Camilla Läckberg wraca w „Srebrnych skrzydłach” do tematu przemocy wobec kobiet 
mat. prasowe

Camilla Läckberg wraca w „Srebrnych skrzydłach” do tematu przemocy wobec kobiet 

„Dobry związek opiera się na wzajemnej miłości i szacunku. Nie można drugiego człowieka traktować jak trofeum” – mówi pisarka w swojej nowej książce „Srebrne skrzydła”.
Anna Zaleska
09.10.2020

Przez całe życie miałam szczęście do mężczyzn. I tych, z którymi się umawiałam na randki, i tych trzech, których poślubiłam”, opowiada Camilla Läckberg. Ale bohaterki jej powieści „Srebrne skrzydła” mają gorsze doświadczenia.

Anna Zaleska: Twoja nowa książka „Srebrne skrzydła” mogłaby mieć podtytuł: „Kobiety, które nienawidzą mężczyzn” – parafrazując Stiega Larssona. I dodajmy od razu, że mają ku temu poważne powody. 

Camilla Läckberg: Nie powiedziałabym, że to książka o kobietach, które nienawidzą mężczyzn. Osobiście kocham mężczyzn, jestem szczęśliwą żoną jednego z nich. (śmiech) Ale w serii o Faye, którą zapoczątkowała powieść „Złota klatka”, chcę zgłębiać świat, w którym kobiety naginają społeczne normy i robią rzeczy zwykle kojarzone z mężczyznami. Jeśli to jest odbierane jako agresja wobec mężczyzn, to dlatego, że społeczeństwo oczekuje innych zachowań od mężczyzn i od kobiet. Kobiety mają być grzecznymi dziewczynkami, a jeśli nie są, automatycznie przypisuje im się to, co najgorsze.

Wszystkie kobiety w twojej powieści zostały skrzywdzone przez mężczyzn. Jakie są twoje osobiste doświadczenia?

Przez całe życie miałam szczęście do mężczyzn. I tych, z którymi się umawiałam na randki, i tych trzech, których poślubiłam. Wszyscy byli wspaniałymi facetami, wspierali mnie, pomogli mi stać się taką osobą, jaką jestem. Ale muszę ze smutkiem przyznać, że każda z kobiet w moim otoczeniu choć raz była w związku z kimś, kto ją źle traktował.

Bohaterki „Srebrnych skrzydeł” poślubiły władczych biznesmenów, którzy odnieśli wielki sukces zawodowy i finansowy… Taki związek nie może się udać? 

Dobry związek opiera się na wzajemnej miłości i szacunku. Nie można drugiego człowieka traktować jak trofeum, symbol swojego statusu czy sposób na to, by go sobie poprawić – dobry samochód, drogi zegarek, atrakcyjna partnerka…

Dlaczego mężczyźni boją się silnych kobiet, które odnoszą sukcesy?

Myślę, że boją się utraty władzy. 

Jedna z moich ulubionych scen w „Srebrnych skrzydłach” to ta, gdy Faye późnym wieczorem w hotelowej restauracji jest świadkiem „rozmowy o pracę”. Obleśny typ próbuje uwieść dziewczynę, kusząc ją perspektywą kariery. Faye wtrąca się do rozmowy, koncertowo go upokarzając. 

Tak! Rzeczywiście byłam świadkiem bardzo podobnej sytuacji, gdy kiedyś wybrałam się z mężem na kolację. Niechcący podsłuchaliśmy, jak mężczyzna pod pozorem rozmowy kwalifikacyjnej prymitywnie próbuje zaciągnąć kobietę do łóżka. Ruch #MeToo nie zmienił, niestety, zachowań wszystkich mężczyzn, ale dał kobietom więcej odwagi, by nie siedzieć cicho, gdy takie rzeczy się dzieją.

Wierzysz, że zemsta jest słodka? 

Wierzę, że może być uzdrawiająca, stąd czasami poczucie, że jest słodka. Ale osobiście opowiadam się raczej za tym, by działania odwetowe obmyślać czy opisywać, a nie wprowadzać w życie. (śmiech) Obmyślanie sposobów zemsty sprawia mi sporą satysfakcję. To też kwestia poczucia siły, sprawczości i odzyskiwania kontroli nad życiem. W przypadku Faye chciałam, by poczuła satysfakcję, doświadczyła czegoś w rodzaju katharsis. 

Czy jako pisarka doświadczyłaś dyskryminacji? W świecie literatury kobiety i mężczyźni są traktowani na równych prawach?

Myślę, że w żadnej sferze życia kobiety i mężczyźni nie są jeszcze traktowani na równych prawach. Kobiety są dyskryminowane w wielu aspektach, ale mężczyźni też. Jako pisarka przede wszystkim widzę różnicę w tym, jak są recenzowane książki. W odniesieniu do literatury tworzonej przez pisarki używa się słów „klimatyczna”, „urocza”, podczas gdy o tej wychodzącej spod ręki pisarzy pisze się „złożona”, „mądra”, „błyskotliwa”.

Kim jest Karin, której zadedykowałaś „Srebrne skrzydła”?

To moja najdroższa przyjaciółka i redaktorka książek z serii o Fjällbace. Gdyby nie ona, nie byłabym dziś pisarką.

Twoje bohaterki mogą liczyć na kobiecą solidarność i lojalność. Ty też masz podobne doświadczenia?

Taka przyjaźń pojawiła się w moim życiu dosyć późno, ale teraz mam wokół siebie mnóstwo wspaniałych kobiet, z którymi mogę iść po trupach do celu. Hm, może lepiej tak tego nie ujmować. (śmiech) Przekonałam się o tym po raz pierwszy, gdy moje dzieci były małe, dwoje urodziło się w małym odstępie czasu. Sąsiadka w tym samym czasie, co ja była na urlopie macierzyńskim i bardzo sobie nawzajem pomagałyśmy w codziennych obowiązkach, by nas nie przytłoczyło życie młodej matki. Raz był to obiad czekający pod drzwiami, innym razem jedna z nas zaopiekowała się dziećmi, żeby druga mogła spokojnie wziąć prysznic. Wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę z wartości siostrzeństwa.

Mając czwórkę dzieci i intensywne życie zawodowe – jesteś nie tylko pisarką, ale też współwłaścicielką firmy biżuteryjnej, zajmujesz się również produkcją filmową i muzyczną – musisz być mistrzynią w organizowaniu czasu.

Nie wiem, czy jestem w tym mistrzynią, ale skupiam się na pisaniu i na innych projektach wtedy, gdy dzieci są w szkole, a kiedy wracają do domu, cały swój czas i uwagę poświęcam rodzinie. Szczerze mówiąc, sprzątanie nie zawsze jest moim priorytetem, ale czuję się szczęśliwa, gdy mogę więcej czasu spędzić z dziećmi – choćby kosztem porządku. A mój obecny mąż i byli mężowie bardzo mi pomagają w tym, by życie naszej rodziny było jak najwspanialsze. 

Jak chcesz wychowywać swoje dwie córki? Na jakie kobiety?

Chcę, by miały w życiu takie same możliwości, jak moi synowie. Żeby były pewne swoich zdolności i umiejętności, by wiedziały dobrze, kim są, żeby były dobrymi, kochającymi ludźmi, nie przepraszały za to, że zajmują miejsce. Mam nadzieję, że patrząc na mnie, moje córki widzą kobietę, która może żyć tak, jak to sobie wymarzyła, prowadzić firmy, być matką i być sobą, nie przepraszając za to.

Słyszałam, że ty już jako pięcioletnia dziewczynka – gdy koleżanki czytały książeczki o kucykach – fascynowałaś się opisami krwawych zbrodni. Rodzice się o ciebie nie martwili? Teraz byłby to pewnie powód, by zabrać dziecko do psychologa… 

(śmiech) Może rodzice trochę się tego obawiali, ale wszystko dobrze się skończyło. 

Mama zawsze cię wspierała? Miałyście przyjacielską relację?

Tak, moja mama jest jedną z osób, którym w życiu najwięcej zawdzięczam, podobnie mój tata. Zawsze byliśmy ze sobą bardzo blisko. 

Jako sławna pisarka stałaś się w Szwecji kimś w rodzaju gwiazdy. Słyszałam, że po występie w „Tańcu z gwiazdami” w 2012 roku przed twoim domem wystawali paparazzi. Nadal masz z tym problem?

Rzeczywiście musiałam się przyzwyczaić do tego, że stałam się osobą publiczną, choć nie zawsze czuję się komfortowo z tym, że gazety piszą o mnie i prześwietlają moje życie. Ale paparazzi za mną nie chodzą, mogę przez większość czasu prowadzić normalne rodzinne życie. 

Kiedyś powiedziałaś, że piszesz o małych miasteczkach, bo są pod względem psychologicznym ciekawsze od metropolii. Teraz przeniosłaś swoich bohaterów do Sztokholmu, umieściłaś wśród elity. Co ciekawego tutaj znalazłaś?

Dużo przyjemności sprawiło mi eksplorowanie nowego otoczenia i poznawanie postaci, które żyją w takim świecie. Dobrą rzeczą w byciu pisarzem jest to, że możesz dodać coś więcej, a umieszczając Faye w szwedzkiej klasie wyższej, naprawdę musiałam użyć wyobraźni i kreatywności. 

Dużo uwagi poświęcasz detalom – nowoczesnemu designowi i modzie. Faye świetnie się ubiera, ma rzeczy od najlepszych projektantów. Prywatnie też się tym interesujesz?

Tak, to moje hobby. Lubię czasami zaszaleć, przepuścić trochę pieniędzy na ładną rzecz do domu lub na jakiś efektowny ciuch, który wpadł mi w oko i nie mogę się od niego uwolnić. Lubię też polowanie na okazje i wyprawy do second-handów. Mam wielką satysfakcję, gdy coś tam znajdę, a poza tym podoba mi się idea mody zrównoważonej. To lepsze niż kupowanie zawsze nowych rzeczy. 

Dla twoich bohaterek własne pieniądze to klucz do wolności i niezależności. Przemoc ekonomiczna i uzależnienie od dochodów partnera to duży problem? 

Finansowa niezależność pozwala każdej kobiecie zadbać o siebie i jest wielką korzyścią, jeśli chodzi o niezależność. Kobieta musi mieć środki, które w trudnej sytuacji pozwoliłyby jej odejść od mężczyzny.

David mówi do Faye: „Kto nie ma odwagi zaryzykować, ten nie ma odwagi żyć”. To również twoje motto? 

Tak, mogłabym to uznać za moje motto. Wychodzenie poza strefę komfortu zawsze mnie przerażało, ale robiąc to z Faye, dobrze się bawiłam.

Srebrne skrzydła
mat. prasowe

„Srebrne skrzydła”, Camilla Läckberg, tłum. Inga Sawicka, Czarna Owca 2020

REKLAMA

Rozmawiała Anna Zaleska


 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Camilla Lacberg
mat. prasowe

Camilla Läckberg składa hołd kobietom, które są lojalne wobec innych kobiet

„Chcę rozsadzić klatkę, w której zamyka się kobiety” – mówi Camilla Läckberg, słynna na całym świecie autorka kryminałów, która właśnie rozpoczyna nową serię. Pierwsza część, „Złota klatka” to thriller o zemście, determinacji i sile charakteru.
Patrycja Pustkowiak
22.06.2020

Camilla Läckberg zasłynęła serią szwedzkich kryminałów o dociekliwej pisarce książek non-fiction, Erice Falck. Z wykształcenia jest ekonomistką, pisać zaczęła po tym, jak dostała od rodziny na urodziny kurs kreatywnego pisania. Każdy kolejny tom z jej serii o Erice stawał się bestsellerem – podobnie, jak pierwszy tom z nowej serii, wydany w 2019 r. „Złota klatka”. Jesienią 2020 r. ukaże się w Polsce drugi tom „Strebrne skrzydła”.  Patrycja Pustkowiak: Bohaterka pani nowej powieści, Faye, jest zamknięta w tytułowej „złotej klatce” komfortowego życia, które tak naprawdę skrywa przemoc. Faye żyje w małżeństwie, w którym nie ma równości, wciąż musi zadowalać swojego przemocowego męża.  Camilla Läckberg: Chciałam zająć się innym niż do tej pory typem bohaterki, przekonać się, jak daleko może posunąć się zdesperowana kobieta, by bronić siebie i swojego dziecka. I ile ma w sobie mroku. Faye chce wyzwolić się od czegoś, co ją stopowało, powstrzymywało jej rozwój. Opisałam ją w momencie, w którym musi na nowo odkryć siebie.  Zawsze, tak jest i tym razem, pisarsko motywowało mnie stawianie sobie nowych wyzwań. Myślę, że widać to w tej książce. „Złota klatka” jest czymś więcej niż thriller – to hołd dla kobiet, które są wobec siebie lojalne. Mamy z tym problem? Tak bywa. Łatwo wychwalać siostrzeństwo, a w praktyce wygląda to tak, że stajemy w obronie siebie, dopóki nie podważa to naszej lojalności wobec mężczyzny. Lojalność w stosunku do innych kobiet bywa postrzegana jako zagrożenie. Mówiła pani, że wcześniej nie miała odwagi napisać „Złotej klatki”. Dlaczego? Z wiekiem stawałam się silniejsza, odważniejsza. A odkąd skończyłam 40 lat, nie staram się już zadowalać...

Czytaj dalej
Fot. Marta Surovy

Paulina Przybysz i jej ulubione filmy i seriale o kobietach niepokornych

„Tinę” po raz pierwszy obejrzałam, gdy byłam dziewczynką. Mam wrażenie, że za wcześnie. Ale z drugiej strony zostało we mnie wyczulenie na temat przemocy i nierówności, które zdaje się chronić i ostrzegać – mówi Paulina Przybysz. Jakie jeszcze filmy i seriale o kobietach niepokornych zostały w niej na całe życie?
Anna Zaleska
20.10.2020

Koncert Pauliny Przybysz „Music. The Superpower” 24 października uświetni galę zamknięcia tegorocznej edycji festiwalu Tofifest. Kujawy i Pomorze. Autorski koncert artystki zainspirowało kino i twórczość jej ulubionych artystów. Ze sceny na toruńskich Jordankach będzie można  usłyszeć utwory między innymi Etty James, Johna Lennona i Joy Division. Gościnnie wystąpi Stanisław Sojka. A że motywem przewodnim 18. MFF Tofifest jest kino niepokorne, pytamy Paulinę Przybysz o jej ulubione filmy i ulubione niepokorne bohaterki. „Tina” reż. Brian Gibson (1993 r.) Przygotowując koncert na finał Tofifest, oglądałam wiele filmów biograficznych i po raz kolejny zobaczyłam „Tinę”. To wstrząsająca, bardzo gorzka historia o życiu genialnej artystki, jej drodze na szczyt, a zarazem o pełnym przemocy związku. Jej pierwszy mąż Ike był mężczyzną niestabilnym emocjonalnie, przemocowym, o wielkim ego. Zazdrosnym o jej talent i sukcesy. Im bardziej Tina Turner szła do przodu, tym gorzej on sam się czuł i tym bardziej się nad nią znęcał. Nadchodzi jednak moment, w którym Tina wychodzi z pozycji ofiary, zupełnie dosłownie oddaje Ikowi i zaczyna brać los w swoje ręce. Wygląda to tak, jakby przez cały czas trwania tego związku zbierała w sobie siłę, zrozumienie i empatyczność dla samej siebie. Po raz pierwszy obejrzałam ten film, gdy byłam dziewczynką. Mam wrażenie, że za wcześnie. Ale z drugiej strony zostało we mnie wyczulenie na temat przemocy i nierówności, które zdaje się chronić i ostrzegać” .   „Matylda”, reż. Danny DeVito (1996 r.) Z tym filmem łączy się piękne wspomnienie. Z rodzicami i siostrą wszystkie wakacje spędzaliśmy pływając żaglówką po Mazurach. Kiedyś w Rynie postanowiliśmy pójść do kina. To było kino stare, studyjne. Jego właściciel, gdy sam...

Czytaj dalej
Relacja matka-syn
McDermott & McGough/Trunk Archive

Jacek Masłowski, psychoterapeuta apeluje do nadopiekuńczych matek: „Puść go!”

Kiedy matka powinna wycofać się z życia syna, by pozwolić mu dorosnąć?
Anna Maruszeczko, red. naczelna miesięcznika „Uroda Życia”
04.11.2018

Przychodzi taki moment, że matka powoli schodzi ze sceny, przestaje być głównym bohaterem w życiu syna. Jej ukochany chłopak teraz z całą mocą będzie budował swoją tożsamość, będzie wyraźnie zaznaczał swoje granice i będzie ich bronił. Wpuści ją do swego świata tylko, jeśli będzie chciał – mówi psychoterapeuta Jacek Masłowski w rozmowie z Anną Maruszeczko.   *Jacek Masłowski - psychoterapeuta i filozof; prowadzi warsztaty rozwoju osobistego dla mężczyzn, prezes Fundacji Masculinum.   Anna Maruszeczko: Syn dorasta, jego zainteresowania się zmieniają i matka zaczyna się obawiać, czy będzie miała jeszcze dostęp do jego świata – gier, sportu, vlogerów, blogerów etc. Chciałaby, ale nie rozumie tego świata za bardzo. Jej rola zaczyna się niepokojąco redukować do tego, że dobrze ugotuje, pogłaszcze, przypomni o czapce. Jacek Masłowski: Niepokojąco? A ja bym powiedział, że zupełnie naturalnie. Chociaż wiele matek zaczyna się czuć niekomfortowo w takiej sytuacji, ponieważ czują się coraz mniej potrzebne. Muszą zejść ze sceny, przestają być głównymi postaciami w życiu syna. I bardzo dobrze, tak właśnie ma być. A czy ona będzie jeszcze miała dostęp do świata syna? Od razu zapytam taką matkę: „Ale po co? W jakim celu chciałabyś mieć ten dostęp?”.   Żeby lepiej go rozumieć. Żeby nie tracić kontaktu, nie tracić więzi. No i go kocha!!! Kluczowa jest intencja matki, która chce ten kontakt utrzymać, co jest zresztą naturalną potrzebą. Intencją wielu matek jest ingerowanie w świat dorastającego syna po to, żeby go kontrolować, a kontrola to jest paliwo do buntu, które ten młodzieńczy ogień jeszcze podsyca. Twój syn w tym czasie rzeczywiście dynamicznie się zmienia. Ale jeżeli chcesz wejść do jego świata, ponieważ to...

Czytaj dalej
Tata z córeczką
getty images

Zamiana ról. Kiedy mężczyzna zostaje w domu, a kobieta idzie do pracy

Czy jesteśmy gotowi na pełne równouprawnienie w związku?
Anna Maruszeczko
01.02.2020

„Wielu mężczyzn asekuracyjnie banuje swoje partnerki w rozwoju – wiedzą, że w dziewięciu na dziesięć przypadków to jest zagrożenie dla ich funkcjonowania. I tak będzie, dopóki nie powstaną kontrpropozycje dla aktualnych męskich ról społecznych. One powoli się tworzą, ale to jest w offie, w tle, pod spodem”, przekonuje psychoterapeuta i filozof Jacek Masłowski. Anna Maruszeczko: Sheryl Sandberg, dyrektorka operacyjna Facebooka, napisała w książce „Włącz się do gry”, że nie osiągnęłaby sukcesu i satysfakcji zawodowej, gdyby nie jej mąż – prezes Survey Monkey, potentat w badaniach online – który kiedyś powiedział: „Teraz ty” i postanowił bardziej zająć się dziećmi, żeby żona mogła bardziej zająć się biznesem. Oczywiście stać ich było na najlepsze opiekunki, ale wiadomo, że to nie to samo. Mąż chciał pomóc realizować się żonie bez poczucia winy, że nie ma jej w domu tyle, ile potrzebują dzieci i ile ona by chciała. W Polsce też są tacy mężczyźni? Czy jest to raczej niedościgły wzór? Jacek Masłowski: Z radością tego słucham. Z moich obserwacji wynika, że coraz więcej mężczyzn zaczyna myśleć w podobny sposób. To jest dla mnie świadectwo głębokiej dojrzałości emocjonalnej. Wspieranie kariery zawodowej, hobby, pasji, czegokolwiek „beze mnie” wymaga uwewnętrznionego źródła siły. Niemniej odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że jednak życie większości par tak nie wygląda. Zwykle jest to związek oparty na micie romantycznej miłości, co raczej mi przypomina wymienną relację ojciec-córka, matka-syn. To jest taki rodzaj wiązania, które nie pozwala ludziom na budowanie autonomii w ramach związku. Partnerzy wychodzą z założenia, albo tak mają wpojone, że jeśli się z kimś wiążą, to musi to być zlanie się...

Czytaj dalej