szuka w kinie. Ucieczka z kina Wolność (reż. Wojciech Marczewski, 1990 r.) Zawsze niezwykle mocno przeżywam ten film. A oglądałam go wiele razy. Wielowymiarową postać cenzora zagrał genialnie mój ukochany aktor Janusz Gajos. Jego oczami patrzymy na bunt filmowych postaci, podczas seansu w kinie Wolność, w ostatnich latach peerelu. I ta spektakularna przemiana bohatera, scena, w której chodzi po dachach, a w tle rozbrzmiewa „Requiem” Mozarta… To film o poszukiwaniu wewnętrznej wolności. Za każdym razem podczas seansu mam wrażenie, że...

Czytaj dalej
Fot. Anna Powałowska

Natalia Lesz o swoich filmach życia: od dramatu „Czarny łabędź” po thriller „American Psycho”

Natalia Lesz sama przez osiem lat chodziła do szkoły baletowej, film „Czarny łabędź” przypomniał jej więc wszystko, czego sama doświadczyła. A w „American Psycho” zobaczyła przerażający portret wielu Amerykanów, których poznała podczas pobytu w Stanach.
Anna Zaleska
27.08.2020

Natalię Lesz, aktorkę i piosenkarkę, w przyszłym roku zobaczymy w budzącym już teraz wielkie zainteresowanie filmie „Gierek” w reżyserii Michała Węgrzyna. Co ciekawe, powierzono jej również zrobienie muzyki do tej produkcji. Powstanie sześć piosenek w stylu lat 70., w planach jest wydanie soundtracka. Tymczasem Natalia opowiada nam o filmach swojego życia, które wywarły na niej największe wrażenie, głęboko poruszyły i zapisały się w jej pamięci: *** „Między słowami” reż. Sofia Coppola (USA – Japonia, 2003 r.) Spodobały mi się „Przekleństwa niewinności” Sofii Coppoli, potem trafiłam na „Między słowami”. W jej filmach czuję dużą dozę delikatności. Sposób opowiadania historii jest inny niż gdyby reżyser był mężczyzną. W „Między słowami” postaci grane przez Scarlett Johansson i Billa Murraya – młoda mężatka nieszczęśliwa w małżeństwie i starzejący się aktor – to dwoje ludzi zagubionych w Tokio, ogromnym mieście, które nie do końca rozumieją. Bardzo mi się podobała nić porozumienia, która się między nimi zawiązuje. Subtelne uczucie, do końca niezwerbalizowane. Cały film wydaje mi się zaś trafną metaforą dzisiejszego świata, w którym wszystko dokoła nas pędzi, a my czujemy się coraz bardziej zagubieni i samotni. „Osiem i pół” reż. Federico Fellini (Włochy, 1963 r.) To było bardzo odważne ze strony Felliniego, by opisać stan własnej psychiki. Pokazać reżysera, który musi nakręcić swój dziewiąty film, cały świat na to czeka, produkcja jest rozkręcona, tymczasem on wciąż nie ma pomysłu. Grany przez Marcella Mastroianniego Guido w poszukiwaniu inspiracji bada różne zakątki swojej świadomości, analizuje dzieciństwo, związki z kobietami, całe swoje życie. I pyta: a co, jeśli tym razem...

Czytaj dalej
Magdalena Łuniewska/Uroda Życia

Pięć najlepszych kryminałów – poleca królowa polskiego kryminału, Katarzyna Bonda!

Choć właśnie wydała nową książkę i już intensywnie pracuje nad następną, zawsze znajdzie czas, by przeczytać dobry kryminał. Oto pięć książek, które poleca Katarzyna Bonda.
Anna Zaleska
19.05.2020

Właśnie do księgarń trafiła nowa, długo trzymana w tajemnicy książka Katarzyny Bondy „Motyw ukryty. Zbrodnie, sprawcy i ich ofiary. Z archiwum profilera” (wyd. Muza). Rzecz dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach. O ile bowiem nawet czytając najbardziej brutalny kryminał, możemy sobie powiedzieć: „Okej, ale to nie wydarzyło się naprawdę”, tym razem takiej możliwości nie będzie. „Motyw ukryty” to reportaż kryminalny pisany razem z Bogdanem Lachem, wybitnym polskim profilerem, specjalistą w dziedzinie przestępstw związanych z użyciem przemocy. Wciągające od pierwszej strony studium najciekawszych, a zarazem najbardziej wstrząsających spraw z archiwum psychologa śledczego. – Byli tacy sprawcy, takie ofiary, dokładnie takie motywy im przyświecały i takie ślady zachowania zostawili na miejscu zbrodni – opowiada mi Katarzyna Bonda. A jeśli po przeczytaniu tej książki zatęsknicie za fikcją i historiami, które nie wydarzyły się naprawdę, specjalnie dla czytelniczek „Urody Życia” królowa polskiego kryminału poleca pięć swoich ulubionych kryminałów. 1. „Ostre przedmioty”, Gillian Flynn (wyd. Znak Liternova) Debiutancka powieść autorki „Zaginionej dziewczyny”. W rodzinnym miasteczku dziennikarki śledczej Camille Preaker zostają zamordowane dwie dziewczynki, a ona otrzymuje zadanie opisania toczącego się śledztwa. Musi więc wrócić do Wind Gap, małej mieściny w stanie Missouri, z której uciekła, której szczerze nienawidzi i z której ma najgorsze wspomnienia. W dodatku nadal mieszka tam jej despotyczna matka. Katarzyna Bonda o „Ostrych przedmiotach”: Ta książka dotyka mnie szczególnie, nie tylko jeśli chodzi o wątek macierzyńsko-feministyczny oraz zbroję, jaką bohaterka musi nosić (i jaką noszą wszystkie bohaterki...

Czytaj dalej