Od „Janosika” po „Grace i Frankie” – 10 ulubionych seriali Katarzyny Zielińskiej
Katarzyna Zielińska / Archiwum prywatne

Od „Janosika” po „Grace i Frankie” – 10 ulubionych seriali Katarzyny Zielińskiej

Jeden z nich sprawił, że postanowiła zostać aktorką, przy muzyce innego szła do ślubu, jeszcze inny pozwolił z optymizmem spojrzeć w przyszłość. Katarzyna Zielińska opowiada o ulubionych serialach.
Anna Zaleska
28.07.2020

Zawsze gdy wracam z teatru czy z planu zdjęciowego, a dzieci już śpią, robię sobie herbatę z melisą i z ogromną przyjemnością oglądam seriale. Nawet do późnych godzin nocnych”, opowiada aktorka i producentka Katarzyna Zielińska. Wśród jej ulubionych seriali są takie, które szczególnie mocno zapisały się w jej życiu. Jeden sprawił, że zapragnęła być aktorką, przy muzyce innego szła do ślubu, jeszcze inny oglądała, będąc w ciąży z pierwszym synkiem, utwierdzał ją bowiem w przekonaniu, że dla kobiet nie ma rzeczy niemożliwych. Posłuchajcie jej opowieści:

***

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Grace i Frankie”

Dla mnie absolutny numer jeden. Ten komediowy serial opowiadający o czwórce przyjaciół po 60., którzy przeżywają drugą młodość, wciągnął mnie i poruszył. Pokazuje, że życie w każdym okresie może być piękne, każdy czas jest dobry na naukę, na rozwój, na przyjaźń, na miłość, a starszych ludzi nie wolno spychać na margines. Oglądając „Grace i Frankie” sama zaczęłam myśleć: co z tego, że skończyłam czterdziestkę, przede mną kilkadziesiąt kolejnych fajnych lat, niesamowity czas, gdy dzieci będą dorastały, pojawią się wnuki…

Ale to też serial, który w komediowej formie porusza inne ważne społecznie tematy, takie jak akceptacja związków jednopłciowych, adopcja dzieci czy zapłodnienie in vitro. Patrząc zaś z perspektywy aktorki i producentki – to drugi fach, który mnie fascynuje i któremu chciałabym się poświęcić – widzę tu świetnie napisane dialogi i znakomitą obsadę. Jane Fonda, wiadomo, wspaniała aktorka. Ale Lily Tomlin grająca Frankie to moje absolutne odkrycie. Każdą z postaci kocha się, podziwia i jednocześnie za coś się jej nie znosi. Jak w życiu.

„Dom z papieru”

To drugi hit, który w tym roku zawładnął sercem moim i męża. Opowieść o grupie ośmiu przestępców napadających na mennicę państwową jest świetna pod względem dramaturgicznym i niezwykle wciągająca. Przewodzący im Profesor pokazuje, jak niesamowita jest ludzka inteligencja, jak każdego człowieka można rozpracować. Wątek sensacyjny jest na pierwszym planie, ale to też o opowieść o relacjach między ludźmi. Przyjaźń ma tu wiele twarzy, nie zawsze jest to jednoznaczna relacja, może się zrodzić choćby między zakładnikiem a przestępcą. „Dom z papieru” pokazuje to w przepiękny sposób, wiele razy popłakałam się przed ekranem.

W ogóle wszystko zostało tu doskonale wymyślone, począwszy od maski Salvadora Dalego, która jest symbolem serialu, po świetną muzykę z utworem „Bella Ciao” na czele, po rewelacyjną obsadę. Młodzi, niezwykle utalentowani ludzie podbili cały świat dzięki rolom w „Domu z papieru”. Bardzo czekam na dalszy ciąg, niestety produkcja 5. sezonu została zawieszona ze względu na pandemię.

„Janosik”

Pierwszy serial, który mocno zapisał się w moim życiu. Przepiękny, z Markiem Perepeczko w roli zbója z Pienin, który walczy w dobrej sprawie, stając w obronie uciśnionych chłopów. Zagrała tam plejada wspaniałych aktorów: Ewa Lemańska jako Maryna, Bogusz Bilewski, Witold Pyrkosz, Marian Kociniak, Mieczysław Czechowicz, Władysław Kowalski… Fascynowałam się nimi od najmłodszych lat i dzięki nim tak pokochałam zawód aktora.

W dzieciństwie oczywiście bawiliśmy się w Janosika, ja byłam takim trochę podwórkowym zbójem, więc dobrze się w to wpisywałam. A serial zapadł mi w serce tak mocno, że gdy wychodziłam za mąż, mój tata wprowadzał mnie do kościoła przy motywie muzycznym z „Janosika”. Ksiądz się na to zgodził, wiedząc, że i ja, i mój mąż pochodzimy z gór.

„Niewolnica Isaura”, „Dynastia” i „Północ Południe”

Wymieniam te seriale razem, bo wszystkie były symbolem Polski lat 80., która powoli zaczęła otwierać się na świat. Pamiętam, że środa godzina dwudziesta to było święto dla naszej rodziny – siadaliśmy z mamą, tatą i siostrą oglądać „Dynastię”. Do dziś potrafię wyrecytować listę castingową: John James, Linda Evans, Pamela Sue Martin… Wtedy zakochałam się w amerykańskich aktorach, nagrywałam kolejne odcinki na kasetach VHS i przyglądałam się temu, jak grają.

Jako mała dziewczynka wyliczałam też, ile zrobienie takiego serialu mogłoby kosztować. Teraz śmieję się, że na nie patrzyłam nie tylko jako przyszła aktorka, ale też producentka. Pamiętam, przeczytałam gdzieś, że na potrzeby serialu „Północ Południe” – opowieści o przyjaźni dwóch rodzin: przemysłowców z Północy i plantatorów z Południa – uszyto ponad 8700 kostiumów z epoki. Każda z aktorek miała po 30 kostiumów! Dla dziewczynki z małego miasteczka to było coś niewyobrażalnego!

„Trawka”

Gdy byłam w ciąży z małym Henryczkiem, niesamowicie byłam nakręcona tym serialem. Pozostawiał mnie z poczuciem, że kobiety mogą zawojować świat. To opowieść o mieszkance amerykańskiego przedmieścia, która po śmierci męża podejmuje się nowej pracy – zaczyna sprzedawać marihuanę. W nieco kontrowersyjny sposób pokazuje się tu, ile granic człowiek jest w stanie przekroczyć z miłości do swoich dzieci. Mary-Louise Parker jest świetna jako Nancy Botwin, fajnie wymyśliła sobie tę rolę. Nieustająco kombinuje i zawsze chodzi z papierowym kubkiem lemoniady w dłoni. Wszystko, co robi, jest z jednej strony sprzeczne z prawem, ale z drugiej widzimy matkę, która nie chce, by dzieci w najmniejszym stopniu odczuły brak ojca czy brak pieniędzy.

Niskobudżetowa produkcja zdobyła mnóstwo nagród, nominacji i gwiazdek krytyków. Miała wiele sezonów, niestety w siódmym jej twórcy trochę się chyba pogubili. Wtedy uznałam, że na tym etapie zakończę oglądanie, by dobrze „Trawkę” wspominać.

„Breaking Bad”

Bardzo poruszający serial o tym, ile człowiek ma w sobie siły i że jest w stanie przenosić góry, jeśli ma dla kogo żyć. Nauczyciel chemii, człowiek z pasją, bardzo poważany przez uczniów, uczciwy, oddany rodzinie dowiedziawszy się, że ma raka i zostało mu kilka miesięcy życia, postanawia zająć się produkcją metamfetaminy, by po jego śmierci rodzina nie została bez grosza.

Serial zrobiony jest z dużym rozmachem – rozbudowana fabuła, od początku do końca przemyślana konstrukcja, akcje godne największych kinowych hitów, niesamowite przestrzenie, no i genialne aktorstwo, z Bryanem Cranstonem w roli Waltera White'a na czele. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, co ten serial mówi o człowieku – że gdy ktoś zejdzie na złą drogę, zawsze trzeba zapytać dlaczego, poznać motywację, wysłuchać go. Wiele łez przy „Breaking Bad” wylałam. Mąż zawsze się dziwił: ile ty możesz płakać przy tym serialu?

„Przyjaciele”

Kultowa rzecz o codziennym życiu grupy przyjaciół, o prawdziwym świecie. Monica w pierwszym odcinku wita zresztą Rachel słowami: witaj w prawdziwym świecie, pokochasz to. Niby niewiele się tu dzieje, nie ma specjalnej dramaturgii, a wśród 240 odcinków nie ma jednego słabego! „Przyjaciele” pięknie pokazują lata 90., świetnie napisane są dialogi, aktorzy zostali doskonale skastingowani. Bardzo podoba mi się też psychologiczny zarys postaci.

Przyznam jednak, że gdy usłyszałam, że kręcone są teraz kolejne odcinki, to nie wiem, czy chciałabym je obejrzeć. Po co? Historia została zamknięta i ja nie potrzebuję ciągu dalszego. To, co powstało 20 lat temu, można oglądać bez końca. Ta opowieść o przyjaźni wciąż pozostaje niezwykle aktualna. Może teraz, gdy tak wiele kontaktów międzyludzkich przenosi się do sieci, jest nawet bardziej potrzebna niż kiedykolwiek.

„Seks w wielkim mieście”

Oglądałam ten serial głównie pod kątem dialogów, miałyśmy nawet z koleżankami notes, w którym zapisywałyśmy sobie najcelniejsze cytaty. Na przykład: „Faceci boją się kobiet sukcesu. Jeśli chcesz kogoś złapać, siedź cicho i graj według reguł”. Albo: „Przeszłość jest jak kotwica, która trzyma nas w miejscu. Trzeba zapomnieć o tym, kim się było, by stać się kimś, kim się będzie”. I jeszcze: „Żywot samotnej kobiety nie jest łatwy, dlatego trzeba mieć wyjątkowe buty, żeby radośnie kroczyć przez życie”. Ta ostatnia myśl często towarzyszyła mi w życiu.

Miałam taki czas, gdy mieszkałam w Krakowie i czułam się bardzo samotna. Gdy wtedy chodziłam ulicami i było mi bardzo źle, myślałam sobie, że muszę mieć wyjątkowe buty, by radośnie kroczyć przez życie (śmiech). Ale generalnie dziewczyny z „Seksu w wielkim mieście” były raczej przeciwieństwem mojej natury. Ja nie byłam ani tak przebojowa, ani tak wyzwolona. Pochodzę z małego miasta, z rodziny o raczej konserwatywnych zasadach. Oglądałam więc ten serial na zasadzie: to jest życie, którego nie znam, ale bardzo mnie bawił i trochę dodawał odwagi. Pokazywał, że czasem trzeba tupnąć nogą albo powiedzieć: świecie, ja sobie z tobą poradzę.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Friends
Mat.prasowe

Najlepszy serial na pandemię – wiemy, kto jest zwycięzcą rankingu!

Na stres, strach, nerwy i złość najlepszy będzie dobry przyjaciel. A raczej – szóstka „Przyjaciół”: kultowy sitcom właśnie wygrał kolejny ranking, tym razem na najlepszy serial w pandemii.
Sylwia Arlak
27.05.2020

Ankieta przeprowadzona przez stację CableTV.com ujawniła, co amerykańscy widzowie oglądają najchętniej podczas ostatnich nerwowych tygodni. Zdziwienia nie było: przodują seriale, a szczególnie jeden z nich, opowiadający o szóstce „Przyjaciół” z Nowego Jorku. „Przyjaciele” znowu na szczycie Kultowy sitcom „Przyjaciele” to zdecydowany faworyt wśród seriali, najczęściej oglądany aż w 11 stanach. Wsiedmiu z 10 najbardziej zaludnionych (takich, jak Kalifornia, Teksas, Floryda, Nowy Jork, Karolina Północna, Georgia i Ohio) zajął pierwsze miejsce równolegle z „NCIS”, amerykańskim serial em kryminalnym produkowany od 2003 roku, opowiadającym o losach członków rządowej agencji Naval Criminal Investigative Service. W ubiegłym roku premierę miał 17. sezon serialu, a stacja CBS już ogłosiła przedłużenie serii na kolejny sezon. Drugie miejsce zajął animowany serial dla dorosłych „Rick i Morty”. To najchętniej oglądana produkcja w czterech stanach: Alaska, Arizona, Kolorado i Nevada. Zarówno krytycy, jak i widzowie są zdania, że pobudza ona wyobraźnię i uczy autoironii. Aktualnie możemy oglądać nowe odcinki czwartego sezonu serialu. Ciekawe jest to, że niektóre stany oglądają seriale, na których akcja rozgrywa się… na innych lokalnych obszarach. Przykład? Serial „Breaking Bad”, który związany jest z Nowym Meksykiem. Missouri pokochało serial „Ozark”, a Illinois —„Chicago P.D.”. Ostatnia produkcja jest też niezwykle popularna w Pensylwanii. A co w Polsce? Choć w Polsce nikt nie robił podobnych badań, wiemy, że w czasie pandemii i my chętnie zasiadamy przed telewizorem. Jak wynika z sondy „Czas wolny Polaków podczas koronawirusa” przeprowadzonej przez serwis...

Czytaj dalej
Mat. prasowe

„Irlandczyk”, „Roma”, „Historia małżeńska” – zobacz najlepsze filmy oryginalne Netflixa!

Netflix kojarzy się głównie z bogatą biblioteką seriali. Ale w ostatnich latach na platformie pojawiło się kilka udanych filmów oryginalnych. Aż cztery z nich stanęły do wyścigu po Oscary i wygrały niejedną statuetkę.
Sylwia Arlak
22.07.2020

Kino gangsterskie, horror, dramat, historia. Widzowie, którzy nie lubią (albo nie mogą sobie pozwolić) na długie serialowe seanse, znajdą dla siebie na Netfliksie także udane propozycje filmowe. Te, które dziś polecamy to oryginalne produkcje.   „Irlandczyk” W swoim ostatnim dziele Martin Scorsese powrócił do kina gangsterskiego i zatrudnił największe gwiazdy gatunku, znanych dobrze m.in. z „Chłopców z ferajny”: Roberta De Niro, Ala Pacino i Joe Pesciego. Ten trzeci odrzucił podobno ofertę współpracy… 50 (!) razy. Ale Scorsese był nieugięty. „Irlandczyk” opowiada prawdziwą historię Franka, płatnego zabójcy, który współpracował z mafią. Tuż przed śmiercią przyznaje się do zabicia amerykańskiego przywódcy związkowego Jimmy'ego Hoffy (postać autentyczna). Twierdzi też, że wie, kto zabił prezydenta Johna F. Kennedy'ego. Film, który opowiada o kulisach przestępczej „kariery” Franka, okazał się jednak wielkim przegranym tegorocznym Oscarów. Dziesięć nominacji i ani jednej statuetki na koncie. Ale nawet jeśli nie jest to najlepszy film w dorobku Scorsese, to i tak warto poświęcić trzy i pół godziny z życia na powrót do kina sprzed lat.   „Historia małżeńska” Scorsese nazwał Adama Drivera „najzdolniejszym aktorem młodego pokolenia”. Scarlett Johansson oglądaliśmy w ostatnich latach głównie w superprodukcjach. Tymczasem wielu widzów najbardziej przekonuje w rolach „zwykłych kobiet” z problemami. Tak jest w „Historii małżeńskiej” Noaha Baumbacha, gdzie oboje pokazali pełnię swoich możliwości. Małżeństwo Nicole i Charliego zaczyna rozpadać się po dziesięciu latach wspólnego życia. Choć para wciąż żywi do siebie silne uczucia, do głosu...

Czytaj dalej
Fot. Marta Surovy

Paulina Przybysz i jej ulubione filmy i seriale o kobietach niepokornych

„Tinę” po raz pierwszy obejrzałam, gdy byłam dziewczynką. Mam wrażenie, że za wcześnie. Ale z drugiej strony zostało we mnie wyczulenie na temat przemocy i nierówności, które zdaje się chronić i ostrzegać – mówi Paulina Przybysz. Jakie jeszcze filmy i seriale o kobietach niepokornych zostały w niej na całe życie?
Anna Zaleska
20.10.2020

Koncert Pauliny Przybysz „Music. The Superpower” 24 października uświetni galę zamknięcia tegorocznej edycji festiwalu Tofifest. Kujawy i Pomorze. Autorski koncert artystki zainspirowało kino i twórczość jej ulubionych artystów. Ze sceny na toruńskich Jordankach będzie można  usłyszeć utwory między innymi Etty James, Johna Lennona i Joy Division. Gościnnie wystąpi Stanisław Sojka. A że motywem przewodnim 18. MFF Tofifest jest kino niepokorne, pytamy Paulinę Przybysz o jej ulubione filmy i ulubione niepokorne bohaterki. „Tina” reż. Brian Gibson (1993 r.) Przygotowując koncert na finał Tofifest, oglądałam wiele filmów biograficznych i po raz kolejny zobaczyłam „Tinę”. To wstrząsająca, bardzo gorzka historia o życiu genialnej artystki, jej drodze na szczyt, a zarazem o pełnym przemocy związku. Jej pierwszy mąż Ike był mężczyzną niestabilnym emocjonalnie, przemocowym, o wielkim ego. Zazdrosnym o jej talent i sukcesy. Im bardziej Tina Turner szła do przodu, tym gorzej on sam się czuł i tym bardziej się nad nią znęcał. Nadchodzi jednak moment, w którym Tina wychodzi z pozycji ofiary, zupełnie dosłownie oddaje Ikowi i zaczyna brać los w swoje ręce. Wygląda to tak, jakby przez cały czas trwania tego związku zbierała w sobie siłę, zrozumienie i empatyczność dla samej siebie. Po raz pierwszy obejrzałam ten film, gdy byłam dziewczynką. Mam wrażenie, że za wcześnie. Ale z drugiej strony zostało we mnie wyczulenie na temat przemocy i nierówności, które zdaje się chronić i ostrzegać” .   „Matylda”, reż. Danny DeVito (1996 r.) Z tym filmem łączy się piękne wspomnienie. Z rodzicami i siostrą wszystkie wakacje spędzaliśmy pływając żaglówką po Mazurach. Kiedyś w Rynie postanowiliśmy pójść do kina. To było kino stare, studyjne. Jego właściciel, gdy sam...

Czytaj dalej
Unorthodox Shira Haas
mat. prasowe

Po roli w serialu „Unorthodox” Shira Haas stała się gwiazdą

W „Unorthodox” widzowie pokochali ją jako Esty, która ucieka z chasydzkiej rodziny, by odnaleźć siebie. To jedna z najlepiej ocenianych ról w historii Netflixa!
Anna Zaleska
23.04.2020

Dwudziestoczteroletnia aktorka, mieszkająca na co dzień w Tel Avivie, pochodzi z rodziny, która ma mieszane węgierskie, czeskie i polskie korzenie. Jej dziadek był więźniem obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Z 86-letnią babcią, bardzo jej bliską, każdego roku obchodzi Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu, w Izraelu przypadający 21 kwietnia. W tym roku rodzina była razem przez media społecznościowe. Shira pisała na Instagramie: „Dzisiaj jest Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Moja babcia, miłość mojego życia, która przeżyła Holokaust, jest w kwarantannie, bez rodziny. Zdzwaniamy się wszyscy razem na Zoomie, by nawet w czasach korony, zwłaszcza w tym dniu, babcia nigdy nie była sama. Nigdy nie zapomnimy. Zawsze będziemy pamiętać”. Polskie korzenie Shiry Rodzice Shiry Haas urodzili się w Izraelu, ona również. Gdy miała rok, zamieszkali w Hod HaSharon i tam przyszła aktorka spędziła dzieciństwo. Trudno w tym przypadku napisać beztroskie dzieciństwo, bo w wieku trzech lat zachorowała na raka nerki i przeszła serię ciężkich zabiegów. Była 16-letnią studentką uczęszczającą do szkoły artystycznej Thelma Yellin High School of the Arts – gdzie miała zajęcia z muzyki klasycznej, teatru, tańca, filmu i jazzu – gdy na Facebooku otrzymała wiadomość od słynnego reżysera castingu z zaproszeniem na przesłuchanie. „Nie miałam wtedy agenta, byłam mało zorientowana w tym wszystkim. A on napisał do mnie coś w stylu: Cześć, przepraszam, że w ten sposób, ale szukamy aktorki do filmu, może przyjdziesz na przesłuchania? Widzę, że chodzisz na zajęcia teatralne. Nie jestem zboczeńcem, to moja praca”. Tak dostała swoją pierwszą rolę – w izraelskim dramacie „Królewna”, za którą była nominowana do nagrody OFIR, zwanej potocznie izraelskim Oscarem. W kolejnych ośmiu latach nie...

Czytaj dalej