Nie walcz z wewnętrznym krytykiem. Zaprzyjaźnij się z nim
Mat.prasowe

Nie walcz z wewnętrznym krytykiem. Zaprzyjaźnij się z nim

„Krytyk kwestionuje wszystko, co robimy. Sprawia, że czujemy się niewystarczająco dobre, niewystarczająco mądre, niewystarczająco ładne. W końcu same uznajemy się za niewystarczająco dobre, ładne, zdolne. To właśnie ten krytyczny głos sprawił, że Polki znalazły się na ostatnim miejscu w Europie pod względem samooceny” — mówią nam autorki książki „Jak uciszyć wewnętrznego krytyka i uwierzyć w siebie”, psychoterapeutka Joanna Godecka i coach Alina Adamowicz. 
Sylwia Arlak
05.11.2020

Robimy kariery i jesteśmy mistrzyniami ogarniania rzeczywistości. Zawsze znajdujemy czas dla partnera, dzieci, przyjaciółki i naszego psa. Jesteśmy atrakcyjne i wykształcone. A jednak wciąż nie możemy w to wszystko uwierzyć. Dlaczego i jak to zmienić? Zapytałyśmy o to autorki książki „Jak uciszyć wewnętrznego krytyka i uwierzyć w siebie”, psychoterapeutkę Joannę Godecką i coach Alinę Adamowicz.

Sylwia Arlak: Dlaczego tak często sobie umniejszamy?

Joanna Godecka: Jest to zazwyczaj spuścizna po osobie (lub osobach), która w taki sposób traktowała nas w dzieciństwie, okresie dojrzewania. Opiekunowie, nauczyciele, rówieśnicy potrafią nieraz mocno zachwiać naszym poczuciem wartości. Nabierając przekonania, że coś jest z nami nie tak, naszym mechanizmem obronnym staje się skupienie na słabościach, brakach, po to, aby uniknąć katastrofy. Jeśli bowiem kiedyś często słyszeliśmy na przykład: „nic z ciebie nie będzie”, „do niczego się nie nadajesz”, „dlaczego inne dzieci mają lepsze stopnie?”, postrzegamy siebie jako nieudaczników. Mówiąc: „przepraszam, kompletna ze mnie idiotka”, usprawiedliwiamy się i uprzedzamy osąd innej osoby, gdyż zakładamy, że jest on właśnie taki.

Alina Adamowicz: W naszej książce napisałam, że krytykowanie siebie jest najbardziej destrukcyjnym i odbierającym siły nawykiem myślowym. Wykształcamy w sobie ten nawyk przez lata. Jest to wyuczony nawyk, bo przecież nikt z nas nie urodził się, krytykując siebie. Odwrotnie, tak jak inne małe dzieci – lubiłyśmy siebie i chciałyśmy przyciągać uwagę innych osób – rodziców, dziadków i koleżanek z podwórka. Jednak z upływem czasu widziałyśmy i słyszałyśmy, że większość ludzi wokół nas ciągle osądza innych i siebie samych. I w ten sposób, każdego dnia coraz bardziej, również my uczymy się osądzać: innych ludzi, znajomych, a nawet osoby, których właściwe nie znamy. Osądzamy się także same – nasze umysły zostały tak zaprogramowane i nie umiemy już inaczej.

To my sami jesteśmy swoimi największymi krytykami?

AA: Tak. Jeśli w naszym umyśle rozgości się Krytyk Wewnętrzny, to będziemy osądzać siebie za wszystko, co pomyślimy i o czym nie pomyślałyśmy, co zrobiłyśmy i czego nie zrobiłyśmy, za wszystko, co czujemy, jak wyglądamy, co i jak mówimy. Osądzamy siebie, wymierzamy sobie karę, wracamy do tego, znowu osądzamy i karzemy. I tak w kółko – zatruwamy swoje życie.

JG: Zazwyczaj okazuje się, że otoczenie ma znacznie bardziej pozytywny obraz naszej osoby. Ich nastawienie jest bardziej doceniające, bardziej aprobujące. Zdarza mi się pracować ze wspaniałymi osobami na wysokich stanowiskach, których kompetencje są wyjątkowe, one zaś cały czas oczekują zdemaskowania i porażki. W głębi serca czują się gorsze od innych. Często środowisko nie ma o tym pojęcia i uważa je za wyjątkowe.

Wróćmy do podstaw. Co to znaczy akceptować siebie?

JG: Akceptowanie siebie to założenie, że jesteśmy w porządku tacy, jacy jesteśmy. Nawet jeśli obiektywnie mamy nadwagę lub nie udało nam się obronić pracy magisterskiej. To uznanie, że porównywanie się z innymi nie ma sensu, gdyż życie to nie konkurs. Samoakceptacja to szacunek wobec wszystkiego, co się na nas składa – swoich myśli, uczuć, ciała.

AA: Akceptować siebie to traktować siebie jak przyjaciółkę. Uśmiechać się do siebie z życzliwością, być dla siebie wyrozumiałą. Gdy się akceptuję, to wybaczam sobie błędy i wspieram się, bo lubię siebie i zależy mi na mnie. Jestem pogodzona ze sobą. Dzięki temu rozwijam się spokojniej i łatwiej pokonuję przeciwności. Takie pogodzenie ze sobą wymaga odwagi – czasami nawet ogromnej – żeby powiedzieć „dość” ograniczeniom, które same sobie narzuciłyśmy, żeby uciszyć krytyczny głos w głowie. Żeby to zrobić, trzeba zapanować nad umysłem. Trzeba być dla siebie dobrym i mieć do siebie szacunek.

A co ma największy wpływ na to, jak siebie postrzegamy: wychowanie? Środowisko, w jakim się obracamy? Role społeczne? A może stereotypy?

AA: Przede wszystkim ważni ludzie w naszym życiu. Wpierw rodzice, później nauczyciele, koledzy, a wreszcie partnerzy i osoby wokół nas. Dodatkowo kultura konsumpcyjna, oparta na pogoni za sukcesem i celami materialnymi, na porównywaniu się i rywalizacji. Biegniemy coraz szybciej przez życie i łatwo się w tym pośpiechu pogubić.

JG: Punktem wyjścia do ustalania poziomu samooceny jest zazwyczaj dom rodzinny. Z perspektywy pracy widzę, że nasze dziecięce problemy w relacji ze sobą, innymi ludźmi i światem najczęściej pozostają z nami aż do chwili, w której zyskamy nową perspektywę. A zyskujemy ją poprzez wyzwania, w których dostrzegamy, że jej potrzebujemy, lub przez kontakt z osobą, która nam to uświadamia. Warto dodać, że kiedy wychowanie nadszarpnęło nasze poczucie własnej wartości, bardzo łatwo ulegamy stereotypom i wpływom środowiska, nie zawsze korzystnym. Aby stać się osobą, która sama kształtuje własne życie poprzez świadome wybory, trzeba dać sobie do tego prawo i uznać, że ma się wszystko, co jest potrzebne, żeby żyć tak, jak chcemy. Przez „wszystko” rozumiem zaufanie do siebie, do swoich uczuć, swojego intelektu, siły.

Co wewnętrzny krytyk stara się nam powiedzieć?

JG: On generalnie mówi: „Houston, mamy problem”. To taki system wczesnego ostrzegania przed niebezpieczeństwem. Gdy krytyk mówi: „Daj spokój, tylko się skompromitujesz”, chce nam tego oszczędzić, a więc mimo że chcemy wziąć udział w dyskusji, siedzimy cicho. Kiedy przed randką szepcze: „Na pewno mu się nie spodobasz”, próbuje uchronić nas przed rozczarowaniem, więc nie wykazujemy entuzjazmu, mając to na względzie, i randka wypada blado. Krytyk ma dobre intencje, niestety patrzy na nas przez pryzmat naszej słabości, której być może wcale by w nas już nie było, gdyby ciągle nam o niej nie przypominał. To trochę tak jak rodzic ciągle powtarza dziecku: „Martwię się o ciebie”. Daje mu sygnał: „Uważam cię za słabego, a świat za zagrażający”. To nie jest wzmacniający przekaz, mimo dobrych intencji. I wcale nam nie pomaga.

AA: Krytyk kwestionuje wszystko, co robimy. Sprawia, że czujemy się niewystarczająco dobre, niewystarczająco mądre, niewystarczająco ładne. W końcu same uznajemy się za niewystarczająco dobre, ładne, zdolne. To właśnie ten krytyczny głos sprawił, że Polki znalazły się na ostatnim miejscu w Europie pod względem samooceny.

A jak odróżnić głos rozsądku od głosu wewnętrznego krytyka?

JG: W głosie rozsądku nie pobrzmiewa strach, tylko pragnienie wybrania najlepszej opcji, przewidzenia różnych okoliczności i ich konsekwencji. Jeśli chciałabym teraz zmienić pracę, to głos rozsądku powiedziałby, że to nie jest najlepszy moment i lepiej zaczekać, aż sytuacja stanie się stabilna. Jeśli jednak w normalnych okolicznościach pomyślałabym o tym, a pojawiłyby się myśli typu: „lepiej siedź tam, gdzie jesteś i ciesz się, że cię chcą” albo „na pewno sobie nie poradzisz”, to byłby to głos krytyka. Próbowałby on powstrzymać mnie przed ryzykiem, wskazując na moje rzekome słabości.

AA: Przede wszystkim trzeba się przyjrzeć z boku własnym myślom i nawykom. Musimy zauważyć, co mówimy do siebie we własnej głowie i zauważyć, co robi nam dobrze, a co źle. Co daje nam dobrą energię, a co ją odbiera. Dopiero świadomość nawyków myślowych pomoże zamienić zainstalowanego nam przez innych krytyka na własny głos, który będzie nas wspierał. Trzeba zacząć być dla siebie dobrą i wyrobić sobie nowe, lepsze nawyki, które będą pożyteczne.

A może wewnętrzny krytyk czasem ma rację?

AA: W przypadku wewnętrznego krytyka nie chodzi o rację lub jej brak. Wszystkie popełniamy błędy i pomyłki. Nie ze wszystkiego możemy i powinnyśmy być dumne. Kluczem jest, w jaki sposób mówimy o tym do siebie. Czy dowalamy sobie, zabieramy szacunek i prawo do błędów? Czy mówimy do siebie tak, jak powiedziałybyśmy wtedy do swojej przyjaciółki, czy traktujemy się jak wroga? Wewnętrzny krytyk nie przebiera w słowach i nie jest sprawiedliwy – osądza nas bezlitośnie i wielokrotnie za to samo. Pomniejsza nas i odbiera wiarę w siebie.

JG: To on tak uważa, ale to jest głos w naszej głowie, który dociera do nas z całkiem innej przestrzeni. Przestrzeni przeszłości. Krytyk zakłada, że nadal jesteśmy dziećmi, które trzeba napominać, żeby nie zapomniały umyć zębów. Jeśli jednak będziemy go słuchać i przyznawać mu rację, to nie zauważymy, że już jesteśmy „duzi” i sami wiemy najlepiej, czego nam potrzeba, aby rozwiązać problemy.

Piszą panie, że z wewnętrznym krytykiem można się zaprzyjaźnić. Oswoić go. Że wcale nie musimy z nim walczyć. Jak to zrobić?

JG: Dostrzec intencje. Człowiek jest systemem myślowo-uczuciowym nastawionym na rozwój, ale w niesprzyjających warunkach koncentruje się na przetrwaniu. Stąd biorą się mechanizmy obronne. Pomagają nam przeżyć w opresyjnym środowisku, gdzie doświadczamy przemocy lub choćby chłodu emocjonalnego, niesprawiedliwej krytyki. Intencją krytyka jest pomóc nam, ostrzegać, że możemy sobie nie poradzić, przeżyć upokorzenie, gorycz porażki. Kiedy zrozumiemy cel jego działania, możemy zacząć traktować go jak kogoś, kto nas chroni, ale robi to obecnie bardzo nieporadnie, więc efekt jest odwrotny do zamierzonego. Wtedy przestaje być wrogiem.

A da się go zadowolić?

JG: Raczej nie, ponieważ krytyk utrzymuje nas w stanie bezradności. Jeśli nawet coś nam się uda, złoży to na karb przypadku, ślepego fartu. Rodzice, którzy mówią do dzieci: „Dostałaś szóstkę? Ale ci się udało!”, sugerują, że to niezasłużona ocena. Tak myśląc, jako dorośli przyjmujemy własne sukcesy z dużym niedowierzaniem. Niektóre osoby podczas terapii twierdzą, że czują, że to pomyłka za każdym razem, kiedy otoczenie je chwali i docenia. To taka sytuacja, gdy ktoś bije nam brawo, a my odwracamy się za siebie, zakładając, że to ktoś inny jest oklaskiwany.

No to zapytam z innej strony. Czy wewnętrzny krytyk może dać nam coś dobrego?

JG: Tak, pod warunkiem, że emocjonalne cierpienie, które zadaje nam krytyk, potraktujemy jako sygnał do zmiany. Jeśli ustosunkujemy się do jego podszeptów i wejdziemy z nim w dialog, który doprowadzi nas do pozytywnych wniosków. „Skoro, kochany krytyku, ja nieźle sobie radzę w życiu, a ty mimo wszystko nazywasz mnie nieudacznikiem, to coś tu chyba nie gra, prawda?” Albo: „Jeśli nie sięgam po szczęście, bo upierasz się, że mi się nie uda, to ja ci w to nie wierzę tak na słowo. Masz jakieś inne argumenty, kochany? Nie? To się zamknij”.

Możemy jakoś przejąć kontrolę nad tym głosem?

AA: Tak jak już wcześniej mówiłam – wpierw trzeb uświadomić sobie, że codziennie toczymy we własnej głowie dialog z samym sobą. Musimy wyłączyć „autopilota” i wreszcie usłyszeć, co mówimy do siebie. Bardzo często okazuje się wtedy, że jest to obcy głos, zainstalowany w naszej głowie, który utrudnia, a nieraz zatruwa nam całe życie. Ten głos to nie my. Gdy dodatkowo zrozumiemy, jaką siłę mają nasze słowa, które mówimy sami do siebie, to otwieramy się na zmianę. Wiele z zaskakująco prostych technik, które przynoszą szybkie rezultaty, opisałyśmy w naszej książce.

JG: Zrozumieć jego modus operandi. Krytyk to nudziarz i zawsze mówi to samo. Albo nas porównuje z innymi (oni są lepsi od ciebie), albo bawi się w ogólniki (twoje życie uczuciowe to porażka, będziesz sama) albo widzi czarno-biało (skoro nie wiwatują na twój widok, to znaczy, że cię nie lubią) i tak dalej. Kiedy znamy jego metodę, zaczynamy negować ten przekaz: „każdy ma swoje zalety, ja mam ich całkiem sporo”, „to, że zerwaliśmy, nie oznacza, że będę sama”, „ludzie mnie lubią i nie muszą tego wykrzykiwać za każdym razem, kiedy mnie widzą” itp. Chodzi o to, by przestać automatyzować myśli, a co za tym idzie uczucia, a w konsekwencji zachowanie. Bo to jest taka sekwencja: myślę np. „nikt mnie nie lubi”, w efekcie czuję się zawstydzona, osamotniona i wycofuję się, stając pod ścianą. Kiedy zaprzeczymy przekazowi krytyka, unikniemy trudnych emocji i reakcji na nie. Oczywiście musimy dać sobie na to trochę czasu.

Mam wrażenie, że wiele kobiet w Polsce uważa, że nie zasługuje na szczęście...

AA: Niestety tak. Uważają, że nie zasługują na szczęście, na dobrą miłość, na szacunek. Idą z takimi przekonaniami przez życie. Nasza kultura to wspiera: „nie chwal dnia przed zachodem słońca”, „nie mów hop, zanim nie przeskoczysz”. Już jako dzieci dowiadujemy się, że jesteśmy nieczyści i grzeszni, choć sami nic nie zrobiliśmy. W ciągu całej edukacji nikt nie uczy nas, jak być pozytywnymi i szczęśliwymi, jak radzić sobie z emocjami i dbać o swoje zdrowie psychiczne. I często musimy dostać od życia porządnie w tyłek, żeby zacząć się zmieniać i rozwijać, bo już dłużej nie możemy tak wytrzymać. Ja zachęcam, żeby to zrobić wcześniej. Staram się docierać do dziewczyn i kobiet, bo wiem, że w życiu czasami wystarczy jedna osoba, która popchnie nas we właściwą stronę. Nieraz słyszę od klientek: „Moja ciocia była dla mnie jak mama”. Często mówią, że ich nauczycielka była dla nich wzorem. Wierzyła w nie i szanowała. Pokazuję też, że warto skorzystać z terapii rozwojowej, ale nie każdy ma do niej dostęp. Warto też czytać. Dlatego napisałyśmy tę książkę. Żeby pokazać, że mamy wybór. Możemy sobie zabronić być szczęśliwymi. Albo wreszcie pozwolić sobie na to.

JG: Kilka lat temu brałam udział w opiniowaniu badań samooceny u kobiet i jego wyniki dały mi mocno do myślenia. Okazało się, że tylko 2 na 10 Polek uważają się za atrakcyjne. Jeśli tak siebie oceniamy, to w konsekwencji uważamy, że nie należy nam się wiele od życia. Mówimy sobie, że szczęście należy się tym ładniejszym, mądrzejszym, wyższym, szczuplejszym, lepiej wykształconym itd. To oczywisty błąd!

Jak więc dbać o siebie na co dzień w tych trudnych, niespokojnych czasach?

JG: Zauważmy, że dbanie o siebie to nie tylko odpowiednie jedzenie, higiena, kosmetyki, fitness. Dbać należy również, a może przede wszystkim o jakość swoich myśli oraz uczuć. Nasze ciało jako integralny element systemu, którym jesteśmy, karmi się również nimi. A więc świadomie kreujmy pozytywne myśli i nie wchodźmy w emocje takie jak np. zazdrość, wstyd, nienawiść. Te uczucia są toksyczne dla ciała i ducha. Powiedzmy sobie: „Nie wchodzę w to, bo szacunek do siebie mi nie pozwala”. To kwestia decyzji, gdyż to my mamy emocje, a nie one nas.

AA: Niedawno napisałam o tym post na moim profilu @alka_positive na Instagramie – „Jak poczuć się lepiej?”. Zachęcam, żeby wyłączyć telewizję. Uporządkować przestrzeń wokół siebie, przejść na lekkostrawną dietę, zadbać o swoje zmysły – korzystać z pięknych zapachów świeczek, słuchać kojącej podnoszącej nastrój muzyki, czytać pozytywne książki. Trzeba też koniecznie korzystać z kontaktu z naturą i ruszać się. Z drugiej strony warto ograniczyć ilość wiadomości – według mnie dwa razy dziennie po kilka minut wystarczy i nie straszyć się filmami lub negatywnymi artykułami w prasie lub Internecie. Dobrych rzeczy jest bardzo dużo wokół nas, ale redakcje mediów odkryły to, co psychologia wie od dawna. Że negatywność przyciąga naszą uwagę lepiej niż pozytywność. I wykorzystują to. Dlatego same musimy być strażniczkami swojego umysłu i kontrolować, co wpuszczamy, a czego nie.

Czytaj też: Najlepsze książki o rozwoju osobistym na jesień — oto najciekawsze nowości

A jak przestać się zamartwiać o to, co będzie jutro?

JG: Poświęciłam temu tematowi jedną ze swoich książek, którą zatytułowałam „Przestań się zamartwiać”. Nie ma jednej złotej rady, to jest procesowa zmiana myślenia o sobie, świecie, wszechświecie, swojej roli w nim. Finałem tej przemiany jest zbudowanie zaufania do siebie.

AA: Będziemy zdrowsi, jeżeli będziemy dla siebie dobrzy i nauczymy się dbać o siebie. Warto nauczyć się doceniać to, co mamy i co osiągnęliśmy. Polubić siebie taką bardziej pogodną i pozytywną. A pozytywność można rozwijać – to wspaniała nauka. Na początek trzeba zmienić nawyki myślowe, które przestały nas wspierać lub zaczęły szkodzić. Zmienić język, którym mówimy do siebie, Z czasem trzeba będzie odrzucić różne ograniczenia, które nas blokują. Fajnie poznawać siebie i rozwijać się. Chciałabym powiedzieć każdej kobiecie, że wiele pięknych dni w jej życiu jest jeszcze przed nią. Za chmurami zawsze jest słońce, choć może czasami go jeszcze nie widać.

Książka „Jak uciszyć wewnętrznego krytyka i uwierzyć w siebie” ukazała się nakładem wydawnictwa MUZA.

Mat.prasowe

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
wewnętrzny krytyk
Adobe Stock

Wewnętrzne dziecko, krytyk, matka – kto kieruje twoimi myślami? 

„Zrób robocze założenie, że istnieją też inne części twojej osobowości niż te, które na co dzień dopuszczasz do głosu. I że jeśli im również pozwolisz się ujawnić, to twoje życie będzie pełniejsze” – mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach.
Sylwia Niemczyk
13.06.2020

Wewnętrzny krytyk, czyli ta część twojej osobowości, która napomina i stawia do pionu, jest nam niezbędny do rozwoju. Warto dopuszczać go do głosu – byle nie za często i nie na długo. Tak samo warto słuchać swoich innych wewnętrznych głosów: egoisty, sędziego, dziecka – dzięki tworzonej przez nich orkiestrze, nasze życie będzie pełniejsze. Sylwia Niemczyk: Ile wiemy o sobie? Wydawałoby się, że w pewnym wieku powinnyśmy już znać się na wylot, a np. idziemy na warsztaty z rozwoju samoświadomości i okazuje się, że co krok to niespodzianka.  Joanna Heidtman: Jedną z przyczyn naszego braku samoświadomości jest to, że często przez całe dzieciństwo, dorastanie, a bywa, że i potem w dorosłym życiu, myśląc o sobie, kierujemy się tylko opiniami innych. Słyszymy: „Jesteś nieśmiała” i zaczynamy w to wierzyć, a co więcej, właśnie tak się zachowywać.  Ale nasz podstawowy błąd w myśleniu polega na czymś innym. Błędne jest przede wszystkim przekonanie, że w ogóle jesteśmy „jakieś” – stałe i niezmienne. Lubimy myśleć o sobie jak o monolicie: „Ja to jestem taka…”. Myślenie „monolityczne” dominuje w całej naszej kulturze, więc w taki sam sposób budujemy też narrację o sobie. Szukamy sztywnych określeń: „Jestem za poważna na takie zabawy…” albo: „Ja to lubię pomagać innym…”, albo: „Z natury jestem cicha, nie lubię się rzucać w oczy…”. Brzmi to bardzo stanowczo, tyle że te narracje najczęściej są pozbawione głębszej refleksji. Ludzie, którzy tak mówią o sobie, zazwyczaj wcale nie znają się aż tak dobrze, jak myślą. Jeśli trochę pogrzebiemy w ich przeszłości, to okaże się, że w wielu sytuacjach wcale nie byli aż tak cisi i ustępliwi, albo to pomaganie innym,...

Czytaj dalej
krytyka w pracy
Adobe Stock

„Jestem beznadziejna, leniwa, gruba, głupia…”.  Twój wewnętrzny krytyk to ty.

Perfekcjonista, zadaniowiec, zawstydzacz. Twój wewnętrzny krytyk może mieć różne twarze. Jak go nie słuchać i robić swoje – mówi psychoterapeutka Anna Pilecka.
Aleksandra Nowakowska
22.05.2020

Życie wymaga uważności na to, co dzieje się w naszej głowie. Może ją zamieszkiwać spora grupka wewnętrznych krytyków, którzy często bywają odpowiedzialni nie tylko za nasze odkładanie życia na później, ale także za depresję albo nerwicę. Jak z nimi postępować? Aleksandra Nowakowska: Kim jest krytyk wewnętrzny? Anna Pilecka: Można powiedzieć, że jest to pewien zbiór postaw i przekonań o zabarwieniu emocjonalnym, najczęściej negatywnym. Krytyka wewnętrznego łatwiej sobie wyobrazić, jeśli myślimy o nim jako o postaci. Jest jedną z wielu figur, które zasiedlają naszą psychikę, ale aktywnością może przewyższać inne. Sprawia nam zazwyczaj więcej kłopotów niż działa rozwojowo. Krytyk może być prawdziwym szkodnikiem. Jeśli go słuchamy, możemy na przykład sabotować swoje cele, pasje czy w ogóle wyjście ze sobą do świata. W efekcie stoimy w miejscu, a krytyk trzyma nas w cuglach. Chociaż z drugiej strony można na krytyka spojrzeć w ten sposób, że jego pierwotne intencje są dobre, ale forma w jakiej to komunikuje, sprawia, że jest to działanie przeciwskuteczne. Zawsze warto dowiedzieć się, o co mu chodzi, wchodzić z nim w dialog, pracować, żeby jego przekaz nie był dla nas destruktywny, tylko przydatny i budujący. Ale krytyk przecież może nam wyrządzić wiele szkód. Jeśli krytyka nie namierzymy, nie będziemy z nim negocjować i nie przetransformujemy go, rzeczywiście może dać nam nieźle popalić. Samokrytycyzm nie wiąże się jedynie z dyskomfortem codziennego życia, kiedy jakiś głos w głowie mówi nam, że wszystko robimy źle i torpeduje nasze działania i pomysły. Krytyk wewnętrzny może przyczynić się do pojawienia zaburzeń psychicznych, takich jak na przykład depresja. Wieloletnie badania prowadzone nad samokrytycyzmem na 107 pacjentach przez Davida M. Dunkey’a...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Wyczerpanie emocjonalne nie zawsze daje wyraźne oznaki! Czy potrafisz je rozpoznać?

Aby cieszyć się emocjami i zrozumieć je, musimy nauczyć się je odczytywać.
Sylwia Arlak
27.10.2020

Wszystkie czasem czujemy się wyczerpane emocjonalne. To normalne, kiedy przedawkujemy pewne emocje i radzimy sobie (lepiej lub gorzej) z trudnościami dnia codziennego. Problem pojawia się kiedy emocjonalne wyczerpanie zamienia się w wieczne doświadczanie negatywnych emocji. Emocje to przecież nasza siła napędowa. Im lepiej je rozumiemy, tym łatwiej sobie z nimi radzimy  i pielęgnujemy je. Zastanów się, jak często czujesz się:  przytłoczona, zmartwiona, znudzona, niespokojna, nieszczęśliwa sfrustrowana, zazdrosna, przestraszona, poirytowana zła.  Nadmiar trudnych emocji prowadzi do wyczerpania emocjonalnego — stanu otępienia, zagubienia i zmęczenia. Stąd już tylko krok do zaburzeń lękowych lub depresyjnych, którym mogą towarzyszyć też choroby psychosomatyczne.  Jakie są główne objawy wyczerpania emocjonalnego? Chroniczne zmęczenie Niezależnie od tego czy prześpisz pięć, czy dziewięć godzin, czujesz się wyczerpana. Nie pomoże ci ani kolejna kawa, ani drzemka w ciągu dnia. Masz problem z koncentracją, nie możesz zebrać myśli.  Tracisz zainteresowanie codziennymi czynnościami Jesteś zdemotywowana i nic ci się nie chce. Kiedy ktoś od ciebie czegoś chce, czujesz irytację. Nie masz motywacji do tego, aby angażować się w nowe projekty, odkrywać świat. Chcesz, żeby wszyscy zostawili cię w spokoju.  Tracisz cierpliwość Zachowania partnera, na które kiedyś przymykałaś oko, teraz cię irytują. W pewnym momencie ukochany może stać się dla ciebie obojętny. Uważasz, że twój związek jest nudny. Stajesz się niecierpliwa, zła, zazdrosna i coraz więcej jest w tobie frustracji.  Czujesz, że nie zasługujesz na szczęście Wolisz się izolować niż przebywać z ludźmi. Czujesz się niepewnie, jesteś niespokojna....

Czytaj dalej