Od „Nagiego instynktu” po „Lolitę”. 10 filmów ocenzurowanych z powodu seksu
Sharon Stone i Michael Douglas w „Nagim instynkcie” / East News

Od „Nagiego instynktu” po „Lolitę”. 10 filmów ocenzurowanych z powodu seksu

Dlaczego „Nagi instynkt” wzbudził takie protesty? Nie, wcale nie chodziło o to, w jaki sposób Sharon Stone zakłada nogę na nogę, ale o coś zupełnie innego… Oto 10 filmów, które miały kłopoty z cenzurą. Za wyświetlanie niektórych można było trafić do więzienia.
Anna Zaleska
31.07.2020

Chociaż podobno żyjemy w czasach, kiedy wolno pokazać wszystko, a polskie „365 dni”, uznawane przez wielu krytyków za zwykłe porno, święci międzynarodowe triumfy na Netfliksie, cenzura nadal ma się dobrze (i  kto wie, może to nie jest złe?). Zobaczcie 10 wielkich filmów światowego kina, w których „momenty były” – ale niejednokrotnie zostały wycięte. 

Czy Elena Ferrante naprawdę istnieje? O fenomenie pisarki opowiada Anna Zaleska

Nagi instynkt (USA 1992, reż. Paul Verhoeven)

Przeciwko filmowi z Sharon Stone protestowali i konserwatyści, i liberałowie. Aktywiści gejowscy już na etapie zdjęć obrzucali plan filmowy torebkami z farbą, dmuchali w gwizdki i namawiali przejeżdżających obok kierowców do naciskania klaksonów. Uważali, że postać lesbijki morderczyni będzie pożywką dla homofobii i nastrojów antygejowskich. W jednej z gazet w San Francisco wykupili nawet całostronnicową reklamę nawołującą, by nie iść na „Nagi instynkt” do kina, z tekstem: „Hollywood konsekwentnie przedstawia nas jako ofiary lub psychopatów. Nie wydawaj swoich pieniędzy, żeby oglądać popisy homofobii i mizoginizmu”. 

 

Organizacje konserwatywne protestowały natomiast, twierdząc, że film podkopuje tradycyjne amerykańskie wartości. Groziło mu przyznanie kategorii NC-17 (zakaz wstępu dla każdego, kto nie ukończył 17 lat), co oznaczałoby o wiele niższe wpływy do budżetu. Ostatecznie zmontowano mniej drastyczną wersję „Nagiego instynktu”, która dostała od komisji kwalifikacyjnej kategorię R (film mogą oglądać nastolatki w towarzystwie osoby dorosłej i może być bez ograniczeń reklamowany w prasie). Ale pewien kardynał wystosował po jego premierze apel, by stworzyć dla filmu i telewizji nowy kodeks moralny, zakazujący nagości, lubieżnych uścisków, brzydkich wyrazów i bluźnierstw.

I Bóg stworzył kobietę (Francja 1956, reż. Roger Vadim)

W roli wyzwolonej osiemnastoletniej sieroty, która doprowadza do obłędu mieszkańców Saint-Tropez, Roger Vadim obsadził swoją żonę Bridgitte Bardot, mówiąc, że to „obiekt fantazji każdego żonatego mężczyzny”. I rzeczywiście, jeszcze w trakcie zdjęć Bardot go porzuciła dla swojego filmowego partnera, Jeana-Louisa Trintignanta. Ale to nie jedyny skandal związany z filmem. We Francji protestowały przeciwko niemu środowiska katolickie, które w dziele Vadima widziały zamach na świętą instytucję małżeństwa i przejaw zezwierzęcenia obyczajów.

 

W niektórych częściach Stanów Zjednoczonych wydano zakaz jego rozpowszechniania, uzasadniając, że prawo zabrania pokazywania filmów o naturze wyuzdanej, świętokradczej, obscenicznej, nieprzyzwoitej czy niemoralnej, a „I Bóg stworzył kobietę” kwalifikuje się do czterech spośród tych pięciu zarzutów. To oczywiście podziałało jak reklama. Gdy dystrybutor odwołał się od tej decyzji i zakaz na tydzień wstrzymano, widzowie szturmem ruszyli do kin. Dziś dzieło Vadima jest uważane za przełomowe dla XX-wiecznej obyczajowości.

Ostatnie tango w Paryżu (Włochy/Francja 1972, reż. Bernardo Bertolucci)

Opowieść o namiętnej relacji między młodą paryżanką, która lada dzień ma wyjść za mąż, a Amerykaninem pogrążonym w żałobie po samobójstwie żony w niespotykanie odważny, wręcz rewolucyjny sposób pokazywała seks. Mówiono, że ten film to przełom w kinematografii, który da początek erotycznemu kinu artystycznemu. Tak się jednak nie stało.

 

We Włoszech film przez 15 lat był zabroniony, głównym aktorom Marlonowi Brando i Marii Schneider postawiono zarzut obsceniczności, a reżyserowi Bernardo Bertolucciemu Włochy odebrały za karę prawa wyborcze (!). W wielu krajach „Ostatnie tango…” dostało kategorię X – film mógł być wyświetlany tylko w kinach studyjnych. A w Luizjanie aresztowano nawet kierownika kina, który zdecydował się go pokazać.

Błękitny Anioł (Niemcy 1930, reż. Josef von Sternberg)

Ukazując życiową katastrofę profesora zafascynowanego szansonistką Lolą (Marlena Dietrich), „Błękitny Anioł” w metaforyczny sposób pokazywał upadek niemieckich intelektualistów. Przepełniająca ekran aura erotyzmu mogła wzbudzać w latach 30. niepokój, ale gdy Paramount pokazał film komisji SRC wydającej pozwolenia na kinowe rozpowszechnianie w Stanach Zjednoczonych, dostał akcept z komentarzem, że to wielkie dzieło.

 

Lokalni cenzorzy nie byli już jednak tak wrażliwi na jego artystyczne walory. W wielu miastach pokazów zabraniano, a w Pasadenie cenzor miejski własnoręcznie film przemontował, wycinając kontrowersyjne jego zdaniem sceny. W Niemczech natomiast, gdzie „Błękitny Anioł” powstał, podczas II wojny światowej wszystkie filmy z Marleną Dietrich były zakazane, ponieważ aktorka publicznie potępiała nazizm.

Emmanuelle (Francja 1974, reż. Just Jaeckin)

Klasyk kina erotycznego. Piękna żona francuskiego dyplomaty, nudząc się na placówce w Bangkoku, szuka za namową męża coraz śmielszych seksualnych przygód. Pięknie nakręcony i dobrze zagrany film bardzo spodobał się widzom obu płci. Kobiety mówiły, że pomógł im odkryć własną seksualność.

 

We Francji, gdzie „Emmanuelle” powstała, początkowo sam prezydent Georges Pompidou zabronił wyświetlania jej w kinach. Wkrótce jednak zmarł, a jego następca Giscard d'Estaign zakaz cofnął. W ZSRR z kolei filmy erotyczne były w ogóle zakazane, więc komunistyczni przywódcy sprowadzali nielegalnie francuski erotyk i urządzali sobie potajemne prywatne pokazy.

Lolita (USA 1997, reż. Adrain Lyne)

Wersja „Lolity” z Jeremym Ironsem, Melanie Griffith i Dominique Swain w roli tytułowej wzbudziła dużo większe kontrowersje niż ta pierwsza, nakręcona przez Stanleya Kubricka w 1962 roku. W latach 90. społeczeństwo amerykańskie było już dużo bardziej wyczulone na punkcie molestowania i seksualizacji dzieci. W 1996 roku amerykański Kongres uchwalił Ustawę o zapobieganiu dziecięcej pornografii. W filmach zabroniono również korzystania z dublerek – jak w „Lolicie” – jeśli widz miał wrażenie, że ogląda zachowania seksualne z udziałem osoby małoletniej.

 

Na domiar złego kilka miesięcy przed premierą filmu w Stanach została zamordowana sześcioletnia laureatka konkursu piękności. Zdjęcia wyzywająco ubranej i umalowanej dziewczynki długo nie schodziły z pierwszych stron gazet. W tych okolicznościach ostateczny montaż  „Lolity” odbył się z udziałem cenzora, który wraz z reżyserem oglądał film klatka po klatce. To jednak nie pomogło – najwięksi dystrybutorzy (Warner Bros, Sony Pictures, Paramount Pictures, Fox i Universal) odmówili rozpowszechniania go w Stanach.

Tramwaj zwany pożądaniem (USA 1951, reż. Elia Kazan)

Filmowa adaptacja sztuki Tennessee Williamsa z Vivien Leigh i Marlonem Brando w rolach głównych od początku była źródłem poważnego konfliktu między reżyserem, autorem i cenzorem. Cenzor domagał się usunięcia „wszelkich aluzji do perwersji seksualnej” oraz „elementów wskazujących na nimfomanię”. To trudne w przypadku Blanche – nauczycielki, która została wyrzucona ze szkoły za uwiedzenie nastolatka, a w domu ciężarnej siostry usiłuje uwieść jej męża. Kończącą sztukę scenę gwałtu cenzor sugerował przedstawić jako coś, co nie wydarzyło się naprawdę, ale było wymysłem bohaterki.

 

Nieugięci Kazan i Williams ostatecznie postawili na swoim. Na etapie montażu musieli jednak ustąpić – na żądanie katolickiej organizacji Legion of Decency film został pozbawiony najmocniejszych scen, a i tak powszechnie uznano, że jest niemoralny, dekadencki, wulgarny i grzeszny. Dopiero w 1993 roku przywrócono do „Tramwaju…” wcześniej wycięte fragmenty, łącznie pięć minut. Nawet dziś oglądany w tej wersji wywiera mocne wrażenie.

Dracula (USA 1931, reż. Tod Browning)

Carl Laemmle, syn właściciela Universal Pictures, musiał stoczyć z ojcem długą walkę, by „Dracula” został nakręcony. Projekt od początku budził obawy, sam Laemmle zanotował na scenariuszu: „Dracula ma lecieć tylko na kobiety, nie na mężczyzn”. Potencjalne homoseksualne skłonności wampira-arystokraty zostały wyeliminowane, ale to nie zapobiegło protestom widzów. To „coś w najwyższym stopniu potwornego”, pokazany wrażliwym dzieciom i „zgnębionym przez zły los dorosłym” wyrządza im „nieskończenie wiele krzywd” – pisano.

 

Horror nie dostał wprawdzie zakazu rozpowszechniania, ale na przykład w Massachussets wycięto z niego dwie sceny: tę, w której pokazany jest fragment szkieletu w trumnie i tę, gdy z dziecięcej trumienki wypełza owad. Uzasadnienie takiej ingerencji trudno dziś zrozumieć. Brzmiało: „żeby można było ten film oglądać w niedzielę”.

Porozmawiajmy o kobietach (USA 1971, reż. Mike Nichols)

Dwaj dawni koledzy z akademika, jeden nieśmiały wrażliwiec, drugi podrywacz-mizoginista (w tych rolach Art Garfunkel i Jack Nicholson) opowiadają sobie o burzliwych związkach z kobietami. Oklaskiwany przez krytyków, uznany za jeden z 10 najlepszych w 1971 roku, film miał też swoich zagorzałych przeciwników. W Albany w stanie Georgia właściciel wyświetlającego go kina został aresztowany za rozpowszechnianie obscenów, a potem skazany na roczny nadzór prokuratorski.

 

Wskutek apelacji wyrok jednak uchylono, uzasadniając, że choć tematem „Porozmawiajmy o kobietach” jest seks, to kamera nie koncentruje się na ciałach aktorów i nie pokazuje narządów płciowych. Sporadycznie pokazywana nagość to za mało, by uznać film za obsceniczny w świetle amerykańskiego prawa.

„Wilk z Wall Street” (USA 2014, reż. Martin Scorsese)

Ocenzurowaniem filmu Martina Scorsese zajęła się telewizja Polsat, decydując się na jego wyemitowanie o godzinie 20.00. Wycięto m.in. scenę pierwszego seksu Jordana Belforta i Naomi Lapaglii, granych przez Leonardo DiCaprio i Margot Robbie, sceny seksu w firmie i na imprezach, homoseksualną orgię i nagą Margot Robbie. Sfery intymne zostały zblurowane.

 

Przekleństwa – a wyliczono, że słowo „fu*k” wypowiadane jest tu średnio co dwie minuty – w oryginale wyciszono i przetłumaczono na łagodniejsze wyrazy. Internet obiegł komentarz jednego z widzów, który sugerował, by wmontować tam jeszcze księdza na rowerze.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Uzależnienie od seksu
iStock

Portale randkowe, seksczaty, Tinder – coraz częściej „używamy” seksu, zamiast szukać prawdziwej bliskości

Seks jest wszędzie. Nie trzeba już nawet wychodzić z domu. W internecie znajdziemy sto możliwości, żeby zaspokajać fantazje i pragnienia. Istnieje jedno ryzyko: że się uzależnimy i przegapimy miłość, związek, życie.
Magdalena Felis
31.07.2020

Uzależnienie od seksu to coraz powszechniejszy problem, ale wciąż mówienie o nim budzi złośliwe uśmieszki. Myślimy, że to tylko wymówka, usprawiedliwienie zdrady, oznaka słabości. Czasem nawet zazdrościmy – „ten to prowadzi ciekawe życie!”, ale prawda jest taka, że seks jako budząca silne emocje przyjemność, może stać się używką. I jak każda używka powoli, krok po kroku będzie nam odbierał radość życia, ograniczał wolność, zamiast tworzyć więzi – odsuwał od bliskich. O uzależnieniu od seksu rozmawiamy z Dorotą Biały, psychoterapeutką i coachem, która przez lata pracowała w korporacjach, zajmowała się też ofiarami przemocy wobec kobiet oraz z Mikołajem Czyżem, psychoterapeutą pracującym z parami i rodzinami.  Magdalena Felis „Uroda Życia”: Czy istnieje uzależnienie od seksu? I jak je odróżnić od rozrywkowego stylu życia, w którym zdarzają się erotyczne przygody? Dorota Biały: Seks i stan upojenia z nim związany, podobnie jak hazard, narkotyki czy alkohol, w pewnych warunkach staje się „używką”. Psycholodzy mówią o uzależnieniu od seksu, kiedy komuś potrzebna jest pomoc w odzyskaniu kontroli nad własnym życiem. W takiej sytuacji seks bywa wyłącznie obietnicą czegoś. Bliskości? Ekstazy? Może władzy? Na pewno czegoś, do czego ten człowiek na co dzień nie ma dostępu.  Kiedy tak się dzieje? DB: Taki człowiek tęskni do jakiegoś stanu, czegoś pragnie, ma jakieś potrzeby, np. bliskości, ale ze względu na wychowanie, konflikt wewnętrzny, obowiązujące reguły czy własne ograniczenia nie może sobie tego zapewnić. Jednocześnie bardzo pragnie być w bliskiej relacji z drugą osobą, ale tego nie potrafi. Wówczas zaczyna używać do tego seksu, coraz częściej i intensywniej. Paradoks polega na tym, że właśnie „używając”...

Czytaj dalej
Przyjaźń w czasach Facebooka i Instagrama
Adobe Stock

Czy przyjaźń w czasach Instagrama i Facebooka jest „jakaś inna”?

Popularność naszych postów, ilość lajków i serduszek daje nam poczucie, że jesteśmy lubiani, że inni się nam interesują i nas doceniają. Ale czy jest tak naprawdę? I czy takie poczucie wspólnoty może zastąpić prawdziwą przyjaźń?
Grzegorz Kapla
31.07.2020

Sprawy, z którymi kiedyś dzwoniliśmy do bliskich, teraz lokujemy w internecie. Zwierzenia zastępujemy mailami. O to jak wygląda teraz przyjaźń i czy w dobie mediów społecznościowych ta tradycyjna jest nam w ogóle potrzebna, pytamy psychoterapeutkę Izę Falkowską-Tyliszcza z Zespołu Pomocy Psychoterapeutycznej. Grzegorz Kapla „Uroda Życia” : Redefiniujemy pojęcia patriotyzmu, wiary, rodziny, w szkołach coraz mniej klas, w których wszystkie dzieci są z rodzin trwających przy sobie długo i szczęśliwie. Wszystko się zmienia. A co z przyjaźnią? Bo wydaje się, że wciąż potrzebna jest nam w życiu bezgraniczna akceptacja. Kto nam da taki komfort, jeśli nie przyjaciele?  Iza Falkowska-Tyliszczak:  Tak pan uważa? Wyobrażenie, że możemy być akceptowani stuprocentowo, zarówno w miłości, jak i w przyjaźni, jest nierealistyczne, bo taki wyjątkowy rodzaj zaangażowania jest możliwy tylko w jednej relacji: pomiędzy matką a niemowlęciem do trzeciego miesiąca życia. Potem nie ma już takiej sytuacji, żebyśmy byli przez drugiego człowieka akceptowani bezgranicznie.  Kultura masowa, choć o miłości po grób mówi jedynie w bajkach, wciąż utrzymuje nas w przekonaniu że przyjaźń rozwija się wedle zasady: jeden za wszystkich, a wszyscy za jednego. I że trwa bez końca.   Zacznijmy od źródłosłowu. Przyjaźń w naszym języku ma wyjątkowo trafne konotacje. Oznacza bycie przy czyjejś jaźni. A więc niesie w sobie otwartość na zaangażowane, na akceptujące i aktywne poznawanie drugiej osoby. Rzeczywiście przyjaźń może trwać długo. Takie przyjaźnie są szczególnie cenne, ponieważ ludzie, którzy znają nas długo, stają się świadkami naszego istnienia. W dzisiejszym świecie przywykliśmy zaznaczać naszą obecność za pomocą...

Czytaj dalej
cate blanchet
Fot. east news

Cate Blanchett: nawet wielka kariera nie zniszczyła jej małżeństwa

Takich aktorek nie ma już wiele. Cate Blanchett to gwiazda, która świeci tylko na ekranie. Poza nim jest matką czworga dzieci i żoną, której mąż zagroził rozwodem, jeśli zrobi sobie operację plastyczną.
Magdalena Żakowska
30.07.2020

Nie doczekamy się skandalu z jej udziałem. Nie będzie sesji zdjęciowych w otoczeniu rodziny ani głośnego romansu z kolegą z planu filmowego. Wielkość Cate Blanchett zawdzięcza tylko i wyłącznie swoim kreacjom aktorskim. To jedna z ostatnich gwiazd – obok Meryl Streep, czy Jessiki Lange – dla których popularność jest pustym słowem. Potrafi za to zagrać wszystko: od władczyni elfów po Boba Dylana, wielkiego barda i postać jak najbardziej realną. Ostatnio zachwycała w serialu „ Mrs America”, w którym zagrała Phyllis Schlafly – gospodynię domową będącą jednocześnie guru amerykańskich konserwatystek. Za tę rolę została zresztą nominowana do tegorocznej nagrody Emmy , czyli telewizyjnych Oscarów (gala we wrześniu). Jest też współtwórczynią miniserialu „Bezpaństwowcy” (Netflix), którego akcja toczy się na pustyni, w australijskim obozie dla uchodźców. Woody Allen o jej obecność w obsadzie zabiegał osiem lat: „W przypadku wielkich aktorek talent to dużo więcej niż niezawodny warsztat. To naturalny dar bycia przed kamerą. Nie da się tego ubrać w słowa. Znam dwie aktorki, które posiadają ten dar: Meryl Streep i Cate Blanchett. I tak się składa, że pracowałem z obiema!”. Inny wielki reżyser David Fincher wstrzymał o rok produkcję „Ciekawego przypadku Benjamina Buttona”, bo Cate akurat nie mogła: „Kiedy zobaczyłem ją w roli Elżbiety, wiedziałem, że spotkanie z nią wzbogaci mnie jako artystę. To najbardziej błyskotliwa aktorka, z jaką miałem okazję pracować”. Judy Dench uzależniła od niej swój udział w filmie „Notatki o skandalu”: „Cate była gwarancją, że historia, o której opowiada ten film, nie stoczy się w tani melodramat”. Cate Blanchett: Po pierwsze: rodzina Wśród gwiazd Hollywood...

Czytaj dalej