Barbara Brylska była wielką gwiazdą, ale tragedia, jaką była śmierć córki, zmieniła jej życie
Barbara Brylska jako kapłanka Kama w ekranizacji „Faraona". Fot. East News

Barbara Brylska była wielką gwiazdą, ale tragedia, jaką była śmierć córki, zmieniła jej życie

Barbara Brylska jako aktorka miała talent i urodę, jako kobieta zmagała się z wieloma wyzwaniami, przeżyła wielką tragedię.
Agnieszka Dajbor
05.02.2021

Była jedna z najpiękniejszych aktorek w polskim kinie. Bogusław Linda nazywał jej urodę „metafizyczną”. O Barbarze Brylskiej zrobiło się głośno, gdy zagrała kapłankę Kamę w wielkiej ekranizacji „Faraona” Bolesława Prusa. Dzisiaj to filmowa klasyka (reż. Jerzy Kawalerowicz, 1966 rok). Wtedy olśniła, wydawała się pięknością, właściwie bez skazy. Jak na pruderyjne w Polsce lata 60. pokazywała się w bardzo odważnych ujęciach, niemal naga. Okrzyknięto ją polską Brigitte Bardot, szczególnie że sprzyjały temu inicjały.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Barbara Brylska i Jerzy Zelnik: był jej głodny

Straciła wtedy głowę dla kolegi z planu, młodego Jerzego Zelnika (filmowego Ramzesa). Namiętność była zresztą wzajemna, romans szybko stał się głośny. Zelnik wspominał, że Brylska to była jego „pierwsza pełna miłość, uczucie połączone z konsumpcją”. Gdy jej nie było przy nim, czuł „nieprawdopodobny głód Baśki”. Ona zachwycała się jego urodą i figurą. Ale miłość nie przetrwała. Brylska była mężatką, miała kłopoty z rozwodem, gdy w końcu lat 60. wreszcie była wolna, namiętność wygasła, choć oboje pamiętają o tym uczuciu do dzisiaj.

W 1971 roku wyszła za mąż za wziętego ginekologa Ludwika Kosmalę. Marzyła, że będzie miała szczęśliwy dom, urodzi dużo dzieci. Ale z różnych powodów tak się nie stało. Wiedziała, że mąż ją zdradza („Miałam na to dowody”, mówiła w książce o sobie), ale kochała go i próbowała walczyć o ten związek. Byli ze sobą głównie ze względu na dzieci (urodzoną w 1973 roku Basię i w 1982 Ludwika), w końcu małżeństwo definitywnie się rozpadło, a Ludwik Kosmal związał się z dużo od siebie młodszą Ewą Sałacką.

Czytaj też: Tamara Łempicka była królową art déco. „Robię, co chcę i nienawidzę robić tego, co muszę”, mówiła

Barbara Brylska i Małgorzata Braunek: los je połączył

Los parokrotnie krzyżował jej drogi z inną aktorką, Małgorzatą Braunek. Po raz pierwszy w „Potopie”. Barbara Brylska marzyła o roli Oleńki, to miała być rola jej życia, wybrali ją do niej widzowie w specjalnym plebiscycie. Ale Jerzy Hoffman był nieugięty. Uważał, że Brylska gwiazdorzyła na planie „Pana Wołodyjowskiego”, był na nią obrażony i wybrał do roli Małgorzatę Braunek.

Drugim spotkaniem był film „Diabeł” w reżyserii Andrzeja Żuławskiego. Barbara Brylska miała w nim grać główną rolę, podpisała nawet umowę. Na planie była jeden dzień. Andrzej Żuławski nie chciał z nią pracować. Upierał się, żeby rolę zagrała jego ówczesna żona Małgorzata Braunek, która jej wcale nie chciała, filmu nienawidziła. Posłusznie przyszła na plan, ale nigdy potem na „Diabła” nawet nie spojrzała.

Czytaj też: Małgorzata Braunek i Andrzej Krajewski: „Chciałam wyzwolić się z tego życia i uciec z nim na koniec świata”

Basia Kosmal: miała wszystko przed sobą

Trzecie spotkanie było tragiczne. Zacząć trzeba jednak od tego, że córka Brylskiej: Basia Kosmal i syn Małgorzaty Braunek: Xawery Żuławski przyjaźnili się od dziecka. Nawet wtedy, gdy ich mamy były już pokłócone. Basia Kosmal była śliczna i zdolna, pracowała jako modelka w Paryżu i Tokio, a miała jechać do Nowego Jorku. Zaczynała grać, była m.in. mocną kandydatką do roli Heleny Kurcewiczówny w „Ogniem i Mieczem” Jerzego Hoffmana, tego samego reżysera, który kiedyś odrzucił jej mamę.

Tamtego dnia, 15 maja 1993 roku, wracała razem z Xawerym Żuławskim z Łodzi, z planu filmowego do etiudy „Fałszywy autostop”. Żuławski prowadząc Fiata 126p stracił panowanie nad kierownicą. Uderzył w drzewo. On ocalał, ona zginęła na miejscu.

Jeszcze tego samego dnia pojechał do mamy Basi i, jak wspomina Brylska, „padli sobie w objęcia, szlochając”. Dla niego była to tragedia, Basi zadedykował swój pierwszy film „Chaos”. Po latach w jednym z wywiadów powiedział: „Zginęła wtedy też część mnie. Robiłem wszystko, co niedozwolone i głupie. Balansowałem na granicy. Cały czas staram się udowodnić, że wyszedłem z tego po coś”.

Czytaj też: Na pogrzebie Ludmiły Jakubczak tłum chciał zlinczować jej męża. Krzyczano: „Morderca”!

Życie w cieniu

Dla Barbary Brylskiej śmierć ukochanej córki była końcem świata. Trzy lata płakała. Krzyczała, że nie chce już dłużej żyć, aż podbiegał do niej syn, prosząc: „Mamo, nie umieraj”. Próbowała zagłuszać ból pracą, ale jak mówiła, było to bez sensu, tylko wszystkim psuła nastrój.

Dzisiaj żyje dla syna, Ludwika, chociaż jak mówi, żadne dziecko nie jest w stanie zstąpić tego, które odeszło, i nic nie jest takie, jak kiedyś. Usunęła się w cień. Mieszka w domu pod Warszawą, długo zajmowała się ogrodem, pieliła grządki, doglądała drzew. Grywała w serialach (m.in. „Na dobre i na złe”), grała też sporo w radzieckich i rosyjskich filmach, zawsze była tam uwielbiana. Do filmu polskiego miała mniej szczęścia, ostatnią dużą, tytułową rolę zagrała w 1978 roku, był to „Romans Teresy Hennert”, ekranizacja powieści Zofii Nałkowskiej. Ma 79 lat.

Czytaj także: Jane Birkin: Największym dramatem jej życia była samobójcza śmierć córki

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Leopold Tyrmand i Barbara Hoff / Fot. Jerzy Duduś Matuszkiewicz, z archiwum Mary Ellen Tyrmand

„Tyrmand atakował dziewczyny ostro, jak gladiator”. Nieznana historia miłości pisarza i Barbary Hoff

Leopold Tyrmand oświadcza się Barbarze Hoff wielokrotnie. Wreszcie za którymś razem mówi bez ogródek: „Wiesz, sporządziłem listę dobrych partii, na której zajęłaś pierwsze miejsce”.
Anna Zaleska
27.10.2020

Niezbyt wysoki, wcale nie tak bardzo przystojny, ale jednak – podobał się kobietom. I umiał z tego korzystać. Kiedyś przyjaciel powiedział do niego: „Poldek, ty idziesz na te dziewczyny jak czołg”. A on na to: „Z dziewczynami to jak z chodzeniem po bagnie. Skaczesz z kępy na kępę i próbujesz, jak daleko jeszcze możesz dojść. Jak dostaniesz w mordę, to wiesz, że trzeba się cofnąć. I idziesz do następnej”. Ludwik Jerzy Kern, obserwując z boku, mówił, że Tyrmand „atakował dziewczyny ostro, jak gladiator”. Wszystkie kobiety Leopolda Tyrmanda Ale wcześniej te dziewczyny staranie dobierał. Marcel Woźniak w nowo wydanej biografii „Tyrmand. Pisarz o białych oczach” (wyd. Marginesy) zauważa, że „to nigdy nie były dziewczyny znikąd. Rysia była córką przedwojennego dyrektora Macierzy Szkolnej, jednego z sądzonych w moskiewskim procesie szesnastu. Po niej była Maria Iwaszkiewiczówna. Potem ożenił się z panną Rublówną, której ojciec był adiutantem Andersa. A gdy z nią się rozwiódł, wziął ślub z Barbarą Hoff, córką wybitnego adwokata i jednego z pierwszych kontestatorów”. W tej wyliczance nie ma Bogny, którą pisarz poznał, gdy ona miała 16 lat, a on 34. Zaletą nastolatki, z którą związek zajmuje dużo miejsca w „Dzienniku 1954”, było to, że gdy szli na bal, nikt nie miał partnerki tak młodej, do tego pięknej, atrakcyjnej, wyższej od niego. Młodość początkowo bardzo w kobietach cenił. Gdy w 1955 roku żenił się z Małgorzatą Rublówną – zwaną Kopiejką – przyjaciel zapytał go: Kto to?”. Tyrmand odrzekł na to: „Jak zwykle. Dziewczyna ma 19 lat i jest z ASP. Jak wszystkie.” Dopiero z czasem coraz ważniejsze stawało się dla niego to, by kobieta była mądra. Tłumaczył, że gdy przerwy...

Czytaj dalej
Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska
Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska. Fot. Archiwum Filmu/Forum, Roman Sumik/Archiwum Filmu/Forum

Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska: Książę i Tetetka, czyli najsmutniejsza historia miłosna PRL-u

Oboje w latach 50. szturmem zdobyli kino. Ona alkoholiczka, on cyklofrenik. Ta miłość musiała się bardzo źle skończyć.
Magdalena Żakowska
03.12.2020

„Pojawiła się w moim życiu niczym płonący meteor” – pisał o niej reżyser Kazimierz Kutz i to jest bardzo dobre porównanie, bo Teresa Tuszyńska była płonącym meteorem. Urodziła się na początku wojny, a po powstaniu warszawskim wraz z matką i starszym bratem odbyła dramatyczną podróż do Oświęcimia – w ostatniej chwili, tuż przed stacją końcową, udało im się uciec z pociągu. Po wojnie wrócili do dawnego mieszkania na Woli, a po kilku latach odnalazł się także ojciec Teresy Tuszyńskiej, zesłany do obozu pracy w Niemczech. Ojciec wraz z bratem otworzyli zakład masarski i dobrze im szło. Tuszyńska nie potrafiła się tak łatwo odnaleźć w nowej rzeczywistości. Była na tyle trudnym dzieckiem, że rodzice zdecydowali się wysłać ją do szkoły z internatem prowadzonej przez siostry zakonne. Ale one też z nią długo nie wytrzymały i odesłały z powrotem do domu. Już zawsze będzie sprawiała wszystkim trudności. Dziewczyna z ekranu W szkole miała opinię zdolnej, ale krnąbrnej uczennicy. Zresztą, dużo bardziej od nauki interesowała ją moda, muzyka i imprezowanie. Już jako czternastolatka w towarzystwie dużych starszych kolegów chodziła na potańcówki do modnego wśród artystów klubu Stodoła. Bywali tam Roman Polański, Janusz Morgenstern, Krzysztof Komeda, Agnieszka Osiecka, a także fotografowie łowiący dziewczyny na okładki kolorowych magazynów. Tym sposobem wylądowała na okładce „Kobiety i Życia”. A była tak piękna, że raz ją widząc, nie sposób już było o niej zapomnieć.  Kiedy magazyn „Film” ogłosił konkurs „Piękne dziewczyny na ekrany” Teresa Tuszyńska miała 16 lat i właśnie ostatecznie wyrzucono ją ze szkoły. Nie spełniała więc dwóch podstawowych kryteriów konkursu: nie miała ukończonych 17 lat i średniego...

Czytaj dalej
irena boy
Fot. Foka/Forum

Irena Krzywicka i Tadeusz Boy-Żeleński. Kochali się i wspólnie walczyli z piekłem kobiet 

„I oto w najmniej odpowiedniej chwili, jak na złość, dopadła mnie miłość, i to taka ostateczna, pisała Irena Krzywicka. Tadeusza Boya-Żeleńskiego poznała cztery lata po ślubie, w czwartym miesiącu ciąży.
Magdalena Żakowska
09.11.2020

Krzywicka miała męża, a Boy żonę, i choć nigdy się nie rozwiedli, nigdy też nie zrezygnowali z siebie. Oboje byli niezwykli. Ona, propagatorka świadomego macierzyństwa, antykoncepcji i legalnej aborcji, w przedwojennej Polsce uchodziła w wielu środowiskach za skandalistkę. Zresztą może dzisiaj byłoby podobnie. Jej teksty o zmierzchu męskiej cywilizacji, o tym że kobiety powinny przestać się wstydzić i wiedzieć, czego żądać, brzmią nadal aktualnie . Apelowała m.in. do posłanek, by wsparły walkę o prawa kobiet. „Zdawałoby się, że kiedy już siedzą w Sejmie, mogłyby się odezwać w tej sprawie” – pisała. On, wybitny pisarz i tłumacz, ale z zawodu lekarz – wspierał ją z pełnym przekonaniem. W głośnym zbiorze felietonów „Piekło kobiet” z 1930 roku ,  wzywał, by nie karać kobiet za aborcję, przestrzegał, że nawet najsurowsze prawo będzie obchodzone, bo „życie zawsze było silniejsze od ustaw i sankcji karnych", zwracał uwagę na nierówności społeczne, sytuację biednych kobiet, dla których aborcja była często nieosiągalna. Przede wszystkim jednak Krzywicka i Boy to była wielka para międzywojennej Polski. Związki otwarte na oścież Wiedziała, że Boy zginął, na długo przed telefonem od Słonimskiego. Moment, w którym został rozstrzelany przez hitlerowców, czuła w całym ciele. Kiedy podnosiła słuchawkę, była już spokojna, spodziewała się tej wiadomości od kilku dni. Była jesień 1941 roku. Słonimski zadzwonił do niej na prośbę Zofii Boy-Żeleńskiej, żony Tadeusza. Spotkały się tego samego dnia. Chociaż Krzywicka, Żydówka na fałszywych papierach, wychodziła już wtedy z domu bardzo rzadko, tego dnia wyszła. W tramwaju bała się podnieść wzrok, czuła, że wszyscy oceniają jej ciemną karnację, nos, rysy. Szybkim krokiem...

Czytaj dalej
nehrebecka
Szymon Szczęśniak/LAF

Anna Nehrebecka: „W mojej kresowej rodzinie kobiety były opoką”

Widzowie zapamiętali ją jako Marynię Połaniecką.. „A ja wolałam siebie w roli zimnej blondynki, która pali długie papierosy i łamie serca” – opowiada słynna, wspaniała aktorka Anna Nehrebecka.
Magdalena Żakowska
07.07.2020

Marzyła o zagraniu Oleńki Billewiczówny w „Potopie”. I choć akurat marzenie się nie spełniło – Jerzy Hoffman powierzył tę rolę Małgorzacie Braunek – nigdy nie mogła narzekać na brak świetnych propozycji. Anna Nehrebecka jest jedną z najbardziej znanych i uznanych polskich aktorek. Grała u Wajdy, Zanussiego, Antczaka, Koterskiego, Pieprzycy – długo można by wymieniać. W młodości kojarzyła się z rolami delikatnych, subtelnych blondynek albo z wizerunkiem „panienki z polskiego dworku”. Taką rolę zagrała m.in. w „Ziemi obiecanej” jako Anka – narzeczona Karola Borowieckiego. Od lat jest żoną dyplomaty, Iwo Byczewskiego, ma dwie córki. Sama mówi o sobie: „Gdybym miała zaczynać jeszcze raz, włożyłabym dużo pracy, żeby bardziej wierzyć w siebie”. Jak widać wybitni aktorzy mają problemy nie tylko z nieśmiałością, ale też z pewnością siebie. Jak to możliwe? Magdalena Żakowska: Czy Anna Nehrebecka chodzi na castingi? Anna Nehrebecka: Nie. Maciej Pieprzyca zadzwonił osobiście i zaproponował pani rolę w „Kruku”, serialu, który nakręcił dla Canal+? Zadzwonił reżyser castingu albo ktoś z agencji. Ja żyję dziwnie, trochę z boku aktorskiego środowiska. Bardzo długo nie miałam agenta. Nie mogłam się do tego przekonać, chociaż sama kompletnie nie znam się na gażach, wynagrodzeniach, stawkach. Kiedy w końcu ktoś mnie namówił, żebym zapisała się do agencji, okazało się, że agencja chciałaby, żebym zrobiła sobie botoks i lifting. Nie wierzę! To były jeszcze lata 90.? Nie, to było już po moim powrocie z Brukseli, czyli pewnie 2007 albo 2008 rok. Sama pani widzi, że się raczej nie rozumieliśmy. Dziś oficjalnie jestem w agencji, ale reżyserzy przeważnie dzwonią osobiście. Z Maćkiem pracowałam wcześniej przy filmie...

Czytaj dalej