To nie Agnieszka Osiecka była miłością życia Jeremiego Przybory. Na Alicję Wirth czekał całe życie
Alicja Wirth i Jeremi Przybora w swoim domu nad Pilicą. Fot. Magda Umer/Fotonova

To nie Agnieszka Osiecka była miłością życia Jeremiego Przybory. Na Alicję Wirth czekał całe życie

Jeremi Przybora i Alicja Wirth pobrali się w końcu lat 60. Byli razem 33 lata, uchodzili za parę idealną, o ich miłości mówiono, że będzie wieczna.
Agnieszka Dajbor
12.02.2021

Poznali się w latach 60 na przyjęciu u znanej scenografki telewizyjnej Xymeny Zaniewskiej. Przegadali ze sobą całą noc. Niedługo potem Przybora zapytał Alicję, czy zechciałaby towarzyszyć mu w reszcie jego życia. Oboje nie byli już bardzo młodzi, oboje po przejściach. On, wtedy po 50-tce, miał za sobą dwa małżeństwa i zakończony właśnie burzliwy romans z Agnieszką Osiecką. Ona, o 11 lat od niego młodsza, była rozwiedziona, miała córkę Agatę. Zgrabna, efektowna, była bardzo zdolną scenografką (choć z wykształcenia architektką) miała znakomity gust do sztuki i życia.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Była żoną, przyjacielem, opoką

Jeremiemu stworzyła cudowny, ciepły dom. Nie tylko w Warszawie, na Starym Mieście. Ale też w ich ukochanym miejscu – w Pacewie, nad Pilicą, gdzie w początku lat 70. zbudowali swoje siedlisko. Alicja zaprojektowała niezwykły ogród, który otaczał dom. Podobno był dziełem sztuki, ich Arkadią, krainą szczęśliwości. Sama wybierała, a potem sadziła krzewy i kwiaty, na czele ze swoją ulubioną jarzębiną. Po śmierci Alicji ogród zaczął usychać, choć wszyscy przyjaciele starali się, jak mogli, by go pielęgnować.

Dla Przybory była żoną, kochanką, przyjacielem, opoką. Stworzyła mu idealne miejsce do pracy, dbała o niego, gotowała pyszne obiady.

„Zdejmowała z niego ciężar myślenia o rzeczywistości – wspominała Magda Umer. – Pozwalała mu się zatapiać w myślach. Była bardzo elegancka, taktowna, pracowita. Rysowała, malowała, robiła piękne kolaże. Do ludzi nie odzywała się prawie wcale. Może z powodu wojny. Była powstańcem, robiono na niej eksperymenty w obozie koncentracyjnym. Sprawiała wrażenie chłodnej, ale taka nie była. Ja zawsze czułam jej serdeczność i ciepło”.

Ślub wzięły ich dzieci

Mieli wielu przyjaciół, ale najbardziej lubili być sami. Byli dla siebie całym światem. Jeremi Przybora pisał w swoich pamiętnikach, że czekał na Alicję całe życie, że przekroczył przy niej Rubikon szczęścia. On – znany kobieciarz – przestał o innych kobietach myśleć. Razem też pracowali, Alicja Wirth stworzyła scenografię do cyklu telewizyjnych programów Przybory „Divertimento” i ilustracje do książki „Teatr nieduży”.

Nie wiedziała o jego dawnym związku z Agnieszką Osiecką. „Czy ty wiesz, że oni byli razem?” zagadnęła kiedyś Magdę Umer. Z kolei Agnieszka Osiecka zazdrościła spokojnego życia Przyborom. „Ja nigdy nikomu nie umiałam dać spokoju, pisała z goryczą. Sobie też”.

I musiało być w tym związku coś naprawdę niezwykłego, skoro uczucie przeszło nawet na dzieci. Córka Alicji: Agata Wirth i syn Jeremiego: Konstanty Kot Przybora wzięli ślub. I choć ich związek nie przetrwał, nadal mają kontakt i są dla siebie bliskimi ludźmi.

„Zachwycałam się ich uczuciem”

Przybora zawsze uważał, że umrze pierwszy, był starszy, schorowany. Martwił się, jak żona poradzi sobie bez niego. Ale niespodziewanie to ona odeszła pierwsza, w 2000 roku, przegrywając walkę z rakiem. Przybora nie był przygotowany na taki cios. Nie chciał bez niej żyć. „Życie jako forma spędzania czasu przestało mnie interesować” – pisał.

„Po śmierci Alicji – wspomina jego syn Kot Przybora – tata nie załamał się, tylko umarł. Poczuł, że „opaczność" dopadła go najstraszniej, jak mogła. O ostatnich latach życia mówił, że ten dodatek jest już niepotrzebny”.

„Nieznani sprawcy zabrali mi Alicję, pisał Przybora w 2003 roku. Nie przestała przez to być nadal moją partnerką do rozmów. Ale zmarli w rozmowach z nami milczą albo powtarzają to, co powiedzieli nam już za życia. Nie mówią nam nic nowego, chociaż my mamy im tyle do powiedzenia. To przede wszystkim, czym byli dla nas za życia, a o czym wtedy mówiliśmy im tak mało...”.

Widział ją ciągle, jak przechadza się w białym kapeluszu po ogrodzie. Zmarł pięć lat po niej w 2005 roku.

Magda Umer po kilku latach wspominała: „Zachwycałam się ich uczuciem”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Agnieszka Osiecka
East News

Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością

On zakochał się od pierwszego wejrzenia, ona długo nie wiedziała, o co jej chodzi. Flirtowała, bo tak miała w zwyczaju. Kochała jego piosenki, jak cała Polska. Najpierw zakochała się w jego listach, dopiero potem w nim samym.
Sylwia Arlak
21.08.2020

Byli piękni, piekielni zdolni i kompletnie niedopasowani. Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora dzielili miłość do poezji, ale pochodzili z dwóch różnych światów. Ona – 28-letnia outsiderka, nie umiała usiedzieć w jednym miejscu, wciąż gdzieś goniła. Żeby żyć, musiała czuć się wolna. I dla nikogo nie chciała tego zmieniać. On, starszy od niej o 21 lat, był domatorem. Cenił sobie życie rodzinne i spokój. Ich miłość była bardzo intensywna. Trwała dwa lata i wygasła. Mistrz i Agnieszka Po raz pierwszy usłyszała o nim, gdy w 1958 roku założył telewizyjny Kabaret Starszych Panów. Jako 22-letnia studentka reżyserii była pod ogromnym wrażeniem jego talentu aktorskiego i poetyckiego. Sławny i czczony artysta inspirował ją. Pod wpływem mistrza zrezygnowała ze świata filmu i wybrała pisanie. Osobiście poznali się sześć lat później. Kariera 49-letniego Jeremiego Przybory kwitła, gorzej z życiem prywatnym. Artysta miał dwójkę dzieci (córka była mniej więcej w wieku Osieckiej) i tkwił w drugim, nieudanym małżeństwie. Agnieszka Osiecka miała 28 lat i już była po rozwodzie. I wielu miłosnych przejściach. Dopiero zaczynała przygodę z poezją. Jeremi Przybora zakochał się w Agnieszce Osieckiej od pierwszego wejrzenia. To on zabiegał o pierwsze spotkania, dzwonił i nieśmiało pisał krótkie wiadomości. Ona nie dawała im szans. Traktowała tę znajomość z dystansem. Flirtowała, bo to był jej styl bycia, ale nie chciała rozbudzać w nim nadziei na więcej. Aż w końcu wpadła. Romans nabierał mocy, choć głównie na papierze, bo zakochanym trudno było się spotkać. „Nie przypuszczałem, że będę stąd pisał z taką tęsknotą do panienki, którą tyle lat temu spotkałem w pewnej deszczowej piosence, i też nic o tym nie wiedziałem. Paryż owszem, ładne miasto,...

Czytaj dalej
Magdalena Umer
Jacek Poremba

Magda Umer o Zuzannie Łapickiej: „Od lat choruję na depresję. Zuzia pomagała mi żyć”

Magda Umer opowiada o swoich najważniejszych związkach w życiu: przyjaźni z Zuzią Łapicką i Agnieszką Osiecką, a także miłości do męża.
Magdalena Żakowska
01.11.2020

Dziś, jak myślę o tych wszystkich moich miłościach, zastanawiam się, co w tym było prawdziwym uczuciem. Leciałam za czymś na oślep, życie mi się sypało, a może to była tylko chemia?”, mówi piosenkarka Magda Umer i wspomina swoje ważne związki, nie tylko z mężczyznami. Magdalena Żakowska: Sushi? Magda Umer: Wybrałam to miejsce spotkania nieprzypadkowo. Po raz pierwszy byłam tu z Zuzią Łapicką, którą też dobrze znałaś. Zuzia niedawno umarła, a my jesteśmy na jej osiedlu, sto metrów od jej domu… Byłyście najlepszymi przyjaciółkami, możemy o tym rozmawiać? To trudne. Potrafię o nas tylko coraz ciszej milczeć. Każde słowa wydają mi się banalne i nie oddają tego, co się czuje po stracie kogoś aż tak bliskiego. Trudno nazwać to, co nas łączyło. Poznałyście się w latach 70. W 1977 roku. Oczekiwałam narodzin Mateusza, który jest jej synem chrzestnym, a dziś ma 41 lat. Ale wcześniej poznałam jej przyszłego męża Daniela. Występowałam z nim w różnych programach telewizyjnych Krysi i Michała Bogusławskich, a potem graliśmy razem w „Weselu” Hanuszkiewicza [1974 – red.]. Ale co śmieszniejsze, byłam też wcześniej koleżanką jej taty, Andrzeja Łapickiego, bo w „Weselu” grał Pana Młodego, co było dla mnie szokiem, wydawał mi się wówczas potwornie stary... a miał prawie 50 lat. A pani miała 25 lat. Nie uległa pani urokowi Łapickiego?! Chyba każda kobieta ulegała jego urokowi. Andrzej rzeczywiście był fantastycznym „menem”, potrafił zauważyć i docenić kobietę, szczególnie młodą. Typ przedwojennego, zabójczo przystojnego inteligenta. Lubiłam z nim rozmawiać, ale interesowali mnie inni mężczyźni. Olbrychski był do Łapickiego podobny? Nie. Daniel to kompletnie inny typ. Mimo że od czasu roli Kmicica...

Czytaj dalej
Maryla Rodowicz, Agnieszka Osiecka
East News

„Gdyby żyła, napiłybyśmy się winka” – Maryla Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką 

To Agnieszka Osiecka napisała dla niej największe hity: „Małgośkę”, „Niech żyje bal” albo „Sing sing”. Razem tworzyły, bawiły się, wyjeżdżały na wakacje. Ich przyjaźń trwała dziesięciolecia, aż do śmierci poetki.
Magdalena Felis
19.02.2020

Premiera serialu „Osiecka” o zmarłej 23 lata temu wspaniałej autorce piosenek została przesunięta na jesień. U nas już teraz opowieść Maryli Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką, wspólnej pracy, o bułgarskich niedźwiedziach i różowym szampanie, którym poetka witała ją na lotniskach. Magdalena Felis „Uroda Życia”: Grywała pani w tenisa z Osiecką? Maryla Rodowicz: Agnieszka nie była zainteresowana sportem, chociaż w młodości trenowała pływanie na Legii. Zdaje się, że to był pomysł jej ojca. A później, za nagrodę w Opolu w 1963 roku za zwycięską „Piosenkę o okularnikach”, kupiła motorówkę, właściwie to wystarczyło na pierwszą ratę. Łódka była dla szpanu! Chodziło o to, żeby ją mieć. To nie były moje czasy, ale wiem, że Agnieszka nazwała ją „Mr. Paganini” na cześć piosenki Elli Fitzgerald. Lubiła się pokazać? Kiedy miała ochotę, wkładała te swoje ekscentryczne kapelusze, ale generalnie nie przywiązywała wagi do wyglądu. Kiedyś spotkałyśmy się w Zakopanem, patrzę, a Agnieszka ma na sobie spodnie narciarskie jak z lat 50. I na moje zdziwienie powiedziała, że to właśnie są spodnie z lat 50. Mawiała, że nie interesuje się modą, a moda nie interesuje się nią. Kiedyś spotkałyśmy się w Nowym Jorku, Agnieszka zabrała mnie do Eli Czyżewskiej. To było romantyczne mieszkanie, z kominkiem i tarasem, przy którym rosło wielkie drzewo. Przez otwarte okno wpadały do pokoju liście. Siedzimy w tym pokoju, a Ela mówi nagle: „Boże, jakie ty masz okropne ciuchy! Rozbieraj się!”. I wrzuciła je do tego kominka.  Wakacje w Bułgarii i „Apetyt na czereśnie” Ale pani miała wtedy chyba najlepsze ciuchy w Warszawie! Agnieszka lubiła grzebać w pani szafie?...

Czytaj dalej
Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz
AFPEAST NEWS

Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz. Poznali się, gdy „wszystkie błędy mieli już za sobą”

On był po trzech rozwodach, ona – po dwóch. A jednak połączyła ich miłość, która przetrwała ponad 40 lat.
Kamila Geodecka
23.12.2020

W 1975 roku w Warszawie Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz wzięli ślub, którego właściwie nie potrzebowali. Towarzyszyło im dwóch świadków –  Basia Ślesicka i Piotr Skrzynecki, który specjalnie przyjechał z Krakowa. Młodzi powiedzieli sobie „tak”, ale nie było wesela. „Moglibyśmy żyć bez tego ślubu też” – mówiła aktorka. Już wtedy mieszkali razem. Oboje mieli za sobą doświadczenia z innych małżeństw, a przed sobą ponad 40 lat wspólnej miłości, przyjaźni, wsparcia i zrozumienia. Mogli spotkać się wcześniej, właściwie bez przerwy się mijali, przeprowadzając się do kolejnych miast, pracując w kolejnych teatrach, zmieniając kierunki studiów. Ona mówiła czasem, że mogli poznać się wcześniej. On uważał, że to dobrze, bo wszystkie błędy mieli już za sobą. Spotkania robocze W 1971 roku Andrzej Wajda pracował w krakowskim Starym Teatrze nad spektaklem „Biesy” Dostojewskiego na podstawie adaptacji Camusa. Reżyser chciał zająć się wszystkim – pracą z aktorami, opracowywaniem tekstu oraz scenografią i dekoracją. Okazało się, że nad tym ostatnim zapanować już nie mógł.  Wtedy Piotr Skrzynecki zapowiedział, że pozna go z Krystyną Zachwatowicz – scenografką i artystką kabaretową Piwnicy pod Baranami. Para poznała się w kawiarni Kolorowa w Krakowie. W końcu Zachwatowicz odwiedziła Wajdę w jego mieszkaniu. Długo dyskutowali o tym, w jaki sposób ma wyglądać przygotowywana sztuka. Od początku dobrze się dogadywali. Z czasem spotkania stały się coraz częstsze, a Andrzej Wajda zaczął przychodzić na występy kabaretowe swojej przyszłej żony. Podobno wchodził  potem do garderoby artystów i żartował. „Mam śmieszną anegdotę. Graliśmy program, w którym miałam blond perukę, usta na zielono. Ale na...

Czytaj dalej