Musical jest dobry na wszystko! Polecamy 9 najlepszych rozśpiewanych filmów (i jeden odradzamy)
Kadr z filmu

Musical jest dobry na wszystko! Polecamy 9 najlepszych rozśpiewanych filmów (i jeden odradzamy)

Jedni kochają musicale za ich specyficzną estetykę, inni zarzucają kicz i nie oglądają ich w ogóle. A my mówimy: dobry musical nie jest zły i przypominamy te, które przeszły do historii gatunku, oraz te, które wzruszały nas w ostatnich latach.
Sylwia Arlak
21.05.2020

Dostają Oscary i Maliny, zarabiają miliony dolarów albo ponoszą spektakularne klapy. Filmowe musicale to moncy trend w światowym kinie, o czym mogą świadczyć niedawne obsypane nagrodami „Narodziny gwiazdy” czy odrobinę starszy „La la Land”. I choć często zarzucamy im, że są kiczowate i infantylne, nie tracą na popularności. Musicale, które prezentujemy poniżej, wypada obejrzeć, chociaż raz w życiu. Na przykład po to, aby wyrobić sobie o nich własną opinię.

Test wiedzy na Dzień Matki! Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

1. „Grease”

Nawet jeżeli jakimś cudem nie oglądaliście „Grease”, na pewno nie raz słyszeliście pobrzmiewające w nim utwory. „Summer nights” czy „You’re the one that I want” wykonywane przez Johna Travoltę i Olivię Newton-John chwytają za serce nawet jeśli sama historia miłosna bohaterów w ogóle nas nie przekonuje. Ta jest wręcz banalna — Sandy i Danny (choć pochodzą z dwóch różnych światów) zakochują się w sobie podczas wakacji. Kiedy odkryją, że trafili do tej samej szkoły, ich letnia miłość zostanie wystawiona na próby. Na końcu oczywiście żyją długo i szczęśliwie. Nic nowego? Może i tak, ale film dostarcza tyle ciepła i radości, że nie sposób przejść obok niego obojętnie. Nic dziwnego, że doczekał się sequela.

2. „Gorączka sobotniej nocy”

A jeśli John Travolta to również… „Gorączka sobotniej nocy”. W filmie poznajemy Tony’ego Manero (nominowany do Oscara Travolta), który na co dzień pracuje w sklepie chemicznym, a w soboty odrywa się od szarej rzeczywistości w dyskotece. Na pozór prosta historia z 1997 roku, porusza tematy bezsensownej przemocy, przygodnego seksu, używek, dyskryminacji, rasizmu i bezrobocia. Pokazuje, jak ważne jest wychowanie i jak bardzo — do prawidłowego wzrostu — potrzebujemy wsparcia bliskich. Idealny przykład na to, że musicale to nie tylko rozrywka.

3. „Chicago”

Kolejny klasyk na naszej liście. „Chicago” opowiada historię zmysłowej piosenkarki Roxie Hart. Zamknięta za zabójstwo swojego kochanka wzbudza zainteresowanie i podziw mediów. Bohaterka zrobi niemal wszystko, aby zostać zauważoną. Broni jej prawnik, Flynn, którego motto brzmi: „Gdyby Jezus Chrystus mieszkał w Chicago i miał 5000 dolarów, sprawy mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej”. Zbrodnia, seks, zazdrość, mechanizmy rządzące show-businessem i mnóstwo jazzu — czego tu nie ma. Ale „Chicago” to nie tylko wciągająca historia. Musical oglądamy także dla niezapomnianych ról Renee Zellweger, Catherine Zety-Jones i Richarda Gere’a.

4. „Narodziny gwiazdy”

Kiedy Bradley Cooper zaangażował do swojego projektu samą Lady Gagę, wiedział, że odniesie sukces. Ale że „Narodziny Gwiazdy” otrzymają Oscara (w kategorii najlepsza piosenka), Złotego Globa, Baftę, a fani na całym świecie wręcz oszaleją na punkcie tego filmu, nie przypuszczał nawet w najśmielszych snach. Dobrze ogląda się historię płomiennego romansu pomiędzy dogasającą gwiazdą muzyki country a nieznaną piosenkarką. I choć momentami w dość oczywisty sposób film gra na naszych emocjach, para odtwórców głównych ról wynagradza nam wszystko. Autentyczna sympatia, wzajemny szacunek gwiazd przekłada się na relacje ich bohaterów. A widzowie to czują.

5. „La La Land”

„La La Land” to jedna z najpiękniejszych historii miłosnych, jakie możemy zobaczyć na ekranie. Damien Chazelle miał nosa angażując do projektu Emmę Stone i Ryana Goslinga. Duet nie po raz pierwszy występuje w roli kochanków i nic dziwnego, bo ma niezwykłą chemię. Z niekłamaną zazdrością patrzymy na rodzące się uczucie pianisty jazzowego i początkującej aktorki. Nie chcemy być w skórze bohaterów, kiedy przychodzi im podjąć najważniejszą decyzję w życiu — zostać z ukochanym czy podążać za marzeniami. „La La Land” to ukłon w stronę dawnych musicali, w duchu złotej ery Hollywood. Prawdziwa perła.

6. „Moulin Rouge!”

To w tym musicalu pojawił się na ekranie nasz zdolny aktor, Jacek Koman. I choć widzimy go tylko przez chwilę, nie sposób go nie zapamiętać. To właśnie z „Moulin Rouge” pochodzi jeden z najbardziej poruszających utworów w historii musicalu — „El Tango De Roxanne”. To tutaj wreszcie oglądamy jeden z najbardziej udanych duetów wszechczasów. Nic dziwnego, że po premierze filmu, na Nicole Kidman i Ewana McGregora posypał się deszcz nagród. Sama historia ubogiego poety, który zakochuje się w gwieździe najsłynniejszego nocnego klubu w Paryżu, otrzymała w 2002 roku nominację do Oscara.

7. „Piękna i bestia”

Chyba nie ma osoby, która nie widziałaby bajki Disneya o pięknej, dobrodusznej Belii i przerażającej bestii. Aktorska wersja z 2017 roku nadała tej opowieści całkiem nowych kolorów. Bella, która pochłania książkę za książką i deklaruje, że nie potrzebuje do szczęścia żadnego mężczyzny, to feministka XXI wieku. A kto byłby lepszy w tej roli od Emmy Watson, która od lat angażuje się w walkę o prawa kobiet? Abstrahując jednak od tematów społecznych — najnowsza wersja „Pięknej i bestii” wciąż jest pełna magii i miłości. Równie dobrze bawią się na niej małe dziewczynki, co dorosłe kobiety.

8. „Rocketman”

Na taki film czekali wszyscy fani Eltona Johna. „Rocketman” to hołd oddany jednemu z największych artystów wszechczasów. Obserwujemy w nim historię życia Johna od jego najmłodszych lat. Nie brakuje więc pierwszych sukcesów i porażek, pierwszych nałogów, a potem pierwszego odwyku. Film — jak samo życie artysty jest szalone i kolorowe. Pędzi, żeby w niespodziewanym momencie zwolnić. To też opowieść o odkrywaniu własnej tożsamości i o oswajaniu przeszłości. Taron Egerton nie zagrał Eltona Johna, ale nim się stał.

 

9. „Cały ten zgiełk”

Autobiograficzny musical Boba Fosse’a brzmi dzisiaj tak samo świeżo, jak 41 lat temu, kiedy powstał. Główny bohater Joe Gideon to znany choreograf i reżyser teatralny z Broadwayu. Pracuje intensywnie i tak samo powadzi intensywne życie towarzyskie: pije, zażywa narkotyki, przeskakuje z romansu w romans. W końcu dostaje ataku serca i przypomina sobie, że jest śmiertelnikiem, jak my wszyscy. 

10. „Nędznicy”

Chociaż nakręcony w 2012 roku film otrzymał aż trzy Oscary (najlepszy dźwięk, najlepsza charakteryzacja i najlepsza aktorka drugoplanowa — Hathaway), trzy Złote Globy i cztery Bafty, my nie umiemy się nim zachwycić. Owszem oprawa wizualna robi wielkie wrażenie, podobnie jak zdjęcia XIX-wiecznej Francji, widok ogarniętego rewolucyjną gorączką Paryża, umęczonego Valjeana czy zrozpaczonej Fantine. Niestety, ani to, ani gwiazdorska obsada (Hugh Jackman, Anne Hathaway czy Russell Crowe), nie wystarcza. Musicalowa adaptacja powieści Victora Hugo nie porusza, nie dotyka, a nawet wywołuje... uczucie zażenowania choćby śpiewem aktorów. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Dolina Bogów
Getty Images

John Malkovich: „Lubię grać bogaczy, chociaż sam nie dbam o pieniądze”

Dla Johna Malkovicha rola w filmie „Dolina Bogów” Lecha Majewskiego to nie tylko wyzwanie aktorskie, ale i deklaracja przywiązania do bliskiej mu polskiej kultury.
Artur Zaborski
20.05.2020

Najbogatszy człowiek na ziemi, tajemniczy Wes Tauros, po przeżyciu osobistej tragedii ukrywa się przed światem. Na początku tylko tyle wiemy o głównym bohaterze „Doliny Bogów”. Ale kiedy patrzymy na niego, domyślamy się, że historia Wesa jest fascynująca, zaskakująca, przekracza naszą wyobraźnię. Bo gra go John Malkovich, który swoim spojrzeniem w wyjątkowy sposób potrafi przekazać mieszankę bólu, niespełnienia i nadziei. Historię Taurosa w „Dolinie Bogów” Lecha Majewskiego pomaga nam odkrywać dziennikarz (w tej roli Josh Hartnett), który odwiedza bogacza w jego niezwykłej posiadłości na szczycie skalistej góry i przeprowadza z nim wywiad. Gdy my spotykamy się z Malkovichem na planie „Doliny Bogów”, zaczynamy od rozmowy o stylu życia, stosunku do pieniędzy. Aktor podkreśla, że nie są dla niego najważniejsze. „Przynajmniej teraz” – mówi. „Kiedyś byłem naprawdę biedny, co nie znaczy oczywiście, że nieszczęśliwy. Ale zarobki nigdy nie wydawały mi się najważniejsze. Po prostu zależało mi na pracy, która da mi niezależność. Starałem się w taki sposób budować moją drogę zawodową, żebym mógł żyć tak, jak chcę. I moje marzenie się spełniło, ale nie zmieniłem zdania – od majątku wciąż ważniejsi są dla mnie przyjaciele, rodzina, jakość życia i pracy, wolny czas, w którym lubię zwiedzać świat, organizować wycieczki rowerowe. Z drugiej strony wiem, że to właśnie dzięki pieniądzom rozwijam swoje pasje, mogę sobie pozwolić na smakowanie wykwintnego jedzenia i zwiedzanie fascynujących miejsc”. „Dolina Bogów”, reż. Lech Majewski, Galapagos Films. John Malkovich jako najbogatszy człowiek świata Wes Tauros w swoim gabinecie oraz Josh Hartnett w roli dziennikarza. Żurek...

Czytaj dalej
Reese Witherspoon
East News

Reese Witherspoon wraca jako Elle Woods w „Legalnej blondynce”! 

„Legalna blondynka 3” już powstaje – ale co tym razem spotka Elle Woods, nie wie jeszcze nikt. Wcześniejsi scenarzyści zostali zastąpieni nową parą twórców, którzy zapowiadają „zupełnie świeże podejście”.
Sylwia Niemczyk
20.05.2020

Reese Witherspoon potwierdziła to, na co czekałyśmy: po raz kolejny  zobaczymy ją jako ponadprzeciętnie słodką i tak samo ponadprzeciętnie bystrą Elle Woods. Ekipa pracująca nad „Legalną blondynką 3” wróciła do pracy nad filmem. Poza samą Reese znajduje się w niej para scenarzystów: Mindy Kaling (scenarzystka serialu „Biuro”) oraz twórca serialu „Brooklyn 9-9” Dan Goor. Te dwa nazwiska to zupełna nowość: pierwotnie za trzecią część „Legalnej blondynki” miały odpowiadać twórczynie pierwszej części, które już planowały, że dorosła Elle Woods będzie ubiegać się o pracę w Sądzie Najwyższym i wystartuje w wyścigu do fotela prezydenckiego w Stanach Zjednoczonych. Teraz jednak scenariusz zostanie napisany na nowo. „Legalna blondynka 3”: nowe otwarcie Co zatem wydarzy się w „Legalnej blondynce 3”? Na razie zupełnie tego nie wiadomo, tym bardziej że obecni scenarzyści nie mieli nic wspólnego z wcześniejszymi obiema częściami filmu.  Według branżowego serwisu Deadline, ich wersja nie będzie zaledwie kosmetyczną przeróbką wcześniejszego scenariusza, ale zaoferuje zupełnie nowe spojrzenie na film. Najpewniej jednak i tym razem Elle Woods będzie głosem współczesnych kobiet. Pierwsza część filmu  rozbijała stereotyp „głupiutkiej blondynki” na studiach prawniczych. W drugiej – Elle walczyła o prawa zwierząt. Być może tym razem zabierze głos w sprawie molestowania kobiet w miejscach pracy – w ramach ruchu #metoo Reese wyznała, że i ona mierzyła się z tym doświadczeniem. Reese jest jak Elle – tylko jeszcze lepsza To właśnie dzięki „Legalnej blondynce”, kobiety prawie 20 lat temu pokochały Reese Witerspoon. Jej filmowa wersja,...

Czytaj dalej
Aleksandra Konieczna
fot. Olga Majrowska – sesja z „Vivy!”

Aleksandra Konieczna: „Gdybym się odmłodniła, to bym straciła robotę!”

Zaczęła karierę po pięćdziesiątce, od tego czasu zdobyła trzy Orły, a film z jej udziałem został nominowany do Oscara. Chciałoby się więcej takich jak ona!
Magdalena Żakowska
19.05.2020

Aleksandrę Konieczną zatrzymała dopiero pandemia koronawirusa. Odkąd otrzymała Orła za rolę w „Ostatniej rodzinie”, nie schodziła z planu filmowego. Zagrała w autobiograficznym filmie Janusza Kondratiuka „Jak pies z kotem” żonę Andrzeja Kondratiuka, Igę Cembrzyńską, a także wystąpiła u Jana Komasy w „Bożym Ciele”. Wkrótce zobaczymy ją w serialach „Król”, na podstawie powieści Szczepana Twardocha, i „Osiecka”, biograficznej opowieści o jednej z naszych największych poetek. I właśnie napisała „Anyżowe dropsy”, pierwszą książkę! Magdalena Żakowska: Książkę zaczyna pani tak: „7 marca 2019 roku zaczynam pisać. Nie martwię się o nic. Zaś 7 marca 2020 roku kończę. Zapis roku. Kobiety, którą jestem”. A przy okazji zapis roku, świata, który się w jakimś sensie wraz z epidemią skończył.   Aleksandra Konieczna:  Na pewno po tej epidemii nie będzie już taki sam. Wczoraj wieczorem wprowadzałam jeszcze ostatnie zmiany i czytając, myślałam sobie: tu się ściskałam, tu się przytulałam, tu się całuję, tu przyjęcie na sto osób, tu festiwal, a dziś… Czyli zapis ostatniego beztroskiego roku w historii ludzkości? Pracowałam nad tą książką bardzo intensywnie, szczególnie przez ostatnie dwa miesiące. Odizolowałam się od świata, bo do pisania potrzebuję ciszy i spokoju, i liczyłam na to, że jak już skończę pisać, to wyjdę wreszcie na powierzchnię, wrócę do świata. Tymczasem świat się zamknął. Czuje pani lęk przed tym, co nas czeka? Oczywiście. Myślę, że wszystkim nam będzie teraz ciężko. Aktorzy, politycy, sportowcy i zwykli ludzie – wszyscy są zagrożeni, bo to bardzo „demokratyczny” wirus. Boję się o bliskich, o rodziców, którzy mieszkają na drugim...

Czytaj dalej