Patryk Vega o pieniądzach, używkach, rodzinie i religii
fot. Andrzej Świetlik

Patryk Vega o pieniądzach, używkach, rodzinie i religii

„Rodzina daje niesamowitego kopa. Nie czekasz na wenę, nie wymyślasz wymówek, tylko ostro zasuwasz”. Patryk Vega w bardzo osobistym wydaniu mówi, jakim był synem i jakim jest ojcem.
Magdalena Felis
16.06.2020

Filmy Patryka Vegi cieszą się w Polsce niesłabnącą popularnością. Chociaż krytycy zwracają uwagę na coraz niższy poziom produkcji, widzowie wciąż chodzą do kina na „nowego Vegę”. A on postanowił ich nie zwieść i w rozmowie z nami mówi: „do 2025 roku mam zamiar zrobić 16 filmów”.

Od maja na platformie Netflix możemy oglądać jego film „Bad Boy” o środowisku fanatycznych kibiców piłkarskich. W roli charyzmatycznego przywódcy jednej z takich organizacji wystąpił Antoni Królikowski. Niedawno Patryk Vega pokazał zwiastun swojej najnowszej produkcji „Pętla” o kulisach tzw. afery podkarpackiej, również z Antonim Królikowskim w roli głównej. Film ma trafić do kin we wrześniu. Sam pełen przemocy, przekleństw i odważnych scen erotycznych trailer wzbudził kontrowersję, ale o produkcji było głośno już w kwietniu za sprawą informacji, o tym, że Vega nie przerwał prac na planie filmowym, mimo trwającej pandemii.

Niedawno Patryk Vega wrzucił nową wersję zwiastuna filmu „Pętla” przygotowaną z myślą o damskiej części widowni. Poświęcony jest on żonie głównego bohatera uwikłanej w romans przypominający słynną aferę z agentem Tomkiem. 

Magdalena Felis: Wciąż jesteś najmłodszym twórcą profesjonalnych czołówek komputerowych w Księdze rekordów Guinnessa?

Patryk Vega: Podejrzewam, że już mnie ktoś wyprzedził. Do Księgi Guinnessa trafiłem, kiedy zrobiłem animowaną czołówkę do programu „5-10-15”, a o tym wyróżnieniu poinformowała mnie Telewizja Polska. To był 1992 rok, inne czasy – byłem jedynym dzieckiem w klasie, które miało komputer. Moja mama musiała pojechać na parę miesięcy do pracy do Szwecji i w zasadzie za wszystkie zarobione pieniądze kupiła mi pierwszego Amstrada. 

To była inwestycja w twój talent czy spełnienie marzenia syna?

Spełnienie marzenia. Mama wychowywała mnie sama, więc była bardzo na mnie skoncentrowana. Ja z kolei od początku miałem poczucie, że jako jedyny facet muszę jakoś o tę naszą rodzinę zadbać. Również finansowo, bo w domu nigdy się nie przelewało. Miałem zresztą od dziecka do tego talent. Pamiętam, jak kiedyś na klatce spotkałem pijanego glazurnika, który właśnie odebrał wypłatę, i ograłem go w karty, wygrywając całą jego pensję, którą od razu zaniosłem mamie. Miałem wtedy nie więcej niż osiem lat. 

Tak źle grał w karty czy był taki pijany?

Ja byłem taki dobry!

Mama kazała ci oddać?

Przyjęła – uczciwie wygrałem. Najbardziej źli byli koledzy z bloku, którzy chcieli mi zabrać te pieniądze, ale im się nie udało. Zwiałem im.

młody Patryk Vega
archiwum prywatne
Patryk Vega ​​​​​​z mamą na warszawskim osiedlu.

Pieniądze zawsze były dla ciebie ważne?

Od dziecka mi ich brakowało, więc wciąż o nich myślałem. Ten brak mnie napędzał. Z drugiej strony jestem uzależnieniowcem, więc mam skłonność do obsesyjnego wchodzenia w temat. 

Byłem alkoholikiem, brałem narkotyki i przez całe życie zarabiałem pieniądze. Teraz to mój jedyny nałóg – daje adrenalinę, a jednocześnie nie jest aż tak pustoszący dla organizmu, jak inne. Ale nie mam złudzeń: psychika funkcjonuje jak wahadło, więc za każdy strzał adrenaliny, euforii, będę musiał zapłacić spadkiem energii, dołem, smutkiem. 

Nałóg? A może po prostu jesteś pracowity?

Aż za bardzo lubię pracować – i to nie jest dobre. Odklejam się od zwykłego życia, poszukując impulsów. I coraz trudnej mi je znaleźć. Doszedłem do momentu, kiedy musiałbym ugryźć krowę w tyłek, żeby coś poczuć w życiu. 

Kiedyś to wszystko zastępował mi alkohol – całe życie podporządkowywałem temu, żeby się napić. Po latach alkoholizm kojarzy mi się z bólem i chorobą. Doszedłem do stanu, kiedy tuż po przebudzeniu musiałem wypić 375 mililitrów wódki, żeby w ogóle móc mówić i funkcjonować. To już nawet nie miało nic wspólnego z upijaniem się – po prostu musiałem odżywiać tego potwora wewnątrz mnie. 

Teraz karmisz go pieniędzmi?

Tak, choć mam też inną motywację: czuję się odpowiedzialny nie tylko za to, żeby zapewnić bezpieczeństwo mojej rodzinie teraz, ale żeby zabezpieczyć ich na wiele lat do przodu. Bo nie mam nikogo, kto jest w stanie mnie uratować w razie problemów. 

A rodzina, przyjaciele?

Gdyby mi się coś stało, moja żona nie byłaby w stanie osiągnąć takich dochodów. Nie mam przyjaciół, którzy mogliby pożyczyć takie pieniądze. Mam też świadomość, że życie jest sinusoidą – to, że teraz jest dobrze, oznacza, że za jakiś czas może być gorzej. Nie jestem taki naiwny, żeby uważać, że mam życie pod kontrolą, nic złego mnie już nie spotka i zawsze będę zarabiał świetne pieniądze. We mnie do końca życia, niezależnie od tego, ile zarobię, będzie tkwił lęk o bezpieczeństwo materialne. 

Mama doceniała twój wkład w rodzinny budżet?

Tak. I traktowała mnie po partnersku. Wzięła nawet kredyt, żeby kupić mi komputer Amiga 500, bo zakładaliśmy, że będę mógł zarabiać jeszcze lepiej, robiąc animacje komputerowe w profesjonalny sposób. Ale nie udało się. Branża była silnie obstawiona i zamknięta na nowych. 

Taka odpowiedzialność musiała być niełatwa dla nastolatka...

Trudniejsze chyba było podołanie temu, że mama uważała mnie za najlepszego w każdej dziedzinie. Z jednej strony to oczywiście budowało we mnie poczucie własnej wartości, z drugiej – byłem przekonany, że muszę być najlepszy we wszystkim: od tańca przez koszykówkę po recytację wierszy i grę w kręgle. Czułem straszną presję, którą zabrałem ze sobą w dorosłe życie. Dopiero wiele lat później odciąłem ten balast. Zrozumiałem, że mogę być dobry w dwóch, trzech rzeczach – to wystarczy, żebym był fajnym człowiekiem. Ale sądzę, że zostałem reżyserem właśnie dlatego, że potrzebowałem sukcesu i uznania.

młody Patryk Vega
archiwum prywatne
Patryk Vega z choinką na Boże Narodzenie, 1980.

Od sekretarki Waldemara Dzikiego do reżysera

Do tego też przyczyniła się twoja mama.

Od najmłodszych lat zapisywałem sobie różne pomysły na sceny i ujęcia. Napisałem też pierwszy scenariusz, który opowiadał o pojedynku zawodowego zabójcy z seryjnym mordercą – był okropną kliszą hollywoodzkich blockbusterów. Kiedyś mama spotkała na spacerze w Parku Szczęśliwickim Małgorzatę Foremniak i powiedziała do niej: „Niech się pani nie zdziwi, jak za parę lat mój syn przyjdzie do pani z propozycją roli”. A ona odpowiedziała: „To niech on do mnie przyjedzie do teatru”. Potwornie stremowany, z różą i w marynarce, pojechałem do tego teatru ze scenariuszem, a Małgorzata Foremniak po tygodniu zadzwoniła, że przekazała go Waldemarowi Dzikiemu, który jest zaszokowany dialogami i chce się spotkać. Tym razem włożyłem smoking zakupiony w lumpeksie i pojechałem. Dziki zobaczył mnie w tym smokingu i pyta: „Co pan chce zrobić ze scenariuszem?”, a ja szczerze powiedziałem: „Chcę, żeby pan mi dał milion dolarów, a ja zrobię ten film i zdobędę Oscara”. Pokiwał głową i zatrudnił mnie jako sekretarkę. Najpierw parzyłem kawę w jego studiu, a potem przeszedłem całą drogę od pucybuta w górę – aż do reżysera.

Masz trójkę dzieci: ośmioletnią córkę i trzyletnie bliźniaki. Co jest trudniejsze: bycie synem czy ojcem?

Ojcem. Nie miałem ojca, więc nie miałem też męskiego wzorca. I mam poczucie, że jestem kiepskim ojcem. Skupiam się na tym, żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo, żeby miały właściwą edukację, dom, wakacje, zabawki, prezenty. Ale nie potrafię się zaangażować w układanie klocków. Nużą mnie takie rzeczy, niestety. Z córką mogę prowadzić rozmowy o życiu, rzeczach, które są interesujące dla mnie i dla niej, więc ta relacja jest bardzo bogata. Ale z bliźniakami... Bardzo trudno jest mi puścić 40 razy samochodzik po podłodze. 

Być synem, być ojcem

A jak określiłbyś swoją relację z tym nieobecnym ojcem?

Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo mnie ona naznaczyła – moje relacje z kobietami, z całym światem. Byłem jak komputer, który każdego dnia odpalał się z wirusem. Zastanawiałem się, czy jestem do niego podobny, czy mamy podobne gesty, co po nim odziedziczyłem. Więc w wieku 30 lat nawiązałem z nim wreszcie kontakt, żeby tę relację spróbować wyczyścić. 

Ale jeśli kogoś nie ma w twoim życiu przez 30 lat, to w rzeczywistości żadna relacja nie istnieje. Próbowaliśmy ze sobą rozmawiać, ale o czym tu rozmawiać? Gdzieś się to rozeszło. Podejmę pewnie jeszcze raz tę próbę w najbliższym czasie, jednak bardziej ze względów religijnych. Żeby zachować jakiś szacunek do ojca. 

A zobaczyłeś podobieństwo?

Ogromne. Już widzę, że zestarzeję się całkiem nieźle. Ojciec ma teraz sześćdziesiąt parę lat, a wygląda na pięć dych. To dobrze wróży. 

Patryk Vega
fot. Andrzej Świetlik

Czasem mężczyźni, wychowywani bez ojców, sami boją się nimi zostać. Zamierzałeś mieć dzieci?

Razem z żoną chcieliśmy mieć dwójkę – wiadomo, że bliźniaków nie da się zaplanować. Wyszła trójka. 

Świat stanął na głowie, kiedy urodziło się pierwsze?

Nie stanął, ale momentalnie przestawił mi się kręgosłup moralny, poczułem tę wielką zmianę: że jest ktoś, za kogo oddam życie, poświęcę dla niego wszystko. Od tamtej pory całe moje życie jest podporządkowane temu, żeby zarobić na dzieci i zbudować im jak najlepszy świat. To daje niesamowitego kopa! Nie czekasz na wenę, nie wymyślasz wymówek, tylko ostro zasuwasz. 

Koniec z alkoholem, koniec z używkami

To z powodu dzieci rzuciłeś alkohol, a teraz schudłeś 50 kilogramów? Żeby zachować zdrowie, formę?

Alkohol rzuciłem po 15 latach picia, jeszcze przed narodzinami córki. Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym pić, mając dzieci, cieszę się, że zafundowałem im trzeźwego ojca. Otyłość przez lata mi nie przeszkadzała, ale kiedy minąłem czterdziestkę, poczułem się więźniem własnego ciała, przeraziła mnie myśl, że nie dam rady zagrać z synami w piłkę. Byłem w fatalnym stanie, nieustannie czułem się zmęczony, ciągle szukałem krzesła, na którym mógłbym usiąść. Zrozumiałem, że nadszedł czas na radykalną decyzję: teraz albo nigdy. W ciągu roku zrzuciłem 55 kilogramów i jestem bardzo szczęśliwy, że moje dzieci wreszcie mają ojca z energią do życia. 

A co chciałbyś im przekazać?

Żeby były dobrymi ludźmi, żeby nie krzywdziły innych i starały się żyć według 10 przykazań. Dla mnie momentem zwrotnym było uświadomienie sobie, ile przykazań łamię. To był początek długiej drogi do zmiany i nawrócenia. Więc chciałbym, żeby moje dzieci wierzyły w Boga i postępowały według Dekalogu. Uważam, że to jest przepis na szczęście. 

A nie masz teraz odruchu miłosierdzia wobec tego ogranego przed laty w karty glazurnika? Jego rodzina musiała mieć ciężki miesiąc po tym, jak wrócił bez wypłaty.

Może ten człowiek spotkał mnie wówczas po to, by osiągnąć w życiu dno i przestać pić. Nie jestem Panem Bogiem, ale wierzę, że spotykamy ludzi w życiu po coś. Ja w swoim życiu staram się przestrzegać Dekalogu bezwzględnie, choć zdarzają mi się błędy, po których wracam na właściwą ścieżkę. Do kradzieży podchodzę radykalnie. Z tego powodu między innymi uczciwie płacę podatki. Gdybym w jakikolwiek sposób kręcił z fiskusem, czułbym, że łamię przykazanie. 

Religia to porządek

Wydaje mi się, że religia może być również potężną używką. 

Przez długie lata byłem wkręcony we wróżki, uzdrowicieli, szukanie obcych energii. W końcu byłem tym już tak zainfekowany, że wylądowałem na egzorcyzmach. Wydawało mi się, że jestem jak dom z pootwieranymi oknami i drzwiami, dom, do którego każdy może wejść – ponieważ ludzie, którzy uzdrawiają, nigdy nie wiedzą, kto im z tamtej strony podpowiada. A kiedy idę do kościoła, to wiem, z kim ten facet w sutannie rozmawia, do kogo się modli. I traktuję go trochę jak modem, za którego pośrednictwem jestem w stanie się podłączyć. To wprowadziło porządek w moje życie. Porządek, za którym tęskniłem. 

Modlisz się?

Codziennie. I czytam Słowo Boże, które stało się dla mnie instrukcją, jak żyć. Dzięki Niemu eliminuję ze swojego życia negatywne rzeczy. Na przykład od kilku lat nie oglądam pornografii i nie onanizuję się, bo czułem, że w ten sposób zdradzam żonę. Oczywiście ciemność nie pozostaje dłużna i mnie atakuje. Mam pokusy, czasem upadam, grzeszę. Za to kiedy się podnoszę, wiem, dokąd mam iść.

A chciałbyś, żeby twoje dzieci nauczyły się same zarabiać?

Bardzo. Nie chcę ich demoralizować pieniędzmi. To czasem bywa trudne, bo jak jadę kupić dzieciom zabawki, to wracam z wielkimi worami prezentów. Nie mam umiaru i nie umiem sobie odmawiać rzeczy. Ale chciałbym, żeby moja córka, kiedy skończy 14 lat, dołączyła do wolontariatu. Żeby dzieci, gdy dorosną, były samodzielne. Nie chcemy wychować kadłubków zależnych od majątku rodziców. Postawiliśmy z żoną na świetną edukację: chcemy dać im wędkę, a nie rybę. 

Chciałbyś, żeby były widzami twoich filmów?

Niekoniecznie. Do 2025 roku mam zamiar zrobić 16 filmów – może będzie wśród nich kino familijne, to wtedy obejrzymy razem. 

A co jest twoją największą siłą jako ojca?

Determinacja. To w ogóle moja najważniejsza cecha. Że potrafię się odrodzić jak feniks z popiołów i adaptować do nowej rzeczywistości. Porażki mnie nie niszczą. Czasem przewracają. Zawsze uczą. Wiele razy upadałem w życiu i za każdym razem podnosiłem się i szedłem konsekwentnie do przodu. Więc dzieci mogą mieć pewność, że ojciec się nie podda. 

A czego się boisz w związku z nimi?

Dorastania. Tego momentu w życiu, kiedy chce się wszystkiego za szybko spróbować. Narkotyków, alkoholu. Pamiętam siebie z tego czasu. 

młody Patryk Vega
archiwum prywatne
Patryk jako 18-latek, taki styl ubierania preferował na co dzień.

Miałeś dużo wolności?

Za dużo i to był błąd. Nigdy w życiu go nie powtórzę. Jestem zwolennikiem kontroli rodzicielskiej. Dzieci nie są wyposażone w narzędzia, które im pozwalają tę kontrolę nad sobą sprawować. Boję się też, że moje dzieci mogą wpaść w złe towarzystwo, że się z nami skonfliktują, przestaną nas słuchać. Ale podchodzę do tego jak do twórczego wyzwania. 

Na pewno masz już opracowany modus operandi – co to będzie?

Uważam, że jedyną drogą jest to, żeby ze sobą rozmawiać. To jest banał, ale ludzkość niczego lepszego nie wymyśliła. Rzeczami, których nie można kupić, najcenniejszymi, które można komuś podarować, są nasz czas i uwaga. I myślę że to jest inwestycja, która się zwraca.

Więc układasz te klocki?

Tak. I puszczam samochodzik po raz 40.

***

Rozmowa z Patrykiem Vegą ukazała się w „Urodzie Życia” 10/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
George Clooney i Amal Clooney
East News

Amal i George Clooney: Gdyby Hollywood było królestwem, oni siedzieliby na tronie

Amal i George Clooney są spełnieniem wszystkich marzeń: piękni, mądrzy, dobrzy i szczęśliwie zakochani.
Magdalena Żakowska
12.06.2020

Prawniczka o międzynarodowej sławie poślubiła aktora – tak wyglądałyby nagłówki gazet 28 września 2014 roku, gdyby świat nie stał na głowie. Ale stoi, więc o wybitnych osiągnięciach Amal dowiedzieliśmy się dzięki temu, że zaczęła spotykać się z celebrytą, a wówczas jeszcze także niereformowalnym playboyem, George'em Clooneyem.  Rok po ślubie nikt nie miał wątpliwości, że Clooneyowie to małżeństwo dwojga równie wpływowych ludzi, a Amal stała się co najmniej tak sławna, jak jej mąż. Wystarczy wrzucić do Google jej nazwisko, żeby przekonać ile stron i blogów poświęcono jej stylowi, urodzie, ale przede wszystkim dokonaniom w dziedzinie praw człowieka. „Amal jest prawnikiem, pracowała nad sprawą korporacji energetycznej Enron, czyli jedną z największych afer korupcyjnych w Ameryce, była doradcą Kofi Annana w kwestii wojny domowej w Syrii i została wybrana do trzyosobowej komisji ONZ” – mówiła ze sceny aktorka Tina Fey podczas gali Złotych Globów w 2015 roku. „No więc dzisiaj jej mąż otrzymuje nagrodę za całokształt twórczości”. Nikt nie śmiał się na widowni głośniej, niż George Clooney.  George Clooney, czyli Dr Jekyll, Mr Hyde „Ona jest profesjonalistką, ja amatorem” – tak George Clooney określa relacje w swoim związku z Amal. „Przerasta mnie o głowę we wszystkim co robi”. Piękne słowa, choć George jest tu dla siebie zbyt surowy.  O takich, jak on w Stanach mówi się „silver fox”, czyli bardzo atrakcyjny, przystojny i siwy mężczyzna po 50-tce. Przeważnie samotny, bo nie lubi się wiązać, albo po prostu często zmieniający partnerki. Clooney był silver foksem do potęgi. Nie tylko jednym z najprzystojniejszych aktorów w Hollywood, z majątkiem wartym blisko 500 mln dolarów, ale też długą listą...

Czytaj dalej
Maciej Stuhr
fot. Szymon Szcześniak

Maciej Stuhr: „Chcę wychować dzieci tak, żeby luksus nie był dla nich normalką”

Jedni go kochają, innych wkurza politycznie, gdy mówi o zakusach władzy na wolność i łamaniu prawa. Nam Maciej Stuhr opowiada o patchworkowej rodzinie i 5 zasadach, które chciałby przekazać dzieciom.
Magdalena Felis
12.06.2020

Chociaż bliżej mu już do 50-tki, niż do 40-tki, wciąż lubimy go nazywać „młodym Stuhrem”. On sam mówi, ten tytuł musi już oddać synowi, a na to, żeby stać się „starym, porządnym Stuhrem” jeszcze nie zasłużył. Między innymi właśnie o takich relacjach między pokoleniowych Maciej Stuhr opowiedział w wydanej w zeszłym roku książce „StuhrMówka. A imię jego czterdzieści i cztery”. Wrócił w niej do zapisywania rodzinnej historii. Tym razem najnowszej, w której ponownie się ożenił i znów został ojcem. Twierdzi, że po narodzinach syna zwolnił tempo, ale w tym roku mogliśmy go już oglądać w „Sali samobójców. Hejterze” Jana Komasy i w „Szadzi”. W nowym serialu kryminalnym w reżyserii Igora Breidyganta Maciej Stuhr gra religioznawcę Piotra Wolnickiego, pozornie wzorowego ojca i męża. W rolę jego żony, Moniki wcieliła się Anna Cieślak . Pierwszy sezon serialu „Szadź” obejrzysz na platformie VOD Player. Magdalena Felis: Podobno nie można już o panu mówić „młody Stuhr”? Maciej Stuhr:  Wszystko wskazuje na to, że muszę oddać ten zaszczytny tytuł Tadzikowi, mojemu trzyletniemu obecnie synowi.  Ale średni Stuhr brzmi średnio... Trzeba przejść przez czyściec, żeby móc się kiedyś stać starym, porządnym Stuhrem. Czuje pan tę zmianę pokoleniową?   Na pewno. Po pierwsze jest genetyka, od której się nie ucieknie. Nagle nasz trzylatek idzie po pokoju i zakłada sobie ręce do tylu, identycznie jak dziadek czy pradziadek – no jak to jest możliwe?! Druga rzecz to wychowanie i dobrze znajome rzeczy, które w tym maluchu zaczynają kiełkować, jak poczucie humoru czy skłonność do popisów. Syn Jerzego...

Czytaj dalej
Harlan Coben, W głębi lasu
Claudio Marinesco/materiały prasowe

Najnowsza książka Harlana Cobena, autora „W głębi lasu” opowiada o byciu ojcem

Harlan Coben to jeden z najpopularniejszych autorów thrillerów. Jego najnowsza powieść „O krok za daleko” jest jeszcze lepsza od bestsellerowego „W głębi lasu”. Pisarz niedawno podpisał z Netfliksem wyłączną umowę na 14 seriali na podstawie jego powieści.
Patrycja Pustkowiak
11.06.2020

Moje powieści biorą się od pytania: a co, gdyby...?” O swoim nowym thrillerze „O krok za daleko”,  a także współpracy z Netfliksem i polskim serialu „W głębi lasu” na podstawie jego powieści opowiada twórca bestsellerów Harlan Coben. Patrycja Pustkowiak: O krok za daleko”, pana nowy thriller, to historia o powikłanych relacjach między ojcem a córką, która wplątała się w podejrzaną sytuację. Chciał pan opowiedzieć o cenie bycia rodzicem? Harlan Coben: To właśnie najbardziej interesowało mnie przy pisaniu powieści. Zadaję w niej wiele pytań na temat rodzicielstwa, miłości do dzieci i tego, jak daleko możemy się posunąć, by je chronić. Paige, bohaterka książki, córka Simona, znika w tajemniczych okolicznościach. To u pana stały motyw. Dlaczego woli pan opowiadać o zniknięciu, nie o morderstwie? Kiedy stawiasz na morderstwo, po prostu rozwiązujesz zagadkę zbrodni. W takiej sytuacji sprawiedliwość może zatriumfować, ale śmierć bohaterki czy bohatera pozostaje nieodwracalna. Kiedy ktoś znika, jest możliwość pełnego odkupienia, bo istnieje nadzieja.  A ja uwielbiam pisać o nadziei. Ona może być czymś najwspanialszym, choć i najokrutniejszym w świecie. Fascynuje mnie badanie tego tematu. W książce pojawia się wiele tropów związanych z rozwojem nauki czy technologią. Czemu tak interesuje pana współczesność? Przeszłość jest mniej ciekawa? Piszę powieści współczesne, a to oznacza, że muszę podjąć jakąś refleksję nad współczesnością, nie ma innego wyjścia moim zdaniem. Dlatego piszę o internecie, wiralach, uzależnieniu od narkotyków. Bardzo lubię pisać o wszystkich współczesnych udogodnieniach, gadżetach, jakimi jesteśmy otoczeni, ale być może już tego nie zauważamy. Harlan Coben: autor ponad 30...

Czytaj dalej
Agnieszka Grochowska jako Laura Goldsztajn w serialu Netflixa „W głębi lasu” / Fot. materiały promocyjne

Agnieszka Grochowska opowiada o serialu „W głębi lasu” i Harlanie Cobenie

O pracy w serialu Netflixa „W głębi lasu”, niezwykłym spotkaniu z Harlanem Cobenem i nieustającym dążeniu w życiu do wolności – wywiad z Agnieszką Grochowską.
Anna Zaleska
10.06.2020

Serial „W głębi lasu” to kolejna produkcja Netflixa rozgrywająca się w Polsce, a zarazem trzeci wspólny projekt z Harlanem Cobenem. Sześcioodcinkowy serial kryminalny zapowiada się na hit. Ciekawie zapętlona akcja, bogate psychologicznie postaci, mroczny klimat, spora doza nostalgii, polskie realia, a do tego świetna obsada, między innymi Agnieszka Grochowska, Grzegorz Damięcki, Jacek Koman, Ewa Skibińska i Arkadiusz Jakubik. Za kamerami też znakomite nazwiska – za reżyserię odpowiadają Leszek Dawid i Bartosz Konopka, za zdjęcia Paweł Flis. Z odtwórczynią głównej roli kobiecej Agnieszką Grochowską rozmawiam dwa dni przed premierą, zapowiadaną na 12 czerwca. Agnieszka gra Laurę Goldsztajn, wykładowczynię uniwersytecką. Wątek jej i prokuratora Kopińskiego (Grzegorz Damięcki) rozgrywa się we współczesnej Polsce. Ich nastoletnie odpowiedniki zagrali Wiktoria Filus i Hubert Miłkowski. Agnieszka wielokrotnie pracowała w międzynarodowych produkcjach, ale po raz pierwszy wystąpiła w serialu Netflixa. Opowiada mi o nietypowym spotkaniu z Harlanem Cobenem, kulisach pracy dla streamingowego giganta i o tym, jak pod wpływem „W głębi lasu” zaczęła wspominać własną młodość i zastanawiać się, czym jest dla niej wolność. Anna Zaleska: Po obejrzeniu pierwszych odcinków „W głębi lasu” jestem pod wrażeniem. Naprawdę świetny serial! Agnieszka Grochowska: Mnie też tak się wydaje. Dobre jest to, że powstał na podstawie konkretnej rzeczy – powieści Harlana Cobena pod tym samym tytułem. A to pisarz, który świetnie zaplata akcję, ciekawie buduje postaci, pogłębia je psychologicznie. Mając taki scenariusz, tak silną bazę, można zawędrować w ciekawe rejony. Polski serial na Netfliksie wg książki Harlana Cobena Dla polskiej ekipy to chyba ekscytujące zagrać w serialu według...

Czytaj dalej