Ostatnie słowa wielkich ludzi. Co mówili na łożu śmierci m.in. Steve Jobs, Beethoven i Jan Paweł II?
East News

Ostatnie słowa wielkich ludzi. Co mówili na łożu śmierci m.in. Steve Jobs, Beethoven i Jan Paweł II?

Czasem ostatnie słowa są wzruszające, czasem dziwne. „Oh wow, oh wow, oh wow”, miał powtarzać umierający Steve Jobs, patrząc nad głowami rodziny.
Agnieszka Dajbor
11.01.2021

Ostatnie słowa wielkich ludzi, czasem filozoficzne, brzmiące jak ważne wyznanie, czasem kompletnie przypadkowe. Zawsze skrzętnie zapisywane i przekazywane potomności. Być może spodziewamy się, że dostaniemy jakąś niesamowitą myśl albo ważną wskazówkę. Na przykład ostatnie słowa poety Johanna Wolfganga Goethego: „Więcej światła” przeszły do legendy. Niektórzy uważają, że były dosłowne, chodziło o otwarcie okiennic – zresztą ludzie obecni przy śmierci Goethego trzaskali okiennicami, by go wybudzać i skłonić do wypowiedzenia przesłania. Inni sądzą, że owo „Więcej światła”, to przesłanie do ludzkości – nawoływanie do jasności w myśleniu, wyjście z ciemnoty i ciasnoty umysłowej. W każdym razie jest to hasło cały czas aktualne. Nie wszyscy jednak w swojej ostatniej chwili życia byli tak trafni i błyskotliwi, jak Goethe.

Nostradamus się (choć raz!) nie mylił

Z pewnych względów ciekawe wydają się ostatnie słowa Nostradamusa, który umierając 2 lipca 1566 roku, powiedział: „Jutro o wschodzie słońca już mnie tu nie będzie”. Rzeczywiście tak się stało i była to chyba jedyna sprawdzona przepowiednia tego francuskiego aptekarza, astrologa i autora proroctw.

„Obraziłem Boga i rodzaj ludzki, ponieważ moja praca nie osiągnęła poziomu, jaki powinna osiągnąć” to ostatnie słowa genialnego artysty Leonardo da Vinci.

„Chcę iść do piekła, a nie do nieba. W piekle będę miał towarzystwo papieży, królów i książąt. A w niebie są sami żebracy, mnisi, pustelnicy i apostołowie” – takie były ostatnie słowa przewrotnego filozofa  i polityka Niccolo Machiavellego, gdy umierał we Florencji w 1527 roku. Uznano je za cyniczne i wpisano na indeks myśli zakazanych.

Nieco absurdalnie brzmią ostatnie słowa królowej Marii Antoniny, która, kładąc głowę pod gilotynę w 1973 roku, powiedziała do kata: „Proszę mi wybaczyć, nie zrobiłam tego naumyślnie”. I nie chodziło jej o samolubne rządy (to ona wsławiła się powiedzeniem do głodującego ludu Paryża, by jedli ciastka, skoro nie mają chleba), ale o to, że wchodząc na szafot… niechcący nastąpiła mu bucikiem na stopę.

„Na ustach czuję smak śmierci, czuję coś, co jest nie z tej ziemi” powiedział umierający w wieku 35 lat Wolfgang Amadeusz Mozart. Z kolei Ludwik van Beethoven cierpiący latami na głuchotę miał wyznać „W niebie usłyszę”. Według innej wersji genialny kompozytor powiedział: „Klaszczcie. Komedia skończona”. 

Angielska pisarka Jane Austin, umierając, wyznała: „Nie chcę niczego prócz śmierci”. Powody jej odejścia nie są do końca znane, parę lat temu pojawiła się nawet hipoteza zatrucia arszenikiem. Słynny francuski pisarz Honore de Balzac wołał: „Przywołajcie Bianchona! Tylko Bianchon może mi pomóc”. Był to jednak lekarz z powieści Balzaca. Z kolei Oscar Wilde, umierając przypadkowo w hotelu, powiedział z zimną krwią: „Albo ta tapeta znika, albo ja”.

Od Gandhiego do księżnej Diany

„He Ram, he Ram – mój Boże, mój Boże” to ostatnie słowa Mahatmy Gandhiego, gdy zamachowiec, hinduski nacjonalista Nathuram Godse wypalił do niego z pistoletu. Z kolei papież Jan Paweł II, umierając w 2005 roku, wypowiedział pamiętne zdanie: „Pozwólcie mi odejść do domu ojca”.

Słynny muzyk Bob Marley, gdy umierał w wieku 35 lat na rozległego raka, powiedział sentencjonalnie: „Nie da się kupić życia”. Do legendy przeszły ostatnie słowa księżnej Diany, która – przytomna w pierwszych minutach po tragicznym wypadku – mówiła do stojących nad nią paparazzi: „Mój Boże, co się stało?”.

Humphrey Bogart, pamiętny z „Casablanki” i z „Zagraj to jeszcze raz, Sam” powiedział dość tajemniczo: „Mogłem się nie przerzucać ze szkockiej na martini”. Z kolei Joe DiMaggio, drugi mąż Marylin Monroe, umierając, pocieszał się „Wreszcie zobaczę Marylin”. Ostatnie słowa Marlona Brando brzmiały naprawdę zawadiacko: „Pieprzyć śmierć” – umarł w 2004 roku na zapalenie płuc.

Elvis Presley powiedział w środku nocy do żony „Kochanie, idę do łazienki”. Gdy obudziła się rano, leżał tam martwy. Działo się to w sierpniu 1977 roku. Popularny amerykański piosenkarz Bing Crosby zdążył jedynie powiedzieć: „Świetnie się dzisiaj grało, chłopaki”. Schodząc z pola golfowego w madryckim klubie, upadł nagle i zmarł na zawał serca.

„Chodźmy do domu, chcę zobaczyć Seana” – tak według Yoko Ono brzmiały ostatnie słowa Johna Lennona, nim zabił go szaleniec, Marc Chapman.

„Poczekajcie kilka dni, zanim będziecie marnować na mnie swoje modlitwy” – powiedział podczas swojego ostatniego występu Prince, zaledwie tydzień przed śmiercią. Zmarł w 2016 roku z powodu przedawkowania środka przeciwbólowego.

Meksykańska malarka Frida Kahlo zapisała po raz ostatni w dzienniku w lipcu 1954 roku: „Mam nadzieję, że śmierć jest radosna. Mam nadzieję, że nigdy tu nie wrócę”.

Amy Winehouse w ostatniej rozmowie, która odbyła ze swoim ochroniarzem, powiedziała, że oddałaby wszystko, byle tylko „móc przejść ulicą bez kłopotów”.

Na koniec klasyk. Niemiecki filozof Karol Marks. Gdy uczniowie prosili go o przedśmiertne przesłanie, powiedział: „Wynoście się stąd. Ostatnie słowa są dla głupców, którzy nie powiedzieli wystarczająco wiele”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Irena Kwiatkowska
East News

Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski: „Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był moim piorunochronem”

Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski byli celebrytami. Żyli w luksusie i podróżowali po świecie, ale byli też w pełni oddani pracy. W tym wszystkim potrafili znaleźć swój sposób na miłość.
Kamila Geodecka
08.01.2021

Irena Kwiatkowska była prawdziwą gwiazdą. Grała w Kabarecie Starszych Panów oraz w Teatrzyku Zielona Gęś. Potem prawdziwą sławę zyskała jako „kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi” w „Czterdziestolatku”. Role dla niej pisali najwięksi – między innymi Jeremi Przybora czy Konstanty Ildefons Gałczyński. Była bezkompromisową perfekcjonistką, która początkowo nawet nie myślała o tym, żeby wychodzić za mąż. Pewnego dnia spotkała jednak Bolesława Kielskiego. Był spikerem radiowym i prowadzącym teleturniej „Kółko i krzyżyk”. Ponadto był prawdziwym erudytą. Znał języki i jeździł po świecie w roli tłumacza. Po dwóch latach narzeczeństwa wzięli ślub i aż do śmierci nic ich nie rozłączyło.  Czytaj także:  Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością Kobieta jeszcze kochliwa W czasach nastoletnich Irena Kwiatkowska uwielbiała bawić się w towarzystwie. Miała sporo koleżanek, z którymi potrafiła cały czas rozmawiać o chłopcach. Podobno była bardzo kochliwa i nie bała się flirtu z młodymi – i nie tylko – mężczyznami. Z jej pamiętnika możemy się dowiedzieć między innymi o tajemniczym „B”, z którym młoda Irena prowadziła wiele rozmów na tematy psychologiczne. Mężczyzna pożyczał jej wiele książek, o których dyskutowali. Wśród lektur znalazł się między innymi Freud. Jak się później okazało, tym fascynującym rozmówcą był Stefan Baley, który przed wojną był znanym warszawskim psychologiem zajmującym się tematami twórczości. Kwiatkowska nie miała wtedy jeszcze 20 lat, on był już dojrzałym mężczyzną. Trudno powiedzieć, czy ich znajomość miała głęboki charakter romantyczny. Wiemy jednak, że nastoletnia Irena bardzo...

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka
Zenon Zyburtowicz/East News

Agnieszka Osiecka wymyśliła hasło reklamowe Coca-Coli. 5 mało znanych faktów o Osieckiej

Agnieszka Osiecka to jedna z najpopularniejszych polskich poetek. Chociaż powstają o niej filmy i seriale, jej życie wciąż skrywa zaskakujące fakty. Oto kilka z nich.
Kamila Geodecka
08.01.2021

Starszemu pokoleniu Agnieszka Osiecka może kojarzyć się z minionym czasem PRL-u, ze znaną „Białą bluzką” czy miłością do buntowniczego Marka Hłaski. Młodszemu pokoleniu poetka, i cytaty z jej wierszy, wciąż daje otuchę w chwilach pierwszych złamań serc. Nawet ci, którzy nie czytają poezji, wiedzą, że Saska Kępa w maju pachnie szalonym, zielonym bzem, a życie to bal jest nad bale. Jest jednak parę rzeczy, których być może jeszcze nie słyszeliśmy o Agnieszce Osieckiej. Czytaj także:  „Gdyby żyła, napiłybyśmy się winka” – Maryla Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką  Maszyna do pisania Marka Hłaski  Agnieszka Osiecka i Marek Hłasko to para, która do dziś wzbudza wiele emocji. Romans był burzliwy, pełen wzlotów i upadków. Trudno się dziwić – oboje byli buntownikami o zacięciu artystycznym. Agnieszka poznała Marka, gdy miała 19 lat, i w pewien sposób ten romans był z nią do końca życia. Po Hłasce została jej bowiem maszyna do pisania, która stała na jej biurku aż do śmierci. „Coca-Cola. To jest to!” Agnieszka Osiecka potrafiła pisać piękne wiersze o miłości i młodości, a także… tworzyć hasła reklamowe. Poetka w 1982 roku wygrała konkurs na pierwszy slogan reklamowy Coca-Coli w Polsce.  Hasło „Coca-Cola. To jest to!” reklamowało napój gazowany przez 10 lat! Podobno Agnieszka Osiecka postanowiła zgłosić się do konkursu, ponieważ uwielbiała Stany Zjednoczone i ich kulturę. W młodości udało jej się nawet odbyć podróż stypendialną po Ameryce. Nic dziwnego, że postanowiła wymyślić hasło reklamowe akurat dla tego produktu. Coca-Cola to czysty symbol kultury amerykańskiej.   Na co wydała honorarium? Z jednej strony możemy znaleźć informacje, że za zarobione pieniądze Osiecka kupiła...

Czytaj dalej
Vanessa Kirby w filmie „Cząstki kobiety” / Netflix

„Cząstki kobiety” przerywa ciszę wokół śmierci dziecka – przejmujące dzieło na Netfliksie

W filmie „Cząstki kobiety” Vanessa Kirby przejmująco pokazuje dramat matki, której dziecko zmarło podczas porodu.
Anna Zaleska
07.01.2021

Szczęśliwa para szaleńczo zakochanych w sobie ludzi, którzy oczekują narodzin pierwszego dziecka. Martha (Vanessa Kirby) odchodząc na urlop macierzyński żegna się w pracy tortem zdobionym różowym bobasem z cukru, koleżanki dotykają jej brzucha „na szczęście”. Sean (Shia LaBeouf) pracując przy budowie mostu wyobraża sobie, że jego córka jako pierwsza przez ten most przejedzie. Oboje marzą o tym, jaka będzie: ciekawa, czarująca, inteligentna, skromna… Powtarzają: liczy się tylko nasza rodzina, liczy się tylko nasza trójka. Wszystko toczy się niby zwyczajnie, ale od pierwszych chwil czujemy, że wydarzy się coś złego. Że codzienne problemy, sprawy, które wydają się teraz ważne i o których trzeba pamiętać, za moment kompletnie przestaną mieć znaczenie. Gdy tylko zaczyna się poród – domowy, starannie zaplanowany, przygotowany pod profesjonalnym okiem – już wiadomo, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Umówiona położna nie zdąży dojechać, jest przy innej rodzącej. Przysyła kogoś w zastępstwie. Młodzi rodzice niby wiedzą, co robić, ale tak naprawdę widać, jak bardzo czują się zagubieni. Trwająca 23 minuty scena porodu jest hiperrealistyczna i wstrząsająca. Chwilami trudna do wytrzymania. Ale na świat przychodzi dziecko. Przez moment wydaje się, że wszystkie złe przeczucia były nieuzasadnione. Szczęśliwi rodzice tulą córeczkę i płaczą ze szczęścia. Nagle jednak zaczyna dziać się coś złego, niezrozumiałego. Chwilę potem ekran zmienia się w czarną planszę. Tak kończy się półgodzinny wstęp do filmu „Cząstki kobiety”. Wstęp – bo dla jego twórców, reżysera Kornéla Mundruczó i autorki scenariusza Katy Weber – ważniejsze było to, co wydarzy się potem. Pytanie, czy po przeżyciu niewyobrażalnej tragedii,...

Czytaj dalej