Iza Kuna i Renata Dancewicz – o przyjaźni, która je wzmacnia i trwa już 30 lat!
fot. Paulina Holtz

Iza Kuna i Renata Dancewicz – o przyjaźni, która je wzmacnia i trwa już 30 lat!

„Przyjaźń jest sportem dla twardzieli, szczególnie ta na długich dystansach. Lepiej ją uprawiać, niż o niej gadać” – żartują aktorki.
Magdalena Żakowska
21.05.2020

Są sobie najbliższe na świecie, a jednak kompletnie różne. Iza, aktorka całą sobą. Renata najchętniej cofnęłaby się w czasie i wybrała inny zawód. Iza, punktualna. Kiedy przychodzi na wywiad, już od drzwi rzuca: „Aha, wiedziałam, że tak będzie.” Renata przychodzi 10 minut później, prosto z treningu crossfitu, na piechotę, bo „pogoda taka piękna”.

Iza: Spóźniona, oczywiście.

Renata: Kuna, nie dramatyzuj. 

Magdalena Żakowska: Mówisz do Izy „Kuna”?

Renata: Albo Kunegunda, albo Hildegarda.

A ty, Iza, jak mówisz do Renaty?

Iza: Renate.

30 lat razem. Czy przyjaźń trzeba pielęgnować podobnie jak związek?

Iza: Jeśli pielęgnujemy naszą przyjaźń, to mimochodem. 

Renata: Mnie nie interesuje praca nad związkiem, bo pracuję w pracy. Zresztą na czym to by miało polegać?

Gdyby wasza przyjaźń przeżywała kryzys, zdecydowałybyście się na wspólną terapię? 

Renata: Ja się na terapię nie nadaję, to nie dla mnie. 

Iza: Bo ty nigdy terapii nie potrzebowałaś. Ja potrzebowałam, poszłam i mnie akurat pomogło. Chociaż, jak obserwuję znajomych, którzy chodzą na trzy różne rodzaje terapii równolegle – w związku, grupową, indywidualną – to wiem, co Renata ma na myśli. 

Renata: Bo terapia często polega na zaspokajaniu i karmieniu swojego narcyzmu. Ja wolę iść do wróżki.

Iza: Ja też chodzę do wróżki, ale łączę to z terapią. 

Iza Kuna, Renata Dancewicz
fot. Paulina Holtz

Czy wasza przyjaźń przechodziła przez te 30 lat etapy porównywalne do tych w związku? 

Renata: Masz na myśli kryzysy? Nie przypominam sobie nic monumentalnego, raczej jakieś mikrourazy. Ale ja jestem ogólnie mało spostrzegawcza. 

Genialna przyjaciółka

Wiem, że obie uwielbiacie „Genialną przyjaciółkę” Eleny Ferrante. Która z was przeczytała ją pierwsza?

Iza: Moim zdaniem ja.

Renata: Twoim zdaniem ty zawsze jesteś pierwsza. Ja nie pamiętam. Wydaje mi się, że czytałyśmy ją równolegle. 

Iza: To prawda, ale ja ci pożyczałam kolejne części. 

To dla was ważna książka?

Renata: To jest książka objawienie. Czyta się ją tak łatwo, że wydaje się, że to nie może być wielka literatura. A jest.

Opowiada o trudnej przyjaźni, toksycznej, w której niewiele jest szczerej relacji, a dużo rozczarowań, pretensji, zazdrości…

Renata: Bo na dłuższą metę, kiedy się z kimś przyjaźnisz przez kilka dekad, bywa trudno. Raz jedna strona jest tą szczęśliwszą, spełnioną, a raz druga. Uważam, że w przyjaźni trzeba być wymagającym, ale też trzeba mieć dużo pobłażliwości i zrozumienia. Empatia jest chyba w przyjaźni kluczowa. Ale czy przyjaźń Eleny i Lily jest toksyczna? Moim zdaniem nie, jest szczera. Obie miały trudne życie i mimo wszystkich przeciwności nigdy się nie rozstały, brnęły przez przyjaźń do końca. 

Wy też macie poczucie, że przez przyjaźń trzeba „brnąć”?

Renata: O przyjaźni trudno jest mówić, żeby nie popaść w banał. A już szczególnie w gazecie. 

Iza: Tak samo jest z miłością. 

Renata: I z seksem. 

Iza: Potrzebujemy mieć kogoś bliskiego. Każda kolejna koleżanka z placu zabaw, szkolnej ławki, akademika wydaje ci się tą przyjaciółką na śmierć i życie. Ale to się niesłychanie rzadko zdarza. Gdzieś po drodze gubimy te bliskie nam osoby. My się z Renatą poznałyśmy dopiero na egzaminach wstępnych w łódzkiej filmówce. Renata była po mojej matce pierwszą kobietą, którą się kompletnie zafascynowałam. Bo paradoksalnie, chociaż jesteśmy z podobnych miast, podobnych bloków, pokoi i rodzin, to byłyśmy zupełnie inne.

Co to znaczy inne?

Iza: Ja miałam na egzaminie dżinsową spódniczkę, białą bluzkę z bufkami i długie włosy spięte kokardą. Renata miała długie rozpuszczone czarne włosy, prochowiec i paliła papierosa. Wszystkim rzucała się w oczy, była piękna po prostu. Zawsze kręcili się obok niej chłopcy. Bardzo mi to imponowało. 

Renata: A na egzaminach byłam tak zestresowana, że nic z tego nie pamiętam. Jestem starsza od Izy o rok i studiowałam wcześniej w Warszawie prawo. Na ogłoszenie wyników egzaminów jechałam do filmówki z Warszawy pociągiem i oczywiście się spóźniłam. Było już pusto, na korytarzu siedziała tylko Iza. Była tą osobą, która powiedziała mi, że się dostałam. Nie pamiętam, jak Iza była ubrana, tylko ją samą, od razu zrozumiałam, że jest osobą wielkoduszną, ciekawą świata i inteligentną. I tak mi weszła w krwiobieg, że do tej pory płynie w moich żyłach.  

Przyjaźń od pierwszego wejrzenia?

Renata: Tak. Od tego momentu trzymałyśmy się razem.  

Iza Kuna, Renata Dancewicz
fot. Paulina Holtz

O karierze nie rozmawiamy

A potem Iza została w szkole, a Renata z niej wyleciała…

Iza: Wyleciała, ale robiła jeden film po drugim i bardzo szybko stała się sławna. Krążą takie legendy, że aktorzy, aktorki się nie przyjaźnią, że każdy traktuje każdego jak konkurencję. Bzdura. Kiedy byłam na pierwszym roku studiów i mój kolega Bartek Topa zagrał w „Zakładzie” Teresy Kotlarczyk, to czułam się tak dumna, jakbym to ja sama zagrała w tym filmie. Jasne, że jak skończyłam szkołę, to marzyłam tylko o tym, żeby grać w filmach, a nie grałam. Ale kiedy Renata przychodziła do mnie po swoich zdjęciach, to czułam dokładnie to samo, co wtedy z Bartkiem Topą. Byłam dumna, że jest moją przyjaciółką: oto osoba, którą znam, która jest mi bliska i robi tak zawrotną karierę. Moja prywatna frustracja w tamtym czasie nie miała żadnego przełożenia na naszą relację. I to nigdy chyba nie był dla nas temat. Rozmawiamy o dzieciach, mężczyznach, kinie, książkach, wszystkim, ale o naszych karierach akurat nie.

Renata: Ja nie jestem osobą, z którą da się rozmawiać o karierze. 

A gdyby było odwrotnie? Gdyby to Iza pierwsza zaczęła grać w filmach?

Renata: Nie wiem, jakbym to przyjęła. Ale gdyby Jan Machulski nie wyrzucił mnie ze szkoły, to w ogóle nie byłoby o czym gadać, bo pewnie nie zostałabym aktorką. Uruchomiła się wtedy we mnie silna motywacja negatywna. 

Jak to?

Renata: Postanowiłam, że im wszystkim pokażę, chodziłam na castingi i rzeczywiście dość szybko mi się udało. Zagrałam w paru filmach, ale nigdy się do tego nie przywiązywałam, nigdy się tym nie ekscytowałam ani nie traktowałam tego poważnie. 

To, że odniosłam tak zwany sukces, było dla mnie rekompensatą za to, że mnie wyrzucili, upokorzyli i popsuli mi życie towarzyskie.

Iza: Należał ci się ten sukces.

Renata: Tobie też. Wiedziałam, że to jest niesprawiedliwe, że ja gram, a ty nie. Bo jesteś zdolna i pracowita. Ale od początku wiedziałam, że ci się uda. Byłaś najciekawszą osobą na roku, wyróżniałaś się na naszym tle. Dziś, jak patrzę na Izę na scenie, w filmie, to siłą rzeczy myślę też o sobie jako o aktorce. Widzę swoje braki. To może być frustrujące, ale może być mobilizujące. Każda przyjaciółka odczuwa czasem zazdrość i to jest normalne, tylko pytanie, co się z tym robi. Czasem jedna z nas ma na przykład superokres w pracy i sercu, a druga ma doła i czuje się brzydka. 

Kiedy Renatę wyrzucono ze szkoły, wasze drogi na chwilę się rozeszły?

Renata: Na chwilę tak, na początku było mi ciężko. Iza też miała wtedy swoje zawirowania osobiste. Ale szybko wróciłyśmy na właściwe, wspólne tory.

Iza: Przeanalizowałam sprawę – to chyba rzeczywiście ty mi powiedziałaś pierwsza o Ferrante.

Renata: Tak mi się właśnie wydawało, że przeczytałam o niej w magazynie „Książki”. Ale nieważne. Po tylu latach wszystko nam się już miesza, przejmujemy od siebie nawet zapachy perfum, a potem przepraszamy się nawzajem za ściąganie. 

Iza: Pierwsza przeczytałaś pierwszy tom. Ale ja pierwsza skończyłam całość. Już możemy kontynuować rozmowę. 

Renata: Czyli jednak jesteś pierwsza…

Iza: Chciałam jeszcze dodać, że kiedy kilka lat po szkole Renata pomieszkiwała u mnie na Filtrowej, to byłam dumna, że trzyma u mnie swoje kapelusze… 

Renata: Iza zawsze była moją opoką i bazą. Wprowadzałam się do niej, jak mi nie szło w miłości i gdzie indziej i nie miałam gdzie mieszkać.

Iza: …sławna, śliczna i inteligentna. Zawsze dużo więcej czytała ode mnie i dużo lepiej orientowała się w świecie. Wygrałaby na luzie w „Milionerach”, zna słowa, o których nie słyszałam. To mi bardzo imponuje.

Renata: W przyjaźni nie chodzi o to, żeby się ścigać. Siłą rzeczy się do siebie upodabniamy. 

Widzicie na sobie ten proces?

Iza: Jako młoda dziewczyna miałam bardzo staroświeckie podejście do życia, które na wiele lat wiązało mi ręce. Chciałam wyjść z domu, zrobić coś szalonego, a nie mogłam, bo nie wypadało. Bałam się. W Renacie od początku podobało mi się, że ma w sobie wolność, że robi, co chce, nie licząc się z konsekwencjami. Też chciałam taka być i myślę, że dzisiaj już tak potrafię. Czy to znaczy, że się do siebie upodabniamy? Powiedziałabym raczej, że się od siebie uczymy. 

Ostatnio koleżanka powiedziała mi, że nie widziała się ze swoją przyjaciółką od miesiąca. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego. My się z Renatą widzimy bez przerwy i rozmawiamy ze sobą bez przerwy przez telefon. Jak się nie odzywa do mnie dwa dni z rzędu, to piszę jej SMS-a z pytaniem, czy zgubiła telefon. Od SMS-ów wolę jednak rozmowy, bo czasami nie trafiam w litery.

Renata: Ale za to wstawia dużo wykrzykników, bo jak już mówiłam, lubi dramatyzować. 

Iza Kuna, Renata Dancewicz
fot. Paulina Holtz

Macie jakieś granice w przyjaźni?

Renata: Na pewno mamy, chociaż nie rozmawiamy o nich i nie wiem nawet, czy są świadome. Kiedyś z wielką łatwością udzielałam Izie rad dotyczących wychowywania dzieci, ale od kiedy mam syna, to nie jestem już taka mądra. Mamy zupełnie inne podejście do wychowywania dzieci. Iza jest nadmatką, musi mieć cały czas swoje dzieci na widoku, a ja jestem niedomatką, często mi się czegoś nie chce i uważam, że wychowaniem dzieci nie ma się co tak przejmować. 

Iza: Ale w sprawie rad dotyczących dzieci Renata w ogóle się nie zmieniła! Nadal jest najmądrzejsza. Ma receptę na wszystko. 

Z drugiej strony w naszym związku to ja jestem tą stroną, która szuka, potrzebuje i oczekuje rad. Boję się podejmować decyzje i lubię, jak Renata mnie w nich wzmacnia. Mam do niej całkowite zaufanie. 

Renata: Ja jestem bardziej skryta. Jak spotyka mnie coś ważnego, złego czy dobrego, to muszę to najpierw sama przetrawić. No chyba że jest totalna katastrofa, to wtedy pędzę do Izy we łzach. 

Renata powiedziała kiedyś: „Uważam, że kobiety są źle wychowywane, bo rozbudza się ich kobiecość: bądź piękna, bądź atrakcyjna, a zaniedbuje część ludzką: bądź mądra, pewna siebie. Dziewczynki wychowuje się na kobiety, a nie na ludzi”. Czy wy nawzajem wzmacniacie w sobie swoją część ludzką? 

Renata: Myślę, że człowiek w kobiecie wzmacnia się z wiekiem. Nie wiem, czy tylko dlatego, że kobieta więdnie, czy też dlatego, że mądrzeje. 

Przyjaźń między kobietami też jest w jakimś sensie pielęgnowaniem tego, co babskie – kosmetyki, zabiegi, uzgadnianie światopoglądów, agressive shopping. Jeśli Iza waha się, czy coś sobie kupić, zawsze jej mówię: „Kup sobie, kiedy będziesz sobie kupować?”. Nie sztuka wydawać pieniądze, jak się je ma. A trzeba wiedzieć, że Kuna jest stworzeniem luksusowym. Mogłaby być wnuczką mojej babci Frani, która mawiała, że tanie mięso psi jedzą. 

Nie ma miłości bez zazdrości

Czego przyjaciółka przyjaciółce zrobić nie może?

Renata: Świństwa po prostu. Od razu przychodzą na myśl sprawy damsko-męskie. Ale to mamy z głowy, podobają się nam inni faceci.

Iza: To prawda, wspólnie nie podobał nam się nikt.

To znaczy?

Iza: Ja się od studiów beznadziejnie kochałam w Bartku Topie. Byłam z powodu tej miłości pośmiewiskiem całej szkoły. To było fatalne zauroczenie. Jak się domyślasz, nieodwzajemnione.

Renata: No więc ja się nie kochałam w Bartku. Kocham się w mężczyznach nieprzystojnych. Nie szukam też u mężczyzny poczucia bezpieczeństwa, raczej poczucia humoru, czegoś, co mnie wytrąca z rutyny. 

Wasi partnerzy nie są zazdrośni o waszą przyjaźń?

Renata: Nie, chociaż z Markiem [Modzelewskim, mężem Izy – red.] mieliśmy trudne początki.

Iza: Serio?

Renata: Nie pamiętasz? Zdarzały nam się awantury i moim zdaniem wybuchały właśnie na tle zazdrości. Marek ciężko przyjmował, kiedy Iza żartem mówiła mu, że jestem dla niej ważniejsza niż on. Jeśli te sprzeczki zdarzały nam się podczas imprez, to następnego dnia albo ja dzwoniłam do Marka, żeby go przeprosić, albo on do mnie.

Renata jest od ciebie ważniejsza niż mąż? 

Iza: Nasza przyjaźń to związek równoległy. Inny po prostu. Nie sypiamy ze sobą.

Renata: Jeszcze nie.

Iza: Renata była kiedyś u wróżki, która powiedziała jej, ile będzie żyła oraz ile będę żyła ja. I mówi mi: „Kurwa, Kuna, będę na twoim pogrzebie!”. Od kilku lat dużo myślę o śmierci i coraz częściej zastanawiam się, tak na serio, która z nas którą przeżyję, na czyim pogrzebie będę, a kto na moim. To mnie przygnębia. Nie mogę się z tym pogodzić.

Renata: A ja, jak myślę o śmierci, to się tylko zastanawiam czy alzheimer, czy rak. I to rzadko, nie mam jeszcze w sobie przestrzeni, żeby to na poważnie przerobić. Jestem trochę jak Woody Allen: „Śmierć? Wolałbym, żeby mnie przy tym nie było”. 

Iza: Ale mamy coraz mniej czasu.

Razem w podróży i na scenie

Renata: Kiedyś dużo razem podróżowałyśmy – na trzy tygodnie do Stanów albo do sanatorium w Busku-Zdroju. 

Iza: Dziś podróżujemy dużo mniej, imprezujemy też rzadziej. Ale jesteśmy ze sobą bez przerwy albo w pracy, albo w busie do pracy, albo w domu.

Jak to jest grać razem?

Renata: Strasznie!

Iza: Cudownie! 

Renata: Żartowałam.

Dlaczego cudownie?

Iza: Bo jesteśmy cały czas ze sobą. I nareszcie nikt nam nie przeszkadza. I zarabiamy razem.

Pożyczacie sobie nawzajem pieniądze?

Renata: No masz, notorycznie! Właśnie chciałam pożyczyć pięć stów. Uważam, że nasza relacja jest tak bliska, że jej pieniądze są trochę jak moje. 

Kiedy po raz pierwszy rozmawiałam z Izą, jakieś 10 lat temu, powiedziała mi, że Renata zastąpiła jej relację z ojcem, kiedy umarł.

Iza: Renata zastąpiła mi relację z wieloma osobami. Ale z tatą najbardziej, bo tata był mi najbliższą osobą, odwołuję się do niego, kiedy myślę o miłości, czułości, poczuciu bezpieczeństwa. 

Renata: Ja nie mam poczucia, że Iza zastąpiła mi relacje z kimś innym. Jak ją poznałam, to wszystko w niej i między nami wydawało mi się nowe. I generalnie traktowałam to nasze spotkanie, jako nowe otwarcie w swoim życiu. Gdyby wyprowadziła się teraz do innego kraju albo – nie daj Boże – umarła, to moje życie straciłoby mnóstwo sensu. 

Jak wyobrażacie sobie siebie za 20 lat?

Renata: Kiedyś pojechałyśmy razem do Sewilli i spacerując, zobaczyłyśmy przepiękny secesyjny hotel Alfonso XIII. Luksusowy, taki jak Iza lubi. 

Iza: Postanowiłyśmy, że to będzie kiedyś nasz dom spokojnej starości. 

Renata: Ale wiesz, że ostatnio myślę też o Sopocie? 

Iza: Bo Renata jest morsem. Za żadne pieniądze nie weszłabym z tobą do zimnej wody.

Renata: To może chociaż mnie popilnujesz, jak za 20 lat będę z balkonikiem wjeżdżała w morskie fale?

Iza: Mogę. Zostawiam was na chwilę, przyniosę ci smalec wegański, bardzo drogi!

Rozmowa z Izą Kuną i Renatą Dancewicz ukazała się w „Urodzie Życia” 4/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Iza Kuna
Robert Wolański

Izabela Kuna: „Chyba nie miałam pierwszego chłopaka”

„Ci pierwsi kończyli się, zanim się jeszcze zaczęli…”
Magdalena Żakowska
04.01.2019

Iza Kuna, jedna z najlepszych i najbardziej wszechstronnych polskich aktorek (m.in. „Wołyń”, „Pod mocnym aniołem”, „Lejdis”) w rozmowie z Magdaleną Żakowską mówi o samotnym macierzyństwie, miłości do ojca i żałobie po jego śmierci. Opowiada też, jak poznała prawdziwą miłość.  Magdalena Żakowska „Uroda Życia”: Chodzą słuchy, że Kuna to zwierzę stadne, uzależnione od spotkań towarzyskich. Iza Kuna: To prawda. Nie wyobrażam sobie życia bez przyjaciół. Lubię, gdy wokół jest dużo ludzi, gdy wszyscy siedzą „na kupie”. Uwielbiam spraszać znajomych, gotować dla nich, gadać do rana. Uwielbiam otaczać się ludźmi. Ale moją jedyną prawdziwą przyjaciółką jest Renata Dancewicz. Poznałyśmy się na studiach. A wcześniej nie miała pani przyjaciółek? Miałam koleżanki, ale wolałam towarzystwo chłopców. Miałam kumpli. A kiedy zaczęła się pani oglądać za chłopakami? Nie pamiętam! Zawsze mi się podobali. W podstawówce lubiłam lekcje religii tylko dlatego, że przychodzili na nie chłopcy z innych szkół. Ale miałam coś takiego, że dopóki chłopak mi się podobał, to był luz. Jak zauważałam, że podobam się jemu – natychmiast traciłam całe zainteresowanie tematem. Co to za mechanizm? Nie wiem! Strach  Pod koniec podstawówki byłam na kolonii w Ustce. Na dyskotece poprosił mnie do tańca chłopak, który bardzo mi się podobał i w trakcie piosenki „Dmuchawce, latawce, wiatr” wyznał mi miłość. Uciekłam i unikałam go do końca wakacji. A potem byliśmy w tym samym liceum i nigdy nie powiedział mi nawet cześć, tak to w nim zostało. Pamiętam, jak się nazywał, ale nie będę mu robiła obciachu. Cierpiał... Ile można cierpieć ! Cztery lata ! Bez przesady! Kobiety...

Czytaj dalej
Iza Kuna
Iza Kuna. Fot. @iza_kuna

Iza Kuna: Porozmawiajmy o menopauzie

Nieważne, ile razy usłyszałabym dziś, że jestem wspaniała, piękna, sexy. I tak patrzę na siebie w lustrze i widzę, że się zmieniam. Starość jest źle wymyślona – mówi Iza Kuna.
Magdalena Żakowska
25.10.2020

25 listopada skończy 50 lat. Ale nie usłyszycie od niej: „Wiek to tylko liczba, nie ma dla mnie znaczenia”, albo „Nie czuję się, jak pięćdziesiątka”. Otwarcie i szczerze mówi o tym, jak zmienia się jej ciało, podejście do życia i dlaczego tak ważne jest, abyśmy się wspierały i wymieniały swoje doświadczenia na każdym etapie życia. A przy okazji pokazuje, że życie nie kończy się wraz z menopauzą. Iza Kuna gra dziś więcej niż kiedykolwiek – w kinie, serialach i teatrze. A już wiosną ukaże się jej nowa książka! Magdalena Żakowska: I znowu lockdown. Właśnie odwołano premierę „Listów do M. 4”, w których grasz, zamykają się teatry i kolejne plany filmowe. Jak się czuje w tym wszystkim aktorka? Iza Kuna: Tak, jak każdy – walczę o przetrwanie i próbuję odnaleźć się w tej nowej sytuacji. Spektakle, w których gram zostały odwołane – zarówno „Wstyd” w Teatrze Współczesnym, jak i „Ludzie inteligentni”, których gramy w Małej Warszawie. Na planach filmowych trwa walka, żeby pomimo pandemii pracować. Udało nam się skończyć „Nieobecnych”, dzisiaj byłam na zdjęciach do serialu „Lepsza połowa”, ale w każdej chwili możemy mieć przerwę. „Polot” wszedł właśnie do kin, ale bez oficjalnej premiery. Ale przede wszystkim jestem mamą chłopca, który się uczy, córki, która się uczy i  partnerką lekarza, który w pandemii pracuje w szpitalu jednoimiennym i wykonuje dużo ważniejszą pracę niż ja (Marek Modzelewski – przyp. red.) , wreszcie nauczycielką, bo wykładam w warszawskiej Akademii Teatralnej. Dużo rzeczy do ogarnięcia. Pięćdziesiątka – magiczna granica Jak się motywujesz? Staram się robić to, czego w normalnej sytuacji bym nie zrobiła....

Czytaj dalej
Przyjaźń w czasach Facebooka i Instagrama
Adobe Stock

Czy przyjaźń w czasach Instagrama i Facebooka jest „jakaś inna”?

Popularność naszych postów, ilość lajków i serduszek daje nam poczucie, że jesteśmy lubiani, że inni się nam interesują i nas doceniają. Ale czy jest tak naprawdę? I czy takie poczucie wspólnoty może zastąpić prawdziwą przyjaźń?
Grzegorz Kapla
31.07.2020

Sprawy, z którymi kiedyś dzwoniliśmy do bliskich, teraz lokujemy w internecie. Zwierzenia zastępujemy mailami. O to jak wygląda teraz przyjaźń i czy w dobie mediów społecznościowych ta tradycyjna jest nam w ogóle potrzebna, pytamy psychoterapeutkę Izę Falkowską-Tyliszcza z Zespołu Pomocy Psychoterapeutycznej. Przyjaźń w czasach social mediów Grzegorz Kapla „Uroda Życia” : Redefiniujemy pojęcia patriotyzmu, wiary, rodziny, w szkołach coraz mniej klas, w których wszystkie dzieci są z rodzin trwających przy sobie długo i szczęśliwie. Wszystko się zmienia. A co z przyjaźnią? Bo wydaje się, że wciąż potrzebna jest nam w życiu bezgraniczna akceptacja. Kto nam da taki komfort, jeśli nie przyjaciele?  Iza Falkowska-Tyliszczak:  Tak pan uważa? Wyobrażenie, że możemy być akceptowani stuprocentowo, zarówno w miłości, jak i w przyjaźni, jest nierealistyczne, bo taki wyjątkowy rodzaj zaangażowania jest możliwy tylko w jednej relacji: pomiędzy matką a niemowlęciem do trzeciego miesiąca życia. Potem nie ma już takiej sytuacji, żebyśmy byli przez drugiego człowieka akceptowani bezgranicznie.  Kultura masowa, choć o miłości po grób mówi jedynie w bajkach, wciąż utrzymuje nas w przekonaniu że przyjaźń rozwija się wedle zasady: jeden za wszystkich, a wszyscy za jednego. I że trwa bez końca.   Zacznijmy od źródłosłowu. Przyjaźń w naszym języku ma wyjątkowo trafne konotacje. Oznacza bycie przy czyjejś jaźni. A więc niesie w sobie otwartość na zaangażowane, na akceptujące i aktywne poznawanie drugiej osoby. Rzeczywiście przyjaźń może trwać długo. Takie przyjaźnie są szczególnie cenne, ponieważ ludzie, którzy znają nas długo, stają się świadkami naszego istnienia. W dzisiejszym świecie...

Czytaj dalej
Magdalena Umer
Jacek Poremba

Magda Umer o Zuzannie Łapickiej: „Od lat choruję na depresję. Zuzia pomagała mi żyć”

Magda Umer opowiada o swoich najważniejszych związkach w życiu: przyjaźni z Zuzią Łapicką i Agnieszką Osiecką, a także miłości do męża.
Magdalena Żakowska
01.11.2020

Dziś, jak myślę o tych wszystkich moich miłościach, zastanawiam się, co w tym było prawdziwym uczuciem. Leciałam za czymś na oślep, życie mi się sypało, a może to była tylko chemia?”, mówi piosenkarka Magda Umer i wspomina swoje ważne związki, nie tylko z mężczyznami. Magdalena Żakowska: Sushi? Magda Umer: Wybrałam to miejsce spotkania nieprzypadkowo. Po raz pierwszy byłam tu z Zuzią Łapicką, którą też dobrze znałaś. Zuzia niedawno umarła, a my jesteśmy na jej osiedlu, sto metrów od jej domu… Byłyście najlepszymi przyjaciółkami, możemy o tym rozmawiać? To trudne. Potrafię o nas tylko coraz ciszej milczeć. Każde słowa wydają mi się banalne i nie oddają tego, co się czuje po stracie kogoś aż tak bliskiego. Trudno nazwać to, co nas łączyło. Poznałyście się w latach 70. W 1977 roku. Oczekiwałam narodzin Mateusza, który jest jej synem chrzestnym, a dziś ma 41 lat. Ale wcześniej poznałam jej przyszłego męża Daniela. Występowałam z nim w różnych programach telewizyjnych Krysi i Michała Bogusławskich, a potem graliśmy razem w „Weselu” Hanuszkiewicza [1974 – red.]. Ale co śmieszniejsze, byłam też wcześniej koleżanką jej taty, Andrzeja Łapickiego, bo w „Weselu” grał Pana Młodego, co było dla mnie szokiem, wydawał mi się wówczas potwornie stary... a miał prawie 50 lat. A pani miała 25 lat. Nie uległa pani urokowi Łapickiego?! Chyba każda kobieta ulegała jego urokowi. Andrzej rzeczywiście był fantastycznym „menem”, potrafił zauważyć i docenić kobietę, szczególnie młodą. Typ przedwojennego, zabójczo przystojnego inteligenta. Lubiłam z nim rozmawiać, ale interesowali mnie inni mężczyźni. Olbrychski był do Łapickiego podobny? Nie. Daniel to kompletnie inny typ. Mimo że od czasu roli Kmicica...

Czytaj dalej