Organizacje pacjentów apelują do celebrytów: „Zachowajcie zdrowy rozsądek”
East News

Organizacje pacjentów apelują do celebrytów: „Zachowajcie zdrowy rozsądek”

Celebryci coraz chętniej wypowiadają się na tematy dotyczące zdrowia – pandemia koronawirusa nasiliła ten trend. Organizacje pacjentów w Polsce mówią „dość”. Proszą, aby znane osoby zastanowiły się, zanim zabiorą głos w kwestiach medycznych.
Sylwia Arlak
27.05.2020

Edyta Górniak, nie znam takiego lekarza, nie znam takiej pani doktor. Znam taką fantastyczną artystkę, która może swoim autorytetem wspomóc ludzi chorych, ludzi, którzy z powodu tej choroby naprawdę umierają – te słowa lekarza Michała Sutkowskiego, wypowiedziane w weekend w jednym z programów śniadaniowych obiegły całą Polskę. Podpisujemy się pod nimi. 

W sieci krąży wiele wypowiedzi celebrytów na temat sytuacji epidemiologicznej w kraju. Niestety, wiele z nich nie ma nic wspólnego z zaleceniami lekarzy ani wiedzą naukową. Głośno było o Edycie Górniak, która wzywała do debaty o szczepionkach ministra zdrowia. Celebrytka Viola Kołakowska poszła jeszcze dalej, stwierdzając, że nie wierzą w istnienie koronawirusa. Goszczący w tym samym programie, co dr Michał Sutkowski Wojciech Brzozowski uznał z kolei, że kasjerki są odporne na koronawirusa. Podczas nagrania  windsurfer pokłócił się z lekarzem. Celebryta podkreślał, że nie wierzy w pandemię koronawirusa, a nawet zarzucił lekarzom kłamstwo. 

„Mam nadzieję, że jak już szczepionka będzie, to będziemy mieli wielu sojuszników wśród tych, którzy dzisiaj o tym mówią.  Jeżeli 5 milionów zakażonych i 350 prawie tysięcy zgonów to jest nic, to ja się zastanawiam naprawdę... ” ciągnął zdenerwowany doktor. Wojciech Brzozowski jednak dalej bronił swojego stanowiska, posiłkując się argumentami popularnymi wśród wątpiących w pandemię: „A grypa sezonowa? Na całym świecie przez pół roku 350 tysięcy to jest nic. Jeśli mówi pan, że 350 tysięcy to jest dramat, a grypa sezonowa zbiera pół miliona, to chyba pan się ośmiesza.”

Na reakcję środowiska medycznego nie trzeba było długo czekać. W internecie pojawiła się właśnie petycja 20 organizacji pacjentów, m.in. Alivia, My Pacjenci czy Rak'n'Roll. Apelują w niej do znanych osób o niekomentowanie spraw medycznych.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Uwaga na fakenewsy

— O co apelujemy? O zachowanie przez osoby powszechnie znane zdrowego rozsądku podczas wypowiedzi dotyczących tematyki medycznej! Czego oczekujemy? Szerokich i stanowczych działań ze strony środowisk naukowych i instytucji państwowych na rzecz ochrony zdrowia publicznego przed zalewającą nas falą pseudonaukowych wypowiedzi osób publicznych! Na co liczymy? Na współpracę wszystkich tych, którym bliska jest odpowiedzialność za słowo! — czytamy w petycji. Apel pojawił się na facebookowym profilu Fundacji Watch Health Care.

Organizacje oczekują także działań ze strony środowisk naukowych i instytucji państwowych. Również do nich należy walka z zalewającą nas falą pseudonaukowych wypowiedzi osób publicznych i nie tylko.

Choć wielu z nas traktuje wypowiedzi celebrytów  z przymrużeniem oka, to jednak duża część społeczeństwa uwierzy w ich każdy, nawet najbardziej kontrowersyjny pomysł. To bardzo niebezpieczne. Jak pisze Wirtualna Polska, popularność takich pseudonaukowych teorii może obniżać zaufanie do ekspertów. Badanie portalu pokazało, że w kwestiach medycznych Polacy bardziej wierzą znajomym i rodzinie niż lekarzom i naukowcom.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Uczniowie i uczennice zaangażowali się w Strajk Kobiet
East News

Ministerstwo kontra młodzież. „To, co się dzieje, to powtórka z PRL-u” – mówią nauczyciele

„MEN naraża się na śmieszność”, „Rządzący nie nadążają za rzeczywistością” – mówią mi nauczycielki warszawskich liceów. Dzisiejsza młodzież ma wrażliwość, ma odwagę i ma pod górkę. Bo MEN, zamiast doceniać, straszy i grozi.
Hanna Szczesiak
09.11.2020

Katarzyna to imię zmyślone – nauczycielka jednego z warszawskich liceum nie chce, bym podawała jej prawdziwe imię i dane szkoły, w której uczy. Jak tłumaczy, jest przezorna. Nie chodzi nawet o to, że się boi tego, co już jest – bo w jej szkole „jeszcze nie jest opresyjnie”. Ale może być. – Partia rządząca funduje młodzieży coś, co wydawało się wspomnieniem PRL-u, czymś nierealnym. Kiedyś studenci byli represjonowani przez władzę. Dziś uczniowie może nie są jeszcze represjonowani, ale minister kieruje w ich stronę nieeleganckie komunikaty, często na granicy dobrego smaku. A to nie jest pedagogiczne – tłumaczy nauczycielka. Czytaj także: Ada Fijał o Strajku Kobiet: „O tematach dotyczących kobiet z kobietami się nie rozmawia” Pokolenie, które może coś zmienić Zdaniem Katarzyny w obecnej sytuacji kluczowe jest traktowanie uczniów jak partnerów do rozmów. – Nauczyciel ma wręcz obowiązek przedyskutować z nimi pewne bieżące społeczne sprawy, oczywiście nie narzucając im swojego punktu widzenia. Przecież dzisiejsza młodzież to w większości świadomi obywatele umiejący zabierać głos w dyskusjach, co widać m.in. w mediach społecznościowych czy ich aktywnym udziale w strajkach klimatycznych – wyjaśnia. Podobnego zdania jest Justyna Drath (imię i nazwisko prawdziwe), nauczycielka w liceum niepublicznym, członkini ZNP i działaczka społeczna. – Nie spotkałam się do tej pory z pokoleniem, a uczę już w szkole kilka dobrych lat, które tak bardzo zaangażowałoby się w sprawy społeczne i polityczne, które byłoby tak bardzo świadome tego, co się wokół niego dzieje. To jest ogromna zmiana. – To jest pokolenie, które myśli inaczej, które może coś zmienić, bo pewne rzeczy są dla niego oczywiste. Wolność wyboru jest dla nich...

Czytaj dalej
szczepienia obowiązkowe
iStock

Co by było, gdybyśmy przestali szczepić dzieci? Argumenty przeciw STOP NOP

To mit, że na szczepionkach koncerny zarabiają duże pieniądze.
Helena Kalinowska
14.12.2018

Nie lubimy szczepić ani siebie, ani dzieci, boimy się skutków ubocznych i reakcji alergicznych. Trudno jednak nie doceniać oczywistych korzyści: ochrony przed chorobami zakaźnymi. W Polsce ponad 30 szczepień znajduje się na liście obowiązkowych i zalecanych do trzeciego roku życia. Wydaje się, że to sporo. Tymczasem jeśli porównamy nasz kalendarz szczepień z proponowanymi w krajach Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, to w wielu przypadkach jest węższy – mówi prof. Andrzej Zieliński z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, krajowy konsultant w dziedzinie epidemiologii: – Od wielu lat my, epidemiolodzy, postulujemy, by wprowadzać nowe szczepienia refundowane. Niestety, są to ogromne wydatki dla budżetu, więc rzadko udaje się je zatwierdzić. W tym roku minister zdrowia zdecydował o wprowadzeniu dla wszystkich dzieci szczepień przeciwko pneumokokom. Od lat staraliśmy się o ich refundację. Na początku udało się wprowadzić je jedynie dla dzieci z grup ryzyka, to znaczy o obniżonej odporności lub chorych przewlekle. Ale teraz będzie dostępne dla wszystkich i według mnie to bardzo doniosła decyzja; uchroni wiele dzieci przed ciężką chorobą, zapaleniem płuc, które coraz ciężej zwalczać z powodu narastającej antybiotykooporności. Co nam dają szczepienia? Ruch antyszczepionkowy Stop NOP zwraca uwagę na działania niepożądane szczepień, trzeba jednak pamiętać, że dzięki powszechnym szczepieniom rocznie umiera o 12 milionów ludzi mniej! Zniszczyliśmy ospę, radzimy sobie z takimi chorobami jak: krztusiec, polio, błonica, odra, tężec i różyczka. Jednak to nie koniec walki, bo wciąż jesteśmy narażeni na inne wirusy i bakterie. – W tej chwili priorytetem Komitetu Epidemiologicznego Rady Sanitarno-Epidemiologicznej jest szczepienie przeciw HPV. Chodzi o wirus papilloma, który wywołuje raka szyjki...

Czytaj dalej
Agnieszka Szadryn
Rafał Masłow

Ordynatorka SOR-u: „Kiedy ląduje helikopter, czas u nas przestaje płynąć” – rozmowa z dr Agnieszką Szadryn

Agnieszka Szadryn to najmłodsza w Polsce ordynatorka SOR-u, laureatka tegorocznej edycji plebiscytu Warszawianka Roku. Pracuje w warszawskim Szpitalu Bródnowskim, który od marca zmaga się z pandemią koronawirusa.
Sylwia Niemczyk
30.10.2020

Szpitalny Oddział Ratunkowy to miejsce, gdzie spotykają się wszystkie choroby świata. Nieszcześliwe wypadki, zawały, udary, wszelkiego rodzaju bóle brzucha, krwawienia. Dla drobnej blondynki, Agnieszki Szadryn to chleb powszedni. W tym roku doszedł COVID-19, ale nie odeszło nic z poprzednich lat. Praca stała się jeszcze trudniejsza. Jeszcze szybciej trzeba diagnozować, podejmować jeszcze trudniejsze decyzje. Ona w takich warunkach pracuje już 11 lat. Nie umie inaczej.  Sylwia Niemczyk: Jesteś jedynym lekarzem w rodzinie? Agnieszka Szadryn: Tak, miałam chyba siedem lat, kiedy powiedziałam rodzicom po raz pierwszy, że będę lekarzem i będę pracować w szpitalu. W dzieciństwie poważnie zachorowałam, przez dwa lata nie mogłam chodzić – i wtedy zakochałam się w szpitalach. To był trudny okres w moim życiu, ale mnie ukształtował.  Co się stało? Kiedy byłam w pierwszej klasie, zrobiłam akrobację na trzepaku i z wysokości może metra spadłam na ziemię. Niby nic strasznego, każde dziecko zalicza tysiące takich upadków, ale ja już nie wstałam. Mama zaniosła mnie do domu i zaczęła się kilkuletnia droga przez diagnostykę, poszukiwania przyczyny mojej choroby. Zanim wykryto, że chodzi o nieprawidłowe kostnienie, leżałam przez dwa lata. Pamiętam, że to był ciągły ból. Kiedy mama głaskała mnie po głowie, to bałam się, że mnie niechcący poruszy i będzie wtedy bolało jeszcze mocniej. Pamiętam, że niektórzy lekarze nie wierzyli, że tak bardzo mnie boli. Ale jednocześnie pamiętam, jak personel stawał na głowie, żeby umilić mi czas. Panie pielęgniarki plotły mi z przewodów od kroplówek pajączki, które potem wisiały nad moim łóżkiem. Pajączki i rybki. Zdobycie oczka do rybki – dziś wiem, że tym oczkiem była zakrętka do kroplówki – to było szczęście! Kiedy w końcu wyszłam ze...

Czytaj dalej
Jolanta Kosowska, pisarka
archiwum prywatne

„Tutaj ufa się lekarzom, a pacjentów się szanuje” – mówi polska lekarka mieszkająca w Niemczech

Po 14 latach pracy w Niemczech mogę powiedzieć, że tutaj zaufanie do lekarzy jest bardzo duże, ale ono nie powstało samo z siebie. Było budowane latami, mówi Jolanta Kosowska, lekarka, autorka książki „W piekle pandemii”
Sylwia Niemczyk
11.09.2020

Kiedy wiosną świat stanął na głowie, najważniejsze stało się zaufanie do lekarzy, czego przykładem mogą być Niemcy. Ale ono nigdy nie powstaje z dnia na dzień, musi być budowane latami”, mówi Jolanta Kosowska, lekarka pracująca w Dreźnie i autorka powieści obyczajowych, z których ostatnia to „W piekle pandemii”  (wyd. Novae Res). Sylwia Niemczyk: Jak wyglądał początek pandemii w Niemczech? Jolanta Kosowska: Pamiętam to dokładnie, bo jeszcze w przeddzień lockdownu pojechałam do Pillnitz obejrzeć słynną drezdeńską kamelię. Każdego roku na przełomie zimy i wiosny licząca sobie ok. 250 lat kamelia pokrywa się tysiącami kwiatów. Dla drezdeńczyków jest symbolem nadchodzącej wiosny. Wszyscy chcą się na nią napatrzeć, nacieszyć się nią, tam zawsze są tłumy. Pojechałam z koleżanką – i w całym kompleksie parkowo-zamkowym byłyśmy tylko we dwie. To było bardzo dziwne: ta pustka w parkowych alejkach. Dzień później pojawiły się pierwsze ograniczenia, a potem, tak jak w Polsce, ludzie z dnia na dzień zamknęli się na wiele tygodni w domach. Być może byłam jedną z ostatnich osób, które widziały tego roku kwitnącą drezdeńską kamelię. Ale poza ograniczeniami w Niemczech pojawiły się błyskawicznie wytyczne, które dawały poczucie może nie bezpieczeństwa, ale pewnej nadziei, że będzie dobrze, że to wszystko uda się opanować. W naszej przychodni lekarze wychodzili po pacjenta na zewnątrz budynku, przyprowadzali go prosto do gabinetu, po wizycie odprowadzali do drzwi. Pacjenci zaczęli zakładać w poradni maski i myć ręce środkiem dezynfekującym. Pandemia wdarła się w naszą codzienność. Dzisiaj już nikt na to nie zwraca uwagi, szybko się przyzwyczailiśmy, ale w marcu wiele rzeczy było zaskakujących i nowych. Tytuł pani powieści brzmi „W piekle pandemii”....

Czytaj dalej