Natalia Kukulska o dojrzałości, marzeniach i odwadze: „Chcę jeszcze w życiu wielkich emocji”
Karolina Wilczyńska

Natalia Kukulska o dojrzałości, marzeniach i odwadze: „Chcę jeszcze w życiu wielkich emocji”

Natalia Kukulska spełniła swoje marzenia i zrealizowała największy życiowy projekt: płytę z aranżacjami utworów Fryderyka Chopina. „Czułe struny” to bardzo kobieca płyta – o miłości, odwadze, macierzyństwie.
Sylwia Niemczyk
17.10.2020

Jestem w takim momencie życia, że nie chcę już tylko marzyć, ale spełniać swoje marzenia, by za kilka czy kilkanaście lat nie żałować, że nie spróbowałam”, mówi Natalia Kukulska przy okazji premiery płyty „Czułe struny” z nowymi, wyjątkowymi aranżacjami utworów Fryderyka Chopina.

Sylwia Niemczyk: Powiedziałaś kiedyś w „Urodzie Życia”, że w życiu warto kierować się odwagą. Twoja nowa płyta „Czułe struny” pokazuje, że odwagi na pewno ci nie brakuje. 

Natalia Kukulska: Dotykanie twórczości wielkich kompozytorów czy poetów zawsze wymaga pewnej zuchwałości i powiem szczerze, że prawdopodobnie bym się na to spotkanie z Chopinem nigdy nie zdecydowała, gdyby nie to, że zostałam na nie w pewien sposób zaproszona. 10 lat temu, w dwusetną rocznicę urodzin Chopina, zostałam jako wokalistka zaproszona przez poznański Classic Jazz Quartet do udziału w koncercie „Chopin nasz współczesny”. Wtedy byłam tym tak samo zdziwiona, jak pewnie dzisiaj są niektórzy, widząc moje „Czułe struny”. Myślałam: „Jak to, ja?!”. Ale po tamtym jednym koncercie miałam duży niedosyt i pomyślałam, że warto byłoby kiedyś jeszcze do Chopina wrócić. I jako że jestem osobą, która lubi sobie wszystko planować z dużym wyprzedzeniem, to już wtedy, te 10 lat temu zaplanowałam, że wrócę w kolejną okrągłą rocznicę urodzin Chopina. Miałam dużo czasu, żeby ten pomysł się w mojej głowie zweryfikował. Po pierwsze: czy, ale przede wszystkim: jak to zrobić. 

I to „jak” jest zrobione naprawdę z przytupem: razem z tobą na płycie występuje Sinfonia Varsovia. 

To już od długiego czasu było moim wielkim marzeniem. Każdy artysta, który miał okazję wystąpić na scenie z orkiestrą symfoniczną, wie, jakie to jest wspaniałe uczucie – obcowanie z wielką ścianą dźwięku – magiczna rzecz. Jestem w takim momencie życia, że nie chcę już tylko marzyć, ale spełniać swoje marzenia, żeby za kilka czy kilkanaście lat nie móc sobie zarzucić, że nie spróbowałam. 

Zaprosiłaś też do współpracy pięć artystek, które razem z tobą napisały teksty.

To jest piękna lista: Kayah, Gaba Kulka, Bovska, Mela Koteluk i Natalia Grosiak z Micromusic. Każda z nich pytała mnie o to, jak sobie to wyobrażam, czy jest jakiś temat przewodni płyty, którego mają się trzymać, ale ja prosiłam tylko o to, żeby to był zapis ich emocji. Wyszły teksty, które są jak najbardziej współczesne, ale jednocześnie uniwersalne. Romantyzm, którym są nasycone, jest trochę niedzisiejszy, widać to choćby w Etiudzie E-dur, gdzie śpiewam tekst Meli Koteluk „Z wyjątkiem nas”, którego pointą jest dzisiejszy deficyt czy nawet utrata naszej wrażliwości na piękno.  

Wracasz do tego deficytu też w innym utworze, w którym śpiewasz: „Świętujemy znieczulenia czas”. 

Tekst „Znieczulenie” napisałam jako pierwszy, pod wpływem impulsu po wysłuchaniu wspaniałej przemowy noblowskiej Olgi Tokarczuk. Słowo „czułość”, które przypomniała nam pisarka, wydało mi się niewiarygodnie ważne w naszym życiu. „Znieczulenie” to piosenka o jakimś dziwnym zepsuciu świata, które dzisiaj wszyscy widzimy. Jesteśmy znieczuleni, być może dlatego, że codziennie docierają do nas skrajne, przerysowane bodźce. Kiedy śpiewam: „Świętujemy znieczulenia czas”, to mówię o społeczeństwie, którego też jestem częścią, nie czuję się od nikogo lepsza, wrażliwsza. Nieraz, na przykład na urlopie, łapię się na wewnętrznym lęku, który wynika z chwilowego wyciszenia się. Codzienny bieg zagłusza prawdziwe potrzeby, tęsknoty, a później, gdy uda mi się zatrzymać i one mogą w końcu dojść do głosu, zetknięcie się z nimi jest dla mnie trudne i bolesne. 

Ale muszę tu uściślić, że leitmotivem płyty nie jest znieczulenie, tylko przeciwnie: czułość – to wspaniałe pojęcie, którego nie można do końca opisać, nawet noblistka potrzebowała wielu słów, by je zdefiniować! 

„Czułe strony”: muzyka Chopina i kobiece uczucia

Który z tekstów śpiewanych na płycie poruszył cię najbardziej?

Każdy z nich rezonuje we mnie w inny sposób. Choćby piękna piosenka Kayah o samotności w związku i zawodzie miłosnym. Ale jeśli mam wybrać rodzaj poruszenia, który był dla mnie odkrywczy, to słowa, które napisała Gaba Kulka, „Ktoś całkiem nowy”. Jak przeczytałam całość, to się bardzo wzruszyłam. To jest utwór o relacji matki i dorastającej córki. Pisana tak linearnie, jakbym opowiadała o naszym życiu i czasie, który naszą relację zmienia i buduje. O chęci zatrzymania tego, co nie do zatrzymania.

„Dalej biegnij 
Dalej goń 
Tylko proszę, obiecaj
Że powrócisz tu
Znowu malutka
I dasz się utulić do snu”.

Chyba prawie każda matka dorastającej córki odnajdzie w nim swoje emocje. 

 

Śpiewasz o macierzyństwie, o cierpieniu po zdradzie, tęsknocie za miłością – mam wrażenie, że w ten sposób odzierasz utwory Chopina z tradycyjnej, narodowej otoczki. Tytułowe „Czułe struny” to przecież Polonez As-dur, który kiedyś był nazywany heroicznym. 

Absolutnie się zgadzam z tym, że to nasz skarb narodowy, od lat padamy przed wielkością tej twórczości na kolana, dumni, że mamy tak wybitnego rodaka. Ale muzyka to coś żywego, to emocje, które czujemy dzisiaj, tu i teraz. Dla mnie utwory Chopina współgrają z moimi emocjami, często się przy nich wzruszałam. Pamiętam momenty, kiedy towarzyszyły mi w ostatnich miesiącach życia mojej babci Haliny. Leżała w jednym pokoju, a naprzeciwko, w drugim pokoju, moje dzieci ćwiczyły do szkoły muzycznej preludia chopinowskie e-moll i c-moll. Ile w nich refleksji, bólu, wzruszenia… 

Same „Czułe struny” to utwór o odwadze, której potrzebujemy, żeby się spełniać w życiu, żeby sięgnąć po swoje marzenia. Dla ciebie to nie jest heroiczne? Nieraz wchodzimy w bezpieczne schematy, bo boimy się wielkich emocji. Często też przed działaniem powstrzymują nas kompleksy albo zasady wpojone w domu. Bardzo trudno jest się nam uwolnić od konwenansów, znam to z własnego doświadczenia. Moja babcia, która po śmierci mamy pomagała mnie wychowywać, była w stu procentach mieszczańska i przez całe lata od niej słyszałam: „To wypada, tego nie wypada” albo: „Co powiedzą ludzie?”. Dla niej największą wartością była skromność. Strój musi być skromny, zachowanie musi być skromne. Coś było ładne, bo skromne. Kiedy dorastałam, musiałam się z tego dyktatu skromności wyzwolić, na szczęście mój zawód zawsze dawał mi dużo pretekstów do zabawy, wolności, eksperymentowania z wizerunkiem.

 Musiała co chwilę łapać się za głowę, gdy widziała twoje fryzury, stroje. 

To zdecydowanie nie był jej świat, ona nigdy się nie malowała, zawsze ubierała się skromnie i nobliwie, w szarości i beże, zajmowała się tylko domem. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie to, że jako dorastająca dziewczyna już widziałam w niej umęczoną kobietę, która nie miała własnego życia, bo się poświęciła, wiecznie sprzątającą i utyskującą: „Czemu nie odłożyłaś tego na miejsce?”. Była też na pewno osobą żyjącą w ciągłym lęku, co dzisiaj umiem zrozumieć: gdy miała dwa lata, straciła tatę, potem córkę. Dla niej każdy mój wyjazd był ogromnym stresem, żegnała się ze mną, jakbyśmy miały zobaczyć się już ostatni raz.

Mieszkała z wami, gdy byłaś dzieckiem, na nowo zamieszkałyście razem, gdy byłaś już dorosłą kobietą. 

Zaprosiłam ją do siebie nie z obowiązku odpłacenia opieką za opiekę, ale dlatego, że czułam potrzebę bliskości z nią. Przez to rola opiekunki, w jaką weszłam, była piękna mimo wszystkich wyzwań. Poznałam tę rolę od podszewki, dlatego wiem też, że trzeba o niej rozmawiać i wspierać wszystkich, którzy ją odgrywają. Sama zresztą to robię, angażując się w kampanię edukacyjną dotyczącą roli opiekuna osób przewlekle chorych. Ostatnie miesiące z babcią były trudnym, ale też bardzo ważnym dla mnie doświadczeniem. Cieszę się, że mogłyśmy być razem w tych najcięższych momentach, bo babcia, z tymi wszystkimi swoimi trudnymi cechami, była dla mnie niezwykle ważna, miała na mnie wielki wpływ.  

Co od niej wzięłaś? 

Czasem żałuję, że nie wzięłam więcej, nie nauczyła mnie na przykład lepienia pierogów, choć na szczęście zostały po niej przepisy. Ale nie o te przepisy chodzi, bardziej o to, co jednak udało jej się mi przekazać – o to, że dom jest ważny, że w tym domu ważne są wspólne posiłki, spotkania przy stole. Babcia się we mnie odzywa w różnych sytuacjach w życiu, często ją słyszę w głowie i lubię ten jej głos. Dzisiaj widzę między nami więcej podobieństw niż kiedyś, zauważam na przykład, że stałam się tak jak ona osobą twardo stąpającą po ziemi. Kiedyś taka nie byłam, ale potrzeba mnie zmieniła. 

Kiedy nastała ta potrzeba? Gdy zostałaś mamą?

No właśnie to jeszcze nie było wtedy. Kiedy Jaś się urodził, miałam nianię, wielką pomoc mojej babci, która była wtedy jeszcze w bardzo dobrej formie, i rodziców Michała, mojego męża. Moje twarde stąpanie po ziemi zaczęło się dużo później, kiedy najpierw zachorował mój tata, a potem babcia. Wtedy zaczęły się powolutku nasze role odwracać. Wcześniej przez wiele moich dorosłych lat miałam poczucie, że to oni cały czas się mną opiekują, wiedziałam, że choć mam dzieci, to mogę wyjechać, bo ktoś pomoże, ogarnie. A potem nagle tego zabrakło – nagle to ja weszłam w rolę opiekuna i babci, i taty, każde z nich miało dość długi okres chorowania przed odejściem. Wzięłam sprawy w swoje ręce, dbałam o leczenie, wizyty lekarskie i planowanie im codzienności, po prostu dbałam o nich. To mnie bardzo zmieniło.

Natalia Kukulska o dojrzałości: „boję się”

Dojrzałaś? 

Coraz bardziej boję się, że zaczynam tę dojrzałość czuć… 

Boisz się? 

Tak, to też jest pewien lęk. Oczywiście z radością witam w sobie dojrzałość, która kojarzy się ze świadomością, poznaniem siebie. Ale jednocześnie dojrzałość mi się też kojarzy z utratą spontaniczności. Przez tę odpowiedzialność, której nabyłam w ostatnich latach, przez to, że tak o wszystkim myślę i wszystkim się przejmuję, staję się mniej spontaniczna – i mocno pracuję nad tym, aby tak nie było. Dojrzałość to nie tylko zdawanie sobie sprawy z tego, kim jesteśmy i czego w życiu chcemy. To też uświadomienie sobie, że czas mija, że decyzje, które podejmujemy, mogą być nieraz nieodwracalne. Przez tę świadomość człowiek może stać się nazbyt ostrożny. Boję się, aby szala nie przechyliła się zbyt mocno, żeby z osoby spontanicznej, którą byłam przez wiele lat, nie stać się zachowawcza. Walczę cały czas o swój luz, dystans, szczere emocje, o swoją wewnętrzną radość. 

 

Nowa płyta to część tej twojej wewnętrznej walki?

Ta płyta jest dla mnie bardzo mobilizująca, była wielkim wyzwaniem: logistycznym, artystycznym, wokalnym. Kiedy zaczynałam nagrywać, starałam się być bardzo correct, chciałam, żeby te melodie były jak najprościej oddane, bałam się, że będzie słychać naleciałości czy jakieś moje manieryzmy. Stałam spięta, cała na baczność przy mikrofonie, na szczęście Leszek Kamiński, który nagrywał mój wokal, cały czas mi przypominał, żebym nie trzymała emocji na wodzy, żebym zamknęła oczy i puściła je wolno, i była prawdziwa. To było dla mnie bardzo ważne – żeby wyszło naturalnie. 

Na pewno nie chodziło mi o to, żeby dołączyć do tych, którzy „przerobili” Chopina. Opracowań tych kompozycji było wiele, co prawda głównie interpretacje jazzowe, mniej było utworów wokalnych, w Polsce powstały do tej pory tylko dwie takie płyty. Novi Singers w latach 70., tylko że oni śpiewali scatem, nie śpiewali tekstów. Dopiero w latach 80. Bernard Maseli, wybitny wibrafonista, nagrał płytę „Tylko Chopin” z Lorą Szafran. Niedawno z nim rozmawiałam, opowiedział mi, że wtedy mocno im się dostało po głowie. Więc jeśli mi też się oberwie – to będę w dobrym towarzystwie. Ale na razie odbiór albumu wręcz mnie unosi.

Natalia Kukulska „Czułe struny”
mat. prasowe

„Czułe struny” (wyd. Agora) to największy dotychczasowy projekt muzyczny Natalii Kukulskiej. Na płycie znajduje się 10 kompozycji Fryderyka Chopina opracowanych w formie utworów symfonicznych. Za aranżację utworów odpowiadają: Krzysztof Herdzin, Nikola Kołodziejczyk, Adam Sztaba, Paweł Tomaszewski i Jan Smoczyński, a pod ich batutą zagrała orkiestra Sinfonia Varsovia.

***

Rozmowa z Natalią Kukulską ukazała się w „Urodzie Życia” 9/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Natalia Kukulska
East News

Natalia Kukulska podsumowuje rok 2020: najlepsza płyta, książka, serial, film i wydarzenie

Jej płyta „Czułe struny” nagrana z orkiestrą Sinfonia Varsovia jest zdecydowanie naszą płytą roku: kobieca, refleksyjna, energetyczna i odważna, bo Natalia Kukulska tym razem wzięła na swój warsztat utwory Fryderyka Chopina. W wywiadzie dla „Urody Życia” mówiła, że chce w życiu iść po swoje marzenia, a „Czułe struny” były jednym z jej największych życiowych marzeń.
Sylwia Niemczyk
29.12.2020

Poprosiłyśmy artystkę, by opowiedziała nam o swoich tegorocznych odkryciach: muzycznych, książkowych, serialowych… Powstała inspirująca lista rzeczy „do nadrobienia” – posłuchajcie, oddajemy głos samej artystce: *** Płyta roku 2020 Rok pandemii pokazał też, że muzyka ma olbrzymie znaczenie. Pomaga przetrwać ciężkie chwile, przeczekać, zapomnieć, ukoić nerwy. Sama, choć byłam zanurzona w pracę nad swoją płytą, wiele słuchałam - zarówno nowości jak i sprawdzonych wykonawców i ich albumów. Dlatego nieprzypadkowo wróciły do mnie dwie stare symfoniczne płyty. Jedna to „Both Sides, Now” Joni Mitchel, a druga to płyta Petera Gabriela „Scratch”. Genialnie brzmiące, głębokie… polecam bo to czyste piękno.  Z odkryć tegorocznych – dwie produkcje, które polecił mi mój syn. Płytę basisty -  Thundercat, którego „The Beyond” przyniosło mi w tym roku powiew świeżości i momentalnie skradło mi serce. Kolejny album to nagranie amerykańskiej grupy Vulfpeck „Live at Madison Square Garden”. Album powstał co prawda w 2019 r., ale ja ten koncert zobaczyłam dopiero podczas pandemii i mogę śmiało powiedzieć, że on odczarował nam ten trudny czas i całej rodzinie dodał energii. Włączyliśmy go sobie w domu i przeżywaliśmy go jak byśmy byli na koncercie, łącznie z tańcem! Ten live jest porywający, przezabawny i błyskotliwy. Bardzo nam poprawił humor, świetnie się bawiliśmy –  to super wspomnienie z tego trudnego czasu.   Z zagranicznych albumów, bo jeszcze mam listę polskich wydarzeń!, gorąco poleciłabym album Jacoba Colliera, pt. „Djesse vol. 3”. Dla mnie to geniusz, śmiało możemy nazwać go Mozartem czy Chopinem muzyki rozrywkowej dzisiejszych czasów. Na tej płycie jest wszystko: i jazz, i...

Czytaj dalej
Najlepsze dla Urody 2020
iStock

Najlepsze dla Urody 2020 – rusza kolejna odsłona plebiscytu „Urody Życia”!

Najlepsze kosmetyki do pielęgnacji, tusze, cienie, pomadki – i najpiękniejsze perfumy, które rozpieszczają nasze zmysły! Co nas zachwyciło w 2020 roku? Rusza kolejna edycja naszego plebiscytu Najlepsze dla Urody.
redakcja „Uroda Życia”
10.12.2020

Jakość – to nasze słowo klucz. Co roku wybieramy 20 najlepszych pod względem jakości produktów, które pomagają nam dbać o naszą skórę, włosy – i nasze samopoczucie. Testujemy je na własnej skórze, omawiamy ich skład z najlepszymi ekspertami w Polsce, a nawet zwracamy uwagę na to, jak prezentują się na naszych łazienkowych półkach. Podczas kolejnej odsłony plebiscytu Najlepsze dla Urody  sprawdzimy, jakie jakościowe nowości przyniósł nam 2020 rok. Zwycięska dwudziestka zostanie przedstawiona naszym użytkowniczkom w marcu 2021 roku. Znak jakości „Najlepsze dla Urody 2020” to najlepsze polecenie zakupowe! Zobacz także: Złota dwudziestka Najlepsze dla Urody 2019 Jury Najlepsze dla Urody 2020 Nasz plebiscyt wyróżnia niezależność i eksperckość – w skład jury wchodzą nie tylko wspaniałe artystki, które olśniewają  talentem i urodą, lecz także najlepsi polscy eksperci od pielęgnacji skóry: dr Ewa Chlebus i dr Marcin Ambroziak. Dzięki temu gwarantujemy naszym czytelniczkom, że zwycięskie produkty są skuteczne, bezpieczne i o najwyższej jakości.  Pełen skład jury:  Sylwia Niemczyk, redaktor naczelna „Urody życia” i urodazycia.pl Marta Cieplak, szefowa działu Uroda magazynów „Uroda Życia” i „Viva!” dr n. med. Ewa Chlebus, dermatolożka, właścicielka kliniki dermatologii Dr Chlebus w Warszawie dr n. med. Marcin Ambroziak, dermatolog, właściciel kliniki dermatologii i medycyny estetycznej Klinika Ambroziak Natalia Kukulska, wokalistka, której płyta „Czułe struny” jest naszą płytą roku 2020 Kayah, wokalistka, współwłaścicielka wytwórni muzycznej Kayax Sylwia Rakowska, makijażystka gwiazd, pomysłodawczyni akcji #twarztoniepisanka

Czytaj dalej
Natalia Kukulska
Marta Wojtal

Natalia Kukulska szczerze o dzieciństwie: „Ludzie litowali się nade mną. Nienawidziłam tego!”  

„Biedne, biedne dziecko bez mamy, mówili”
Jakub Janiszewski
04.01.2019

Natalia Kukulska mówi, że chwilami czuje się tak, jakby dramatyczna przeszłość rodziców przytrzymywała ją i nie pozwalała na kolejny krok. Z trudem buduje swój własny muzyczny świat. Właśnie wydała nową płytę „Ósmy plan”. To nie tylko tytuł, ale i życiowy manifest. Pyta Jakub Janiszewski.    Nagrałaś bardzo mroczną płytę. Chyba nikt tego tak wprost do tej pory nie nazwał, ale ja sama też tak czuję. Na tej płycie jest parę utworów, w których trochę bawię się słowem, ale rzeczywiście wszystko pochodzi z ciemniejszych i bardziej refleksyjnych obszarów mojej jaźni. Teksty do tych piosenek wydobywałam z siebie z wielkim trudem, choć nigdy łatwości pisania nie miałam, weszłam w to, bo czułam się nie fair wobec moich autorów, którym za dużo narzucałam, za dużo zmieniałam. Nie chciałam ludzi dręczyć, już na „Sexi Flexi” zaczęłam pisać sama, ale tam dużo było po angielsku, co paradoksalnie czyniło sprawę o wiele łatwiejszą. Tym razem – pisząc już po polsku – okazało się, że trafiam na takie obszary samej siebie, których nie mogę odciąć, choćbym nawet próbowała.   I wyszła płyta o utracie. I o rozstaniu. Nie myślałam tak o niej, ale ona chyba rzeczywiście się w jakąś historię ułożyła. Już pierwsza piosenka – „Pióropusz” – opowiada o kimś, kto przy całym swoim zagubieniu wewnętrznym struga bohatera. Na pewno tematu rozstania dotyka „Na koniec świata” oraz „Ósmy plan”. A w piosence „Chowam się” mówię o tym, jak to jest, gdy próbuje się uciec od stanów depresyjnych i lękowych, chowając się za „bezmyślenia zakrętem”. Ale jednak śpiewam w niej „horyzont pastelowy jest”.   W depresji też zdarzają się...

Czytaj dalej
Okładka płyty „Carla Bruni”

Najpiękniejsze płyty tej jesieni: Carla Bruni, Diana Krall, Melody Gardot i inni

Najbardziej nastrojowe, pełne melancholii i tęsknoty płyty na jesień. Ale też takie, które dodadzą energii, chęci do życia albo podziałają jak balsam dla duszy.
Anna Zaleska
28.09.2020

Płyty nastrojowe i pełne melancholii najlepiej brzmią o tej właśnie porze roku, gdy o szyby deszcz dzwoni jesienny. Ale czasem jak już robi się zbyt smutno, może lepiej zaserwować sobie coś pogodnego? Matt Dusk w duecie ze Zbigniewem Wodeckim czy Melody Gardot ze Stingiem to coś, co w jednej chwili poprawia nastrój. John Legend działa jak balsam dla duszy. John Lennon proponuje: „Imagine…” Carla Bruni, „Carla Bruni”, Universal Spokój, nostalgia, prostota i delikatność. Gitara, fortepian, trochę rytmu, subtelne melodie – to wszystko można znaleźć na nowej płycie Carli Bruni. Tytuł – po prostu „Carla Bruni” – ma podkreślać, jak bardzo osobiste są utwory, które żona byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego napisała na ten album. Większość piosenek śpiewa po francusku, ale jest też utwór po włosku zaśpiewany z siostrą, aktorką Valerią Bruni-Tedeschi. Gdy rozpoczął się lockdown, Carla Bruni miała gotowe prawie pół płyty. Na południe Francji, gdzie rodzina Sarkozych miała mieszkać przez kilka tygodni w odosobnieniu, zabrała ze sobą mikrofon, komputer i gitarę. Przy poprzednich płytach, by pobudzić kreatywność, szła na spacer i przyglądała się ludziom. Teraz to nie było możliwe. Rano ćwiczyła, potem spędzała dużo czasu z dziećmi, gotowała, a potem siadała do pisania piosenek. Może dlatego ta płyta wydaje się jeszcze bardziej intymna niż poprzednie? Melody Gardot „Sunset in the Blue”, Decca Records Kto słuchał w Trójce „Markomani” Marka Niedźwieckiego, na pewno świetnie zna Melody Gardot. Ta amerykańska piosenkarka jazzowa sama pisze swoje piosenki, jest też pianistką i gitarzystką. Jej nowy, długo wyczekiwany album „Sunset in the Blue” zapowiedział singiel „Little Something”, na którym Melody Gardot...

Czytaj dalej