Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam”
PAWEL DABROWSKI/East News

Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam”

Ona – z hitem „Małgośka” na koncie święciła triumfy na największych festiwalach muzycznych w Polsce. On – słynny Kmicic z ekranizacji „Potopu”, bohater, w którym kochały się wszystkie dziewczyny. W czasach PRL-u o burzliwym romansie Maryli Rodowicz i Daniela Olbrychskiego mówili wszyscy.
Sylwia Arlak
10.12.2020

On narzekał, że ona nie ma dla niego czasu. Ona miała już dosyć jego przygód z alkoholem. W końcu powiedziała „dość” i pojechała na Mokotów do domu przyjaciela. Do Daniela od dawna dochodziły plotki o romansie ukochanej. Nie chciał im wierzyć, ale mówiono, że Maryla spodobała się Andrzejowi Jaroszewiczowi, synowi ówczesnego premiera. Zadzwonił do jego domu, a kiedy odebrała Maryla, oświadczył, że zaraz po nią przyjedzie. W ciągu dziesięciu minut miał pojawić się przed willą. Dotarł na miejsce, ale jego ukochanej nie było.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Nie powiedziała: zostań, nie odchodź

Kiedy wbiegł do domu i zobaczył, jak Maryla i jej adorator siedzą przy stole, popijając alkohol, przestał nad sobą panować. „Furtka na posesję była zamknięta, więc przeskoczył przez parkan. Gdy wszedł do środka, Jaroszewicz dostał w dziób” — opowiadała w jednym z wywiadów artystka. Maryla kazała Danielowi natychmiast wyprowadzić się z jej wynajmowanego mieszkania przy alei Szucha. Zmieniła zdanie, gdy po powrocie nad ranem do domu zobaczyła ukochanego. „Żal jej było, że coś się kończy. Nie powiedziała: »Zostań! Nie odchodź!«. Nie, tylko trzymała jedną rączką za skarpetę, a jej palec po palcu odginałem i tak spakowałem się”, wspomina Olbrychski w książce „Maryla. Życie Marii Antoniny”.

Ich romans zaczął się trzy lata wcześniej. Na początku lat 70. oboje byli u szczytu sławy. Poznali się w 1973 roku na jednym z bankietów przygotowanych przez organizatorów koncertu Maryli. Jak wspominali członkowie jej zespołu, od razu wpadli sobie w oko. Olbrychski nie tylko zafascynował się jej urodą, ale też pasją do motoryzacji. Rodowicz kupiła sobie czerwone porsche 914, auto, o którym w czasach PRL-u większość osób mogła jedynie pomarzyć.  

Nawet Olbrychski jeździł do tej pory przydziałowymi maluchami. Kiedy więc menadżer artystki poprosił go o dostarczenie auta, natychmiast się zgodził. Pomyślał, że ktoś, kto porusza się takim samochodem, musi mieć fantazję. Wysiadając z auta, zostawił karteczkę właścicielce: „Jestem trochę fetyszystą i na razie tulę się do kierownicy”.

Rozmowy — jedna, druga, trzecia...

Niedługo później zaprosił Marylę do teatru na sztukę, w której grał główną rolę. „Myślałem o niej z przyjemnością, pewnie drażniła moją wyobraźnię. Do tego stopnia, że spotkawszy Mańkę, przypadkowo zaprosiłem ją na ostatnie przedstawienie »Hamleta«. Potem znów natknęliśmy się na siebie. Rozmowy — jedna, druga, trzecia...” — wspominał w jednym z wywiadów.  

Od tamtej pory spotykali się regularnie. „Zgadaliśmy się: ona lubi konie, ja trzymałem Bachmata w stajniach Legii. Zaczęliśmy się umawiać na jazdy. Za każdym razem, pomagając jej wsiąść na konia, czy też zsadzając ją z siodła, czułem, że nie ma żartów. Niosło mnie jak cholera. I ją też” — opowiadał Olbrychski, a Rodowicz wspominała podczas benefisu z okazji 50-lecia pracy Olbrychskiego: „Byliśmy szaleni. Potrafiliśmy przez dwa dni jechać konno, wierzchem z Warszawy do Drohiczyna, rodzinnego miasteczka Daniela. 120 km w jedną stronę! I z powrotem też! Zajęło nam to dwa dni przez pola i lasy, spaliśmy na jakimś sianie, wpadaliśmy do knajp po drodze jak do jakichś salonów na Dzikim Zachodzie, przytraczając konie obok przystanków PKS-u!”.

„Kiedy pojechaliśmy konno z Warszawy do Drohiczyna, przez miesiąc mieszkaliśmy w domku jego babci. Malutki domek, żelazne łóżko, materac z dołkiem pośrodku, a my w ten dół wpadaliśmy. To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam” — mówiła w rozmowie z Krystyną Pytlakowską na łamach „Vivy!”.

Pamięta dzień, w którym zrozumiała, co naprawdę czuje do Olbrychskiego: „To była chyba niedziela, bardzo wcześnie, spotkaliśmy się na ulicy. Jechaliśmy moim samochodem. W stajni Daniel mnie znienacka pocałował. Był w butach do konnej jazdy, pachniał potem i koniem — jak na prawdziwego kowboja przystało. Zakochałam się”.

Przyjmowali mnóstwo gości, a gdy zostawali sami, Maryla gotowała i piekła. Daniel nawet po latach zachwycał się jej befsztykami.  Ale na tym idyllicznym obrazku była pewna rysa. Olbrychski miał żonę, Monikę Dzienisiewicz. Mimo że zostawił ją dla Maryli, ta, jak sama przyznała, „na złość” nie chciała dać mu rozwodu. On też nie nalegał. Nie miał ochoty na batalię sądową i publiczne „pranie brudów”. Kiedy dostał ultimatum od żony: „Ja albo ona!”, wyprowadził się do mieszkania wynajmowanego przez ukochaną przy alei Szucha. Dostał rozwód dopiero miesiąc po rozstaniu z Rodowicz.

Czytaj też: Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko: „To była nie tylko miłość, ale także niezwykła przyjaźń”

Nie chciał wracać do pustego mieszkania

Kiedy okazało się, że Maryla jest w ciąży, oboje byli zachwyceni. Daniel obiecał, że zrobi wszystko, by otrzymać rozwód i stworzyć z nią normalną rodzinę. Po jednym z koncertów artystka nagle gorzej się poczuła. Trafiła do szpitala. „Chcieliśmy mieć dzieci. Niestety Maryla poroniła. Za dużo pracowała, nie umiała się ochronić. Może potem wyciągnęła z tego wnioski, bo urodziła Krzysztofowi Jasińskiemu fantastyczną pareczkę: Jasia i Kaśkę. Wydaje mi się, że to są bardzo udane dzieci” — wspominał Olbrychski w książce „Maryla. Życie Marii Antoniny”.

Osobista tragedia sprawiła, że już nic nie było takie samo. Kochankowie coraz bardziej się od siebie oddalali. Ona oddawała się pracy, on regularnie zaglądał do kieliszka. Prosił ukochaną, żeby tyle nie występowała. Nie chciał już wracać do pustego mieszkania. Zaproponował, że jeśli przerwie koncertowanie, on, żeby ich utrzymać, zagra w paru międzynarodowych produkcjach. Ona nie mogła jednak pozwolić, żeby jakikolwiek mężczyzna ją ograniczał.

„W pewnym momencie zacząłem nie wytrzymywać tych ciągłych wyjazdów i powiedziałem jej o tym. Ale Maryla nie potrafiła bez tego żyć, to było dla niej bardzo ważne. I słusznie, bo udowodniła przez kilkadziesiąt lat fantastycznej, nigdy nieopadającej kariery, że jest królową” — mówił w jednym z wywiadów Olbrychski, a w innym wspominał: „Kiedyś przygotowałem kolację, kupiłem kwiaty, szampan, świeżą pościel. Chciałem, żeby zrozumiała, jak bardzo mi jej brakuje i jak bardzo chcę ją zatrzymać w domu. Zadzwoniłem  — przedłużono trasę koncertową. Maryla przyjedzie za dwa dni. Zacząłem regularnie bywać w Spatifie (słynnym warszawskim klubie — przyp. red)”.

Czytaj też: To dla niej Marek Grechuta śpiewał: „I ty, tylko ty, będziesz moją panią”. Historia miłości Marka i Danuty Grechutów

Mijali się, dosłownie i w przenośni

Smutki leczył alkoholem. „Bardzo dużo piłem. Często po powrocie Maryla zastawała mnie pijanego albo nie zastawała w ogóle. Szukała mnie u mojej matki, u Adama i Zosi Hanuszkiewiczów, naszych przyjaciół. Nie odnajdywała. Mijaliśmy się. Dosłownie i w przenośni... Wybuchały drobne z pozoru nieporozumienia, do których przywiązywaliśmy większą wagę, niż na to zasługiwały. Nie odnajdywaliśmy się w łóżku. Rozwodu wciąż nie było...”.

Opowiadał, że wciąż czekając na ukochaną, czuł ogromną samotność: „Ona żyła w wielkim pędzie, musiała dawać tyle koncertów, żeby jej muzycy mogli utrzymać rodziny. Ona zarabiała, a ja siedziałem samotnie w garderobie i zacząłem popijać, czekając na nią. Myślałem, że w ten sposób uda mi się przetrzymać stres spowodowany samotnością”. Rozmawiając z nią przez telefon, słyszał, jak dobrze bawiła się podczas zwyczajowych kolacji z organizatorami koncertów. On zwykle się nudził, a gdy potrzebował pieniędzy dla żony Moniki i dla ich syna Rafała, chałturzył w Polsce, w NRD i Bułgarii.

Olbrychski często wspominał, że był gotowy zrobić dla ukochanej niemal wszystko. Czasem jechał przez pół Polski tylko po to, żeby spędzić z nią zaledwie kilka minut. Na pewien czas odłożył swoją karierę na bok, żeby móc towarzyszyć jej podczas występów. „Jeździłem za Marylą we wszystkie miejsca, gdzie zapraszano ją na występy. Wydawało mi się, że związek z nią będzie najbardziej sielski w moim życiu” — powiedział po latach.

Po rozstaniu przepłakała całą noc

„Myślę, że Daniel nie był zazdrosny o moją karierę ani ja o jego sukcesy. Pamiętam, że kiedy rozstawałam się z nim, płakałam całą noc. A rano przyjechał po mnie bus, mieliśmy jechać na koncert do Poznania. Mówię menedżerowi, że nie pojadę, bo nie nadaję się kompletnie. W końcu pojechałam, ale czułam się okropnie” — mówiła Rodowicz w wywiadzie dla magazynu „Viva!”.

On, znowu, złamane serce leczył alkoholem. „Zawsze, kiedy byłem w poważnym związku, myślałem, że to na całe życie. Z Moniką — na zawsze. Kiedy zrewidowałem to przekonanie, zakochałem się w Maryli. Też na zawsze. [...] Maryla bardzo mnie poparzyła, ale ciągle mam dla niej masę czułości i podziwu dla jej talentu” — przyznał w jednym wywiadzie, a w innym podkreślał: „Dzisiaj myślę, że to Maryla wpędziła mnie niechcący w ostre picie. I odeszła”.

Po rozstaniu Rodowicz na krótko związała się z Jaroszewiczem. Przez siedem lat była partnerką Krzysztofa Jasińskiego, z którym ma dwoje dzieci, Jana i Katarzynę. W 1986 roku wyszła za mąż za Andrzeja Dużyńskiego, z którym ma syna, Andrzeja. Po 30 latach rozstała się z mężem i od 2016 roku czeka na unieważnienie małżeństwa w sądzie. Daniel Olbrychski najpierw związał się z Zuzanną Łapicką, z którą ma córkę Weronikę. Od 2003 roku żonaty jest z Krystyną Demską-Olbrychską. Olbrychski i Rodowicz wciąż są przyjaciółmi. 

Czytaj też: Tamara Łempicka była królową art déco. „Robię, co chcę i nienawidzę robić tego, co muszę”, mówiła

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Jerzy Hoffman z żoną Jagodą
Zenon Zyburtowicz/East News

Jerzy Hoffman miał trzy żony, a między nimi „okresy międzywojenne”

Jerzy Hoffman w młodości był kobieciarzem, uwielbiał czystą wódkę i imprezy. Dziś jest szczęśliwy ze swoją żoną Jagodą.
Kamila Geodecka
21.12.2020

Hoffman to żywy scenariusz. Myślę, że jeśli nie powstanie o nim film biograficzny, to kino straci” – powiedział niemal 10 lat temu Borys Szyc. Faktycznie, życie reżysera sienkiewiczowskiej „Trylogii” jest nie mniej ciekawe niż losy jej bohaterów. Jerzy Hoffman urodził się w Krakowie, ale w wieku kilku lat został wywieziony na Syberię. Studia kończył w Moskwie. W komunistycznej Polsce wielokrotnie był przesłuchiwany, aż w końcu musiał wyjechać z ojczyzny. Przez lata krążyły o nim plotki, że w młodości był kobieciarzem. „Zawsze starałem się swoim zachowaniem nie zranić partnerki. Faktem jest, że byłem jak taka sieć, do której wpływały kobiety. Sam nie wiem, jak to się działo. Zresztą, w XXI wieku mężczyźni tylko z próżności twierdzą, że oni zdobywają kobiety. Nieprawda, to one nas uwodzą” – mówił reżyser, trzykrotnie żonaty. Czytaj także:   Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam” Ślub, wesele i wrzody Swoją pierwszą żonę poznał w czasie studiów w Moskwie. Jak sam przyznaje, była to studencka miłość, która nie przetrwała próby czasu. Poznali się na uczelni – wspólnie uczyli się na Wszechrosyjskim Państwowym Uniwersytecie Kinematografii. On w tym czasie uwielbiał imprezy, czystą wódkę oraz krótkie i niezobowiązujące związki z kobietami. Ona była drobną Ormianką. Miała ciemne włosy i oczy oraz… ognisty temperament. Nazywała się Marlena Nazarian i w  tamtym czasie kochał się w niej mieszkający w Moskwie hiszpański malarz. Ale ciemne oczy młodej Marleny spoglądały głównie w stronę Hoffmana. W końcu reżyser odezwał się do Nazarian. Zadzwonił do niej, ponieważ akurat pokłócił się z inną dziewczyną. A potem było wesele na 200...

Czytaj dalej
East News

Gustaw Holoubek i Magdalena Zawadzka: mistrz, uczennica i wielka miłość

Nikt nie dawał im szansy na długi związek, nawet po ich ślubie. Na przekór wszystkim przeżyli ze sobą 35 lat: bez zdrad, skandali i wielkich kłótni. Rozłączyła ich dopiero śmierć.
Sylwia Arlak
21.12.2020

Poznali się na planie filmu „Spotkanie w Bajce” w 1962 roku. Gustaw Holoubek wraz z Andrzejem Łapickim zaprosili nastoletnią Magdalenę Zawadzką do kawiarni. Uciekła. „Pełna przestróg, jak to niecnie prowadzą się filmowcy, kategorycznie odmówiłam. I robiąc nerwowe w tył zwrot, weszłam... w szklane drzwi, wybijając głową szybę. Nie widziałam wtedy powodu, aby zainteresować się nim jako mężczyzną. Między nami tak naprawdę była przepaść” — wspominała Zawadzka. Miała wówczas 17 lat i debiutowała w filmie epizodyczną rolą. Umowę podpisywała za nią mama. Ponad 20 lat starszy od niej Holoubek był już doświadczonym aktorem, reżyserem i dyrektorem teatrów, pedagogiem, prezesem SPATiF-u. Zdążył już zapracować sobie na opinię kobieciarza. Czytaj też: Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam” Długo musiał o nią zabiegać Po raz kolejny spotkali się w 1969 roku w Teatrze Dramatycznym podczas prób do spektaklu „Życie jest snem” Calderona w reżyserii Ludwika Rene. On grał królewicza Segismunda, ona piękną Rosaurę, którą następca tronu chce zdobyć za wszelką cenę. Holoubek każdego dnia posyłał aktorce świeże kwiaty. Nawet nie próbował ukrywać swojego zainteresowania. Ale Zawadzka nie ułatwiała mu zadania. „Nie było tak, że z miejsca zachwycił mnie fakt, iż mistrz Holoubek zwrócił na mnie uwagę. On musiał o mnie zabiegać. Ba! Walczyć. I tym właśnie mnie zdobył” — mówiła Zawadzka w jednym z wywiadów, a Holoubek dodał w innym: „Zaczęło się niedobrze, bo nie podobałem się jej w ogóle. Wręcz byłem przez nią ignorowany. Ale stało się ze mną coś strasznego. A mianowicie pojawił się we mnie upór trwający całymi tygodniami, miesiącami,...

Czytaj dalej
Maryla Rodowicz, Agnieszka Osiecka
East News

„Gdyby żyła, napiłybyśmy się winka” – Maryla Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką 

To Agnieszka Osiecka napisała dla niej największe hity: „Małgośkę”, „Niech żyje bal” albo „Sing sing”. Razem tworzyły, bawiły się, wyjeżdżały na wakacje. Ich przyjaźń trwała dziesięciolecia, aż do śmierci poetki.
Magdalena Felis
19.02.2020

Premiera serialu „Osiecka” o zmarłej 23 lata temu wspaniałej autorce piosenek została przesunięta na jesień. U nas już teraz opowieść Maryli Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką, wspólnej pracy, o bułgarskich niedźwiedziach i różowym szampanie, którym poetka witała ją na lotniskach. Magdalena Felis „Uroda Życia”: Grywała pani w tenisa z Osiecką? Maryla Rodowicz: Agnieszka nie była zainteresowana sportem, chociaż w młodości trenowała pływanie na Legii. Zdaje się, że to był pomysł jej ojca. A później, za nagrodę w Opolu w 1963 roku za zwycięską „Piosenkę o okularnikach”, kupiła motorówkę, właściwie to wystarczyło na pierwszą ratę. Łódka była dla szpanu! Chodziło o to, żeby ją mieć. To nie były moje czasy, ale wiem, że Agnieszka nazwała ją „Mr. Paganini” na cześć piosenki Elli Fitzgerald. Lubiła się pokazać? Kiedy miała ochotę, wkładała te swoje ekscentryczne kapelusze, ale generalnie nie przywiązywała wagi do wyglądu. Kiedyś spotkałyśmy się w Zakopanem, patrzę, a Agnieszka ma na sobie spodnie narciarskie jak z lat 50. I na moje zdziwienie powiedziała, że to właśnie są spodnie z lat 50. Mawiała, że nie interesuje się modą, a moda nie interesuje się nią. Kiedyś spotkałyśmy się w Nowym Jorku, Agnieszka zabrała mnie do Eli Czyżewskiej. To było romantyczne mieszkanie, z kominkiem i tarasem, przy którym rosło wielkie drzewo. Przez otwarte okno wpadały do pokoju liście. Siedzimy w tym pokoju, a Ela mówi nagle: „Boże, jakie ty masz okropne ciuchy! Rozbieraj się!”. I wrzuciła je do tego kominka.  Wakacje w Bułgarii i „Apetyt na czereśnie” Ale pani miała wtedy chyba najlepsze ciuchy w Warszawie! Agnieszka lubiła grzebać w pani szafie?...

Czytaj dalej
Karolina Piechota / Fot. Joanna Florek i Michal Mazurkiewicz

„Super jest zagrać Marylę!” – mówi Karolina Piechota, którą zobaczymy w serialu „Osiecka”

„To intrygujące, że ktoś będzie mną na ekranie”, mówi Maryla Rodowicz i zapowiada, że będzie serial oglądać. Dla Karoliny Piechoty zagranie legendy polskiej sceny to rola marzeń – i jednocześnie duża odpowiedzialność.
Anna Zaleska
17.12.2020

Już 25 grudnia Telewizja Polska pokaże pierwszy odcinek długo oczekiwanego serialu „Osiecka”. Na ekranie mnóstwo znajomych postaci. Oprócz Agnieszki Osieckiej, którą zagrają Magdalena Popławska i Eliza Rycembel (we wczesnej młodości), zobaczymy też Marka Hłaskę, Jeremiego Przyborę, Elżbietę Czyżewską I oczywiście Marylę Rodowicz, którą z Agnieszką Osiecką połączyła przyjaźń i wiele niezapomnianych piosenek. W jej postać wcieliła się Karolina Piechota. Anna Zaleska: Pierwsza myśl, gdy dostała pani rolę Maryli Rodowicz? Karolina Piechota: Wow, jakie to super! Wie pani, z kim walczyła o tę rolę? Casting został tak zorganizowany, że nie miałam pojęcia, z kim rywalizuję. Nie było więc presji, że widzę inne kandydatki i muszę stanąć do rywalizacji. Bardzo sympatycznie to wszystko przebiegało. Na pewno ważne było to, że pani jest nie tylko aktorką, ale też wokalistka? Tak, myślę, że to był istotny składnik sukcesu. Mam w dorobku dużo piosenek, w których grałam ekscentryczne wokalistki i diwy. Śpiewałam między innymi piosenki Violetty Villas, Marylin Monroe, Cyndi Lauper i właśnie Maryli Rodowicz. Na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu wykonałam „Arię hrabiny” Stanisława Moniuszki. Na scenie zawsze bliżej mi było do barwnego ptaka niż melancholijnej, drobnej pieśniarki. Teraz myślę, że każdy krok, który podejmowałam w swojej twórczości, prowadził mnie w stronę takiej choćby roli jak Maryla Rodowicz. Czy to była piosenka aktorska, czy mój One Woman Show Lady ViVi. Jaka będzie Maryla Rodowicz w pani wykonaniu? Gram młodą Marylę, to są lata 70. i 80. Wchodząc na plan serialu, myślałam o tym, czy jesteśmy do siebie podobne, czy byśmy się polubiły, gdybyśmy miały możliwość poznania, jakie mamy punkty wspólne? Co nas...

Czytaj dalej