„The Outsider” to najlepsza serialowa adaptacja powieści Stephena Kinga od lat! 
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„The Outsider” to najlepsza serialowa adaptacja powieści Stephena Kinga od lat! 

Serialowe adaptacje książek Stephena Kinga – w przeciwieństwie do filmów – nie były udane. „The Outsider” przerwał tę złą passę!
Sylwia Arlak
05.08.2020

Atmosfera w „Outsiderze”, serialu, który powstał na podstawie książki Stephena Kinga z 2018 roku pod tym samym tytułem, jest gęsta i mroczna – i bardzo nam się to podoba! Fabuła dzieje się w miasteczku w stanie Georgia w USA, gdzie odnaleziono właśnie zmasakrowane ciało 11-letniego chłopca. Na oczach całego miasteczka, w tym także własnej żony, Glorii i dwójki małych dzieci, zostaje aresztowany miejscowy nauczyciel i lubiany trener drużyny baseballowej, Terry Maitland (Jason Bateman). Wszystko wskazuje, że to właśnie on odpowiada za zbrodnię, która wstrząsnęła całą społecznością. Na miejscu zbrodni znaleziono jego odciski palców, jest wielu naocznych świadków i wiele dowodów wideo. Życie Terry’ego staje na głowie.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„The Outsider” – kryminał, horror i dramat obyczajowy

Okazuje się jednak, że w trakcie, kiedy dokonywano zbrodni, mężczyzna przebywał jakieś 100 kilometrów od miejsca zdarzenia. Jest wideo, na którym przemawia publicznie. Kto więc zabił chłopca (skoro na pewno był to Terry)? W tym serialu nic nie jest takie, jakie się wydaje. Sprawę bada detektyw Ralph Anderson (świetny Ben Mendelsohn!). Zmęczony życiem policjant sam niedawno stracił swojego nastoletniego syna. Pierwszy raz nie potrafi rozwiązać zagadki, dowody zbrodni wzajemnie sobie przeczą. Kiedy śledztwo nie posuwa się ani o milimetr, do akcji wkracza prywatna detektyw Holly Gibney (Cynthia Erivo). Ralph do końca będzie starał się wytłumaczyć racjonalnie to, co się stało. Holly  z własnych doświadczeń wie, że nie wszystko można objąć ludzkim rozumem.

Początkowo mamy wrażenie, że 10-odcinkowy serial HBO „The Outsider” to mroczny kryminał. Elementy paranormalne dodawane są stopniowo. Taki zabieg pozwala widzowi poczuć, że wszystko, co widzi na ekranie, mogłoby wydarzyć się w prawdziwym życiu (nawet jeśli są to nieprawdopodobne historie). Mamy tu więc elementy horroru i science fiction, kryminał, ale i dramat obyczajowy. To chyba największa siła „Outsidera”. Tak samo jego siłą są świetnie skrojone postaci, wiarygodnie psychologicznie i z ciekawym życiem wewnętrznym. Twórcy dają nam czas na to, byśmy poznali ich obawy i nadzieje. Fabularny mrok w połączeniu z wewnętrznymi przeżyciami bohaterów przypomina hitowy serial HBO „Detektyw”.

„Outsider” trochę się dłuży, a finał nie przynosi satysfakcji (choć scena po napisach daje pewną nadzieję). Ale to i tak najlepsza serialowa adaptacja książki Stephena Kinga od lat. Paradoksalnie wielu krytyków uważa akurat tę powieść Kinga za najmniej udaną. Są zdania, że adaptacja autorstwa Richarda Price'a,  scenarzysty takich serialowych dramatów policyjnych, jak „Długa noc”, „Prawo ulicy” i „Kroniki Times Square” prześcignęła pierwowzór. A to w przypadku Kinga i seriali to wyjątek.

Dlaczego twórcom tak trudno przenieść świetny materiał źródłowy: mroczne opowieści, ciężki klimat, dobrze zarysowane postaci, ludzkie historie na mały ekran?

Nie tylko „Outsider” – seriale na podstawie powieści Stephena Kinga 

Po pierwsze, w książce łatwo jest wyrazić myśli i uczucia bohaterów. Oglądając film czy serial, jesteśmy skazani na własne interpretacji. Scenarzyści i reżyserzy często w ogóle nie wdają się w emocje głównych bohaterów. Książki Kinga mają miliony fanów na całym świecie, nic więc dziwnego, że wizja twórców filmowych/serialowych może kłócić się z ich wyobrażeniem. Poza tym powieści amerykańskiego pisarza są długie i gęsto napakowane. Jest dużo akcji, opisów, dużo dialogów. Twórcom niełatwo zdecydować, co wyciąć, a co zostawić. Dodatkowo jest ogromna różnica w budżetach przeznaczonych na wielki ekran i telewizję. Wiele adaptacji nie miało wystarczających dochodów, aby w pełni wykorzystać ich potencjał. Zdarza się też, że twórcom zwyczajnie brakuje pomysłów, ale nie chęci. Niejednokrotnie się zdarzało, że produkcja zyskałaby, gdyby scenarzyści poprzestali na jednym sezonie serialu.

Czytaj też: Serial Netflixa „Trzynaście powodów” dobiegł końca. Co poszło nie tak?

Mgła” (streszczenie: na ludzi zaczynają polować tajemnicze istoty) mogłaby być świetnym horrorem i opowieścią o ludzkiej naturze. Twórcy zapomnieli jednak o podstawowej zasadzie, że widzowie, aby polubić serial, muszą polubić jego bohaterów, a przynajmniej umieć ich zrozumieć. Tymczasem oglądając „Mgłę” łatwo odnieść wrażenie, że nawet sami aktorzy nie potrafili zrozumieć swoich postaci. Same efekty wizualne, choć imponowały, nie wystarczyły, aby serial zyskał popularność.

Pod kopułą” opowiada o miasteczku, które w niewytłumaczalny sposób zostaje odcięte od świata przez pole siłowe. Historia jest ciekawa. Pierwszy sezon, wg opiniotwórczego portalu Rotten Tomatoes, był „wciągający, tajemniczy i z odpowiednią dawką humoru”. Jednak kolejne dwa sezony nie wnoszą nic do opowieści i tylko psują wrażenie, które pozostało po obejrzeniu pierwszego.

Widzów rozczarowywał też m.in. serial „Lśnienie”, choć przecież film pod tym samym tytułem zdobył ogromną popularność, uznanie publiczności i krytyków. Najciekawsza tutaj okazała się sama historia powstania serialu: Stephen King nie znosi filmowej wersji Stanleya Kubricka z 1980 roku, bo uważa, że zbyt różni się od pierwowzoru, napisał i wyprodukował więc remake telewizyjny. I przegrał. Serial wypada blado w porównaniu z produkcją Kubricka. Widzowie nie potrafili też zaakceptować innego aktora (rola Jacka Nicholsona w „Lśnieniu” Kubricka uważana jest za kultową). Okazało się, że serialowe „Lśnienie” było potrzebne jedynie dla… jego twórców.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mat. prasowe

„Psychoza”, „Lśnienie”, „Ciche miejsce” – najlepsze horrory ostatnich lat i klasyki gatunku

Nieprawdą jest, że czasy udanych horrorów już dawno minęły. Nowe produkcje nie ustępują hitom Hitchocka i Kubricka. Ale klasyka to też zawsze dobry pomysł.
Sylwia Arlak
06.07.2020

„Psychoza” Alfreda Hitchooka budzi grozę u kolejnych pokoleń, podobnie, jak „Lśnienie”, Stanleya Kubricka. I choć w ostatnich latach powstało wiele horrorów, na które szkoda waszego czasu, jest kilka propozycji wartych polecenia. Oto najlepsze horrory ostatnich lat i klasyki gatunku. Oglądajcie w towarzystwie, bo są naprawdę przerażające! „Psychoza” Nie ma zestawienia najlepszych horrorów wszechczasów bez „Psychozy” Alfreda Hitchooka (na podstawie powieści Roberta Blocha). Marion Crane (Janet Leigh) ucieka z miasta, po tym, jak kradnie szefowi czterdzieści tysięcy dolarów. Zatrzymuje się w mało uczęszczanym „The Bates Motel” prowadzonym przez młodego Normana Batesa (Anthony Perkins). Bohaterka czuje, że mężczyzna jest nią zainteresowany. Nie wie jeszcze tylko, w jaki sposób. Scena morderstwa pod prysznicem i towarzyszące jej charakterystyczne dźwięki znana jest chyba każdemu, kto choć trochę interesuje się kinem.  Trwa zaledwie 45 sekund, a nakręcenie jej wymagało aż siedmiu dni zdjęciowych i 70 ustawień kamery. Film obejrzycie na Netfliksie.   „Lśnienie” „Lśnienie” Stanleya Kubricka (na podstawie książki Stephena Kinga) to historia Jacka (Jack Nicholson), który pracuje, jako dozorca hotelu Panorama w stanie Kolorado, USA. Kiedy przychodzi zima, a pensjonat zostaje zamknięty, bohater sprowadza do niego swoją rodzinę. Urlop szybko zamienia się w horror. Okazuje się, że budynek jest nawiedzony, a duchy doprowadzają Jacka do obłędu. Film działa na wyobraźnię widzów. Właściciele Timberline Lodge, pensjonatu, w którym powstała część zdjęć, przekonali Kubricka, żeby zmienił numer pokoju z 217 (tak, jak było w książce) na numer 237 (nie istniał w tym hotelu). Tłumaczyli, że przyszli turyści będą bali się w nim...

Czytaj dalej
Stephen King
mat. prasowe

Najlepsze horrory wszech czasów: filmy na podstawie powieści Stephena Kinga

Trudno wyobrazić dziś sobie kinematografię bez „Lśnienia” czy „Skazanych na Shawshank”. Co jeszcze zawdzięczamy Stephenowi Kingowi?
Sylwia Arlak
14.08.2020

Opowieść o pisarzu i jego psychopatycznej fance: „Misery” zdobyła Oscara. Przejmujące „Skazani na Shawshank” to do dzisiaj najpopularniejsza produkcja o życiu więziennym, a „Zielona mila” od czasu premiery zajmuje pierwsze miejsca w najważniejszych rankingach filmowych. Oto ekranizacje powieści Stephena Kinga, które przeszły do historii:   „Carrie” „Carrie” to ekranizacja pierwszej powieści Stephena Kinga. Produkcja Briana De Palma powstała w 1976 roku, w 2002 roku i 2013 roku premierę miały (dużo gorsze) remaki filmu. Poznajemy nastoletnią Carrie White (Sissy Spacek) i jej matkę, fanatyczkę religijną (Pieper Laurie; obie panie za swoje role otrzymały nominacje do Oscara). Pewnego dnia nieśmiała i prześladowana przez rówieśników nastolatka odkrywa w sobie paranormalne zdolności. Postanawia zemścić się na wszystkich, którzy zrobili jej krzywdę. Horror z elementami sensacji, fantastyki, ze wciągającym wątkiem psychologicznym nie zestarzał się do dziś – tak samo jak problem prześladowania w szkole.   „Misery” „Misery” to jedyny film na podstawie powieści Stephena Kinga, który zdobył Oscara (filmowa statuetka powędrowała też do „najlepszej aktorki” Kathy Bates). To historia psychofanki Annie Wilkes, która zajmuje się poszkodowanym w wypadku znanym pisarzem Paulem Sheldonem (James Caan). Annie nie zamierza wypuścić Paula, nawet kiedy ten zaczyna dochodzić do zdrowia. Zmusza go do kontynuowania opowiadań o losach Misery Chastain. Paul bezskutecznie próbuje uciec od niebezpiecznej bohaterki. Bates była w tej roli tak wiarygodna, że zajęła 5. miejsce w plebiscycie ogłoszonym na stronie only-movies.com na czarny charakter wszech czasów.   „Skazani na Shawshank”,...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Nowości HBO na wrzesień: „Dzień trzeci” z Judem Law i „Królowe zbrodni” z Elisabeth Moss

Wrzesień na HBO stoi pod znakiem nowych seriali i filmów z gwiazdorską obsadą oraz wielkich kinowych hitów.
Sylwia Arlak
28.08.2020

Dramat z Judem Law i nominowaną do Oscara za rolę w filmie „Moonlight” Naomie Harris „Dzień trzeci”, nowy serial wyprodukowany przez Ridleya Scotta „Wychowane przez wilki”, a do tego kryminał „Królowe zbrodni” z Elisabeth Moss. HBO stawia na mocne historie. Oto co jeszcze obejrzymy na platformie w najbliższych tygodniach: Już 4 września na HBO zadebiutuje serial sci-fi wyprodukowany przez Ridleya Scotta „Wychowane przez wielki”. Dwoje androidów ma za zadanie wychować ludzkie dzieci na tajemniczej, dziewiczej planecie. Tymczasem ludzkiej kolonii zaczynają zagrażać religijne konflikty. Seriale pełne tajemnic Z kolei 14 września na platformie pojawi się długo wyczekiwany serial (produkcja miała zadebiutować w maju, ale nie udało się dokończyć prac postprodukcyjnych na czas) „Dzień trzeci”. Składa się z sześciu epizodów i podzielona została na dwie części — lato i zima. W pierwszej gra Jude Law. Główny bohater, Sam trafia na tajemniczą wyspę, na której odkrywa tubylców, którzy za wszelką cenę usiłują zachować tradycje i swój dom. W drugiej części główna rola przypada Naomie Harris. Przez działania granej przez nią Helen na wyspie dochodzi do wielkiej bitwy. Dzień później na platformę trafi trzyczęściowy mini serial kryminalny „Des”. To historia seryjnego mordercy (David Tennant) chłopców i młodych mężczyzn. Przestępca zostaje schwytany po tym, jak jego sąsiedzi zaczynają zgłaszać problemy z zatykającą się kanalizacją. Również 15 września pojawi się serial nominowanego do Oscara Luca Guadagnino „Tacy właśnie jesteśmy”. To poruszająca opowieść o dorastaniu dwójki amerykańskich nastolatków w bazie wojskowej USA we Włoszech. Powrócą...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Co będziemy oglądać w pierwszy weekend września na Netfliksie i HBO? Wybrałyśmy dla Was same hity

Początek września na Netfliksie i HBO to świetnie zapowiadające się nowe seriale: „Wychowane przez wilki”, „Może pora z tym skończyć”, „Rozłąka”. Nie zabraknie też wielkiego kina.
Sylwia Arlak
02.09.2020

Wrzesień zaczął się z przytupem. Nareszcie obejrzymy długo oczekiwane premierowe seriale Netfliksa i HBO. „Rozłąka” zaprowadzi nas aż w kosmos, a „Wychowane przez wilki” na tajemniczą wyspę. Czeka na nas też drugi sezon „Turbulencji” o pasażerach zagadkowego lotu. Kino przed duże K na Netfliksie Weekend na Netfliksie zaczniemy od filmowego maratonu: „The Ring”, „Requiem dla snu”, „Gorączka sobotniej nocy”, „Atak paniki” i „Czarownica”  – wszystkie filmy są dostępne na platformie od 1 września. Ten pierwszy znany jest wszystkich miłośniczkom i miłośnikom opowieści grozy. Reporterka Rachel Keller (Naomi Watts) trafia na ślad kasety wideo, z powodu której w niewyjaśnionych okolicznościach giną kolejni ludzie. Drugi — opowiada o czwórce bohaterów, którzy uciekają przed swoimi problemami w świat narkotyków. Samotni, poszukujący bliskości, niezrozumiani, choć przez chwilę chcą poczuć się zauważeni. W filmie Darrena Aronofsky’ego brawurowo zagrał Jared Leto i Jennifer Connelly. „Gorączka sobotniej nocy” z niezapomnianą rolą Johna Travolty to historia o sile pasji. Przywódca nastoletniego gangu Anthony (Travolta) każdą sobotę spędza w dyskotece. Wraz ze swoją nową partnerką, postanawia wciąć udział w konkursie tanecznym. To, co początkowo jest dla niego odskocznią od życia, staje się jego życiowym powołaniem. Polski „Atak paniki” to przenikające się historie bohaterów, którzy mierzą się z nieoczekiwanymi sytuacjami. Oglądamy m.in. młodą kobietę, która ukrywa przed znajomymi, że jest gwiazdą porno i autorkę kryminałów, która na randce spotyka swojego byłego partnera. W głównych rolach Magdalena Popławska, Aleksandra Pisula, Dorota Segda i...

Czytaj dalej