„Narodziny Wenus”. Bogini z obrazu ma twarz Simonetty Vespucci – prawdziwej królowej piękności 
Sandro Botticelli, „Narodziny Wenus”, Galeria Uffizi, źródło: Wikipedia

„Narodziny Wenus”. Bogini z obrazu ma twarz Simonetty Vespucci – prawdziwej królowej piękności 

Sandro Botticelli namalował „Narodziny Wenus” około 1485 roku, 10 lat po śmierci swojej muzy Simonetty Vespucci. Artysta uwielbiał ją do tego stopnia, że chciał być obok niej pochowany.
Kamila Geodecka
01.02.2021

Wenus stoi na środku obrazu niczym antyczna rzeźba i ma utożsamiać ideał piękna kobiecego ciała. Bogini miłości ma tutaj twarz Simonetty Vespucci, czyli muzy Botticellego oraz prawdziwej królowej piękności Florencji. Zachwycali się nią wszyscy – biedacy i arystokraci, poeci i malarze. Gdy Vespucci zmarła, trumna z jej ciałem krążyła po całej Florencji, by każdy mógł ją ujrzeć chociaż przez chwilę. 

Czytaj także: Anna German była boginią, Rosjanie nazwali nawet jej imieniem jedną z asteroid. Wypadek wszystko zmienił

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Simonetta Vespucci pojawia się we Florencji 

Simonetta Vespucci urodziła się około 1453 roku w Genui i już jako siedemnastolatka została wydana za mąż za florenckiego arystokratę –  Marka Vespucci. Piękna ceremonia zaślubin odbyła się we Florencji i bardzo szybko po mieście zaczęły krążyć plotki o cudownej piękności, która pojawiła się na ulicach.

Prawdziwa sława młodej kobiety rozpoczęła się jednak w 1475 roku podczas turnieju rycerskiego. Przenieśmy się na chwilę w te odległe czasy i wyobraźmy sobie, że na plac Santa Croce we Florencji zjeżdża się cała miejscowa arystokracja. Na dostojnych koniach wjeżdżają rycerze, a jednym z nich jest Giuliano de Medici trzymający w rękach proporzec przedstawiający twarz Simonetty.

Giuliano pokonuje swoich rywali, a wszyscy rycerze oddają hołd nowo wybranej „Królowej Piękności”. Jest nią oczywiście Simonetta Vespucci, która od tego momentu będzie prawdziwą muzą dla poetów i malarzy. Sandro Botticelli niejednokrotnie namaluje jej twarz, a Angelo Poliziano napisze poemat, w którym zamieści długie opisy wychwalające urodę młodej kobiety. Ponadto w Vespucci będą się kochać wszyscy mężczyźni we Florencji – arystokraci, wpływowi Medyceusze i biedniejsi kupcy.  

Czytaj także: „Dama z gronostajem”, czyli Cecylia Gallerani. Kim była kobieta z obrazu Leonarda da Vinci?

Simonetta Vespucci – muza Botticellego i kochanka Giuliano

Po turnieju rycerskim mieszkańcy Florencji zaczęli plotkować o tym, że Simonetta ma romans z Giulianim. Podobno mężczyzna miał przygotować dla niej specjalną komnatę w swojej rezydencji i urządzać w niej potajemne spotkania. Ich romans nie mógł jednak trwać długo. Simonetta zmarła pod koniec kwietnia 1476 roku w wieku 22 lat. Dokładnie dwa lata później życie stracił Giuliano. Został zamordowany we florenckiej katedrze Santa Maria del Fiore w czasie tzw. spisku Pazzich. Mężczyzna był wielokrotnie ugodzony sztyletem.

Pamięć o młodych kochankach, którzy odeszli tak młodo, nie mogła zaginąć. Rodzina Medyceuszy dbała o to, by wciąż mówiono o turnieju rycerskim z 1475 roku i wspominano „Królową Piękności”. Udało się. Florencja mówiła o tej parze jeszcze przez długi czas, a twarz Simonetty możemy oglądać na wielu obrazach Botticellego, który podobno sam miał być zakochany w Vespucci. Zażyczył sobie nawet, by po śmierci jego ciało złożono obok jego muzy w kościele Ognissanti.

Czy faktycznie renesansowy malarz kochał Simonettę? A może tylko zachwycał się jej idealną kobiecą urodą i kochał ją miłością platoniczną? W końcu artysta namalował obraz „Wenus i Mars”, na którym podobno widzimy Vespucci z Giulianim. Być może malarz był już pogodzony z tym, że Simonetta oddała serce komuś innemu? A może plotki o tym, że był homoseksualistą, są prawdziwe, a Vespucci była dla niego jedynie pięknem, które chciał uwiecznić? Na te pytania już nigdy nie znajdziemy odpowiedzi. To, co możemy zrobić, to zachwycać się pięknem Vespucci na obrazach Botticellego i wyobrażać sobie gwarne turnieje rycerskie we Florencji. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Frida Kahlo i Diego Rivera
Getty Images

Frida Kahlo i Diego Rivera. Jej matka mówiła o nich, że to „związek słonia z gołębicą”

Frida nazywała Diego ropuchem, czasem wieprzem, ale nie mogła bez niego żyć. Choć lubiła też powtarzać o nim jeszcze jedno: „Najlepszy przyjaciel, najgorszy mąż”.
Agata Tuszyńska
22.09.2020

Dziś twarz Fridy kahlo spogląda na nas z okładek czasopism, nadruków na koszulkach, kubków i bibelotów. Domy mody stylizują swoje kolekcje na podobieństwo jej strojów i fryzur. Jej obrazy na aukcjach kosztują miliony. Największe muzea zabiegają, żeby mieć je w swoich zbiorach. Film z Salmą Hayek w roli Fridy przyciągał tłumy. Ale trzeba było pół wieku, żeby świat zainteresował się nią na serio. Nie jako ciekawostką i żoną „wielkiego Diego”.  Zachowało się blisko 150 obrazów Fridy Kahlo. Pewnie niewiele więcej namalowała. Nad każdym pracowała miesiącami, poprawiała, przemalowywała. Każdy z nich rozpoznawalny jest na pierwszy rzut oka. Taki rys niepowtarzalności w sztuce nie ma ceny.  A o wszystkim zdecydował tragiczny przypadek. Autobus, w którym jechała 18-letnia Frida w swoim rodzinnym Mexico City, zderzył się z tramwajem. Miała złamany kręgosłup, miednicę, żebra, obojczyki prawą nogę – jedenastokrotnie! Stalowa poręcz przebiła jej podbrzusze i macicę, naznaczając okrutnym piętnem jej ledwie rozbudzoną kobiecość. Świadkowie opowiadali, że pokaleczona, zakrwawiona Frida leżała na ulicy pokryta złotym pyłem (jeden z pasażerów wiózł proszek złotniczy). To scena symboliczna dla całego jej życia: złoty pył przykrywał największe w nim dramaty. Frida Kahlo i Diego Rivera – dzieliło ich prawie wszystko Wielokrotnie składana i kaleczona skalpelami lekarzy trzy miesiące przeleżała w gipsowej skorupie. Widziała przed sobą głównie swoje stopy. I to był temat jej pierwszego obrazu. Jednocześnie uczyła się i chodzić, i malować. Miała szczęście, że spotkała malarza, który nie wybił jej tych niewprawnych prób z głowy. I miała nieszczęście, że był nim Diego Rivera. Dzieliło ich właściwie wszystko – wiek (miał 21 lat, kiedy się...

Czytaj dalej
Jerzy Hoffman z żoną Jagodą
Zenon Zyburtowicz/East News

Jerzy Hoffman miał trzy żony, a między nimi „okresy międzywojenne”

Jerzy Hoffman w młodości był kobieciarzem, uwielbiał czystą wódkę i imprezy. Dziś jest szczęśliwy ze swoją żoną Jagodą.
Kamila Geodecka
21.12.2020

Hoffman to żywy scenariusz. Myślę, że jeśli nie powstanie o nim film biograficzny, to kino straci” – powiedział niemal 10 lat temu Borys Szyc. Faktycznie, życie reżysera sienkiewiczowskiej „Trylogii” jest nie mniej ciekawe niż losy jej bohaterów. Jerzy Hoffman urodził się w Krakowie, ale w wieku kilku lat został wywieziony na Syberię. Studia kończył w Moskwie. W komunistycznej Polsce wielokrotnie był przesłuchiwany, aż w końcu musiał wyjechać z ojczyzny. Przez lata krążyły o nim plotki, że w młodości był kobieciarzem. „Zawsze starałem się swoim zachowaniem nie zranić partnerki. Faktem jest, że byłem jak taka sieć, do której wpływały kobiety. Sam nie wiem, jak to się działo. Zresztą, w XXI wieku mężczyźni tylko z próżności twierdzą, że oni zdobywają kobiety. Nieprawda, to one nas uwodzą” – mówił reżyser, trzykrotnie żonaty. Czytaj także:   Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam” Ślub, wesele i wrzody Swoją pierwszą żonę poznał w czasie studiów w Moskwie. Jak sam przyznaje, była to studencka miłość, która nie przetrwała próby czasu. Poznali się na uczelni – wspólnie uczyli się na Wszechrosyjskim Państwowym Uniwersytecie Kinematografii. On w tym czasie uwielbiał imprezy, czystą wódkę oraz krótkie i niezobowiązujące związki z kobietami. Ona była drobną Ormianką. Miała ciemne włosy i oczy oraz… ognisty temperament. Nazywała się Marlena Nazarian i w  tamtym czasie kochał się w niej mieszkający w Moskwie hiszpański malarz. Ale ciemne oczy młodej Marleny spoglądały głównie w stronę Hoffmana. W końcu reżyser odezwał się do Nazarian. Zadzwonił do niej, ponieważ akurat pokłócił się z inną dziewczyną. A potem było wesele na 200...

Czytaj dalej
Leonard Coehn i Marianne Ihlen, początek lat 70.
Fot. Aviva Layton

Leonard Cohen i Marianne Ihlen. Muza od pierwszego wejrzenia

Był niewierny i miał obsesję na punkcie kobiet. Ale o miłości do niej nigdy nie zapomniał – kim była Marianne Ihlen, tajemnicza muza Leonarda Cohena, twórcy słynnego „Hallelujah”
Magdalena Żakowska
13.10.2020

Jeśli miłość poznaje się po tym, jak się kończy, to Leonard Cohen i Marianne Ihlen doświadczyli uczucia z najwyższej półki. Krótko przed śmiercią chora na białaczkę Marianne poprosiła ich wspólnego przyjaciela, żeby przekazał Cohenowi, że ona umiera. Chociaż niezmiennie przysyłał jej zaproszenia na wszystkie swoje koncerty, nie widzieli się i nie kontaktowali od wielu lat, nie wiedziała więc, że Cohen też jest śmiertelnie chory. Jego odpowiedź przyszła natychmiast: „Najdroższa Marianne, jestem tuż za tobą, dość blisko, by wziąć cię za rękę. Nigdy nie zapomniałem twojej miłości i urody, ale przecież o tym wiesz. Nic więcej nie muszę mówić. Bezpiecznej drogi, stara przyjaciółko. Zobaczymy się nieco dalej. Z wyrazami bezkresnej miłości i wdzięczności – twój Leonard”. Oboje zmarli wkrótce później, daty ich śmierci dzielą trzy miesiące. Marianne była muzą Cohena w czasach gdy stawał się wielkim bardem. To dla niej napisał m.in. słynną piosenkę „So long Marianne”. Leonard Cohen: Byłem przejazdem, zostałem na 7 lat Mówi się, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu. Jeśli tak, to artysta ze swoją muzą dobrze wychodzi tylko w piosenkach, listach i wspomnieniach. Tak było przynajmniej w tym przypadku. Przez większość ich wspólnego życia Marianne była głęboko nieszczęśliwa i samotna. Ale czy muza może być w ogóle szczęśliwa? I właściwie jakie warunki musi spełniać kobieta, żeby zostać muzą artysty? Nie oszukujmy się, musi być piękna. Fajnie, jeśli jest do tego inteligentna. Artyści przez wieki doceniali też w muzach otwartość seksualną, ale nie była ona nigdy obowiązkowa. Zawsze ważne były natomiast opiekuńczość, bezgraniczne oddanie i życiowa mądrość, która w praktyce sprowadzała się do zaradności....

Czytaj dalej
Tamara Łempicka
Materiały prasowe wydawnictwa Bosz

Tamara Łempicka była królową art déco. „Robię, co chcę i nienawidzę robić tego, co muszę”, mówiła

Tamara Łempicka była uznawana za kobietę nowoczesną. Część krytyków zachwycała się jej dziełami, inni wskazywali na „cielesność graniczącą z kiczem lub przynajmniej grzechem”. Artystkę można było kochać lub można było się oburzać jej twórczością. Jedno jest pewne – nikt nie mógł przejść obok niej obojętnie.
Kamila Geodecka
09.12.2020

Ciężko jest być kobietą na tym świecie. Żeby przeżyć, trzeba wykorzystywać swe ciało i posługiwać się seksem” – mówiła Tamara Łempicka, malarka uznawana za prawdziwą królową estetyki art déco. Malowała głównie kobiece akty, które w tamtych czasach były uznawane za bardzo odważne. Kolejne plotki dotyczące jej romansów z modelkami jedynie napędzały jej sławę. Sławę, której pragnęła, i którą sobie wywalczyła. Była prawdziwą gwiazdą w paryskim międzywojniu. Uwielbiała głośne bankiety, rozmowy i kokietowanie. Bawiła się ze światem, więc cały świat bawił się także z nią. Udawała, kłamała, a gdy trzeba było, szła nawet do zakonu. W swoich obrazach zawsze była jednak perfekcjonistką. Chociaż artystka zmarła 40 lat temu, jej sława wciąż trwa, a jej obrazy mają w swoich kolekcjach Madonna, Jack Nicholson czy Barbra Streisand. Wciąż jest gwiazdą i podbija salony, a jej prace sprzedawane są za miliony dolarów. Tamara Łempicka – Polka i żona za wszelką cenę Tamara Łempicka urodziła się prawdopodobnie w 1898 roku w Moskwie, choć w jej metryce znajdziemy informację o tym, że przyszła na świat w Warszawie. Historycy sztuki podejrzewają, że artystka w pewnym momencie swojego życia po prostu sfałszowała dokumenty, co w tamtym czasie nie było aż tak skomplikowane. Jako dorosła kobieta zawsze powtarzała jednak, że jest Polką. Artystka wychowywała się w Warszawie wraz z dziadkami od strony swojej matki. Zamożni Deklerowie należeli do elity towarzyskiej i kulturalnej oraz  przyjaźnili się m.in. z Ignacym Paderewskim czy Arturem Rubinsteinem. Gdy mała Tamara była jeszcze dziewczynką, jej ojciec, zamożny rosyjski Żyd, zniknął z jej życia i nigdy nie powrócił. Sama artystka miała mówić, że jej rodzice się rozwiedli, jednak w rzeczywistości ojciec...

Czytaj dalej