Marlene Dietrich i Ernest Hemingway byli platonicznymi kochankami przez prawie 30 lat
PAP

Marlene Dietrich i Ernest Hemingway byli platonicznymi kochankami przez prawie 30 lat

Spotkali się przypadkiem. Od tego czasu Marlene Dietrich i Ernest Hemingway regularnie pisali do siebie listy pełne pasji i miłosnych wyznań.
Kamila Geodecka
25.03.2021

W 1934 roku Marlene Dietrich wracała z rodzinnych Niemiec do Stanów Zjednoczonych, w których robiła karierę. Płynęła przez ocean luksusowym okrętem liniowym. Tym samym statkiem, wypływającym z Francji, podróżował Ernest Hemingway, który wracał z wyprawy po wschodniej Afryce. Pewnego dnia długiej podróży Marlene Dietrich weszła do jadalni  i zapytała siedzących gości, czy może do nich dołączyć. Gdy ci wstali, okazało się, że jest ich 12, a ona byłaby 13 – pechowa i bez pary. Zmieszana zaczęła się tłumaczyć i chciała wycofać się ze swojej propozycji, jednak wtedy pojawił się Ernest Hemingway, który zaproponował swoje towarzystwo.

Tak zaczął się ich wieloletni romans, który opierał się głównie na pisaniu do siebie listów. Prawdopodobnie była to miłość platoniczna, choć wypełniona nie tylko flirtem i komplementami, ale także szczerymi wyznaniami miłości i tęsknoty.

Czytaj także: Greta Garbo – wiecznie młoda gwiazda kina

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Miłość w listach

Dla Ernesta Hemingwaya Marlene Dietrich bywała „córką”, innym razem nazywał ją: „najdroższa Kraut” lub „moja mała Kraut”. Listy często kończył podpisem: „Papa”. Podobno pisarz miał w zwyczaju właśnie w taki sposób odnosić się do kobiet młodszych od niego. O czym pisali? Między innymi o swoich planach na przyszłość. W żartach mówili, że chcieliby wspólnie otworzyć klub nocny, w którym ona śpiewałaby na scenie, a on stałby na bramce i pilnował porządku.

Innym razem ich korespondencja wypełniona była flirtem i wyznaniami miłosnymi. „Za każdym razem, gdy obejmowałem cię ramionami, czułem, że jestem w domu” – pisał Ernest Hemingway, a list skończył słowami: „Kocham cię, mocno cię przytulam i mocno całuję”. W 1951 roku aktorka pisze do niego: „Myślę, że najwyższy czas powiedzieć ci, że myślę o tobie nieustannie. Czytam twoje listy w kółko i rozmawiam o tobie z kilkoma wybranymi osobami. Przeniosłam twoje zdjęcie do mojej sypialni i przeważnie patrzę na nie bezradnie”. „Proszę, pamiętaj, że zawsze cię kocham. Czasami o tobie zapominam, tak jak zapominam, że moje serce bije. Ale to bije zawsze” – odpowiadał jej w kolejnym liście.

Między korespondencyjnymi kochankami prawdopodobnie nigdy nie doszło do fizycznego zbliżenia, chociaż czasem się widywali. W latach 40. spędzali czas w paryskim hotelu Ritz. Ernest Hemingway dał wtedy Marlenie Dietrich bardzo emocjonalny wiersz o tematyce śmierci. Napisał go po tym, jak przyłączył się do jednostki piechoty, w której w ciągu 24 godzin zginęło 67 ludzi. Był zrozpaczony i załamany. Poprosił przyjaciółkę, by przeczytała napisane przez niego słowa w hotelowym barze. Podobno tego wieczoru wszyscy mieli łzy w oczach, łącznie z recytującą wiersz aktorką.  

Czytaj także: Agnieszka Osiecka i jej listy do Jeremiego Przybory. Nikt tak nie pisał o miłości!

Marlene Dietrich i Ernest Hemingway: ofiary niezsynchronizowanej pasji

Oboje przeżyli wojnę, oboje byli silnymi osobowościami i oboje musieli zmagać się z własną popularnością, szukając spokoju i prywatności. Rozumieli siebie nawzajem i obdarzali się ogromnym szacunkiem. Po latach przyjaźni z Marleną Dietrich Ernest Hemingway wyznał swojemu przyjacielowi, dlaczego nigdy nie zbliżył się fizycznie do aktorki. „Byliśmy ofiarami niezsynchronizowanej pasji” – miał powiedzieć. „Kiedy nie byłem zakochany, Kraut była zanurzona w romantycznym ucisku, a gdy ona była na powierzchni i pływała z tymi cudownie szukającymi oczami, ja byłem zanurzony”.

Córka Marleny Dietrich, Maria Riva, pisała w swojej biografii, że dla jej matki Ernest Hemingway był „eleganckim korespondentem wojennym w podwiniętym płaszczu przeciwdeszczowym. Łowcą z przeładowaną strzelbą, stojącym na drodze szarżującego nosorożca. Samotnym filozofem z krwawiącymi rękami ściskającymi żyłkę”. Aktorka uwielbiała wszystkie dzieła pisarza i wierzyła, że jest jej najlepszym przyjacielem. On cenił ją za intelekt, urodę oraz dumę.

Marlene Dietrich i Ernest Hemingway korespondowali ze sobą aż do samobójczej śmierci pisarza w lipcu 1961 roku. Listy ofiar niezsynchronizowanej pasji zostały opublikowane w 2007 roku, 15 lat po śmierci Marlene Dietrich.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz
Ewa Lipska/Fotonova

Wyjątkowa miłość: Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”

„Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie” – pisała Wisława Szymborska do Kornela Filipowicza. Byli ze sobą 23 lata. I była to wyjątkowa miłość, choć nie mieli ślubu i nie mieszkali ze sobą.
Magdalena Żakowska
01.07.2020

Ich znajomi mówili, że związek poetki Wisławy Szymborskiej i pisarza Kornela Filipowicza był „organiczny”, że tworzyli jedność. A przecież nie byli typową parą, nawet ze sobą nie mieszkali. Za to codziennie pisali do siebie listy. Czułe, intymne, zabawne. „Kocham Cię bezustannie, tylko z przerwą obiadową” –pisze Szymborska, choć wszyscy wiedzą, że kocha go nieustająco. W innym wyznaje: „Najlepiej w życiu ma Twój kot, bo jest przy Tobie”. Kiedy w połowie lat 60. zbliżyli się do siebie oboje mieli już za sobą inne małżeństwa, nie byli też młodzi. Wisława Szymborska była po 40, Filipowicz starszy od niej o dziesięć lat po 50. Na czym polegał fenomen tej miłości? Kilka spraw ustalili od razu: będą mieszkać oddzielnie, telefon co najmniej dwa razy dziennie (rano na dzień dobry, wieczorem na dobranoc), spotkania częste. Wszyscy, którzy ich znali i mieli okazję obserwować narodziny tego uczucia, podkreślają, że bardzo do siebie pasowali. Oboje dość staroświeccy, powściągliwi i niezwykle życzliwi. Sprawiali wrażenie melancholijnych samotników. Niełatwo było poznać, że są razem. „Nie manifestowali publicznie swoich uczuć. Wisława nie poprawiała Kornelowi krawata, on nie otulał jej czule płaszczem. Byli niezwykle powściągliwi – wspomina przyjaciółka Szymborskiej, Teresa Walas. – To było obce ich naturze. Nie mieszkali ze sobą, bo nie czuli potrzeby chodzenia w jednym zaprzęgu. Poza tym, jak mówiła sama Wisława, nie wyobrażali sobie pracy w jednym domu. Dwie stukające maszyny do pisania? To by było dla nich nie do zniesienia”. Wisława Szymborska: „Boże, jaki piękny mężczyzna” Na „ty” przeszli gdzieś między grudniem 1966 roku a kwietniem 1967, chociaż poznali się 20 lat wcześniej. Ale wtedy oboje byli jeszcze w innych związkach....

Czytaj dalej
Fryderyk Chopin i Delfina Potocka
akg-images/EAST NEWS

Fryderyk Chopin i Delfina Potocka. Gdy umierał, śpiewała mu i przygrywała na fortepianie

Fryderyk miał pisać do Delfiny listy tak pikantne, że trudno było się nie zarumienić przy ich lekturze. Choć korespondencję najprawdopodobniej sfałszowano, historia znajomości tych dwojga intryguje do dziś.
Hanna Szczesiak
27.11.2020

Delfina z Komarów Potocka, muza poetów, malarzy i muzyków okresu romantyzmu, miała być jedną z miłości Fryderyka Chopina. Poznali się w Dreźnie, jednak ich znajomość nabrała kolorów, gdy oboje zamieszkali na stałe w Paryżu. To właśnie do stolicy Francji Delfina uciekła przed mężem, Mieczysławem Potockim, którego prawdziwa natura miała się objawić po kilku latach małżeństwa. Z relacji świadków wynika, że Potocki bił i poniżał młodą żonę, wykazując się niebywałym okrucieństwem. Miał ją nawet głodzić i więzić w ich wspólnym domu. Uwolniwszy się od męża-tyrana, Delfina rozkwitła. W Paryżu od razu dostrzeżono jej urodę – Potocka już od młodzieńczych lat zachwycała mężczyzn, a o jej rękę ubiegało się kilku adoratorów. Uroda szła w parze z talentem: Delfina mówiła po francusku, interesowała się rysunkiem i malarstwem, grała na klawikordzie i śpiewała. „Rzadko zdarzało mi się zetknąć z czymś równie doskonałym”, pisał o jej głosie wyraźnie zauroczony Eugène Delacroix. Nauczyciel i uczennica Chopina poznała na jednym z przyjęć. On bywał na nich często, roztaczając wokół siebie aurę młodego, obiecującego kompozytora, który szuka protekcji. Chciała, by uczył ją gry na fortepianie. Choć okazała się niezwykle utalentowaną i pilną uczennicą, wkrótce nie potrzebowali już pretekstu, by się spotykać. Nawiązała się między nimi więź, która trwała przez całe ich życie. Wielu do dziś próbuje dociec, czy uczucie, które ich łączyło, było wyłącznie platoniczne. W końcu w Delfinie kochali się Honoriusz Balzak, Hieronim Bonaparte (brat Napoleona), Zygmunt Krasiński – ten ostatni miał być jej największą miłością. Bliskie stosunki utrzymywała również z Juliuszem Słowackim (o którego...

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka i Marek Hłasko
east news

To była artystyczna miłość! Historia Agnieszki Osieckiej i Marka Hłaski

Poetkę i pisarza łączyło niebywałe uczucie.
Sylwia Niemczyk
02.02.2019

Poznali się na przełomie 1956 i 1957 r. Agnieszka Osiecka – studentka reżyserii w łódzkiej filmówce, wschodząca gwiazda STS-u. Hłasko – 24-letni pisarz, już wtedy sławny autor zbioru opowiadań „Pierwszy krok w chmurach”. Oboje piękni i niegrzeczni. Ona nieprzeciętnie inteligentna i wyjątkowo jak na tamte czasy wyzwolona. Zawsze flirtowała z kilkoma chłopakami naraz. Panienka z Saskiej Kępy.   Brylowała w towarzystwie o wiele starszych od siebie literatów i filmowców. Miała skłonność do łamania serc i do efektownych puent. I jedne, i drugie kolekcjonowała z równym zapałem. Pod szklanym blatem w biurku zbierała zdjęcia zdobytych mężczyzn. Wojciech Frykowski, Andrzej Jarecki, Daniel Passent, Jeremi Przybora i wielu, wielu innych. „Hłasko był proletariackim księciem, którego mi zazdrościły koleżanki – tak go zaklasyfikowała w swojej kolekcji. – Twarz rozgrymaszonego bachora, figura cowboya, ręce Madonny. Wyższy był od naszego pokolenia o pół głowy”.   On wychowany na Powiślu, edukację zakończył na poziomie podstawówki, od 16. roku życia pracował fizycznie jako robotnik na budowie i szofer. Zbuntowany i gniewny. Łudząco podobny do Jamesa Deana, na którego się zresztą robił. „Pisanie – mówił – jest tak wspaniałe, jak chlanie”. O jego nocnych wybrykach krążyły legendy, które sam podkręcał. W Kameralnej pojawiał się zwykle dopiero po północy – latem w szoferskiej skórze, zimą w swoim słynnym białym kożuchu. Wszyscy cisnęli się wtedy do baru, żeby choć się o niego otrzeć. Bo odezwać się do Hłaski było nie lada odwagą. Kto się odezwał głupio – dostawał w zęby.   Agnieszka Osiecka leczyła rany Marka po wcześniejszym związku Oboje komponowali swoje życie...

Czytaj dalej
Wisława Szymborska
mat. prasowe

Wisława Szymborska, Ichna, Wisełka: „Czasami jestem podobna do siebie, a czasami nie”

Wisława Szymborska, pierwsza dama polskiej poezji, nie chciała opowiadać o swoim życiu i nie lubiła, gdy się o niej rozpisywano. Wolała, żeby mówiły za nią jej wiersze.
Sylwia Arlak
24.11.2020

O tym, że otrzymała nominację do literackiej Nagrody Nobla, dowiedziała się od dziennikarzy (była wówczas jedyną noblistką w historii, która poznała werdykt jeszcze przed oficjalnym komunikatem). Wypoczywała w pensjonacie Astoria w Zakopanem, gdy odwiedzili ją znajomi reporterzy. „Fotograf Adam Golec — już po ogłoszeniu wiadomości — uwiecznił na wspaniałych zdjęciach nieoficjalny wizerunek świeżo upieczonej noblistki: naprawdę zaskoczonej, roześmianej, z papierosem w ręce i z włosami w nieładzie. (…) Wisława Szymborska wyszła do dziennikarzy w rozciągniętym białym swetrze i w malinowej spódniczce wątpliwej urody. Była na wakacjach i stroje miała wakacyjne” — czytamy w książce Joanny Gromek-Illg „Szymborska. Znaki szczególne. Biografia wewnętrzna”. W 1996 roku wraz z upragnionym Noblem przyszła sława, która dla Szymborskiej była utrapieniem. „Dla niechętnie udzielającej się publicznie poetki szczególnie męcząca była rosnąca z dnia na dzień popularność. Stała się znana i rozpoznawalna, jej zdjęcia publikowały gazety, w telewizji co rusz pojawiały się poświęcone jej materiały, radio nadawało jej wiersze czytane przez popularnych aktorów. Jednym słowem — była sławna, jak gwiazdy filmowe w latach jej młodości, dla niektórych była » celebrytką « , ale też wiele osób nieczytających na co dzień poezji zachwyciło się jej wierszami” — pisze w swojej książce Gromek-Illg. Ludzi jednak interesowało też życie prywatne poetki. Chcieli wiedzieć, czy ma męża i dzieci. A jeśli nie, dlaczego? Jak mieszka i co robi w czasie wolnym? W miesiąc musiała udzielić więcej wywiadów, niż przez całe dotychczasowe życie. Jej przyjaciele z uśmiechem mówili o „tragedii sztokholmskiej”. Szymborska odetchnęła z ulgą, gdy po...

Czytaj dalej