Michalina Wisłocka wyzwoliła kobiety z seksualnych tabu i kiepskiego seksu
East News

Michalina Wisłocka wyzwoliła kobiety z seksualnych tabu i kiepskiego seksu

Zrewolucjonizowała życie seksualne w niejednej sypialni, a sama przeżyła swój pierwszy orgazm dopiero przed czterdziestką. Dopóki Michalina Wisłocka nie poznała Jerzego, miłości swojego życia, seks mógł dla niej nie istnieć.
Sylwia Arlak
01.07.2020

Życie w trójkącie to był jej pomysł. Kochała męża, ale w łóżku nigdy im się nie układało. Nie dla niej były też te wszystkie obowiązki pani domu. Zamiast prania, prasowania koszul i codziennych obiadków, wolała siedzieć z nosem w książkach.

Michalina Wisłocka przyszła na świat w 1921 roku w Łodzi, jako Michalina Anna Braun. Jej ojcem był kierownik szkoły powszechnej, Jan Braun, matką — gospodyni domowa, Anna Braun. W szkole mała Michalina miała garstkę przyjaciół. Cała reszta nie mogła pogodzić się z jej wycofaniem, a co gorsza bezpośredniością (która sugeruje dzisiejszym psychologom, że pierwsza polska seksuolożka mogła cierpieć na zespół Aspergera).

Michalina, Stanisław i Wanda

Przyszłego męża, Stanisława Wisłockiego poznała już, jako dwunastolatka. Poślubiła go zaledwie pięć lat później. Mężczyzna miał sprecyzowany plan na ich życie. Uważał, że po skończeniu szkoły żona zostanie jego asystentką, a przede wszystkim, że zajmie się domem. Tymczasem Michalina ma inne ambicje. Chciała się rozwijać. Ukończyła studia medyczne: dyplomem lekarza mogła pochwalić się w 1952 roku, a specjalizacją z ginekologii siedem lat później.

Chciała zatrzymać przy sobie męża, ale nie wyobrażała już sobie życie bez medycyny. Poza tym ktoś musiał zaspokajać jego potrzeby seksualne, a ona nie miała na to najmniejszej ochoty. Wszelkie łóżkowe próby kończyły się jedynie rozczarowaniem ich obojga. Michalina Wisłocka stworzyła więc trójkąt miłosny z przyjaciółką, Wandą, która sprawdzała się w roli pani domu i kochanki. Żyli w tym układzie przez wiele lat.  

Było to jednak dla niej trudniejsze, niż przypuszczała. Niejednokrotnie w kłótniach – a tych nie brakowało – Stanisław groził, że odejdzie. Izolował Michalinę od rodziny – i starał się też izolować ją od Wandy. Wisłocka wkrótce miała się przekonać, że nawet trójkąt miłosny nie wystarczy, by Stanisław przestał ją zdradzać. Choć nie była zainteresowana seksem z nim, kochała go. Kiedy dowiadywała się o jego zdradach, pękało jej serce.

Mimo trudnego życia seksualnego Michalina i Stanisław doczekali się córki. Wisłocka wychowywała też razem z Wandą syna, którego ta urodziła jej mężowi. Krzysztof długo myślał, że jest dzieckiem Michaliny. Wanda wykrzyczała prawdę podczas jednej z kłótni. Bardzo to przeżył. Lata później popadł w alkoholizm. Z powodu powikłań wywołanych chorobą stracił nogę. Siostra opiekowała się nim do końca życia.

Kochliwa Wisłocka

Po rozstaniu z mężem Wisłocka miała wielu kochanków. Opowiedziała o tym w wywiadzie dla weekend.gazeta.pl, jej córka, Violetta Ozminkowski. Matka przyznała się jej, że testowała na sobie środki antykoncepcyjne i trzy razy usunęła ciążę. W swoim dzienniku pisała, że przeżywa koszmar. Że żadna kobieta nie powinna przechodzić przez coś podobnego. Dlatego tak zaciekle walczyła później o rozpowszechnianie antykoncepcji.

Po raz pierwszy tak naprawdę zakochała się dopiero po trzydziestce. Dopiero przed czterdziestką przeżyła swój pierwszy orgazm. Nie widziała świata poza byłym marynarzem, Jurkiem. W końcu czuła się bezpieczna i kochana – i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że Jurek był żonaty. Kobieta długo walczyła ze sobą, ale ostatecznie rozstała się z ukochanym. O jego śmierci na morzu dowiedziała się przypadkiem już po rozstaniu, kiedy na ulicy spotkała jego żonę.

„Sztuka kochania” – książka, która zrewolucjonizowała życie seksualne Polek

Została jej praca. Działała w Towarzystwie Świadomego Macierzyństwa, gdzie zajmowała się antykoncepcją i problemem niepłodności. Przyjmowała pacjentki w przychodni przy placu Trzech Krzyży w Warszawie. Gromadziła doświadczenia, dużo czytała. To właśnie wtedy powoli zaczęła powstawać jej najsłynniejsza książka „Sztuka Kochania”. Tom, który zrewolucjonizował życie seksualne Polek, był gotowy około 1970 roku.

Był tylko jeden mały problem: nikt nie chciał go wydać. Oficjele partyjni obawiali się, że książka może zawierać obraźliwe treści. Przeciwko Wisłockiej byli też ówcześni eksperci od seksu. „Autorka musi liczyć się z kulturą i tradycjami polskiego społeczeństwa. W całej popularnej literaturze światowej nie widziałem ponad 100 stron na temat stosunku i orgazmu [...] Będzie musiała bronić się przed zarzutem uprawiania pornografii pod płaszczykiem informacji” — pisali socjolog prof. Mikołaj Kozakiewicz i seksuolog, Kazimierz Imieliński.

„Nie komuniści się bali, ale konkurencja. Że żadnej ich książki ludzie już nie kupią, gdy moja wyjdzie. Cztery lata leżała zaaresztowana w Komitecie Centralnym. Komunistów gówno obchodziły narządy płciowe. Ich obchodziło to, że pan Kozakiewicz powiedział, że książka nie może wyjść, a drugi seksuolog, pan Imieliński, to potwierdził” — mówiła lata później Wisłocka dla portaluseksualnosc-kobiet.pl

Nie poddawała się. Zaniosła swój maszynopis do wydawnictwa Iskry, ale ówczesny redaktor naczelny tylko oburzył się na jej „skandaliczną” propozycję. Minęło jednak sześć lat, zmienili się ministrowie i zmienił się szef wydawnictwa. Do Wisłockiej wyciągnął rękę znajomy dziennikarz, kolega jeszcze z czasów gimnazjum. Udało się. W 1976 roku książkę skierowano do druku. Ale to nie był koniec kłopotów. Cenzorzy nie mogli zgodzić się na „sprośne rysunki”. Kazali więc je zmniejszyć, żeby aż tak nie rzucały się w oczy – ostatecznie były tak małe, że czytelnicy ledwo odróżniali kobietę od mężczyzny.

„Sztuka kochania” obudziła kobiecą seksualność. Polki dowiedziały się, jak działają narządy płciowe, jak zabezpieczyć się przed niechcianą ciążą i jak osiągnąć satysfakcję seksualną. Krótko mówiąc, jak dobrze i bezpiecznie bawić się we dwoje w łóżku. Wbrew stereotypom Wisłocka nie była zwolenniczką „wolnej miłości”. Odradzała uprawianie seksu bez uczucia. Mówiła, że wszystko jest dozwolone, dopóki jest zgoda obu stron, akceptacja i miłość.

„Pisma kolorowe o seksie to same śmiecie. Tam są tylko gołe tyłki, nie ma słowa o uczuciach, o więziach [...] Książka nie jest dla pozycji. Zasadnicza ich rola to kwestia układu między dwojgiem ludzi i u jednych dany układ jest udany, a u innych nie. I trzeba wyszukać ten swój własny. Te pozycje, które proponują w pismach, są pozbawione wszystkiego. To znaczy, nie ma tam po prostu serca” — mówiła lata później.

Nakład 100 tys. egzemplarzy „Sztuki kochania” wyprzedano w dwa dni. Do dzisiaj książka sprzedała się w imponującym nakładzie ponad 7 milionów egzemplarzy i dziesiątkach tysięcy pirackich dodruków. 40 lat po pierwszym wydaniu kultowej książki, w księgarniach pojawiło się nowe wydanie. Lekarka ma na swoim koncie także inne poradniki m.in. „Sukces w miłości”, „Kulturę Miłości” czy „Kalejdoskop seksu”. W 2017 roku do kin wszedł film o jej życiu — „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” z Magdaleną Boczarską w roli głównej.

Michalina Wisłocka zmarła 5 lutego 2005 roku w Warszawie na skutek komplikacji po przebytym zawale serca. Z okazji 90. rocznicy urodzin seksuolożki, na ścianie kamienicy, w której żyła przy ul. Piekarskiej 5 w Warszawie, odsłonięto tablicę pamiątkową: „W tym domu mieszkała Michalina Wisłocka, najwybitniejsza popularyzatorka wiedzy seksuologicznej i pionierka leczenia niepłodności w Polsce. Uczyła ludzi szczęśliwej miłości”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Wonder Woman Gal Gadot
Gal Gadot jako Wonder Woman. Fot.: mat. prasowe

Gal Gadot: Wonder Woman, Irena Sandler i inne superbohaterki

Jest dziś najbardziej rozchwytywaną aktorką w Hollywood. Jako Wonder Woman przebiła popularnością wszystkich męskich superbohaterów. Ale jej misja sięga znacznie dalej.
Magdalena Żakowska
26.06.2020

Umie latać, pobierać energię z błyskawic, mówić we wszystkich językach świata, w tym w języku zwierząt, dematerializować się i czytać w myślach. Jest odporna na ogień, a pokonana potrafi się sama odrodzić. O kim mowa? O najsłynniejszej bohaterce komiksów we wszechświecie: Wonder Woman. Chociaż narodziła się w 1941 roku i od tego czasu regularnie nawiedzała telewizję i kino, to nigdy jeszcze nie cieszyła się taką popularnością, jak teraz, za sprawą filmu „Wonder Woman” (2017), w którym zagrała ją izraelska aktorka Gal Gadot. Produkcja zarobiła na całym świecie rekordową kwotę blisko 850 milionów dolarów, a Gal Gadot z dnia na dzień stała się gwiazdą. I chociaż z niecierpliwością czekamy już na drugą część przygód, „Wonder Woman 1984” , której premiera w związku z pandemią przesuwana jest o kolejne miesiące (obecnie to 2 października), to Gal Gadot zaskoczy nas w najbliższym czasie jeszcze kilkoma rolami superbohaterek.    Szybka, wściekła, Wonder Woman Urodziła się i wychowała w Izraelu, w małym miasteczku nieopodal Tel Awiwu. Cała jej dotychczasowa kariera oparta była na szczęściu i przypadku. W wieku 18 lat została Miss Izraela, a później – jak wszyscy młodzi ludzie w jej kraju – odbyła dwa lata służby wojskowej. Co prawda nie biegała po poligonie i nie strzelała do makiet helikopterów, była w swoim oddziale instruktorką fitness, ale nauczyła się obsługiwać broń.  Studiowała prawo, chociaż do dziś nie ma zielonego pojęcia dlaczego. Było po prostu dobrym dopełnieniem kariery modelki, którą robiła jako była miss – piękna, ale nie głupia. W 2004 roku do jej agenta zgłosił się reżyser castingu nowego Bonda, „Quantum of Solace” i chociaż ostatecznie dziewczyną agenta 007 została w tym odcinku Olga...

Czytaj dalej
boniecki 2
Fot. Grażyna Makara

Ks. Adam Boniecki swoim życiem pokazuje, w jakiego Boga nie wierzy

Wymyślano o nim niestworzone rzeczy. Że jest agentem CIA, szpiegiem papieża, że wdał się w romans. Teraz ks. Adam Boniecki – wielki polski duchowny, doczekał się o sobie filmu.
Agnieszka Dajbor
26.06.2020

Dokument o księdzu Adamie Bonieckim „xABo: Ksiądz Boniecki” wejdzie do kin w pełnię lata, 24 lipca. Podobno ks. Boniecki, który nie lubi zamętu wokół siebie, modlił się, by reżyserka Aleksandra Potoczek odstąpiła od realizacji. Na szczęście Pan Bóg miał inne plany, bo powstał dokument piękny i chwytający za serce. Kamera towarzyszy księdzu w trakcie jego podróży, w chwilach skupienia, modlitwy. Podczas rozmów w redakcji „Tygodnika Powszechnego”, do którego przyszedł w 1964 roku z polecenia wtedy jeszcze biskupa Karola Wojtyły. Ksiądz Boniecki mówi w tym filmie wiele rzeczy ważnych. O wierze wbrew zwątpieniu. O bagażu życiowych dramatów, niespełnień, żalów, który niesiemy ze sobą, jak ciężką walizkę. O przemijaniu. Opowiada o tym prosto, w bardzo ludzki sposób, jak wtedy, kiedy rzuca uwagę: „Kiedyś dawałem śluby dzieciom, które chrzciłem. Teraz po latach już tych ochrzczonych nie zobaczę”. Tłumaczy, w jakiego Boga nie wierzy , układając tę wypowiedź w osobistą litanię: „Nie wierzę w Boga, który zapala czerwone światło, gdy człowiek się cieszy. Nie wierzę w Boga, który mówi: „zapłacisz mi za to”. Nie wierzę w Boga, który wymaga, aby człowiek wierzący przestał być ludzki”… Najbardziej poruszają spotkania księdza z ludźmi. A jest ich mnóstwo. Często zupełnie przypadkowe, jak z mężczyzną na dworcu kolejowym, który zagaduje „A ksiądz do Krakowa?”. I po chwili już opowiada o śmierci matki: że nie może sobie z tym poradzić. Albo dziewczyna z galerii handlowej, która zwraca się do księdza Bonieckiego per pan, ale biegnie za nim, by spytać, dlaczego nie zawsze jest tak dobra, jakby chciała. Są też dziesiątki spotkań autorskich, na które...

Czytaj dalej
Camilla Lacberg
mat. prasowe

Camilla Läckberg składa hołd kobietom, które są lojalne wobec innych kobiet

„Chcę rozsadzić klatkę, w której zamyka się kobiety” – mówi Camilla Läckberg, słynna na całym świecie autorka kryminałów, która właśnie rozpoczyna nową serię. Pierwsza część, „Złota klatka” to thriller o zemście, determinacji i sile charakteru.
Patrycja Pustkowiak
22.06.2020

Camilla Läckberg zasłynęła serią szwedzkich kryminałów o dociekliwej pisarce książek non-fiction, Erice Falck. Z wykształcenia jest ekonomistką, pisać zaczęła po tym, jak dostała od rodziny na urodziny kurs kreatywnego pisania. Każdy kolejny tom z jej serii o Erice stawał się bestsellerem – podobnie, jak pierwszy tom z nowej serii, wydany w 2019 r. „Złota klatka”. Jesienią 2020 r. ukaże się w Polsce drugi tom „Strebrne skrzydła”.  Patrycja Pustkowiak: Bohaterka pani nowej powieści, Faye, jest zamknięta w tytułowej „złotej klatce” komfortowego życia, które tak naprawdę skrywa przemoc. Faye żyje w małżeństwie, w którym nie ma równości, wciąż musi zadowalać swojego przemocowego męża.  Camilla Läckberg: Chciałam zająć się innym niż do tej pory typem bohaterki, przekonać się, jak daleko może posunąć się zdesperowana kobieta, by bronić siebie i swojego dziecka. I ile ma w sobie mroku. Faye chce wyzwolić się od czegoś, co ją stopowało, powstrzymywało jej rozwój. Opisałam ją w momencie, w którym musi na nowo odkryć siebie.  Zawsze, tak jest i tym razem, pisarsko motywowało mnie stawianie sobie nowych wyzwań. Myślę, że widać to w tej książce. „Złota klatka” jest czymś więcej niż thriller – to hołd dla kobiet, które są wobec siebie lojalne. Mamy z tym problem? Tak bywa. Łatwo wychwalać siostrzeństwo, a w praktyce wygląda to tak, że stajemy w obronie siebie, dopóki nie podważa to naszej lojalności wobec mężczyzny. Lojalność w stosunku do innych kobiet bywa postrzegana jako zagrożenie. Mówiła pani, że wcześniej nie miała odwagi napisać „Złotej klatki”. Dlaczego? Z wiekiem stawałam się silniejsza, odważniejsza. A odkąd skończyłam 40 lat, nie staram się już zadowalać...

Czytaj dalej