Ada Fijał o Strajku Kobiet: „O tematach dotyczących kobiet z kobietami się nie rozmawia”

Ada Fijał o Strajku Kobiet: „O tematach dotyczących kobiet z kobietami się nie rozmawia”

Jeżeli Polskie Towarzystwo Pediatryczne pisze, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego zaprzecza dorobkowi ostatnich 40 lat polskiej medycyny, rozrodu, neonatologii i pediatrii, to chyba racja jest po naszej stronie – zauważa aktorka, która przyłączyła się do Strajku Kobiet.
Anna Zaleska
06.11.2020

Ada Fijał to jedna z czterech członkiń punkowego zespołu feministycznego Żelazne Waginy, który w swoich piosenkach i spektaklach w groteskowo-absurdalny sposób komentował polską rzeczywistość i sytuację kobiet, nagrywając między innymi utwór „Podręczne”. Teraz dzieli się swoimi spostrzeżeniami w mediach społecznościowych, brała też udział w Strajku Kobiet.

Anna Zaleska: Jesteśmy tydzień po Marszu na Warszawę, wielkiej manifestacji Strajku Kobiet. Jak się pani czuje?

Ada Fijał: Cały czas podobnie. Jestem zaniepokojona. Tym, że znowu musimy walczyć o to, co kobiety już dawno wywalczyły, o prawa, które wydawały się już oczywistością. Teraz się cofamy. Najgorsze i najbardziej niepokojące jest to, że o tematach dotyczących kobiet z kobietami się nie rozmawia. Odczuwam to tak, jakby celowo ktoś chciał nam odebrać głos. Myślę, że głównie stąd wynika tak wielkie oburzenie.

Setki tysięcy kobiet, które wyszły na ulice, to nie był tłum, który mówił jednym głosem. Tam były bardzo różne poglądy, postawy, oczekiwania, doświadczenia życiowe. Były zwolenniczki kompromisu i radykalnych rozwiązań. Ateistki i osoby wierzące. Nastolatki i kobiety dojrzałe. Pani gdzie się na tej mapie sytuuje?

Nie jestem skrajna w swoich poglądach. Uważam, że powinniśmy po prostu rozmawiać i słuchać różnych stron. Przede wszystkim opowiadam się za wyborem, za prawem człowieka do decydowania o swoim życiu. Nie oceniam żadnej ze stron. Trybunał Konstytucyjny odebrał nam prawo decydowania w naprawdę skrajnie dramatycznych sytuacjach, gdy płód nie ma szansy na przeżycie. To już są sprawy, które powinny być pozostawione ludzkiemu sumieniu. Nawet wielu księży wypowiada się w takim duchu, że do heroizmu nikt nikogo nie może zmuszać. Zastanawia mnie też, że nikt nie rozmawia z matkami dzieci niepełnosprawnych. Te kobiety często muszą walczyć o najbardziej podstawowe rzeczy, bo państwo im ich nie zapewnia. Przede wszystkim trzeba dbać o żyjących. Matki niepełnosprawnych dzieci są często w rozpaczliwej sytuacji.

Spadł na panią hejt za udział w Strajku Kobiet?

Niewielki. W mediach społecznościowych mam odbiorców, którzy myślą podobnie jak ja. Jeśli padają jakieś inwektywy typu morderczyni czy nazistka, są to pojedyncze głosy i nigdy nie pisze tego ktoś, kto na stałe obserwuje mój profil. Zazwyczaj to anonimowe komentarze, bez zdjęcia. Staram się na to nie odpowiadać. To nie są argumenty, tylko jakieś hasła powtarzane bezrefleksyjnie. Przeciwnicy Strajku Kobiet wszystko sprowadzają do tego, że kompromis aborcyjny pozbawiał prawa do życia niepełnosprawne dzieci. Nie o to jest walka.

Mam wykształcenie medyczne i rozumiem, czym są wady letalne. To takie upośledzenie rozwoju płodu, które prowadzi do jego śmierci, albo do śmierci noworodka zaraz po narodzinach. Polskie Towarzystwo Ginekologiczne i Polskie Towarzystwo Pediatryczne też protestują przeciwko wyrokowi Trybunału. PTP pisze, że ta decyzja zaprzecza dorobkowi ostatnich 40 lat polskiej medycyny, rozrodu, neonatologii i pediatrii. Jeżeli Polskie Towarzystwo Pediatryczne wypowiada się w takim tonie, to chyba racja jest po naszej stronie.

Większość osób, które przyłączyły się do Strajku Kobiet, to nie były osoby o skrajnych poglądach. Natomiast wszystkie zostałyśmy wrzucone do jednego worka, a symbolizującej strajk błyskawicy przypisano jakieś absurdalne powiązania z nazizmem, SS i Hitlerjugend.

Kompletne pomieszanie wszystkiego. Naukowcy z UW odpowiedzieli na to, że znak błyskawicy jest bardzo stary, znany w wielu kulturach, a symbolizuje gniew, oburzenie i siłę. Gniew i oburzenie wynikają też z tego, że w czasie pandemii, gdy ludzie mają mnóstwo problemów – tracą pracę, źródła dochodów, boją się o zdrowie i przyszłość, a służba zdrowia zbliża się do stanu zapaści – rządzący zajmują się zaostrzaniem prawa aborcyjnego. Dlaczego w takim momencie? Trudno to pojąć!

A skąd pani zdaniem tylu młodych ludzi na protestach? Profesor Magdalena Środa wiąże to z przymusowymi lekcjami religii w szkołach, minister Czarnek obwinia nauczycieli, a arcybiskup Gądecki – seriale Netflixa.

Dochodzimy do absurdów. Młodzi ludzie naprawdę nie potrzebują seriali, by wyrobić sobie pogląd na temat tego, co się dzieje w Polsce. Używanie wulgaryzmów nie jest moją estetyką, ale rozumiem ich oburzenie i gniew. Ten strajk generalnie dotyczył kwestii wolności i godności. Wynika z niezgody na to, by Kościół i państwo decydowały o tym, jak mają żyć.

Podczas Czarnego Protestu w 2016 roku nie padały tak mocne słowa.

Najwyraźniej przez cztery lata w ludziach skumulowały się bardzo silne emocje, które teraz znalazły ujście. Gniew narasta.

Co dalej?

Sama się zastanawiam, co dalej. W miejsce gniewu pojawiają się pytania. Liczę na organizatorki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, że ta cisza jest pozorna, coś się dzieje. Póki co wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie został opublikowany.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Fot. East News, Reporter

Murem za kobietami  – mężczyźni, którzy wspierają Strajk Kobiet

W przeciwieństwie do tych, którzy pod pretekstem „obrony kobiet i rodziny” atakują uczestniczki demonstracji, ci mężczyźni naprawdę stoją murem za kobietami, wspierając Strajk Kobiet. Ich wystąpienia są pełne emocji.
Anna Zaleska
03.11.2020

Protesty Strajku Kobiet mają poparcie ponad 60 procent Polaków – tak wynika z badań przeprowadzonych przez IBRiS dla Wirtualnej Polski. Na pytanie: „Czy w obecnej sytuacji epidemicznej protesty powinny dalej trwać?” pozytywnie odpowiedziało 58 proc. kobiet i aż 63 proc. mężczyzn! Mężczyźni są obecni na protestach, ale też w mediach społecznościowych udzielają strajkującym kobietom silnego poparcia. Często nie przebierając w słowach. Przemysław Kossakowski Dziennikarz i podróżnik prowadzący program „Down the Road. Zespół w trasie” 28 października napisał na swoim profilu na Instagramie: „Kobiety powinny mieć prawo do wyboru. Strajk kobiet. Popieram”. Jego wpis dostał ogromne poparcie, ale niektórzy komentatorzy zarzucili mu hipokryzję, twierdząc, że osoba, która robi program z osobami z Zespołem Downa, nie powinna propagować takich poglądów. Kossakowski odpowiedział na to: „ Uważam, że każdy porządny człowiek powinien wspierać ludzi niepełnosprawnych i ich rodziny. Ale to nie oznacza, że mamy prawo zmuszać kobiety do rodzenia trwale i nieodwracalnie uszkodzonych płodów. Kobiety powinny mieć prawo wyboru. Mam nadzieję, że ci, którzy mają inne zdanie, zamiast trwonić energię kanalizowaną w internetowych komentarzach, zainwestują ją, angażując się w wolontariat lub inną pomoc ludziom niepełnosprawnym. Jestem wolontariuszem od ponad roku. To doświadczenie ostatecznie nauczyło mnie, że nie mamy prawa nakazywać kobietom, aby poświęcały swoje życie dla jakiejkolwiek wizji świata ”. A na koniec dodał: „Domy dziennej pomocy, warsztaty terapii zajęciowej, stowarzyszenia i fundacje czekają. Może, zamiast klepać w klawiatury, zróbcie dla odmiany coś, co zmieni świat na lepsze”. Wojciech Chmielarz „Miałem kilka pomysłów, w jaki...

Czytaj dalej
Uczniowie i uczennice zaangażowali się w Strajk Kobiet
East News

Ministerstwo kontra młodzież. „To, co się dzieje, to powtórka z PRL-u” – mówią nauczyciele

„MEN naraża się na śmieszność”, „Rządzący nie nadążają za rzeczywistością” – mówią mi nauczycielki warszawskich liceów. Dzisiejsza młodzież ma wrażliwość, ma odwagę i ma pod górkę. Bo MEN, zamiast doceniać, straszy i grozi.
Hanna Szczesiak
09.11.2020

Katarzyna to imię zmyślone – nauczycielka jednego z warszawskich liceum nie chce, bym podawała jej prawdziwe imię i dane szkoły, w której uczy. Jak tłumaczy, jest przezorna. Nie chodzi nawet o to, że się boi tego, co już jest – bo w jej szkole „jeszcze nie jest opresyjnie”. Ale może być. – Partia rządząca funduje młodzieży coś, co wydawało się wspomnieniem PRL-u, czymś nierealnym. Kiedyś studenci byli represjonowani przez władzę. Dziś uczniowie może nie są jeszcze represjonowani, ale minister kieruje w ich stronę nieeleganckie komunikaty, często na granicy dobrego smaku. A to nie jest pedagogiczne – tłumaczy nauczycielka. Czytaj także: Ada Fijał o Strajku Kobiet: „O tematach dotyczących kobiet z kobietami się nie rozmawia” Pokolenie, które może coś zmienić Zdaniem Katarzyny w obecnej sytuacji kluczowe jest traktowanie uczniów jak partnerów do rozmów. – Nauczyciel ma wręcz obowiązek przedyskutować z nimi pewne bieżące społeczne sprawy, oczywiście nie narzucając im swojego punktu widzenia. Przecież dzisiejsza młodzież to w większości świadomi obywatele umiejący zabierać głos w dyskusjach, co widać m.in. w mediach społecznościowych czy ich aktywnym udziale w strajkach klimatycznych – wyjaśnia. Podobnego zdania jest Justyna Drath (imię i nazwisko prawdziwe), nauczycielka w liceum niepublicznym, członkini ZNP i działaczka społeczna. – Nie spotkałam się do tej pory z pokoleniem, a uczę już w szkole kilka dobrych lat, które tak bardzo zaangażowałoby się w sprawy społeczne i polityczne, które byłoby tak bardzo świadome tego, co się wokół niego dzieje. To jest ogromna zmiana. – To jest pokolenie, które myśli inaczej, które może coś zmienić, bo pewne rzeczy są dla niego oczywiste. Wolność wyboru jest dla nich...

Czytaj dalej
Anna Dymna zabrała głos ws. wyroku Trybunału Konstytucyjnego
Damian Klamka/EAST NEWS

Anna Dymna o protestach kobiet: „To jest sprawa tak trudna, tak skomplikowana, tak bolesna i tak ważna, że nie wykrzyczy się tego na ulicy”

Koronawirus wywrócił nasz świat do góry nogami. Od miesięcy żyjemy w trybie awaryjnym – przyzwyczajamy się do „nowej normalności”, jednocześnie wypatrując powrotu starej. Ta „stara” może nie nadejść. Było źle, a nagle zrobiło się jeszcze gorzej, jakby połowa społeczeństwa dostała obuchem w łeb. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego rozsierdził kobiety, które po jego ogłoszeniu znalazły w sobie siłę, by wyjść na ulice, krzyczeć i domagać się swoich podstawowych praw. Zdaniem Anny Dymnej to jednak temat zbyt trudny, ważny i bolesny, by mówić o nim teraz, w obliczu pandemii.
Hanna Szczesiak
05.11.2020

W ciągu ostatnich miesięcy życie społeczne zostało zdominowane przez jeden temat: pandemię koronawirusa . I choć przez krótką chwilę, łapiąc promienie letniego słońca, o niej niemal zapomnieliśmy, dziś wróciła, ze zdwojoną siłą. Części z nas kolejne rekordy zakażeń chyba spowszedniały, inni przed godziną 10:30 każdego dnia przebierają nogami, czekając na kolejne informacje z ministerstwa. Jak wyjaśniła psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz, dziś pandemia jest już realna. Czytaj też:   Psycholożka Katarzyna Kucewicz: „Lockdown to sytuacja kryzysowa. Więc my też zachowujmy się kryzysowo” Dziś, kiedy to nasi bliscy, przyjaciele, sąsiedzi i ulubione sprzedawczynie z warzywników mogą stać się kolejnymi liczbami w statystykach. I właśnie w tym momencie – frustracji, strachu, wyczerpania – Trybunał Konstytucyjny wydaje wyrok: aborcja ze względu na wady letalne płodu jest niezgodna z konstytucją, kobiety tracą prawo wyboru i decydowania o swoich ciałach. Koronawirus a Strajk Kobiet Magda Umer na pytanie Magdy Żakowskiej , czy zgodzi się porozmawiać o obecnej sytuacji w Polsce i Strajku Kobiet, odpowiedziała: „Strasznie nie chcę być taką osobą, która wypowiada się na każdy temat. Ale ten temat jest naprawdę ważny. Dzwoń”. Innego zdania jest Anna Dymna. Aktorka pojawiła się w programie „Dzień Dobry TVN”, by porozmawiać o pandemii koronawirusa – jako prezeska fundacji „Mimo wszystko” i jako żona męża, który przebywa w szpitalu i toczy własną bitwę z COVID -19. Prowadzący zapytali również Dymną o jej zdanie na temat wyroku Trybunału. Aktorka jasno wyraziła, że jej zdaniem to nie miejsce i czas na takie rozmowy. Opowiedziała, że jako dziecko często chorowała, a jej rodzice dbali o to, by w tym trudnym czasie była otoczona...

Czytaj dalej
Młodzieżowe Słowo roku
pexels.com

Nie poznamy Młodzieżowego Słowa Roku 2020. „Plebiscyt stał się areną walki na słowa"

Kapituła konkursu na Młodzieżowe Słowo Roku wydała oficjalne oświadczenie, w którym wyjaśnia, dlaczego w tym roku nie można wyłonić zwycięzcy. Jury postanowiło jednak wyróżnić pewne słowo.
Kamila Geodecka
04.12.2020

Plebiscyt PWN na Młodzieżowe Słowo Roku 2020 cieszył się wyjątkowym zainteresowaniem. Odnotowano aż 194 tys. zgłoszeń, a o tych najbardziej kontrowersyjnych, i zarazem najpopularniejszych, pisała szeroka opinia publiczna. Już pod koniec listopada kapituła musiała zareagować i oficjalnie wypowiedzieć się na temat zgłoszonych do plebiscytu słów „Julka” lub „Julka z Twittera”, które miały odnosić się do krytyki pewnych poglądów. Odimienny rzeczownik miał oznaczać osobę, która w mediach społecznościowych wyraża poglądy liberalne i lewicowe i nie jest otwarta na dyskusję.  Emocje w zgłaszanych słowach okazały się jednak zbyt wielkie, dlatego jury w składzie: Marek Łaziński, Bartek Chaciński, Ewa Kołodziejek, Anna Ewa Wileczek postanowiło w tym roku nie wyłonić zwycięzcy konkursu na Młodzieżowe Słowo Roku.   Czytaj także:   Anna Dymna o protestach kobiet: „To jest sprawa tak trudna, tak skomplikowana, tak bolesna i tak ważna, że nie wykrzyczy się tego na ulicy” Młodzieżowe Słowo Roku. Oświadczenie kapituły „Kapituła plebiscytu Młodzieżowe Słowo Roku postanowiła w roku 2020 nie wyłaniać zwycięskiego słowa. Konkurs, który przez lata był zabawą z językiem i służył refleksji nad nim, stał się w tym roku areną walki na słowa, a tego faktu nie możemy i nie chcemy akceptować. Najczęściej zgłaszane były słowa wulgarne, wyśmiewające konkretne osoby, poglądy, postawy lub płeć” – czytamy w oświadczeniu. „Na pierwszym miejscu znalazło się nazwisko polityka na S oraz słowa od tego nazwiska utworzone. Na drugim miejscu jest nazwa stygmatyzująca popularne imię żeńskie, którego zwycięstwo wykluczyliśmy tydzień temu, na trzecim miejscu jest czasownik pochodzący od nazwy instytucji organizującej plebiscyt, wyrażający sprzeciw...

Czytaj dalej