Meryl Streep: „Pracuj ciężko, podbijaj świat, ale sama ugotuj zupę – to moje życiowe motto”.
Getty Images

Meryl Streep: „Pracuj ciężko, podbijaj świat, ale sama ugotuj zupę – to moje życiowe motto”.

Meryl Streep ma na swoim koncie 21 nominacji do Oscara! Konkurować z nią nie może nawet Jack Nicholson z 12 nominacjami. Kiedy odbierała Oscara za „Żelazną Damę”, powiedziała, że wszystko, co ceni najbardziej, dostała od męża: dzieci, rodzinę, prywatność.
Magdalena Żakowska
10.09.2020

Żyje z dala od Hollywood. Nie musimy ekscytować się plotkami z jej życia, by o niej pamiętać, wystarczą role: od „Kochanicy Francuza” do „Pożegnania z Afryką”, od „Wyboru Zofii” do „Mamma Mia!”. Wszyscy ją kochają i podziwiają. Meryl Streep – co to za fenomen?

Ja jestem Pan, Bóg twój, stwórca nieba i ziemi. Stworzyłem ocean i niebo, słońce i gwiazdy. Jedną z tych gwiazd jest Meryl Streep, której pracę podziwiasz od czasu »Łowcy jeleni«. Ale nie wolno ci zapominać, że jej praca (granie w filmach) nie byłaby możliwa bez mojej pracy (stworzenia wszechświata)”. Tak zaczyna się nowy, uaktualniony o pojawienie się na świecie Meryl Streep, dekalog stworzony przez magazyn „New Yorker”. Nawet Pan Bóg zazdrości jej talentu i sławy! I nie można mieć do Boga pretensji, w końcu Meryl Streep to największa aktorka naszych czasów. Nie tylko dlatego, że ma na koncie 21 nominacji do Oscara i trzy zdobyte statuetki, rekordowe 32 nominacje do Złotego Globów i osiem zwycięstw. W ciągu 40 lat filmowej kariery grała u większości najlepszych reżyserów, a partnerowali jej znakomici aktorzy. Ale to, co ją wyróżnia spośród innych gwiazd kina, to jej niezwykły status. W wieku 72 lat wciąż prowadzi aktywne, pełne sukcesów życie zawodowe, ma czwórkę dzieci, a od 40 lat żyje w szczęśliwym małżeństwie. Jest pewna siebie, ale nie zarozumiała, sławna, ale skromna. 

Meryl Strep: druga po Grecie Garbo

Na firmamencie gwiazd można ją porównać z Catherine Deneuve czy Isabelle Huppert. Ale we Francji wielkie aktorki traktowane są jak skarby narodowe, z szacunkiem i delikatnością. Zarówno Huppert, jak i Deneuve zręcznie poruszają się między dużymi produkcjami i kinem artystycznym, między rolami ważnymi i błahymi, a ich wybory nie są poddawane krytyce, bo skarby narodowe ocenom nie podlegają. To aktorki, którym pozwolono zestarzeć się naturalnie i z wdziękiem, a po drodze nikt nie odbierał im prawa do zmysłowości. 

Meryl Streep
East News

W Ameryce wielkie aktorki to fetyszyzowane towary popkultury. Im większy sukces, tym większe oczekiwania. Idolka musi być idealna, a każde odstępstwo od ideału wywołuje rozczarowanie. Meryl Streep chyba jako pierwsza amerykańska aktorka nie podporządkowała się tym zasadom. Nie walczy z oznakami wieku, nie myśli obsesyjnie o swojej figurze, nie interesuje się modą, nie dostarcza tematów do plotek. Stała się nie tyle skarbem narodowym, co skarbem ogólnoludzkim. 

W styczniu 2017 roku Donald Trump miał się spotkać z prezydentem Meksyku Enriquem Peña Nieto w związku z coraz bardziej restrykcyjną polityką wobec emigrantów. Ale na dzień przed wyznaczoną datą Nieto odwołał spotkanie, a w miejsce Trumpa zaprosił Meryl Streep. Aktorka była zachwycona tym pomysłem, przerwała zdjęcia do drugiej części filmu „Mamma Mia!” i poleciała na spotkanie. „Amerykanie to wspaniali ludzie, ale nikt nie uosabia tej wspaniałości lepiej niż Meryl Streep”, powiedział na powitanie Nieto – i trudno się z tym nie zgodzić. 

Jako aktorka posiada niezwykły dar transformacji – grała Annę Wintour („Diabeł ubiera się u Prady”) i Margaret Thatcher („Żelazna Dama”), w „Łowcy jeleni” mówiła z akcentem z Pensylwanii, w „Silkwood” z akcentem z Oklahomy. Na potrzeby roli w „Wyborze Zofii” nauczyła się podstaw języka polskiego (od Elżbiety Czyżewskiej, z którą grała wówczas w teatrze, „ściągnęła” polski akcent). A w „Pożegnaniu z Afryką” mówi po angielsku z akcentem Kenijki pochodzącej z Danii. Jednocześnie, choć jako aktorka dała się poznać od tak wielu stron, trudno wskazać tę jedną, prawdziwą Meryl Streep. Najbardziej zaskakujące jest właśnie to, jak słabo ją znamy. Od czasu Grety Garbo żadnej aktorce nie udało się chyba tak skutecznie ochronić swojej prywatności przed opinią publiczną.

Merle, Merlyn, Meryl?

Jednak kilku podstawowych faktów z życia nie udało się jej ukryć. Urodziła się 22 czerwca 1949 roku w New Jersey jako Mary Louise. Już w dzieciństwie miała niezwykle zdecydowany charakter, więc rodzice uznali, że lepiej pasuje do niej krótkie i ostre imię Meryl. 

Branża filmowa długo przyzwyczajała się do tego imienia. „Jak ona się nazywa? Merle?!”, dziwił się producent „Sprawy Kramerów”. „Ta Merlyn jest strasznie brzydka”, narzekał reżyser „King Konga” i odrzucił ją w castingu. 

Jako nastolatka czytała za dużo książek. Przynajmniej tak uważali jej szkolni wielbiciele. W dniu, w którym skończyła „Portret artysty z czasów młodości” Jamesa Joyce’a, przeżyła pierwszy kryzys tożsamości. Postanowiła, że będzie w życiu kimś ważnym, nie tyle sławnym, co potrzebnym i pożytecznym. Zdecydowała się zostać prawnikiem specjalizującym się w ochronie środowiska albo tłumaczem przy ONZ, jednak zaspała na egzaminy i wylądowała ostatecznie w Yale School of Drama. 

Po studiach swoją przyszłość widziała na scenie, najlepiej w szekspirowskim kostiumie. I właśnie na scenie w trakcie prób do spektaklu „Miarka za miarkę” poznała pierwszą miłość swojego życia, Johna Cazale’a, aktora znanego m.in. z roli Freda Corleone w „Ojcu chrzestnym”. Od samego początku byli niezwykłą parą: platynowa 27-letnia piękność o szerokim uśmiechu i cienkim, wysokim głosie i 41-letni dziwak o wysokim czole i słabości do kubańskich cygar. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Nagła, intensywna i bardzo krótka. Niespełna rok po tym, jak zamieszkali razem, Cazale dowiedział się, że ma zaawansowanego raka płuc. Lekarze nie dawali nadziei – zostało mu kilka miesięcy życia. 

To dzięki jego wstawiennictwu Meryl dostała rolę Lindy w „Łowcy jeleni”. Reżyser zatrudnił ją, bo wiedział, że Cazale umiera i chce jak najwięcej czasu spędzać w towarzystwie ukochanej. „Nigdy wcześniej ani później nie widziałem nikogo tak oddanego drugiej osobie, jak Meryl Johnowi w ostatnich miesiącach jego życia – wspominał ich kolega z planu „Łowcy jeleni”, Robert De Niro. – To, że byliśmy świadkami ich bezgranicznej miłości w tym tragicznym finale, było dla nas wszystkich przytłaczające i potwornie wzruszające”.

Cazale nie dożył premiery, zmarł w objęciach Meryl 12 marca 1978 roku. Możemy sobie tylko wyobrażać, co wtedy czuła. To jeden z tych etapów jej życia, o których nigdy nie mówi publicznie. Wiadomo jedynie, że na kilka miesięcy zamknęła się w ich wspólnym mieszkaniu i w samotności przeżywała żałobę. Po pół roku zadzwonił jej starszy brat Harry. Uznał, że koniec rozpamiętywania i użalania się nad sobą, Meryl musi wziąć się w garść. Wynajął jej nowe mieszkanie i przyjechał pomóc w przeprowadzce. Do pomocy zabrał kolegę, początkującego rzeźbiarza Dona Gummera. Mężczyznę, którego Meryl od 40 lat nazywa miłością swojego życia.

Średni rzeźbiarz, wzorowy mąż

„Wewnętrznie część mnie umarła razem z Johnem, ale wiedziałam, że muszę żyć dalej. Don pokazał mi, jak to zrobić”, mówiła później. On wspomina z kolei, że początkowo zamierzał jedynie wesprzeć Meryl psychicznie, pomóc jej wrócić do codzienności. I nagle zorientował się, że jest w niej zakochany po uszy. Nie było odwrotu. 

Na temat ich związku media spekulują od 40 lat. Pisano, że to niemożliwe, aby aktorka tak szybko odnalazła drugą wielką miłość. Sugerowano, że ich związek jest rodzajem kontraktu, że trauma związana ze śmiercią Cazale’a sprawiła, że Meryl Streep zdecydowała się jak najszybciej założyć rodzinę i odłożyła na bok miłość. Ale wszystkie te spekulacje wydają się absurdalne, kiedy spojrzy się na jej zdjęcia z Donem. 

Meryl Streep
Getty Images

Najwcześniejsze pochodzą z 1979 roku. Oboje po raz pierwszy uczestniczyli wtedy w ceremonii rozdania Oscarów. Meryl była nominowana jako aktorka drugoplanowa za rolę w „Łowcy jeleni”. I chociaż nie dostała nagrody, na zdjęciach tryska szczęściem – właśnie dowiedziała się, że jest w ciąży. Sześć miesięcy później urodziła pierwsze z czwórki ich wspólnych dzieci. 

Rok później odebrała pierwszego Oscara za rolę w dramacie rodzinnym „Sprawa Kramerów”. Była tak szczęśliwa, że podskoczyła z radości, a potem wycałowała filmowego partnera Dustina Hoffmana, który odebrał swoją statuetkę kilka minut później. Don przyglądał się temu z rozbawieniem – o sporze Meryl Streep z Dustinem Hoffmanem w trakcie pracy nad tym filmem media rozpisywały się tygodniami. Zaczęło się od tego, że Hoffman opowiedział dziennikarzom o kulisach tego, jak Meryl dostała rolę Joanny Kramer. 

Przyszła na spotkanie z reżyserem, producentem i Hoffmanem bardzo przejęta scenariuszem. Wygłosiła monolog o tym, że napisany jest z perspektywy mężczyzny, że motywacje Joanny, która porzuca męża i dziecko, są niskie, chociaż wcale nie muszą takie być. Na koniec zaznaczyła, że zgodzi się przyjąć rolę, ale pod warunkiem, że producenci uwzględnią jej uwagi. Kiedy skończyła, reżyser poinformował ją, że zaprosili ją na casting do innej roli – kobiety, która idzie do łóżka z Hoffmanem, a na ekranie pojawia się może na pięć minut. Zapadło krępujące milczenie. 

Legenda głosi, że to Hoffman naciskał później na producentów, żeby dali Meryl rolę Joanny. Znał osobiście Johna Cazale’a, wiedział, że byli parą i był przekonany, że świeże doświadczenie traumy doda jej aktorstwu głębi. Z tego wyniknęły zresztą kolejne spięcia. Hoffman, który miał bardzo niekonwencjonalne metody aktorskie, przed każdą sceną z Meryl wracał do tematu Cazale’a. Chciał ją w ten sposób wytrącić z równowagi, sprawić, aby jej gra stała się mniej oczywista. Meryl go za to nienawidziła. Kiedy w końcu zabroniła mu wracać do tego tematu, spoliczkował ją na ułamek sekundy przed uruchomieniem kamery – grali scenę kłótni i chciał, żeby była na niego naprawdę wściekła. Od tego momentu praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Jasne jest więc, że Don Gummer, przyglądając się czułościom, jakimi jego żona obdarzyła Hoffmana, odbierając Oscara, nie mógł być o nią zazdrosny. 

Za drugim razem, kiedy w 1983 roku odbierała statuetkę za główną rolę w filmie „Wybór Zofii”, to już Don był obiektem jej czułości. Kiedy Sylvester Stallone odczytał jej nazwisko, obdarzyła męża chyba najdłuższym pocałunkiem w historii Oscarów. I znowu była w ciąży. 

Od tego czasu Meryl Streep otrzymała rekordową liczbę 21 nominacji do Oscara. Za każdym razem podczas ceremonii towarzyszył jej mąż. Zawsze tak samo czuli wobec siebie, uśmiechnięci, szczęśliwi. A przecież niełatwo jest żyć w cieniu takiej gwiazdy, jak Meryl Streep. Szczególnie jeśli samemu nie odnosi się porównywalnych sukcesów. Don Gummer nigdy nie próbował wykorzystać pozycji żony do wybicia się w świecie sztuki. Zaakceptował to, że nigdy nie osiągnie podobnej sławy. Do dziś z radością stoi u jej boku i jest świadkiem jej kolejnych zawodowych triumfów.

Mają czwórkę dzieci: 40-letniego Henry’ego Wolfe’a, 36-letnią Mamie, 34-letnią Grace i 28-letnią Louisę. Oraz niepisaną umowę: on towarzyszy jej na kolejnych ceremoniach filmowych, a ona jemu na meczach Knicksów. Chociaż nawet tam Meryl świeci najjaśniej. Kilka lat temu przed meczem koszykówki Knicksów z Lakersami na trybuny dla widzów wszedł grający w Los Angeles Lakers nieżyjący już koszykarz Kobe Bryant. Wzbudził tym histerię fanów, którzy natychmiast rzucili się w jego kierunku. Interweniowała ochrona, koszykarz ledwo uszedł cało. Okazało się, że dostrzegł na trybunie Meryl Streep i chciał sobie z nią zrobić zdjęcie.

Chociaż Don okazał się rzeźbiarzem średniej klasy, to jako mąż sprawdził się wzorowo. „Po pierwsze chciałabym podziękować Donowi – zaczęła Meryl Streep, kiedy odbierała trzeciego Oscara za rolę w „Żelaznej Damie”. – Kiedy poprzednim razem dziękowałam mu z tej sceny, był ostatni na mojej liście i zagłuszała mnie już muzyka, a chciałabym, żebyście usłyszeli wyraźnie to, co chcę powiedzieć: wszystko, co cenię najbardziej w swoim życiu, dostałam właśnie od niego”. 

Meryl Streep
East News

Po pierwsze: zupa

Pobrali się bardzo szybko, w niespełna pół roku po pierwszym spotkaniu. Ślub był oczywiście kameralny, w towarzystwie najbliższych, w ogrodzie rodzinnego domu Meryl w New Jersey. Zamieszkali w Connecticut, bo chociaż kariera Meryl nabierała tempa, oboje nie wyobrażali sobie życia w hałaśliwym Los Angeles. „Małżeństwo i macierzyństwo to dla mnie życiowa podstawa – mówiła w rozmowie z magazynem „Good Housekeeping” po premierze filmu „Julia i Julie”, gdzie zagrała najsłynniejszą amerykańską kucharkę Julię Child. – A zachowanie równowagi między życiem prywatnym i pracą, która jest dla mnie bardzo ważna i sprawia mi wiele satysfakcji, uważam za swoje najważniejsze wyzwanie”. W tym samym wywiadzie powiedziała, że dbałości o prywatność nauczył ją Robert Redford, z którym spotkała się na planie kultowego „Pożegnania z Afryką”. Uważał, że media traktują rodziny gwiazd kina jak rekwizyty, bez szacunku i wrażliwości. „Podziwiam sposób, w jaki Robert chroni swoją rodzinę. Od tamtej pory staram się go naśladować”. 

Meryl przyznaje, że nie wyobraża sobie siebie w pracy za biurkiem na pełnym etacie, bo nie miałaby wtedy szansy, aby z pełnym zaangażowaniem wychować czwórkę dzieci. „Decyzje dotyczące mojej kariery i filmów, które wybierałam, nie zawsze wiązały się z artystycznymi kryteriami – napisała w tekście dla brytyjskiego dziennika »The Guardian«. – Czy zdjęcia kręcone będą w pobliżu Connecticut? Czy będą kręcone w wakacje? Jak długo potrwają? Moja filmografia składa się z takich kompromisów, bo najcenniejszą wartością jest dla mnie rodzina. Pracuj ciężko, podbijaj świat, ale sama ugotuj zupę – to moje życiowe motto”. 

Nigdy nie chciała być celebrytką. Są aktorki, dla których kolejne filmowe role są tylko sposobem na podbijanie popularności. Dla niej przeciwnie. „Interesuje mnie zgłębianie cudzego życia, wchodzenie w cudze buty, próba zrozumienia, co motywuje postaci, które gram. Popularność jest produktem ubocznym, którego najchętniej bym się pozbyła – mówi. – Mama powtarzała mi całe życie, że są ludzie, którzy daliby sobie odciąć rękę, żeby przejść się po czerwonym dywanie w Kodak Theatre. Że powinnam doceniać szczęście, które mam. Oczywiście nie oczekuję od nikogo, że będzie się użalał nad ciężkim losem gwiazdy, ale od kilkudziesięciu lat marzę o tym, żeby móc po prostu wyjść na ulicę i wtopić się w tłum. Tymczasem media piszą nawet o tym, że poszłam do apteki kupić chusteczki higieniczne”. 

Doceniaj i kochaj siebie

Meryl Streep nie lubi oglądać swoich wczesnych filmów, bo przypomina sobie, jak bardzo była w tamtym czasie nieszczęśliwa. Chociaż odnosiła kolejne, coraz większe sukcesy, a jej kariera rozwijała się błyskawicznie, nie potrafiła się z tego wszystkiego cieszyć. Uważała, że jest brzydka, ma za duży nos, jest za gruba, za wysoka, zawsze nie taka, jak powinna. 

„Najpiękniejsze lata swojego życia spędziłam, zadręczając się o głupoty. Zamiast myśleć o swoich mocnych stronach, skupiałam się na wadach i karmiłam kompleksy. Gdybym mogła poradzić coś młodszej sobie, powiedziałabym: myśl o sobie w szerszej perspektywie, doceniaj i kochaj siebie” – pisała w „The Guardian”. – Oczywiście zawód aktorki opiera się w dużej mierze na wyglądzie. Kiedy idę na casting, nie zabieram ze sobą CV, tylko swoje ciało. Ale dopiero z dzisiejszej perspektywy widzę, jak strasznie byłam dla siebie w młodości surowa”. 

Kiedy odbierała pierwszego Oscara, była tak niedowartościowana, że uważała, że na niego nie zasłużyła. Towarzyszyło temu tyle sprzecznych emocji, że prosto ze sceny poszła do toalety, żeby się w spokoju wypłakać. Z wrażenia zostawiła tam statuetkę. Kiedy na konferencji prasowej dziennikarz zapytał ją, jakie to uczucie, dostać największą z możliwych nagród w tak młodym wieku, odpowiedziała: „Nie potrafię tego opisać. Ledwo słyszę wasze pytania, tak głośno bije mi serce”. 

Dziś Meryl Streep nie tylko lubi siebie, ale też zdaje się czerpać dużo większą radość ze swoich sukcesów i z dużo większą swobodą wybiera kolejne role. W latach 80. i 90. grała niemal wyłącznie w dramatach o dużym ciężarze gatunkowym. Uważała, że komedie jej nie przystoją. Kiedy skończyła 60 lat, zrozumiała, że dystans do siebie to klucz do samoakceptacji i szczęśliwego życia. Oparty na książkowym bestsellerze film „Diabeł ubiera się u Prady” o kulisach pracy w branży modowej, musical „Mamma Mia!” czy komedia romantyczna „To skomplikowane” to filmy, które stały się hitami, dzięki jej obecności w obsadzie. To ona – a nie gatunek, temat czy reżyser – jest dziś przyczyną sukcesu filmów, w których się pojawia. I nie ma takiej roli, którą odrzuciłaby a priori. Chyba właśnie za to kochamy ją najbardziej. Im starsza, tym bardziej jest odważna, zadowolona z siebie i tym większą radość czerpie z życia. Udowodniła, że można kochać siebie i nie popaść w egotyzm. Że można być gwiazdą i pozostać człowiekiem. 

W 2014 roku poleciałam do Los Angeles przeprowadzić z nią wywiad w związku z premierą filmu „Sierpień w hrabstwie Osage”. Dosłownie 10 minut przed spotkaniem w jej pokoju hotelowym dowiedziałam się, że umarła moja ukochana babcia. Weszłam na rozmowę roztrzęsiona i zapłakana. Od razu to zauważyła, zapytała, co się stało, położyła mnie na kanapie, przykryła kocem, zamówiła przez telefon dzbanek herbaty, a asystentkę poprosiła o przesunięcie kolejnych wywiadów. Przez pół godziny rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. O roli kobiet w naszych rodzinach, o dzieciach, o śmierci. Nic z tej rozmowy nie pamiętam. Ale pamiętam, że w tej dziwnej, nieoczekiwanej sytuacji ani przez chwilę nie czułam się skrępowana, chociaż nigdy wcześniej nie miałam takiej tremy przed wywiadem jak wtedy. Bo wielkość Meryl Streep polega właśnie na tym, że kompletnie jej po niej nie widać. 

Meryl Streep w pięciu odsłonach

W dramacie małżeńskim „Sprawa Kramerów” okazała się najlepszą aktorką drugoplanową. Oscar wynagrodził jej konflikty na planie z Dustinem Hoffmanem.

Meryl Streep
mat. prasowe

W filmie „Łowca jeleni” po raz pierwszy zwróciła na siebie uwagę. Zagrała w nim dzięki partnerowi, Johnowi Cazale’owi, który już wtedy był ciężko chory, nie dożył premiery.

Meryl Streep
mat. prasowe

Wielki romans porządnej żony i matki, czyli Meryl Streep, w filmie Clinta Eastwooda „Co się wydarzyło w Madison County”. Rolę Meryl miała zagrać Susan Sarandon. Dobrze, że stało się inaczej.

Meryl Streep
mat. prasowe

W „Wyborze Zofii” z 1982 roku zagrała emigrantkę z Polski, Żydówkę, która w Auschwitz musiała wybierać, które ze swoich dzieci ocali. Dostała za tę rolę Oscara.

Meryl Streep
mat. prasowe

Meryl Streep tańcząca i wyśpiewująca przeboje Abby?! Ciepły, pogodny film „Mamma Mia!” przyniósł jej rzesze nowych fanów, m.in. w młodym pokoleniu, i zjednał sympatię. Wszyscy czekają na trzecią część tego wielkiego hitu.

Meryl Streep
mat. prasowe

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Meryl Streep
East News

Siła jest w nas, kobietach! – tego uczy nas Meryl Streep poprzez swoje najlepsze role

Pierwsze skojarzenie z rolami Meryl Streep? Jej bohaterki biorą los we własne ręce. Znajdują siłę w najtrudniejszych czasach. I wcale nie musimy się z nimi zgadzać, żeby budziły nasz podziw.
Sylwia Arlak
22.06.2020

Nie znajdziecie o niej żadnych pikantnych plotek, sama też nigdy nie chwaliła się życiem prywatnym. Żyje z dala od Hollywood. Ma status gwiazdy, ale „gwiazdorzenie” nie leży w jej naturze. Na planie woli być raczej kumpelą i służyć mniej doświadczonym twórcom dobrą radą. I jak tu nie kochać Meryl Streep? Przypominamy najlepsze role 71-letniej aktorki. Ponad 50 kreacji aktorskich, trzy Oscary na koncie To po „ Łowcy Jeleni ” świat zwrócił uwagę na młodą, niedoświadczoną aktorkę. Robert De Niro zobaczył po raz pierwszy Meryl Streep na scenie teatru, kiedy grała w sztuce „Wiśniowy sad” Czechowa. Przekonał reżysera Michaela Cimino, aby obsadził dziewczynę w roli Lindy w „Łowcy jeleni”. Bohaterka, wie jak postawić na swoim. Bez skrupułów stoi pomiędzy dwoma najlepszymi kumplami — Michaelem (De Niro) i Nickiem (Christopher Walken). Film warto obejrzeć choćby dla tych dwóch scen — uroczystej ceremonii ślubnej, podczas której Nick prosi Lindę o rękę i tej, w której Michael wraca po wojnie do domu. Trudno oderwać wzrok od bohaterki. Niewielka rola w psychologicznym filmie o wojnie w Wietnamie, utorowała karierę Streep. Jej żałobny śpiew „God Bless America” przeszedł do historii kina. Meryl Streep stworzyła ponad 50 kreacji aktorskich. Ma na swoim koncie aż 21 nominacji do Oscara (jednym żyjącym aktorem, który zbliżył się do tego wyniku, jest Jack Nicholson, aktor zdobył 12 nominacji) w tym trzy wygrane statuetki. Jedną z nich (w pakiecie ze Złotym Globem) otrzymała za film „ Wybór Zofii ”, poruszający obraz o traumie. Główna bohaterka, Polka (grana przez Streep) musi wybrać, które z jej dzieci zginie w obozie koncentracyjnym, a które ocaleje. Młodziutka aktorka wiedziała, że ta rola to dla niej wielkie szansa. A kiedy Meryl...

Czytaj dalej
Reese Witherspoon/ East News
Reese Witherspoon/ East News

Reese Witherspoon – „O kobietach, dla kobiet, z kobietami”

Najpierw głównie kojarzono ją z ról w komediach romantycznych, potem udowodniła, że równie dobrze sprawdza się w rolach dramatycznych. Reese Witherspoon chce docierać poprzez swoje filmy do milionów kobiet. I to jej się udaje.
Sylwia Arlak
15.05.2020

Niech was nie zwiedzie jej wygląd dziewczyny z sąsiedztwa i uśmiech nastolatki. Reese Witherspoon to dojrzała, mądra kobieta, która wie, czego chce i umie to osiągnąć. W ostatnich latach mogliśmy podziwiać ją u boku Nicole Kidman w  „Wielkich kłamstewkach” albo w serialu opowiadającym o czasach po #metoo  „The Morning Show” , w którym główną rolę zagrała Jennifer Aniston. Te dwie produkcje – choć oczywiście nie tylko one – pokazują, jak długą drogę przebyła 44-letnia aktorka od czasu  „Legalnej blondynki”.  Zdobywała fanów, grając w komediach romantycznych i kreując postaci słodkich dziewczynek, ale już wtedy, choćby właśnie rolą Elle Woods udowodniła, że potrafi tupnąć nogą. Dzisiaj najważniejsze dla niej jest, aby poprzez kolejne role przemawiać do kobiet na całym świecie i dodawać im odwagi do działania. Reese Witherspoon: ulubienica Ameryki Kiedy Reese zrozumiała, że reżyserzy najchętniej widzieliby ją w rolach słodkich, głupiutkich i młodziutkich bohaterek, zbuntowała się. Gdy kolejny raz zaproponowano jej niższą stawkę niż kolegom po fachu — powiedziała „dość”. Założyła własną wytwórnię filmową, Hello Sunshine i od tamtej pory działa na własnym warunkach. Już w 2006 roku – tuż po zdobyciu Oscara za rolę partnerki Johnny'ego Casha (w w tej roli Joaquin Phoenix), piosenkarki June Carter w filmie „Spacer po linie” – magazyn „Premiere” przyznał jej tytuł „najbardziej wpływowej aktorki w USA”. Dzisiaj jest nie tylko wpływowa, ale też jest jedną z najlepiej zarabiających aktorek w Hollywood. Po roli w „Wielkich kłamstewkach”  – serialu o przemocy w rodzinie i kobiecej solidarności – dostała tysiące wiadomości z...

Czytaj dalej
Meryl Streep
Screen Youtube

Meryl Streep w szlafroku i z drinkiem! Właśnie tego wideo potrzebowałyśmy na poprawę humoru!

Choć oglądamy ją na małym i wielkim ekranie od tylu lat, wciąż nie przestaje nas zaskakiwać. Meryl Streep także w czasach kwarantanny udowadnia, że nie brakuje jej poczucia humoru.
Sylwia Arlak
28.04.2020

Meryl Streep jest piękna, wybitnie utalentowana, mądra i z wielkim poczuciem humoru. I potwierdziła to po raz kolejny w swoim ostatnim występie: w domowym szlafroku i z  kieliszkiem martini w ręku!  Razem z Audrą McDonald i Christine Baranski wykonała słynny przebój musicalowy: „The Ladies Who Lunch” z musicalu Stephena Sondheima „Company”. W ten sposób gwiazdorskie trio uczciło nie tylko 90. urodziny tego wybitnego tekściarza i kompozytora, lecz także jego zasługi dla rozwoju musicalu.  Wideo błyskawicznie stało się hitem w sieci! Udostępniają je fani aktorek i celebryci – a fragment nagrania, w którym Meryl Streep dolewa martini do kieliszka, został przerobiony na setki GIF-ów.      Specjalny program na żywo z okazji 90. urodzin Stephena Sondheima wyemitowano na kanałach społecznościowych Broadwayu. Gwiazdy – wśród nich również Jake Gyllenhaal, Mandy Patinkin i Kristin Chenoweth – połączyły się z widzami za pośrednictwem internetu. Wydarzenie poprowadził broadwayowski reżyser Raul Esparza. „ Świat znajduje się teraz w trudnym momencie i wszyscy poszukujemy czegoś wielkiego. Stephen Sondheim to uosobienie wielkości. Zebraliśmy więc grupę ludzi, którzy kochają Steve’a, tych, którzy z nim pracowali i których zainspirował. Poprosiliśmy ich o to, aby zaśpiewali jego piosenki i podzielili się radością z tymi, którzy przechodzą teraz trudny czas. Być może jesteśmy daleko od Broadwayu, ale Broadway cały czas jest w nas ” – mówił Esparza. Musical „Company” miał w tym roku ponownie trafić na deski Broadwayu (tytuł obchodzi właśnie swoje 50-lecie). Premierę zaplanowano na 22 marca (w dzień 90. urodzin Sondheima), ale dziesięć dni wcześniej,...

Czytaj dalej
Julia Roberts, Pretty woman
East News

„Pretty woman”, „Uciekająca panna młoda”, „Nothing Hill”. Przypominamy kultowe filmy z Julią Roberts 

Od gwiazdy komedii romantycznych do świadomej siebie artystki i kobiety. Od niemal 30 lat Julia Roberts utrzymuje się na szczycie sławy.
Sylwia Arlak
03.09.2020

Dała się poznać, jako prostytutka w „Pretty woman” i dojrzała kobieta po przejściach w „Sierpień w hrabstwie Osage”. Poruszającą rolą w „Erin Brockovich” pokazała kobietom na całym świecie, że warto walczyć o siebie, a w „Uciekającej pannie młodej”, rozpaliła ich nadzieje na prawdziwą miłość. Oto najbardziej niezapomniane filmy z Julią Roberts: „Pretty woman” Dla wielu widzów przygoda z Julią Robert zaczęła się od „Pretty Woman”. Komedia romantyczna w reżyserii Garry’ego Marshalla opowiada o biznesmenie Edwardzie (w tej roli Richard Gere), który płaci Vivian (Roberts) za tydzień spędzony w jej towarzystwie. Pomiędzy parą iskrzy tak bardzo, że żaden widz nie ma wątpliwości, dokąd zmierza ta znajomość. Co ciekawe, oryginalny scenariusz zakładał, że Vivian była uzależniona od narkotyków, a w końcowej scenie Edward miał zostawić ją na ulicy tam, gdzie spotkał. Film z 1990 roku stał się wielkim przebojem kasowym na całym świecie, chwalonym zarówno przez publiczność, jak i krytyków. Po sukcesie filmu, 23-letnią Julię Roberts po raz pierwszy okrzyknięto „najpiękniejszą kobietą na świecie”. Początki kręcenia filmu jednak nie były łatwe. Podczas pierwszej sceny, Julia Roberts tak bardzo się denerwowała, że dostała reakcji alergicznej na całej skórze. Konieczne była podanie leków.   „Uciekająca panna młoda” Projekt Marshalla sprawdził się tak dobrze, że trudno było na nim poprzestać. Dziewięć lat później reżyser skrzyknął więc tych samych aktorów i zaprosił ich na plan filmu „Uciekająca panna młoda”. Tak powstała opowieść o dziennikarzu (Gere), piszącym artykuł o kobiecie (Roberts), która notorycznie ucieka sprzed ołtarza. Znowu jest zabawnie, lekko,...

Czytaj dalej