Merritt Wever i syndrom oszustki
mat. prasowe

Merritt Wever i syndrom oszustki

Gdy Merritt Wever po raz pierwszy usłyszała od swojej agentki o serialu „Ucieczka”, powiedziała: „Chciałabym w nim zagrać, ale dziewczyny jak ja nie dostają takich ról”.
Anna Zaleska
20.04.2020

Jaką dziewczyną jest Merritt Wever, dobrze było widać, gdy w 2013 roku odbierała pierwszą w życiu nagrodę Emmy za rolę w serialu „Siostra Jackie”. Ze sceny powiedziała – jak wyliczono – dokładnie jedenaście słów. (Thanks so much, thank you so much, I gonna go, bye / Dziękuję tak bardzo, dziękuję wam tak bardzo, muszę już iść, pa). Publiczność się śmiała, traktując to jak żart. Ale to nie był żart. Merrit była wprost sparaliżowana tremą.

Za drugim razem – Emmy za western „Godless” w 2017 roku – nie poszło wcale lepiej. Gdy ze sceny padło jej nazwisko, kamera pokazała totalnie przerażoną aktorkę, która szepcze „fuck” i próbuje wydostać się z fotela, nie posyłając wokół uśmiechów, nie całując sąsiadów, nie robiąc min w stylu: O mój Boże, nie wierzę, naprawdę nie wierzę w to szczęście.

Późniejsze spotkanie z dziennikarzami można by uznać już za kompletną katastrofę. Merritt stoi na ściance, przekładając ogromną statuetkę z ręki do ręki, oślepiona światłami, jakby ogłuszona. Próbuje odpowiadać na pytania, ale wyraźnie jej to nie idzie. Zdarza się, że zaczyna zdanie, przerywa w połowie, szepcze sorry, zapada kłopotliwe milczenie. „Wszyscy wiedzą, że jestem neurotyczką”, usprawiedliwiała się w jednym z wywiadów. W innym: „Jestem introwertykiem w zawodzie ekstawertyka”.  Ale jest jeszcze coś: syndrom oszustki, który w jej przypadku daje o sobie znać ze szczególną mocą.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Jak pokonać strach

Tak zwany impostor syndrom – czyli właśnie syndrom oszustki – to życie w poczuciu, że nie zasługuje się na sukcesy, które się osiąga; że wszystko, co nam się dotąd udało, to skutek jakiegoś nieporozumienia, niedopatrzenia i w każdej chwili możemy zostać zdemaskowani jako osoby, które tak naprawdę niewiele potrafią i są pozbawione talentu. Merritt przyznała (w rozmowie telefonicznej, bo wtedy łatwiej jej się rozmawia), że takie myślenie włącza jej się przy każdym nowym projekcie. Czasem ten strach trwa kilka dni, czasem miesiącami. „To nieustająca obawa, że nie jestem dostatecznie dobra, że nawalę i już nigdy nie dostanę roli. Dużą częścią mojej pracy jest układanie sobie tego wszystkiego w głowie, tak żebym mogła osiągnąć ten cholerny spokój i zaufać sobie, skoncentrować się na tym, co jest. Czy to jest dla aktorów takie niezwykłe?” – zastanawia się. – Chyba nie jestem ani pierwszą, ani ostatnią aktorką, która to powie? Tworzenie jest bolesnym procesem. Artyści  zawsze toczą walkę ze sobą”.

Merritt Wever, Ucieczka
mat. prasowe

Gdy dostała rolę w serialu „Ucieczka” (HBO), takie lęki dopadły ją ze szczególną mocą. „Wciąż pamiętam mail, który napisałam do Vicky (Jones, twórczyni serialu, przyp. red.). Vicky jest naprawdę kochana, cudowna i bardzo mimo wszystko we mnie wierzyła, nawet wtedy, gdy ja sama totalnie nie wierzyłam w siebie. Naprawdę chciałam mieć pewność, że angażując mnie nie pomylili mnie z kimś innym. Napisałam jej coś w rodzaju: Nie mogę być tą dziewczyną dla ciebie, nie mogę być tym kimś. Odpisała mi długiego maila, z którego z grubsza wynikało, że bierze to na siebie. Miałam ochotę ją uściskać”.  

Musisz schudnąć

Scenariusz „Ucieczki” zwalił ją z nóg. „Nigdy nie czytałam czegoś takiego! Niebywały pomysł, dający nieograniczone możliwościami, wręcz przeładowany potencjałem. Moje ciało i moja dusza pragnęły to zagrać.” Ale myśląc o tej roli zorientowała się, jak głęboko ma wpojone przekonanie, że nie nadaje się do roli w romantycznej historii o miłości.

„Chyba to, jakie komunikaty dostaję od innych ludzi, nie różni się bardzo od tego, co ciągle słyszą inne kobiety, nie tylko aktorki. Wszystkie jesteśmy karmione tą samą trucizną. Ale w naszym zawodzie jest to może szczególnie odczuwalne, bo zależymy od innych osób, od tego, jak nas postrzegają i czym się kierują dając nam zatrudnienie. Czasem prosto w oczy słyszy się słowa trudne do przyjęcia. Gdy w wieku piętnastu lat zaczęłam pracować jako profesjonalna aktorka, usłyszałam od agenta: Musisz schudnąć tyle i tyle kilogramów, bo inaczej będziesz grała tylko najlepsze przyjaciółki. Pamiętam, że pomyślałam: Cóż, byłabym szczęśliwa grając najlepszą przyjaciółkę. Wywodziłam się ze środowiska, które nie godziło się na takie stawianie sprawy. Wierzyłam, że mogę być aktorką, nie pozwalając, by cudze opinie wpływały na mnie”.

Czas pokazał, jak trudno się przed nimi obronić. W jednym z wywiadów Merritt użyła obrazowej metafory: „Wiele lat temu powiedziałam komuś, że praca w tym biznesie oznacza, że muszę zgodzić się na uderzenia młotkiem w głowę, ale że mam naprawdę twardą czaszkę i jestem na to gotowa, nie stanie mi się krzywda. A teraz, dwadzieścia pięć lat później, budzę się i pytam: dlaczego krwawię? Dlaczego mam siniaki na głowie? Dlaczego jestem owinięta bandażami? Odpowiedź brzmi: Ponieważ pozwoliłaś, by ktoś walił cię młotkiem w głowę przez dwadzieścia pięć lat.”

Wychowywała ją samotna (z wyboru) matka. Feministka, aktywistka, działaczka polityczna. Światem Merritt od dziecka były lewicowe środowiska Nowego Jorku. Latem wyjeżdżała na obóz letni Camp Kinderland dla dzieci członków Amerykańskiej Partii Komunistycznej (tzw. dzieciaki w czerwonych pieluchach) i jej sympatyków. „Bardzo mi się tam podobało. Niewiele doświadczeń w moim życiu miało tak duży wpływ na to, kim jestem”.

Od zawsze była bardzo wyczulona na niesprawiedliwość, krzywdę, niewrażliwość, egoizm. Świetnie poczuła się w roli młodej pielęgniarki w serialu „Siostra Jackie”, w westernie „Godless”, jako detektyw ścigająca seryjnego gwałciciela w opartym na faktach miniserialu „Niewiarygodne”. Swoją pozycję budowała powoli, pojawiając się też w bardzo dobrych filmach choćby na chwilę, między innymi w „Birdman” i w „Historii małżeńskiej”.

Ruby i Billy

W „Ucieczce” razem z Domhnallem Glessonem stworzyli genialny duet. Grają ludzi, którzy w czasach studenckich byli w sobie szaleńczo zakochani. Rozstając się obiecali sobie, że jeśli kiedyś w przyszłości jedno z nich wyśle do drugiego sms o treści ucieczka, a druga osoba odpowie tym samym, oboje rzucą wszystko, tego samego dnia wsiądą razem do pierwszego pociągu odjeżdżającego z tego i tego dworca po godzinie siedemnastej, i ruszą w nieznane, porzucając swoje życie.

Merritt Wever i Domhnall Gleeson w serialu Ucieczka


Billy już dwa razy przysyłał taką wiadomość, wtedy Ruby nie odpisywała. Teraz jednak tak. Spotykają się w pociągu, ale kim są po piętnastu latach? Porzucili swoje życie – czyli co? Czym się zajmują? Czy mają rodziny? Partnerów? Co wiedzą o sobie nawzajem? Czy się „googlowali”? Do niej ktoś wydzwania, do niego przychodzą nerwowe esemesy. Billy to typ chłopaka, zagadującego starsze panie w pociągu, pełnego uroku, czarująco uśmiechniętego, wyluzowanego. Ruby – chodząca ironia. „Nadal lubisz mnie drażnić”, zauważa Billy. „To jak jazda na rowerze”, odpowiada.

Twórczyni serialu Vicky Jones mówi: „Moją ambicją było znaleźć takich aktorów, którzy zagrają te postacie w milionach różnych barw, ukażą ich złożoność. To, że w jednej chwili można czuć jedno, a zaraz potem coś zupełnie przeciwnego”. Krytycy są zgodni, że Merritt Wever i Domhnall Glesson to strzał w dziesiątkę. „Gdy pojawiły się ich nazwiska, nie potrafiłam już myśleć o nikim innym”, przyznaje Jones.

Oderwać myśli

Merritt Wever miała jeszcze jedną obawę związaną z główną rolą w „Ucieczce” – konieczność udziału w jego promocji, konferencjach prasowych, wywiadach, talk showach… „Miałam to szczęście, że przez wiele lat będąc aktorką nie musiałam angażować się w kampanie promocyjne. Byłam w tej słodkiej sytuacji, że miałam za co płacić rachunki, dostawałam niesamowite, naprawdę satysfakcjonujące role, ale promocyjny wózek jechał beze mnie”.

W tym sensie można powiedzieć, że lockdown ją przed tym uchronił. Udzieliła tylko kilku wywiadów telefonicznych. Ale jako mieszkanka Nowego Jorku jest głęboko przejęta tym, co się wokół dzieje. Wierzy, że „Ucieczka” może choć trochę pomóc ludziom w czasach pandemii. Bardzo by tego chciała. „Wiem, jak to jest, gdy potrzebujesz choćby na 30 minut oderwać myśli i przenieść się do innego miejsca, spróbować pójść gdzieś indziej przynajmniej na chwilę. Nie sądzę, żeby było w tym coś złego. Jeśli serial, który stworzyliśmy w zupełnie innym czasie, może to ludziom zapewnić, będziemy się z tego bardzo cieszyć. Poczujemy się uprzywilejowani.”

Serial „Ucieczka” można oglądać na HBO i na HBO GO.

 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Phoebe Waller-Bridge, Fleabag,
mat.prasowe

Phoebe Waller-Bridge szokuje we „Fleabag” – i za to kochają ją  kobiety na całym świecie

Kobiety ją uwielbiają – albo wprost przeciwnie
Marta Strzelecka
06.01.2020

Dziecko, możesz być kimkolwiek zechcesz. Tylko nie przestawaj szokować”, słyszała od najmłodszych lat. Phoebe Waller-Bridge, twórczyni „Fleabag”, jest dziś najbardziej uwielbianą, najczęściej nagradzaną, najmniej przewidywalną artystką. Szokuje i uwodzi. Wczorajsze Złote Globy 2020 to kolejna nagroda do kolekcji.  W 2019 roku Phoebe Waller-Bridge dostała wszystkie najważniejsze nagrody Emmy: za scenariusz, reżyserię, główną rolę, dla najlepszego serialu. Jako serialowa Fleabag zdobyła też – poza Emmy – wiele innych nagród, m.in. BAFTA dla najlepszej aktorki komediowej. Phoebe Waller-Bridge: „Chyba nie jestem dobrą feministką” Sala pełna kobiet, przemawia popularna feministka. Nagle zadaje pytanie: „Która z was oddałaby pięć lat życia w  zamian za idealne ciało?”. Natychmiast zgłaszają się dwie – Fleabag i jej siostra. Kiedy orientują się, że nikt poza nimi nie uniósł rąk, Fleabag mówi: „Chyba nie jestem dobrą feministką”. Wciąż popełnia błędy, jest daleka od ideału, ale jako bohaterka serialu – uwielbiana.  Fani piszą: „Phoebe-Waller Bridge wymyśliła coś zupełnie nowego”. „Jest cholernym geniuszem”. „Możecie przestać wymyślać seriale – nic lepszego nie powstanie”. „Jeśli uwielbiasz Fleabag, pamiętaj, że za każdym razem, kiedy Phoebe spogląda prosto w ekran, patrzy na mnie, nie na kogokolwiek innego”. „Skończyłam ostatni odcinek. Nie wiem, co dalej”.  Waller-Bridge, autorka scenariusza i  odtwórczyni głównej roli, wyjaśnia: „Napisałam po prostu o młodej wściekłej kobiecie z ciętym poczuciem humoru, której obsesją jest seks. Manipuluje odbiorcami, szokuje ich minuta po minucie, aż w końcu są w niej zakochani. I...

Czytaj dalej
Mat. prasowe

„Adwokat diabła”, „Mój Tydzień z Marilyn” i „Artysta” –  lipcowe nowości na Netfliksie to same hity!

W lipcu na Netfliksie pojawi się długo wyczekiwany serial „Przeklęta” z Katherine Langford, oraz drugi sezon „The Umbrella Academy”. Dla miłośniczek kinowych produkcji przygotowano nagradzanego „Artystę” i „Pokutę”.
Sylwia Arlak
29.06.2020

Netflix wciąż stawia na seriale oryginalne. Nie brakuje propozycji z gatunku young adult i dla dojrzałych widzów. Już 3 lipca obejrzymy drugi, finałowy sezon produkcji „Telefonistki”. To historia kobiet, które, jako telefonistki walczą z reżimem generała Franco. Akcja serialu osadzona jest w latach 20. ubiegłego wieku w Madrycie. To nie tylko opowieść o kobiecej przyjaźni i solidarności. Bohaterki kierowane niezwykłą siłą wierzą, że mogą zmienić porządek świata. Z kolei 9 lipca na Netfliksie pojawi się czwarty sezon serialu „The Protector”. To historia Hakana (w tej roli Cagatay Ulosoy), bohatera, który znajduje magiczny przedmiot łączący go ze starożytną organizacją. Mężczyzna wraca do przeszłości, aby zapobiec wojnie. Netfliks w świecie magii i walczących bohaterów Już 17 lipca zobaczymy też długo wyczekiwany serial „Przeklęta” z Katherine Langford („Trzynaście powodów”). To współczesna wersja legendy arturiańskiej, w której główną bohaterką jest nastoletnia wojowniczka. Bohaterka musi odnaleźć najemnika Artura, aby przekazać mu starożytny miecz. 21 lipca zadebiutuje z kolei drugi sezon serialu „Jak sprzedawać dragi w sieci (szybko)”. To zabawna historia nastolatka, który zaczyna sprzedawać narkotyki, aby zaimponować byłej dziewczynie. Niespodziewanie staje się najpopularniejszym dilerem w mieście.  Z trzecim sezonem powraca komedia kryminalna „Good Girls”. Nowe odcinki produkcji o trzech matkach — Beth, Ruby i Annie, które z powodu problemów finansowych postanawiają obrabować bank — zobaczymy już 26 lipca. Beth (Christina Hendricks) może stracić dom, bo firma jej męża przeżywa poważny kryzys finansowy. Ruby (Retta) ma chorą córkę i nie stać jej na leczenie. Annie...

Czytaj dalej
Nicole Kidman i Hugh Grant
mat. prasowe

„Małe kobietki” „Od nowa” i „Mroczne wody”. Co jeszcze obejrzymy na HBO w październiku?

Na HBO w październiku zadebiutuje serial z Nicole Kidman i Hugh Grantem „Od nowa”. Ale nie zabraknie też ciekawych propozycji filmowych.
Sylwia Arlak
29.09.2020

Najnowsza adaptacja „Małych kobietek” z gwiazdorską obsadą, zeszłoroczny hit „Mroczne wody” i długo oczekiwany serial z Nicole Kidman i Hugh Grantem w rolach głównych „Od nowa” — HBO w październiku nie zwalnia tempa. Co jeszcze warto obejrzeć w nadchodzących tygodniach? Gwiazdorska obsada, niezapomniane tytuły W tym miesiącu na HBO zadebiutuje serial z Nicole Kidman i Hugh Grantem „Od nowa”. Kidman wciela się w rolę ambitnej i spełnionej terapeutki Grace Sachs. W przeddzień publikacji najnowszej książki bohaterki, jej poukładany świat burzy zaginięcie męża (Grant). Szybko okazuje się, że nie był tym, za kogo go uważała. „Małe kobietki” Grety Gerwig zdobyły Oscara za najlepsze kostiumy. Ale jest znacznie więcej powodów, dla których warto obejrzeć ten film. Po pierwsze wspaniała obsada (zagrali m.in. Saoirse Ronan, Emma Watson, Florence Pugh, Meryl Streep , Timothee Chamalet, Laura Dern ). Po drugie ciekawa historia napisana oryginalnie przez Louisę May Alcott, z nowym feministycznym zakończaniem. Po trzecie wspaniale oddany klimat XIX wiecznej amerykańskiej prowincji. Tytułowe „Małe kobietki” to siostry March, które pod nieobecność ojca, prowadzą skromne życie ze swoją matką. Mają różne temperamenty i cele, ale cokolwiek by się nie działo, zawsze stoją za sobą murem. Zobacz także: Filmy i seriale, które uczą wdzięczności i doceniania życia Warto obejrzeć też zeszłoroczny hit „Mroczne wody” z Markiem Ruffalo, Billem Pullmanem i Anne Hathaway. Mecenas Robert Bilott (Ruffalo) odkrywa mroczny sekret obsługiwanej przez niego uznanej korporacji. Jego klienci dokonują skażenia środowiska, przez które umierają dziesiątki ludzi. Chcąc ujawnić prawdę, zaryzykuje swoją karierę, a nawet życie. Miłośniczki i...

Czytaj dalej
Mat. prasowe

„Smażone zielone pomidory”, „Amelia”, „Małe kobietki”. Oto filmy, które sprawią, że się uśmiechniesz

Dobrej energii i humoru nigdy dość. Szczególnie teraz, kiedy zdaje się, że świat stanął na głowie.
Sylwia Arlak
05.11.2020

Choć przez jeden wieczór w tygodniu zostawmy medialne doniesienia. Zamiast śledzić kolejne newsy i denerwować się rzeczami, na które i tak nie mamy wpływu, zróbmy coś dla siebie. Dobry film, który doda nam siły i podniesienie na duchu, może zdziałać cuda. Oto pięć propozycji, które warto sobie przypomnieć (albo nadrobić): „Amelia” Potrzeba nam takich bohaterek, jak Amelia. Żyjąca w Paryżu bohaterka (grana przez Audrey Tautou) czuje się samotna i zagubiona. Wszystko zmienia się, gdy wpada na pomysł, by zacząć… uszczęśliwiać ludzi. Za pomocą codziennych gestów wprowadza w ich życie odrobinę magii. Sama przekonuje się, że krótki spacer po Paryżu, zjedzenie malin z palców czy kawa z pobliskiej kawiarni to czasem wszystko, czego potrzebujemy do szczęścia. „Małe kobietki”, HBO GO Bohaterki „Małych kobietek”, siostry March, chciałyby mieszkać w wielkim pałacu, nie mieć żadnych obowiązków i trosk. Ale rzeczywistość jest inna. Ich ojciec walczy w wojnie secesyjnej, a matka ledwo wiąże koniec z końcem. Dziewczyny nigdy jednak nie tracą pogody ducha i z uporem (imponującym jak na lata sześćdziesiąte XIX wieku) walczą o swoje. Najnowsza adaptacja powieści Louis May Alcott, w reżyserii Grety Gerwig, wzięła z książki to, co najlepsze, i dodatkowo nadała jej współczesny sznyt. W głównych rolach wystąpiły: Emma Watson, Florence Pugh, Saoirse Ronan i Eliza Scanlen. „Dziennik Bridget Jones” Bridget Jones jest dobra na wszystko. Bawi, kiedy obserwujemy jej kolejne wpadki, i wzrusza, kiedy śledzimy miłosne perypetie z panem Darcym. Ale przede wszystkim uczy, że wszystkie jesteśmy wyjątkowe i mamy prawo do szczęścia. 32-letniej bohaterce „Dziennika Bridget Jones” (w tej roli Renée Zellweger) daleko jest do typowej...

Czytaj dalej