Natalia Lesz o swoich filmach życia: od dramatu „Czarny łabędź” po thriller „American Psycho”
Fot. Anna Powałowska

Natalia Lesz o swoich filmach życia: od dramatu „Czarny łabędź” po thriller „American Psycho”

Natalia Lesz sama przez osiem lat chodziła do szkoły baletowej, film „Czarny łabędź” przypomniał jej więc wszystko, czego sama doświadczyła. A w „American Psycho” zobaczyła przerażający portret wielu Amerykanów, których poznała podczas pobytu w Stanach.
Anna Zaleska
27.08.2020

Natalię Lesz, aktorkę i piosenkarkę, w przyszłym roku zobaczymy w budzącym już teraz wielkie zainteresowanie filmie „Gierek” w reżyserii Michała Węgrzyna. Co ciekawe, powierzono jej również zrobienie muzyki do tej produkcji. Powstanie sześć piosenek w stylu lat 70., w planach jest wydanie soundtracka. Tymczasem Natalia opowiada nam o filmach swojego życia, które wywarły na niej największe wrażenie, głęboko poruszyły i zapisały się w jej pamięci:

***

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Między słowami” reż. Sofia Coppola (USA – Japonia, 2003 r.)

Spodobały mi się „Przekleństwa niewinności” Sofii Coppoli, potem trafiłam na „Między słowami”. W jej filmach czuję dużą dozę delikatności. Sposób opowiadania historii jest inny niż gdyby reżyser był mężczyzną. W „Między słowami” postaci grane przez Scarlett Johansson i Billa Murraya – młoda mężatka nieszczęśliwa w małżeństwie i starzejący się aktor – to dwoje ludzi zagubionych w Tokio, ogromnym mieście, które nie do końca rozumieją. Bardzo mi się podobała nić porozumienia, która się między nimi zawiązuje. Subtelne uczucie, do końca niezwerbalizowane. Cały film wydaje mi się zaś trafną metaforą dzisiejszego świata, w którym wszystko dokoła nas pędzi, a my czujemy się coraz bardziej zagubieni i samotni.

„Osiem i pół” reż. Federico Fellini (Włochy, 1963 r.)

To było bardzo odważne ze strony Felliniego, by opisać stan własnej psychiki. Pokazać reżysera, który musi nakręcić swój dziewiąty film, cały świat na to czeka, produkcja jest rozkręcona, tymczasem on wciąż nie ma pomysłu. Grany przez Marcella Mastroianniego Guido w poszukiwaniu inspiracji bada różne zakątki swojej świadomości, analizuje dzieciństwo, związki z kobietami, całe swoje życie. I pyta: a co, jeśli tym razem natchnienie nie przyjdzie? Rzeczywistość przeplata się tu z marzeniami, sceny realistyczne z symbolicznymi. Piękne!

„Czarny łabędź” reż. Darren Aronofsky (USA, 2010 r.)

Ponieważ sama przez osiem lat chodziłam do szkoły baletowej, czułam ten film całą sobą. W niezwykły sposób ukazuje wszystkie aspekty – i fizyczne, i emocjonalne – życia baletnicy. Naukę twardą ręką. Proces dojrzewania, gdy dziewczyny stają się kobietami. Rywalizację, która jest dodatkowo podkręcana przez nauczycieli i choreografów. Oglądając „Czarnego łabędzia” czułam, jak gorset, w który główna bohaterka jest na siłę wciskana, stopniowo pęka. Bardzo mi to przypominało wszystko, czego i ja doświadczyłam. Gdy miałam 16 lat, zrezygnowałam z baletu. Bardzo źle się czułam w tak opresyjnym środowisku. Jestem perfekcjonistką i nie potrzebuję, by dodatkowo ktoś to we mnie wzmacniał. Sam Aronofsky zaś świetnie opowiada emocjami i umie wbijać widza w fotel, co pokazał już we wcześniejszym głośnym „Requiem dla snu”.

„Magnolia” reż. Paul Thomas Anderson (USA, 1999 r.)

Zachwyciłam się tym filmem zaraz po przyjeździe do Nowego Jorku. Byłam wtedy – i nadal jestem – wielką fanką Philipa Seymoura Hoffmana. W szkole aktorskiej, do której chodziłam, prowadził wykłady master class. „Magnolia” opowiada kilka równoległych historii o ludziach w różnym wieku, z bardzo różnym doświadczeniem życiowym i statusem społecznym. Co ich łączy, to że każdy ma poczucie niespełnienia i chce zerwać z przeszłością. Zawsze ściskało mnie serce, gdy widziałam tych bohaterów, z których każdy przeżywał własny dramat i nie potrafił otworzyć się na innych. „Magnolia” to taki film, po którym każdy weryfikuje własne życie i rozmyśla, co powinien w sobie zmienić. Zachwyciła mnie też muzyka. Aimee Mann napisała piękne piosenki, między innymi o uzależnieniach. Gdzieś przeczytałam, że reżyser Paul Thomas Anderson zainspirował się jej muzyką, i pod jej wpływem stworzył fabułę „Magnolii”.

„Oczy szeroko zamknięte”, reż. Stanley Kubrick (USA, 1999 r.)

Przyznam, że po tym filmie zaczęłam się interesować masonerią, sporo też czytałam o okolicznościach jego powstania. Stanley Kubrick nie był podobno zadowolony z finalnego efektu, ponieważ na planie nie mógł zapanować nad odtwórcami głównych ról Tomem Cruisem i Nicole Kidman. Para przeżywała wtedy problemy małżeńskie, które przeniosły się do filmu. Gdy Kubrick zmarł kilka dni po pierwszym pokazie, pojawiły się też plotki, że masoni pomogli mu odejść z tego świata, nie spodobał im się bowiem podtekst erotyczny zawarty w filmie i próba zdradzenia ich sekretów. Intrygujące jest też to, że thriller erotyczny pełen jest symboliki wolnomularskiej. A scena, która najbardziej zapadła mi w pamięć? Bez wątpienia bal iluminatów.

„Whiplash”, reż. Damien Chazelle

Oglądałam ten film pięć razy. Głównie z powodu J.K. Simmonsa, który jest elektryzujący jako ekstremalnie wymagający, terroryzujący swoich uczniów nauczyciel muzyki. Myślę, że pod wieloma względami można ten film postawić obok „Czarnego łabędzia”. Również przedstawia młodych ludzi, którzy żyją pasją do sztuki i dążą do perfekcji, a relacja nauczyciel – uczeń staje się skrajnie toksyczna. Potrzeba samodoskonalenia i poszukiwania własnego ja jest ogromnie ważna, chyba dla każdego z nas, a dla uczniów szkół artystycznych przede wszystkim. Nie może jednak iść w parze z autodestrukcją. A tak się dzieje, gdy nie mamy emocjonalnego wsparcia ze strony nauczyciela.

„Amadeusz”, reż. Milos Forman (USA, 1984 r.)

To była przede wszystkim piękna lekcja muzyki i historii. Uwielbiam XVIII wiek, barokowe stroje, cały ten przepych. Ale najbardziej podobało mi się przedstawienie Mozarta jako normalnego młodego chłopaka, który nie stroni od zabaw, kobiet i alkoholu, a zarazem jest prawdziwym geniuszem. Niesamowite, jak łatwo muzyka do niego przychodziła, jak wszystko go inspirowało. Na drugim biegunie stoi postać Antonia Salieriego i dramat człowieka, który jest pracowity i utalentowany, ale nigdy nie dojdzie do poziomu, który Mozart wydaje się osiągać bez najmniejszego wysiłku.

„Lot nad kukułczym gniazdem”, reż. Milos Forman (USA 1975 r.)

I ponownie Milos Forman. Generalnie nie płaczę na filmach, ale ten zawsze doprowadza mnie do łez. Jack Nicholson genialnie zagrał drobnego przestępcę i cwaniaka McMurphy'ego, który by uniknąć więzienia, udaje chorego umysłowo i trafia do szpitala psychiatrycznego. Miejsce, gdzie władzę sprawuje siostra Ratched, tyranka i sadystka, okazuje się prawdziwym piekłem. Forman przejmująco pokazuje łamanie ludzkiej psychiki, tłumienie każdego przejawu niezależności, poddawanie niepokornych lobotomii i elektrowstrząsom. Szpital z „Lotu nad kukułczym gniazdem” staje się zarazem metaforą systemu totalitarnego.

American Psycho (reż. Mary Harron, USA 2000)

Mocny film. Obejrzałam go, mieszkając w Stanach i wydał mi się bardzo prawdziwy. Pokazuje psychikę człowieka opętanego żądzą pieniądza i pragnieniem, by być najlepszym. A symbolem tego ma być płaski brzuch, wygląd partnerki i stan konta. Christian Bale wspaniale wciela się w Patricka Batemana, który na pozór jest ucieleśnieniem amerykańskiego snu, a w jego głowie dzieją się straszne rzeczy. Jest absolutnie bezwzględny, nie liczy się z innymi, jest niezdolny do jakichkolwiek wyższych uczuć czy nawiązania relacji. Wielu Amerykanów, których poznałam czy obserwowałam na Piątej Alei albo na Madison Avenue, wydało mi się bardzo podobnych do Patricka.

„American Beauty” reż. Sam Mendes (USA, 1999 r.)

Reżyserem Samem Mendesem zainteresowałam się po tym, jak obejrzałam musical „Kabaret” na West Endzie w jego reżyserii. „American Beauty” to jego głośny filmowy debiut, nagrodzony pięcioma Oscarami. Mogłabym go streścić jednym zdaniem: pozory mylą. Mamy tu dwie amerykańskie rodziny i sceny, w których wielu współczesnych ludzi mogłoby się przejrzeć. Mendes pokazuje świat oparty na konsumpcjonizmie, promujący estetykę pozorów i powierzchowności. Każe nam spojrzeć na siebie – czy nie zatracamy się w ciągłym biegu do przodu, nie gubimy po drodze ludzkiej wrażliwości? Czy dajemy sobie i innym prawo do bycia niedoskonałymi? Na końcu Kevin Spacey wypowiada zdanie, które zapadło mi w pamięć: „Trudno się wściekać, kiedy wciąż na świecie jest tyle piękna. Każdy z nas powinien czuć wdzięczność za swoje małe głupie życie, póki nie będzie za późno”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Julia Roberts jako Erin Brokovich / fot. materiały prasowe

Najlepsze filmowe biografie kobiet. „Erin Brokovich”, „Frida”, „Sztuka kochania”…

Najlepsze filmowe biografie kobiet uczą, jak znaleźć w sobie pasję, siłę i determinację, by żyć w zgodzie z samą sobą. A przy tym życie innych uczynić lepszym, bogatszym, piękniejszym.
Anna Zaleska
01.11.2020

Lista kobiet, które nie tylko wpływają na życie innych kobiet, ale na zawsze zmieniają świat – jest naprawdę długa. Od Erin Brokovich po Michalinę Wisłocką. Od królowej Elżbiety I po Fridę Kahlo.  Ich historie bywają skomplikowane, często dramatyczne, ale wytrwałość, z jaką pokonują przeszkody, jest imponująca. To prawdziwie superbohaterskie kino bez superbohaterskiego sztafażu. „Erin Brokovich”, reż. Steven Soderberg (2000) Jeden z tych filmów, które pokazują, że kobieta może skutecznie przeciwstawić się złu, niesprawiedliwości i nieprzyzwoitości. Nawet samotnie, a co dopiero gdy ma wokół siebie setki tysięcy innych kobiet. Oparty na faktach film opowiada historię Erin Brockovich (genialna w tej roli Julia Roberts), dwukrotnej rozwódki samotnie wychowującej trójkę dzieci, kobiety bez pieniędzy, wykształcenia i szansy na pracę. Tylko dzięki swojej bezczelności i determinacji zostaje zatrudniona do pomocy w kancelarii wziętego adwokata. Porządkując akta, przypadkowo odkrywa, że potężny koncern, doprowadzając do zanieczyszczenia wody w małym miasteczku, może być odpowiedzialny za ciężkie choroby mieszkających tam ludzi. Z pomocą swojego szefa, przekonując do sprawy początkowo bardzo nieufne rodziny, kieruje sprawę do sądu. Odszkodowanie w wysokości 333 milionów dolarów, które wywalczyła, do dziś pozostaje największym w historii amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. „Elizabeth”, Shakhar Kapur (1998) Anglia, połowa XVI wieku. Gdy królowa Maria I, zagorzała katoliczka, umiera bezpotomnie, na tronie zasiada Elżbieta (Cate Blanchett). W przeciwieństwie do swojej poprzedniczki, to kobieta pełna energii i radości życia. Jako protestantka od początku ma jednak wielu wrogów. Kryzys związany z podziałami religijnymi, pustoszejący skarbiec, dworskie intrygi,...

Czytaj dalej
Thelma i Louise / East News

10 najlepszych filmów o kobiecej przyjaźni: od „Thelmy i Louise” po „Służące"

Proponujemy Wam tym razem najlepsze filmy o kobiecej przyjaźni. Możecie wybrać klasykę, czyli „Mężczyźni wolą blondynki” z Marylin Monroe, ikoniczne kobiece kino drogi – „Thelma i Louise”. A może wyciskacz łez „Już za tobą tęsknię”?
Anna Zaleska
10.08.2020

Mnóstwo jest filmów o miłości, ale o kobiecej przyjaźni reżyserzy – a nawet reżyserki – opowiadają rzadko. Zbyt rzadko. Oto 10 filmów na wieczór z przyjaciółkami. Będziecie się śmiać do łez, ale nie zabraknie też powodów do wzruszeń. Tak czy inaczej, trzeba przygotować paczkę chusteczek.   Thelma i Louise (USA 1991, reż. Ridley Scott) Thelma (Geena Davis) jest zdominowaną przez prymitywnego męża gospodynią domową, Louise (Susan Sarandon) – żyjącą według własnych zasad kelnerką. Znużone codziennością przyjaciółki wyruszają na wspólną wyprawę. Pragnienie zakosztowania wolności sprawia, że sytuacja wymyka im się spod kontroli i z każdym kolejnym krokiem powrót do dawnego życia staje się coraz mniej możliwy. Aż dochodzi do tragedii. Dwie kobiety, które dla siebie nawzajem byłyby w stanie zabić albo dać się zabić, stały się ikonami wolności i przyjaźni.   Frances Ha (USA 2012, reż. Noah Baumbach) Biało-czarny niezależny film był wielką sensacją festiwali w Sundance i w Berlinie w 2012 roku. Dwie przyjaciółki od dziecka snują marzenia o tym, że podbiją świat. Jedna będzie potentatką na rynku wydawniczym, druga światowej sławy tancerką. Ale nie wszystko w życiu układa się po ich myśli. Wręcz bardzo mało. Niby wiadomo, że „czasem dobrze robić to, co musisz zrobić, kiedy powinnaś to zrobić” – ale Frances jakoś tego nie robi… W tym pełnym uroku, piekielnie błyskotliwym i zabawnym filmie główne role zagrały Greta Gerwig i Michey Sumner, najstarsza córka Stinga i Trudie Styler.   Stalowe magnolie (USA 1989, reż. Herbert Ross) Sally Field, Shirley MacLaine, Dolly Parton, Daryl Hannah i Julia Roberts – obsada koncertowa. I film, który sprawi, że na przemian będziecie się...

Czytaj dalej
East News

Piękna, zdolna, niepokorna – Angelina Jolie i jej najlepsze role

Trudno wyobrazić sobie współczesne kino bez Angeliny Jolie. Zna i kocha ją (albo nienawidzi, bo aktorka wzbudza tylko skrajne emocje) cały świat. Ma wielu fanów wśród miłośników filmów akcji, ale uznanie krytyków zdobyła, grając w dramatach. Oto najlepsze role 45-latki.
Sylwia Arlak
03.06.2020

Oscar za najlepszą rolę drugoplanową w filmie „Przerwana lekcji muzyki”  i nominacja do najważniejszej nagrody filmowej na świecie za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie „Oszukana”.  Do tego trzy wygrane Złote Globy (i trzy nominacje) nominacje do nagrody BAFTA, Emmy, Saturn i wiele innych wyróżnień. Ale też cztery nominacje do Złotych Malin — antynagrody przyznawanej najgorszym twórcom filmowym. Angelina Jolie — bo o niej mowa — od początku kariery wzbudzała sprzeczne emocje. Ale nikogo nie pozostawała obojętnym. Które role 45-latki przejdą (albo już przeszły) do historii kina?  „Przerwana lekcja muzyki” To właśnie za rolę Lisy Rowe, Angelina Jolie otrzymała pierwszego (i jak na razie jedynego w swojej karierze) Oscara.  O „Przerwanej lekcji muzyki” mówi się, że to damski odpowiednik „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Jolie partneruje tu Winonie Ryder (która jako Susanne również wspięła się na wyżyny aktorskie). Choć bohaterki filmu pochodzą z dwóch różnych światów, łączy przyjaźń i wzajemna fascynacja. Lisa jest żywiołowa, twarda i dominująca, a Susanne cicha, wrażliwa i zamknięta w sobie. Obserwowanie tego duetu na ekranie — choć sam temat filmu może być dla widza trudny  i niewygodny — to czysta przyjemność. „Lara Croft: Tom Raider” Rola, po której Angelina Jolie zyskała rozgłos i międzynarodową sławę? Oczywiście chodzi o film „Lara Croft: Tom Raider”, który powstał na podstawie gry wideo pod tym samym tytułem. Reżyser w roli nieustraszonej i wysportowanej bohaterki, od początku widział właśnie Jolie. A aktorka zrobiła wszystko, żeby sprostać jego oczekiwaniom. Przeszła trzymiesięczny trening, na który składały się skoki na bungee,...

Czytaj dalej
Sharon Stone i Michael Douglas w „Nagim instynkcie” / East News

Od „Nagiego instynktu” po „Lolitę”. 10 filmów ocenzurowanych z powodu seksu

Dlaczego „Nagi instynkt” wzbudził takie protesty? Nie, wcale nie chodziło o to, w jaki sposób Sharon Stone zakłada nogę na nogę, ale o coś zupełnie innego… Oto 10 filmów, które miały kłopoty z cenzurą. Za wyświetlanie niektórych można było trafić do więzienia.
Anna Zaleska
31.07.2020

Chociaż podobno żyjemy w czasach, kiedy wolno pokazać wszystko, a polskie „365 dni”, uznawane przez wielu krytyków za zwykłe porno, święci międzynarodowe triumfy na Netfliksie, cenzura nadal ma się dobrze (i  kto wie, może to nie jest złe?). Zobaczcie 10 wielkich filmów światowego kina, w których „momenty były” – ale niejednokrotnie zostały wycięte.  Nagi instynkt (USA 1992, reż. Paul Verhoeven) Przeciwko filmowi z Sharon Stone protestowali i konserwatyści, i liberałowie. Aktywiści gejowscy już na etapie zdjęć obrzucali plan filmowy torebkami z farbą, dmuchali w gwizdki i namawiali przejeżdżających obok kierowców do naciskania klaksonów. Uważali, że postać lesbijki morderczyni będzie pożywką dla homofobii i nastrojów antygejowskich. W jednej z gazet w San Francisco wykupili nawet całostronnicową reklamę nawołującą, by nie iść na „Nagi instynkt” do kina, z tekstem: „Hollywood konsekwentnie przedstawia nas jako ofiary lub psychopatów. Nie wydawaj swoich pieniędzy, żeby oglądać popisy homofobii i mizoginizmu”.    Organizacje konserwatywne protestowały natomiast, twierdząc, że film podkopuje tradycyjne amerykańskie wartości. Groziło mu przyznanie kategorii NC-17 (zakaz wstępu dla każdego, kto nie ukończył 17 lat), co oznaczałoby o wiele niższe wpływy do budżetu. Ostatecznie zmontowano mniej drastyczną wersję „Nagiego instynktu”, która dostała od komisji kwalifikacyjnej kategorię R (film mogą oglądać nastolatki w towarzystwie osoby dorosłej i może być bez ograniczeń reklamowany w prasie). Ale pewien kardynał wystosował po jego premierze apel, by stworzyć dla filmu i telewizji nowy kodeks moralny, zakazujący nagości, lubieżnych uścisków, brzydkich wyrazów i bluźnierstw. I Bóg stworzył kobietę...

Czytaj dalej