Patrick Swayze i Jennifer Grey niechętnie grali parę kochanków w „Dirty Dancing”. Czego jeszcze nie wiesz o kultowym filmie?
Vestron Pictures/Courtesy Everett Collection

Patrick Swayze i Jennifer Grey niechętnie grali parę kochanków w „Dirty Dancing”. Czego jeszcze nie wiesz o kultowym filmie?

Od premiery „Dirty Dancing” minęło już ponad 30 lat. Większość z nas ten kultowy romans widziała wielokrotnie i uwielbia odtwórców ról Johnny’ego i Baby – niewiele jednak brakowało, by Patrick Swayze i Jennifer Grey nigdy w nim nie wystąpili.
Kamila Geodecka
16.03.2021

Najdłuższe kolejki w wypożyczalniach kaset i płyt ustawiały się właśnie po „Dirty Dancing”. W niektórych punktach były nawet specjalne zapisy i długie listy oczekujących. Czasy się zmieniły, a oglądanie filmów stało się dużo prostsze. Powstaje ich coraz więcej i więcej, ale „Dirty Dancing” wcale nam się nie znudziło! Sama realizacja filmu nie była jednak tak bezproblemowa, jak mogłoby się wydawać. O role ubiegało się wiele osób, potem aktorzy na planie się kłócili, nie obyło się także bez wypadków.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Dirty Dancing” bez Patricka Swayzego i Jennifer Grey

Dziś nie wyobrażamy sobie „Dirty Dancing” bez Patricka Swayzego i Jennifer Grey. O główne role do tego filmu starało się jednak wielu innych aktorów. Poszukiwania tancerza, który mógłby zagrać rolę Johnny’ego Castle’a, były długie i żmudne. Eleanor Bergstein, scenarzystka i producentka filmu, szukała idealnego mężczyzny i przeglądała zajęcia aktorów. Miała w głowie swoją wizję i doskonale wiedziała, jakiego typu urody poszukuje. W końcu to ona była... pierwowzorem Baby! To na nią tak mówili w młodości, to ona wyjeżdżała z ojcem-lekarzem nad jezioro i to ona tańczyła wyuzdane tańce (z angielskiego „dirty dancing”) w piwnicach. Wiedziała, że  Johnny Castle musi być mężczyzną o opadających powiekach i w końcu odnalazła swój ideał: Patrick Swayze! Problem pojawił się, gdy okazało się, że aktor ma wpisane w swoim CV, że... nie tańczy. 

Poszukiwania trwały, kolejni aktorzy pojawiali się na castingach, ale żaden z nich nie miał tych idealnych oczu. Czasu jednak było jak na lekarstwo i autorzy filmu musieli wybrać kogoś o oczach nieidealnych. W ostatnim momencie okazało się jednak, że Patrick Swayze tańczy, i to bardzo dobrze! Jest synem najlepszej instruktorki tańca w Teksasie i występował już w reklamach i filmach w roli tancerza. Przyszedł na zdjęcia próbne. Był idealny. 

W nastoletnią Baby chciały się wcielić między innymi Sarah Jessica Parker, Debra Winger czy Kyra Sedgwick. W końcu zostały tylko dwie kandydatki: Sarah Jessica Parker i Jennifer Grey. Kto wygrał ten aktorski pojedynek? Doskonale wiemy! Jennifer Grey na castingu musiała udowodnić, że będzie w stanie zagrać nastolatkę.  Na przygotowanie się miała raptem kilka minut. 26-letnia aktorka pokazała jednak, że świetnie sprawdzi się w roli 16-letniej Frances. Zachwyciła producentów filmu, i mimo że nie wszystkim się to podobało, decyzja zapadła i żadna inna aktorka nie wchodziła już w grę. 

Czytaj także: Patrick Swayze: „kowboj o łagodnym sercu”, mówiła o nim Jennifer Grey

Kłótnie na planie

Oglądając „Dirty Dancing”, od pierwszych scen możemy poczuć, że  między Johnnym a Baby jest chemia. W rzeczywistości jednak Patrick Swayze i Jennifer Grey niechętnie grali role kochanków. Między aktorami dochodziło do kłótni i słownych przepychanek. „Mieliśmy kilka spięć, gdy byliśmy zmęczeni lub gdy dzień filmowy był długi. Jennifer wydawała się szczególnie emocjonalna i czasami wybuchała płaczem, gdy ktoś ją krytykował. Innym razem wpadała w głupkowate nastroje, zmuszając nas do ciągłego powtarzania scen, ponieważ zaczynała się śmiać” – pisał Patrick Swayze w swojej autobiografii. Jedną z takich scen, w których Jennifer Grey nie mogła opanować chichotu (co doprowadzało jej filmowego partnera do furii), była lekcja tańca, gdy Johnny przesuwa dłoń wzdłuż ciała Baby – te emocje nie były wyreżyserowane!

Sama Jennifer Grey także miała powody ku temu, by wściekać się na swojego filmowego partnera. Patrick Swayze potwornie się spóźniał, a ona zawsze była punktualna i gotowa do pracy. To jednak nie było najgorsze. Aktor uparł się, że w scenie, w której Johnny i Baby uczą się tańczyć na kłodzie, nie może być dublerów i kaskaderów. Jennifer Grey była przerażoną przepaścią, a Patrick Swayze starał się tańczyć na konarze drzewa, aż w końcu stracił równowagę, upadł i nabawił się poważnej kontuzji kolana. Był szpital, była rehabilitacja, były kolejne opóźnienia, a Jennifer Grey była coraz bardziej wściekła. 

Skąd ta wzajemna niechęć aktorów? „Dirty Dancing” to nie był pierwszy film, w którym Patrick Swayze i Jennifer Grey razem zagrali. W 1984 roku nakręcili „Czerwony świt” i prawdopodobnie wtedy dochodziło między nimi do pierwszych starć. Producenci „Dirty Dancing” byli świadomi tego, że między aktorami grającymi główne role jest pewne napięcie i długo zastanawiali się nad tym, czy obsadzenie ich w roli kochanków jest dobrym pomysłem. Patrick Swayze i Jennifer Grey pokazali jednak, że są profesjonalistami i w czasie kręcenia scen odstawiali na bok swoje prywatne konflikty.

Czytaj też: Historia jednej roli: Jennifer Grey, „Dirty Dancing” i wypadek, który zakończył jej karierę

„(I’ve Had) The Time of My Life”

„Dirty Dancing” ma kilka scen, które przeszły do historii kina. Jedną z nich jest oczywiście finałowy taniec pary kochanków. W tle słyszymy piosenkę „(I’ve Had) The Time of My Life”, a Baby biegnie w stronę swojego ukochanego. Ten z gracją ją podnosi, a ona uśmiechnięta unosi się w powietrzu przez kilka sekund. Nagrywanie tej sceny było jednak dla aktorów koszmarem. Było późno, wszyscy byli zmęczeni. Patrick Swayze wcześniej musiał 12 razy zeskakiwać ze sceny, aż w końcu uszkodził sobie kolano. Jennifer Grey rozpędzała się parokrotnie, ale unoszenie jej nie wychodziło perfekcyjnie. Jeszcze raz i jeszcze raz aż w końcu się udało! Gdy Baby wróciła na ziemię, padły wyczekiwane przez całą ekipę filmową słowa: „Koniec zdjęć”. 

Czytaj także: Najpiękniejsze filmy o miłości, które obejrzysz na Netflixie

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mat.prasowe

Najlepsze filmy z lat 80. i 90. na Netfliksie – zobacz złotą dziesiątkę filmów, które przeniosą cię w przeszłość
 

Netflix zabiera nas na wycieczkę w przeszłość do lat 90. Nie zabraknie dramatu, kina gangsterskiego i romantycznej opowieści.  
Sylwia Arlak
24.07.2020

Lata 90. były łaskawe dla kina. To wtedy powstały najlepsze komedie romantyczne („Mój chłopak się żeni”, „Masz wiadomość”) i rozwijało się kino gangsterskie („Chłopcy z ferajny”, „Ojciec chrzestny”, „Taksówkarz”). Startowały i rozkwitały kariery Julii Roberts, Edwarda Nortona, Brada Pitta, Richarda Gere’a — aktorów, których cenimy do dziś. Oto 10 filmów z lat 80. i 90., które znajdziecie na Netfliksie. „Dirty Dancing” W latach 90. niemal wszystkie nastolatki zazdrościły Jennifer Grey, która mogła schować się w ramionach Patricka Swayze. „Dirty Dancing” to klasyk, który być może pokrył się już patyną lat, ale na pewno nadal ogląda się go z przyjemnością. Do dzisiaj porusza nas ukazana w filmie pierwsza miłość i pasja do tańca. Wspaniała muzyka (utwór „I've Had The Time of My Life” otrzymał wówczas Oscara i Złoty Glob) i rzadko spotykana chemia pomiędzy bohaterami. Akcja zaczyna się, gdy 16-letnia Frances poznaje na wakacjach przystojnego instruktora tańca, Johnny’ego i jego partnerkę w tańcu, Penny.  Dzięki nim opuszcza złotą klatkę, w  której do tej pory żyła. Kiedy Penny zachodzi w nieplanowaną ciążę i decyduje się na aborcję, Frances będzie musiała ją zastąpić podczas występu – przechodzi przyśpieszony kurs tańca i… dorosłego życia. „Dirty dancing” powstał w 1988 r., ale w Polsce największe triumfy przeżywał w kolejnej dekadzie, kiedy rozkwitły wypożyczalnie kaset wideo – film był jednym z najczęściej wypożyczanych!   „Forrest Gump” „Życie jest jak pudełko czekoladek” – ktoś, kto wychował się w latach 90. zawsze i o każdej porze bezbłędnie rozpozna te słowa...

Czytaj dalej
Śniadanie u Tiffany’ego/ Kadr z filmu
Śniadanie u Tiffany’ego/ Kadr z filmu

Klasyki, które każdy musi obejrzeć, choć raz! Te 5 filmów nigdy nam się nie znudzi

Co miesiąc nowości na Netfliksie i HBO zaspokajają nasze apetyty na premiery z ostatnich lat. Ale jeśli chcielibyście zafundować sobie powrót do przeszłości – mamy dla was klasyki, które są dobre na wszystko.
Sylwia Arlak
15.05.2020

Lubicie to, co znacie? Mamy podobnie, dlatego polecamy klasyczne filmy, które nigdy nam się nie znudzą. Zawsze bawią albo wzruszają tak, jak za pierwszym razem. Sprawdźcie pięć tytułów, bez których nie wyobrażamy sobie wielkiego kina. 1. „Śniadanie u Tiffany’ego”, HBO „Śniadanie u Tiffany’ego”, film w reżyserii Blake’a Edwardsa z 1961 r. uczynił z Audrey Hepburn gwiazdę światowego formatu. Za rolę Holly Golightly otrzymała nawet nominację do Oscara. No bo jak nie uwielbiać granej przez nią bohaterki? Holly jest nie tylko piękna, ale też nieustraszona. Ma przy tym w sobie tyle wdzięku i uroku, że nie sposób jej nie kibicować. Hepburn wiele dała od siebie postaci stworzonej pierwotnie przez Trumana Capote’a w opowiadaniu z 1958 roku.  A sam film o początkującym pisarzu, Paulu (w tej roli George Peppard) i jego ekscentrycznej sąsiadce Holly, która żyje na koszt bogatych adoratorów to prawdziwe arcydzieło. 2. „Forrest Gump”, HBO Niezależnie od tego czy czytaliście powieść Winstona Grooma „Forrest Gump”, czy nie, musicie obejrzeć film w reżyserii Roberta Zemeckisa z 1994 r. A jeśli seans obrazu macie już za sobą (zakładamy, że tak właśnie jest), na pewno jeszcze nie raz będziecie do niego wracać. Tom Hanks wciela się tu w rolę mężczyzny, który, choć nie grzeszy inteligencją, nie da się nie lubić. Ostatecznie staje się miliardem i bohaterem wojny w Wietnamie. Tymczasem jego jedynym życiowym marzeniem jest to, aby zdobyć serce swojej ukochanej z dzieciństwa. Cudowna, ciepła opowieść o tym, że nie ma rzeczy niemożliwych, otrzymała aż sześć nagród Akademii Filmowej. W tym tę najważniejszą – za najlepszy film. 3. „American Beauty”, HBO Kiedy zachwycaliśmy się rolą Kevina Spacey’ego w „American...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

 Najlepsze filmy na końcówkę lata: „Pół żartem, pół serio”, „Rzymskie wakacje”, „Dobry rok”

„Rzymskie wakacje” to opowieść o wolności, „Królowie lata” o poszukiwaniu, a „Dobry rok” o nowych początkach. Te filmy to kwintesencja lata.
Sylwia Arlak
21.08.2020

Filmy, które umilą wam ostatnie dni lata, kojarzą się z wakacyjną beztroską i letnimi przygodami. Są pełne nadziei, gorących uczuć i pozytywnej energii. Możemy znać je na pamięć, a i tak się nie nudzą. Oto one: „Rzymskie wakacje” Audrey Hepburn, Gregory Peck i „Rzymskie wakacje” to punkt obowiązkowy na tej liście. Ciepła i zabawna historia księżniczki Anny (Hepburn), która podróżując po Europie, spotyka dziennikarza, Joe (Peck) dostała w 1954 roku aż trzy Oscary (dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej, za najlepsze kostiumy i najlepsze materiały do scenariusza). Księżniczka żyje wśród sztabu doradców, lokajów i guwernantek, a tu, w Rzymie ucieka służbie i zaznaje normalności. Przechadzając się po uliczkach Wiecznego Miasta, pierwszy raz w życiu czuje się wolna i… zakochana.   „Królowie lata” Bohaterowie filmu Jordana Vogt-Robertsa „Królowie lata”, Joe Patrick i Biaggio skończyli 15 lat. Czują, że to właściwy moment, by uciec spod skrzydeł rodziców i zacząć żyć tak, jak chcą. Kiedy przychodzi lato, uciekają do lasu i zamieszkują w wybudowanym przez nich samych domku. Czują, że mają wszystko do czasu, gdy w ich leśnym domu pojawia się Kelly. Pomiędzy zakochanymi w niej Joe i Patrickiem rodzi się rywalizacja. Przyjaźń całej trójki zostaje wystawiona na próbę. To mądra, życiowa opowieść o tym, jak wygląda dorastanie. I o tym, co wszyscy musimy utracić.   „Pół żartem, pół serio” Wakacyjny klimat odnajdziemy też w komedii Billy’ego Wildera. Mamy tu uciekających przed gangsterami bezrobotnych muzyków Jerry’ego (Tony Curtis) i Joe’ego (Jack Lemmon), którzy przebierają się za kobiety i dołączają do damskiego zespołu jazzowego. Pechowo dla...

Czytaj dalej
Dirty dance
Baby (Jennifer Grey) i Johnny (Patrick Swayze). Fot. East News

Filmoterapia dla zakochanych, czyli 5 najlepszych scen filmowych na złamane serce

Rozbawią was, wzruszą, pocieszą, a nawet nadadzą sens rozstaniu – oto kultowe sceny z filmów i seriali, które poprawią wam nastrój w emocjonalnym kryzysie
Magdalena Żakowska
23.09.2020

Oglądałyście już serial dokumentalny „Filmy naszej młodości” na Netfliksie? Jeden z odcinków poświęcony jest „Dirty Dancing”. Jeśli jakimś cudem nie widziałyście, przypomnijmy: w 1983 roku nakręcono film, którego akcja rozgrywa się w 1963 roku, o dziewczynie, która podczas letnich wakacji znalazła miłość, odwagę i… rytm. To lato zmieniło życie wszystkich, ale przede wszystkim nas, dziewczyn, które tak, jak Baby czekały na swój pierwszy wakacyjny romans. A przy okazji, powtarzając w nieskończoność fragmenty „Dirty Dancing” z taśmy VHS, uczyły się tanecznych kroków od Johnny'ego i Baby.  Lekarstwo na miłość Ten odcinek „Filmów naszej młodości” przypomniał nam, że są takie filmy, a  raczej sceny filmowe w historii kina, które działają jak najlepsza terapia. Wystarczy kilka minut, aby wyjść z doła, uśmiechnąć się do siebie z przeszłości i do siebie dzisiaj. Dlatego zaczynamy serię „Terapia kinem”, w której przypomnimy wam te ukochane, najzabawniejsze, sentymentalne i podnoszące na duchu sceny. Jest ich tak wiele, że zdecydowałyśmy się podzielić je tematycznie. Na początek lekarstwo na złamane serce, kryzys w związku i samotność. Dobrze jest wiedzieć, że nie jesteśmy w tym same! 1. „Dirty Dancing” – „Nobody puts Baby in the corner”   Pamiętacie, jak Johnny wyciąga podczas przyjęcia na scenę Baby wbrew jej rodzicom? I wypowiada słynne zdanie „Nobody puts Baby in the corner” (Nikt nie będzie zapędzał Baby do kąta), a potem tańczą finałową piosenkę, „Time of my Life”? No właśnie… Dziś ta scena może wydawać się kiczowata i infantylna, ale w gruncie rzeczy jest przecież piękna – spróbujcie się nie uśmiechnąć....

Czytaj dalej